BRYTYJSKA INWAZJA - WYWIADY cz. 5 - LONDON, February 22, 1964

 

 Powrotowi The Beatles z Ameryki i fakt odniesienia tam kolosalnego sukcesu nadano w WielkiejBrytanii taką rangę iż BBC zdecydowało nadać ich lądowaniu wydarzenia o znaczeniu narodowym i go w całości zarejestrować. Wywiad, nagrany już hotelu Kingsford-Smith na lotnisku, wyemitowano w sobotnim sportowym programie tv 'Grandstand'. Wywiad, który przeprowadził czołowy komentator sportowy BBC, David Coleman , pokazano jako wstawkę pomiędzy wiadomościami sportowymi z wyścigów konnych, rugby, boksu i płki nożnej, co gwarantowało, że oglądał go cały kraj, nie tylko fani zespołu.

 


P: Witajcie chłopcy. Jak przyjęto was w Ameryce w porównaniu z u nas ?
RINGO: Oh wspaniale, tak samo dobrze.
JOHN: Było lepiej
PAUL: Lepiej
RINGO: Było lepsze.
P: Muszę powiedzieć, że nawet wy, schodząc tam po schodach z samolotu wyglądaliście na zaskoczonych.
PAUL: O tak.
JOHN: Cóż, a nie powinniśmy byli ?
GEORGE: Był wczesny ranek, dopiero wstaliśmy.
JOHN: Taa, właśnie się obudziliśmy.
RINGO: Nie wstaliśmy. bo wcale się nie kładliśmy. Nie zapominajcie o różnicy czasu tu i tam.
P: No i co sądzicie o Ameryce ? Waszym zdaniem bardzo się różni ?
RINGO: Jest większa
P: Zgubiłeś się tam, George?
RINGO: Przekazuję teraz pałeczkę George'owi.
GEORGE: Nie, wcale się nie zgubiłem, George."
PAUL: Nikt mu nie pozwolił wyjść. Był cały czas w hotelu.
GEORGE: Taaa, jak tylko tam dotarliśmy przywiązali mnie do łóżka.
(ogólny śmiech) 

 




PAUL:
Ale to cudowne miejsce. Pokochaliśmy je.
P: Czy koncert tam różnią się od tych tutaj?
GEORGE: O tak!
P: To znaczy?
GEORGE: Nie grasz tam w teatrach. Te miejsca, w których graliśmy -  Carneggie Hall i te drugie w Waszyngtonie.
RINGO: Duży stadion.
GEORGE: Taaa, wielki stadion z publicznością wszędzie naokoło i fatalna akustyka.
JOHN: Taa, trochę się z tym boksowaliśmy zanim zaskoczyło...
RINGO: Taa, to było świetne.
GEORGE: No bo to było dobre, no wiesz, całkiem coś nowego, prawda John ?
JOHN: O tak, teraz przekazuję cię Paulowi. (śmiech)
PAUL: O tak, było.
P: Teraz do Ringo. Słyszałem, że trochę ciebie poturbowano na przyjęciu w ambasadzie. To prawda?
RINGO: Nie całkiem. Ktoś obciął mi kosmyk włosów, i tyle.
P: Popatrzmy na nie. Wydaje się, że jeszcze ci sporo zostało.
RINGO: (obraca głową) Nie dostrzegasz różnicy? Tu, z tej strony są dłuższe.
P: Co się dokładnie wydarzyło?
RINGO: Nie mam pojęcia. Rozmawiałem, dawałem wywiad, tak jak teraz.
(John z Paul em zaczynają udawać, że obcinają Ringo kosmyki włosów)
RINGO: Po prostu rozmawiałem się, rozejrzałem się i widziałem 400 osób wokół uśmiechających się -  cóż miałem powiedzieć?
JOHN: Co miałem powiedzieć!
RINGO: Nie znamy nigdy jutra (Tomorrow never knows). [Zwrotu tego, tzw. "ringoizmu"  John użyje za dwa lata do tytułu swojego wielkiego numeru, który znajdzie się na albumie "Revolver"]
(John wybucha śmiechem)
P: George,Jak podoba ci się to, że jesteś określana jako tajna broń naszego premiera?
GEORGE: Taaa, to fajnie. Nie załapałem tego gdzie to było powiedziane: "Zarabiają te wszystkie dolary dla Brytanii", że niby dzielimy się nimi czy coś w tym rodzaju.
(śmiech)
P: Powiedziano nam, że wróciliście z Ameryki jako milionerzy.
PAUL: No nie, żartujesz.
JOHN: Następnym razem.
P: Może teraz coś o Miami. Rozumiem, że bawiliście się tam gdzie bawią się milionerzy.
RINGO: Oh, Miami było fascynujące.
P: Trochę sobie tam pożyliście.
PAUL: Taaa, wypożyczyliśmy tam te ich wille. Ludzie wydzwaniali do nas i pytali czy chcemy może ich domy. Odpowiadaliśmy, że jasne (Paul udaje w tym momencie amerykański akcent).
(śmiech)
PAUL: Jeździliśmy tam wszyscy na nartach wodnych łowiliśmy ryby.
(Paul pokazuje rękoma złowione duże ryby, John pokazuje ją w dwóch palcach)
RINGO: Złowił potwora.
P: I jak to porównacie z New Brighton?
PAUL: (śmieje się) Z New Brighton? No, nie było tak słonecznie, jak oczywiście w New Brighton.
RINGO: No jasne, przegapiliśmy tam doki.
JOHN: I ludzie nie mieli tam tylu pieniędzy.
 

 

GEORGE: I na plaży w Miami więcej było oleju.
P: Chcielibyśmy teraz usłyszeć o waszym spotkaniu z panem Clay'em (Cassius Clay aka Mohammed Ali)
JOHN: Bardzo wysoki
RINGO: Taa, duży facet.
PAUL: Wspaniale się śmieje, robi wrażenie, no i jestem dużym gościem.
GEORGE: Pokona Sonny'ego Listona w trzeciej.
JOHN: Tak powiedział.
RINGO: No, właśnie tak.
PAUL: Tak powiedział, ale nie sądzę, żeby tak się stało. (ostatecznie Clay, jeszcze wtedy nie Muhammad Ali pokonał Listona, który poddał się w siódmej rundzie, mimo, że dominował nad Clay'em w szóstej - walka odbyła się 25 lutego 1964)
P: Paul, słyszałem, że rozmawiałeś tam z Harry'm Carpenterem (znany brytyjski komentator sportowy specjalizujący sie w boksie).
PAUL: Taa, zapytał mnie kto wygra. Powiedziałem mu, że moim zdaniem wygra Liston.
JOHN: (żartobliwie) Tchórz!
PAUL: (śmieje się) No, jestem. To było przecież w obozie Clay'a, wszędzie sami wielcy faceci, musiałem szeptać.
JOHN: (zaczyna śpiewać, Paul dołącza się) 'Liston, do you want to know a secret.
(śmiech)

RINGO: Podłączcie sprzęt, nagramy to i sprzedamy.
P: A jaki się wydał tobie Ringo ? Pan Clay.
RINGO: Jest większy niż my wszyscy razem.
P: Powiedziano nam, że zachowywał się tak, że nawet Beatlesi nie mogli sie z nim równać.
PAUL: Taa, taki był.
RINGO: Był dobry.
JOHN: Mówił: " 'I'z beautiful, and you'z beautiful, too!!"
(śmiech)
PAUL: To prawdziwy showman.
RINGO: Całkowicie.
 
 
 

 
P: Teraz, gdy już wróciliście, to po raz pierwszy od dłuższego czasu wypadliście poza Top Ten.
JOHN: (wydaje komiczny dźwięk rozczarowania)
P: No i co z tym?
PAUL: Nie wiem.
JOHN: Coś sugerujesz?
P: I jak wam po drodze z tym?
JOHN: Możemy pójść sobie prosto, czyż nie
GEORGE: Zacznę się uczyć stepowania.
PAUL: Ringo zabierze się za komedie.
P: Macie coś w planach, poza nakręceniem filmu?
PAUL: Mamy sesję nagraniową w następnym tygodniu.
JOHN: (to Paul) Cicho sza!
RINGO: Nie rozpowiadaj tego.
PAUL: My nie. Sorry, to kłamstwo (i dodaje szeptem): Nagrywamy w następnym tygodniu.
P: Nie powiecie nam gdzie?
PAUL: Nie!
RINGO: Nie możemy ci tego powiedzieć!
JOHN: No nie! W Decca! (pamiętamy, że wytwórnia Decca odrzuciła The Beatles).
(śmiech)
P: A wasze wrażenia na temat dorosłych Amerykanów? Usłyszeliśmy od was o nastolatkach, a ty Ringo zdaje się coś na ten temat mówiłeś...
RINGO: Co takiego powiedziałem?
P: Ty mi powiedz.
RINGO: (żartobliwie) Nie wiem. Ty wiesz. Jestem tak często cytowany, że to aż jest śmieszne.
(śmiech)
P: Paul, powiedz mu co on powiedział.
PAUL: Nie pamiętam. O dorosłych?
RINGO: Są starsi ode mnie.
(śmiech)
P: Powiedziałeś, że dorośli są większym problemem niż nastolatki.
RINGO: Oh, tak. Cóż, po prostu często są irracjonalni.
PAUL: O tak, zgadzam się.
RINGO: Miałem na myśli to, że nastolatki proszą cię o autograf, dostają go i odchodzą. Dorośli chcą wiedzieć gdzie byłeś, i jeszcze...
PAUL: Taaa, obcinają ci także włosy.
RINGO: Taa, nie wiem dokładnie czy to był dorosły, ale ktoś to zrobił.
P: Czy udało się wam uciec od tego wszystkiego, całego zamieszania wokół was, uciec i być samym ?
JOHN: Mieliśmy takie trzy dni na koniec, już po show Eda Sullivana w Miami. Mieliśmy wolne, to były trzy dnie, prawda?"
PAUL: Tak.
RINGO: Coś koło tego.
P: No nic, w każdym razie miło chłopcy, że jesteście z powrotem. Dziękuję bardzo.
PAUL: Dziękuję.
RINGO: Dobrze było cię widzieć. Trzymaj się ciepło.
JOHN: (naśladując Ringo) Trzymaj się ciepło.



 
 
 
I drugi wywiad z tego samego dnia: Londyn,22 lutego 1964




 
Wywiad na lotnisku dla producenta programu Pathe News w specjalnej audycji poświęconej powrotowi zespołu z USA, "Beatles Welcome Home". Program przeznaczony do dystrybucji w kinach na wzór naszej dawnej Kroniki Filmowej. 



P: George, wasi fani byli zachwyceni, przypuszczam, że także prasa, a wy ? Także ?
GEORGE: O tak, było wspaniale. Wszystko. Wszystko było odlotowe.
P: Nawet praca?
GEORGE: Taaa, cieszymy się nią. To było coś innego, inne miejsca z publicznością naokoło nas.
P: Co zrobiło na tobie największe wrażenie? Mieliście czas by to wszystko sobie przyswoić?
GEORGE: O tak. Najbardziej ucieszyło nas słońce w Miami. No wiesz, to takie zdrowe.
P: Czy z całej czwórki jesteś już zdrowy?
GEORGE: Nie, ale słonce było bardzo pomocne dla zdrowia.
P: Miałeś szansę uciec od wszystkich i mieć trochę czasu dla siebie ?
GEORGE: Tak.
RINGO: Uciekł mi dwa razy!
(śmiech)
P: A co tobie Ringo najbardziej podobało się w tej podróży?
RINGO: Oh, pokochałem wszystko. Najbardziej Miami - tamte słońce. Nie miałem o takim pojęcia, dopóki się tam nie znalazłem.
P: Nie ma takiego w Liverpoolu?
RINGO: Nie, jest tam wycięte.
(śmiech)
P: John, czy tobie udało się gdzieś uciec samemu, tak byś był nie rozpoznanym?
JOHN:
Tak, wiesz, pożyczyliśmy kilka domów od milionerów.
P: Możecie już sobie pozwolić na kupienie takich domów od bogaczy?
PAUL: Nie.
JOHN: Prędzej byśmy je sobie wypożyczyli, wychodzi taniej.
(śmiech)
JOHN: Jeździliśmy trochę na nartach wodnych.
RINGO: Tak, oj mieliśmy mnóstwo zabawy.
P: (do Johna) Czy twoja żona też dobrze się tam bawiła?
JOHN: Uwielbiała to (robi minę) Kto??? Kto???
PAUL: Ciszo sza!
RINGO: Nie mów nikomu, że jest żonaty, to sekret.
P: A jak z gustami tamtejszych fanów. Smakują tak samo?
JOHN: On jeszcze nikogo nie ugryzł.
(śmiech)
PAUL: Spodziewaliśmy się, że ludzie będą tam inni, ale nie byli. Jedyną rzeczą był ich akcent. To była ta jedna różnica.
P: Czy ich zdaniem śpiewacie z angielskim czy amerykańskim akcentem?
PAUL: Nie, jakiś facet powiedział: 'Jak to możliwe, że choć jesteście z Brytanii to śpiewacie z naszym akcentem', coś w tym stylu. Próbowaliśmy mu to wytłumaczyć, eh, było sporo zabawy.
P: Kiedy wróciliście z Francji mówiliście, że tam lubią szybsze numery.
PAUL: Tak.
P: I co zrobiliście tam, ta sama rutyna co wszędzie?
PAUL: Uhhh, taaa.
JOHN: Śpiewaliśmy same stare numery.
GEORGE: Wiele naszych nagrań jest tam już przebojami.
PAUL: O tak, musieliśmy tam grać 'Please Please Me'. Nie śpiewamy już jej od dłuższego czasu ale to jest tam teraz na listach przebojów.
P: Tak, to już tutaj historia. A co z style The Beatles - peruki, garnitury i inne rzeczy. Vzy one się tam sprzedają?
GEORGE: Tak, i to dobrze.
RINGO: (żartobliwie) 15 milionów dziennie.
P: Słyszałem, że pod koniec roku każdy z was będzie już milionerem.
GEORGE: Oh. To fajnie.
(śmiech)
P: A macie przynajmniej czas wydawać te pieniądze?
BEATLES: (jednogłośnie) Jakie pieniądze???
P: Czy on  (Brian Epstein) nic wam nie daje ?
GEORGE: Nie, nie. Widziałeś jaki ma teraz samochód?
(śmiech)
P: Czy macie zamiar powrócić do Ameryki ? Dołączyć do tamtejszych gitarowych elit?
RINGO: Chcielibyśmy tam wrócić, ale nie zostaniemy tam. Kochamy Anglię.
 
 

 
 

 Historia The Beatles
History of  THE BEATLES



BRYTYJSKA INWAZJA - WYWIADY cz. 4 - 12.02.1964 Nowy Jork

 

 

Zespół wrócił do Nowego Jorku z Waszyngtonu ponownie pociągiem. W Nowym Jorku dał koncert w Carnegie Hall i jak zwykle udzielał wywiadów. Dogrzebałem się do dwóch wywiadów z tego dnia. Przypuszczam, że dziennikarze, którzy publikowali je pewnie trochę połączyli wypowiedzi z dwóch, możliwe, że to jeden i ten sam wywiad, tylko niektórym nie udało się zapisać niektórych jego fragmentów, bądź uznali niektóre pytania za wtórne, mniej ważne, gdyż jak zauważycie pytania (jak i odpowiedzi Beatlesów) są podobne do tych udzielonych w chwili przylotu na lotnisku JFK. Niemniej cała ta seria wywiadów ma ukazać (na ile to możliwe) samopoczucie zespołu, ich wrażenia na amerykańskiej ziemi. Większość z wywiadu prezentowanego niżej przeprowadził Ed Rudy, tuż przed występem zespołu w Carnegie Hall. Rudy był ju w owym czasie osobowością telewizyjną i znanym dziennikarzem piszącym o rock and rollu. Beatlesi go znali i podobała im się z nim rozmowa. Rudy podróżował cały czas z zespołem w czasie ich pierwszej wizyty w USA, czyli w trakcie Brytyjskiej Inwazji. Czwarty odcinek wywiadów Fab 4 z tego wydarzenia przed Wami.


 

Beatlesi w trakcie powrotu ze stolicy kraju do Nowego Jorku

P: John, czy reakcje na wasz zespół są takie same jak w Anglii?
JOHN: Myślę, że są bardzo podobne, tylko, no wiesz, może tutaj ludzie szybciej zaczynają szaleć.
P: Zaśpiewacie jakąś piosenkę dla nas ?

JOHN: Nie, sorry, najpierw pieniądze.
P: Ile pieniędzy spodziewacie się tutaj  zarobić ?
JOHN: Około pół korony. Zależy od podatków. A ile macie ?
P: Niektórzy z waszych krytyków uważają, że jesteście łysi i nosicie peruki. To prawda?
JOHN: Oh, jesteśmy łysi, także głusi i niemi.
P: Opiszcie wasze brzmienie?
JOHN: Cóż, naszym zdaniem nie ma czegoś takiego jak brzmienie Liverpoolu (Mersey beat) czy The Beatles. Po prostu to tylko nazwa i ludzie się do tego przyczepiają. 
P: Jeden z waszych hitów to "Roll Over Beethoven." Co sądzicie o Beethovenie jako kompozytorze.
RINGO: Jest wspaniały, zwłaszcza jego wiersze.
P: Czy to wasze prawdziwe nazwiska?
PAUL: Tak, z wyjątkiem Ringo. Nazywa się  Richard Starkey. Nazywają go Ringo, no wiecie,  z powodu jego pierścionków. No i Starr, nie lubi nazwiska Starkey.
P: Czy wszyscy w The Beatles piszą piosenki ?
JOHN: Większość napisałem razem z Paulem. George stworzył kilka. Ringo nie, ponieważ ciężko jest coś napisać na bębnach, prawda?
RINGO: Racja.
P: I sami aranżujecie swoje piosenki?
JOHN:
Tak. Cóż, wiesz, normalnie aranżujemy je w studio. Mamy podstawowy pomysł na nią, ponieważ piszesz piosenkę i masz w głowie dźwięk, który myślisz, że będzie brzmiał tak i tak. Ale zwykle się okazuje inny.. Zrezygnowaliśmy z robieniem sobie zbyt wielu planów przed wejściem do środka. Nikt z nas nie umie czytać nut. Nasz pracownik A&R (George Martin) potrafi czytać nuty, więc czasami mówi: Ta nuta jest po prostu. .. to nie działa, wiesz, nie możesz tego mieć. I musimy wchodzić w szczegóły z fortepianem i wszystkim innym, rozpracować to by na końcu stwierdzić: "TO DZIAŁA. Wiesz, śpiewamy to. Działa". I czasami on ma rację, czasami się myli, no wiesz. (chichocze) Ale zazwyczaj wszystko w końcu się udaje.

P: Jak tłumaczycie sobie swój fantastyczny sukces ?
PAUL: Chcielibyśmy wiedzieć.
JOHN: Mamy dobrego agenta prasowego.
P: Dlaczego, waszym zdaniem oczywiście,  miliony waszych fanów kupują miliony płyt The Beatles ?
JOHN: Gdybyśmy wiedzieli, stworzylibyśmy jeszcze jeden zespół i zostali jego menadżerami.
P: Jak moglibyście porównać amerykańskie dziewczęta  z brytyjskimi ?
PAUL: Różni je oczywiście akcent. Na filmach  Amerykanki wydają się rządzić mężczyznami, odnoszą sukcesy w biznesie, takie rzeczy. Ale z tego co zauważyłem tak nie jest. Są bardzo podobne do Brytyjek, po prostu są zwykłymi ludźmi, bardzo miłymi.
P: Skąd wzięła się nazwa "Beatle" ?
GEORGE: Wiesz, łamaliśmy sobie głowy nad tym i to John wpadł na tą nazwę. Jest bardzo dobra, bo ma w sobie nazwę robaka oraz rytmu, uderzenia. Spodobała się nam i ją obraliśmy
P: Czy są jacyś amerykańscy artyści, którzy wpłynęli w jakiś sposób na was?
GEORGE: Na początku to byli to Elvis Presley, Carl Perkins, Chuck Berry, Little Richard oraz Buddy Holly. Ale nikogo nie staraliśmy się kopiować.
P: A skąd pomysł na takie wasze  niezwykłe fryzury ?
GEORGE: Cóż, poszedłem kiedyś wziąć kąpiel i kiedy wyszedłem moje włosy wyschły i ułożyły si z przodu na kształt mopa. I tak je zostawiłem. Kiedy Ringo dołączył do zespołu nakłoniliśmy go by obciął się tak samo gdyż ludzie zaczynali te fryzury nazywać fryzurą Beatlesów.
P: Czy bierzecie pod uwagę osiedlenie się w Stanach na stałe ?
GEORGE:
Kocham Stany, ale gdybyśmy przyjechali tu żyć na stałe ludzie by oszaleli. Poza tym to tak jakby było np z Elvisem, który gdyby poleciał do Australii i zdecydował się tam zamieszkać, to co by o tym myśleli Amerykanie ?

P: Gdzie jeszcze będziecie w tym roku koncertować?
RINGO: Lecimy do Australii, a w przyszłym roku do Izraela i RPA. No i wakacje. W rzeczywistości teraz miały być wakacje, dopóki nie zostaliśmy zarezerwowani dla Ameryki.
P: Paul, jak sobie radzicie z reakcją na was tych wszystkich nastolatek ?
PAUL: Podstawowa rzecz to zachowujemy spokój. Można na to spojrzeć na dwa sposoby. Możesz to po prostu obserwować co i jak się dzieje ze spokojem lub denerwować się tym. My staramy się zachować spokój.

P: A wasze projekty filmowe?
PAUL: To będzie coś o nas. Scenariusz napisał Alun Owen, angielski scenarzysta - bardzo dobry. Powinno  z tego wyjść coś dobrego.
P: Czy odkąd tu jesteście wychodziliście gdzieś na zewnątrz?
PAUL: Nie bardzo, wszędzie kręci się policja.
P: Mogę to zrozumieć.
PAUL: Byliśmy w kilku klubach. Poznaliśmy kilka dziewczyn, nie umawialiśmy się jednak z nimi, no wiesz. Tylko w klubach
P: Paul, Jakie są wasze ambicje
P
AUL: Mieliśmy sporo ambicji. Mieć numer 1, występ w Sunday Night at the Pallidium, w The Ed Sullivan Show; polecieć do  Ameryki. Tysiące podobnych. Bardzo dużo, wiele z naszych marzeń się już spełniło. 
P: Paul, a twój cel w życiu, jaki jest ?
PAUL: Dobrze się bawić, no wiesz, być szczęśliwym.
P: John, czy to moda na was?
JOHN: Oczywiście. Wszystko w tym biznesie jest modą. Nie uważamy przecież, że będziemy trwać wiecznie. Będziemy więc dobrze się bawić dopóki to będzie trwało.

BRYTYJSKA INWAZJA - WYWIADY cz. 3 - 11.02.1964 WASZYNGTON


 

Publikuję dzisiaj już trzecią część prezentowanej serii. Wczuwajmy się w położenie, nastroje (zawsze dobre) Wspaniałej Czwórki w chwilach podboju Ameryki, co w  tamtych czasach, choć jest tak i dzisiaj, jednoznaczne było z podbojem całego świata. Dwa dni po swoim pierwszym, historycznym występie w telewizyjnym show Eda Sullivana, oglądanym przez "całą" Amerykę 11 lutego 1964, zespół udał się do Waszyngtonu by w stolicy kraju na ziemi amerykańskiej zagrać swój pierwszy normalny koncert dla publiczności, choć prawie takiej samej jak ta zgromadzona w studiu tv.  Stany Zjednoczone ogarnęła już całkowita Beatlemania, która ciągle była w natarciu. Wszyscy krytycy angielskiego kwartetu zaczęli rozumieć, że to nie jest tylko chwilowa fascynacja przybyszami zza oceanu. "Kuzyni" z Anglii zauroczyli wszystkich już w czasie powitania na lotnisku w Nowym Jorku, show telewizyjny jeszcze bardziej to ugruntował.   11 lutego 1964 Waszyngton tonął w bieli. Właśnie z  powodu dużej śnieżycy The Beatles udali się tam z Nowego Jorku pociągiem zamiast samolotem. Towarzyszyli im oczywiście fotoreporterzy. Każda stacja telewizyjna, radiowa, magazyny, dzienniki etc. musiały pisać o Beatlesach, gdyż tego domagali się Amerykanie. Oczywiście jeszcze tylko ci nastoletni,  z czasem wszyscy pozostali. Tak już odtąd miało być zawsze, nie tylko na koncertach w Ameryce. Na Washington Union Station czekało na zespół ponad dwa tysiące fanów oraz kolejne rzesze dziennikarzy i reporterów. Tam też odbyła się szybko zorganizowana konferencja prasowa. O koncercie czytaj na poście tutaj.
 

 








 

Pytanie (P): Czy posiadacie jakieś muzyczne wykształcenie?
JOHN: Chyba żartujesz.
P: Co sądzicie o Prezydencie Johnsonie?
PAUL: A kupuje nasze płyty?
P: Co sądzicie o amerykańskich dziewczętach i amerykańskiej publiczności?
JOHN: Cudowna.
P: Tutaj otoczony Beatlesami nic czuję tego. Panowie, jakie to uczucie być w Stanach Zjednoczonych?
JOHN: Jest wspaniale.
P: Co waszym zdaniem jest najlepszego w naszym kraju?
JOHN: Wy!
P: Weźmiemy to pod uwagę. Macie jakieś plany w stosunku do dziewczynek Johnsona?
JOHN: Nie. Słyszeliśmy, że nie podobają im się nasze koncerty.
P: Będą dzisiaj na waszym koncercie?
PAUL: Jeśli przyjdą z przyjemnością je poznamy
P: Wraz z wami pojawił się dzisiaj w Waszyngtonie śnieg.Co o tym sądzicie ?
JOHN: Śnieg prawdopodobnie potrwa dłużej.
P: Ostatnie pytanie, słyszeliście kiedyś o Walterze Cronkite?
PAUL: Nie.
JOHN: NBC News. To ten? Taaa, znamy go.
P: Dzięki panowie, przy okazji to CBS News.
GEORGE: Ja znam, ale nie chciałem o tym mówić, bo jesteśmy w ABC.
P: To jest, uwierzcie lub nie.
JOHN: A ty jesteś Walter?
P: Nie. Jestem Ed.
JOHN: Co się tutaj dzieje?
P: Co sądzicie o przyjęciu was tutaj w Ameryce?
JOHN: Jest wspaniałe.
P: Co was najbardziej tutaj uderzyło?
JOHN: Ty!

RINGO: Już tak żartowaliśmy tutaj za pierwszym razem.
GEORGE: No cóż, robimy to znowu giermku!
P: Dlaczego jesteście waszym zdaniem tak popularni?
JOHN:
To pewnie przez pogodę.
P: Może sądzicie, że to przez wasz śpiew?
PAUL: Wątpię w to. Nie wiemy co to może być. 
P: Skąd się wziął pomysł na te wasze fryzury?
JOHN: Skąd się wziął pomysł na twoją? 
PAUL: Podobały nam się takie, więc je tak już dla nas opracowano.
P: No cóż, przynajmniej oszczędzacie na fryzjerach.
PAUL: Wrrrr....
JOHN: Sądzę, że trzymanie takich kosztuje więcej niż krótkich, mam rację.
PAUL: Taaa, oszczędzamy kasę.
P: Jesteście wciąż numerem 1 w Europie?
GEORGE: Jesteśmy numerem 1 w Ameryce.
P: Gdzie poza tym?
JOHN: Hong Kong i Szwecja...
PAUL: Australia, Dania i Finlandia.
P: I nie macie pojęcia dlaczego?
RINGO: Kładziemy się i się to dzieje.
JOHN: W Hong Kongu i w tych innych miejscach, nagle jesteś numerem jeden po wydaniu naszych płyt.  Nawet tutaj, mamy płyty, o których już prawdopodobnie zapomnieliśmy.
P: To prawda, że nazywacie swoje płyty "zabawnymi"?
JOHN: "Zabawne," taaa, te o których zapomnieliśmy.
GEORGE: To niezwykłe, ponieważ były wydane już ponad rok temu. Na przykład "Please, Please Me" jest wielkim przebojem tutaj, a ma już ponad rok.

P: Uważacie, że są muzykalne?
JOHN:Oczywiście, że są muzykalne, gdyż to muzyka, czyż nie? Tworzymy muzykę. Na instrumentach gra się muzykę. To są nagrania.
P: Jakbyście nazwali swoją muzykę, rock and roll?
PAUL: Staramy się nie definiować naszej muzyki, ponieważ zaklasyfikowano już je tyle razy źle. My nazywamy ją muzykę, nawet jeśli wy nie.
P: Ze znakiem zapytania?
GEORGE: Słucham?
JOHN: Zostawiamy to krytykom.
P: Okay, to tyle. Miłego pobytu w Ameryce.
JOHN: Dziękujemy. Kupujcie płyty i uważajcie na siebie. 

 



(i jeszcze krótki wywiad - wieczorem na przyjęciu w Ambasadzie Brytyjskiej w Waszyngtonie już tylko sam John Lennon  dzieli się  swoimi uwagami z gromadą oblegających go reporterów z wcześniejszego, jeszcze tego samego dnia koncertu w Coliseum. W ostatnim pytaniu reporter pyta Johna o jakiś amerykański zespól The Cockroaches, którego John nie zna, jak pewnie nikt. W owym czasie w USA nie było takiego zespołu i reporter pewnie pomylił jego nazwę.) 
 

P:
Który z was to który?

JOHN: Ja jestem Eric.
P: Eric, tutaj oglądają was Amerykanie (wskazuje w stronę kamer)
JOHN: Jestem John, to był żart. 
P: Tak, dobrze...John... Tutaj mamy amerykańską widownię. Ogląda was 40 milionów Amerykanów. 
JOHN (spoglądając we wskazaną przez reportera strone): Dla mnie to wygląda na jednego tylko człowieka. Aaaa... to kamerzysta.
P: Jakie są wasze opinie na temat amerykańskiej publiczności?
JOHN: Wiesz, jest najbardziej szalona. 
P: Dlaczego? 
JOHN: Nie wiem. Dzisiaj była cudowna. To niedorzeczne. Osiem tysięcy gardeł krzyczących jednocześnie! Próbowaliśmy krzyczeć głośniej od nich z mikrofonami ale nie mogliśmy ich przebić. Sądziliśmy, że będzie znacznie ciszej.  Sądziliśmy, no wiesz, że wszyscy będą nas musieli trochę poznać... ale wygląda, że wszyscy tak dobrze nas znają, jakbyśmy byli tu od lat. To fantastyczne. 
P: Czy Ameryka okazała się taką, jakiej się spodziewałeś?
JOHN: Nie, nic podobnego.  Myśleliśmy, że będzie tutaj trochę ciszej. No i wiesz, sądziliśmy, że będą musieli się jakoś do nas przyzwyczaić, poznać nas, a okazało się, że każdy zna nas, jakbyśmy byli tutaj od lat. To fantastyczne. 
P: Czy słyszałeś o jakichś nowych amerykańskich grupach wokalnych, jak The Cockroaches? Jakie są twoje wrażenia?
JOHN: Nie słyszałem ich, ale zapewne podobnych zespołów jest już w Anglii około osiemdziesięciu. Sorry Cockroaches.




Tutaj jeszcze w pociągu do stolicy, jutro szybko z powrotem, bo niebawem za 4 dni drugi występ w show Eda Sullivana i tym razem aż na Florydzie w Miami.




12 luty 1964 - zespół wraca do Nowego Jorku



 Historia The Beatles
History of  THE BEATLES

BRYTYJSKA INWAZJA - WYWIADY cz. 2 - 7.02.1964 - Przylot do USA - lotnisko JFK Nowy Jork





Cały lot zespołu do Stanów to jedna wielka gorączka. Amerykańskie media donosiły o kolejnych poczynaniach zespołu od momentu gdy weszli na pokład samolotu w Londynie.  Wylądowali. Histeria w całym Nowy Jorku, tłumy pod Hotelem Plaza, gdzie ma zamieszkać zespół. Na lotnisku czeka ponad 200 reporterów i fotografów z przeróżnych stacji radiowych, telewizyjnych, prasy (wśród nich przyszły wielki przyjaciel zespołu, radiowy d-jay stacji WINS Murray the K). Jak wiemy, większość obecnych na tej szybko zorganizowanej konferencji na lotnisku im. J.F. Kennedy'ego pojawiła się na powitaniu zespołu w celu by nieznanych im w większości zarozumiałych z zasady Angoli potraktować jak najbardziej nieuprzejmie, ośmieszyć czy nawet wystraszyć.  Reputacja Brytyjczyków w Stanach była ogólnie znana i takie były oczekiwania tych  czasem przypadkowo wysłanych na konferencję prasową reporterów.
Nie wszyscy znali muzykę zespołu, czasem nie wszyscy zajmowali się w swojej pracy muzyką rozrywkową, wielu z nich przybyło z polecenia swoich redakcji by opisać przyjazd nieznanego w kraju zespołu a ostatnio szalenie popularnego wśród amerykańskiej młodzieży, choć przeważali ci, co widać po pytaniach, którzy już sporo wiedzieli o zespole. Ten wywiad jednak wszystko odmienił. Beatlesi zauroczyli wszystkich i nastawienie przedstawicieli mediów z wrogiego bardzo szybko zaczęła się zmieniać w przyjazne. Cztery dni po tym wywiadzie John tak opowiadał o nim: Wszyscy znali nas doskonale, jakbyśmy razem dorastali i wszyscy znali nas tu od lat. Ringo: W samolocie już czuć było Nowy Jork, jak jego macki oplatają nasz samolot, to było takie niesamowite. Muszę też przyznać, że nie zdobyłem całego wywiadu w wersji audio, co z pewnością by mi nie pomogło, o czym piszę dalej, ale znalazłem kilka wersji tego wywiadu, wszystkie okrojone z niektórych pytań, żaden kompleksowy, niektóre inaczej zapisane. 
Połączyłem je  w miarę możliwości, by nie stracić żadnego ważnego pytania. W czasie konferencji panował tak duży poziom hałasu, że niektórym dziennikarzom trudno było usłyszeć zadawane pytania jak i odpowiedzi, stąd później publikowane wywiady w różnych magazynach sporo się od siebie różniły.
Oto cały wywiad, drugi z serii "British Invasion".
 

 


 


P: Czy jesteście trochę zakłopotani szaleństwem jakie wywołaliście?
JOHN: Wcale, jest wspaniale.
PAUL: Nie.
GEORGE: Uwielbiamy to.
JOHN: Lubimy wariatów. 
P: Jesteście zwolennikami wariactwa?
THE BEATLES:  Tak!
JOHN: To bardzo zdrowe.
P: Czy to angielski akcent?
GEORGE: To wcale nie jest angielski, to Liverpudlian. 
PAUL: Taki akcent z Liverpoolu. Wiesz, mówisz 'grass' zamiast 'grashh' i to brzmi trochę po amerykańsku. 
P: Liverpool to...
RINGO (żartobliwie): To stolica Irlandii.
PAUL: Połowę twoich folkowych piosenek napisaliśmy w Liverpoolu.
RINGO: Taaa, nie zapomnij. 
P: W Detroit Michigan rozdaje się naklejki samochodowe z napisem 'Stamp Out The Beatles' (wytłumić The Beatles).
PAUL: No cóż... po pierwsze, wydajemy kampanię 'Stamp Out Detroit'.
P: A co z kampanią  "Stłumić Beatlesów"?
JOHN: Co z nią?
RINGO: Jak duża jest?
P: To było pytanie. Każcie Murray'owi to wyciąć!
THE BEATLES: Wytnij to!
P: Czy moglibyście coś zaśpiewać.
THE BEATLES: Nie!!!
(śmiech na sali)
RINGO: Sorry.
P: Niektórzy stąd wątpią w to czy POTRAFICIE śpiewać.
JOHN: Najpierw kasa.
(śmiech na sali)
P: Ile zamierzacie zarobić pieniędzy w czasie tego przyjazdu?
JOHN: Pół korony.
RINGO: 1o dolarów.


 
P: Jak skomentujecie niektóre wypowiedzi, że nie jesteście niczym innym tylko bandą brytyjskich kopii Elvisa Presley'a?
JOHN: Ten kto to powiedział musiał być ślepy.
RINGO (kiwający się w stylu Elvisa): To nie prawda, to bzdura!
JOHN udaje taniec w stylu Elvisa.
(ogólny śmiech)
P: Czy te całe fryzury pomagają wam śpiewać?
PAUL: Słucham?
P: Czy te wasze włosy pomagają wam w śpiewie.
JOHN: Taaa, zdecydowanie.
P: Jesteście jak Sampson [biblijna postać, która straciła moc po obcięciu jej długich włosów] ? Gdy obetniecie włosy, stracicie to coś co macie, racja?
JOHN: Nie wiemy, ja nie wiem.
PAUL: Nie wiemy.
P: Ilu z was jest naprawdę łysych, że musi nosić takie peruki?
RINGO: Wszyscy z nas.
PAUL: Ja jestem łysy.
P: Naprawdę?
JOHN: No, dobrze, wszyscy jesteśmy łysi. 
PAUL: Tylko nie mówcie o tym nikomu, proszę.
JOHN: I głusi i niemi także.
(ogólna wesołość wśród wszystkich)
P: Czy znacie amerykański slang? Jesteście prawdziwi?
PAUL: Naprawdę.
JOHN: Podejdź i powąchaj.
 

RINGO wybucha śmiechem.
P: Nie ciekawi was co pomyśli o was Amerykańskie Stowarzyszenie Fryzjerów?
RINGO: Biegamy szybciej od angielskich, zobaczymy tutaj, no wiecie.
P: Słuchajcie, mam pytanie. Czy jak już tutaj jesteście zamierzacie pójść do fryzjera obciąć włosy?
THE BEATLES: Nie!!!!
PAUL: Nie, dzięki.
GEORGE: Byłem wczoraj.
RINGO: To nie jest kłamstwo, tylko szczera prawda.
PAUL: Racja.
P: Myślę, że fryzjer dużo przeoczył.
JOHN: Właśnie, że nie.
GEORGE: Absolutnie, nic a nic.
RINGO: Powinieneś był go zobaczyć dzień wcześniej.
P: Jak sądzicie, czym jest wasza muzyka dla tych ludzi?
PAUL: Uhh....
JOHN: Hm, cóż....
RINGO: Ja nie wiem. Musisz jak sądzę spytać ich. Musi coś w niej być skoro ją kupują.
P: Czemu ona ich tak ekscytuje?
PAUL: Nie mamy pojęcia. Naprawdę.
JOHN: Gdybyśmy wiedzieli stworzylibyśmy inny zespół i zostali jego menadżerami.
(śmiech)
P: A co z tym, że podobno reprezentujecie jakiś rodzaj społecznego buntu:
JOHN: To bezczelne kłamstwo: 
Pytanie (P): Co sądzicie o Beethovenie?
RINGO: Jest wspaniały, zwłaszcza jego wiersze.
(śmiech na sali)
P: Ringo, dlaczego nosisz na obu rękach pierścienie?
RINGO: Bo nie mogę ich założyć na nos.
P: Czy nie uważacie, że wszyscy z was palą papierosy, czym dajecie zły przykład dla nastolatków?
RINGO: Lepsze to niż by mieli zostać alkoholikami.
P: Co sądzicie o tym, że uważa się was dzisiaj za najbardziej popularną grupę wokalną?
JOHN: Nie mamy pojęcia dlaczego. Gdybyśmy wiedzieli, znaleźlibyśmy czterech długowłosych chłopców, połączyli ich w zespół i zostali ich menadżerami. 
P: Czego wam najbardziej brak, teraz gdy wasz sława uniemożliwia pojawianie się w miejscach publicznych?
RINGO: Chodzenia do kina. 
GEORGE: Nierobienia niczego.
JOHN: Szkoły, bo nie w niej za wiele do robienia.
PAUL: Jeżdżenia autobusami.
P: Co robicie w swoich pokojach hotelowych między koncertami?
GEORGE: Jeździmy na łyżwach.
P: Jak znaleźliście Amerykę?
JOHN: Polecieliśmy do Grenlandii i skręciliśmy w lewo.
P: Jak utrzymujecie równowagę psychiczną?
RINGO: Ważne jest, żeby nie dostać świra. Jest nas czterech, gdy któremuś odbija trochę szajba, pozostała trójka sprowadza go na ziemię.
P: Czy szaleństwo  nastolatek na waszym punkcie robi na was wrażenie?
JOHN: Kiedy mi z tego powodu odbija, patrzę wtedy na Ringo i wtedy doskonale wiem, że nie jesteśmy supermenami. 
P: A co sądzicie o ciągłym naruszaniu waszej prywatności?
RINGO: Niepokoi nas tylko wtedy kiedy zwalają się na nas i szarpią. 
P: Czy mówicie po francusku?
PAUL: Nie. 
P: Jaka jest tajemnica waszego sukcesu.
JOHN:
Mamy agenta prasowego.
P: Czy macie jakąś specjalną radę dla nastolatków?
JOHN: Unikajcie pryszczy.
P: Co się stanie kiedy pęknie ta bańka?
GEORGE: Zajmę się hokejem.
PAUL: Będę grał w koszykówkę.
P: No dobrze, czas na ostatnie pytanie.
PAUL: Moje ulubione.
P: Czy zdecydowaliście już kiedy przejdziecie na emeryturę?
JOHN: W przyszłym tygodniu.
PAUL: Nie.
JOHN: Nie, nie wiemy.
RINGO: Będziemy działać jak długo się da.
GEORGE: Dopóki nie będziemy mieli dosyć. Na razie nam się podoba.
RINGO: Za chwilę.
P: Po tym jak zarobicie tyle pieniędzy, a potem... 
THE BEATLES: Nie!
GEORGE: Tak długo jak będzie to lubić. Ponieważ lubiliśmy to zanim zarobiliśmy jakiekolwiek pieniądze.

Na zakończenie konferencji poproszono zespół jeszcze raz o przedstawienie się kolejno, ponieważ wielu zgromadzonych nie kojarzyło jeszcze określonej osoby z zespołu z imieniem.

THE BEATLES wspólnie: Paul... Ringo... George... John!! Paul... Ringo... George...John!!






 Historia The Beatles
History of  THE BEATLES