...


Moje motto, nie tylko na ten blog, to:
Kocham od zawsze The Beatles, dzisiaj 100 razy mocniej niż wczoraj oraz 100 razy mniej, niż będę ich kochał jutro.




PROSZĘ WSZYSTKICH O REKLAMĘ MEGO BLOGU. Facebook, Twitter, czaty, blogi muzyczne, maile. Pozwólcie mi dotrzeć ze swoim blogiem do wszystkich fanów The Beatles. Szczegóły współpracy - na maila blogowego, adres na dole.

Baner reklamowy do pobrania - z prawej strony obok.
Dziękuję!!!


OSTATNI WYWIAD JOHNA - 2


John Lennon 1980

wywiad dla Playboya przeprowadził David Sheff
przeprowadzony: 8 – 28 września 1980
publikacja: styczeń 1980
Tłumaczenie i opracowanie wywiadu na podstawie angielskiego oraz niemieckiego wydania Playboya - Ryszard Kmita oraz Jolanta Król.

Wywiad z Johnem PRZED. Przeprowadzał go przez kilka dni (na przestrzeni 8-28 września)  w apartamencie Państwa Lennon stały wysłannik Playboya (do znanych i "trudnych" gwiazd) David Sheff. John pił w tym czasie capuccino, palił francuskie cygara i przez cały czas jadł czekoladki, pochłaniał ich mnóstwo. Nie było alkoholu.
- Już w pierwszej godzinie wywiadu wszystkie moje uprzedzenia w stosunku do Johna zniknęły. Był otwarty, dowcipny (ale w nietypowy dla siebie sposób - bez sarkazmu, ironii, złośliwości) i było jasne, że między nim a Yoko panuje idealna zgoda - powiedział po wywiadzie Sheff. Od czasu do czasu pojawiała się Yoko, zajęta w czasie wywiadu interesami.

PLAYBOY: - John i Yoko, nie byliście przez długi czas w studiu. Po raz pierwszy od 1975 roku nagraliście płytę (Double Fantasy - przyp. Ryszard Kmita). John, dlaczego wróciłeś i co robiłeś przez ostatnie lata?
JOHN: - Piekłem chleb i opiekowałem się dzieckiem.
PLAYBOY: - Tylko tyle?
JOHN: - Piekłem chleb, wykonywałem te wszystkie czynności co typowa gospodyni domowa.
PLAYBOY: - Dlaczego "osiadłeś" w domu?


JOHN: - Ponieważ wiele już zrobiłem, sporo - chyba - dokonałem. Od 22 roku życia do 30-tki musiałem zawsze coś robić, śpieszyć się, był kontrakt, umowa, terminy, zobowiązania. Nie byłem wolny. Moje powiązania z showbiznesem - wiesz co mam na myśli - były moim więzieniem. Gdy stałem się... ważniejszy, mogłem się wreszcie odłączyć od rock and rolla, nie chciałem być zależny od list przebojów, czy jestem na topie czy nie. Po prostu rock and roll przestał sprawiać mi już przyjemność, poza tym nie chciałem skończyć jak Elvis...
YOKO: - John był jak marionetka kręcąca się w miejscu, w swoim kółku, z którego później zrobił się trójkąt, ale w końcu znalazł wyjście (aluzja Yoko do trójkąta małżeńskiego Johna, Cynthii i Yoko - RK)
JOHN: - Byłem robotnikiem, pochodzę z robotniczej rodziny. Mam szacunek do robotników, mógłbym być robotnikiem, ale nie zrobiłbym na tym kasy - wiem, że brzmi to cynicznie.
YOKO: - Każdy coś robi, John robił muzykę...
PLAYBOY: - Rozmawialiście czasami o muzyce, o nowych płytach?
JOHN: - Tak, o tym zawsze. Tego oboje potrzebowaliśmy - to wszystko przecież zawsze na mnie czekało. Robię teraz nowy album.
PLAYBOY: - Czy nowa płyta w jakiś sposób dotyczy Paula? (McCartneya - RK)
JOHN: - Gdyby miała być tylko dla Paula - nie byłoby warto zaczynać.
PLAYBOY: - Jak rozwiązałeś swoje życie?
JOHN: - Hm... wielu ludzi po prostu nie żyje z Yoko.
PLAYBOY: - I to jest TO?
JOHN: - Nie każdy ma tak udanie dobranego partnera życiowego...
PLAYBOY: - Cóż więc takiego jest w Yoko?
JOHN: - Pokazała mi prostą alternatywę: Nie musisz tego robić, John! Nie? Ależ oczywiście, że nie! Ale, ale... Naturalnie nie było to takie proste. Od 1962 do 1975 miałem w głowie tylko kolejne terminy na wydanie płyty. To ona powiedziała do mnie: Życie jest przed Tobą, zostaw to, chodźmy, czas na golfa, John.
PLAYBOY: - Yoko, jak Ty oceniasz Johna jako gospodarza domu?
YOKO: - Kiedy ja i John gdzieś jesteśmy, w kółko przyjaciele pytają: John, co robisz teraz? Mnie nie pytają, ponieważ jestem kobietą.
JOHN: - Kiedy sprzątam z Seanem (synem Johna i Yoko - przyp. Radek Pachowicz) dom, sadzam ją w fotelu, w szlafroku z papierosem.
YOKO: - Ja martwię się o interesy, o Apple, o McLeana, o nowe inwestycje...
JOHN: - Dbamy o porządek i hierarchię w rodzinie. Musimy mieć eksperta i fachowca od biznesu oraz kogoś do pracy "rękoma". Nasi adwokaci brali 250000$ rocznie. Każdy chciał poza tym mieć więcej niż drugi. Dla The Beatles pracowało prawie 20 prawników. Ale u mnie jest teraz tylko Yoko. I jeżeli ktoś z nas ma talent do robienia interesów - nie jestem nim ja. Wszyscy wokół sądzili tak: Ona jest tylko żoną Johna, na pewno nie pozwoli się nią zastąpić...
YOKO: - Wszyscy prawnicy nadal piszą prosto do Johna, nie do mnie, czasem do mojego adwokata. Mówią, że ze mną nie potrafią się porozumieć. A ja na to, że chcę aby tak mówili, abym zrozumiała, skoro jestem ich szefem.
JOHN: - Ci ludzie nie mogą tego wszystkiego pojąć. Ale muszą i pogodzą się z tym, że Yoko reprezentuje nas oboje. Adwokaci są jak tresowane pieski i Yoko sobie z nimi poradzi.
PLAYBOY: - Dlaczego jednak wróciliście do studia?
JOHN: - Pooddychałem już świeżym powietrzem. Mam teraz sporo do przekazania, mamy z Yoko kilka wyśmienitych pomysłów. Dosyć długo ludzie mieli wyobrażenie o The Beatles, jako o czymś świętym, o czterech facetach stroniących od pracy. Dlatego postanowiłem wrócić do pracy i poszukać czegoś w muzyce. Ale bzdurą jest, gdy słyszę, jak ludzie nazywają mnie cudownym księciem muzyki czy rock and rolla, który robi własną, odmienną muzykę ze swoją orientalną żoną.


PLAYBOY: - Krytycy twierdzą, że najpierw stałeś się samotnikiem, a teraz potrzebne są Ci kontakty z prasą, bo wydałeś nowy album.
JOHN: - To zabawne, zawsze twierdzono, że John i Yoko robią wszystko "pod publiczkę". W jakimś numerze Newsweeka przeczytałem, że reporter nas spytał o powód zejścia do "podziemia". Niezłe co? Nawet nie wiem, że tam zeszliśmy... Krytykować jest łatwo. To zabawne, to tak jakby Gretę nazywać Hughes, a Howarda Garbo (John wymienia tutaj Howarda Hughesa - ekscentrycznego, tajemniczego miliardera amerykańskiego - RK). Wiele pisano o wywiadach z nami, które się nigdy nie odbyły.
PLAYBOY: - A co powiesz na zarzut, że dałeś się manipulować Yoko?
JOHN: - Nonsens, nikt mną nie kieruje. Jedyną osobą, która nie spuszcza mnie z oka jestem ja sam i nie zawsze mi się to udaje.
PLAYBOY: - Czemu więc wielu ludzi tak sądzi?
JOHN: - Posłuchaj, gdy ktoś chce mną rządzić - nieważne czy jest to Maharishi (guru Beatlesów pod koniec lat 70-tych - RK) czy Yoko, dochodzi do momentu, gdy mnie to bardzo wkurza. Sądzenie tak o mnie obraża mnie. Kiedy was nie ma przy Yoko, nie trzymacie jej w ramionach - nic o tym nie wiecie i to nie wasza sprawa. Bo czy to, co ja o Tobie sądzę, ma jakieś znaczenie dla ciebie? Nikt nic nie wie o mnie. Zresztą nie jestem jedyny na świecie. Tutaj i teraz jestem tylko dla niej i dla dziecka.
YOKO: - Wszyscy mnie wokół atakują, ale już się przyzwyczaiłam.
JOHN: - Byłaś zawsze obrażana, moja droga żono. Dla niektórych ludzi to naturalne...
YOKO: - Dlaczego miałabym chcieć kimś kierować?
JOHN: - Ona nie potrzebuje mnie, to ja potrzebuję jej.
YOKO: - Mam własne życie.
JOHN: - Tak, ona nie potrzebuje Beatlesa. Kto zresztą dzisiaj jeszcze potrzebuje Beatlesa?
YOKO: - Dlaczego ludzie tak źle o mnie myślą? Przez dwa miesiące John był z Maharishim, tylko dwa miesiące, a potem ja musiałam wszystko w nim odkręcać, jestem z nim już 13 lat...
JOHN: - Ludzie tak rzeczywiście myślą, Yoko.
PLAYBOY: - Dlaczego?
JOHN: - Bo jak się do czegoś przyczepią... Każdy nam zazdrości, że nam jest ok, mamy mnóstwo forsy jako 1 Beatles, że to, że tamto... nie mają racji. Co ja robiłem, kiedy nie mogłem sobie znaleźć miejsca? Dlaczego jestem z Yoko? Dlaczego to, dlaczego tamto? Kto tego nie rozumie, nie zrozumie niczego. Niech idzie do diabła. Niech się doczepi do Micka Jaggera lub kogoś innego. Bierzcie sobie przykład z niego, nie ze mnie.
PLAYBOY: - To wszystko z Jaggerem podoba Ci się?
JOHN: - Ja tego nie potrzebowałem. Komu się to podoba niech się dołączy do Micka lub Paula. Nie jestem za tym specjalnie, idźcie bawcie się z The Wings czy The Rolling Stones, ok?
PLAYBOY: - A czy myślisz...
JOHN: - Poczekaj, moment. Zostańmy trochę jeszcze przy tym. Możliwe, że niezbyt wyraźnie o tym powiedziałem. Czasem muszę się wyładować. Każdy - wiem to - chociaż raz powiedział, że Paul chciał mną rządzić lub ja nim manipulowałem. Dlaczego nikt nigdy nie spytał, czy Paul i John do siebie pasują. Byłem z nim więcej czasu niż z Yoko, spaliśmy, jedliśmy, co noc i dzień, bawiliśmy się, śpiewaliśmy, komponowaliśmy piosenki. Jasne! Nikt nie twierdził, że jeden jest drugim oczarowany. Fani najwyżej myśleli, że Epstein i Martin (manager i producent zespołu - RK) krótko nas trzymali. Ludzie gratulują Stonesom, że oni są jeszcze tak długo ze sobą. Na Boga! Dlaczego Stonesi są jeszcze razem? Czy sami bez siebie nie poradzą sobie? Może mały wódz Jagger boi się, że jak będzie sam to mu ktoś wbije nóż w plecy? - tak pytano. (jak w Altamont - RK). Beatlesi i Stonesi byli już antykami z dawnych lat. Pokazywano zdjęcia chłopców kiwających tyłkami, a później czterech typów z rozgniewanymi minami. Dowcip przeszłości. Kiedy ma się 17, 18 lat - wszystko jest ok, ma się wielu kumpli, idoli, dziewczyny. Ale gdy wszystko idzie do przodu, w głowie nie pozostaje niestety te 17 lat.
PLAYBOY: - Zostańmy przy początku. Opowiedz o waszym poznaniu.
JOHN: - To było w 1966 roku. Ktoś mi powiedział o jakiejś japońskiej awangardowej artystce z USA. Poszedłem obejrzeć jej galerię. Był tam przewodnik, stanąłem obok i patrzyłem przez lornetkę na wielki szyld ze słowem "TAK". Później zobaczyłem jej tą całą awangardę: zniszczony przy pomocy młotka fortepian, rozwaloną rzeźbę i inne gówna. Ale to "TAK" mnie zaintrygowało więc zostałem. Na jednej ścianie widniał napis "WBIJAJCIE GWOŹDZIE" - spytałem więc czy i ja to mogę robić. Yoko, która stała obok mnie, nie zgodziła się, bo jej galeria miała być otwarta jeszcze przez następne dni. Przyszedł ktoś i powiedział: Hej, to milioner, znasz go? Może coś kupi... I Yoko na to: Ok, możesz za 5 szylingów wbić jeden pensowy gwoździk. A zakłopotany John: Dobrze, staniemy naprzeciwko siebie, dam pani tę piątkę i wbiję przed siebie ten pieprzony gwoździk. Tak faktycznie się poznaliśmy. Nasze spojrzenia się spotkały, ja zrozumiałem, ona zrozumiała i jak to się mówi w filmach... reszta jest historią...
PLAYBOY: - Co było dalej?
JOHN: - Ja wprawdzie byłem nadal jeszcze Beatlesem ale... zaczynałem się zmieniać. W 1966 roku, na krótko zanim poznałem Yoko, byłem w Almerii, w Hiszpanii, grałem tam w firmie Lestera Jak wygrałem wojnę. To zrobiło mi dobrze. Przede wszystkim ta odległość od grupy. Byłem tam 6 tygodni i pisałem tam Strawberry Fields Forever. Praca filmowa dała mi możliwość gruntownego przemyślenia pewnych rzeczy, przed tym szukałem jakiegoś zajęcia dla siebie. Nie miałem jeszcze odwagi wysiąść z łodzi i odpłynąć sam. Kiedy moja miłość do Yoko się rozpoczęła, wiedziałem - o Boże - że to jest to, na co czekałem i czego potrzebowałem. Wszystko było takie nowe, ekscytujące. Lepiej rajcowało niż przeboje, topy, niż szmal itd. Tego się nie da opisać.
PLAYBOY: - Czy miłość twoja i Yoko i jej życzenia oddzieliły ciebie od zespołu?

Wywiad dla Playboy'a - 2
 
_______________________________________________________
 Historia The Beatles na : Fab4-TheBeatles.blogspot.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz