*** SIR PAUL JAMES McCARTNEY ***


ur. 18 czerwca 1942 w Liverpoolu
Rodzice: James, Mary Patricia
 Rodzeństwo: Michael (ur. 1944)
Wykształcenie: Stockton Wood Road Primary School, Joseph Williams Junior School, Liverpool Institute 
 
Małżeństwa/dzieci: tu wyjątek: 12.1967 – zaręczyny z Jane Asher, angielską aktorką, razem z tworzyli jedną z najpopularniejszych par lat 60-tych, 1. Linda McCartney (od 12.03.1969 - 17.04.1998, jej śmierć), 3 dzieci: córki Mary (ur. 28.08.1969) i Stella (ur. 13.09.1971), syn James (ur. 12.09.1977); 2. Heather Mills (11.06.2002 - 17.03.2008, rozwód), córka Beatrice (ur. 28.10.2003); 3. Nancy Shevell (od 09.10.2011)

Ciekawostki: Ojciec grał w zespole Jim Mac's Jazz Band. Milion innych znajdziecie na blogu.


Wszystkie, nie zaznaczone specjalnie fragmenty ze źródłem pochodzą z wydanej w 2000 roku książkowej wersji "THE BEATLES -ANTOLOGII" - niektóre z wersji polskiej, niektóre z oryginalnej - angielskiej.








Drugim żródłem wykorzystywanym przeze mnie (najczęściej obok "Antologii) w opisie sylwetki PAULA jest książka Petera Amesa Carlina:"PAUL MCCARTNEY -  ŻYCIE".


Oj, źródeł doszło już dużo więcej na blogu (info w odpowiedniej zakładce w dużym MENU).

"Mama była katoliczką a tata protestantem. Pobrali się dosyć późno i dorobili się mnie mając około czterdziestki. Moja mama była położną i gdy dostawała pracę, mieszkaliśmy w domu dla położnych... Miałem bardzo bezpieczne dzieciństwo. mam brata Michaela, który jest półtora roku młodszy ode mnie...

 Gdy byłem dzieckiem, Liverpool kojarzył mi się z tramwajami. Dojeżdżało się do końca trasy i motorniczy przechodził na drugą stronę wagonu, by poprowadzić wagon z powrotem. Wszędzie były pozostałości po wojnie. Często bawiliśmy się na zbombardowanych terenach i dorastaliśmy z myślą, że "teren zbombardowany" oznacza "podwórko"... Pamiętam zimy. Czuliśmy się jak na Syberii, biegaliśmy w krótkich spodniach ze spierzchniętymi kolanami..."



Dom rodzinny Paula ,Forthlin Road, Liverpool

"Czasami po szkole Paul odłączał się od swoich przyjaciół i snuł się po okolicach Lime Street w stronę centrum. Sam w dorosłym świecie urzędników, stawiał kołnierz płaszcza i wyciągał z torby jedną ze swych poważnych lektur. Książki Tennessee Williamsa, Oskara Wilde'a czy George'a Bernarda Shawa, albo jakaś opasłą gazetę... Paul zazwyczaj nosił ze sobą jedną książkę i kiedy był sam, siadał gdzieś i czytał. Skupiał się na lekturze, ale też na twarzach otaczających go kobiet i mężczyzn. Skąd przyszli ? O czym myślą ? Słuchał ich rozmów i zgadywał uczucia, kryjące się za ich żartami, uśmiechami i westchnieniami. To była dla niego sztuka, inna odsłona przedstawienia, które wiecznie rozgrywało się w jego głowie.
- Było to bardzo świadome zbieranie materiału - powiedział Paul. Podobała mi się idea bycie artystą. Nie miałem pojęcia jak to osiągnę... miałem mnóstwo pomysłów, byłem nimi wręcz zatruty.

O ile wiem, mój tata napisał tylko jedną piosenkę. Wiele lat później zapytałem go: "Tato, pamiętasz ten utwór, który napisałeś - Walking The Park With Eloise?. Odpowiedział : Ja go nie napisałem, ja go wymyśliłem. Powiedziałem, że nagrałem go z moimi przyjaciółmi w Nashville. Jednym z nich był Chet Atkins, który przyprowadził Floyda Cramera. Zebraliśmy się razem i dokonalismy tego nagranka, by móc puścić je memu tacie.
  Tata powiedział mi: "Naucz się grać na pianinie. bo wtedy będą cie zapraszali na prywatki". On zawsze grał na sylwestra. Nasza rodzina robiła zawsze wtedy duża prywatkę. To były najlepsze prywatki jakie pamiętam, bo wszyscy się na nich spotykali.

  Rozmawiając z Johnem o jego dzieciństwie, zdałem sobie sprawę, że moje było o wiele bardziej ciepłe. Chyba dlatego wychowałem się ze szczególną otwartością na sentymentalizm. Wiem, że wielu ludzi  patrzy na to z ukosa, dla mnie to bardzo wartościowa cecha.
  

Śmierć mojej matki załamała tatę. Najgorszą dla mnie rzeczą było słuchanie płaczu mego taty. Nigdy nie widziałem go płaczącego... Kiedy płacze twój tata, to wiesz, że coś  jest naprawdę źle i zaczynasz tracić we wszystko. Postanowiłem, że to nie wpłynie na mnie, byłem sobą , w tym wieku nauczyłem już budować wokół siebie mur. Wtedy nie było w domu siedzenia i płakania. teraz byłoby to wskazane ale nie wtedy. To stworzyło wielką więź między mną a Johnem, bo on też wcześnie stracił mamę. Obaj musielismy sobie dać radę z tym emocjonalnym przeżyciem. Jako nastolatki musieliśmy to zrobić bardzo szybko. Obaj rozumieliśmy, że stało się coś, o czym nie możemy mówić, ale mogliśmy się z tego śmiać, bo mieliśmy już to za sobą. On mógł się z tego śmiać, ja także, ale nikt poza nami. Obaj mogliśmy śmiać się ze śmierci ale tylko powierzchownie. John przeszedł piekło, ale młodzi ludzie  nie pokazują smutku. Wolą tego nie robić. Później, raz, czy dwa nas to dopadło, siedzieliśmy razem i płakaliśmy. Nie zdarzało się to za często, ale czuliśmy się z tym dobrze.
  John był okolicznym Tedem. Widywało się go ale nie znało.Znam życie Johna  im kiedy podrosłem, zdałem sobie sprawę, że to dzieciństwo zrobiło z niego, tym kim jest. Jego ojciec odszedł z domu gdy John miał 4 lata. Nie sądzę, by John kiedykolwiek się z tym pogodził. Rozmawiałem z nim o tym. Zastanawiał się: "Czy to możliwe, że odszedł przeze mnie?". Wiadomo, że nie ale nie sądzę, by John pozbył się kiedyś tej niepewności. Zamiast zostać z matką, zamieszkał u cioci Mimi i wujka George'a.  Gdy umarł wujek George, John zaczął podejrzewać, że nad męskim rodem jego rodziny  ciąży jakieś fatum - ojciec odszedł, wujek umarł. Wszystko to miało na Johna duży wpływ. Jego matka "żyła w grzechu" - mieszkała z facetem, z którym miała dwie córki... John naprawdę kochał swoją matkę, uwielbiał ją jak idolkę. I ja ją kochałem. Była wspaniała - piękna, wesoła, miała śliczne długie rude włosy. Grała na ukelele i do dzisiaj kocham każdą dorosłą osobę, która gra na ukelele. Jego matka zginęła więc życie Johna było jednym pasmem tragedii...
Po odejściu mamy trzeba było się wziąć za domowe zajęcia. Dbałem o ogień i trochę sprzątałem. Pamiętaliśmy też o zabawie. Mieliśmy kilak ciotek, które okazały się błogosławieństwem. Ciocia  Milly i ciocia Jinny przychodziły  we wtorki i to był złoty dzień w moim tygodniu, bo po przyjściu do domu nie musiałem nic robić. Czekał na mnie obiad a potem mogłem opaść na fotel i zasnąć.
  Na urodziny tata kupił mi w sklepie trąbkę, którą uwielbiałem. Trębacze byli wtedy bardzo modni. Było ich wielu więc wszyscy chcieli być trębaczami... Męczyłem się z nią jakiś czas. Nauczyłem się grać "The Saints", który nadal potrafię grać (na trąbce) w tonacji C. Potem zdałem sobie sprawę, że nie będę mógł śpiewać  z tą rzeczą w ustach, więc zapytałem tatę, czy będzie zły jeśli zamienię trąbkę na gitarę, która tak mnie fascynowała. Zgodził się i zamieniłem trąbkę na gitarę akustyczną Zenitha, którą mam do dzisiaj.

PAUL - cd (2)
PAUL - cd (3) 
PAUL - cd (3) 


Wywiad Paula i Lindy dla "Playboy'a" - XII.1984 - pierwszy ważny wywiad od czasu TRAGEDII
Wywiad dla "Playboy'a" cz. 2 
Wywiad dla "Playboy'a" cz. 3
Wywiad dla "Playboya"  cz. 4 
Wywiad dla "Playboy'a" cz. 5 



ZAJRZYJ TAKŻE TUTAJ: FOTKI: RODZINY BEATLESÓW - VOL. 1  
PAUL - 20 Forthlin Road (1955-1966) 
LENNON & McCARTNEY - vol. 1 
LENNON & McCARTNEY - vol. 2 
LENNON & McCARTNEY - vol. 3 
HARRISON & MCCARTNEY - vol.1  
LENNON & McCARTNEY - vol. 4 

LENNON & McCARTNEY - vol. 5
LENNON & McCARTNEY - vol. 6  
HARRISON & McCARTNEY - vol. 2 


OCZYWIŚCIE WIĘCEJ O ŻYCIU PAUL - NA BLOGU.

Muzyczny blog  Historia The Beatles  Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz