John i Yoko w Ameryce, Julian i ja w Londynie, a między nami pat w kwestii jakichkolwiek potencjalnych ustaleń dotyczących widzeń – mogłam tylko toczyć się dalej ze swoim życiem i mieć nadzieję, że sprawy ulegną zmianie. Gdyby John w którymkolwiek momencie podniósł słuchawkę lub napisał do mnie, prosząc o spotkanie z Julianem, byłabym wniebowzięta. Właściwie często modliłam się o to, by to zrobił. Jednak między rokiem 1971 a 1974 nie było od niego żadnej wiadomości, poza prezentami urodzinowymi i bożonarodzeniowymi dla Juliana każdego roku, przesyłanymi przez jego londyńskie biuro bez żadnej osobistej notatki czy karty. Julian musiał mieć wrażenie, jakby jego tata zniknął z planety. Miał osiem lat, kiedy ostatnio widział Johna. Potem miał tylko wycinki z gazet, które mówiły mu, gdzie jest jego tata i co porabia.
John walczył z władzami USA o pozwolenie na pobyt w Stanach: jego wyrok za narkotyki oznaczał, że niechętnie przyznawali mu upragnioną zieloną kartę. Wyjaśniłam Julianowi, że John nie może opuścić Ameryki, dopóki nie dostanie pozwolenia na życie tam, co niewiele znaczyło dla małego chłopca. – Jeśli tata nie może przyjechać i mnie zobaczyć, to dlaczego ja nie mogę pojechać i zobaczyć jego? – zapytał. Co mogłam powiedzieć? – Myślę, że jest bardzo zajęty urządzaniem się w Ameryce. Jestem pewna, że niedługo się odezwie. – Ale w miarę jak czas mijał bez słowa, Julian wyciągnął własne wnioski. – Tata zawsze mówi ludziom, żeby się kochali – powiedział mi pewnego dnia – ale jak to się dzieje, że nie kocha mnie? Prywatnie trudno było się z tym nie zgodzić i przeklinałam Johna za to, że sprawia cierpienie swojemu dziecku, chociaż robiłam co w mojej mocy, by zapewnić Juliana, że oczywiście John go kocha. Nie tylko Julian wydawał się zostać zesłany do przeszłości Johna. John zdawał się odcinać wszelkie więzi z rodziną i przyjaciółmi w Wielkiej Brytanii. Rzadko, jeśli w ogóle, kontaktował się ze swoimi siostrami, ciotkami i przyjaciółmi, z którymi utrzymywaliśmy kontakt przez wszystkie lata Beatlesów. Szczególnie trudne dla mnie było to, że podczas gdy John ignorował swojego syna, wkładał wiele wysiłku w pomoc Yoko w odnalezieniu jej córki. W grudniu 1971 roku on i Yoko polecieli do Teksasu, kiedy usłyszeli, że Tony Cox i Kyoko tam są, a Tony został uwięziony na pięć dni za odmowę Yoko dostępu do córki. Po tym znów zaczął uciekać z Kyoko i tym razem John i Yoko nie mogli ich wyśledzić. Słyszałam, że krążyli po ulicach, mając nadzieję na dostrzeżenie Tony'ego lub Kyoko, i umieszczali ogłoszenia w gazetach, apelując o ich ujawnienie się. Było mi żal Yoko, która musiała tęsknić za córką, ale jednocześnie zastanawiałam się, czy John nie zawarł z nią jakiegoś dziwnego paktu – nie zobaczę mojego dziecka, dopóki ty nie zobaczysz swojego. To było jedyne wyjaśnienie, jakie mogłam wymyślić dla jego zaniedbywania Juliana. Na albumie, który miał być jednym z ostatnich albumów Beatlesów, zatytułowanym The Beatles, ale na zawsze potem znanym jako "Biały Album", znajdowała się mała kołysanka, którą John napisał dla Juliana. Album wyszedł tuż przed naszym rozwodem i wiedziałam, że ta piosenka tam jest; słyszałam ją, kiedy John ją komponował i pokochałam ją. Byłam jednak rozczarowana, że John dał ją do zaśpiewania Ringo na albumie i przez długi czas po naszym rozstaniu nie mogłam się zmusić do jej wysłuchania ani do puszczenia jej Julianowi. Ostatecznie jednak to zrobiłam, mówiąc mu, że tata napisał tę piosenkę dla niego, w nadziei, że może mu to przynieść pociechę. ["Good Night"]
Wkrótce po tym, jak John opuścił Wielką Brytanię, znowu przeprowadziliśmy się. Nieustanne imprezowanie Roberto [Bassanini] trwało nadal, a rachunki rosły. Nie mogłam już sobie pozwolić na wydawanie na cokolwiek chciałam i byłam boleśnie świadoma, że pieniądze, które miałam, muszą wystarczyć, dopóki Julian nie dorośnie. W próżnej próbie przekonania Roberto do rezygnacji z wizyt w restauracjach i klubach nocnych sprzedałam dom w Kensington i przeprowadziliśmy się do Wimbledonu. Oznaczało to kolejną nową szkołę dla Juliana, ale miałam nadzieję, że bardziej ustabilizowany styl życia rodzinnego to zrekompensuje. Byłam teraz zwykłą mamą, odwożącą dziecko do szkoły i robiącą zakupy w lokalnym supermarkecie, i podobało mi się to. Nic nie mogło się równać z życiem, jakie miałam z Johnem, i nie chciałam próbować go odtwarzać. Wolałam wrócić do normalnego świata. Większość ludzi, których spotykałam, nie miała pojęcia, kim jestem. Przez dużą część czasu, gdy byłam z Johnem, byłam w tle, a kiedy pojawiałam się publicznie, było to u jego boku, więc bez niego ludzie nie potrafili mnie usytuować. A kto spodziewałby się spotkać byłą żonę Beatlesa przy kasie w Sainsbury's? Jeśli ktoś mówił, że wyglądam znajomo, uśmiechałam się i mówiłam, że nie mam pojęcia dlaczego. Zazwyczaj to działało. Przepraszali i odchodzili pospiesznie. Oczywiście nadal miałam sławnych przyjaciół i chodziłam na ekscytujące przyjęcia z Roberto, ale trzymałam tę część mojego życia oddzielnie od codziennego świata, w którym żyłam, i nawet rodzice szkolnych przyjaciół Juliana, którzy przyprowadzali swoje dzieci na herbatę, rzadko komentowali to, kim jesteśmy.
Tuż przed Bożym Narodzeniem 1972 roku, około rok po naszej przeprowadzce, ciotka Johna, Harrie, zmarła na marskość wątroby. Nigdy nie piła, więc było to niezwykłe i smutne: miała tylko pięćdziesiąt sześć lat. Pojechałam z mamą do Liverpoolu na pogrzeb. Cudownie było znów zobaczyć tak wielu członków rodziny Johna. Julia, mająca teraz dwadzieścia pięć lat, była mężatką i miała syna i córkę. Jacqui została fryzjerką, a David, syn Harrie, był ze swoją żoną, która spodziewała się drugiego dziecka; jego starsza siostra, Leila, była konsultantką medyczną i matką trójki dzieci. Była tam ciotka Mimi, mająca już ponad siedemdziesiąt lat, ale wciąż, co zdumiewające, bez ani jednego siwego włosa. Na stypie po pogrzebie osaczyła mnie: – O czym ty, na litość boską, myślałaś, Cynthio, ty głupia dziewczyno, rozwodząc się z Johnem i pozwalając mu odejść z tą kobietą? – Zauważyłam, że nie miałam wielkiego wyboru w tej sprawie, ale Mimi nie chciała o tym słyszeć. – Powinnaś go powstrzymać. Teraz spójrz, jakiego idiotę z siebie robi. – Musiałam się zaśmiać. Po latach żywienia urazy do mnie, Mimi teraz ganiła mnie za to, że nie pozostałam mężatką Johna. Było to w pewien sposób pocieszające, że jego porywcza ciotka nie zmieniła się. Obiecałam zabrać Juliana, żeby ją odwiedzić w Poole i, ułagodzona, odeszła, by wystrzelić werbalny pocisk w swój kolejny cel. Później Julia powiedziała mi, że kiedy Mimi spotkała Johna i Yoko po wydaniu ich albumu Two Virgins, powiedziała im: – Dlaczego nie wzięliście kogoś atrakcyjnego na okładkę, jeśli już musicie mieć kogoś nagiego? – Bezpośrednia jak zawsze. Ta wizyta była moją pierwszą podróżą do Liverpoolu od długiego czasu i sprawiła, że zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi go brakuje. Obiecałam sobie, że wrócę, jeśli nadarzy się okazja. Wimbledon był przyjemny, ale nie miałam tam żadnych więzi, a życie z Roberto było męczące. Daleki od ograniczenia imprezowania, otworzył konto w korporacji taksówkowej i nabijał jeszcze większe rachunki, jeżdżąc taksówkami do West Endu każdego wieczoru. Wciąż "pracował" w restauracji, którą kupił jego ojciec, Da Bassano, ale co noc zapełniał ją swoimi przyjaciółmi i pozwalał im jeść bez płacenia. Kochał być kochanym, a ceną jego popularności było nasze obciążenie finansowe. Roberto zawsze był rozpieszczany przez rodziców i nigdy nie musiał radzić sobie z twardymi realiami życia. Jego zabawowość była rozkoszą, która stała się dla mnie zbyt trudna do zniesienia. Nie chciałam imprezować cały czas, kiedy spędzałam godziny każdego miesiąca ślęcząc nad rachunkami i leżąc bezsennie, martwiąc się. Błagania, prośby i żądania miały na niego niewielki wpływ: składał obietnice, których nie myślał dotrzymać, potem mówił mi, jak bardzo mnie kocha, kupując mi róże i patrząc na mnie oczami szczeniaka, aż musiałam dostrzec w tym zabawną stronę. Ale do 1973 roku wiedziałam, że nie mogę pozostać w tym małżeństwie. Jedyną rzeczą, która powstrzymała mnie przed odejściem wcześniej, był Julian. Czułam się strasznie, odbierając go komuś, kto był teraz dla niego tak ważny – Roberto zrobił tak wiele, by wypełnić lukę, którą John zostawił w życiu Juliana – ale musiałam. Nie byłam już skłonna żyć z kimś, kto nie chce dorosnąć, podjąć pracy ani dzielić ze mną odpowiedzialności. Więc z ciężkim sercem powiedziałam Roberto, że chcę, abyśmy się rozstali. Było wiele łez, od nas trojga, i potrzeba było całej mojej determinacji, by doprowadzić to do końca. Moją jedyną pociechą było to, że Roberto, mimo że był głęboko zraniony, kiedy go zostawiłam, nigdy nie opuścił Juliana. Co bardzo niezwykłe dla ojczyma, a szczególnie po tak krótkim małżeństwie, utrzymywał kontakt i regularnie zapraszał go do Włoch, gdzie w późniejszych latach Roberto zaczął, ironicznie, zarabiać dużo pieniędzy. On i Julian byli przyjaciółmi, dopóki Roberto nie zmarł na rozległy zawał serca dwadzieścia lat później. Zostawił Julianowi list mówiący, że na szwajcarskim koncie bankowym jest dla niego 100 000 funtów. Jednak kiedy to zbadano, bank upierał się, że takie konto nie istnieje. Nigdy nie dotarliśmy do sedna tej tajemnicy, ale w 1998 roku Julian zadedykował swój album "Photograph Smile" Roberto, w kochającej pamięci ojczyma, o którym czuł, że był dla niego bardziej ojcem niż John kiedykolwiek.
W 1974 roku, po moim rozwodzie z Roberto, Julian i ja skierowaliśmy się na północ. Kupiłam bungalow w Meols, wiosce w Wirral, blisko Hoylake. Dobrze było znów być w domu. Byłam teraz tuż obok mamy i cudownie było móc ją widywać tak często, jak chciałam. Zapisałam Juliana do Kingsmead School, która była blisko domu. Byłam świadoma, że to jego piąta szkoła, a nie miał jeszcze jedenastu lat – strasznie dużo zmian, z którymi musiało poradzić sobie każde dziecko – ale był tam szczęśliwy i natychmiast zaprzyjaźnił się na całe życie z Justinem Claytonem. Nasz bungalow, Rosebank, był bardzo zwyczajny i byłam świadoma, że jest to rozwiązanie tymczasowe, miejsce bezpieczne, by zrobić bilans dwóch rozbitych małżeństw i zdecydować, czego chcę na przyszłość. Brakowało mi Roberto i zastanawiałam się, czy postąpiłam słusznie, kończąc nasze małżeństwo. Julianowi też go brakowało. Jak udało mi się ponieść porażkę w małżeństwie dwukrotnie? I to z dwoma mężczyznami, którzy mieli niewiele wspólnego poza wyczerpującym emocjonalnym żniwem, jakie ode mnie pobierali. Byłam sama po raz pierwszy, odkąd skończyłam osiemnaście lat i czułam się bardzo przygnębiona. Wiedziałam, że łatwo mogę się załamać, ale zdałam sobie sprawę, że nie mogę sobie na to pozwolić: miałam syna, o którego musiałam dbać. Być może w wyniku wszystkiego, co przeszedł, Julian był dojrzały jak na swój wiek i często bardzo poważny. Zawsze czułam, że jego twarz ma w sobie średniowieczną jakość, jak rzeźby, które widziałam na starożytnych nagrobkach. I byłam przekonana, że prawdopodobnie był tu już wcześniej, wiele razy, ponieważ miał tak wrodzoną mądrość. Było wiele razy, kiedy opiekował się mną tak samo, jak ja nim. Słuchał, pocieszał i robił co w jego mocy, by mnie chronić. Dzieliliśmy tę szczególną bliskość, unikalną dla jedynaka i samotnego rodzica.
Podczas gdy zbierałam kawałki po moim drugim małżeństwie, byłam oszołomiona, czytając w gazetach o WIELKIM wydarzeniu w życiu Johna: on i Yoko rozstali się. Podobno zgodzili się na próbną separację pod koniec 1973 roku i John przeniósł się do Los Angeles z May Pang, młodą chińską pracownicą. Co to mogło oznaczać dla Juliana? Czy John byłby teraz skłonny do kontaktu ze mną i zobaczenia syna? Zastanawiałam się nad skontaktowaniem się z nim, czy powinnam po prostu poczekać i zobaczyć. Zdecydowałam, na razie, poczekać. Wydawało się, że John przechodzi przez dziwną fazę. Przez kilka następnych miesięcy kilkakrotnie trafiał na pierwsze strony gazet za bycie pijanym i bójki, ale był też kreatywny po raz pierwszy od wieków, pracując nad nowym albumem i zbierając się z innymi muzykami, w tym przyjaciółmi, takimi jak piosenkarz Harry Nilsson i Ringo, by nagrać album z jego ulubionymi piosenkami innych muzyków. Miałam nadzieję, że okaże się to początkiem bardziej pozytywnego okresu w jego życiu, który mógłby objąć jego syna. Ale czy on się skontaktuje, czy ja powinnam skontaktować się z nim? Decyzja została podjęta za mnie, kiedy pojechałam do Londynu w podróż służbową latem 1974 roku. Zawsze kochałam zajmować się dekoracją wnętrz i kiedy spotkałam kogoś, kto zasugerował, bym wykonała dla niego jakąś pracę, nie mogłam się doczekać. Tego wieczoru, po naszym spotkaniu, zameldowałam się w hotelu i odkryłam, że jest on bazą dla lokalnych prostytutek. Chmary dziewczyn, wystrojonych na bóstwo, i podejrzanie wyglądających mężczyzn kręciły się tam i z powrotem. Czułam się trochę nie na miejscu i potrzebowałam towarzystwa, więc zadzwoniłam do starej przyjaciółki i uzyskałam krzyżowe połączenie. Po kilku sekundach rozpoznałam głos, który słyszałam – to była Patti Harrison. Byłyśmy zachwycone, że znów mamy kontakt i zaprosiła mnie na kolację tego wieczoru. Była teraz w separacji z George'em, ale nadrobiłyśmy zaległości w naszych życiach i przedstawiła mnie grupie swoich przyjaciół, z których jeden był producentem nagrań: właśnie miał płynąć do Nowego Jorku na SS France z Eltonem Johnem, wtedy odnoszącym największe sukcesy gwiazdorem rocka na świecie, który miał dać serię koncertów w USA. Wspomniałam mu, że chcę, aby John zobaczył Juliana, a on powiedział: – Dlaczego nie pojedziecie z nami? – Byłam zaskoczona, ale widziałam, że to może zadziałać. Patti wtrąciła się i powiedziała, że jej siostra Jennie – której nie widziałam od naszej niefortunnej podróży do Grecji sześć lat wcześniej – mieszka teraz na obrzeżach Nowego Jorku i chętnie mnie przenocuje, podczas gdy Julian będzie z Johnem. Następnego dnia zadzwoniłam do Petera Browna, dostałam numer Johna i zadzwoniłam do niego. Był zaskoczony, słysząc mnie, ale nie tak zaskoczony jak ja, że dodzwoniłam się do niego za pierwszym razem, po tylu latach braku komunikacji. Nasza rozmowa była niezręczna i żadne z nas nie chciało uprawiać luźnej pogawędki, więc przeszłam prosto do rzeczy i powiedziałam, że chciałabym przywieźć Juliana, żeby go zobaczył. John brzmiał na zadowolonego z tego pomysłu i zgodził się. Powiedziałam mu, że nie mam pieniędzy, więc powiedział, że zapłaci za bilety pierwszej klasy dla nas. Byłam zachwycona. Kilka dni później wypłynęliśmy z Southampton. France był pięknym starym statkiem i to miał być jego ostatni rejs. Julian i ja dzieliliśmy kabinę i pierwszego wieczoru siedzieliśmy sami przy dużym okrągłym stole na kolacji. Grupa Eltona była w pobliżu i ucięliśmy pogawędkę z jego perkusistą, Rayem Cooperem, i jego żoną. Kiedy Elton, który był wielkim przyjacielem Johna, zdał sobie sprawę, kim jesteśmy, zaprosił nas do odwiedzenia go w jego kabinie. Była ogromna i dumnie pokazał nam monstrualny kufer poświęcony setkom par jego charakterystycznych okularów. Był czarujący i przypomniałam mu o wcześniejszej okazji, kiedy dostrzegliśmy go na Heathrow i dał Julianowi swój autograf. Julian był podekscytowany myślą o zobaczeniu taty, ale też zdenerwowany. Był bystrym, kochanym, ale nieśmiałym jedenastolatkiem i miałam nadzieję, że John będzie z niego dumny. Wiedziałam, że po trzech latach będą mieli wiele do nauczenia się o sobie nawzajem i modliłam się, aby się dogadali. Ray Cooper i jego żona byli dla nas bardzo uprzejmi: słuchali, gdy wylewałam swoje obawy dotyczące naszego ponownego spotkania z Johnem. Zanim się rozstaliśmy, Ray powiedział: – Po prostu zadzwoń do mnie, jeśli kiedykolwiek będę mógł coś dla ciebie zrobić. – Okazało się to cenną ofertą po śmierci Johna, kiedy Julian potrzebował pomocy i wsparcia. Kiedy statek przybił do portu, John czekał na nas na nabrzeżu, z May u boku. Zobaczenie go znowu było zarówno cudowne, jak i bolesne. Był blady i wychudzony i wyraźnie zdenerwowany. Musnął mnie w policzek, po czym porwał Juliana w ramiona i uściskał. Potem zostaliśmy przedstawieni May, słodkiej, ale wyglądającej na nieco zagubioną dziewczynie w wieku dwudziestu trzech lat. Zostaliśmy wprowadzeni do limuzyny, gdzie Julian usiadł między Johnem i May, a ja byłam na siedzeniu za nimi. John rozmawiał wyłącznie z Julianem, zostawiając mnie jako niezręczną, milczącą pasażerkę. Cieszyłam się, że zamierzam zatrzymać się u Jennie i mogę zostawić ich samych. Wysadzili mnie w Pierre Hotel w centrum Nowego Jorku, gdzie John zarezerwował mi pokój na noc. Kiedy dotarłam do pokoju, wciąż trudno mi było chodzić prosto – po dniach na morzu wszystko się kołysało. Zamówiłam coś do jedzenia, a potem zadzwoniłam do Jennie. Włączyła się jej automatyczna sekretarka, więc zadzwoniłam do Patti w Londynie. – Jestem pewna, że tam jest – powiedziała mi. – Dałam jej znać, że przyjeżdżasz. Próbowałam dodzwonić się do niej liczne razy, ale kiedy wciąż nie było odpowiedzi, zadzwoniłam do Johna, drżąc przed lodowatym zbyciem. Ku mojej uldze był współczujący. Powiedział mi, że on, May i Julian lecą do Los Angeles następnego ranka i że mogę polecieć z nimi i zatrzymać się u jego przyjaciół, perkusisty Jima Keltnera i jego żony, innej Cyn. Następnego ranka spotkałam ich na lotnisku. Weszliśmy do samolotu razem, ale moje miejsce było z tyłu sekcji pierwszej klasy, podczas gdy oni siedzieli z przodu. To bolało, ale wiedziałam, że John czuje się bardziej komfortowo, trzymając mnie na dystans. Zawsze nienawidził przypomnień o bolesnych epizodach w swojej przeszłości i zdałam sobie sprawę, smutno, że to wszystko, co teraz dla niego znaczyłam. Lubił robić czyste cięcie i iść dalej, ale z powodu Juliana nie mógł tego zrobić ze mną. Widziałam, jak trudne to musi być dla niego i nie było łatwe dla mnie, ale byłam wdzięczna, że nie zostawił mnie samej w Nowym Jorku.W Los Angeles zostaliśmy zawiezieni do Beverly Hills Hotel, gdzie John i May zostawili nas, obiecując wrócić następnego ranka i zabrać Juliana na cały dzień. Mieliśmy fajny wieczór, skacząc po niezliczonych kanałach w telewizji, ale kiedy John pojawił się następnego ranka, Julian wybuchnął płaczem i powtarzał: – Chcę, żeby mamusia poszła. – Zrobiłam co w mojej mocy, by przekonać go do pójścia – wiedziałam, że moja obecność sprawi, że wszyscy poczują się niezręcznie – ale schował się za sofą, płakał i kategorycznie odmówił ruszenia się, chyba że ja też pójdę. W końcu wszyscy pojechaliśmy do Disneylandu. Dla mnie był to potworny dzień. John maszerował przodem z Julianem, podczas gdy ja wlokłam się z tyłu na dystans, czując się niepotrzebna. May uratowała sytuację: rozmawiała ze mną swobodnie i była miła i wrażliwa wobec Juliana, który widocznie rozluźnił się w miarę upływu czasu. Po napiętym lunchu w barze z burgerami i długim, gorącym popołudniu ciągnącym się po przejażdżkach, cieszyłam się, kiedy to wszystko się skończyło. Wolałabym w ogóle tam nie być, a szorstkie maniery Johna wzmacniały mój smutek. Wciąż głęboko mi na nim zależało i nigdy nie straciłam nadziei, że możemy być przyjaciółmi i nauczyć się czuć swobodnie w swoim towarzystwie. Zastanawiałam się, czego się boi – że pociągnę go do odpowiedzialności? Że chcę go z powrotem? Że Yoko dowie się, że tam jestem? Być może, ostatecznie, chodziło o to wszystko. I nie mogłam nic zrobić z Yoko, która wciąż kontaktowała się z Johnem wiele razy dziennie, monitorując go. Co do chcenia go z powrotem, czy nawet mówienia co myślę o tym, co zrobił – ruszyłam dalej. Kochałam go, ale nie chciałam być z nim znowu, ani nawet sprawić, by poczuł się źle. Wszystko, czego chciałam, to być przyjaciółmi i żeby był tam dla naszego syna. Po tym pierwszym dniu Julian chętnie wychodził z Johnem i May, a ja zamieszkałam u Keltnerów [foto], którzy byli uroczymi ludźmi. Rozbawieni moją angielskością, nazywali mnie Mary Poppins, a kiedy John pracował, Julian przychodził i bawił się z ich dziećmi. Jim i Cyn zwierzyli mi się, że nie podoba im się to, co stało się z Johnem. Według nich, wydawał się zdominowany przez Yoko. Dzwoniła do niego cały czas i on nieustannie martwił się, że będzie miał u niej kłopoty. Jego przezwisko dla niej brzmiało "Matka", i mówili, że wydaje się mieć z nią relację miłości-nienawiści, niezdolny do oderwania się, a jednocześnie nieustannie wściekły i pełen urazy do niej. Podobno Yoko zaaranżowała jego relację z May i wysłała ich precz z nowojorskiego apartamentu w budynku Dakota, który dzieliła z Johnem. Z jakiegokolwiek powodu – znudzenia Johnem, irytacji, potrzeby przestrzeni, być może – zdecydowała, że powinni być osobno, ale że ona wybierze kobietę, z którą on ma być, zamiast puszczać go luzem. Byłam oszołomiona. Jeśli to była prawda, John oddał Yoko ogromną władzę nad sobą. Grał niegrzeczne dziecko wobec jej kontrolującego rodzica. To przyprawiało mnie o dreszcz. Co stało się z wolnym duchem, niezależnym Johnem, którego znałam? Dlaczego chciałby poddać się tak mocno pod pantofel kobiety, która, z tego co słychać, tak często nie wydawała się okazywać mu miłości i uczucia? Dla mnie istniała oczywista paralela: ciotka Mimi. John dorastał w cieniu dominującej kobiety – to było to, co znał i z czym był najbardziej obeznany. Podczas gdy ja oferowałam oddanie i kochającą akceptację, których potrzebował po śmierci matki, Yoko oferowała bezpieczeństwo figury matki, która zawsze wie najlepiej. Kiedy w późniejszych latach czytałam komentarze Yoko porównującej się do ciotki Mimi, musiałam się uśmiechnąć. Trafiła w dziesiątkę. Ich relacja mogła zostać ustawiona przez Yoko, ale John i May wydawali się szczerze zakochani. Zauważyłam ich czułe gesty i ciepło między nimi, a Keltnerowie potwierdzili, że May jest dla niego dobra i czyni go szczęśliwym. W ciągu pierwszych kilku miesięcy, kiedy byli razem, John trafił na pierwsze strony gazet kilka razy za pijackie, awanturnicze zachowanie w klubach nocnych – pewnego słynnego wieczoru spędził cały czas z podpaską przyklejoną do czoła, przerywając występy na scenie, które poszli zobaczyć. Jim i Cyn myśleli, że był trochę jak nastolatek wypuszczony ze szkoły z internatem; po ograniczeniach życia z Yoko pozwalał sobie na tyle nadmiaru, ile mógł. Podobno był z nią tak odcięty, że nie wiedział już, jak korzystać z banku czy robić zakupy w supermarkecie. Ale te burzliwe wczesne miesiące minęły i John stał się spokojniejszy i cieszył się robieniem codziennych rzeczy, które reszta z nas brała za oczywiste, z kobietą, która oferowała nieskomplikowane uczucie. Podczas gdy Julian był z Johnem i May, spędzałam czas z Malem Evansem, byłym technicznym Beatlesów: John poprosił go, by dotrzymał mi towarzystwa i oprowadził mnie. Dobrze było znów go widzieć. Wielki niedźwiedź, zawsze był łagodny i miły. Znałam jego żonę, Lil, i ich dwójkę dzieci – przychodzili do Kenwood – więc smutno mi było słyszeć, że zostawił ich i mieszka w LA z nową dziewczyną. Mal upewnił się, że dobrze się bawię. Zabrał mnie do świetnej meksykańskiej restauracji, zapoznał mnie z Tequila Sunrises i obwiózł mnie po całym Los Angeles. On też był smutny z powodu zmiany w Johnie i kręcił głową, gdy wspomniano imię Yoko. Ostatniego wieczoru naszego dwutygodniowego pobytu zaprosił nas wszystkich do swojego domu. Powiedziałam mu, jak trudna jest dla mnie niezręczność Johna, a Mal, zawsze wspierający Pan Złota Rączka, chciał pomóc. Wydawało się, że to działa. Podczas gdy Mal nalewał drinki, John i May usiedli ze mną i rozmawialiśmy. W końcu zobaczyłam cień nadziei, że sprawy ulegną złagodzeniu: po raz pierwszy i jedyny od naszego rozwodu John zdawał się odłożyć na bok poczucie winy i zakłopotanie i zrelaksować się ze mną. – Jak tam Roberto? – zapytał. Powiedziałam mu, że się rozstaliśmy, a on powiedział, że mu przykro: – Wszystko w porządku? – Powiedziałam mu, że tak, i opowiedziałam mu o życiu, jakie Julian i ja prowadzimy, z powrotem w Meols. John wspominał Liverpool i starych przyjaciół, i prosił, bym przekazała im jego miłość. W połowie wieczoru zadzwoniła Yoko. Serce mi zamarło. Czy John wróci do bycia dąsającym się chłopcem z podkulonym ogonem? O dziwo, nie zrobił tego. Wrócił, by do nas dołączyć, wciąż się uśmiechając. – Julian to kochany chłopiec – powiedział mi. – Nie mogę uwierzyć, jaki jest dorosły, Cyn. Nie jest już małym chłopcem, naprawdę mogę z nim teraz rozmawiać. Pod koniec wieczoru byłam optymistką. Odwilż się zaczęła. John i Julian spędzili czas razem, John i ja rozmawialiśmy, a on był z kobietą, która wspierała jego relację z synem. – Spróbujemy ściągnąć Juliana znowu niedługo – powiedziała mi May, kiedy powiedziałam, że mam nadzieję, że John nie zostawi tego na kolejne trzy lata. Lubiłam ją i miałam nadzieję, że ich relacja przetrwa. Poleciałam z powrotem do Anglii z Julianem, który był szczęśliwy i pełen opowieści o Johnie – nagrał Juliana grającego na perkusji w studiu, a potem użył rezultatu na jednej ze ścieżek na swój nowy album, Walls and Bridges. Kiedy wyszedł kilka miesięcy później, Julian został wymieniony w napisach, co go zachwyciło. Po naszej wizycie Julian rozmawiał z ojcem przez telefon co kilka tygodni. Głównie to John dzwonił, ale Julian zebrał się na odwagę, by czasem zadzwonić do niego też. Wciąż czuł respekt przed ojcem, co być może nie dziwi, skoro John był nie tylko bardzo odległy, ale także globalnie sławną gwiazdą rocka. Ale miałam teraz realną nadzieję, że z czasem Julian poczuje się przy nim swobodniej. W stronę Bożego Narodzenia John zaprosił Juliana na święta. Był zachwycony, ja też. Tym razem nie było potrzeby, bym jechała: mogłam wsadzić go do samolotu, pod opiekę stewardesy, a John odebrałby go na drugim końcu. Wszystko poszło zgodnie z planem i Julian wystartował, trochę zdenerwowany, ale bardzo podekscytowany. Do tego czasu John i May przenieśli się do apartamentu z widokiem na rzekę Hudson w Nowym Jorku. Julian opisał go jako mały i bardzo biały, z dwiema sypialniami. Był balkon, na którym siadywali, i powiedział mi, że pewnej nocy John widział stamtąd UFO. May była jak starsza siostra dla Juliana: wiedziała, jak z nim rozmawiać i czuli się swobodnie w swoim towarzystwie, chociaż John wciąż często był odległy i niezręczny. Jednak Julian zaczął uczyć się gry na gitarze w szkole, więc John pokazał mu kilka nowych chwytów i czerpali przyjemność ze wspólnego grania. Prezentem bożonarodzeniowym Juliana od Johna był automat perkusyjny, który grał wszelkiego rodzaju rytmy. Kochał go i wypróbowali go ze swoimi gitarami. John, podobno, był szalony na punkcie gadżetów, a Julian był oszołomiony telewizorem z oddzielnym pudełkiem do zmiany kanałów – pierwowzorem dzisiejszego pilota. Było to przyczyną najgorszego momentu w wakacjach Juliana. Pewnego ranka, gdy May była na zakupach, a John spał długo w salonie, Julian, znudzony i czekający, aż tata się obudzi, wkradł się i zaczął bawić się pudełkiem do kanałów. Chociaż starał się robić to cicho, kliknięcia obudziły Johna, który zerwał się i nakrzyczał na niego. Julian, zszokowany i przerażony, pobiegł z powrotem do swojego pokoju. Od tej pory musiał nieustannie obserwować nastroje Johna, by uniknąć przypadkowego sprowokowania go. Byłam wściekła na Johna za postawienie kolejnej bariery między sobą a synem – była to dzika nadreakcja na drobny incydent. Potrafił być zdumiewająco niewrażliwy i okrutny i nie myślał o konsekwencjach dla ich relacji, co czyniło Juliana coraz bardziej ostrożnym w jego pobliżu. Ale nic z tego nie powstrzymało Juliana przed uwielbianiem go i był zachwycony, kiedy ojciec wspomniał o ściągnięciu go znowu latem.
Sprawy wydawały się zmierzać ku znacznie bardziej pozytywnej przyszłości, dopóki, wkrótce po powrocie Juliana, nie usłyszeliśmy, że John wrócił do Yoko, która była w ciąży. Dziecko spodziewane było w październiku. Powiedziałam niewiele Julianowi, poza tym, jak ekscytująco będzie mieć brata lub siostrę, i że mam nadzieję, że wciąż będzie mógł pojechać zgodnie z planem. Ale prywatnie byłam zmartwiona. Czy to będzie koniec naszego nowoodnalezionego porozumienia z Johnem? Było mi też smutno z powodu May, o której wyobrażałam sobie, że musi być zraniona. Yoko odprawiła jej piętnaście miesięcy z Johnem jako jego "stracony weekend", a John wydał oświadczenie mówiące, że jego separacja z Yoko nie była sukcesem. Modliłam się, aby to był właściwy ruch dla niego i aby utrzymał kontakt z Julianem. Początkowo to robił: dzwonił do Juliana jak wcześniej, co kilka tygodni. Ale telefony stały się rzadsze i nazbyt często, gdy Julian próbował dodzwonić się do Johna, nie mógł się połączyć. Yoko, lub jeden z ich pracowników, mówił mu, że John śpi lub jest zajęty. Zniechęcony, Julian czekał tygodnie przed kolejną próbą. W trzydzieste piąte urodziny Johna, 9 października 1975 roku, Yoko urodziła ich syna, Seana. Byłam pod wrażeniem wyczucia czasu i, pomimo moich obaw w imieniu Juliana, cieszyłam się z powodu Yoko, która miała kilka poronień, odkąd była z Johnem. Julian pragnął zobaczyć swojego maleńkiego brata, ale zaplanowana letnia wizyta nigdy się nie zmaterializowała i minęły kolejne dwa lata, zanim poznał Seana.
W międzyczasie miałam nowego mężczyznę. Moja stara przyjaciółka z college'u Helen Anderson, teraz projektantka sukienek, przedstawiła mnie inżynierowi telewizyjnemu o nazwisku John Twist. Był o sześć lat młodszy ode mnie i wkrótce zaczęliśmy się spotykać. Pewnego dnia przyjechał do mojego bungalowu swoim samochodem, z psem na tylnym siedzeniu, i powiedział mi, że stracił pracę i dom. Byłam niepewna, co zrobić. Chociaż go lubiłam, nie byłam gotowa pozwolić mu się wprowadzić. Mimo to, nigdy nie będąc dobra w mówieniu nie, dokładnie to zrobiłam. Dopiero znacznie później dowiedziałam się, że był żonaty, kiedy go poznałam. Byłam przerażona: nigdy nie chciałabym, żeby zrobił coś takiego, ale do czasu, gdy odkryłam prawdę, mieszkaliśmy już razem od jakiegoś czasu. Mimo to, ziarno nieufności zostało zasiane i chociaż John był czarujący i zawsze chętny, by mi się przypodobać, nigdy więcej nie czułam się go całkiem pewna. Zanim poznałam Johna, kupiłam piękny, zrujnowany stary domek w Llandurnog, w północnej Walii, za piętnaście tysięcy funtów, planując go wyremontować. Prace zajęły około roku, ale ostatecznie John, Julian i ja wprowadziliśmy się. Chociaż John i ja dobrze się razem bawiliśmy, część mnie wiedziała, że nie jest on mężczyzną moich marzeń. Nie tylko czułam, że nie mogę mu w pełni ufać, ale stopniowo stawało się jasne, że ma niewiele szczerego porozumienia z Julianem. Jednakże, nigdy nie będąc kimś, kto rezygnuje z relacji, jeśli myślę, że jest szansa, by zadziałała, odłożyłam moje wątpliwości na bok i pobraliśmy się w maju 1976 roku w urzędzie stanu cywilnego w Glendywr. Dopiero gdy Helen Anderson powiedziała mi na przyjęciu weselnym potem: – Dlaczego, na litość boską, wyszłaś za niego, Cyn? – przyznałam przed sobą, że popełniłam błąd. Gdyby tylko powiedziała to przed ceremonią, mogłabym przez nią nie przejść. John i Yoko wysłali nam telegram, mówiący "Gratulacje, powodzenia, Boże błogosław waszą trójkę, miłość John i Yoko", i wzięłam to za zachęcający znak. Kilka tygodni później John zadzwonił i zaprosił Juliana na wakacje i by poznał Seana. Julian miał teraz trzynaście lat, był w Ruthin School, tuż przy wejściu do północnej Walii. Jego przyjaciel Justin też tam był i Julian wydawał się szczęśliwy, dobrze radząc sobie w sztuce.






















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz