CYNTHIA: Wspomnienia (8) - Relacje z Johnem po rozwodzie.


      

Dzisiaj już w 8 odcinku wspomnień Cynthii, odeszliśmy od dramatycznego "momentu zero" (zastania Johna i Yoko w Kenwood, o którym pisaliśmy ostatnio) i przenieśliśmy się w czasie, aby zobaczyć, co działo się dalej – w tych rzadkich momentach, kiedy "Yesterday" zamieniło się w "Tomorrow Never Knows". Dla niewtajemniczonych czytelników mego bloga krótka informacja: nie publikuję chronologicznie fragmentów z książek z kręgu "Fab Four", dlatego dzisiaj nie jesteśmy w tamtym nieprzyjemnym dla obojga Lennonów okresie rozpadu małżeństwa a w dużo późniejszym. Moim zdaniem fascynujący tekst. Relacje pary w ich "drugim życiu". Wcześniejsze posty z tego cyklu oczywiście w serii MIX
 

  John i Yoko w Ameryce, Julian i ja w Londynie, a między nami pat w kwestii jakichkolwiek potencjalnych ustaleń dotyczących widzeń – mogłam tylko toczyć się dalej ze swoim życiem i mieć nadzieję, że sprawy ulegną zmianie. Gdyby John w którymkolwiek momencie podniósł słuchawkę lub napisał do mnie, prosząc o spotkanie z Julianem, byłabym wniebowzięta. Właściwie często modliłam się o to, by to zrobił. Jednak między rokiem 1971 a 1974 nie było od niego żadnej wiadomości, poza prezentami urodzinowymi i bożonarodzeniowymi dla Juliana każdego roku, przesyłanymi przez jego londyńskie biuro bez żadnej osobistej notatki czy karty. Julian musiał mieć wrażenie, jakby jego tata zniknął z planety. Miał osiem lat, kiedy ostatnio widział Johna. Potem miał tylko wycinki z gazet, które mówiły mu, gdzie jest jego tata i co porabia. 

   


John walczył z władzami USA o pozwolenie na pobyt w Stanach: jego wyrok za narkotyki oznaczał, że niechętnie przyznawali mu upragnioną zieloną kartę. Wyjaśniłam Julianowi, że John nie może opuścić Ameryki, dopóki nie dostanie pozwolenia na życie tam, co niewiele znaczyło dla małego chłopca. – Jeśli tata nie może przyjechać i mnie zobaczyć, to dlaczego ja nie mogę pojechać i zobaczyć jego? – zapytał. Co mogłam powiedzieć? – Myślę, że jest bardzo zajęty urządzaniem się w Ameryce. Jestem pewna, że niedługo się odezwie. – Ale w miarę jak czas mijał bez słowa, Julian wyciągnął własne wnioski. – Tata zawsze mówi ludziom, żeby się kochali – powiedział mi pewnego dnia – ale jak to się dzieje, że nie kocha mnie? Prywatnie trudno było się z tym nie zgodzić i przeklinałam Johna za to, że sprawia cierpienie swojemu dziecku, chociaż robiłam co w mojej mocy, by zapewnić Juliana, że oczywiście John go kocha. Nie tylko Julian wydawał się zostać zesłany do przeszłości Johna. John zdawał się odcinać wszelkie więzi z rodziną i przyjaciółmi w Wielkiej Brytanii. Rzadko, jeśli w ogóle, kontaktował się ze swoimi siostrami, ciotkami i przyjaciółmi, z którymi utrzymywaliśmy kontakt przez wszystkie lata Beatlesów. Szczególnie trudne dla mnie było to, że podczas gdy John ignorował swojego syna, wkładał wiele wysiłku w pomoc Yoko w odnalezieniu jej córki. W grudniu 1971 roku on i Yoko polecieli do Teksasu, kiedy usłyszeli, że Tony Cox i Kyoko tam są, a Tony został uwięziony na pięć dni za odmowę Yoko dostępu do córki. Po tym znów zaczął uciekać z Kyoko i tym razem John i Yoko nie mogli ich wyśledzić. Słyszałam, że krążyli po ulicach, mając nadzieję na dostrzeżenie Tony'ego lub Kyoko, i umieszczali ogłoszenia w gazetach, apelując o ich ujawnienie się. Było mi żal Yoko, która musiała tęsknić za córką, ale jednocześnie zastanawiałam się, czy John nie zawarł z nią jakiegoś dziwnego paktu – nie zobaczę mojego dziecka, dopóki ty nie zobaczysz swojego.
To było jedyne wyjaśnienie, jakie mogłam wymyślić dla jego zaniedbywania Juliana. Na albumie, który miał być jednym z ostatnich albumów Beatlesów, zatytułowanym The Beatles, ale na zawsze potem znanym jako "Biały Album", znajdowała się mała kołysanka, którą John napisał dla Juliana. Album wyszedł tuż przed naszym rozwodem i wiedziałam, że ta piosenka tam jest; słyszałam ją, kiedy John ją komponował i pokochałam ją. Byłam jednak rozczarowana, że John dał ją do zaśpiewania Ringo na albumie i przez długi czas po naszym rozstaniu nie mogłam się zmusić do jej wysłuchania ani do puszczenia jej Julianowi. Ostatecznie jednak to zrobiłam, mówiąc mu, że tata napisał tę piosenkę dla niego, w nadziei, że może mu to przynieść pociechę. ["Good Night"]

Wkrótce po tym, jak John opuścił Wielką Brytanię, znowu przeprowadziliśmy się. Nieustanne imprezowanie Roberto [Bassanini] trwało nadal, a rachunki rosły. Nie mogłam już sobie pozwolić na wydawanie na cokolwiek chciałam i byłam boleśnie świadoma, że pieniądze, które miałam, muszą wystarczyć, dopóki Julian nie dorośnie. W próżnej próbie przekonania Roberto do rezygnacji z wizyt w restauracjach i klubach nocnych sprzedałam dom w Kensington i przeprowadziliśmy się do Wimbledonu. Oznaczało to kolejną nową szkołę dla Juliana, ale miałam nadzieję, że bardziej ustabilizowany styl życia rodzinnego to zrekompensuje. Byłam teraz zwykłą mamą, odwożącą dziecko do szkoły i robiącą zakupy w lokalnym supermarkecie, i podobało mi się to. Nic nie mogło się równać z życiem, jakie miałam z Johnem, i nie chciałam próbować go odtwarzać. Wolałam wrócić do normalnego świata. Większość ludzi, których spotykałam, nie miała pojęcia, kim jestem. Przez dużą część czasu, gdy byłam z Johnem, byłam w tle, a kiedy pojawiałam się publicznie, było to u jego boku, więc bez niego ludzie nie potrafili mnie usytuować. A kto spodziewałby się spotkać byłą żonę Beatlesa przy kasie w Sainsbury's? Jeśli ktoś mówił, że wyglądam znajomo, uśmiechałam się i mówiłam, że nie mam pojęcia dlaczego. Zazwyczaj to działało. Przepraszali i odchodzili pospiesznie. Oczywiście nadal miałam sławnych przyjaciół i chodziłam na ekscytujące przyjęcia z Roberto, ale trzymałam tę część mojego życia oddzielnie od codziennego świata, w którym żyłam, i nawet rodzice szkolnych przyjaciół Juliana, którzy przyprowadzali swoje dzieci na herbatę, rzadko komentowali to, kim jesteśmy. 

 Tuż przed Bożym Narodzeniem 1972 roku, około rok po naszej przeprowadzce, ciotka Johna, Harrie, zmarła na marskość wątroby. Nigdy nie piła, więc było to niezwykłe i smutne: miała tylko pięćdziesiąt sześć lat. Pojechałam z mamą do Liverpoolu na pogrzeb. Cudownie było znów zobaczyć tak wielu członków rodziny Johna. Julia, mająca teraz dwadzieścia pięć lat, była mężatką i miała syna i córkę. Jacqui została fryzjerką, a David, syn Harrie, był ze swoją żoną, która spodziewała się drugiego dziecka; jego starsza siostra, Leila, była konsultantką medyczną i matką trójki dzieci. Była tam ciotka Mimi, mająca już ponad siedemdziesiąt lat, ale wciąż, co zdumiewające, bez ani jednego siwego włosa. Na stypie po pogrzebie osaczyła mnie: – O czym ty, na litość boską, myślałaś, Cynthio, ty głupia dziewczyno, rozwodząc się z Johnem i pozwalając mu odejść z tą kobietą? – Zauważyłam, że nie miałam wielkiego wyboru w tej sprawie, ale Mimi nie chciała o tym słyszeć. – Powinnaś go powstrzymać. Teraz spójrz, jakiego idiotę z siebie robi. – Musiałam się zaśmiać. Po latach żywienia urazy do mnie, Mimi teraz ganiła mnie za to, że nie pozostałam mężatką Johna. Było to w pewien sposób pocieszające, że jego porywcza ciotka nie zmieniła się. Obiecałam zabrać Juliana, żeby ją odwiedzić w Poole i, ułagodzona, odeszła, by wystrzelić werbalny pocisk w swój kolejny cel. Później Julia powiedziała mi, że kiedy Mimi spotkała Johna i Yoko po wydaniu ich albumu Two Virgins, powiedziała im: – Dlaczego nie wzięliście kogoś atrakcyjnego na okładkę, jeśli już musicie mieć kogoś nagiego? – Bezpośrednia jak zawsze. Ta wizyta była moją pierwszą podróżą do Liverpoolu od długiego czasu i sprawiła, że zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi go brakuje. Obiecałam sobie, że wrócę, jeśli nadarzy się okazja. Wimbledon był przyjemny, ale nie miałam tam żadnych więzi, a życie z Roberto było męczące. Daleki od ograniczenia imprezowania, otworzył konto w korporacji taksówkowej i nabijał jeszcze większe rachunki, jeżdżąc taksówkami do West Endu każdego wieczoru. Wciąż "pracował" w restauracji, którą kupił jego ojciec, Da Bassano, ale co noc zapełniał ją swoimi przyjaciółmi i pozwalał im jeść bez płacenia.
Kochał być kochanym, a ceną jego popularności było nasze obciążenie finansowe. Roberto zawsze był rozpieszczany przez rodziców i nigdy nie musiał radzić sobie z twardymi realiami życia. Jego zabawowość była rozkoszą, która stała się dla mnie zbyt trudna do zniesienia. Nie chciałam imprezować cały czas, kiedy spędzałam godziny każdego miesiąca ślęcząc nad rachunkami i leżąc bezsennie, martwiąc się. Błagania, prośby i żądania miały na niego niewielki wpływ: składał obietnice, których nie myślał dotrzymać, potem mówił mi, jak bardzo mnie kocha, kupując mi róże i patrząc na mnie oczami szczeniaka, aż musiałam dostrzec w tym zabawną stronę. Ale do 1973 roku wiedziałam, że nie mogę pozostać w tym małżeństwie. Jedyną rzeczą, która powstrzymała mnie przed odejściem wcześniej, był Julian. Czułam się strasznie, odbierając go komuś, kto był teraz dla niego tak ważny – Roberto zrobił tak wiele, by wypełnić lukę, którą John zostawił w życiu Juliana – ale musiałam. Nie byłam już skłonna żyć z kimś, kto nie chce dorosnąć, podjąć pracy ani dzielić ze mną odpowiedzialności. Więc z ciężkim sercem powiedziałam Roberto, że chcę, abyśmy się rozstali. Było wiele łez, od nas trojga, i potrzeba było całej mojej determinacji, by doprowadzić to do końca. Moją jedyną pociechą było to, że Roberto, mimo że był głęboko zraniony, kiedy go zostawiłam, nigdy nie opuścił Juliana. Co bardzo niezwykłe dla ojczyma, a szczególnie po tak krótkim małżeństwie, utrzymywał kontakt i regularnie zapraszał go do Włoch, gdzie w późniejszych latach Roberto zaczął, ironicznie, zarabiać dużo pieniędzy.
On i Julian byli przyjaciółmi, dopóki Roberto nie zmarł na rozległy zawał serca dwadzieścia lat później. Zostawił Julianowi list mówiący, że na szwajcarskim koncie bankowym jest dla niego 100 000 funtów. Jednak kiedy to zbadano, bank upierał się, że takie konto nie istnieje. Nigdy nie dotarliśmy do sedna tej tajemnicy, ale w 1998 roku Julian zadedykował swój album "Photograph Smile" Roberto, w kochającej pamięci ojczyma, o którym czuł, że był dla niego bardziej ojcem niż John kiedykolwiek. 

W 1974 roku, po moim rozwodzie z Roberto, Julian i ja skierowaliśmy się na północ. Kupiłam bungalow w Meols, wiosce w Wirral, blisko Hoylake. Dobrze było znów być w domu. Byłam teraz tuż obok mamy i cudownie było móc ją widywać tak często, jak chciałam. Zapisałam Juliana do Kingsmead School, która była blisko domu. Byłam świadoma, że to jego piąta szkoła, a nie miał jeszcze jedenastu lat – strasznie dużo zmian, z którymi musiało poradzić sobie każde dziecko – ale był tam szczęśliwy i natychmiast zaprzyjaźnił się na całe życie z Justinem Claytonem. Nasz bungalow, Rosebank, był bardzo zwyczajny i byłam świadoma, że jest to rozwiązanie tymczasowe, miejsce bezpieczne, by zrobić bilans dwóch rozbitych małżeństw i zdecydować, czego chcę na przyszłość. Brakowało mi Roberto i zastanawiałam się, czy postąpiłam słusznie, kończąc nasze małżeństwo. Julianowi też go brakowało. Jak udało mi się ponieść porażkę w małżeństwie dwukrotnie? I to z dwoma mężczyznami, którzy mieli niewiele wspólnego poza wyczerpującym emocjonalnym żniwem, jakie ode mnie pobierali. Byłam sama po raz pierwszy, odkąd skończyłam osiemnaście lat i czułam się bardzo przygnębiona. Wiedziałam, że łatwo mogę się załamać, ale zdałam sobie sprawę, że nie mogę sobie na to pozwolić: miałam syna, o którego musiałam dbać. Być może w wyniku wszystkiego, co przeszedł, Julian był dojrzały jak na swój wiek i często bardzo poważny. Zawsze czułam, że jego twarz ma w sobie średniowieczną jakość, jak rzeźby, które widziałam na starożytnych nagrobkach. I byłam przekonana, że prawdopodobnie był tu już wcześniej, wiele razy, ponieważ miał tak wrodzoną mądrość. Było wiele razy, kiedy opiekował się mną tak samo, jak ja nim. Słuchał, pocieszał i robił co w jego mocy, by mnie chronić. Dzieliliśmy tę szczególną bliskość, unikalną dla jedynaka i samotnego rodzica.  

 Podczas gdy zbierałam kawałki po moim drugim małżeństwie, byłam oszołomiona, czytając w gazetach o WIELKIM wydarzeniu w życiu Johna: on i Yoko rozstali się. Podobno zgodzili się na próbną separację pod koniec 1973 roku i John przeniósł się do Los Angeles z May Pang, młodą chińską pracownicą. Co to mogło oznaczać dla Juliana? Czy John byłby teraz skłonny do kontaktu ze mną i zobaczenia syna? Zastanawiałam się nad skontaktowaniem się z nim, czy powinnam po prostu poczekać i zobaczyć. Zdecydowałam, na razie, poczekać. Wydawało się, że John przechodzi przez dziwną fazę. Przez kilka następnych miesięcy kilkakrotnie trafiał na pierwsze strony gazet za bycie pijanym i bójki, ale był też kreatywny po raz pierwszy od wieków, pracując nad nowym albumem i zbierając się z innymi muzykami, w tym przyjaciółmi, takimi jak piosenkarz Harry Nilsson i Ringo, by nagrać album z jego ulubionymi piosenkami innych muzyków. Miałam nadzieję, że okaże się to początkiem bardziej pozytywnego okresu w jego życiu, który mógłby objąć jego syna. Ale czy on się skontaktuje, czy ja powinnam skontaktować się z nim? Decyzja została podjęta za mnie, kiedy pojechałam do Londynu w podróż służbową latem 1974 roku. Zawsze kochałam zajmować się dekoracją wnętrz i kiedy spotkałam kogoś, kto zasugerował, bym wykonała dla niego jakąś pracę, nie mogłam się doczekać. Tego wieczoru, po naszym spotkaniu, zameldowałam się w hotelu i odkryłam, że jest on bazą dla lokalnych prostytutek. Chmary dziewczyn, wystrojonych na bóstwo, i podejrzanie wyglądających mężczyzn kręciły się tam i z powrotem. Czułam się trochę nie na miejscu i potrzebowałam towarzystwa, więc zadzwoniłam do starej przyjaciółki i uzyskałam krzyżowe połączenie. Po kilku sekundach rozpoznałam głos, który słyszałam – to była Patti Harrison. Byłyśmy zachwycone, że znów mamy kontakt i zaprosiła mnie na kolację tego wieczoru.
Była teraz w separacji z George'em, ale nadrobiłyśmy zaległości w naszych życiach i przedstawiła mnie grupie swoich przyjaciół, z których jeden był producentem nagrań: właśnie miał płynąć do Nowego Jorku na SS France z Eltonem Johnem, wtedy odnoszącym największe sukcesy gwiazdorem rocka na świecie, który miał dać serię koncertów w USA. Wspomniałam mu, że chcę, aby John zobaczył Juliana, a on powiedział: – Dlaczego nie pojedziecie z nami? – Byłam zaskoczona, ale widziałam, że to może zadziałać. Patti wtrąciła się i powiedziała, że jej siostra Jennie – której nie widziałam od naszej niefortunnej podróży do Grecji sześć lat wcześniej – mieszka teraz na obrzeżach Nowego Jorku i chętnie mnie przenocuje, podczas gdy Julian będzie z Johnem. Następnego dnia zadzwoniłam do Petera Browna, dostałam numer Johna i zadzwoniłam do niego. Był zaskoczony, słysząc mnie, ale nie tak zaskoczony jak ja, że dodzwoniłam się do niego za pierwszym razem, po tylu latach braku komunikacji. Nasza rozmowa była niezręczna i żadne z nas nie chciało uprawiać luźnej pogawędki, więc przeszłam prosto do rzeczy i powiedziałam, że chciałabym przywieźć Juliana, żeby go zobaczył. John brzmiał na zadowolonego z tego pomysłu i zgodził się. Powiedziałam mu, że nie mam pieniędzy, więc powiedział, że zapłaci za bilety pierwszej klasy dla nas. Byłam zachwycona. Kilka dni później wypłynęliśmy z Southampton. France był pięknym starym statkiem i to miał być jego ostatni rejs. Julian i ja dzieliliśmy kabinę i pierwszego wieczoru siedzieliśmy sami przy dużym okrągłym stole na kolacji. Grupa Eltona była w pobliżu i ucięliśmy pogawędkę z jego perkusistą, Rayem Cooperem, i jego żoną. Kiedy Elton, który był wielkim przyjacielem Johna, zdał sobie sprawę, kim jesteśmy, zaprosił nas do odwiedzenia go w jego kabinie. Była ogromna i dumnie pokazał nam monstrualny kufer poświęcony setkom par jego charakterystycznych okularów. Był czarujący i przypomniałam mu o wcześniejszej okazji, kiedy dostrzegliśmy go na Heathrow i dał Julianowi swój autograf. Julian był podekscytowany myślą o zobaczeniu taty, ale też zdenerwowany. Był bystrym, kochanym, ale nieśmiałym jedenastolatkiem i miałam nadzieję, że John będzie z niego dumny. Wiedziałam, że po trzech latach będą mieli wiele do nauczenia się o sobie nawzajem i modliłam się, aby się dogadali. Ray Cooper i jego żona byli dla nas bardzo uprzejmi: słuchali, gdy wylewałam swoje obawy dotyczące naszego ponownego spotkania z Johnem. Zanim się rozstaliśmy, Ray powiedział: – Po prostu zadzwoń do mnie, jeśli kiedykolwiek będę mógł coś dla ciebie zrobić. – Okazało się to cenną ofertą po śmierci Johna, kiedy Julian potrzebował pomocy i wsparcia. Kiedy statek przybił do portu, John czekał na nas na nabrzeżu, z May u boku.
Zobaczenie go znowu było zarówno cudowne, jak i bolesne. Był blady i wychudzony i wyraźnie zdenerwowany. Musnął mnie w policzek, po czym porwał Juliana w ramiona i uściskał. Potem zostaliśmy przedstawieni May, słodkiej, ale wyglądającej na nieco zagubioną dziewczynie w wieku dwudziestu trzech lat. Zostaliśmy wprowadzeni do limuzyny, gdzie Julian usiadł między Johnem i May, a ja byłam na siedzeniu za nimi. John rozmawiał wyłącznie z Julianem, zostawiając mnie jako niezręczną, milczącą pasażerkę. Cieszyłam się, że zamierzam zatrzymać się u Jennie i mogę zostawić ich samych. Wysadzili mnie w Pierre Hotel w centrum Nowego Jorku, gdzie John zarezerwował mi pokój na noc. Kiedy dotarłam do pokoju, wciąż trudno mi było chodzić prosto – po dniach na morzu wszystko się kołysało. Zamówiłam coś do jedzenia, a potem zadzwoniłam do Jennie. Włączyła się jej automatyczna sekretarka, więc zadzwoniłam do Patti w Londynie. – Jestem pewna, że tam jest – powiedziała mi. – Dałam jej znać, że przyjeżdżasz. Próbowałam dodzwonić się do niej liczne razy, ale kiedy wciąż nie było odpowiedzi, zadzwoniłam do Johna, drżąc przed lodowatym zbyciem. Ku mojej uldze był współczujący. Powiedział mi, że on, May i Julian lecą do Los Angeles następnego ranka i że mogę polecieć z nimi i zatrzymać się u jego przyjaciół, perkusisty Jima Keltnera i jego żony, innej Cyn. Następnego ranka spotkałam ich na lotnisku. Weszliśmy do samolotu razem, ale moje miejsce było z tyłu sekcji pierwszej klasy, podczas gdy oni siedzieli z przodu. To bolało, ale wiedziałam, że John czuje się bardziej komfortowo, trzymając mnie na dystans. Zawsze nienawidził przypomnień o bolesnych epizodach w swojej przeszłości i zdałam sobie sprawę, smutno, że to wszystko, co teraz dla niego znaczyłam. Lubił robić czyste cięcie i iść dalej, ale z powodu Juliana nie mógł tego zrobić ze mną. Widziałam, jak trudne to musi być dla niego i nie było łatwe dla mnie, ale byłam wdzięczna, że nie zostawił mnie samej w Nowym Jorku. 

 

  W Los Angeles zostaliśmy zawiezieni do Beverly Hills Hotel, gdzie John i May zostawili nas, obiecując wrócić następnego ranka i zabrać Juliana na cały dzień. Mieliśmy fajny wieczór, skacząc po niezliczonych kanałach w telewizji, ale kiedy John pojawił się następnego ranka, Julian wybuchnął płaczem i powtarzał: – Chcę, żeby mamusia poszła. – Zrobiłam co w mojej mocy, by przekonać go do pójścia – wiedziałam, że moja obecność sprawi, że wszyscy poczują się niezręcznie – ale schował się za sofą, płakał i kategorycznie odmówił ruszenia się, chyba że ja też pójdę. W końcu wszyscy pojechaliśmy do Disneylandu. Dla mnie był to potworny dzień. John maszerował przodem z Julianem, podczas gdy ja wlokłam się z tyłu na dystans, czując się niepotrzebna. May uratowała sytuację: rozmawiała ze mną swobodnie i była miła i wrażliwa wobec Juliana, który widocznie rozluźnił się w miarę upływu czasu. Po napiętym lunchu w barze z burgerami i długim, gorącym popołudniu ciągnącym się po przejażdżkach, cieszyłam się, kiedy to wszystko się skończyło. Wolałabym w ogóle tam nie być, a szorstkie maniery Johna wzmacniały mój smutek. Wciąż głęboko mi na nim zależało i nigdy nie straciłam nadziei, że możemy być przyjaciółmi i nauczyć się czuć swobodnie w swoim towarzystwie. Zastanawiałam się, czego się boi – że pociągnę go do odpowiedzialności? Że chcę go z powrotem? Że Yoko dowie się, że tam jestem? Być może, ostatecznie, chodziło o to wszystko. I nie mogłam nic zrobić z Yoko, która wciąż kontaktowała się z Johnem wiele razy dziennie, monitorując go. Co do chcenia go z powrotem, czy nawet mówienia co myślę o tym, co zrobił – ruszyłam dalej. Kochałam go, ale nie chciałam być z nim znowu, ani nawet sprawić, by poczuł się źle. Wszystko, czego chciałam, to być przyjaciółmi i żeby był tam dla naszego syna.
Po tym pierwszym dniu Julian chętnie wychodził z Johnem i May, a ja zamieszkałam u Keltnerów [foto], którzy byli uroczymi ludźmi. Rozbawieni moją angielskością, nazywali mnie Mary Poppins, a kiedy John pracował, Julian przychodził i bawił się z ich dziećmi. Jim i Cyn zwierzyli mi się, że nie podoba im się to, co stało się z Johnem. Według nich, wydawał się zdominowany przez Yoko. Dzwoniła do niego cały czas i on nieustannie martwił się, że będzie miał u niej kłopoty. Jego przezwisko dla niej brzmiało "Matka", i mówili, że wydaje się mieć z nią relację miłości-nienawiści, niezdolny do oderwania się, a jednocześnie nieustannie wściekły i pełen urazy do niej. Podobno Yoko zaaranżowała jego relację z May i wysłała ich precz z nowojorskiego apartamentu w budynku Dakota, który dzieliła z Johnem. Z jakiegokolwiek powodu – znudzenia Johnem, irytacji, potrzeby przestrzeni, być może – zdecydowała, że powinni być osobno, ale że ona wybierze kobietę, z którą on ma być, zamiast puszczać go luzem. Byłam oszołomiona. Jeśli to była prawda, John oddał Yoko ogromną władzę nad sobą. Grał niegrzeczne dziecko wobec jej kontrolującego rodzica. To przyprawiało mnie o dreszcz. Co stało się z wolnym duchem, niezależnym Johnem, którego znałam? Dlaczego chciałby poddać się tak mocno pod pantofel kobiety, która, z tego co słychać, tak często nie wydawała się okazywać mu miłości i uczucia? Dla mnie istniała oczywista paralela: ciotka Mimi. John dorastał w cieniu dominującej kobiety – to było to, co znał i z czym był najbardziej obeznany. Podczas gdy ja oferowałam oddanie i kochającą akceptację, których potrzebował po śmierci matki, Yoko oferowała bezpieczeństwo figury matki, która zawsze wie najlepiej. Kiedy w późniejszych latach czytałam komentarze Yoko porównującej się do ciotki Mimi, musiałam się uśmiechnąć. Trafiła w dziesiątkę. Ich relacja mogła zostać ustawiona przez Yoko, ale John i May wydawali się szczerze zakochani.
Zauważyłam ich czułe gesty i ciepło między nimi, a Keltnerowie potwierdzili, że May jest dla niego dobra i czyni go szczęśliwym. W ciągu pierwszych kilku miesięcy, kiedy byli razem, John trafił na pierwsze strony gazet kilka razy za pijackie, awanturnicze zachowanie w klubach nocnych – pewnego słynnego wieczoru spędził cały czas z podpaską przyklejoną do czoła, przerywając występy na scenie, które poszli zobaczyć. Jim i Cyn myśleli, że był trochę jak nastolatek wypuszczony ze szkoły z internatem; po ograniczeniach życia z Yoko pozwalał sobie na tyle nadmiaru, ile mógł. Podobno był z nią tak odcięty, że nie wiedział już, jak korzystać z banku czy robić zakupy w supermarkecie. Ale te burzliwe wczesne miesiące minęły i John stał się spokojniejszy i cieszył się robieniem codziennych rzeczy, które reszta z nas brała za oczywiste, z kobietą, która oferowała nieskomplikowane uczucie. Podczas gdy Julian był z Johnem i May, spędzałam czas z Malem Evansem, byłym technicznym Beatlesów: John poprosił go, by dotrzymał mi towarzystwa i oprowadził mnie. Dobrze było znów go widzieć. Wielki niedźwiedź, zawsze był łagodny i miły.
Znałam jego żonę, Lil, i ich dwójkę dzieci – przychodzili do Kenwood – więc smutno mi było słyszeć, że zostawił ich i mieszka w LA z nową dziewczyną. Mal upewnił się, że dobrze się bawię. Zabrał mnie do świetnej meksykańskiej restauracji, zapoznał mnie z Tequila Sunrises i obwiózł mnie po całym Los Angeles. On też był smutny z powodu zmiany w Johnie i kręcił głową, gdy wspomniano imię Yoko. Ostatniego wieczoru naszego dwutygodniowego pobytu zaprosił nas wszystkich do swojego domu. Powiedziałam mu, jak trudna jest dla mnie niezręczność Johna, a Mal, zawsze wspierający Pan Złota Rączka, chciał pomóc. Wydawało się, że to działa. Podczas gdy Mal nalewał drinki, John i May usiedli ze mną i rozmawialiśmy. W końcu zobaczyłam cień nadziei, że sprawy ulegną złagodzeniu: po raz pierwszy i jedyny od naszego rozwodu John zdawał się odłożyć na bok poczucie winy i zakłopotanie i zrelaksować się ze mną. – Jak tam Roberto? – zapytał. Powiedziałam mu, że się rozstaliśmy, a on powiedział, że mu przykro: – Wszystko w porządku? – Powiedziałam mu, że tak, i opowiedziałam mu o życiu, jakie Julian i ja prowadzimy, z powrotem w Meols. John wspominał Liverpool i starych przyjaciół, i prosił, bym przekazała im jego miłość. W połowie wieczoru zadzwoniła Yoko. Serce mi zamarło. Czy John wróci do bycia dąsającym się chłopcem z podkulonym ogonem? O dziwo, nie zrobił tego. Wrócił, by do nas dołączyć, wciąż się uśmiechając. – Julian to kochany chłopiec – powiedział mi. – Nie mogę uwierzyć, jaki jest dorosły, Cyn. Nie jest już małym chłopcem, naprawdę mogę z nim teraz rozmawiać. Pod koniec wieczoru byłam optymistką. Odwilż się zaczęła.
John i Julian spędzili czas razem, John i ja rozmawialiśmy, a on był z kobietą, która wspierała jego relację z synem. – Spróbujemy ściągnąć Juliana znowu niedługo – powiedziała mi May, kiedy powiedziałam, że mam nadzieję, że John nie zostawi tego na kolejne trzy lata. Lubiłam ją i miałam nadzieję, że ich relacja przetrwa. Poleciałam z powrotem do Anglii z Julianem, który był szczęśliwy i pełen opowieści o Johnie – nagrał Juliana grającego na perkusji w studiu, a potem użył rezultatu na jednej ze ścieżek na swój nowy album, Walls and Bridges. Kiedy wyszedł kilka miesięcy później, Julian został wymieniony w napisach, co go zachwyciło. Po naszej wizycie Julian rozmawiał z ojcem przez telefon co kilka tygodni. Głównie to John dzwonił, ale Julian zebrał się na odwagę, by czasem zadzwonić do niego też. Wciąż czuł respekt przed ojcem, co być może nie dziwi, skoro John był nie tylko bardzo odległy, ale także globalnie sławną gwiazdą rocka. Ale miałam teraz realną nadzieję, że z czasem Julian poczuje się przy nim swobodniej. W stronę Bożego Narodzenia John zaprosił Juliana na święta. Był zachwycony, ja też. Tym razem nie było potrzeby, bym jechała: mogłam wsadzić go do samolotu, pod opiekę stewardesy, a John odebrałby go na drugim końcu. Wszystko poszło zgodnie z planem i Julian wystartował, trochę zdenerwowany, ale bardzo podekscytowany. Do tego czasu John i May przenieśli się do apartamentu z widokiem na rzekę Hudson w Nowym Jorku. Julian opisał go jako mały i bardzo biały, z dwiema sypialniami. Był balkon, na którym siadywali, i powiedział mi, że pewnej nocy John widział stamtąd UFO. May była jak starsza siostra dla Juliana: wiedziała, jak z nim rozmawiać i czuli się swobodnie w swoim towarzystwie, chociaż John wciąż często był odległy i niezręczny. Jednak Julian zaczął uczyć się gry na gitarze w szkole, więc John pokazał mu kilka nowych chwytów i czerpali przyjemność ze wspólnego grania. Prezentem bożonarodzeniowym Juliana od Johna był automat perkusyjny, który grał wszelkiego rodzaju rytmy. Kochał go i wypróbowali go ze swoimi gitarami. John, podobno, był szalony na punkcie gadżetów, a Julian był oszołomiony telewizorem z oddzielnym pudełkiem do zmiany kanałów – pierwowzorem dzisiejszego pilota. Było to przyczyną najgorszego momentu w wakacjach Juliana. Pewnego ranka, gdy May była na zakupach, a John spał długo w salonie, Julian, znudzony i czekający, aż tata się obudzi, wkradł się i zaczął bawić się pudełkiem do kanałów. Chociaż starał się robić to cicho, kliknięcia obudziły Johna, który zerwał się i nakrzyczał na niego. Julian, zszokowany i przerażony, pobiegł z powrotem do swojego pokoju. Od tej pory musiał nieustannie obserwować nastroje Johna, by uniknąć przypadkowego sprowokowania go. Byłam wściekła na Johna za postawienie kolejnej bariery między sobą a synem – była to dzika nadreakcja na drobny incydent. Potrafił być zdumiewająco niewrażliwy i okrutny i nie myślał o konsekwencjach dla ich relacji, co czyniło Juliana coraz bardziej ostrożnym w jego pobliżu. Ale nic z tego nie powstrzymało Juliana przed uwielbianiem go i był zachwycony, kiedy ojciec wspomniał o ściągnięciu go znowu latem. 

    Sprawy wydawały się zmierzać ku znacznie bardziej pozytywnej przyszłości, dopóki, wkrótce po powrocie Juliana, nie usłyszeliśmy, że John wrócił do Yoko, która była w ciąży. Dziecko spodziewane było w październiku. Powiedziałam niewiele Julianowi, poza tym, jak ekscytująco będzie mieć brata lub siostrę, i że mam nadzieję, że wciąż będzie mógł pojechać zgodnie z planem. Ale prywatnie byłam zmartwiona. Czy to będzie koniec naszego nowoodnalezionego porozumienia z Johnem? Było mi też smutno z powodu May, o której wyobrażałam sobie, że musi być zraniona. Yoko odprawiła jej piętnaście miesięcy z Johnem jako jego "stracony weekend", a John wydał oświadczenie mówiące, że jego separacja z Yoko nie była sukcesem. Modliłam się, aby to był właściwy ruch dla niego i aby utrzymał kontakt z Julianem. Początkowo to robił: dzwonił do Juliana jak wcześniej, co kilka tygodni. Ale telefony stały się rzadsze i nazbyt często, gdy Julian próbował dodzwonić się do Johna, nie mógł się połączyć. Yoko, lub jeden z ich pracowników, mówił mu, że John śpi lub jest zajęty. Zniechęcony, Julian czekał tygodnie przed kolejną próbą. W trzydzieste piąte urodziny Johna, 9 października 1975 roku, Yoko urodziła ich syna, Seana. Byłam pod wrażeniem wyczucia czasu i, pomimo moich obaw w imieniu Juliana, cieszyłam się z powodu Yoko, która miała kilka poronień, odkąd była z Johnem. Julian pragnął zobaczyć swojego maleńkiego brata, ale zaplanowana letnia wizyta nigdy się nie zmaterializowała i minęły kolejne dwa lata, zanim poznał Seana. 


 

W międzyczasie miałam nowego mężczyznę. Moja stara przyjaciółka z college'u Helen Anderson, teraz projektantka sukienek, przedstawiła mnie inżynierowi telewizyjnemu o nazwisku John Twist. Był o sześć lat młodszy ode mnie i wkrótce zaczęliśmy się spotykać. Pewnego dnia przyjechał do mojego bungalowu swoim samochodem, z psem na tylnym siedzeniu, i powiedział mi, że stracił pracę i dom. Byłam niepewna, co zrobić. Chociaż go lubiłam, nie byłam gotowa pozwolić mu się wprowadzić. Mimo to, nigdy nie będąc dobra w mówieniu nie, dokładnie to zrobiłam. Dopiero znacznie później dowiedziałam się, że był żonaty, kiedy go poznałam. Byłam przerażona: nigdy nie chciałabym, żeby zrobił coś takiego, ale do czasu, gdy odkryłam prawdę, mieszkaliśmy już razem od jakiegoś czasu. Mimo to, ziarno nieufności zostało zasiane i chociaż John był czarujący i zawsze chętny, by mi się przypodobać, nigdy więcej nie czułam się go całkiem pewna. Zanim poznałam Johna, kupiłam piękny, zrujnowany stary domek w Llandurnog, w północnej Walii, za piętnaście tysięcy funtów, planując go wyremontować. Prace zajęły około roku, ale ostatecznie John, Julian i ja wprowadziliśmy się. Chociaż John i ja dobrze się razem bawiliśmy, część mnie wiedziała, że nie jest on mężczyzną moich marzeń. Nie tylko czułam, że nie mogę mu w pełni ufać, ale stopniowo stawało się jasne, że ma niewiele szczerego porozumienia z Julianem. Jednakże, nigdy nie będąc kimś, kto rezygnuje z relacji, jeśli myślę, że jest szansa, by zadziałała, odłożyłam moje wątpliwości na bok i pobraliśmy się w maju 1976 roku w urzędzie stanu cywilnego w Glendywr. Dopiero gdy Helen Anderson powiedziała mi na przyjęciu weselnym potem: – Dlaczego, na litość boską, wyszłaś za niego, Cyn? – przyznałam przed sobą, że popełniłam błąd. Gdyby tylko powiedziała to przed ceremonią, mogłabym przez nią nie przejść. John i Yoko wysłali nam telegram, mówiący "Gratulacje, powodzenia, Boże błogosław waszą trójkę, miłość John i Yoko", i wzięłam to za zachęcający znak. Kilka tygodni później John zadzwonił i zaprosił Juliana na wakacje i by poznał Seana. Julian miał teraz trzynaście lat, był w Ruthin School, tuż przy wejściu do północnej Walii. Jego przyjaciel Justin też tam był i Julian wydawał się szczęśliwy, dobrze radząc sobie w sztuce.

 


Historia The Beatles
History of  THE BEATLES

 



Klasa The Beatles: Queen

 

 


Dzisiaj post o Queen, mieszczący się w formule serii bloga "Klasa The Beatles". Z dwóch powodów, choć pewnie jest ich dużo więcej. 29 maja we wrocławskiej  Hali Orbita zobaczę występ włoskiego zespołu Music of the Queen. Powinno być nieźle, w czym utwierdziło mnie obejrzenie występu tego zespołu, którego liderem jest Valentin Louis Findling. Tak jak w przypadku wcześniej, dwa lata temu, także włoskiego zespołu coverującego piosenki Bee Gees, tak w tym i w tym wiadomym było, że mierzyć z taki repertuarem mogą naprawdę dobre tribute-bandy.  Drugi powód to obejrzenie w ostatni piątek w kinie "Bohemian Rhapsody". Choć mam ten film u siebie na dysku w świetnej jakości, to wielki ekran i nagłośnienie kinowe zawsze wyciągają z tej historii coś nowego. Siedząc w ciemnej sali, doznałem pewnego olśnienia dotyczącego mojego ukochanego tematu – fenomenu The Beatles. No i przy okazji moje myśli powędrowały właśnie w kierunku 
zespołu Freddiego Mercurego.
FREDDIE MERCURY (kilkakrotnie podkreślał, że gdyby mógł spędzić czas z kimś z The Beatles, wybrałby Johna Lennon, uznając go za „najbardziej fascynującą” i „najbardziej interesującą” osobowość zespołu): 
John Lennon był większy niż życie i był absolutnym geniuszem. Nawet na bardzo wczesnym etapie, kiedy The Beatles dopiero zaczynali, on zawsze był tym, którego podziwiałem najbardziej. Miał tę niesamowitą magię... Był moim idolem... Zawsze wolałem piosenki Johna… było w nich coś magicznego.  
 

Tutaj
znajdziecie post o piosence "Life is real 9song for Lennon) napisaną przez Freddiego w hołdzie swemu idolowi.

Dlaczego The Beatles nie mają sobie równych? (I kto depcze im po piętach). Często zadaje się pytanie: dlaczego to właśnie oni są uznawani za największy zespół wszech czasów? Argumentów są tysiące, ale ja chciałbym podkreślić jeden, który często nam umyka: niesamowitą różnorodność, oczywisty geniusz dwójki liderów i bardzo mądre posunięcie, zapewne intuicyjne, uniknięcie pułapki jednego stylu.
 
BRIAN MAY: Wszyscy dorastaliśmy, słuchając The Beatles. The Beatles byli naszą Biblią... Dla nas byli dowodem na to, że można być zespołem rockowym, a jednocześnie eksperymentować z każdym gatunkiem muzycznym. Oni nie mieli barier i my staraliśmy się iść tą samą drogą... Dla mnie są największymi. To szczyt: sposobu pisania, wykonywania i etosu rocka... Rozbili mnóstwo barier, wielokrotnie zmienili świat... Będę zawsze kochać The Beatles bez żadnych zastrzeżeń...The Beatles stworzyli nowoczesne studio nagraniowe w takiej formie, jaką dziś znamy.


ROGER TAYLOR: The Beatles byli powodem, dla którego to wszystko się zaczęło... The Beatles to dla nas wzorzec dla porównywania... Nie ma sensu porównywać Queen do Beatlesów, bo są po prostu na zupełnie innym poziomie historycznym... To, co było niesamowite w The Beatles, to fakt, że każdy z nich wnosił coś innego. Byli jak gang, w którym każdy był indywidualnością, ale razem tworzyli coś nie do podrobienia. To była nasza największa inspiracja przy tworzeniu Queen 

Słuchając wielkich: Rolling Stonesów, Led Zeppelin, The Police czy solistów jak Dylan, Elton John czy Bruce Springsteen, słyszymy wspaniałą muzykę. Ale umówmy się – ona jest do siebie bardzo podobna. Stonesi, uznawani za największych rywali Fab Four, od dekad grają w tym samym stylu. Te same aranżacje, ten sam wokal Jaggera, ten sam schemat Richardsa. Słuchasz jednej płyty i wiesz, czego spodziewać się po następnej. Beatlesi: Cztery światy w jednym zespole.
FREDDIE: Nie jestem zdolny do tego, co robił Lennon.
Choć JOHN DEACON zawsze mówił mniej medialnie niż inni, w materiałach fanowskich i analizach tworzenia Queen zauważa się, że traktował The Beatles jako gigantów, których piosenki stanowiły „szkołę” dla całego pokolenia muzyków młodszej generacji, w tym jego samego. Wszyscy byliśmy pod wpływem The Beatles.
W The Beatles, tej "czterogłowej bestii" (jak ich czasem nazywano) różnoraki styl działał na pełnych obrotach, bo każdy wnosił inną wrażliwość: rockowy pazur Johna, melodyjność Paula, z czasem duchowość George’a i spokój Ringo. Mieliśmy czterech wokalistów i trzech genialnych kompozytorów. Kluczem była jednak unikalna dynamika: spółka Lennon-McCartney tworzyła wspólnie utwory, które stały się osobnym stylem samym w sobie, gdzie jeden inspirował (a czasem tonował) drugiego. Jednocześnie obaj pisali dzieła całkowicie samodzielne, które bez doradztwa czy konstruktywnej krytyki partnera nabierały zupełnie innego, osobistego charakteru. Gdy dodamy do tego rozkwitający talent George’a Harrisona, otrzymujemy mieszankę wybuchową. To dlatego ich płyty są jak podróż przez różne galaktyki – od prostego rock and rolla, przez psychodelię, aż po skomplikowane formy orkiestrowe. Analizując dyskografię innych gigantów, znalazłem tylko jeden zespół, który zbliżył się do tej Beatlesowskiej różnorodności. To właśnie Queen. W młodości zetknąłem się z nimi, gdy jeszcze nie znałem żadnej ich piosenki. Miałem piękny, duży plakat czterech zakapiorów w skórach na czarnym tle, możliwe, że w takim ujęciu jak te zdjęcie na górze. Po jakimś czasie pierwszym utworem jaki usłyszałem było "Somebody To Love" i nie mogłem uwierzyć, że śpiewa tą prawie "operową" w chórkach piosenkę ten zespół z plakatu.

 Choć tam (prawie) zawsze śpiewał Freddie Mercury, to fakt, że każdy z członków zespołu pisał światowe hity, nadał ich muzyce niespotykany koloryt. Spójrzcie na autorstwo ich największych przebojów – to rzadkość w świecie rocka, by cała czwórka była tak płodna twórczo:

 

  • Freddie Mercury: "Bohemian Rhapsody", "We Are the Champions", "Killer Queen", "Love of My Life", "Somebody To Love", "Don't Stop Me Now", "Crazy Thing Called Love", "Friends Will Be  Friends" (z Deaconem), "Innuendo" (z Taylorem)

     


  • Brian May: "We Will Rock You", "The Show Must Go On", "Tie Your Mother Down", "Save Me", "Hammer To Fall", "Who Wants To Live Forever", "I Want It All"

     


  • Roger Taylor: "Radio Ga-Ga", "A Kind of Magic", "Calling All Girls", "The Invisible Man", "Innuendo" (z Mercurym), "These Are the Days of Our Lives"


     

  • John Deacon: "Another One Bites the Dust", "I Want to Break Free", "You're My Best Friend", "Spread Your Wings", "Back Chat", "Friends Will Be  Friends" (z Mercurym)

     "Under Pressure" wielki hit napisała cała czwórka wraz z biorącym udział 
    w nagraniu Davidem Bowie.  
     

Dla mnie Queen to wciąż klasa niżej niż moi faworyci z Liverpoolu, ale trzeba im oddać jedno: potrafili uciec od schematu, w który wpadli Stonesi czy inni wielcy tamtej epoki.  Przy tworzeniu tego posta trafiłem na bardzo ciekawy artykuł. Znany producent Steve Lillywhite (wcześniej pracował dla przebojowych piosenek innych zespołów, w tym "Nagi" Talking Heads, "The Joshua Tree" U2, "Dirty Work" The Rolling Stones) postawił odważną tezę. Choć Beatlesi to absolutna legenda, to Queen ma nad nimi jedną, potężną przewagę: stadiony!  Lillywhite twierdzi, że: The Beatles nigdy nie nagrali utworu, który mógłby stać się hymnem na wielkim wydarzeniu sportowym.  Queen ze swoimi „We Will Rock You” czy „Another One Bites The Dust” opanował tę przestrzeń bezbłędnie. W najnowszych ankietach aż 37% fanów wskazuje Queen jako zespół marzeń do zobaczenia na żywo – to o 10% więcej niż w przypadku Beatlesów! No tak, trudno z tym polemizować. Występ zespołu na legendarnym Live Aid (1985) w 1985  w opinii fachowców to najwspanialszy koncert rockowy w dziejach. Choć wtedy na scenie byli choćby The Who czy U2 to  wykonanie przez nich skondensowanej dawki swoich największych hitów: Bohemian Rhapsody, Radio Ga Ga, Hammer to Fall, Crazy Little Thing Called Love, We Will Rock You i finałowe We Are The Champions plus magia Freddiego zdefiniowała występ jako czystą rockową magię oraz esencję rockowego show. Słynne „Ay-Oh!” Freddiego sprawiło, że 72 tysiące ludzi na stadionie i 1,9 miliarda przed telewizorami poczuło się, jakby śpiewali tylko dla niego a warto też pamiętać, że  bez prób dźwięku, w pełnym słońcu, Queen udowodnił, że są najlepiej naoliwioną maszyną koncertową świata.

   



Historia The Beatles
History of  THE BEATLES

 



PAUL: Michael Jackson. Piosenki, relacje, tantiemy...


 

 



W tej chwili świat żyje premierą wielkiego widowiska kinowego – filmu „Michael” w reżyserii Antoine’a Fuqui. Na ekranie w roli Króla Popu błyszczy Jaafar Jackson (syn Jermaine’a, brata Michaela), który do złudzenia przypomina swojego stryja. W tej chwili wokół filmu trwa prawdziwa medialna burza. Choć obraz przyciąga tłumy, głosy krytyki płyną z najmniej oczekiwanych stron. Janet Jackson, siostra Michaela, nie kryje rozczarowania faktem, że została niemal całkowicie usunięta z kadrów filmu. Z kolei córka artysty, Paris, dość surowo ocenia występ Jaafara Jacksona (syna Jermaine’a). Moim zdaniem niesłusznie – Jaafar, mimo pewnych braków, aktorsko dźwiga ten ciężar, a jego taniec (nawet jeśli wspomagany komputerowo) oddaje tę iskrę, którą miał Michael. Jednak z wieloma opiniami krytyków muszę się zgodzić. Film, kończąc akcję na 1988 roku, ślizga się po powierzchni życia muzyka.
Trudno na jego podstawie wyrobić sobie zdanie o tym, jakim Michael był człowiekiem w świetle tego, co wiemy o nim dzisiaj – tych wszystkich prawd, półprawd i fałszów. Twórcy zmarnowali szansę, by odpowiedzieć na kilka trudnych pytań. Mnie, jako pasjonata muzyki, najbardziej zabrakło jednak czegoś innego. Liczyłem, że producent Graham King (odpowiedzialny za „Bohemian Rhapsody”) sięgnie po sprawdzony wzór: pokaże nam proces. Jak powstawała muzyka? Jak narodziło się legendarne „Billie Jean”? Skąd wziął się pomysł na moonwalk i od kogo Michael uczył się tych ruchów? Zabrakło wyjaśnienia fenomenu jego śpiewu – tych wszystkich charakterystycznych stęknięć, pojękiwań i rytmicznych odgłosów między wyrazami, które stały się jego znakiem rozpoznawczym.
  Tak się składa, że byłem w kinie w dniu premiery i po seansie naszła mnie pewna myśl. Skoro to blog o The Beatles, nie sposób pominąć wątku, który łączy Michaela z tym najważniejszym dla nas zespołem.
   Dziś w serii OSOBNO zajmiemy się dwoma gigantycznymi hitami, które Michael stworzył wspólnie z Paulem McCartneyem. Ale zanim przejdziemy do muzyki, musimy przypomnieć sobie historię ich przyjaźni, która zaczęła się od wspólnego pisania piosenek przy pianinie, a skończyła na jednym z najsłynniejszych konfliktów w historii show-biznesu. 

 


Wszystko zaczęło się od telefonu Michaela do Paula w 1981 roku. Michael po prostu zapytał: „Chcesz nagrać ze mną kilka hitów?”. Paul się zgodził i tak narodziła się chemia, która zaowocowała dwiema genialnymi kompozycjami:
  The Girl Is Mine: Nagrana w 1982 roku jako pierwszy singiel z legendarnego albumu Thriller. Utwór powstał podczas wspólnych sesji w Tucson w Arizonie. Michael napisał go specjalnie jako dialog dwóch kumpli kłócących się o dziewczynę.
 Say Say Say: Choć wydana później (w 1983 na albumie Paula Pipes of Peace), de facto powstała jako pierwsza, jeszcze w 1981 roku. Panowie pracowali nad nią wspólnie w studiu AIR w Londynie pod okiem George’a Martina.
 Michael: Paul nauczył mnie bardzo dużo o strukturze piosenki. On ma ten dar od Boga, że potrafi stworzyć melodię, której nie da się zapomnieć. Praca z kimś, kto był w The Beatles, była dla mnie jak spełnienie marzeń. Paul jest geniuszem, a jednocześnie normalnym, fajnym facetem”. 
To wtedy, podczas tych przyjacielskich sesji, Paul – chcąc być dobrym mentorem – pokazał Michaelowi swój „zeszyt z zakupami” i opowiedział mu, jak opłacalne jest posiadanie praw autorskich do cudzych piosenek. Michael zażartował wtedy: „Pewnego dnia kupię twoje piosenki, Paul”. McCartney tylko się roześmiał. Nie wiedział, że Michael mówił śmiertelnie poważnie. W 1985 roku na sprzedaż wystawiono firmę ATV Music, która posiadała prawa do niemal całego katalogu The Beatles. Paul chciał go odzyskać, ale cena (ok. 47 mln dolarów) była dla niego zbyt wysoka, by kupować go samemu, a Yoko Ono nie chciała dołożyć połowy. Michael, dysponując ogromnym majątkiem po sukcesie Thrillera, przelicytował wszystkich i kupił katalog za plecami przyjaciela. 
PAUL: Pokazałem mu mój katalog piosenek, które wykupiłem (m.in. Buddy'ego Holly'ego). Powiedziałem: 'Michael, to jest świetna lokata kapitału, powinieneś spróbować'. On spojrzał na mnie, uśmiechnął się i powiedział: 'Kupię twoje, Paul'. Myślałem, że żartuje... no cóż, okazało się, że to nie był żart. Paul nie spodziewał się, że jego własna lekcja biznesu obróci się przeciwko niemu”.
  Dla Paula to był cios w plecy. Czuł się zdradzony – Michael zarabiał na każdym odtworzeniu piosenek Lennona/McCartneya, a Paul musiał mu płacić za prawo do wykonywania własnych utworów na koncertach. Ich przyjaźń natychmiast wygasła. 
  PAUL: Pomyślałem wtedy: 'No dobrze, ale przecież my się znamy!'. Zadzwoniłem do niego i powiedziałem: 'Michael, słuchaj, nie uważasz, że to trochę dziwne, że kupujesz piosenki, które ja napisałem?'. A on tylko powtarzał: 'To tylko biznes, Paul'. Po trzecim razie, gdy to usłyszałem, poczułem, że nie ma już o czym rozmawiać. To był koniec.
  Lata później role się odwróciły. Spór o piosenki Beatlesów miał swój dramatyczny finał na początku lat 2000. Michael, który zainwestował fortunę w nagranie albumu „Invincible”, popadł w otwarty konflikt z Sony Music. Publicznie oskarżył ówczesnego szefa wytwórni, Tommy'ego Mottolę, nazywając go „diabłem” i „rasistą”. Jackson twierdził, że Sony celowo sabotuje promocję jego nowej płyty, aby doprowadzić go do bankructwa. Cel był jeden: zmusić go do sprzedaży jego 50% udziałów w katalogu Sony/ATV, który zawierał właśnie bezcenne prawa do utworów The Beatles. Michael wierzył, że to właśnie wtedy, w ramach czarnego PR-u, zaczęły wypływać lub być podsycane najbardziej niszczycielskie plotki na jego temat, mające na celu złamanie go jako człowieka i biznesmena. To rzuca zupełnie inne światło na postać Michaela – nie tylko jako artysty, którego proces twórczy pominął film, ale jako gracza w bezwzględnej lidze, gdzie stawką były piosenki napisane kiedyś przez Paula i Johna.
 Michael walczył o ten katalog do końca życia, widząc w nim swoją najcenniejszą polisę ubezpieczeniową. Sprawa znalazła swój finał dopiero po śmierci Michaela. Po wielu prawnych bataliach, w 2017 roku Paul McCartney zawarł ugodę z Sony/ATV. Dzięki amerykańskim przepisom o prawie autorskim, które pozwalają twórcom odzyskać prawa po 56 latach, Paul w końcu stał się właścicielem swoich piosenek. Historia zatoczyła koło, ale muzyka, którą ci dwaj nagrali, gdy jeszcze byli najlepszymi kumplami, pozostaje ponadczasowa.

The Girl Is Mine  
Singiel: 1982
Strona B: "Can't Get Outta Rain"
Album: Thriller (Michael Jackson)
Wydana: singiel: 18 października 1982 (USA), 29 października 1982 (UK)
Kompozycja: Michael Jackson
Napisana: 1982
Wytwórnia: Epic
Producent: Quincy Jones, Michael Jackson
Długość: 3:42

 

Michael (w swojej autobiografii Moonwalk): Praca z Paulem McCartneyem była dla mnie niezwykle ekscytująca. Paul jest bardzo luźny w studiu, żartuje, bawi się muzyką. Nagrywając 'The Girl Is Mine', czuliśmy się jak dwaj kumple, którzy po prostu się wygłupiają. Ta cała rozmowa na końcu piosenki nie była wcale zaplanowana – my po prostu gadaliśmy, a George Martin zostawił włączone mikrofony.

 


PAUL
(wywiad dla Rolling Stone): Były święta Bożego Narodzenia. Ktoś do mnie zadzwonił, a jakiś wysoki głos, którego nie rozpoznałem, powiedział: „Cześć, Paul”. Pomyślałem: „To jakaś dziewczyna, fanka, skąd do cholery ma mój numer?”. Byłem strasznie zirytowany. Potem głos powiedział: „To Michael” i nagle mnie olśniło. To nie była dziewczyna, tylko Michael Jackson, który w zasadzie zapytał: „Chcesz nagrać jakieś hity?”. A ja na to: „No tak, jasne. Chodź tutaj”. Nasze drogi skrzyżowały się już kilka razy. Michael nagrał cover utworu „Girlfriend” zespołu Wings na swoim albumie „Off The Wall”, a jego producenta, Quincy'ego Jonesa, znałem od dawna. Quincy odebrał Oscara w imieniu The Beatles, kiedy wygraliśmy za najlepszą muzykę do utworu „Let It Be” w 1971 roku 
[Best Original Song Score]...  Michael to chłopak o niesamowitym wyczuciu rytmu. Kiedy pracowaliśmy nad 'The Girl Is Mine', uderzyło mnie, jak bardzo jest pracowity, ale też jak bardzo potrafi być nieśmiały. Jednak gdy tylko stawał przed mikrofonem, ta nieśmiałość znikała. To była czysta magia. Świetnie się bawiliśmy, to był czas pełen śmiechu. 


[Michael Jackson:]
Every night she walks right in my dreams
Since I met her from the start
I'm so proud I am the only one
Who is special in her heart

The girl is mine
The doggone girl is mine, m-m-m
I know she's mine
Because the doggone girl is mine, m-m-m

[Paul McCartney:]
I don't understand the way you think
Saying that she's yours, not mine
Sending roses and your silly dreams
Really just a waste of time

Because she's mine
The doggone girl is mine
Don't waste your time
Because the doggone girl is mine

I love you more than he

[Michael Jackson:]
(Take you anywhere)
Well, I love you endlessly
(Loving we will share)
So come and go with me to one town

But we both cannot have her
So it's one or the other
And one day you'll discover
That she's my girl forever and ever

[Paul McCartney:]
Don't build your hopes to be let down

[Michael Jackson:]
'Cause I really feel it's time
I know she'll tell you I'm the one for her
'Cause she said I blow her mind

The girl is mine
The doggone girl is mine
Don't waste your time
Because the doggone girl is mine

[Michael {Paul}:]
{She's mine, she's mine}
{No, no, no, she's mine}
The girl is mine, {the girl is mine}
The girl is mine, {the girl is mine}
{The girl is mine} (mine, mine); {yep, she's mine} (mine, mine)
{The girl is mine} (mine, mine); {yeah, she's mine} (mine, mine)

[Michael Jackson:]
Don't waste your time
Because the doggone girl is mine
The girl is mine, the girl is mine

[Michael {Paul}:]
(Michael, we're not going to fight about this, okay?)
Ha, ha, Paul, I think I told you I'm a lover, not a fighter
{Eh, I've heard it all before, Michael}
{She told me that I'm her forever lover, you know, don't you remember?}
Well, after loving me she said she couldn't love another
{Is that what she said?}
Yeah, she said it; you keep dreaming

{I don't believe it! Mine, mine}
(No, no, no) The girl is mine (Mine, mine, mine)
{No, mine} No, mine (Mine, mine)
{She's mine, mine, mine, mine, mine} (Mine, mine, mine)
'Cause the girl is mine
{No, the girl is mine} (Mine, mine)
The girl is mine (Mine, mine, mine)
{No, the girl is mine}
The girl is mine (Mine, mine)
(No, she's mine)

Say Say Say  
Singiel: 1983
Strona B: "Ode to a Koala Bear"
Album: Pipes of Peace (Paul McCartney)
Wydana: singiel: 3 października 1983 (USA), 14 października 1983 (UK)
Kompozycja: Paul McCartney, Michael Jackson
Napisana: 1981 (podczas sesji do albumu Tug of War)
Wytwórnia: Parlophone (UK), Columbia (USA)
Producent: George Martin
Długość: 3:55

PAUL (wypowiedź dla swojej oficjalnej strony po latach): Michael poleciał do Anglii i przyjechał do mojego biura w Londynie. Pojechaliśmy na najwyższe piętro, gdzie mam pianino, i zaczęliśmy grać „Say Say Say”. Pozwoliłem mu trochę poprowadzić i myślę, że wiele z wrażliwości tego utworu było w stylu Michaela. „Baptised in all my tears” – to wers, którego sam bym nie użył. Pomagałem przy melodii, a on dorzucał tekst. Oboje byliśmy podekscytowani wspólną pracą i piosenka powstała dość szybko; odbijaliśmy się od siebie. Zapisałem tekst i zanim wyszliśmy z biura, mieliśmy „Say Say Say”. Chyba za pierwszym razem, kiedy nagrywaliśmy to jako demo, śpiewaliśmy tylko we dwóch, a ja grałem na gitarze....  Michael zadzwonił do mnie i zapytał: 'Chcesz nagrać jakieś hity?'. Odpowiedziałem: 'Jasne!'. Przyjechał do Londynu, siedzieliśmy przy moim pianinie i tak powstało 'Say Say Say'. On miał w sobie coś z dziecka, taką czystą radość z dźwięków. Był niezwykle sprawny – potrafił wymyślić linię melodyczną w sekundę. Byłem pod wielkim wrażeniem jego instynktu.

Na zdjęciu: Michael, Paul, Quincy Jones i Greg Phillinganes (Sesje do 'Say, Say, Say'Cherokee Studios, Hollywood, CA, 1983).   

Michael (wypowiedź z lat 80): Paul nauczył mnie bardzo dużo o strukturze piosenki. On ma ten dar od Boga, że potrafi stworzyć melodię, której nie da się zapomnieć. Praca z kimś, kto był w The Beatles, była dla mnie jak spełnienie marzeń. Paul jest geniuszem, a jednocześnie normalnym, fajnym facetem.



Say, say, say what you wantBut don't play games with my affectionTake, take, take what you needBut don't leave me with no direction
All alone, I sit home by the phoneWaiting for you, baby (baby)Through the years, how can you stand to hearMy pleading for you, dear?You know I'm crying, ooh-ooh-ooh-ooh-ooh
Yeah, yeah
Now, go, go, go where you wantBut don't leave me here foreverYou, you, you, stay awaySo long, girl, I see you never
What can I do, girl, to get through to you?'Cause I love you, baby (baby)Standing here, baptized in all my tearsBaby, through the years, you know I'm cryingOoh-ooh-ooh-ooh-ooh
Hee-hee-hee(You've got to say, say, sayYou've got to say, say, say)
You never, ever worryAnd you never shed a tearYou're saying that my love ain't realJust look at my face, these tears ain't drying
You, you, you can never sayThat I'm not the one who really loves youI pray, pray, pray everydayThat you'll see things, girl, like I do
What can I do, girl, to get through to you?'Cause I love you (love you), baby (baby)Standing here, baptized in all my tearsBaby, through the years, you know I'm cryingOoh-ooh-ooh-ooh-ooh
Ooh, hee-hee-heeHee-hee-hee
Ooh-ooh-ooh-ooh-ooh(You've got to say, say, say)Ooh-ooh-ooh-ooh-ooh(You've got to say, say, say)Ooh-ooh-ooh-ooh-oohOoh-ooh-ooh (say, say, say), ooh-ooh-ooh (say, say, say)Ooh-ooh-ooh (say, say, say), ooh-ooh-ooh (say, say, say)Ooh-ooh-ooh (say, say, say), ooh-ooh-ooh (say, say, say)Ooh-ooh-ooh (say, say, say), ooh-ooh-ooh (say, say, say)Ooh-ooh-ooh (say, say, say), ooh-ooh-ooh (say, say, say)Ooh-ooh-ooh (say, say, say)



Na koniec trochę ... Quincy Jones po latach: Michael... Był chciwy. Do 'Don't Stop Til You Get Enough' Greg Phillinganes napisał sekcję C piosenki. Michael powinien dać mu 10 procent udziału w utworze. Ale nie zrobił tego... Nie chcę tego wywlekać publicznie, ale Michael kradł wiele rzeczy, wiele piosenek. Chociażby linie basu ze 'State of Independence' Donny Summer do 'Billie Jean'. Publikacje nie kłamią. Był makiaweliczny, jak tylko mógł... The Beatles? Byli najgorszymi muzykami na świecie. Byli niepotrafiącymi grać "sk****ynami. Paul to najgorszy basista, jakiego kiedykolwiek słyszałem. A Ringo ? Nawet nie chcę o nim rozmawiać... Byliśmy w studiu z Georgem Martinem i Ringo spędził trzy godziny na naprawieniu czterotaktowej rzeczy w piosence. Nie potrafił sobie poradzić. Stwierdziliśmy 'kolego, może napijesz się piwka, zjesz trochę placka pasterskiego i odpoczniesz?' Zrobił to, a my zaprosiliśmy do studia jazzowego perkusistę Ronniego Verrella. Ten przybył w 15 minut i pozamiatał. Ringo wrócił i powiedział 'George, możesz puścić mi to jeszcze raz'. Kiedy Martin zrobił to, Starr stwierdził, że nie jest to takie złe. Wtedy odpowiedziałem 'Tak, ponieważ to nie ty’... Ringo prywatnie był świetnym gościem... Będzie dużo pisane o tym, co było następne w życiu Michaela, ale dla mnie to wszystko jest tylko hałasem. Obiecuję ci za 50, 75, 100 lat, to, co zostanie zapamiętane, to muzyka. 

 


Historia The Beatles
History of  THE BEATLES