Fotki 244



Kolejny, 244-ty (wow!) już post z fotkami. Otwiera go piękne zdjęcie "Cichego" i "Straconego", "Piątego" Beatles, George'a i Stuarta. Wspominam w chwili publikacji mój pobyt na grobie Stu (cmentarzu St Michael's Parish Churchyard w dzielnicy Huyton w Liverpoolu) i kilka minut własnych przemyśleń siedząc niedaleko jego grobu na cmentarnej ławeczce jemu poświęconej. 
 Ławeczka została zainstalowana w 2015 roku przez fanów The Beatles. Niżej i obok  moje zdjęcia z tego miejsca. 
 








 















Historia The Beatles
History of  THE BEATLES

 






"Don'T Look Back In Anger" - dokument o reaktywacji Oasis.

 

 

 

 Kilka dni po seansie postanowiłem opublikować ten post. Na obu blogach. Także tutaj. Jeśli byli tu E.L.O. to na pewno kolejny raz mogą Oasis. Post oczywiście jako zachęta do wybrania się do kina.  Dokument „Oasis: Don’t Look Back in Anger” to nie jest zwykła muzyczna chronologia. Choć reżyserzy (Will Lovelace i Dylan Southern) oraz scenarzysta Steven Knight opierają historię na powrocie zespołu i ich głośnym pojednaniu na trasie w 2025 roku, film tak naprawdę szuka odpowiedzi na znacznie głębsze pytanie: co sprawia, że ta dwójka braci stała się głosem całego pokolenia? Braci, którzy za wzór w muzyce (choć nie tylko) obrali sobie The Beatles. 
   Głównym motorem napędowym całej opowieści pozostaje legendarne, wybuchowe starcie Noela i Liama. Film dobitnie przypomina kulisy ich rozstania z 2009 roku w Paryżu, kiedy to awantura za kulisami doprowadziła do natychmiastowego rozpadu grupy i 15 lat całkowitego milczenia. Pokazanie ich drogi do ponownego wejścia na jedną scenę nie jest jednak ugrzecznioną laurką. To obraz trudnego kompromisu, dojrzałości wywalczonej z wiekiem oraz akceptacji własnych wad. Bracia wciąż nie oszczędzają się w słowach — w dialogach z kadrów uderza surowość, robotnicze tło z Manchesteru i nieustanny potok przekleństw. A jednak, pod tą szorstką fasadą, na ekranie udaje się uchwycić momenty autentycznego szacunku i pojednania. 




 Największą siłą dokumentu okazuje się jednak ukazanie tego, kim są ich słuchacze. Obraz prowadzi nas przez tłumy w Wielkiej Brytanii, Argentynie, Japonii, Stanach Zjednoczonych czy Korei. Kamera pokazuje proste historie ludzi: rodziców, którzy wychowali się na ich muzyce, i ich dorastających dzieci, dla których te piosenki są tak samo żywe. To światowa wspólnota połączona tekstem i emocją. Widok dziesiątek tysięcy ludzi śpiewających słowo w słowo prawie każdą piosenkę zespołu w tak różnych zakątkach świata przyprawiał mnie w kinie o ciarki na plecach. I tutaj dochodzimy do mojego własnego odbioru tego filmu. Więcej przeczytasz  tutaj... 

 

 

 

Historia The Beatles
History of  THE BEATLES

 



 

Yoko Ono - Muza Johna. Biografia (1)


 

  Ponieważ niebawem chcę rozpocząć na blogu serię postów z fragmentami pewnej wyjątkowej książki, dzisiaj przyszedł czas na jej oficjalną prezentację. Jeszcze przed Gwiazdką 2025 roku wspominałem, że wśród wspaniałych prezentów pod choinką może znaleźć się biografia Yoko Ono pióra Davida Sheffa – autora, którego mieliśmy już okazję poznać na stronach tego bloga i portalu o The Beatles. Jestem właśnie w trakcie lektury tej obszernej, liczącej kilkaset stron pozycji i chciałbym podzielić się kilkoma słowami zachęty dla tych, którzy jeszcze po nią nie sięgnęli. John Lennon ogłosił kiedyś, że Yoko Ono jest „najsłynniejszym nieznanym artystą na świecie”. Nie powstrzymało to jednak krytyków i opinii publicznej od złośliwego obwiniania jej o rozpad The Beatles. Prawdziwa historia Yoko to jednak opowieść o przełomowej aktywistce, nieszablonowej artystce i muzyku, której globalny wpływ obroni się sam. 


  
Sheff napisał biografię niezwykle wyważoną i uczciwą. Nie unika trudnych tematów: pisze o toksycznej współzależności w związku Johna i Yoko, o mrocznych kulisach uzależnienia od heroiny i metadonu, czy o problemach Lennona z alkoholem. Fani Wielkiej Czwórki będą jednak zachwyceni, mogąc prześledzić skomplikowane relacje i interakcje między Johnem, Paulem, Georgem i Ringo. Jako para, Lennon i Ono pracowali i nagrywali razem aż do tragicznego końca. Ich muzyczna współpraca po latach przyniosła Yoko spóźnione, ale w pełni zasłużone uznanie jej wkładu w powstanie kultowego hitu Imagine. W 2017 roku Yoko odebrała nagrodę Centennial Song Award od National Music Publishers’ Association, czemu towarzyszyło archiwalne nagranie Lennona, w którym wprost przyznawał, że jego żona powinna zostać wpisana jako współautorka tego utworu. Przypomnę tutaj znamienne słowa Yoko  na ten temat: Czasami wydaje mi się, że spotkaliśmy się z Johnem, po to by powstało "Imagine". 

 

 Książka Sheffa to bez wątpienia ostateczne podsumowanie życia jednej z najbardziej enigmatycznych i kontrowersyjnych kobiet w historii rock’n’rolla. Przez dekady tabloidy karmiły nas wyssanymi z palca historiami, pisany przez autorów bez jakiejkolwiek wiedzy z pierwszej ręki. Wiele z nich przesiąkniętych było nienawiścią, rasizmem i mizoginią, sprowadzając Yoko do roli mało znaczącego przypisu w historii Beatlesów. Tymczasem imię Yoko oznacza w zapisie kanji „Dziecko Oceanu” (Ocean Child) – niezwykle trafnie jak na kobietę, która przez całe życie musiała żeglować przez wzburzone wody.
David Sheff zadedykował to doskonałe dzieło Kyoko Ono i Seanowi Ono Lennonowi, co jest wyrazem jego bliskiej, wieloletniej przyjaźni z rodziną. Wszystko zaczęło się w 1980 roku, gdy jako 24-letni, początkujący dziennikarz otrzymał zadanie przeprowadzenia wywiadu z parą dla magazynu Playboy. Kluczem do sukcesu okazały się... gwiazdy. Yoko od lat namiętnie korzystała z astrologii, numerologii i tarota, traktując je jako drogowskazy w codziennym życiu. Codzienne losowanie kart decydowało o biznesach i planach. Sheff musiał więc przejść „test astrologiczny”. Gdy okazało się, że jego liczby i układ gwiazd pasują, Yoko uznała to za proroczy znak i zaprosił a go do Nowego Jorku, mówiąc: „Ten wywiad będzie znaczył więcej, niż możesz teraz pojąć”.

David Sheff: Do dziś, gdy słyszę ich piosenki w radiu, natychmiast przenoszę się myślami do tamtego studia. Widzę siebie siedzącego w kącie na reżyserskim krześle, które mi dali. John stał za szybą w reżyserce, a Yoko po drugiej stronie, przed mikrofonem, śpiewając swój part raz za razem. 
W ten sposób młody dziennikarz trafił do słynnego budynku Dakota na Manhattanie – wzniesionego w gotyckim stylu ekskluzywnego gmachu między 72. a 73. ulicą, w którym mieszkali m.i. Leonard Bernstein, Judy Garland czy Lauren Bacall. Lennonowie posiadali tam kilka mieszkań (główne na 7. piętrze, inne służyły za magazyny i biura). W tamtym czasie Yoko twardą ręką zarządzała wszystkimi sprawami biznesowymi, podczas gdy John spełniał się jako „mąż domu”, opiekując się 5-letnim Seanem.

David Sheff: Przez te pięć lat żyli w ciszy, z dala od mediów i nagrań. John opowiadał mi, że małe, codzienne rzeczy dawały mu wtedy znacznie więcej radości niż wszystkie złote i platynowe płyty, które zdobył w życiu. Mówił o pieczeniu chleba i patrzeniu, jak rośnie w piekarniku, albo o uczeniu małego Seana pływać w basenie YMCA. Byli po prostu w niesamowicie dobrym, spokojnym miejscu. 

 

David Sheff: Rozmawiało nam się tak łatwo, że momentami zapominałem o ich statusie. I nagle, w środku jakiejś opowieści, John rzuca luźno: »A, jak byłem wtedy w Almerii w Hiszpanii, to przy okazji napisałem "Strawberry Fields". Wtedy w mojej głowie zapalała się lampka: »O rany, stary... przecież ty siedzisz z Johnem Lennonem!
W przeciwieństwie do dzisiejszych realiów, gdzie dziennikarz dostaje od gwiazdy kilkanaście minut, Sheff spędził z Johnem i Yoko blisko trzy tygodnie we wrześniu 1980 roku. Rozmawiał z nimi od rana do późnej nocy, towarzyszył w spacerach, posiłkach i pracy w studiu. Zobaczył parę szczęśliwą, dojrzałą i spokojną. Szybko narodziła się między nimi prawdziwa przyjaźń. 
 David Sheff: Zrobiłem w życiu setki wywiadów z wielkimi gwiazdami kina czy rocka, ale nikt nigdy nie otworzył przede mną swojego życia tak jak Yoko i John. Zazwyczaj dostawałem dwie godziny, nad głową wisiał mi agent od PR-u, który odliczał minuty i próbował cenzurować pytania. A oni? Zaprosili mnie do domu, do studia nagraniowego, stając się moją codziennością... Dla nich ten wywiad nie był tylko promocją płyty Double Fantasy. Oni naprawdę chcieli podsumować swoje dotychczasowe życie, rozliczyć się z przeszłością i pokazać światu, że po latach burz w końcu odnaleźli spokój. Byli w tym do bólu uczciwi. Świat widział w niej smoka, który zniszczył The Beatles. Ja zobaczyłem niezwykle wrażliwą kobietę, genialną artystkę i menedżerkę o genialnym umyśle biznesowym, która po prostu chroniła swojego męża i syna przed szaleństwem świata.
Sheff napisał artykuł i wysłał Yoko przedpremierowy egzemplarz na początku grudnia. Rankiem 7 grudnia 1980 roku Yoko zostawiła na jego automatycznej sekretarce ciepłą wiadomość. David oddzwonił, rozmawiali przez pół godziny o planach na kolejne spotkanie w Nowym Jorku. Jak jednak wiemy, późnym wieczorem następnego dnia – 8 grudnia – wracający z sesji nagraniowej John Lennon został zastrzelony przez Marka Chapmana na oczach sparaliżowanej strachem żony w bramie Dakoty. Yoko została sama – załamana, odizolowana i pogrążona w niewyobrażalnym żalu. Jak wspomina po latach sam Sheff: „Myślę, że to było dla niej naprawdę znaczące, że spędziłem te trzy tygodnie z nią i Johnem w czasie ich życia, kiedy byli po prostu szczęśliwi”.
David Sheff:  Kiedy patrzyłem na nich we wrześniu 1980 roku, biło od nich niesamowite ciepło. John był zafascynowany rolą ojca, Yoko trzymała wszystko w garści, a między nimi była ta sama nastoletnia miłość, co na początku. Byli najszczęśliwsi w swoim życiu. Świadomość, że to wszystko skończyło się kilkanaście dni później, wciąż łamie mi serce. 
Tragedii towarzyszył jednak przerażający wylew nienawiści i gróźb pod adresem wdowy. W ciągu pierwszego roku po śmierci męża Yoko wydała ponad milion dolarów na ochronę. Sama nazwała ten okres „porą szkła” – czuła się wtedy krucha jak szkło i bliska całkowitego rozbicia.
W tych najtrudniejszych chwilach David Sheff stał się częścią jej najbliższego, zaufanego kręgu. Przez kolejne dwie dekady wspierał ją, podróżował z nią, Seanem oraz wieloletnim partnerem Yoko, Samem Hadvatoyem. Ta więź była tak silna, że gdy syn Davida, Nic, walczył z ciężkim uzależnieniem od narkotyków, Yoko i Sean zabrali chłopaka na swoją 600-hektarową farmę, by pomóc mu przed pójściem na odwyk. To właśnie z tamtego okresu pochodzi tytuł poruszającej książki Sheffa z 2008 roku – Beautiful Boy – na którą Yoko osobiście dała mu pozwolenie, nawiązując do słynnej kołysanki Lennona dla Seana.
  Książka pozwala nam poznać fascynującą historię Yoko z czasów, zanim stała się „panią Lennon”. Choć trzeba przyznać, że ona sama potrafi dbać o dziedzictwo męża, przy okazji pieczołowicie pielęgnując własną legendę. Ich małżeństwo było niemal nierozerwalne, z wyjątkiem słynnego, 18-miesięcznego „straconego weekendu”, kiedy John – za namową i pełną zgodą Yoko – mieszkał w Los Angeles z ich asystentką May Pang. Po śmierci męża, Yoko przez lata była związana z węgierskim projektantem Samem Hadvatoyem. Związek ten zakończył się jednak z dnia na dzień w 2001 roku: gdy Hadvatoy wrócił z krótkiej podróży, zastał w drzwiach wymienione zamki. Yoko Ono miała bowiem wewnętrzny rdzeń ze stali – twardszej niż jakikolwiek samurajski miecz. Niebawem umieszczę kilka ciekawszych fragmentów z niej.
 
 
 

Historia The Beatles
History of  THE BEATLES

 




MY TOP45 Electric Light Orchestra


  

Ktoś z czytelników  tego bloga może zapytać: co robi Electric Light Orchestra na blogu poświęconym The Beatles? Odpowiedź jest właściwie bardzo prosta. Bo pomiędzy tymi dwoma zespołami istnieje niezwykła muzyczna więź. I nie chodzi tylko o podobieństwa w muzyce czy o inspiracje. Chodzi również o ludzi, historię i wzajemny szacunek. Gdy w 1974 roku John Lennon gościł w nowojorskim radiu WNEW-FM, zapytany o współczesne zespoły wspomniał o Electric Light Orchestra. Z właściwym sobie dystansem określił ich mianem „Synów Beatlesów” ("Nice little group. I call them 'Son of Beatles'...") i przyznał, że bardzo lubi ich utwór Showdown, a ELO po prostu kontynuuje brzmieniowy kierunek, w którym Czwórka z Liverpoolu zmierzała pod koniec lat 60.   Lennon dodał wtedy również, że ELO to zespół, który powstał po to, by kontynuować styl od miejsca, w którym The Beatles przestali rozwijać swoje brzmienie (mając na myśli okres eksperymentów z orkiestrą i piosenkami typu I Am the Walrus). Dla Jeffa Lynne’a słowa samego Lennona wypowiedziane publicznie w radiu były największym możliwym komplementem i spełnieniem marzeń, bo nigdy nie ukrywał, że całe ELO zbudował na miłości do The Beatles. I właśnie ten moment zawsze wydawał mi się szczególnie piękny: Beatles, który był inspiracją dla Jeffa Lynne’a, sam usłyszał w jego muzyce coś wartościowego. W "Shangri La" (album "A New World Record" z 1976) słyszymy wers: Faded like the Beatles on Hey Jude. Na albumie "Sceret Messages" z 1983 roku Jeff umieścił utwór "Beatles Forever". Ta muzyczna miłość zatoczyła zresztą niezwykłe koło. 
W 1995 roku ten wielki fan nie tylko stanął obok swoich idoli, ale jako producent zasiadł w studiu z Paulem, George’em i Ringo, by tchnąć nowe życie w taśmy Lennona i stworzyć Free As A Bird oraz Real Love. Lynne był producentem obu nagrań i uczestniczył w ich muzycznym opracowaniu. Dla człowieka, który przez całe życie podziwiał The Beatles, musiało to być spełnienie jednego z największych muzycznych marzeń.   
   Dlatego ELO nie jest dla mnie na tym blogu przypadkowym „gościem”. To część większej historii muzyki, której jednym z najważniejszych punktów odniesienia byli właśnie The Beatles. A że od lat bardzo lubię Electric Light Orchestra, postanowiłem zrobić coś, co od dawna chodziło mi po głowie – stworzyć własne TOP 45 utworów ELO. Nie jest to próba stworzenia obiektywnego rankingu największych przebojów zespołu. To po prostu moja
osobista czterdziestka piątka – piosenki, które z różnych powodów najbardziej cenię, do których najchętniej wracam i które przez lata stały się dla mnie ważną częścią muzycznego świata Jeffa Lynne’a. A więc… skoro jesteśmy na blogu o The Beatles, zacznijmy tę trochę nieoczywistą, ale mam nadzieję ciekawą podróż. Poniżej wprost post z blogu Mój Top Wszechczasów z pierwszą 10 moich ulubionych piosenek zespołu Jeffa. Wspominam tam Kelly Groucutta, a dlaczego to: tutaj.   
 

 

   I tak oto dobijamy do brzegu tej mojej muzycznej podróży. Przejście przez te 45 utworów ELO to nie była dla mnie zwykła zabawa w układanie cyferek na blogu. To był potężny powrót do czasów, kiedy byłem nastolatkiem i po raz pierwszy docierały do mnie te kosmiczne dźwięki w połowie lat 70.
  Słuchając dzisiaj tych piosenek, od razu wracają wspomnienia. Widzę te duszne, klimatyczne dyskoteki z młodości, a potem imprezy ze studenckich lat, gdzie przy Rock and Roll Is King czy Last Train To London parkiet dosłownie płonął i nikt nie myślał o powrotach do domu. Z drugiej strony, ile to razy po tych wszystkich szaleństwach wracało się nocą do pokoju, włączało na gramofonie Ticket to the Moon albo Rain Is Falling i po prostu odpływało w ten deszczowy, syntezatorowy klimat... Właśnie za to zawsze kochałem Jeffa Lynne’a i jego ekipę – potrafili w jeden wieczór podnieść człowiekowi ciśnienie rockowym przyłożeniem, by za chwilę rozbroić go balladą, przy której ciarki szły po plecach.
 W tym moim ostatnim cyklu na blogu bardzo zależało mi na jednym: żeby przy każdym numerze wyraźnie postawić ten plusik lub minusik przy nazwisku Kelly’ego Groucutta. Jeff był niesamowitym kompozytorem i wizjonerem, to jasne. Ale spójrzcie na moją pierwszą dziesiątkę – w każdym z tych dziesięciu najważniejszych dla mnie utworów słychać Kelly’ego! To nie żaden przypadek. Dla mnie, chłopaka wychowanego na klasycznych brzmieniach tamtych lat, te bezbłędne, wysokie chórki i pulsujący bas Kelly’ego to był po prostu fundament charakterystycznego stylu ELO. Bez jego głosu u boku Jeffa ta muzyka straciła potem część tego swojego jedynego w swoim rodzaju blasku.

  Wybór tych 45 numerów kosztował mnie sporo rozmyślań. Piosenki zamieniały się miejscami, do niektórych musiałem doprzeć po latach, a inne trzymają mnie za serce niezmiennie od ponad czterech dekad. Ostatecznie na samym szczycie postawiłem Sweet Talkin' Woman – dla mnie to po prostu absolutny wulkan energii, galopujące smyczki i czysta radość z grania, która stawia na nogi tak samo dzisiaj, jak stawiała na dyskotekach lata temu.
 Dzięki wielkie, że byliście ze mną  (mnóstwo maili z całego świata) w tej sentymentalnej podróży, że czytaliście moje wspomnienia i dorzucaliście własne uwagi. ELO ma w mojej płytotece i w sercu miejsce całkowicie osobne. Płyta się kończy, ale te melodie zostają z nami na zawsze! I mój muzyczny świat naprawdę nie kończy się na The Beatles, choć oczywiście  zajmują oni w nim ogromne miejsce. Ale jest w nim, jak widzicie czytając mego bloga, miejsce dla ELO, Be Geed, Pink Floyd, nawet Slade czy Sweet. 
 
Pozostałe pozycje: 
1978. Najsłynniejszy skład Electric Light Orchestra. Od lewej: Mik Kaminski (skrzypce), Hugh McDowell (wiolonczela), Melvyn Gale (wiolonczela, fortepian), Jeff Lynne (wszystko, prócz perkusji ;)),  Richard Tandy (instrumenty klawiszowe), Kelly Groucutt (gitara basowa, harmonie wokalne), Bev Bevan (perkusja, czasem harmonie).

 


10. Boy Blue

Singiel: 1975
Album:  Eldorado - (Kelly +)
Kompozycja: Jeff Lynne
 

Niezwykle porywający, wręcz dramatyczny utwór, który idealnie pokazuje konceptualną wielkość albumu "Eldorado". Jeff Lynne genialnie łączy tu baśniowy, orkiestrowy rozmach z chwytliwym, rockowym zacięciem. Dęciaki i smyczki nadają mu wręcz rycerskiego charakteru, tworząc utwór. 


 

9. Showdown
Singiel: 1973
Album:  On The Third Day - (Kelly +)
Kompozycja: Jeff Lynne
 

 Kamień milowy w historii ELO i jeden z najbardziej „stylowych” utworów w ich dorobku. Słynny, pulsujący motyw basowy połączony z charakterystyczną, wyrazistą grą smyczków do dziś robi ogromne wrażenie. Sam John Lennon rozpływał się nad tym kawałkiem, nazywając go godnym następcą brzmienia The Beatles.


 8. Evil Woman
Singiel: 1975
Album:  Face The Music  - (Kelly +)
Kompozycja: Jeff Lynne

 Prawdopodobnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych i fortepianowych klasyków w historii muzyki rozrywkowej. Utwór ma niesamowity, lekko funkujący rytm i melodię, która dosłownie przykleja się do głowy po pierwszym przesłuchaniu. Znakomite sekcje smyczkowe i podszyty hebanowym groove'em wokal Lynne'a robią z tego absolutny majstersztyk.



7. Summer And Lightning
Album:  Out Of The Blue - (Kelly +) 1978
Kompozycja: Jeff Lynne
 

 Cudowna, nieco bardziej kameralna perełka z legendarnego podwójnego albumu. Utwór zachwyca swoją przestrzennością i niezwykle ciepłym, marzycielskim klimatem, który idealnie oddaje tytułowe zestawienie letniego słońca i burzy. To piękny dowód na to, jak kunsztownie Lynne potrafił budować nastrój za pomocą bogatej aranżacji.


 

6. Rain Is Falling
Singiel: 1981
Album:  Time - (Kelly +)
Kompozycja: Jeff Lynne

 Jedna z najbardziej nostalgicznych i poruszających ballad z przełomowego, synth-popowego okresu grupy. Eleganckie połączenie elektronicznych syntezatorów ze smyczkowym tłem tworzy niesamowity, nieco deszczowy i samotny klimat. Ten utwór ma w sobie niezwykłą magię i wyjątkową głębię emocjonalną.


5. Can't Get It Out Of My Head
Singiel: 1975
Album:  Eldorado - (Kelly +)
Kompozycja: Jeff Lynne
 

Przepiękna, symfoniczna ballada, która otworzyła zespołowi drzwi do wielkiej światowej kariery. Melodia jest tu tak miękka, rozmarzona i hipnotyzująca, że tytuł staje się wręcz proroctwem – po prostu nie da się jej wybić z głowy. Prawdziwe arcydzieło pod względem harmonii i orkiestracji. 

 

4. Sweet Is The Night
Album:  Out Of The Blue - (Kelly +) 1978
Kompozycja: Jeff Lynne
 

Cudowny, dwoisty utwór, w którym kapitalną robotę robi podział wokalny między Jeffem Lynne’em a Kellym Groucuttem. Piosenka powoli narasta, by w refrenie eksplodować niesamowitą, optymistyczną energią. To jeden z tych utworów, które natychmiast poprawiają humor i dodają skrzydeł. 


3. Telephone Line
Singiel: 1977
Album:  A New World Record - (Kelly +)
Kompozycja: Jeff Lynne
 

 Podium otwiera absolutny wyciskacz łez i jeden z najpiękniejszych utworów o samotności, jakie kiedykolwiek napisano. Słynny wstęp z dźwiękiem sygnału telefonicznego wprowadza w niezwykle intymny nastrojowy świat, który rozwija się w monumentalny, emocjonalny refren. Piosenka-ikona, która wzrusza za każdym razem tak samo.


2. Strange Magic
Singiel: 1976
Album:  Face The Music - (Kelly +)
Kompozycja: Jeff Lynne
 

Absolutnie hipnotyzujący, niezwykle zmysłowy i bezsprzecznie jeden z najbardziej klimatycznych utworów w historii zespołu. Jeff Lynne stworzył tu genialną, oniryczną balladę, która dosłownie otula słuchacza swoim niespiesznym, leniwym rytmem, wyśmienitymi partiami gitary hawajskiej i potężnym, przestrzennym podkładem smyczkowym. Do tego dochodzą kapitalne, anielskie chórki z udziałem Kelly’ego, które nadają całości prawdziwie „magiczny”, wręcz nierealny nastrój. Kawałek, który po prostu zniewala i nie traci ani odrobiny swojej czarującej mocy pomimo upływu lat.




1. Sweet Talking Woman
Singiel: 1978
Album:  Out Of The Blue - (Kelly +)
Kompozycja: Jeff Lynne
 

 

Zasłużone pierwsze miejsce! Genialny, dynamiczny i perfekcyjnie dopracowany hymn pop-rocka. Szybkie, „galopujące” smyczki na otwarciu, genialny bas Kelly’ego i niesamowicie chwytliwy refren czynią z tego utworu kwintesencję wszystkiego, co w Electric Light Orchestra najlepsze. Prawdziwy wulkan pozytywnej energii!  




Historia The Beatles
History of  THE BEATLES