Wracamy do taśm DECCA: Przesłuchanie The Beatles w Decca: Bezcenna lekcja porażki


 


Dzisiaj chyba ostatni już, pełny, kompletny post o słynnych taśmach Decca, pierwszym studyjnym przesłuchaniu przyszłych Fab Four, choć w tym przypadku Fab Three, bo jeszcze z Wielką Trójką grał Peter Best. Post ten miałem opublikować na początku bieżącego roku,równo ponad 64 lat od tego wydarzenia, ale co jakiś czas tekst był edytowany. Dlaczego znowu wracam do tego ?  Otóż, pamiętam jak wiele lat temu w kuluarach wielkiego biznesu, także wśród znajomych jako ciekawy fakt poruszany w rozmowach przy piwie, mówiło się o trzech największych pomyłkach, które zmieniły bieg historii. Dziś pewnie listę tę można by wydłużyć w nieskończoność, ale przygotowując dla Was kolejny, jeszcze bardziej dopracowany materiał o słynnym przesłuchaniu przyszłych Beatlesów dla Decca Records, przypomniałem sobie właśnie o tych trzech „wielkich pudłach”.

Zanim przejdziemy do meritum (tutaj znajdziecie dwa linki do moich poprzednich wpisów o tym wydarzeniu: [1 , 2), przypomnijmy sobie te momenty, w których potężni gracze powiedzieli „nie” fortunie:

  1. Błąd giganta IBM: Oddanie pola (i kontraktu) zewnętrznej firmie na napisanie systemu operacyjnego dla ich nowych komputerów. Tak narodził się potwór o nazwie Microsoft. Bill Gates, prowadzący wtedy małą, niemal garażową firemkę, napisał na zamówienie BASIC-a, dostał potężny zastrzyk tlenu i otwarte zaproszenie do świata Wielkiego Biznesu, z którego już nigdy nie wyszedł.

  2. Polityka Apple vs. IBM: Apple popełniło błąd zamykając swoją architekturę i zabraniając klonowania swoich maszyn. IBM zrobił odwrotnie – udostępnił standard, co wywołało w latach 70. i 80. gigantyczny boom na komputery „kompatybilne z IBM”. To na tym masowym rynku zarabiało się miliony, podczas gdy Apple, mimo posiadania lepszego sprzętu, zostało w swojej niszowej złotej klatce.

  3. Historyczne „NIE” dla Liverpoolu: Odrzucenie przez Decca Records nieznanego nikomu zespołu z Liverpoolu. Przez tę jedną decyzję koło nosa przeszły im miliardy dolarów i nieśmiertelna sława. Co ciekawe, firma wyciągnęła lekcję z tej bolesnej porażki – drugi raz nie popełnili już tego błędu, podpisując kontrakt z The Rolling Stones.

A jak wyglądały kulisy tej trzeciej, muzycznej pomyłki? Zapraszam do lektury, znowu tekst pióra Colina Fleminga, cytowanego już na moim blogu. Colin to amerykański pisarz i dziennikarz  muzyczny, specjalizujący się w klasyce rocka, w tym The Beatles. Cały tekst nie jest dokładnie kopią tekstu Fleminga, ale został przez mnie prze edytowany oraz uzupełniony dodatkowymi wstawkami. Tekst ilustruję clipami wszystkich piosenek z tej sesji. Miłej lektury


 
W życiu naszym jako odbiorcy muzyki bywają chwile, gdy życzyłby sobie, aby konkretne nagranie okazało się „Graalem na widoku”. To znaczy: albumem, sesją lub koncertem, który jest łatwo dostępny i może okazać się skarbem kunsztu artystycznego, który większość ludzi jakimś cudem przeoczyła lub nie doceniła.

The Beatles mają kilka nagrań typu „Graal na widoku”, ale jest jedno szczególne, do którego nawet wieloletni fan Beatlesów skłonny jest wracać raz po raz, mając nadzieję, że uderzy go ono w sposób, w jaki prawdopodobnie nie uderzyło wcześniej. Tym nagraniem jest słynna – lub niesławna – taśma z przesłuchania, którą zespół zarejestrował dla Decca Records w pierwszy dzień 1962 roku, ostatniego roku Beatlesów przed zdobyciem sławy. Czytając ich historię, można odnieść wrażenie, że ci czterej mężczyźni wiele wycierpieli i włożyli ogromny wysiłek, zanim nastąpił przełom, ale mówimy tu tylko o kilku latach – trudno nazwać to odyseją w poszukiwaniu sukcesu, jakiej doświadczył choćby Van Gogh, którego przełom nastąpił dopiero po tym, jak przeniósł płótno i pędzel na inny poziom astralny. 

                                                                            Hello, Little Girl

Jednak w społeczeństwie, w którym ludzie często poddają się bardzo szybko – jeśli w ogóle kiedykolwiek naprawdę zaczęli – chyba że dostaną to, co ich zdaniem im się należy, próba zdobycia kontraktu płytowego przez Beatlesów może rezonować jako gigantyczna walka. Nie możemy dać się zwieść przez obniżające się standardy dotyczące wytrwałości. Beatlesi mieli po swojej stronie wiele czynników w początkowych fazach, ale w kwestii profesjonalnego startu nic nie było ważniejsze niż wyczucie czasu.

Money, That's What I Want
 
Czy Beatlesi byliby kiedykolwiek kimś, gdyby byli jedynym zespołem gitarowym w Wielkiej Brytanii, nawet gdyby mieli gotowy swój najlepszy materiał? Beatlesom pomogła fala zespołów gotowych do boju wraz z nimi. Były tam grupy o wszelkich upodobaniach i umiejętnościach. Prawdziwa „beatowa armia” była na miejscu, a bycie zespołem w tych znacznych szeregach oznaczało, że istniała wielka szansa na otrzymanie swojej szansy. To, co z nią zrobiłeś, zależało od wielu czynników – talentu, pisania piosenek, wizji, szczęścia, wsparcia. Beatlesi mieli wszystkie pięć, choć przypuszczalnie pierwsze trzy by wystarczyły.
 
Till There Was You

Taśma Decca jest zazwyczaj jednym z pierwszych niewydanych nagrań Beatlesów, które fani prawdopodobnie usłyszą lub nabędą. Są one kamieniem węgielnym kompletnej kolekcji Beatlesów i niezbędne do zrozumienia, w jakim miejscu znajdował się zespół w kluczowym okresie swojego wzrostu. Gdyby Beatlesi nie zrobili dużej części tego, co zrobili w 1962 roku – zaczynając od przesłuchania w Decca – i nie podjęli pewnych decyzji oraz korekt po drodze, to reszta tego, co uważamy za nieuchronnie „beatlesowskie”, nie wydarzyłaby się. A przynajmniej nie tak, jak się wydarzyła. 

The Sheik of Araby
 
1 stycznia 1962 roku Paul McCartney był basistą Beatlesów od pół roku, przejmując tę funkcję po tym, jak Stuart Sutcliffe został w Niemczech po ostatniej rezydencji zespołu na Reeperbahn. Pete Best jest perkusistą. Brian Epstein jest menedżerem. W połowie grudnia poprzedniego roku człowiek od A&R w Decca, Mike Smith, uczestniczył w koncercie Beatlesów w Cavern. Ich nadzieją było, że zaoferuje im kontrakt płytowy na podstawie ich występu, ale Smith nie był do końca przekonany. To nie wróżyło dobrze Beatlesom – dawanie ognia w Cavern było ich domeną, miejscem, gdzie czuli się swobodnie, mieli wsparcie i którego akustyka pomagała ukryć to, co lepiej było zostawić ukryte. Beatlesi byli aktem energetycznym. Przeniesienie energii, którą zespół ma na scenie, na porównywalną energię w studiu zajmuje trochę czasu, a Beatlesi jeszcze jej nie mieli.

 

To Know Her Is to Love Her 

Kwartet został zaproszony do studiów Decca w Londynie w Nowy Rok, gdzie mieli zostać sprawdzeni, a władze miały zobaczyć, jak sprawy stoją. Tłocząc się w furgonetce Neila Aspinalla w ten ważny, śnieżny zimowy poranek – podczas gdy Epstein podróżował pociągiem, bo nie zamierzał gnieść się z ciałami i instrumentami – grupa ledwo dotarła z Liverpoolu na czas na spotkanie o 11:00 rano. Mimo to, można o nich powiedzieć więcej niż o Smithie, który spóźnił się po nocy robienia tego, co większość ludzi robi w Sylwestra. Gorzej było, gdy Smith powiedział grupie, że ich sprzęt nie spełnia standardów i polecił im użyć sprzętu Decca.  
Zanim Decca powiadomiła Epsteina o terminie przesłuchania jego zespołu to w międzyczasie Decca przeprowadziła przesłuchanie Briana Poole'a i Tremeloes z Londynu.
Smith skonsultował się z Dickiem Rowe, przedstawicielem Decca ds. A&R, i ostatecznie zdecydowano, że podpisanie kontraktu z lokalnym zespołem zapewni niższe koszty podróży. Jak wiemy Beatlesi odpadli, a Brian Poole i Tremeloes zostali.
 
Dick Rowe (na zdjęciu): Powiedziałem Mike'owi, że będzie musiał wybrać między nimi. To od niego zależało – The Beatles czy Brian Poole i Tremeloes. Powiedział: »Oba są dobre, ale jeden to lokalny zespół, a drugi pochodzi z Liverpoolu«. Zdecydowaliśmy, że lepiej będzie wybrać lokalny zespół. Łatwiej będzie nam z nimi współpracować i utrzymywać bliższy kontakt, ponieważ przyjechali z Dagenham.
 
 

Take Good Care of My Baby

 

Rzeczy zazwyczaj nie idą dobrze, gdy zespół musi grać na sprzęcie, który nie jest ich własnym. Beatlesi i tak byli zdenerwowani, a to jeszcze bardziej ich wytrąciło z równowagi. Ale jak to mówią, show musi trwać, nawet ten w formie przesłuchania. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu The Beatles wzięli własne wzmacniacze, jakby pojawiali się na koncertach na żywo. To był pierwszy problem. Ich tanie wzmacniacze mogły być przejezdne do występów w klubach, ale szum, jaki wzmacniacze emitowały w studiu nagraniowym, stanowił problem. Kiedy szum okazał się zbyt słyszalny dla inżynierów dźwięku, musieli zostać zmienieni dla własnych wzmacniaczy studyjnych Decca. Nie chcieli naszego sprzętu - powiedział Neil. Musieliśmy użyć ich. Nie musieliśmy przeciągać naszych wzmacniaczy aż z Liverpoolu. 

 

Chłopcy byli przyzwyczajeni do ścisłej interakcji w swoich występach na żywo, ale studio nagraniowe było zupełnie inną historią. Nieznany układ oznaczał, że nie mogli komunikować się w zwykły sposób. Aby uniknąć krwawienia z bębnów, Pete był umieszczony za studyjną „przegrodą”, ekranem izolacyjnym. To sprawiło, że bezpośredni kontakt wzrokowy z innymi był prawie niemożliwy dla Pete'a, ponieważ cała czwórka z trudem trzymała się nawzajem. Don Dorsey, inżynier, który pracował w Abbey Road, wyjaśnił, dlaczego mogło to stanowić problem: Środowisko studia nagraniowego różni się znacznie od środowiska koncertowego. W sali koncertowej wszyscy członkowie zespołu są stosunkowo blisko siebie, a całe ich brzmienie miesza się w otoczeniu – perkusista słyszy wszystko. W studiu nagraniowym zwyczajem było oddzielanie perkusisty od reszty zespołu dużą, przypominającą ścianę przegrodą akustyczną. Celem przegród jest zapobieganie zbytniemu przedostawaniu się dźwięków jednego wykonawcy do mikrofonów pozostałych. W rezultacie, aby dobrze słyszeć innych członków zespołu, należy używać słuchawek, a dźwięk w niczym nie przypomina występu na żywo

   

Ta fizyczna separacja była dla The Beatles nowością; ustawienie podczas sesji nagraniowych w Hamburgu było całkowicie inne. Zauważyli oni także, być może po raz pierwszy, ogromną różnicę między graniem dla reżyserki a występowaniem przed publicznością na żywo. Jako czołowa grupa w Liverpoolu i Hamburgu nauczyli się „mach schau” – „robienia show” dla publiczności. Tym razem odtworzenie magii Cavern, którą Mike Smith tak bardzo się cieszył, było niemożliwe. Do tego wszystkiego doszedł klasyczny przypadek tremy przesłuchaniowej, która wpłynęła na ich wykonanie nawet najbardziej znanych piosenek. Żadna ocena przesłuchania w Decca nie może zostać dokonana bez wzięcia pod uwagę wszystkich tych czynników, zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych. 

Niektóre fragmenty z przesłuchania w Decca wyciekły oficjalnie przez lata dzięki pierwszej części „Anthology”, ale nigdy nie było trudne wytropienie ich w całości, a dzięki internetowi jest to łatwiejsze niż kiedykolwiek. Aby poczuć, co wydarzyło się tego ranka, potrzebna jest kompletna taśma. No i pamiętajmy. Napięcie narastało od momentu przybycia The Beatles, nabierając jeszcze większego rozpędu, gdy zawsze punktualny Brian wpadł w złość z powodu spóźnienia personelu Decca. Głównym winowajcą był Mike Smith, który, podobnie jak czterej chłopcy, również był na kacu po poprzedniej nocy. Brian przyjął to osobiście. „Mike Smith był spóźniony, a my byliśmy dość zirytowani tym opóźnieniem. Nie tylko dlatego, że zależało nam na nagraniu piosenek, ale dlatego, że czuliśmy, iż jesteśmy traktowani jak ludzie, którzy się nie liczą”. Tutaj Epstein ujawnia swoją wewnętrzną niepewność, zdradzając wygórowane poczucie krzywdy z powodu bycia traktowanym jako ktoś mało istotny. W rzeczywistości The Beatles bez wątpienia poczuli ulgę, że nie byli jedynymi, którzy przybyli spóźnieni, ani jedynymi, którzy naruszyli kodeks zachowania Epsteina. Dick Rowe tym razem uniknął krytyki. Człowiek odpowiedzialny za ostateczną decyzję nie był obecny na sesji. Zostało to powierzone Smithowi, który miał później przekazać raport Rowe’owi. Tymczasem, gdy wszyscy byli już na miejscu, rozstawiono sprzęt studyjny, inżynierowie w reżyserce ustawili poziomy dźwięku i ruszyli. Zapaliło się przerażające czerwone światło i w ciszy oraz izolacji studia Decca rozpoczęło się przesłuchanie.


Memphis, Tennessee

 Choć użycie czerwonego światła było zwyczajem, mającym na celu poinformowanie wszystkich o gotowości do nagrywania, stanowiło ono rozproszenie. Byli dość przerażeni – powiedział Neil. Paul nie był w stanie zaśpiewać jednej piosenki. Był zbyt zdenerwowany i głos zaczął mu drżeć. Wszyscy martwili się tym czerwonym światłem. Zapytałem, czy można je wyłączyć, ale powiedziano nam, że jeśli będzie zgaszone, ludzie mogą wejść do środka. ’Co takiego?’ – odparliśmy. Nie wiedzieliśmy, co to wszystko miało znaczyć.  Aby pogłębić dezorientację, grupa wiedziała bardzo niewiele o tych wszystkich mikrofonach, wysięgnikach i panelach sterowania. Chłopcy znaleźli się na naprawdę nieznanym terytorium. Beatlesi – z sugestią Epsteina – wyraźnie wybrali podejście konserwatywne, zakładając, że lekki pop i znajomość ówczesnych hitów dobrze im posłużą w profesjonalnym środowisku „eleganckiego” londyńskiego studia nagraniowego. Stąd George Harrison śpiewający „Take Good Care of My Baby” Bobby'ego Vee, podczas gdy John Lennon wykrzykujący swoją wersję „Keep Your Hands Off My Baby” Little Evy byłby znacznie godniejszym podejściem.  Dodajmy, że zespół faktycznie nagrał ten numer, ale rok później dla BBC.

 

Sure to Fall (In Love with You) 

Z 15 utworów, które wykonali Beatlesi, siedem wpada w kategorię „o co chodzi z tym soft rockiem?”. Ich covery „September in the Rain”, „’Til There Was You”, „To Know Her is to Love Her”, „Besame Mucho” i wspomniany utwór Vee, plus oryginały Lennona i McCartneya „Love of the Loved” i „Like Dreamers Do”, były trudne do sprzedania i dlatego nie wrócili do nich później. Pamiętajmy: „One After 909” dostało dwie szanse (w odstępie sześciu lat) na znalezienie się w kanonie Beatlesów dzięki swojej zadziorności i energii. Jeśli widzieli wartość w piosence, wracali, by tę wartość wydobyć – co mówi wiele o ich autorskich utworach z tego dnia.

Ironią jest, że Beatlesi – którzy później nagrywali płyty z producentem George'em Martinem nadzorującym albumy komediowe – poświęcili dwa utwory na tym przesłuchaniu „humorystycznym hitom”: „The Sheik of Araby” i „Three Cool Cats”, wraz z dziwacznym głosem Johna Lennona. Musieli myśleć, że droga do kontraktu prowadzi przynajmniej częściowo przez poczucie humoru. Problem w tym, że żadne z tych wykonań nie okazało się zabawne w zamierzony sposób.

Besame Mucho 

 

Przyjrzyjmy się bardziej szczegółowo przesłuchaniu The Beatles w Decca, utwór po utworze. Należy  pamiętać, że wykonali te piętnaście numerów w mniej niż godzinę, prawdopodobnie mając tylko jedno podejście do każdego z nich. Mike Smith powiedział, że spodziewał się, iż odtworzą to świetne wystąpienie, które widział w Cavern, i zachęcał ich do „zagrania całego spektrum muzyki”, które u nich słyszał. Mimo że piosenki te były regularnie wykonywane w ich repertuarze, nie były one tak naprawdę reprezentatywne dla brzmienia The Beatles. Brianowi zależało na zademonstrowaniu ich szerokiego wachlarza talentów, zarówno indywidualnych, jak i grupowych, oraz na pokazaniu ich muzycznej wszechstronności. Z perspektywy czasu był to prawdopodobnie błąd. Ale Brian nie narzucił im tych piosenek. 

Jak wspominał GEORGE: W tamtych dniach wiele piosenek rock 'n' rollowych było w rzeczywistości starymi melodiami z lat 40., 50. czy jeszcze wcześniejszych, które ludzie 'urockowili'. To było normalne, jeśli nie miało się własnej melodii; po prostu brało się stary przebój i przerabiało na rocka. Joe Brown nagrał rock 'n' rollową wersję 'The Sheik of Araby'. Był on naprawdę popularny w sobotnich programach telewizyjnych Six-Five Special i Oh Boy!. Robiłem numery Joe Browna, więc zrobiłem też 'Sheik of Araby'. Paul zaśpiewał 'September in the Rain'. Każdy z nas wybrał numer, który chciał wykonać.

Pete uważał, że z perspektywy czasu nie powinni byli pozwalać Brianowi na tak duży wpływ na wybór wykonywanych utworów: To było dziwne danie do zaserwowania królom nagrań, z naciskiem na standardy, co, jak pamiętam, działo się głównie za namową Briana. Naprawdę robiliśmy niewiele z tego, co było inne”. John powiedział później, że grupa „powinna była tam czadować jak szalona i pokazać, jacy jesteśmy, gdy nas roznosi.  

Like Dreamers Do 

Tak, Beatlesi wybrali chyba naprawdę dziwny jak na nich materiał. Być może jeszcze dziwniejsze: duża część regularnego repertuaru Beatlesów składała się z materiału rozsławionego – lub po prostu fajnego – dzięki afroamerykańskim artystom, ale taśma Decca wydaje się bardzo „biała”, jakby Beatlesi nie chcieli tego dnia ujawnić, co naprawdę kochają. Owszem, są dwa utwory The Coasters i wersje „Money (That’s What I Want)” Barretta Stronga oraz „Memphis, Tennessee” Chucka Berry’ego, ale Beatlesi wypadają jak biały zespół, który chce być postrzegany jako grzeczny biały zespół, co nie brzmi tak jak gdziekolwiek indziej w ich wykonaniu. Nawet gdy Beatlesi wyszli poza swoje wpływy, sprawiali wrażenie zespołu bez granic i etykiet, a tutaj robią dokładnie to: próbują pokazać pewien zakres, choć nie jest to ich rzeczywisty zasięg. Próbuj zadowolić wszystkich, a nie zadowolisz nikogo, w tym siebie. Dla Beatlesów 1 stycznia 1962 r. był dniem, w którym ta lekcja została odebrana.
Crying, Waiting, Hoping

Ale nie wszystko było stracone, nawet jeśli Decca powiedziała „dziękujemy, ale nie” przyszłym reformatorom kultury popularnej. Pete Best był słaby – w sensie całkowitego braku polotu i wyczucia – i musiał odejść. W marcu Beatlesi przemknęli przez sesję w BBC i obecność Besta im nie zaszkodziła, ale to dlatego, że był tam tupiący, zaangażowany tłum, który zagłuszał mniej efektowne fragmenty, podczas gdy głosy, gitary i charakterystyczna energia Beatlesów niosły ich do przodu.   

Love of the Loved  

Najlepszym numerem z Decca jest pewna interpretacja Paula McCartneya utworu „Searchin’” zespołu The Coasters. Opiera się on na tym wokalu w sposób, który pozwala mu go porządnie wykrzyczeć. Przez cały czas Beatlesi nie są mniej niż przyjemni. Można słuchać taśmy Decca i gdyby ktoś powiedział, że to zespół, który zapowiadał się obiecująco, ale miał tylko kilka singli, które donikąd nie zaprowadziły, można by łagodnie żałować, że nie zrobili postępów.

 Searchin'

  To, co naprawdę mamy, to dzień, który przyniósł zmianę nastawienia. Beatlesi grali, by zadowolić innych. Nie zaufali sobie ani własnemu osądowi. Używając terminologii sportowej: próbowali nie przegrać. Nie pisze się „She Loves You”, nie kręci „A Hard Day’s Night” ani nie rywalizuje z Beach Boys i ich „Pet Sounds”, jeśli nie próbuje się wygrać, co jest zupełnie inną perspektywą.

Od tego dnia Beatlesi byli zespołem, który szedł na całość. Jeśli ponieśliby klęskę, to nie dlatego, że siedzieli z założonymi rękami i liczyli na najlepsze. Nikt, kto staje się najlepszy w czymkolwiek, nie staje się nim przez nadzieję i kombinowanie. Beatlesi nie byli nic winni Decca i na odwrót. Każdy kompetentny personel A&R mógł ich pominąć na podstawie wyników tego wczesnego popołudnia – otwierającej salwy rzeczywistości w nowym roku, którą Beatlesi wkrótce uczynili nieistotną. „Sergeant Pepper” mógł nauczyć zespół grać, ale przesłuchanie w Decca nauczyło ich, jak wygrywać – i najwyraźniej nigdy o tym nie zapomnieli.

 Nawet po otrzymaniu zawiadomienia o odrzuceniu, Brian nie ustąpił. Obiecał działowi sprzedaży w Decca, że osobiście kupi 3000 egzemplarzy każdego singla The Beatles wydanego przez Decca. Niestety, wiadomość ta nigdy nie dotarła do Dicka Rowe’a.

Dick Rowe: Nigdy mi o tym wtedy nie powiedziano. Biorąc pod uwagę ówczesną ekonomię w branży fonograficznej, gdybyśmy byli pewni sprzedaży 3000 egzemplarzy, bylibyśmy zmuszeni ich nagrać, bez względu na to, jakim byli zespołem.

Autobiografia Briana, A Cellarful of Noise (napisana przez ghostwritera Dereka Taylora), twierdziła później, że Rowe odprawił Briana podczas poirytowanego lutowego spotkania słynną już proklamacją: „Zespoły gitarowe wychodzą z mody, panie Epstein” – co zostało później potwierdzone przede wszystkim przez George'a Harrisona – i poradził Brianowi: „Ma pan tam na dole dobry biznes płytowy, panie Epstein, dlaczego pan do niego nie wróci?”. Jednak Rowe aż do śmierci w 1986 roku upierał się, że nigdy tego nie powiedział. Nie wiadomo, czy Brian (lub Derek Taylor) po prostu ubarwiali na potrzeby książki nudną poza tym historię, czy też Rowe po prostu próbował odciąć się od jednego z największych błędów w historii muzyki. Oczywiście Decca podpisała kontrakt z Brianem Poole'em i The Tremeloes – „zespołem gitarowym” o stylu podobnym do The Beatles. 

Nawet PAUL przyznaje, że przesłuchanie nie było aż tak dobre: Słuchając tych taśm, potrafię zrozumieć, dlaczego oblaliśmy przesłuchanie w Decca. Nie byliśmy aż tacy dobrzy, choć było tam kilka całkiem interesujących i oryginalnych rzeczy,

JOHN się z tym nie zgadzał: Ja bym nas na tej podstawie nie odrzucił. Myślę, że brzmiało to okej… Myślę, że Decca oczekiwała od nas pełnego szlifu, a my po prostu robiliśmy demo. Powinni byli dostrzec nasz potencjał.


September in the Rain

 

Po ostatecznym zaakceptowaniu odmowy ze strony Decca, Brian poprosił o taśmę z przesłuchania i ją otrzymał – dwie szpule zawierające piętnaście piosenek. Uzbrojony w solidną, choć może nieco mało wyróżniającą się reprezentację swojej grupy, skierował jeszcze kilka zapytań do innych wytwórni płytowych, a nawet zlecił wytoczenie płyty z tych taśm za radą menedżera HMV, który pozwolił mu skorzystać z wewnętrznej maszyny do tłoczenia płyt. Inżynier, Jim Foy, polubił oryginalne piosenki Lennona i McCartneya i polecił Brianowi skontaktować się z Sidem Colemanem z wydawnictwa muzycznego Ardmore and Beechwood – spółki zależnej EMI. To właśnie Coleman zaaranżował spotkanie Briana z George'em Martinem z Parlophone Records, co doprowadziło do podpisania przez nich kontraktu nagraniowego. Gotowość George'a Martina do pozwolenia The Beatles na nagrywanie własnego materiału, a później na badanie nowych kierunków w ich pisaniu i eksperymentowanie w studiu, była kluczowa dla ich sukcesu – bardziej sztywny, trzymający się reguł producent prawdopodobnie nie zaoferowałby takiej samej elastyczności. Odrzucenie to okazało się pomyślne również dla innych wykonawców. Być może próbując nadrobić stratę po sukcesie The Beatles, Decca podpisała kontrakty z jednymi z największych i najważniejszych „zespołów gitarowych” w historii rock 'n' rolla: między innymi z The Rolling Stones, Them, The Moody Blues, The Zombies, John Mayall’s Bluesbreakers oraz The Small Faces.

 

Three Cool Cats

 

Historyk The Beatles, Steve Bradley, podsumował to wspaniale w swoim artykule na ten temat: Gdyby podpisali kontrakt z Decca, mieliby niesympatycznego producenta i nagrywaliby nieodpowiedni materiał, prawdopodobnie kosztem własnych kompozycji. Nagrywając swój pierwszy album z Martinem rok później, mieli lepszego perkusistę, większe doświadczenie studyjne, kolejny rok pisania piosenek i koncertowania oraz więcej zaliczonych wyjazdów do Hamburga – byli już innym zespołem. Kiedy zostali odrzuceni przez Decca, czuli, że to najgorsza rzecz, jaka mogła się im przytrafić, ale historia pokazuje, że był to jeden z ich największych uśmiechów losu.

Sama taśma (oraz jej kopie) odegrała znaczącą rolę w historii bootlegów The Beatles. Wiosną 1962 roku The Beatles przekazali kopię taśmy Astrid Kirchherr (niektóre źródła podają, że nie była to pełna kopia przesłuchania, lecz wybór najlepszych utworów). Astrid (na zdjęciu z Beatlesam, już z Ringo) była dziewczyną byłego basisty zespołu, Stuarta Sutcliffe’a, i to ona wykonała słynne wczesne fotografie grupy. Taśma miała trafić do Sutcliffe’a, jednak Beatlesi nie wiedzieli, że Stuart niedawno zmarł z powodu krwotoku mózgu. Kilka miesięcy później Kirchherr przekazała taśmę przyjacielowi i uważa się, że to właśnie ona była źródłem utworu „Love Of The Loved” na bootlegu L.S. Bumblebee z 1973 roku, choć w bardzo słabej jakości. Relacja ta może nie być w pełni dokładna, chyba że taśma została skopiowana z prywatnego egzemplarza Briana Epsteina, ponieważ ani The Beatles, ani Apple Records nigdy nie posiadali kompletnej kopii taśmy z przesłuchania.

Astrid z dawnymi przyjaciółmi z Hamburga, tutaj na planie "A Hard Day's Night".
 

 

Kilka lat później wytwórnia Decca - chcąc dyskontować sukces The Beatles - podjęła próbę wydania swojej kopii (nie uważa się jej za oryginał, ponieważ nie było powodu, dla którego mieliby go zachować, lecz raczej za kopię wykonaną przez inżyniera Mike'a Savage'a), jednak została pozwana przez Apple, aby zapobiec jej wydaniu, i projekt odłożono na półkę.  Pod koniec 1976 lub na początku 1977 roku nienazwany z nazwiska dziennikarz poprosił Decca o wypożyczenie ich kopii do recenzji. Co niewiarygodne, Decca wyraziła zgodę, a dziennikarz-oportunista wykonał kopię przed ich zwróceniem. Uważa się, że kopia ta została sprzedana Joe Pope’owi, twórcy fanzinu o Beatlesach Strawberry Fields Forever, za 5000 dolarów. Pope poddał taśmy profesjonalnemu masteringowi i opublikował czternaście piosenek (utwór „Take Good Care Of My Baby” nigdy nie został dołączony) na serii siedmiu 7-calowych singli tłoczonych na kolorowym winylu w latach 1977–1979, sprzedając je za pośrednictwem swojego fanzinu.  

Osobista kopia Briana Epsteina została zapisana w spadku jego siostrzeńcowi Henry'emu po śmierci Briana, a jej zawartość nieznacznie różni się od innych źródeł.  Według Marka Lewisohna: Zakończenie 'Three Cool Cats' jest o jedną nutę basową dłuższe niż w jakiejkolwiek wersji, którą dysponowaliśmy wcześniej. Piosenka 'September in the Rain' jest o cztery sekundy dłuższa niż którakolwiek z rozpowszechnionych wersji, ponieważ zawiera linię wokalną, która jest zawsze wycinana. Te drobne różnice wskazują na to, że taśma jest oryginałem należącym do Briana Epsteina, a nie czymś stworzonym z jakiegokolwiek innego znanego źródła. Notatki Lewisohna zdają się podważać raporty, jakoby wydawnictwo Circuit Records z 1979 roku pt. The Decca Tapes (pierwsze wydanie LP kompletnych nagrań z przesłuchania w Decca) pochodziło z osobistych taśm Epsteina. W tym względzie warto zauważyć, że kopia Henry'ego Epsteina składa się tylko z drugiej z dwóch szpul, przy czym pierwsza została opisana jako zagubiona. Warte uwagi jest również to, że oryginalne wydanie The Decca Tapes — w sztucznym stereo — było nękane przez zaniki dźwięku, przeskoki i niespójności prędkości taśmy. Jeśli tak jest, biorąc pod uwagę to, co wiadomo o historii samych taśm, źródłem The Decca Tapes wydaje się być jeszcze inna kopia, a nie szpule należące do Joe Pope'a czy Henry'ego Epsteina.


Szpula Henry'ego Epsteina została sprzedana przez dom aukcyjny Sotheby’s w grudniu 2019 roku. Opis przedmiotu przedstawiał taśmę następująco:

Taśma magnetyczna na szpuli otwartej 0,25 cala (6,35 mm) na 5-calowej (127 mm) szpuli marki Phillips, oznaczonej długopisem cyfrą „2”, zawierająca ok. 15 minut i 20 sekund nagrania mono z prędkością 7,5 cala na sekundę, przedstawiająca The Beatles wykonujących siedem piosenek („Money”, „The Sheik of Araby”, „Memphis Tennessee”, „Three Cool Cats”, „Sure to Fall (in Love with You)”, „September in the Rain” oraz „Like Dreamers Do”) w Decca Studios w Londynie, 1 stycznia 1962 roku; umieszczona w ówczesnym pudełku (Emitape, na szpulę 5,75 cala) oznaczonym na spodzie długopisem cyfrą „2” oraz napisem „THE BEATLES”; obecnie przechowywana w wykonanym na zamówienie kolekcjonerskim pudełku z płótna; koniec taśmy postrzępiony i kruchy, z oddzielonym fragmentem o długości 280 mm.

 Mimo że większość wytwórni uważała taśmy za łatwy łup, biorąc pod uwagę, że powstały poza kontraktem nagraniowym (i z pewnością nie należały do EMI), kilka wydań opublikowano bez trzech piosenek autorstwa duet Lennon/McCartney, aby uniknąć konfliktów o tantiemy z Northern Songs. W rzeczywistości Beatlesi byli wtedy związani kontraktem z Bertem Kaempfertem, a Apple podjęło kroki prawne przeciwko kilku wytwórniom w połowie lat 80. Od tego czasu wydano liczne bootlegi, które gromadzą wszystkie piosenki, z poprawioną wysokością dźwięku i w bardzo dobrej jakości.

Apple, nie posiadając żadnych taśm ani kopii z tej sesji, zorganizowało wykorzystanie kopii należących do kolekcjonerów dla pięciu piosenek, które pojawiły się na Anthology 1 (patrz wyżej), podobnie jak uczynili to w przypadku wydanego rok wcześniej albumu Live At The BBC.

   I na tym koniec tej historii...  

 

 




Historia The Beatles
History of  THE BEATLES

 




RINGO STAR. Nowy singiel w 2026. Niebawem album.

 

Podczas gdy cały świat wciąż analizuje każdą nutę z "Now And Then", Ringo Starr udowadnia, że nie zamierza przechodzić na emeryturę. Choć niedługo skończy 86 lat, jego energia i optymizm są wciąż zaraźliwe. Właśnie otrzymaliśmy nowy singiel zatytułowany "It's Been Too Long", który jest zapowiedzią jego najnowszego projektu, albumu "Long Long Road".
To klasyczny Ringo: pełen ciepła, pozytywnego przesłania i tego specyficznego „beartlesowskiego” sznytu, który sprawia, że od razu chce się tupać nogą. Piosenka idealnie wpisuje się w filozofię "Peace and Love", a jej tytuł – "Minęło zbyt wiele czasu" – to puszczone oko do fanów czekających na nowości. Utwór napisany przez T-Bone Burnetta, legendę muzyki roots i country, co nadaje nowemu materiałowi Ringo świeżego, organicznego brzmienia. Piosenka na nowym singlu perkusisty Fab Four nie rzuca mnie na kolana, ale to przecież Ringo, Ex-Beatles. Come On!


Tytuł: It's Been Too Long
Data wydania: Marzec 2026 r.
Premiera: 3 marca 2026 (w serwisach streamingowych i radiach).
Album: Long Long Road . Data wydania albumu 24 kwietnia 2026
Kompozycja:T-Bone Burnett. 
Produkcja: T-Bone Burnett (produkcja muzyczna) oraz Ringo Starr i Bruce Sugar (tradycyjnie współpracujący z Ringo w jego domowym studiu).
Wytwórnia: Universal Music Group / Roccabella.
Czas trwania: 3:42
Obsada:
Ringo Starr: wokal, perkusja.
T-Bone Burnett: gitary.
Gościnnie: W nagraniach do całego projektu brali udział m.in. Alison Krauss i Billy Strings (wirtuoz bluegrassu), co słychać w bogatym, akustycznym instrumentarium oraz w chórkach.
 



Zawartość albumu:


   SIDE ONE
Returning Without Tears
Baby Don’t Go
I Don’t See Me In Your Eyes Anymore
It’s Been Too Long
Why
   SIDE TWO
You And I (Wave Of Love)
My Baby Don’t Want Nothing
Choose Love
She’s Gone
Long Long Road

 

RINGO: Czuję się błogosławiony, mając T Bone’a w swoim życiu i pracując z nim teraz nad tymi nagraniami. Po tym, jak zrobiliśmy ostatnią płytę, której uwielbiam słuchać, ta nowa po prostu się wydarzyła. Czasami lubię powtarzać, że wykonuję właściwe ruchy – w każdym momencie możesz skręcić w lewo lub w prawo, a jednym z tych dobrych ruchów było połączenie sił z T- Bone’em przy albumie Look Up, a teraz przy tym nowym, który nazywam Long Long Road, ponieważ jestem na bardzo, bardzo długiej drodze.

Na albumie usłyszymy fantastycznych gości. Oprócz wspomnianego wcześniej Billy'ego Stringsa, pojawią się także Sheryl Crow oraz St. Vincent!, zespół Texans. Nagrania odbywały się w Nashville i Los Angeles. Powraca skład muzyków, których T Bone Burnett pieszczotliwie nazywa „The Texans” – to nawiązanie do zespołu z 1959 roku, w którym Ringo grał jeszcze w Liverpoolu. W składzie znajdą się m.in.: Paul Franklin, David Mansfield, Dennis Crouch, Daniel Tashian, Rory Hoffman, Patrick Warren i Colin Linden.

T-BONE: Kochałem grę i śpiew Ringo przez całe moje życie… Ringo Starr to artysta nagrywający najwyższego kalibru. Chciałem otoczyć go tymi młodymi mistrzami, wnosząc tę niezwykłą, młodą energię, która tętni teraz w Nashville, do obu tych płyt.

T-Bone (na zdjęciu z Ringo) to wielka postać w muzycznym show biznesie.  Przez ponad 50 lat w muzyce i rozrywce T Bone Burnett zyskał niezrównaną reputację jako innowacyjny artysta, autor tekstów, producent, wykonawca, producent filmowy i koncertowy, właściciel wytwórni płytowej i adwokat artystów. Pracował i współpracował z muzykami obejmującymi wiele gatunków, takich jak wspomniany Bob Dylan, Elton John, Robert Plant, Alison Krauss, Ringo Starr, B.B. King, Tony Bennett, k.d. lang, Elvis Costello, Taylor Swift, Ryan Bingham, Steve Earle i Leon Russell. Bardzo udana i uznana praca Burnetta w filmie w ciągu ostatnich 30 lat obejmuje jego współpracę z Coen Brothers przy The Big Lebowski, O Brother, Where Art Thou?, Cold Mountain, The Hunger Games, Walk The Line, Inside Llewyn Davis i Crazy Heart, dla których pełnił również funkcję jednego z producentów filmu. Zdobył nagrodę Akademii Filmowej, Złoty Glob, BAFTA i 13 nagród Grammy.

Wśród 10 utworów na Long Long Road jest "I Don't See Me in Your Eyes Anymore", nieco niejasna piosenka nagrana przez zmarłego Carla Perkinsa. 
 RINGO: Nagrałem dwie piosenki Carla Perkinsa z Beatlesami [„Matchbox” i „Honey Don’t”], a zarówno T-Bone, jak i ja chcieliśmy jedną na tej płycie, a on znalazł ten piękny utwór, którego nigdy wcześniej nie słyszałem.


Projekt "Long Long Road" powstaje na fali ogromnego sukcesu ich pierwszej współpracy. Album Look Up (wydany w styczniu 2025 r.) okazał się strzałem w dziesiątkę – był to pierwszy country-album Ringo od 50 lat, który przyniósł mu miejsce w Top 10 listy Billboardu. W Wielkiej Brytanii Ringo zdobył swoje pierwsze w karierze solowe #1 na liście Official Country Chart. Wisienką na torcie był jego debiut w legendarnej Grand Ole Opry w lutym 2025 roku, do której zaprosiła go sama Emmylou Harris.


 Well it's been too long since we've seen each other
Yeah, it's been too long since we've listened to one another
It's been too long since we dreamed mighty dreams
It's been too long since we floated down stream
Together
Together
It's been too long

It's been too long
Since we smelled the flowers
It's been too long
Lost track of the hours
It's been too long
Since we heard the heavens ring
It's been too long
Since we didn't do a thing
It's been too long, yeah

It's been too long since we were of one mind
It's been too long since we left it all behind
It's been too long since we held on tight
It's been too long since we rambled through the night
Together
Together
It's been too long

It's been too long
Since we sang a sad refrain
It's been too long
Missed the long black train
It's been too long
Since we trusted what we hear
It's been too long
Since we rose above the fear
It's been too long

It's been too long
Ooh
Yeah, it's been too long
Ooh
It's been too long
Ooh
It's been too long 

 




Historia The Beatles
History of  THE BEATLES

 



 

SIERPIEŃ 1980 - John wraca do muzycznego biznesu.

 

 

 

SIERPIEŃ.
Miesiąc, w którym John Lennon wraca do muzycznego biznesu. 
  W Polsce rozpoczynają się strajki w hucie w Gdańsku, rodziła się Solidarność, która obali komunę ( w tym berliński mur) i zmieni świat. 
Paul, Linda i ich dzieci większą część miesiąca spędzają na Karaibach. Tymczasem reszta ex-Beatlesów ...  Ringo po skończeniu w kwietniu zdjęć do swego filmu "Caveman" skupiał się na promocji projektu i odpoczynku po intensywnych miesiącach w Meksyku. Był przecież mocno zakochany w swojej partnerce z filmu, Barbarze Bach, którą poślubi rok później. Ale nie tylko to absorbowało perkusistę The Beatles. 
W tym czasie pracował także nad solowymi nagraniami i przygotowywał materiał do albumu Stop and Smell the Roses (premiera 1981), nagrywanego jesienią z producentem George'em Martinem. Sierpień to też rozmowy z dawnymi Beatlesami o ewentualnych powrotach na scenę – choć bez konkretów.John obiecał mu utwór "Life Begins at 40" (który pasował do nadchodzących urodzin Johna w październiku) oraz "Nobody Told Me". Ringo miał wejść do studia we wrześniu/październiku, więc sierpień był dla niego czasem "zbierania materiału" od kolegów.

 




 1 sierpnia - W Londynie George oficjalnie rozpoczyna działalność swojej firmy Handmade Films (Productions Ltd.). Firma "cichego Beatlesa" narodziła się z najbardziej absurdalnego i zarazem szlachetnego powodu w historii show-biznesu: z lojalności wobec przyjaciół z grupy Monty Python. Kiedy studio EMI wycofało się z finansowania „Żywotu Briana” (Monty Python’s Life of Brian - 1979) na kilka dni przed startem zdjęć (uznając scenariusz za zbyt kontrowersyjny), George, bez mrugnięcia okiem, zastawił swój dom w Henley-on-Thames oraz biura, by wyłożyć 4 miliony dolarów na produkcję. Eric Idle nazwał to później „najdroższym biletem kinowym w historii”, bo Harrison zrobił to po prostu dlatego, że chciał ten film obejrzeć.

  Sukces „Briana” stał się fundamentem firmy, która przez całe lata 80. wypełniała lukę w brytyjskiej kinematografii, produkując filmy odważne, ekscentryczne i autorskie, których wielkie wytwórnie bały się dotknąć. Pod szyldem Handmade Films powstały takie perły jak mroczny kryminał „Długi Wielki Piątek” (The Long Good Friday - 1980), genialni „Bandyci czasu” (Time Bandits - 1981) Terry’ego Gilliama, czy kultowy „Withnail i ja” (Withnail and I - 1987). George nie był typowym producentem w garniturze; on tworzył bezpieczną przystań dla artystów, często pojawiając się na planie (jak w słynnym epizodzie w „Żywocie Briana”), a jego filozofia opierała się na wolności twórczej, co stało w kompletnej kontrze do hollywoodzkiego systemu. Choć dekada zakończyła się dla firmy problemami finansowymi i prawnymi sporami z partnerem biznesowym, Denisem O’Brienem, to 1 sierpnia 1980 roku pozostaje datą graniczną – momentem, w którym George Harrison stał się najważniejszą postacią dla odrodzenia brytyjskiego kina niezależnego, udowadniając, że czasem warto zaryzykować wszystko dla dobrego żartu i wizji przyjaciół.

  W Nowym Jorku John i Yoko kończą ostatnie kompozycje i ponownie spotkają  się z Jackiem Douglasem, który rezerwuje dla nich czas nagraniowy w studiu Hit Factory. Nieco później, już w studiu, Douglas przeprowadza pierwsze próby do sesji "Double Fantasy", w których biorą udział wybrani przez niego muzycy: Hugh McCracken, którego John zna ze swoich sesji do "Imagine" z 1971, Tony Devileo, Earl Slick, George Small oraz Andy Newmark, który co dopiero zakończył w studiach Friar Park sesje z George'm.

2 sierpnia - Zgodnie z zaleceniami Jacka Douglasa (na zdjęciu z Johnem i Yoko), muzycy, którzy cały wczorajszy dzień spędzili na próbach, spotykają się tego dnia na rogu 72 i Central park West, w nadziei poznania "tajemniczego" muzyka, z którym będą współpracować. Ponieważ widzą z tego miejsca budynek Dakota, zaczynają sobie uświadamiać, że to właśnie będzie John Lennon. Po wejściu do apartamentu nr 71 muzycy przywitani są przez Johna i Yoko, aby nieco później zająć się próbami utworów, które zarejestrują już 4 sierpnia. Wśród nich są kompozycje "Beautiful Boy", "Borrowed Time" oraz utwór Yoko o nazwie "(Yes) I'm Your Angel". Nad próbami czuwa oczywiście cały czas Douglas. Szukając inspiracji John prosi Freda Seamana, aby wyszedł kupić single Kate Bush pt. "Babooshka" oraz Olivii Newton-John -  "Magic", a także nieco nagrań wokalistki Leny Lovich. 

 


Pod koniec udanego wieczoru, kiedy muzycy opuszczają już pomieszczenia, John prosi Jacka na stronę i puszcza mu swą nową kompozycję "(Just Like) Starting Over". Producent od razu stwierdza, że jest świetna, więc mówi od razu, że będzie ona nowym singlem. Utwór przechodzi wiele zmian brzmienia i tytułów, nosząc nazwy "I Watch Your Face", "My Life",  "Don't Be CVrazy" czy "Worst Is Over".

3 i 4 sierpnia - John i Yoko przygotowują się do swojego powrotu do studia, odpoczywając przez dwa dni w domku Sama Greena na Fire Island.  Do Nowego Jorku wracają rankiem 4 sierpnia. 

4 sierpnia - Historyczny dzień, ponieważ po raz pierwszy od czterech lat John  wchodzi do studia nagraniowego (Hit Factory, 353 W48th St., Manhattan, NYC) i zaczyna tworzyć nową muzykę. Paul Goresh robi zdjęcie parze jak wchodzi do Studia. John w lekko opadającym kapeluszu wygląda bardzo wakacyjnie.  Wśród nagrań, nad którymi w danym dniu będzie toczyć się praca są: "(Just Like) Starting Over", "Cleanup Time", "I'm Losing You", "Beautiful Boy (Darling Boy)", "Watching The Wheels", "Woman", "Dear Yoko", "Grow Old With Me", "Borrowed Time" i kilka innych, które nie zostały opublikowane na albumie "Doube Fantasy". Początkowo planowano, by te niewykorzystane z tych sesji utwory zostały wydane wiosną 1981 przy okazji trasy koncertowej Johna. Jak wspomina Douglas: John chciał wielkiej trasy koncertowej, łącznie z wykonywanymi na niej piosenkami The Beatles w nowych aranżacjach. Osiem tych niewykorzystanych utworów zostanie wydane pośmiertnie w 1984 roku przez Polydor na albumie "Milk And Honey". 

 

Ekipa "Double Fantasy": Hugh McCracken, Tony Levin, Andy Newmark, Arthur Jenkins, George Small,  Jack Douglas, John, Yoko Ono, Earl Slick

W pierwszym dniu nagrywania "Double Fantasy" sesje rozpoczynają się wspólną próbą, w wyniku której zostanie zarejestrowana kompozycja "(Just Like) Starting Over". Przez wszystkie sesje nagraniowe Jack Douglas chcąc uzyskać dopracowane ścieżki wokalne Johna będzie je montował przy użyciu zawsze pięciu różnych wersji wokalu. Nieco później tego samego dnia muzycy zajmą się utworami napisanymi przez Yoko: "Kiss Kiss Kiss", "I'm Moving On" oraz "Every Man Has A Woman Who Loves Him".   Nawiasem mówiąc 22 września John zarejestruje również swoje harmonie wokalne do ostatniego utworu, który pojawi się w 1984 roku w ramach albumu "Every Man Has A Woman", chociaż bez głównej ścieżki wokalnej Yoko, przez co będzie postrzegany - chyba trochę na wyrost - jako utwór solowy Johna (clip). W pierwszym dniu sesji w studiu obecni są:  Earl Slick, Hugh McCracken, Tony Levin, Andy Newmark, Arthur Jenkins, Ralph McDonald. Douglas bez ogródek informuje wszystkich, że sesje są utrzymywane w ścisłej tajemnicy, dlatego jeśli dowie się o nich prasa, zostaną przerwane. Mimo tego, pogłoski o powrocie Johna do Studia obiegną cały świat. Pod koniec każdej sesji John będzie w ciszy siadać z nogami na konsoli mikserskiej i paląc starą, 500-letnią fajkę do opium pytać łagodnie Jacka: "Czy to już wszystko?" Ten niezmordowanie będzie odpowiadać:"Tak, John, to wszystko". Douglas wspomina, że jeśli tylko John usłyszał w tym czasie w radiu jakikolwiek utwór Beatlesów, natychmiast wspominał czasy jego powstania.
David Spindella robiący wtedy zdjęcia w studiu Johnowi w czasie jego pracy tak wspomina tamte wydarzenia: ...  Wciąż nie wiedząc, kim są muzycy, udałem się do studia The Hit Factory w Nowym Jorku. Pamiętam, że po przyjeździe miałem przeczucie, że ludzie, których zaraz będę fotografował, są wyjątkowi. Chwilę później z pokoju nagrań wyszła Yoko. Wyglądała znajomo, ale nie miałem pewności. Nie widziałem zbyt wielu jej aktualnych zdjęć, a poza tym ludzie na żywo wyglądają inaczej. W ciszy Yoko zaprowadziła mnie do małego pokoju i zostawiła samego, bym rozstawił sprzęt.
  Pierwsze zdjęcie, jakiego chciała, to grupa około dziesięciu muzyków. Powiedziałem jej, że w pokoju, który wybrała, nie będzie dość miejsca, więc wybraliśmy inną przestrzeń. Kiedy wróciłem po sprzęt, na macie na podłodze leżał mężczyzna, któremu robiono masaż. Pomyślałem sobie: „Wow, ci muzycy to mają życie!”. Gdy zacząłem przesuwać swoje graty, człowiek na podłodze odwrócił się w moją stronę. To był John Lennon. Jego akurat znałem! Oblał mnie zimny pot. Miałem fotografować Johna Lennona! Odwrócił się do mnie i powiedział: „Zazwyczaj pobieram opłatę za patrzenie, jak mam robiony masaż”. Byłem pewien, że żartuje, więc pomyślałem chwilę i odparłem: „A ja zazwyczaj pobieram opłatę za patrzenie, jak dźwigam sprzęt – uznajmy, że jesteśmy kwita”. Odpowiedział: „Będzie mi się dobrze z tobą pracowało”.
   Gdy skończyłem rozstawiać się w dużej sali, wszedł John. Było w nim coś niezaprzeczalnie niezwykłego, co trudno ubrać w słowa. Mogę powiedzieć, że miał w sobie wewnętrzną mądrość, charyzmę i rzadkie, a zarazem doskonałe poczucie człowieczeństwa, które posiada niewielu. Spędzanie z nim czasu sprawiało, że czułem się absolutnie niesamowicie, pozytywnie i pełen życia. Wydawało się, że najbardziej inspiruje go miłość do życia i rodziny; był człowiekiem, który naprawdę kochał swoją pracę – swoją muzykę.
  Następnego dnia przyniosłem wszystkie zdjęcia z sesji do apartamentowca Dakota, by pokazać je Johnowi i Yoko. Większość komentarzy Johna na temat zdjęć wywoływała u wszystkich śmiech, a ja czułem się niesamowicie podekscytowany, będąc tam z nimi obojgiem. Gdy wychodziłem z Dakoty, John powiedział: „Czekam na nasze kolejne spotkanie”.
  Kiedy wracałem do studia, trudno mi było uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Przez następny miesiąc ustalaliśmy z Yoko terminy kolejnych zdjęć, ale ich napięty harmonogram nagrań stał się przeszkodą. Nie mogłem się doczekać, by sfotografować ich w moim studiu. Przygotowując się do tego dnia, w myślach zrobiłem te zdjęcia chyba ze sto razy. Minęły tygodnie, nastał grudzień – i uderzyła tragedia.
  Przez wiele dni trudno mi było uwierzyć, że to naprawdę się stało. Czuję, że John nigdy tak naprawdę nie umrze – bo żyje w naszych sercach i umysłach poprzez szczerego ducha swojej muzyki, tekstów i obrazów. Nie trzeba już więcej słów. Zawsze będę miał serdeczne wspomnienia z tego wyjątkowego czasu spędzonego z Johnem i czuję się prawdziwie błogosławiony, że do dziś kontynuuję wielką przyjaźń z Yoko.
 

5 sierpnia -  Drugi dzień sesji do albumu "Double Fantasy". Każdego dnia w trakcie tych sesji, John spotyka się - dokładnie o  dziewiątej - z Douglasem w budynku Dakota, po czym obaj spacerkiem udają się na śniadanie do pobliskiej kawiarni La Fortuna. potem Jack wraca do Hit Factory by pracować z Yoko, John dołączy do nich później, po krótkiej drzemce w domu. tego dnia prace są nad utworami "Cleanup Time" i "Woman". Następne dni różnią się tylko tytułami utworów, z którymi "mierzą" się John i ekipa studyjna.

 

 

12 sierpnia -  John i Yoko wydają oświadczenie o swym powrocie do studia, mówiąc w nim, że tematem  przygotowywanego przez nich albumu jest "badanie fantazji seksualnych między mężczyzną a kobietą". Niemal natychmiast Jack Douglas  zaczyna otrzymywać telefony od szefów wytwórni nagraniowych, między innymi od Bruce'a Lundvalla z Columbia Records, który mówi mu: "Jakąkolwiek kwotę chciałby John za tą płytę - dajemy!" W tym samym czasie w Hit Factory, chwilę po pierwszym przesłuchaniu wersji demo utworów Johna, Bun E. Carlos (perkusja) oraz Rick Nielsen (gitara) - obaj z zespołu Cheap Trick - zabierają się za nagrania "I'm Losing You" (clip) oraz "I'm Moving On". Okres współpracy tych muzyków z Lennonami nie trwa długo, ponieważ Yoko, czując że chcą się oni przejechać po sławie Johna, prosi Douglasa, by się "natychmiast ich pozbył. Ze względu na te nalegania próbna wersja "I'm Losing You" nie zostaje 
zamieszczona na albumie "Double Fantasy", a oficjalnie pojawi się dopiero w 1998 roku na czteropłytowej kompilacji "Lennon Anthology".

Kiedy lider Cheap Trick Nielsen wszedł do studia, John zażartował, że spodziewał się... Ricka Nelsona (gwiazdy pop/country). Nielsen odparł: „A ja spodziewałem się George'a Harrisona!”. John podobno wybuchnął śmiechem, co natychmiast rozładowało napięcie.  Po tym, jak Rick zagrał swoje partie, John odwrócił się do Jacka Douglasa i powiedział: „Boże, chciałbym mieć Ricka przy nagrywaniu 'Cold Turkey'. Clapton się tam zablokował”. Dla Nielsena był to absolutny szczyt uznania. Rick, widząc na jakiej gitarze gra John, pożyczył mu własny instrument, a później zamówił dla niego specjalną gitarę (Hamer). Yoko zwróciła mu ją po śmierci Johna – Rick do dziś ją posiada i żartuje, że „wciąż są na niej struny z DNA Lennona”. Do odrzucenia z sesji: Rick podchodził dyplomatycznie. Twierdził, że John i Yoko zdecydowali się na bardziej "popowy" kierunek albumu, a ich wersja była zbyt ciężka, rockowa i surowa, by pasować do reszty wygładzonego "Double Fantasy." Inne wspomnienia ma drugi członek Cheap Trick, Bun Carlos. 12 sierpnia był dla niego wyjątkowy nie tylko przez Lennona – tego samego dnia urodził mu się trzeci syn. Aby to uczcić, przemycił do studia kubańskie cygara (Cohiba), które palił razem z Johnem i Yoko w reżyserce. Bębniarz Cheap trick  wielokrotnie wspominał, że praca z Johnem była wspaniała, ale atmosfera gęstniała przez Yoko. Twierdził wprost, że to ona stała za decyzją o usunięciu ich partii z albumu. Sugerował nawet, że Yoko nie chciała "gwiazdorskich" nazwisk na płycie, które mogłyby przyćmić jej udział. Pojawiały się też głosy, że menedżer Cheap Trick zażądał zbyt wysokich stawek za ich udział, co przy oszczędnym podejściu Yoko do budżetu miało przypieczętować los tych nagrań.

    Udział muzyków Cheap Trick był powszechnie znany. Gdy w 1982 roku ukazał się ich singiel "If You Want My Love" Autor bloga pamięta, że pozwoliło to Markowi Niedźwieckiemu zareklamować ten utwór jako nowe nagranie The Beatles. Ta prosta sztuczka lekko zwodząca fanów chwyciła i pozwoliła piosence - mimo wszystko znakomitej - dotarcie aż do miejsca nr 2 Listy Przebojów Programu Trzeciego (popularnej Trójki). Pozwolę sobie ją tutaj przypomnieć.


 

 13 sierpnia -  W trakcie sesji do utworów "Cleanup Time" i "I'm Losing You", do Johna dzwoni z wakacji Paul proponując mu współpracę, jednak Yoko nie pozwala, by doszło do ich rozmowy, a John nie dowiaduje się o tym telefonie. Ironia losu, bo jak wspomina Jack Douglas: "Z tego co mi John mówił, chciał nawiązać współpracę z Paulem..." Do końca sesji "Double Fantasy" z parą Lennonów współpracują ci sami muzycy, co od początku 9dzień wcześniej dołączył do nich Tony Levin). 
   Paul McCartney w swoich oficjalnych biografiach (np. Many Years From Now Barry'ego Milesa) czy licznych wywiadach nigdy wprost nie potwierdził: „Tak, dzwoniłem 13 sierpnia z propozycją współpracy, a Yoko mnie spławiła”. Paul zazwyczaj opowiada o ich relacjach w 1980 roku w sposób bardziej ogólny – mówi, że ich stosunki stały się wtedy bardzo przyjacielskie, dzwonili do siebie, by pogadać o dzieciach i pieczeniu chleba, ale rzadko wspomina o konkretnych ofertach wspólnego nagrywania w tamtym momencie.Ta historia pochodzi głównie od Jacka Douglasa (producenta albumu Double Fantasy). To on w wielu wywiadach (m.in. dla magazynu Beatlefan czy w filmach dokumentalnych) wspominał, że Yoko kontrolowała dostęp do Johna. Douglas twierdził, że John „wysyłał sygnały”, iż chciałby znów coś zrobić z Paulem, a atmosfera podczas sesji sugerowała, że wielki powrót duetu Lennon/McCartney był marzeniem Johna na kolejny projekt. Faktem jest, że Yoko Ono filtrowała telefony, jest potwierdzony przez wielu współpracowników Lennona z tamtego okresu (m.in. Freda Seamana czy May Pang w ich wspomnieniach). Paul w późniejszych latach (już po śmierci Johna) przyznawał dyplomatycznie, że „wejście w kontakt z Johnem wymagało przejścia przez Yoko”, co czasem bywało trudne.

 Poniżej ostatnie znane zdjęcie Johna i Paula. Miejsce: posiadłość 'Louis B. Meyer/Peter Lawford' w Santa Monica wynajmowane przez Johna w czasie swego "Straconego Weekendu" -  29 kwietnia 1974. Więcej o tym wydarzeniu  w moim tutaj blogu. 


 

(Just Like) Starting over - promo single

18 sierpnia -  Jedenasty dzień sesji do nowego albumu pary Lennonów, początek zdjęć filmowych. Zespół  produkcyjny, zajmujący się zazwyczaj kręceniem reklam sklepu muzycznego 'Crazy Eddie' zostaje zaproszony przez Yoko do filmowania ich sesji w Hit Factory. W trakcie sesji, głównie w celu rejestracji materiału wykorzystanego później w teledysku "(Just Like) Starting Over". John wraz z zespołem wykonują utwory "C'mon Everybody", "Rip It Up","Be-Bop-A-Lula" i kilka innych, w tym utwór The Beatles "She's A Woman". 

 

 

  She's A Woman, Rip It Up

Przy wciąż włączonej kamerze John nagrywa dalsze podejścia do "(Just Like) Starting Over" oraz "I'm Losing You", wykorzystując jako podkład demo odtwarzane mu na słuchawkach nagranie Cheap Trick zarejestrowane 12 sierpnia. Ze względu  na swój wątły udział w nagraniu wideo John nie jest z niego zupełnie zadowolony, przez co - według Jacka Douglasa - "porwał kasetę w toalecie albo utopił w basenie". Istnienie, a raczej nieistnienie tego nagrania, pozostaje tajemnicą. 
 Kolejne dni, czasem poprzedzane dniem lub dwoma przerwy John i Yoko pracują nad swoimi nagraniami w Hit Factory. 24 sierpnia studio odwiedza Sean.
 
25 sierpnia - John pracuje nad kolejnymi podejściami do "Watching The Wheels". Poniżej jedna z nich. Następnego dnia również na tapecie będzie ten utwór.
 


27 sierpnia - Dodatkowe prace nad "Woman". To już dziewiętnasty dzień sesji "Double Fantasy".

30 sierpnia - Mimo, że na dzień dzisiejszy nie zaplanowano żadnych sesji nagraniowych, John i Yoko w towarzystwie fotoreportera 'Star' przyjeżdżają po południu swoją limuzyną do studia. Wewnątrz reporter przeprowadza z Johnem wywiad, a także robi kilka zdjęć swoją domową kamerą. John szczerze rozmawia o wszystkim, w tym  o utworze Paula, "Coming Up", czy filmie Beatlesów "Magical Mystery Tour, przyznając również, że ostatnim słuchanym przez niego albumem Paula był ten "z różą w zębach" ("Red Rose Speedway" z 1973). 

   W trakcie rozmów z tego okresu z Jackiem Douglasem John mówi mu o planach zorganizowania w 1981 dużej trasy koncertowej. "Planował niezwykle dużą produkcję -wspomina Jack, "łącznie z nowymi aranżacjami  starych utworów, które nigdy nie wydawały mu się zrobione dostatecznie dobrze, na przykład "She Loves You" albo "I Want To Hold Your Hand".  

A co na listach UK i USA pod koniec sierpnia 1980. Najpierw Wielka Brytania: 1. "Start" - The Jam , 2. "Ashes To Ashes" - David Bowie, 3. "Feels Like I'm In Love" -  Kelly Marie, 4. "9 to 5" - Sheena Easton, 5. "Eight Day" -  Hazel O'Connor. W USA: 1. "Sailing" - Chrsitopher Cross, 2. "Upside Down" - Diana Ross, 3. "Magic" - Olivia Newton-John,  4. Emotional Rescue" - The Rolling Stones,   5. "Take Your Time" -  The S.O.S. Band. 

Na 47. "Coming Up" Paul i Wings. Było to dokładnie 22 tygodnie od debiutu singla 26 kwietnia 1980 roku (pozycja 73). Wyniki singla piosenki, którą polubił John to szczyt na 2. miejscu (w UK wersja studyjna, nr 1 w USA live).



Na drugim blogu :  
EPiC: Elvis Presley in Concert – Magia, której nie poczujesz w telewizorze









Historia The Beatles
History of  THE BEATLES