PAUL: Kulisy finansowej katastrofy The Beatles (1)


 

 

   Czas na kolejny rozdział historii o łabędzim śpiewie The Beatles.
• ​Time for the next chapter in the story of The Beatles' swan song.

• ​Tiempo para el siguiente capítulo en la historia del canto del cisne de The Beatles.

• ​Zeit für das nächste Kapitel in der Geschichte vom Schwanengesang der Beatles.

• ​È tempo per il prossimo capitolo della storia del canto del cigno dei Beatles

Kontynuujemy dalej bolesną historię rozpadu The Beatles. Któryś raz już na blogu. Dzisiaj kolejne wzbogacenie tej opowieści. W ostatnich dniach przyglądaliśmy się na blogu najtrudniejszemu momentowi w historii The Beatles – rozpatrywaliśmy ich sądowe batalie („The Beatles w sądzie”) z końca 1970 roku oraz mocne, szczere wywiady Johna i Paula z okresu, gdy zespół rozpadał się na oczach całego świata (cofnijcie się na blogu do poprzednich postów, choć oddzielił od nich post o bajecznej piosence Paula o mlecznym koktajlu). Żeby jednak w pełni zrozumieć, dlaczego ta czwórka przyjaciół spotkała się na sali sądowej i skąd wziął się między nimi tak potężny żal, musimy cofnąć się do przełomu 1968 i 1969 roku. To wtedy w świecie Fab Four pojawił się człowiek, który podzielił ich ostatecznie: Allen Klein. Dziś oddaję w Wasze ręce fascynujący, szczegółowy fragment z książki Philipa Normana „Paul McCartney: The Life”, który krok po kroku odsłania kulisy finansowego chaosu w Apple, sprowadzenie Johna Eastmana przez Paula oraz moment, w którym John Lennon jednym wywiadem wywołał ogólnoświatową panikę. Co ciekawe, w poniższym tekście pojawia się wątek Micka Jaggera, który rzekomo próbował prywatnie ostrzec Lennona przed zaufaniem Kleinowi. Jest to o tyle intrygujące, że w naszych wcześniejszych wpisach wspominałem o relacji samego Paula, który twierdził, że Jagger wcale go przed nim nie ostrzegał! Ta historyczna rozbieżność doskonale pokazuje, jak gęsta, pełna niedomówień i sprzecznych wersji była atmosfera wokół rozpadu zespołu. Oto historia o tym, jak próba ratowania majątku Beatlesów stała się początkiem ich ostatecznego końca. Zapraszam do lektury!

  



 Najbliższym odpowiednikiem rzecznika finansowego, jakiego Apple posiadało do tej pory, był dawny księgowy Briana, Harry Pinsker – człowiek, który napisał do Paula na Wimpole Street, aby poinformować go, że jest milionerem. Pinsker zasiadał w radzie nadzorczej w celu kontroli wydatków, lecz z czasem uznał to zadanie za całkowicie beznadziejne. Gdy John i Yoko pojawili się nago na okładce swojego albumu Two Virgins, zrezygnował na znak protestu, lecz obawiając się najgorszego, wyznaczył młodszego pracownika swojej firmy, Stephena Maltza, do przeprowadzenia szczegółowego audytu ksiąg spółki.

 Maltz spędził nad tym zadaniem kilka tygodni, po czym wysłał do każdego z Beatlesów pięciostronicowy list przedstawiający ponure wnioski. W czasookresie krótszym niż rok Apple wydało całe 2 miliony funtów odłożone jako odpis podatkowy, a także dodatkowe 400 000 funtów stanowiące pierwszą ratę ich zbiorowej płatności za sprzedaż własnych usług swojej firmie. Ponadto każdy z nich przekroczył stan swojego konta partnerskiego – Paul najsilniej, na kwotę 66 988 funtów – a każdego z nich czekały zobowiązania z tytułu podatku dochodowego w wysokości około 600 000 funtów.
„Zgodnie z Waszą wiedzą” – pisał Maltz – „wystarczyło jedynie podpisać rachunek, podnieść słuchawkę i płatność była realizowana. Nigdy nie interesowało Was, skąd pochodzą pieniądze ani jak są wydawane, i żyliście w przekonaniu, że macie do dyspozycji miliony… Każdy z Was ma domy i samochody… macie także toczące się sprawy podatkowe. Wasze finanse osobiste to jeden wielki chaos. Apple to jeden wielki chaos.”

  Dla Beatlesów była to gorzka pigułka do przełknięcia. Ich próba samodzielnego prowadzenia własnych interesów – w którą przede wszystkim Paul włożył tyle energii i oddania – zakończyła się całkowitą klęską. Przysięgali, że po Brianie nigdy nie będą mieli innego menedżera, ale właśnie tego dramatycznie potrzebowali w tym momencie: kogoś, kto uporządkuje bałagan w Apple, a także psychiczny chaos, w jaki wpadli jako zespół. I potrzebowali tego w trybie natychmiastowym, zanim wykrwawi się reszta ich pieniędzy i kreatywnej witalności.  Istniał jeden oczywisty kandydat wewnętrzny. Neil Aspinall przez lata 
wypełniał większość obowiązków menedżera, będąc formalnie jedynie ich technicznym, i cieszył się jednakowym zaufaniem oraz szacunkiem całej czwórki. „Daj spokój, równie dobrze możesz wziąć te 20 procent” – ponaglał go John. Jednak Neil, ten pozornie typowy twardziel z Liverpoolu, nie miał dość pewności siebie, by oficjalnie przyjąć to stanowisko. Wybawiciela trzeba więc było sprowadzić z zewnątrz.
   

Poszukiwania rozpoczęły się na szczeblu bardziej kojarzącym się z borykającym się z problemami przedsiębiorstwem państwowym niż z rozrzutną grupą popową. John nawiązał kontakt z lordem Beechingiem, który jako dr Richard Beeching kilka lat wcześniej „zracjonalizował” brytyjską państwową sieć kolejową poprzez zamknięcie jej ogromnych fragmentów. Po przejrzeniu danych finansowych Apple Beeching zaproponował podobne lekarstwo – powinni odciąć nieefektywne gałęzie, takie jak Apple Electronics i Apple Tailoring, a skoncentrować się na dochodowym biznesie klasy Pullman, czyli Apple Records.
   Paul, co dla niego charakterystyczne, wybrał bardziej ekskluzywną drogę. Od sir Josepha Lockwooda z EMI uzyskał rekomendację do lorda Poole’a, prezesa ekskluzywnego banku inwestycyjnego Lazard’s i osobistego doradcy finansowego Królowej. Mimo całej swojej pozycji, Poole okazał się przyjaznym, życzliwym człowiekiem, który zdjął krawat, aby jego gość – gwiazda popu – poczuł się swobodniej. „Zaoferował, że uporządkuje sprawy Beatlesów i co więcej, zaoferował, że zrobi to za darmo” – wspominał Lockwood. „Ale oni nigdy nie pociągnęli tego tematu.”

Paul i Lee i John Eastman
 Stało się tak dlatego, że Paul znalazł inne potencjalne rozwiązanie znacznie bliżej domu. Ojciec Lindy, nowojorski prawnik branży rozrywkowej Lee Eastman, posiadał dziesięciolecia doświadczenia w zarządzaniu finansami wybitnych postaci ze świata show-businessu i sztuki. Jej starszy brat, John, był również prawnikiem i partnerem w rodzinnej firmie Eastman & Eastman, którą Lee założył w 1965 roku.  Choć miał zaledwie 28 lat, John Eastman posiadał talent do rozplątywania skomplikowanych problemów kontraktowych, na które cierpią przede wszystkim młodzi artyści popowi. Na swoim koncie miał już umowę, na mocy której amerykański zespół Chicago jedynie wydzierżawił swoje taśmy-matki wytwórni Columbia Records, zamiast przekazywać jej pełną własność. W późniejszym czasie reprezentował także Andrew Lloyda-Webbera w powstrzymywaniu nieautoryzowanych wykonań jego pierwszego musicalu Jesus Christ Superstar.

Paul zaproponował zatem firmę Eastman & Eastman jako „nową miotłę” Beatlesów. Z racji swoich wyjątkowych kompetencji – oraz jako pasjonat i znawca twórczości Beatlesów – do Londynu przybył John Eastman (na koszt własnej firmy), a nie jego ojciec, aby zbadać sytuację w Apple. Przybył tuż przed Bożym Narodzeniem 1968 roku, meldując się – co robiło wrażenie – w hotelu Claridge’s. „Miałem najtańszy pokój w całym obiekcie” – wspomina – „i przez cały czas pobytu nie zamówiłem do pokoju nawet Coli. Chodziło tylko o pokazanie, że [Eastman & Eastman] zatrzymują się w najlepszym hotelu w mieście, więc traktujemy sprawę poważnie.”
Wśród pozostałych Beatlesów, a zwłaszcza u Johna, pojawiła się początkowa rezerwa z powodu faktu, że ojciec Lindy nie przybył osobiście, lecz przysłał kogoś, kogo błędnie wzięli za niespełna doświadczonego juniora. Nienagannie konwencjonalny wygląd Eastmana, w przeciwieństwie do jego siostry, również wywoływał uniesienie brwi aż po hippisowską linię włosów. „W owych czasach wychodziłem z założenia, że jeśli nie potrafię myśleć jak prawnik, to mogę przynajmniej ubierać się jak prawnik, więc zawsze nosiłem garnitur.”
   Gdy już przyzwyczaili się do jego garniturów, Beatlesi byli „ogólnie nastawieni życzliwie”. Zapewne inaczej niż wyższa kadra kierownicza Apple, która była przerażona tym młodym amerykańskim intruzem i zagrożeniem, jakie stwarzał dla ich miejsc pracy. (A nie widzieli jeszcze niczego!) „Nie otrzymałem pomocy od żadnego z nich” – wspomina Eastman. „Każde drzwi były zamknięte.”
Przy Savile Row 3 zastał „firmę, z której wykrwawiały się pieniądze”. Jednak znacznie poważniejszym problemem w jego przekonaniu był sposób, w jaki Apple zostało ustrukturyzowane – z myślą o zyskach kapitałowych bardziej niż o ochronie marki Beatlesów i zabezpieczeniu ich praw autorskich w długiej perspektywie. „Brakowało zrozumienia dla wartości wielkiej kreacji. To było tak, jakby nadal oczekiwano, że ich kariera dobiegnie końca w każdej chwili.”
    Tak się złożyło, że właśnie pojawiła się okazja, by położyć akcent tam, gdzie zdaniem Johna Eastmana powinien się znajdować. Dwa lata po śmierci Briana Epsteina jego dawna firma menedżerska NEMS, przemianowana obecnie na Nemperor Holdings, nadal otrzymywała całe dochody Beatlesów (z wyjątkiem tych za pisanie piosenek) i pobierała 25 procent prowizji. Następca Briana, jego mniej dynamiczny młodszy brat Clive, początkowo obiecywał „dynamiczną ekspansję” firmy, ale nienawidził roli impresaria popowego i pragnął powrócić do swojego dawnego spokojnego życia w Liverpoolu.
   Clive oraz jego owdowiała matka Queenie, główna akcjonariuszka, otrzymali niedawno ofertę sprzedaży londyńskiemu bankowi inwestycyjnemu Triumph Investment Trust. Czuli jednak, że jako fundament i największy aktyw NEMS/Nemperor – oraz przez wzgląd na dawne czasy – Beatlesi powinni mieć prawo pierwszej ręki.

  Wykupienie firmy miało głęboki sens finansowy w czasie, gdy niewiele innych rzeczy go miało. Jednym pociągnięciem mogli zwiększyć swoje dochody o jedną czwartą – a przy okazji przejąć 7,5-procentowy udział, który Brian posiadał w ich firmie wydawniczej Northern Songs. Sir Joseph Lockwood z EMI (obok na zdjęciu) zgodził się wyłożyć całą kwotę zakupu z zaliczki na poczet ich przyszłych tantiem, oferując wystawienie Johnowi Eastmanowi czeku na 1,4 miliona funtów od ręki. Będąc pod podwójnym wrażeniem, cała czwórka podpisała list upoważniający Eastmana do wynegocjowania transakcji w ich imieniu. Był to jednoznacznie moment wymagający skrajnej dyskrecji w relacjach z mediami. Niestety John Lennon nie uznawał takich momentów. Połowie stycznia 1969 roku, podczas chłodnych sesji nagraniowych 'Get Back' w Twickenham Studios, udzielił wywiadu Rayowi Colemanowi, redaktorowi Disc and Music Echo, zazwyczaj bezpiecznemu dziennikarzowi w kwestiach obsługi prasowej Beatlesów. Nadal będąc w szoku po rewelacjach Stephena Maltza, John nie potrafił powstrzymać się od wyznania wszystkiego: „Nie mamy nawet połowy pieniędzy, które ludzie myślą, że mamy. Od początku to były gruszki na wierzbie. Apple traci pieniądze każdego tygodnia, ponieważ wymaga twardej ręki dużego biznesmena. Jeśli tak dalej pójdzie, wszyscy będziemy bankrutami za sześć miesięcy. Apple potrzebuje nowej miotły i wielu ludzi tam będzie musiało odejść.”

    Nagłówek Disc and Music Echo z tamtego tygodnia: „JOHN LENNON MÓWI, ŻE BEATLESI SĄ W KRYZYSIE FINANSOWYM”, wywołał chyba jeszcze większy światowy szok, konsternację i rozczarowanie niż „JOHN LENNON MÓWI, ŻE BEATLESI SĄ POPULARNIEJSI OD JEZUSA”. Wizja Beatlesa bez nieograniczonego złota w kieszeni była równie niewyobrażalna jak wizja archanioła z nieświeżym oddechem. Sam John nie robił nic, by się wycofać, wywołując podwójne przerażenie słowami dla Rolling Stone, że „zostało mu ostatnie pięćdziesiąt tysięcy” (co współcześnie odpowiadałoby komuś narzekającemu, że zostało mu ostatnie pół miliona). Wśród kierownictwa Apple zapanowała rozpacz, że John rozgłosił trudne położenie firmy dokładnie wtedy, gdy podejmowano aktywne kroki zaradcze. Tylko Paul pomyślał o zwykłych pracownikach – sekretarkach i urzędnikach, którzy nie trwonili pieniędzy Beatlesów, lecz pracowali po godzinach za przeciętne pensje bez dodatkowych przywilejów, a mimo to poczuli się objęci potępieniem Johna i groźbą masowych zwolnień.
   Kilka dni później Paul spotkał Raya Colemana na schodach przy Savile Row 3 i zafundował mu wściekły opieprz za opublikowanie pierwotnego artykułu. „To jest mała firma, a wy próbujecie ją zniszczyć!” – krzyczał. „Wiecie, że John kłapie dziobem i nie myśli tego na poważnie.”
  Wysłał także podnoszącą na duchu notatkę do personelu, zapraszając każdego, kto martwi się wydarzeniami w Apple, do pisania bezpośrednio do niego. „Nie trzeba zachowywać formalności. Po prostu to powiedzcie. Na marginesie, sprawy idą dobrze, więc dzięki – z miłością, Paul.”

  28 stycznia John i Yoko odbyli ścisłe tajne prywatne spotkanie w hotelu Dorchester z menedżerem Rolling Stonesów, Allenem Kleinem (zdjęcie). Po nim John napisał notatkę do sir Josepha Lockwooda, która w rzeczywistości stanowiła wyrok śmierci na Beatlesów. „Drogi Sir Joe” – brzmiała. „Od teraz Allen Klein zajmuje się wszystkimi moimi sprawami.”
  Trzydziestoletni Klein mógł twierdzić, że na swój sposób zrewolucjonizował muzykę pop równie całkowicie jak Beatlesi. Przed jego pojawieniem się artyści nagrywający uważali za zaszczyt sam fakt przebywania w dużej wytwórni i akceptowali głodowe stawki tantiem oraz sklerotycznie powolne wypłaty jako nieuniknioną cenę. Klein zakończył ten odwieczny przekręt, zmuszając firmy fonograficzne do wypłacania jego podopiecznym dużych sum z góry, zamiast ochłapów po latach. Władza przesunęła się zatem z wytwórni na artystę, a zaangażowane pieniądze wystrzeliły w kosmos.
   Urodzony w skrajnej biedzie w New Jersey i wychowany w żydowskim sierocińcu, Klein zaczynał jako księgowy z własną, unikalną niszą. Dzięki nieprzejrzystym i często krętackim praktykom księgowym firm nagraniowych, wiele wielkich nazwisk było winnych ogromne sumy w zaległych tantiemach, o czym nie mieli zielonego pojęcia. Klein wchodził jak pies gończy i najczęściej znajdował należne im tysiące lub setki tysięcy dolarów. W rezultacie stał się znany jako „Robin Hood Popu” – człowiek, który potrafił wyczarować fortuny dosłownie z powietrza. Krępy, z przetłuszczonymi włosami i obcesowy, pielęgnował wizerunek ulicznego cwaniaka z nutą kolesia z mafii. Jego bezwzględność i opryskliwość były równie spektakularne jak jego wyniki. Choć złożył pierwszą niezdarną ofertę Beatlesom już w 1964 roku, Klein zawdzięczał swoje wejście do brytyjskiego popu Stonesom, dla których wywalczył zdumiewającą zaliczkę w wysokości 1,25 miliona dolarów przy odnowieniu kontraktu z wytwórnią Decca w 1965 roku. Beatlesi nigdy nie otrzymali żadnej zaliczki od EMI, a dwa lata później, gdy Brian Epstein renegocjował ich kontrakt, nadal nie uważano, że na nią zasługują.
   Paul szczególnie zazdrościł Stonesom umowy z Deccą i – ironicznie w świetle tego, co miało nastąpić – sugerował, aby Brian znalazł sposób na wciągnięcie Kleina do zarządzania Beatlesami. Krążyły plotki o fuzji NEMS z nowojorską firmą Kleina, ABKCO Industries, zanim Brian zdołał odeprzeć to zagrożenie. Od tamtej pory Klein pozyskał szereg innych dużych w Ameryce brytyjskich wykonawców, w tym Donovana, Herman’s Hermits i The Animals, przez cały czas nie kryjąc swojego ostatecznego celu.
Teraz artykuł „JOHN LENNON MÓWI, ŻE BEATLESI SĄ W KRYZYSIE FINANSOWYM” nagle przybliżył ten cel na wyciągnięcie ręki.
   Podczas tajnego spotkania w Dorchester Klein rozegrał Johna z mistrzowską precyzją, przedstawiając się przede wszystkim jako bezgranicznie oddany fan, który zna każdą piosenkę Lennona i potrafi wyrecytować wszystkie ich teksty słowo w słowo. Wykazał się ponadto mądrością, deklarując podziw dla sztuki Yoko, wyrażając zszokowanie i niedowierzanie, że nigdy nie było wielkiej wystawy jej prac, oraz obiecując zorganizowanie takowej, bez względu na to, jak zakończy się obecna rozmowa.
 Przestudiowawszy wcześniej Johna, Klein wiedział dokładnie, jakimi kartami zagrać i zagrał nimi ekspercko: swoim ubogim dzieciństwem, wychowaniem przez ciotkę (tak jak John), swoją niezłomną drogą na szczyt zawodu wbrew snobizmowi i uprzedzeniom, swoimi krucjatami przeciwko oszustwom przemysłu muzycznego, których beneficjentami był między innymi jeden z wielkich idoli soulowych Beatlesów, Sam Cooke. Stamtąd nastąpiło najgładsze przejście do uwagi, że żaden Beatle, a zwłaszcza ten konkretny, nie powinien nigdy znaleźć się w sytuacji, w której zostaje mu ostatnie pięćdziesiąt tysięcy. 

    Kilka dni później, w sali posiedzeń zarządu Apple, John przedstawił Kleina pozostałym trzem jako odpowiedź na wszystkie ich problemy. Spotkanie trwało tak długo, że Paul wstał i wyszedł, mówiąc, że życie to coś więcej niż siedzenie przy stole. George i Ringo zostali i obaj zostali po kolei przekonani przez Kleina.
   Podobnie jak John, polubili jego rzeczowy styl i cięty dowcip, a także byli rozbawieni, lecz uspokojeni jego zdecydowanie nierockandrollowym wyglądem (George uważał, że wygląda jak Barney Rubble z Flintstonów). Przede wszystkim jednak zapalili się do jego obietnicy uczynienia ich bogatymi ponad wszelkie wyobrażenia, wyrażonej pikantnym akronimem: „Nie powinniście nawet musieć myśleć o tym, czy możecie sobie na coś pozwolić. Powinniście móc powiedzieć FYM – Fuck you, money.”
  Paul dowiedział się o zatrudnieniu Kleina, gdy przybył do Apple następnego dnia. Jasne było, że nie mógł się zgodzić, skoro poprosił już ojca i brata Lindy o wykonanie tej samej pracy i sprowadził tego drugiego przez Atlantyk, aby zaczął działać. Poza tym wszystko w Kleinie, co podobało się Johnowi, George’owi i Ringo, miało go zreorganizować i zniesmaczyć: tłuste włosy, nylonowe golfy, fajka buchająca dymem o zapachu śliwek z kremem.

 


   Z pomocą Eastmanów Paul dowiedział się również, że w Nowym Jorku reputacja Kleina sięgnęła dna. Niedawno kupił niemal upadłą wytwórnię Cameo-Parkway (która niegdyś zarobiła miliony na „Let’s Twist Again” Chubby’ego Checkera), a następnie próbował sztucznie zawyżyć jej wartość, rozprzestrzeniając fałszywe plotki, że różne zamożne firmy muzyczne, w tym brytyjskie Chappell & Co., zawzięcie rywalizują o jej przejęcie. W rezultacie obrót akcjami Cameo-Parkway został zawieszony przez Nowojorską Giełdę Papierów Wartościowych, a Klein stanął w obliczu dochodzenia prowadzonego przez organ regulacyjny, Komisję Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). Jakby tego było mało, jego firma ABKCO była uwikłana w około 50 procesów sądowych, podczas gdy on sam miał kłopoty z urzędem skarbowym z powodu seryjnego nieskładania deklaracji podatkowych.  
   Jednak podzielenie się tymi informacjami z Johnem, George’em i Ringo okazało się całkowicie bezużyteczne. Jeśli już, to uznali za plus fakt, że Klein jest tak złej sławy na własnym podwórku – stanowiło to dla nich potwierdzenie, że jest dokładnie tym twardzielem, którego potrzebują. Plotki, że może być powiązany z mafią (które sam podsycał, mimo że był żarliwym Żydem bez żadnych znanych powiązań ze światem przestępczym), tylko zwiększały jego atrakcyjność, zwłaszcza dla Johna.
   Istniał jeden potężny głos przeciwko Kleinowi, na który Paul mógł powołać się o wsparcie i który, jak sądził, nawet John musiałby wziąć pod uwagę. The Rolling Stones, niegdyś gwiazdy stajni Kleina, stawali się coraz bardziej niezadowoleni z jego zarządzania i już wtedy potajemnie spiskowali, by się go pozbyć. Do końca 1969 roku, z powodu jego osobliwych metod rozliczeniowych, cały zespół miał się znaleźć w sytuacji, w której był winien tak ogromne kwoty z tytułu brytyjskiego podatku dochodowego, że jedyną alternatywą dla bankructwa była emigracja do Francji. Stonesowi „Lennon i McCartney” – Mick Jagger i Keith Richards – mieli również odkryć, że Klein posiada prawa autorskie do ich największych hitów, takich jak „Satisfaction”, „Get Off of My Cloud” i „19th Nervous Breakdown”, które potajemnie wykupił lata wcześniej od ich poprzedniego menedżera, Andrew Oldhama.

Mick Jagger, Keith Richards i Allen Klein.

   Paul słyszał o problemach Stonesów z Kleinem od Micka Jaggera i na jego prośbę Jagger przyszedł do Apple, aby porozmawiać z pozostałymi Beatlesami (idąc tam z biura Stonesów nieopodal Piccadilly, które dla kontrastu było wzorem wydajności i oszczędności). Spodziewał się spotkać z Johnem, George’em i Ringo na osobności, tymczasem zastał Kleina siedzącego z nimi przy stole w sali konferencyjnej; nie będąc zwolennikiem konfrontacji, udał, że to tylko wizyta 
towarzyska i wyszedł po kilku minutach. Później zadzwonił do Johna do domu i błagał go, by nie popełniał „największego błędu swojego życia”. Ale John odmówił słuchania.
   3 lutego Beatlesi upoważnili Kleina do przeprowadzenia własnego audytu ich finansów. Paul zdecydowanie sprzeciwił się temu pomysłowi, ale ustąpił, gdy został przegłosowany. Jak wyjaśnił w zeznaniu przed Sądem Najwyższym dwa lata później: „Niezwykle zależało mi na tym, by nie sprzeciwiać się woli pozostałych trzech, chyba że na uzasadnionych podstawach. Uznałem więc za właściwe wzięcie udziału w dyskusjach dotyczących ewentualnego powołania Kleina, chociaż ani trochę nie chciałem go jako mojego menedżera.”
   Pierwotny pomysł zakładał, że dwie rywalizujące ze sobą nowe miotły będą pracować jako zespół. Gdy Klein rozpoczynał swój audyt, John, George i Ringo zgodzili się na propozycję Paula, aby Lee i John Eastman zostali mianowani głównymi radcami prawnymi Apple i ich samych. Księgowi i prawnicy pełnią całkowicie odmienne funkcje, a ich obsługa tego samego klienta jest standardową praktyką, na której klient zwykle zyskuje. Nie było jednak żadnych szans na to, by Klein i John Eastman pracowali jako wzajemnie pomocni koledzy. „Od samego początku byliśmy w opozycji” – mówi Eastman, choć zaprzecza historiom o obrzucaniu się wyzwiskami i wulgaryzmami w starciach godnych kortu centralnego na Wimbledonie. „Jestem całkiem cierpliwym gościem. W trakcie wszystkich naszych kłótni ani razu nie podniosłem głosu.”
   Eastman sfinalizował w tym czasie pozornie prostą transakcję, w ramach której Beatlesi – poprzez Apple – mieli przejąć firmę menedżerską Briana Epsteina, NEMS, przemianowaną niedawno na Nemperor Holdings. „Rodzina Epsteinów twierdziła, że Brian zawsze chciał, aby chłopcy ostatecznie stali się właścicielami NEMS, więc nie było mowy o tym, by wybrali konkurencyjnego oferenta [Triumph Investment Trust] zamiast Apple. Sytuacja wyglądała tak, że w Nemperor znajdowało się około pół miliona funtów, których Epsteinowie nie mogli wypłacić bez utraty większości z nich w podatkach. Mieliśmy dać im to pół miliona za całą firmę.”

   Jednak Klein zbagatelizował warunki Eastmana, twierdząc, że ma własną strategię przejęcia Nemperor „za darmo”. Negocjacje utknęły w miejscu, a życzliwość pozbawionej gotówki rodziny Epsteinów wyparowała. W lutym 1969 roku Clive Epstein sprzedał firmę Triumph Investment Trust za kombinację gotówki i akcji. Klein natychmiast wykonał telefon z groźbami do prezesa Triumpha, Leonarda Richenberga, twierdząc, że NEMS/Nemperor jest winne Beatlesom ogromne sumy w zaległych opłatach, które będą dochodzone przed sądem, chyba że Triumph zrzeknie się prawa do 25 procent ich dochodów. Poinstruował również sir Josepha Lockwooda z EMI, aby nie przekazywał kolejnej wypłaty tantiem Beatlesów (około 1,3 miliona funtów) do Nemperor Holdings, lecz bezpośrednio do Apple. Po wstępnym starciu przed sędzią Sądu Najwyższego, Richenberg zdecydował się rozstrzygnąć sprawę pozasądowo – Nemperor zrzekło się swojej jednej czwartej udziału w dochodach Beatlesów w zamian za 800 000 funtów plus jedną czwartą z owego 1,3 miliona. „To był absolutnie katastrofalny finał dla Beatlesów” – mówi John Eastman – „skoro mogli mieć tę firmę za pół miliona.”
   Klein zdołał jednak przedstawić to jako zwycięstwo i na początku marca zwołano spotkanie zespołu, aby przegłosować jego powołanie na stanowisko menedżera handlowego (business manager). Paul odmówił udziału, wysyłając w zamian swojego adwokata, Charlesa Cormana, aby zarejestrował symboliczne „Nie”. „Byłem bardzo zdenerwowany tym, jak Beatlesi na mnie zareagują” – wspomina Corman. „Ale John Lennon po prostu spojrzał na mnie i powiedział: »A gdzie masz swoją gitarę basową?«”
 

 Choć tytulatura „menedżera handlowego” nie była w pełni totalitarnym tytułem, jakiego dążył Klein, dała mu mandaty do zrobienia porządków w Apple, tak jak obiecał. Wszystkie uboczne gałęzie, jakkolwiek drogie wydawałyby się wcześniej temu czy innemu Beatle’owi, zostały natychmiast odcięte. Szybko stało się jasne, że Klein był równie zdeterminowany, by eliminować potencjalnych rywali, jak i redukować marnotrawstwo. Apple Records ucierpiało więc na skutek drastycznych cięć pomimo swoich sukcesów, a dwaj ludzie, którzy tworzyli zwycięski zespół Paula, opuścili Savile Row 3 bez żadnego wstawiennictwa z jego strony. Szef wytwórni Ron Kass otrzymał hojne, złote odprawy i objął analogiczne stanowisko w MGM Records w Los Angeles. Peter Asher odszedł razem z nim jako szef działu A&R, po czym został menedżerem pierwszego wykonawcy zakontraktowanego przez Apple, Jamesa Taylora, robiąc spektakularną karierę jako niezależny producent Lindy Ronstadt i innych wielkich nazwisk w latach 70.

    Bycie bliskim kumplem Johna czy Paula – a nawet Johna i Paula – nie stanowiło żadnej pomocy w momencie, gdy rządy przejął Klein. Po spędzeniu roku nad rozwojem szkoły Apple, ich dawny przyjaciel z Liverpoolu Ivan Vaughan dowiedział się, że pomysł został porzucony. Podobnie Paul nie wyraził sprzeciwu, gdy zamknięto wytwórnię słowa mówionego Zapple, zostawiając Barry’ego Milesa na lodzie w Nowym Jorku w połowie sesji nagraniowej z Allenem Ginsbergiem. Podobnie jak pozostali Beatlesi, czuł, że musi zacisnąć zęby i przyjąć lekarstwo, jakkolwiek wstrętne – ono samo oraz podająca je pielęgniarka – by nie było. Wśród pierwszych zwolnionych przez Kleina znalazł się Alistair Taylor, który był asystentem Briana jeszcze za czasów liverpoolskich i robił dla Paula wszystko, co wyobrażalne – od szukania domu po pozowanie jako „jednoosobowa orkiestra” w jego pierwszej reklamie Apple. Kiedy jednak Taylor zadzwonił na Cavendish, błagając o zachowanie pracy, Paul wolał nie podchodzić do telefonu.


Niebawem dalsza część na ten temat...

                                                        Long, Long Time Ago ...



 


Historia The Beatles
History of  THE BEATLES






 


PAUL - "MOONKBERRY MOON DELIGHT"

 

 

.

W ostatnich dniach na blogu zrobiło się bardzo gorąco wokół dramatycznych wydarzeń z 1970 roku – przyjrzeliśmy się sądowej batalii Czwórki z Liverpoolu, wywiadowi Johna dla Rolling Stone oraz dzisiaj słynnej wkładce promocyjnej z debiutanckiego albumu „McCartney”, w której Paul oficjalnie ogłosił światu koniec The Beatles. Idąc dokładnie tą samą chronologiczną ścieżką, chcę dziś przypomnieć Wam wpis sprzed lat, który przenosi nas o krok dalej – do maja 1971 roku i premiery arcydzieła, jakim do dziś pozostaje płyta „RAM”  To dla mnie album absolutnie wyjątkowy, także z powodu jednego konkretnego utworu: „Monkberry Moon Delight”. Ta szalona, surowa, wręcz obłąkańcza wokalnie kompozycja od zawsze niezmiennie zajmuje miejsce w moim ścisłym TOP 5 ulubionych solowych piosenek Paula McCartneya. Zapraszam do ponownej lektury tej muzycznej podróży i powrotu do czasów, gdy Paul – mimo pęknięcia w sercu zespołu – tworzył rzeczy genialne i absolutnie niepowtarzalne! Post poświęcony tej piosence opublikowałem po raz pierwszy 20.02. 2013. 13 lat temu. Pewnie dzisiaj mógłby wyglądać inaczej, niemniej wszystkie zawarte w nim informacje są aktualne i prawdziwe. 


Album: RAM
Kompozycja: Paul i Linda McCartney
Producent: Paul i Linda McCartney
Miks: Eirik Wangberg 
Wytwórnia: Apple
Nagrana: październik 1970-kwiecień 1971 w Columbia Recording Studios, Nowy Jork, A&R Recording Studios, Nowy Jork, Sound Recording Studios, Los Angeles (miejsca nagrywania całego albumu 'RAM')
Wydana: 21 maja 1971 (UK), 17 maja 1971 (USA)
Długość: 5:22
 
 







 
Obsada:
Paul – wokale, fortepian, bass gitara
Linda – chórki
Dave Spinoza / Hugh McCracken - gitary
Denny Seiwell - perkusja

Piosenka z pozycji nr 68 na moim topie singli. Jedna z moich ulubionych piosenek Paula, majstersztyk wokalny oraz instrumentalny. Klasyk ale tak rzadko emitowany w radiu, a to jest przede wszystkim genialna radiowa piosenka. Jest dla mnie niezrozumiałe, dlaczego ta piosenka nie została wydana na singlu! Potencjał tej piosenki dostrzegł bardzo szybko Norman Smith, jeden z pierwszych inżynierów dźwięki The Beatles, który wydał ją na swoim singlu tuż po ukazaniu się albumu 'Ram'. Norman użył pseudonimu Curtiss Mason. Posłuchać możecie jej tutaj.
 Zawarta na chyba najbardziej hippisowskim a może i jedynym takim, wydawnictwie Paula, gdy wreszcie wyciągnięty przez dziennikarzy ze swojej farmy do "życia" zabrał się za muzykę i życie, za układanie siebie na nowo bez Beatlesów. Zarośnięty, nieogolony - jak wspominała Linda - czasem przez wiele dni bez kąpieli, opuszczony i zagubiony. Jeden z najbardziej płodnych kompozytorów bał się przyszłości bez trójki przyjaciół. 
sucking... no, może nie Monkberry Moon Delight
Gdy dziennikarze pojechali go odwiedzić na jego szkockiej farmie, wygonił ich, oblał gorącą kawą, ale po kilkunastu minutach przeprosił, zawołał z powrotem i wpuścił do domu. Paul żyje – głosiły na drugi dzień wszystkie brytyjskie gazety (nawiązując do tzw. słynnej afery „ze śmiercią Paula” i istnieniem w zespole jego sobowtóra). 
Nieprzetłumaczalny tytuł – nazwa rodzinnego drinka lub szkockiej whiskey domowej roboty – to znakomita melodia,z wyrafinowaną aranżacją, unikalnym motywem gitarowo - klawiszowym (podobnie jak pierwszy akord w „A Hard Day's Night”), niemożliwym do odtworzenia w dziesiątkach coverów songu, piosenka nigdy także nie zagrana na żywo.
 
 


 
PAUL [2026]: Niewykluczone, że byłem pod wpływem czegoś, co wcześniej spaliłem! Ale sama historia wyglądała inaczej. Kiedy nasze dzieci były małe, jak to maluchy, przekręcały niektóre wyrazy. I na mleko (milk) mówiły monk: „Tatusiu, mogę prosić trochę monka?”. [parsknięcie] Monk oznaczało więc mleko. A ja myślałem akurat o koktajlu mlecznym (milkshake). Z połączenia słów milk, berry, monkberry i moon powstała więc w mojej głowie nazwa fantazyjnego koktajlu mlecznego. Wyobraziłem go sobie, a potem po prostu popłynąłem z tekstem, bo słowa tej piosenki są kompletnie zwariowane. „Siedziałem na strychu z pianinem w nosie... „Keczup!”. [śmiech] Wiem, to po prostu czysta zabawa słowem, ale kiedy patrzę dziś wstecz na tego typu piosenki, myślę sobie, że chciałbym nadal pisać takie rzeczy. To był po prostu taki zwariowany okres. W każdym razie w mojej wyobraźni Monkberry Moon Delight to koktajl mleczny.
 
Przypuszczam, że ze względu na wysokie wymagania wokalne jakie stawia przed śpiewającym, ponadto Paul śpiewa tutaj na kilku naraz ścieżkach, nagrany i pojedynczo i zdublowany i po prostu ściera tutaj gardło - podobnie jak w "Oh Darling" – co mogłoby być dość ryzykowne w czasie wykonywania songu na żywo (nigdy te dwie piosenki nie zostały wykonane na żywo przez McCartneya). Piosenka to także przykład zabawy słowami, wieloznacznością wyrażeń, rymami. Paul udowadnia, że to nie tylko domena Johna z Beatlesów. Z niezrozumiałych dla mnie powodów utwór nie wydany na singlu, dla mnie zdecydowanie lepszy niż banalny “Uncle Albert/Admiral Halsey”. Zakończenie utworu, długo gasnący refren, to patent ex-Beatlesa, wykorzystany w “Hello Goodbye” oraz w “Hey Jude”.
 

 
 
Pintaadaptor (Instagram): Czym różniło się pisanie na farmie w Szkocji od pisania w studiach, takich jak Abbey Road?
PAUL: Ze względu na styl życia, który prowadziliśmy był swobodny. Beatlesi byli świetni i bardzo mi się podobało, ale nie mogę osobiście powiedzieć, że tak samo pisałem jak na farmie. Nie mogłem pojechać do Szkocji na kilka miesięcy. Jeśli byłeś w The Beatles, musiałeś nagrywać płyty i pracować. Ale kiedy udaliśmy się do Szkocji, mieliśmy bardzo swobodny, hipisowski styl życia. Oznaczało to, że mogłem siedzieć w kuchni, w małym wiejskim domu z biegającymi dookoła dzieciakami, a ja siedziałem z gitarą, wymyślając wszystko, co mi się podobało. Na przykład „Three Legs” improwizowałem w stylu bluesowym, a potem bez żadnego związku zaśpiewałem: „mój pies ma trzy nogi, ale może biegać”, co oznaczało, że nie wszystko musi być idealne, ale nadal może działać. A potem dodałem słowa „wlatuje mucha” i jestem pewien, że tak się stało przy otwartym oknie w Szkocji! Jestem przekonany, że mucha rzeczywiście wleciała a ja sobie pomyślałem „w porządku, jesteś w piosence!” „Mucha wlatuje, mucha odlatuje”. Tak więc, to był swobodny okres i myślę, że to słychać w nagraniach. Zawsze myślę, że wielu młodych ludzi chciałoby żyć w taki sposób jaki wtedy żyliśmy. Uciekliśmy od ograniczeń społecznych. To dlatego ludzie wyprowadzają się na wieś lub zajmują się ogrodnictwem i innymi podobnymi rzeczami. To świetna okazja w życiu, aby zrobić coś innego. 

PAUL: Kiedy moje dzieci były małe, używały określenia 'monk' (mnich) na nazywanie tak mleka, z jakiegoś tam powodu, który tylko one znały. Uważam, że to magiczne, że dzieciaki umieją tworzyć lepsze nazwy dla rzeczy, od tych rzeczywistych. Czasem, z Lindą używamy też takich 'dziecięcych' określeń do nazywania różnych rzeczy. Tak więc, monk był zawsze mlekiem, a moonkberry moon delight było fantastycznym drinkiem, coś w rodzaju Love Potion Nr 9 
(Miłosny Napój nr 9, znany tytuł piosenki - RK)... To był fantastyczny mleczny shake.
 
Piosenka - podobnie jak 'Glass Onion' z albumu „The Beatles” (Biały Album) – stanowiło w owym czasie niezwykłe wyzwanie dla fanów, doszukujących się ukrytych (często autobiograficznych – wszak nośne było wciąż hasło: Paul Is Dead) znaczeń w każdym słowie lub zwrocie. Niepotrzebnie. Była to tylko fantastyczna podróż Paula po zakamarkach własnej wyobraźni.
Na koniec dodam, że dla mnie wiele specyficznego uroku dodaje piosence śpiewająca w niej Linda. Głos Pani McCartney znakomicie tutaj uzupełnia śpiew męża, jego barwa i figlarność to duży atut piosenki, choć Linda podśpiewuje sobie tutaj niby niewiele (tylko jako echo w refrenie oraz intonuje melodyjne „pa pa”). Przypuszczam, że oboje małżonków znakomicie się bawiło nagrywając ten utwór, jak i całą płytę.Paul był tutaj przy realizacji całego albumu producentem i muzykiem grającym na większości instrumentów.



W opisie albumu Linda widnieje obok Paula jako współproducent, ale przypuszczam, że Paul wzorował się na tym co robią razem John i Yoko (zazdrościł popularności jako małżeństwo i jako przeciwwagę chciał powołać do życia publicznego drugi taki duet małżeński ex-Beatlesów?), wątpię by wierzył w zdolności muzyczne, artystyczne czy producenckie swojej żony.
-------------
Fleur (Facebok): Jak przebiegała współpraca z Lindą? Czy to było podobnie jak z Johnem?
PAUL:  Nie, to była dużo luźniejsza forma. Głównie coś pisałem, ale Linda nie grała na gitarze, i nie mieliśmy fortepianu. Bawiłem się na gitarze i mogłem powiedzieć: „zaśpiewajmy razem”. Linda podsuwała mi sugestie, śpiewała ze mną, ale to nie była taka formalna rzecz jak z Johnem, gdy dwie osoby siedziały z zamiarem napisania piosenki. Z Lindą siedziałem w kuchni, a ona dorzucała sugestie, dzięki czemu stała się współautorką.
Brendan (Twitter): Lindy harmonie na tym albumie są wybitne. Czy zajęło wam dużo czasu aby tak brzmiały, czy Linda była naturalnie świetna od samego początku?
PAUL:   Cóż, pracowaliśmy nad tym. Ponieważ tak właśnie robisz, kiedy pracujesz nad płytą, chcesz żeby brzmiała dobrze. Linda powiedziała mi, że była członkinią szkolnego chóru (glee club) w Ameryce. Podobnie jak w serialu „Glee”. Nigdy wcześniej nie słyszałem o „glee club”, bo w Wielkiej Brytanii nie mieliśmy czegoś takiego. Wyjaśniła mi, że śpiewali razem i chodzili do szkolnej dzwonnicy, ponieważ miała dobrą akustykę. Wiedziała o pewnych rzeczach, więc jeśli chodziło o pisanie i nagrywanie, naturalnie śpiewała harmonie albo ja jej sugerowałem. A potem udawaliśmy się do studia i staraliśmy się mocno, by wyszło to bardzo dobrze. Patrząc wstecz na nasze wspólne nagrania, myślę że nasze harmonie były naprawdę indywidualne i wyjątkowe. Prawdopodobnie dlatego, że Linda nie była zawodową piosenkarką, co dało jej niewinność w tonie, który pobrzmiewa w płytach. Śpiewałem: ‘hands across the water’, a ona powtarzała ‘woda, woda’ z zabawnym amerykańskim akcentem. Bawiliśmy się dobrze przy nagrywaniu.
 
 

PAUL: Bardzo lubiłem "Monkberry Moon Delight". Zamieściłem nawet ten tekst w moim zbiorku poezji.
 
(Pytanie na muzyka na Twitterze o "Monkberry Moon Delight"): Wspomniałeś, że Screamin 'Jay Hawkins miał wpływ na tę piosenkę. Czy były jakieś inne wpływy na albumie?
PAUL:  Jestem pewien, że tak było, ponieważ jest wielu artystów, którzy mają wpływ na wszystko co robię. Na piosenkę „Three Legs” mieli wpływ bluesowi artyści, a na „Smile Away” mieli wpływ ludzie jak Jerry Lee Lewis. Na wokale zawsze ktoś ma wpływ, ale Screamin’ Jay Hawkin zdecydowanie na „Monkberry Moon Delight”. Chodzi mi o to, że jak pierwszy raz usłyszeliśmy „I Put A Spell On You”, nie mogliśmy w to uwierzyć, ponieważ zaczyna się względnie rozsądnie, a potem całkowicie się zatraca. Możesz sobie wyobrazić nas jako małych dzieci, słuchających tego i myślących, że to jest fantastyczne. 

Drugą piosenką z albumu 'Ram', którą McCartney zamieścił w zbiorku to 'Heart Of The Country'.
Poniżej tekst, nawet się nie siliłem na jego tłumaczenie, bardzo dosłowne ukazuje naprawdę surrealistyczny i dowcipny tekst. Znakomita zabawa może mniej podwójnymi znaczeniami, ale bardziej brzmieniem fonetyki (ketchup, Catch up),zakręcone rymy, tekst dobrany tak by się w nie wkomponowywał.
Wskazówka czym jest 'Monkberry Moon Delight' pada w środku utworu: Of two youngsters concealed in a barrel, Sucking Monkberry Moon Delight (dwóch młodziaków ukrytych w beczce sączy Monkberry Moon Delight). Barrel to nazwa takich beczkowych boksów ale i stolików w szkockich pubach. Swego czasu otwierano takie w Polce (Highlandery) gdzie serwowano ciemne imbirowe piwa (także irlandzkie Guinessy).
 

 
 

So i sat in the attic, a piano up my nose,
And the wind played a dreadful cantata.
Sore was i from a crack of an enemy's hose
And the horrible sound of tomato.

 

Ketchup,
Soup and puree,
Don't get left behind.
Ketchup,
Soup and puree,
Don't get left behind.


When a rattle of rats had awoken
The sinews, the nerves and the veins.
My piano was boldly outspoken
In attempts to repeat this refrain.

So i stood with a knot in my stomach,
And i gazed at that terrible sight,
Of two young sters concealed in a barrel,
Suckin' monkberry moon delight, ho!
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight.


Well, i know my banana is older than the rest
And my hair is a tangled beretta. (beretta, beretta)
But i leave my pyjamas to billy budapest,
And i don't get the gist of your letter.

Catch up,
Catch some kittens,
Don't get left behind.
Catch up,
Catch kittens,
Don't get left behind.

Oh - monkberry moon delight, yeah,
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Oh, oh, oh, oh, oh, oh,
Monkberry moon delight, yeah, yeah, yeah,
Monkberry moon delight,
Oh, monkberry moon delight,
Oh, monkberry moon delight,
Monkberry moon delight, oh-oh,
Monkberry moon delight
Suckin' monkberry moon delight,

Monkberry moon delight,
Ah, monkberry moon delight, yeah, yeah,
Monkberry moon delight, oh, oh, oh, oh, Oh, oh, oh, oh, oh....
Uh, monkberry moon delight.
"try some of this, honey!
"what is it?"
Monkberry moon delight, ah, ah, ah, Ah, (ooh) monkberry moon delight,
Uh, monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight, ...





BONUS o piosence: ORKIESTROWO i
oraz nieoficjalnym remix.


Dziś pierwszy post w 2021 i trochę inny. "Monkberry Moon Delight" - tajemniczy tytuł mlecznego koktajlu z domu McCartney'ów na szkociej farmie, gdzie zamieszkał muzyk z Lindą i jej córeczką, odcinając się od traumy po rozpadzie The Beatles, a on choć pierwszy ogłosił o tym, najbardziej to przeżywał.
Macca nigdy nie odważył się wykonać ten utwór publicznie, podobnie jak beatlesowskie "Oj, Darling!". Że zrozumiałych powodów. W czasie nagrywania ich muzyk wcześniej 'zdzierał' sobie głos,  by uzyskać 'chropowatą' barwę głosu, stąd po nagraniu każdego podejścia do utworów głos wymagał sporego odpoczynku, a to uniemożliwiały przecież koncerty. 
Dynamika obu utworów wykluczała - i słusznie - ich przeróbki na potrzeby publicznych wykonań, stąd w wykonaniu Paula możemy je usłyszeć tylko na albumach "Ram" i "Abbey Road". Obie piosenki omówiłem w oddzielnych postach na blogu. Proponuję clip, na który trafiłem przypadkowo na youtube.  
Na głównym wokalu: Mike Viola (amerykański muzyk, producent, śpiewał w chórkach w oryginalnym zespole, który nagrał piosenki do filmu "The Things You Do" z Tomem Hanksem), plus Tacy Bonham oraz Tim Christensen że swoim zespołem The Damn Crystals. Koncert poświęcony Paulowi, jego solowej muzyce i wykonanie mojego ulubionego solowego hitu Sir Paula naprawdę wciągające, choć gdybym miał się do czegoś w nim na siłę doczepić,  to niepotrzebne panowie włączają się w kobiecą partię Lindy z oryginału. Do tych cudnych "przeszkadzajek": pa-pa pa-pa.  Ale to sceniczny show więc wszyscy się bawią. I ok.




NIEOFICJALNY   REMIX
 I  ORKIESTROWO 
dołączony post BONUS

Na 68 miejscu mego Topu Wszech-Czasów (tutaj na blogu jest pod linkiem) jest ta piosenka Paula, ale tak gdybym tworzył ten top na nowo, to byłaby ona zdecydowanie wyżej.  40-50... To jedna z takich genialnych perełek w muzyce, którą można się naprawdę delektować bez przerwy gdyż nie nuży a wprost przeciwnie, za każdym razem - no, tak, mam na myśli siebie - zachwyca i przynosi sporo radości, choć od razu przyznam, że to nie ten rodzaj smakowania muzy, który ma miejsce choćby przy pomnikowych dziełach  Pink Floyd. Inny i jestem przekonany, że jeśli jesteście częściej na moich blogach to doskonałe wiecie co mam na myśli. Pisząc te słowa akurat słuchałem "Only Because Of You" Rogera Hodgsona. Jest także na moim topie. Środek utworu z gitarami, smyczkami i anielskimi chórami dawnego frontmana Supertramp zawsze rozdziera mi serce, gdyż dla mnie ten song to hołd muzyka dla Johna Lenonna (znowu ci Beatlesi)  czego tak naprawdę nie jestem pewien. I przyznacie, że delektowanie się tym utworem, epickim, pompatycznym to innego rodzaju radość niż ta przy radosnym McCartney'a. Ketchup, soup and pure, catch up, cats and kittens... pa,pa.
Znam na pamięć tekst utworu i gdy jadę samochodem i tylko mam możliwość nikogo nie irytować swoim śpiewem, robię to, gdyż numer Paula jest gdzieś zawsze pod ręką. Zdradzę czytającym te słowa, że w końcowej codzie utworu czekam na fragment z "sucking".... Pycha.  
Nie będę opisywał cudownego, wspaniałego i bardzo trudnego dla strun głosowych wokalu Paula w utworze, który właśnie z tego powodu nigdy nie został przez muzyka zagrany na scenie. Nie będę pisał o świetnym tekście, pełnym aluzji, zabaw słownych i zabawnych skojarzeń, surrealizmu w typie Johna, z którego Sir Paul był tak zadowolony, że włączył ten tekst w 2001 roku do "Blackbrd Singing", zbioru swojej najlepszej poezji.  Zachwycałem sięutworem we wskazanych na początku linkach.
Trochę historii. "Monkberry Moon Delight" gdy się ukazał się na "Ram" i do fanów dotarło, że Fab Four naprawdę nie istnieją,  skoro ich basista wydaje drugi solowy album, stał się,  no jakżeby inaczej, nie lada wzywaniem dla wszystkich tych fanów, którzy doszukiwali się w tekstach Wielkiej Czwórki ukrytych znaczeń, wskazówek. Wiemy dzisiaj doskonale, że nic tam nie jest ukryte, nie istniał żaden Billy Budapest a po prostu nazwisko wzięte z węgierskiej stolicy świetnie pasowało w danym fragmencie utworu. Jak 
wszystkie inne wyrazy i zwroty.
No i dlaczego dzisiaj jeszcze raz o numerze, którego r
ozszyfrowania tytułu podejmowali się w czasie moich studiów moi wykładowcy, znakomici angliści i poddawali się, mówiąc, że to co im przychodzi na myśl nie ma po prostu sensu? Po ten numer o koktajlu mlecznym nazwanym tak wg. własnych, dziecięcych skojarzeń przez jedną z córeczek McCartney'a znowu od dłuższego mnie raduje (oczywiście plus te, o których wspomniałem na blogu MTW), ale tym razem w innej wersji, którą wielu z Was może nie znać, gdyż... oficjalnie nigdy ona nie powstała, stworzona przez fana nie tylko Paula i The Beatles i cieszy nas wszystkich w tzw. nieoficjalnym obiegu. Wersja ta to nałożenie na ścieżkę z "Thrillingtona", jak wiemy całkowicie instrumentalną, ścieżki wyizolowanych wokali z "Ram". Wyszło moim zdaniem znakomicie, choć oczywiście wolę wersję oryginalną.
PAUL: Kiedy moje dzieci były małe, używały określenia 'monk' (mnich) na nazywanie tak mleka, z jakiegoś tam powodu, który tylko one znały. Uważam, że to magiczne, że dzieciaki umieją tworzyć lepsze nazwy dla rzeczy, od tych rzeczywistych. Czasem, z Lindą używamy też takich 'dziecięcych' określeń do nazywania różnych rzeczy. Tak więc, monk był zawsze mlekiem, a moonkberry moon delight było fantastycznym drinkiem, coś w rodzaju Love Potion Nr 9 (Miłosny Napój nr 9, znany tytuł piosenki). To był fantastyczny mleczny shake.

 

Skąd się wzięła? Paul czując jak bardzo po latach jest doceniany jego drugi solowy album "Ram" z 1971 roku, "odkurzył" go i wydał w kwietniu 1977 jako album wyprodukowany pod pseudonimem Percy "Thrills" Thrillington jego instrumentalną, orkiestrową wersję zatytułowaną "Thrillington". Całą aranżację wszystkich utworów z albumu, wzorując się na materiale z "Ram" wykonał Richard Anthony Hewson, który zaaranżował orkiestrację do utworów The Beatles "I Me Mine" oraz "The Long and Winding Road". Całe nagranie zajęło Hewsonowi i wynajętym muzykom tylko trzy dni. Paul nadzorował całą produkcję, ale nie zagrał tym razem na żadnym instrumencie. Podobnie jak w przypadku wydawnictwa "Ram" pomagała mu w mniejszym lub większym stopniu Linda. Skąd pomysł na taką wersję swego albumu? Cóż, ex-Beatlesoa może jednak tak bardzo nie odrzuciły orkiestrację Spectora na "Let It Be", ostatnim wydanym albumie zespołu?


Napisałem, że Paul "odkurzył"go, bo choć jego orkiestrowa wersja powstała jak wiemy już w 1971 roku, to odłożona została na półkę, gdyż muzyk był już mocno zaangażowany w inny projekt, swój nowy zespół Wings. Okładka nowego albumu to oczywiste nawiązanie do okładki "Ram", z której tak bardzo naigrywał się John Lennon.Kończąc wątek albumu to powiem, że nawet jeśli dziś wydaje się to mało wiarygodne, to w momencie gdy album pojawił się na rynku 1977 został całkowicie zignorowany (do dzisiaj jest niestety niezbyt znany) i prawie nikt, nie podejrzewał, że pod nickiem Percy Thrillington kryje się sławny ex-Beatles. Paul przyznał się jawnie do autorstwa tej płyty w 1989 roku, a rok później ujawnił, że Clint Harrigan, który napisał notatkę umieszczoną na albumie to także on sam. W 2012 roku w wydanej kolekcjonerskiej wersji albumu "Ram", ku uciesze fanów na całym świecie znalazł się także "Thrillington". 
No i oryginał z jedną z najlepszych partii gitarowych jako wyrafinowany ozdobnik. Na gitarach nie Paul. Nie tym razem. Zagrali Amerykanie, Dave Spinozza (dzięki pracy nad "Ram" został zaproszony przez Johna do pracy przy albumie "Mind Games") i Hugh McCracken (był brany pod uwagę do pierwszego składu Wings, uczestniczył w nagraniu piosenki "Happy Xmas, War is Over" Johna Lennona).



 




 Historia  The Beatles
HISTORY of  THE  BEATLES