Zanim przejdziemy do meritum (tutaj znajdziecie dwa linki do moich poprzednich wpisów o tym wydarzeniu: [1 , 2), przypomnijmy sobie te momenty, w których potężni gracze powiedzieli „nie” fortunie:
Błąd giganta IBM: Oddanie pola (i kontraktu) zewnętrznej firmie na napisanie systemu operacyjnego dla ich nowych komputerów. Tak narodził się potwór o nazwie Microsoft. Bill Gates, prowadzący wtedy małą, niemal garażową firemkę, napisał na zamówienie BASIC-a, dostał potężny zastrzyk tlenu i otwarte zaproszenie do świata Wielkiego Biznesu, z którego już nigdy nie wyszedł.
Polityka Apple vs. IBM: Apple popełniło błąd zamykając swoją architekturę i zabraniając klonowania swoich maszyn. IBM zrobił odwrotnie – udostępnił standard, co wywołało w latach 70. i 80. gigantyczny boom na komputery „kompatybilne z IBM”. To na tym masowym rynku zarabiało się miliony, podczas gdy Apple, mimo posiadania lepszego sprzętu, zostało w swojej niszowej złotej klatce.
Historyczne „NIE” dla Liverpoolu: Odrzucenie przez Decca Records nieznanego nikomu zespołu z Liverpoolu. Przez tę jedną decyzję koło nosa przeszły im miliardy dolarów i nieśmiertelna sława. Co ciekawe, firma wyciągnęła lekcję z tej bolesnej porażki – drugi raz nie popełnili już tego błędu, podpisując kontrakt z The Rolling Stones.
A jak wyglądały kulisy tej trzeciej, muzycznej pomyłki? Zapraszam do lektury, znowu tekst pióra Colina Fleminga, cytowanego już na moim blogu. Colin to amerykański pisarz i dziennikarz muzyczny, specjalizujący się w klasyce rocka, w tym The Beatles. Cały tekst nie jest dokładnie kopią tekstu Fleminga, ale został przez mnie prze edytowany oraz uzupełniony dodatkowymi wstawkami. Tekst ilustruję clipami wszystkich piosenek z tej sesji. Miłej lektury
The Beatles mają kilka nagrań typu „Graal na widoku”, ale jest jedno szczególne, do którego nawet wieloletni fan Beatlesów skłonny jest wracać raz po raz, mając nadzieję, że uderzy go ono w sposób, w jaki prawdopodobnie nie uderzyło wcześniej. Tym nagraniem jest słynna – lub niesławna – taśma z przesłuchania, którą zespół zarejestrował dla Decca Records w pierwszy dzień 1962 roku, ostatniego roku Beatlesów przed zdobyciem sławy. Czytając ich historię, można odnieść wrażenie, że ci czterej mężczyźni wiele wycierpieli i włożyli ogromny wysiłek, zanim nastąpił przełom, ale mówimy tu tylko o kilku latach – trudno nazwać to odyseją w poszukiwaniu sukcesu, jakiej doświadczył choćby Van Gogh, którego przełom nastąpił dopiero po tym, jak przeniósł płótno i pędzel na inny poziom astralny.
Jednak w społeczeństwie, w którym ludzie często poddają się bardzo szybko – jeśli w ogóle kiedykolwiek naprawdę zaczęli – chyba że dostaną to, co ich zdaniem im się należy, próba zdobycia kontraktu płytowego przez Beatlesów może rezonować jako gigantyczna walka. Nie możemy dać się zwieść przez obniżające się standardy dotyczące wytrwałości. Beatlesi mieli po swojej stronie wiele czynników w początkowych fazach, ale w kwestii profesjonalnego startu nic nie było ważniejsze niż wyczucie czasu.
Taśma Decca jest zazwyczaj jednym z pierwszych niewydanych nagrań Beatlesów, które fani prawdopodobnie usłyszą lub nabędą. Są one kamieniem węgielnym kompletnej kolekcji Beatlesów i niezbędne do zrozumienia, w jakim miejscu znajdował się zespół w kluczowym okresie swojego wzrostu. Gdyby Beatlesi nie zrobili dużej części tego, co zrobili w 1962 roku – zaczynając od przesłuchania w Decca – i nie podjęli pewnych decyzji oraz korekt po drodze, to reszta tego, co uważamy za nieuchronnie „beatlesowskie”, nie wydarzyłaby się. A przynajmniej nie tak, jak się wydarzyła.
1 stycznia 1962 roku Paul McCartney był basistą Beatlesów od pół roku, przejmując tę funkcję po tym, jak Stuart Sutcliffe został w Niemczech po ostatniej rezydencji zespołu na Reeperbahn. Pete Best jest perkusistą. Brian Epstein jest menedżerem. W połowie grudnia poprzedniego roku człowiek od A&R w Decca, Mike Smith, uczestniczył w koncercie Beatlesów w Cavern. Ich nadzieją było, że zaoferuje im kontrakt płytowy na podstawie ich występu, ale Smith nie był do końca przekonany. To nie wróżyło dobrze Beatlesom – dawanie ognia w Cavern było ich domeną, miejscem, gdzie czuli się swobodnie, mieli wsparcie i którego akustyka pomagała ukryć to, co lepiej było zostawić ukryte. Beatlesi byli aktem energetycznym. Przeniesienie energii, którą zespół ma na scenie, na porównywalną energię w studiu zajmuje trochę czasu, a Beatlesi jeszcze jej nie mieli.To Know Her Is to Love Her
Choć użycie czerwonego światła było zwyczajem, mającym na celu poinformowanie wszystkich o gotowości do nagrywania, stanowiło ono rozproszenie. Byli dość przerażeni – powiedział Neil. Paul nie był w stanie zaśpiewać jednej piosenki. Był zbyt zdenerwowany i głos zaczął mu drżeć. Wszyscy martwili się tym czerwonym światłem. Zapytałem, czy można je wyłączyć, ale powiedziano nam, że jeśli będzie zgaszone, ludzie mogą wejść do środka. ’Co takiego?’ – odparliśmy. Nie wiedzieliśmy, co to wszystko miało znaczyć. Aby pogłębić dezorientację, grupa wiedziała bardzo niewiele o tych wszystkich mikrofonach, wysięgnikach i panelach sterowania. Chłopcy znaleźli się na naprawdę nieznanym terytorium. Beatlesi – z sugestią Epsteina – wyraźnie wybrali podejście konserwatywne, zakładając, że lekki pop i znajomość ówczesnych hitów dobrze im posłużą w profesjonalnym środowisku „eleganckiego” londyńskiego studia nagraniowego. Stąd George Harrison śpiewający „Take Good Care of My Baby” Bobby'ego Vee, podczas gdy John Lennon wykrzykujący swoją wersję „Keep Your Hands Off My Baby” Little Evy byłby znacznie godniejszym podejściem. Dodajmy, że zespół faktycznie nagrał ten numer, ale rok później dla BBC.
Sure to Fall (In Love with You)
Ironią jest, że Beatlesi – którzy później nagrywali płyty z producentem George'em Martinem nadzorującym albumy komediowe – poświęcili dwa utwory na tym przesłuchaniu „humorystycznym hitom”: „The Sheik of Araby” i „Three Cool Cats”, wraz z dziwacznym głosem Johna Lennona. Musieli myśleć, że droga do kontraktu prowadzi przynajmniej częściowo przez poczucie humoru. Problem w tym, że żadne z tych wykonań nie okazało się zabawne w zamierzony sposób.
Besame Mucho
Przyjrzyjmy się bardziej szczegółowo przesłuchaniu The Beatles w Decca, utwór po utworze. Należy pamiętać, że wykonali te piętnaście numerów w mniej niż godzinę, prawdopodobnie mając tylko jedno podejście do każdego z nich. Mike Smith powiedział, że spodziewał się, iż odtworzą to świetne wystąpienie, które widział w Cavern, i zachęcał ich do „zagrania całego spektrum muzyki”, które u nich słyszał. Mimo że piosenki te były regularnie wykonywane w ich repertuarze, nie były one tak naprawdę reprezentatywne dla brzmienia The Beatles. Brianowi zależało na zademonstrowaniu ich szerokiego wachlarza talentów, zarówno indywidualnych, jak i grupowych, oraz na pokazaniu ich muzycznej wszechstronności. Z perspektywy czasu był to prawdopodobnie błąd. Ale Brian nie narzucił im tych piosenek.
Jak wspominał GEORGE: W tamtych dniach wiele piosenek rock 'n' rollowych było w rzeczywistości starymi melodiami z lat 40., 50. czy jeszcze wcześniejszych, które ludzie 'urockowili'. To było normalne, jeśli nie miało się własnej melodii; po prostu brało się stary przebój i przerabiało na rocka. Joe Brown nagrał rock 'n' rollową wersję 'The Sheik of Araby'. Był on naprawdę popularny w sobotnich programach telewizyjnych Six-Five Special i Oh Boy!. Robiłem numery Joe Browna, więc zrobiłem też 'Sheik of Araby'. Paul zaśpiewał 'September in the Rain'. Każdy z nas wybrał numer, który chciał wykonać.
Pete uważał, że z perspektywy czasu nie powinni byli pozwalać Brianowi na tak duży wpływ na wybór wykonywanych utworów: To było dziwne danie do zaserwowania królom nagrań, z naciskiem na standardy, co, jak pamiętam, działo się głównie za namową Briana. Naprawdę robiliśmy niewiele z tego, co było inne”. John powiedział później, że grupa „powinna była tam czadować jak szalona i pokazać, jacy jesteśmy, gdy nas roznosi.
Like Dreamers Do
Ale nie wszystko było stracone, nawet jeśli Decca powiedziała „dziękujemy, ale nie” przyszłym reformatorom kultury popularnej. Pete Best był słaby – w sensie całkowitego braku polotu i wyczucia – i musiał odejść. W marcu Beatlesi przemknęli przez sesję w BBC i obecność Besta im nie zaszkodziła, ale to dlatego, że był tam tupiący, zaangażowany tłum, który zagłuszał mniej efektowne fragmenty, podczas gdy głosy, gitary i charakterystyczna energia Beatlesów niosły ich do przodu.
Searchin'
To, co naprawdę mamy, to dzień, który przyniósł zmianę nastawienia. Beatlesi grali, by zadowolić innych. Nie zaufali sobie ani własnemu osądowi. Używając terminologii sportowej: próbowali nie przegrać. Nie pisze się „She Loves You”, nie kręci „A Hard Day’s Night” ani nie rywalizuje z Beach Boys i ich „Pet Sounds”, jeśli nie próbuje się wygrać, co jest zupełnie inną perspektywą.Od tego dnia Beatlesi byli zespołem, który szedł na całość. Jeśli ponieśliby klęskę, to nie dlatego, że siedzieli z założonymi rękami i liczyli na najlepsze. Nikt, kto staje się najlepszy w czymkolwiek, nie staje się nim przez nadzieję i kombinowanie. Beatlesi nie byli nic winni Decca i na odwrót. Każdy kompetentny personel A&R mógł ich pominąć na podstawie wyników tego wczesnego popołudnia – otwierającej salwy rzeczywistości w nowym roku, którą Beatlesi wkrótce uczynili nieistotną. „Sergeant Pepper” mógł nauczyć zespół grać, ale przesłuchanie w Decca nauczyło ich, jak wygrywać – i najwyraźniej nigdy o tym nie zapomnieli.
Nawet po otrzymaniu zawiadomienia o odrzuceniu, Brian nie ustąpił. Obiecał działowi sprzedaży w Decca, że osobiście kupi 3000 egzemplarzy każdego singla The Beatles wydanego przez Decca. Niestety, wiadomość ta nigdy nie dotarła do Dicka Rowe’a.
Dick Rowe: Nigdy mi o tym wtedy nie powiedziano. Biorąc pod uwagę ówczesną ekonomię w branży fonograficznej, gdybyśmy byli pewni sprzedaży 3000 egzemplarzy, bylibyśmy zmuszeni ich nagrać, bez względu na to, jakim byli zespołem.
Autobiografia Briana, A Cellarful of Noise (napisana przez ghostwritera Dereka Taylora), twierdziła później, że Rowe odprawił Briana podczas poirytowanego lutowego spotkania słynną już proklamacją: „Zespoły gitarowe wychodzą z mody, panie Epstein” – co zostało później potwierdzone przede wszystkim przez George'a Harrisona – i poradził Brianowi: „Ma pan tam na dole dobry biznes płytowy, panie Epstein, dlaczego pan do niego nie wróci?”. Jednak Rowe aż do śmierci w 1986 roku upierał się, że nigdy tego nie powiedział. Nie wiadomo, czy Brian (lub Derek Taylor) po prostu ubarwiali na potrzeby książki nudną poza tym historię, czy też Rowe po prostu próbował odciąć się od jednego z największych błędów w historii muzyki. Oczywiście Decca podpisała kontrakt z Brianem Poole'em i The Tremeloes – „zespołem gitarowym” o stylu podobnym do The Beatles.
Nawet PAUL przyznaje, że przesłuchanie nie było aż tak dobre: Słuchając tych taśm, potrafię zrozumieć, dlaczego oblaliśmy przesłuchanie w Decca. Nie byliśmy aż tacy dobrzy, choć było tam kilka całkiem interesujących i oryginalnych rzeczy,
JOHN się z tym nie zgadzał: Ja bym nas na tej podstawie nie odrzucił. Myślę, że brzmiało to okej… Myślę, że Decca oczekiwała od nas pełnego szlifu, a my po prostu robiliśmy demo. Powinni byli dostrzec nasz potencjał.
Historyk The Beatles, Steve Bradley, podsumował to wspaniale w swoim artykule na ten temat: Gdyby podpisali kontrakt z Decca, mieliby niesympatycznego producenta i nagrywaliby nieodpowiedni materiał, prawdopodobnie kosztem własnych kompozycji. Nagrywając swój pierwszy album z Martinem rok później, mieli lepszego perkusistę, większe doświadczenie studyjne, kolejny rok pisania piosenek i koncertowania oraz więcej zaliczonych wyjazdów do Hamburga – byli już innym zespołem. Kiedy zostali odrzuceni przez Decca, czuli, że to najgorsza rzecz, jaka mogła się im przytrafić, ale historia pokazuje, że był to jeden z ich największych uśmiechów losu.
![]() |
| Astrid z dawnymi przyjaciółmi z Hamburga, tutaj na planie "A Hard Day's Night". |
Osobista kopia Briana Epsteina została zapisana w spadku jego siostrzeńcowi Henry'emu po śmierci Briana, a jej zawartość nieznacznie różni się od innych źródeł. Według Marka Lewisohna: Zakończenie 'Three Cool Cats' jest o jedną nutę basową dłuższe niż w jakiejkolwiek wersji, którą dysponowaliśmy wcześniej. Piosenka 'September in the Rain' jest o cztery sekundy dłuższa niż którakolwiek z rozpowszechnionych wersji, ponieważ zawiera linię wokalną, która jest zawsze wycinana. Te drobne różnice wskazują na to, że taśma jest oryginałem należącym do Briana Epsteina, a nie czymś stworzonym z jakiegokolwiek innego znanego źródła. Notatki Lewisohna zdają się podważać raporty, jakoby wydawnictwo Circuit Records z 1979 roku pt. The Decca Tapes (pierwsze wydanie LP kompletnych nagrań z przesłuchania w Decca) pochodziło z osobistych taśm Epsteina. W tym względzie warto zauważyć, że kopia Henry'ego Epsteina składa się tylko z drugiej z dwóch szpul, przy czym pierwsza została opisana jako zagubiona. Warte uwagi jest również to, że oryginalne wydanie The Decca Tapes — w sztucznym stereo — było nękane przez zaniki dźwięku, przeskoki i niespójności prędkości taśmy. Jeśli tak jest, biorąc pod uwagę to, co wiadomo o historii samych taśm, źródłem The Decca Tapes wydaje się być jeszcze inna kopia, a nie szpule należące do Joe Pope'a czy Henry'ego Epsteina.
Szpula Henry'ego Epsteina została sprzedana przez dom aukcyjny Sotheby’s w grudniu 2019 roku. Opis przedmiotu przedstawiał taśmę następująco:
Taśma magnetyczna na szpuli otwartej 0,25 cala (6,35 mm) na 5-calowej (127 mm) szpuli marki Phillips, oznaczonej długopisem cyfrą „2”, zawierająca ok. 15 minut i 20 sekund nagrania mono z prędkością 7,5 cala na sekundę, przedstawiająca The Beatles wykonujących siedem piosenek („Money”, „The Sheik of Araby”, „Memphis Tennessee”, „Three Cool Cats”, „Sure to Fall (in Love with You)”, „September in the Rain” oraz „Like Dreamers Do”) w Decca Studios w Londynie, 1 stycznia 1962 roku; umieszczona w ówczesnym pudełku (Emitape, na szpulę 5,75 cala) oznaczonym na spodzie długopisem cyfrą „2” oraz napisem „THE BEATLES”; obecnie przechowywana w wykonanym na zamówienie kolekcjonerskim pudełku z płótna; koniec taśmy postrzępiony i kruchy, z oddzielonym fragmentem o długości 280 mm.
Apple, nie posiadając żadnych taśm ani kopii z tej sesji, zorganizowało wykorzystanie kopii należących do kolekcjonerów dla pięciu piosenek, które pojawiły się na Anthology 1 (patrz wyżej), podobnie jak uczynili to w przypadku wydanego rok wcześniej albumu Live At The BBC.
I na tym koniec tej historii...












































