...


Moje motto, nie tylko na ten blog, to:
Kocham od zawsze The Beatles, dzisiaj 100 razy mocniej niż wczoraj oraz 100 razy mniej, niż będę ich kochał jutro.




PROSZĘ WSZYSTKICH O REKLAMĘ MEGO BLOGU. Facebook, Twitter, czaty, blogi muzyczne, maile. Pozwólcie mi dotrzeć ze swoim blogiem do wszystkich fanów The Beatles. Szczegóły współpracy - na maila blogowego, adres na dole.

Baner reklamowy do pobrania - z prawej strony obok.
Dziękuję!!!


PAUL I LINDA DLA "PLAYBOYA" - XII 1984 CZ. 1

  Wywiad zamieszczony w miesięczniku "PLAYBOY" (grudzień 1984) , przeprowadzony przez Joan Goodman - pierwszy ważny wywiad Paula i Lindy od czasu  śmierci Johna Lennona. Znakomity ! Moje skróty, opuściłem kilka  fragmentów zbyt znanych i opisywanych tutaj nie raz jak np. poznanie się Paula i Johna.


PLAYBOY: Zacznijmy od powodu, dla którego zdecydowałeś się znowu być w centrum uwagi. Skończyłeś produkcję filmu 'Give My Regards to Broad Street.' . Napisałeś scenariusz, zagrałeś główną rolę. Dlaczego ten film pojawia się teraz ?
PAUL: Myślę, że całkowitym luksusem zawodowym jest to, że możesz sobie pozwolić na zmiany i np. pracę z innym medium. To jest to, do czego dąży tak wielu ludzi. Została mi dana szansa oglądać zawodowych aktorów w pracy i teraz mogę coś o niej powiedzieć. Nie ma potrzeby się o mnie martwić, nie ma niebezpieczeństwa...(śmiech). Nadal jest to wspaniała zabawa i wciąż dużo się nauczyłem. To dobry, mały film, na miłe spędzenie wieczoru.
LINDA: Napisał wspaniałą główną piosenkę. Muzyka wciąż jest wszędzie obecna, i Paul miał szansę pracować ponownie ze wspaniałymi muzykami. Znowu zaczął przychodzić do domu szczęśliwy, spełniony. Paul jest perfekcjonistą. Nie był już dawno taki od czasów dawnych starych dni.
PLAYBOY: Od czasów The Beatles”.
LINDA: Tak
Paul kiwa głową.
PLAYBOY : Paul, minęły już prawie cztery lata od śmierci Johna Lennona i tak naprawdę nigdy nie mówiłeś o waszej przyjaźni, relacjach, o tym co ta śmierć znaczyła dla ciebie. Czy możemy o tym teraz porozmawiać ?
PAUL: To jest... to zbyt trudne. Czuję, że jakbym zaczął rozmawiać o Johnie, mógłbym zacząć mówić przez pięć dni i mówić, mówić, mówić. Ale nie chcę niczego powiedzieć (za dużo).

LINDA: Jestem za tym.
PAUL: Wiem, że George i Ringo nie chcą naprawdę o tym rozmawiać.
PLAYBOY: Jak dowiedziałeś się o śmierci Johna ? Jaka była twoja pierwsza reakcja?
PAUL: Mój menadżer zadzwonił do mnie z samego ranka. Linda zabrała dzieci do szkoły.
LINDA: „Odwiozłam dzieci do szkoły i właśnie wróciłam. Paula twarz ...uuuu, była straszna. Nawet teraz kiedy o tym pomyślę … Wiedziałam, że coś się stało...
PAUL: To było zbyt szalone. Mówiliśmy, co ktoś powiedział... Takie wszystko zamazane. Coś jak z przypadkiem Kennedy'ego. Taki sam przerażający moment, wiesz... Nie możesz tego ogarnąć. Ja nie mogę.
LINDA: To wprawiło wszystkich w osłupienie, na resztę ich życia. To nie miało sensu.
PAUL: Nadal nie mogę tego pojąć i nie chcę.
PLAYBOY: Jedyną dotąd rzeczą, jaką powiedziane po zabójstwie Johna było: „No tak, to były narkotyki...”
PAUL: Co się stało usłyszeliśmy tego ranka i o dziwo, wszyscy przyjaciele Johna, trzej Beatlesi, wszyscy z nas zareagowali tak samo. Oddzielnie. Każdy poszedł tego dnia pracować. Wszyscy z nas. Nikt nie potrafił zostać w domu z tą wiadomością. Każdy z nas chciał pracować i być z ludźmi, których znał. Nie można tego było znieść ale musieliśmy przez to przejść. Więc tego dnia pracowałem, będąc oczywiście w szoku. I gdy później wracałem ze studia, spotkałem reportera, podstawił mi mikrofon pod szybę i wrzasnął: Co myślisz o śmierci Johna ? Miałem pracowity dzień, a byłem cały czas w szoku i odparłem: 'To narkotyki'. Użyłem 'drag' w sensie – najcięższe ze słów, no wiesz, 'To jest drag!' Ale wiesz, jak patrzysz na to wydrukowane, to widzisz' tak to jest w rzeczy samej 'drag' – narkotyki.
PLAYBOY: Masz w zwyczaju odpowiadać na pytania, dwuznaczeniowymi zwrotami, prawda?
PAUL: Wiem, co masz na myśli. Kiedy moja mama umarła , powiedziałem: Skąd będziemy teraz brać pieniądze ?

LINDA: Zarabiała dodatkowe pieniądze dla rodziny.
PAUL: I nigdy sobie nie wybaczę za te słowa. Naprawdę. Tak w głębi duszy nigdy sobie za te słowa nie wybaczyłem. I to wszystko co mogę o tym powiedzieć. Ale tak jest między dzieciakami, kiedy powiesz któremuś, że ktoś umarł, śmieją się.
PLAYBOY: Ponieważ nie potrafią sobie poradzić z emocjami.
PAUL: Tak, dokładnie.
LINDA: Cóż można było powiedzieć w sprawie Johna ?
PAUL: Co można ?
LINDA: Ból jest poza słowami. Nigdy nie jesteś w stanie jego opisać, bez względu na to jak bardzo jesteś elokwentny.
PAUL: Pojechaliśmy do domu. Oglądaliśmy wszystkie wiadomości. Siedzieliśmy tam wszyscy, razem z dziećmi i cały wieczór płakaliśmy. Nie mogliśmy sobie z tym dać rady, serio.
LINDA: Do dzisiaj, płaczemy gdy słyszymy Johna głos. Po prostu. Płaczesz. Nie ma na to słów. Idę sobie teraz popłakać.
PLAYBOY: Pamiętasz swoją ostatnią rozmowę z Johnem ?
PAUL: Tak. To było miłe, pocieszające dla mnie, ponieważ , czuję to, smutne jest to, że nigdy nie usiedliśmy i nie porozmawialiśmy o różnicach między nami. Ale na szczęście dla mnie, nasza ostatnia rozmowa telefoniczna był świetna, bez jakichkolwiek wzajemnych pretensji. Była o wiele lżejsza od tych, kiedy któryś z nas rzucał słuchawką.
PLAYBOY: Czy pamiętasz o czym rozmawialiście ?
PAUL: „To była szczęśliwa rozmowa o jego rodzinie, mojej. Cieszył się bardzo życiem. Sean był bardzo ważną jego częścią. Pamiętam jak powiedział: Na Boga, jestem jak ciotka Mimi, chodząc sobie tutaj w szlafroku .Karmię koty, gotuję, parzę herbatki, ale ta gospodyni domowa chce znowu swojej kariery!' To był jego czas. Był tuż po rozpoczęciu prac nad 'Double Fantasy'.
PLAYBOY: Ale wracając od twojej wymijającej wypowiedzi na temat śmierci Johna. To nie było typowe dla ciebie... pokazać mało emocji na zewnątrz, trzymać wszystko w środku...
LINDA: "Masz rację, to prawda.
PAUL: Racja. Moja mama umarła gdy miałem 14. To straszne w tym wieku stracić matkę, gdyż wiesz... wchodzisz w okres dojrzewania.
LINDA: Boże, mamy sami teraz 14 latka.
PAUL: Tak , i dla chłopca strata mamy...
PAUL: To nie łatwe. Startujesz w życie próbując być mężczyzną, być macho. Ta sytuacja bardzo mnie i Johna ze sobą zbliżyła. On stracił mamę gdy miał 17.Naszą odpowiedzią na te sytuację był wyśmiewanie ich, nie w sercu ale na zewnątrz. Kiedy ktoś pytał: Co tam słychać u twojej matki? John odpowiadał : 'Umarła'. Chcieliśmy po prostu widzieć jak ta pytająca osoba jest zakłopotana i to nas bawiło. Ale po kilku latach ból ustąpił. A między nami była wtedy duża więź. Później staliśmy się spółką kompozytorską. Myślę, że to pomogło w naszych intymnych relacjach, wzmogło zaufanie jeden do drugiego. Ostatecznie byliśmy bliskimi kumplami – dopóki Beatlesi nie zaczęli się rozpadać i pojawiła się Yoko.
PLAYBOY: No i zaczęły się różne kłótnie, wyzwiska. Jak to się zaczęło ? Czułeś się zraniony przez Johna ?
PAUL: Nie możesz myśleć o tym jak coś cie zabolało. To było trochę jak w starej armii kumpli, która się rozpadała, z powodu czyichś dzwonów weselnych. No wiesz...Zakochał się, a nikt z nas nie był na tyle głupi by mu powiedzieć: 'Nie powinieneś ją kochać'. Rozpoznaliśmy to, ale to nie umniejszało bólu, gdy zostaliśmy zepchnięci na boczny tor. Póżniej, pamiętam to, powiedziałem: 'Ok, spoko, dajmy mu jego czas dla Yoko'. Chciałem by miał dziecko, przeprowadził się do Nowego Jorku, by zrobił to wszystko co chciał, nauczył japońskiego, rozwijał się.
PLAYBOY: Ale nie rozumiałeś tego wtedy ?
PAUL: "Nie, w tamtym okresie, staraliśmy się zrozumieć. Któregoś dnia przyjrzałem się swemu drugiemu albumowi, 'Ram' i pamiętam, że był tam mały prztyczek w kierunku Johna. W owym czasie John prawił na lewo i prawo zbyt dużo jak dla mnie kazań i w jednej piosence napisałem ' 'Too many people preaching practices,' (zbyt wielu ludzi jest kaznodziejami - prawi kazania). Myślę, że tak to było. Małe odniesienie do tego co robili John i Yoko.. Nie było tam niczego więcej na ich temat. Oh, było jeszcze: 'You took your lucky break and broke it in two' (złamałeś swój szczęśliwy oddech na pół)
LINDA: Ta sama piosenka. Otrzymali wiadomość.
PAUL: Ale odebrali to wszystko zbyt mocno.
LINDA: Uznali, że cały album jest o nich i to ich strasznie rozzłościło.
PAUL: Taa, to ten rodzaj rzeczy, jakie się zdarzają. Wzięli jedną malutką przyganę i wrócili z atakiem na nas w następnym albumie .Moglibyśmy powiedzieć: 'Uderzyliśmy tylko z siłą 2 % a oni około 200% ale musieliśmy przejść przez te wszystkie szaleństwa.
PLAYBOY: W większości swoich wywiadów John mawiał, że nigdy nie brakowało mu The Beatles. Wierzyłeś mu ?
PAUL: Nie wiem. Przypuszczam, że nie. Ktoś taki jak John mógł chcieć końca okresu z The Beatles i początku okresu z Yoko, nie mieszając ich ze sobą. A gdy był z Yoko, cokolwiek związane z The Beatles było intruzem. Tak więc mógł być zainteresowany swoim nowym życiem, bez tęsknoty za nami.
PLAYBOY: Czy kiedykolwiek próbowałeś się dowiedzieć co myśli o tobie ?
PAUL: Wiedziałem, że był pewien rodzaj wsparcia, które odczuwałem od niego. Ale oczywiście , gdy jesteś poniewierany publicznie, to powodowało u mnie pewne zwątpienie. Nawet jeśli to było to jego słynne gadanie co mu ślina na język przyniesie, a znam go. Wyzwiska ... Ale to oczywiście raniło mnie, choć z czasem coraz mniej.
PLAYBOY: Czy to, że każdy z was poszedł swoją drogą było dobre dla muzyki.
PAUL: Taa, to była najlepsza rzecz jaka funkcjonowała między Lennonem i McCartney'em. Elementy konkurencji między nimi. To było świetne. Ale ciężko z tym żyć. I ciężko było z tym żyć. To prawdopodobnie był jeden z powodów, dlaczego ten team prawie się wypalił. I, oczywiście,znalezienie tak silnej kobiety jak Yoko, zmieniło Johna.
LINDA: Ale w ten sposób tracisz siebie.
PAUL: Tak, to największa pewnie krytyka, że John przestał być sobą. Wściekałem się za to na niego. Ale dajmy spokój, zawsze był otwarty na nowe horyzonty. Kiedy chciał się uczyć japońskiego , udał się do Biarritz.
LINDA: Podobało mi się to. Biarritz! To znaczy Berlitz.
PAUL: "Tak, chciał nowych wyzwań i to miłe, ze strony Yoko, że spełniała pod tym względem jego oczekiwania. Pokazała mu nowe kierunki.
(Paul wychodzi odebrać telefon)
LINDA: "Chciałam tylko powiedzieć, że sądzę, że John chciał tak żyć by mógł powiedzieć 'Oh, teraz jestem szczęśliwszy...'

PLAYBOY: "A wy nie wierzyliście w to ?
LINDA: Smutne jest to, że John i Paul obaj mieli problemy, obaj kochali się i mogli sobie wzajemnie pomagać. Gdyby tylko potrafili się ze sobą komunikować. Martwi mnie to bez końca, ponieważ była tylko laską z Nowego Jorku kiedy w to wszystko weszłam. Boże, gdybym wtedy wszystko wiedziała co wiem teraz. Mogłam tylko siedzieć i przyglądać się jak grają w swoją grę.
PLAYBOY: Ale nie było to takie jasne, to, że John chciał pracować tylko z Yoko ?
LINDA: Nie. Paul bardzo chciał znowu pisać z Johnem. I wiem, że John chciał bardzo pisać. Bardzo. Ludzie myśleli, ok, on się teraz opiekuje Seanem, stał gospodynią domową i takie rzeczy, ale nie był szczęśliwy. Nie mógł pisać i to doprowadzało go do szaleństwa. A Paul mógł mu w tym łatwo pomóc...
(Paul wraca)
PLAYBOY: "Czy relacje McCartney'ów z Yoko zmieniły się po śmierci Johna ?
LINDA: Bez komentarza. Tylko żarty … mówi tylko tak.
PAUL: Kiedy ktoś spytał Yoko czy The Beatles wspierali ją po śmierci Johna, mówiła: Bez komentarza.
LINDA: Nawet gdy Ringo poleciał przez ocean zobaczyć się z nią, a każde z nas dzwoniło do niej.
PAUL: Prawda jest tak, że naprawdę nigdy nie miałem dobrych relacji z Yoko. Dziwne jest to, że zacząłem ją naprawdę poznawać po śmierci Johna. Chciałem ją poznać, ze względu na starego przyjaciela. Na początku byłem trochę odsuwany, ze względu na jej postawę 'Nie chcę być wdową roku'. Tak właśnie powiedziała. Poczułem się odrzucony ale pomyślałem, 'dobrze, świetnie , a niech cię', ale później 'czekaj, przecież ona przeżyła życiową tragedię a ja chcę by była dla mnie miłą, ponieważ ja taki dla niej jestem'. Zacząłem próbować poznać ją, zrozumieć jej punkt widzenia. W ten sposób byłem w stanie zaakceptować wiele rzeczy związanych i znaleźć rzeczy pokrewne z Yoko.
PLAYBOY: Takich jak ?
PAUL: Podobna nasza sytuacja, nasza popularność, jesteśmy znani...
LINDA: Yoko powiedziała do mnie, jeszcze kiedy John żył: jesteśmy tylko ludźmi zmierzającymi się z tymi samymi problemami. Ale różnice między nami są nadal. Bycie jej partnerem w interesach to prawdziwy problem.
PLAYBOY: "Gdy już zaczęliście rozumieć Yoko, Paul rozmawialiście obydwoje o Johnie ?
PAUL: Tak, rozmawialiśmy. Po jego śmierci, rzeczą, która mi najbardziej pomagała były rozmowy z Yoko o tym. Przekazała mi z własnej woli informację, że on … że naprawdę mnie lubił. Raz czy dwa powiedziała, że siedzieli kiedyś i słuchali moich płyt i on powiedział: 'Tu cie mam – taki jesteś'. Trochę wniosłem w zacisze ich prywatnego życia. To było dla mnie bardzo ważne.
PLAYBOY: Chwalił John twoje nagrania ?
PAUL: Tak, ale ciężko mi sobie przypomnieć szczegóły. Pamiętam jak byliśmy w Austrii i robiliśmy 'Help!' Byliśmy po całym dniu kręcenie jazdy na nartach i byliśmy wszyscy skonani. Zazwyczaj dzieliłem pokój z George', ale tym razem byłem z w pokoju z Johnem. Ściągaliśmy nasz olbrzymie buty narciarskie, mieliśmy też w pokoju naszą kasetę. Na niej jeden z naszych albumów, pewnie Revolver lub Rubber Soul (Paul myli się, te płyty wydał zespół po 'Help', ale może mieli próbne nagrania np. na Rubber Soul , dalszy fragment sugeruje, że mogło to być kiedy indziej, później niż wiosna 1965? - RK). Słabo to pamiętam. Była tam zdaje się kaseta z moją piosenką 'Here, There And Everywhere'. Były trzy piosenki moje i trzy Johna na tej stronie, której słuchaliśmy. Wtedy po raz pierwszy rzucił 'Oh, przypuszczam, że lubię bardziej twoje piosenki niż swoje'. Tak po prostu było i to było to, największa pochwała z jego ust jaką kiedykolwiek usłyszałem. (Paul mamrocze pod nosem udając Johna: "'I probably like your songs better than mine”). Whoops! Nikogo nie było więc mógł to powiedzieć. Ale, taaa, byłem wpatrzony w Johna, wszyscy byliśmy w niego wpatrzeni. Był najstarszy i pasował na lidera, był najszybszy, najmądrzejszy i inne takie rzeczy.Więc kiedy chwalił kogoś z nas, było to wspaniałe, bo nie robił tego zbyt często. Był też bardzo wdzięczny za pomoc w jego numerach. W np. 'Come Together' chciał bardzo specyficznego fortepianu i zagrałem mu je, co bardzo mu się spodobało. Byłem wtedy bardzo z tego zadowolony. Lubił też bardzo gdy śpiewałem jak Little Richard w 'Tutti Frutti' i inne. Wszystkie te wrzaskliwe numery, wcześni The Beatles mieli taki krzykliwy repertuar... lubił mnie „robiącego Richarda”. Ha, wymaga to wiele nerwów, wytrzymałości, skakać po scenie i śpiewać jak idiota, wiesz... John często dawał takiego kopa, że chciało się więcej i lepiej, mawiał:' Dawaj, potrafisz człowieku lepiej zaśpiewać, wyrzuć to z siebie'. All right John, ok,ok....' Był w tym niezrównany.
(opuszczam fragment o spotkaniu się Paula z Johnem - ogólnie znane fakty).
02. Wywiad dla "Playboy'a" cz. 2

Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz