"Rubber Soul" mix 2026 już w mojej kolekcji.


 

 

Mam już album "Rubber Soul" mix 2026 i obiecany tekst o nim. Rozpakowywanie nowej płyty CD to dla mnie zawsze wyjątkowy rytuał, ale tym razem zaczęło się od porywów serca i niepotrzebnych nerwów. Kiedy zawitała do mnie paczka z Wielkiej Brytanii z najnowszym wydaniem "Rubber Soul" The Beatles, od razu włożyłem krążek do mojego odtwarzacza Philipsa. I co? Nic. Przenośny odtwarzacz tylko głośno i z trudem kręcił mechanizmem, a muzyka nie ruszyła ani na chwilę. Przeniosłem się do kina domowego – tam płyta co prawda wystartowała, ale zacinała się już od pierwszego utworu, a napęd hałasował tak, że wiedziałem jedno: płyta leci do reklamacji. Zanim jednak spakowałem ją do zwrotu, wczoraj wieczorem postanowiłem  spróbować zgrać ją na komputer, żeby chociaż móc posłuchać nowej wersji w MP3. Komputerowy napęd poradził sobie bez zająknięcia. A rano… stał się mały „cud”. Włożyłem krążek z powrotem do Philipsa i nagle gra idealnie! Oczywiście to nie komputer magicznie naprawił płytę – po prostu po długiej podróży z UK w zimowych warunkach krążek musiał nabrać temperatury pokojowej, odpocząć i ułożyć się w napędzie. Po emocjach została już tylko czysta przyjemność słuchania. 




    I jeszcze jedna rzecz, która może umknąć. Warto tu dodać małą ciekawostkę techniczną dla sprzętowych i muzycznych ortodoksów: nie wszystkie ścieżki w tym zestawie to świeże miksy z tego roku. Przy utworach z bonusowej płyty (takich jak singlowy duet „Day Tripper” i „We Can Work It Out”), a także przy samym otwierającym album „Drive My Car”, Giles Martin zastosował miksy przygotowane przez siebie i Sama Okella już w 2023 roku na potrzeby poszerzonego „Red Album” (1962–1966). Jak sam wyjaśnił niedawno w wywiadzie dla podcastu Tape Notes: „Szczerze mówiąc, zmiksowałem [Drive My Car] już wcześniej na potrzeby składanki "Red and Blue". A nie robię czegoś takiego, że wracam i miksuję coś w nieskończoność po raz kolejny. Inaczej cała ta praca stałaby się jeszcze bardziej skomplikowana niż jest”.



 
         I tu przechodzimy do sedna, czyli do tego, jak album "Rubber Soul" brzmi w nowej odsłonie z 2026 roku. O samym albumie jako o muzycznym arcydziele nie muszę Was przekonywać – znacie go na pamięć, a na moim blogu znajdziecie już osobny wpis o historii tej płyty oraz szczegółowe omówienie każdego utworu z osobna. Ponadto poniżej wklejam dla Was duże, pełne fascynujących szczegółów teksty z dołączonej do wydania książeczki: Przedmowę Johna Lennona, Wprowadzenie Paula McCartney’a oraz omówienie obszernego tekst Kevina Howletta (to jeden z najważniejszych i najbardziej cenionych na świecie ekspertów oraz badaczy twórczości The Beatles, a z zawodu wieloletni producent radiowy związany z BBC, tworzył programy dla Radio 1, 2 i 4, zdobywając za nie m.in. prestiżowe nagrody Sony Radio Awards). Warto zresztą dodać, że cała ta dołączona do albumu książeczka to prawdziwa skarbnica wiedzy. 
Oprócz wspomnianych esejów i wstępów, znajdziemy w niej niezwykle drobiazgowy opis całej zawartości wydania. Przy piosenkach z pierwszej płyty CD zamieszczono precyzyjną metryczkę każdego utworu – dokładne daty sesji nagraniowych oraz pełną rozpiskę osobową i instrumentalną (kto dokładnie, kiedy i na jakim instrumencie zagrał). Z kolei jeszcze bogatsze opisy towarzyszą drugiej płycie, zatytułowanej The Singles, Demos and Sessions Highlights. Tam, oprócz technicznych realiów nagrania, przy każdym utworze znajduje się krótki, ale niezwykle ciekawy rys historyczny opowiadający o tym, w jakich okolicznościach i warunkach powstawała dana wersja, demo czy singiel. 
Np: 
You Won't See Me
- Written by Lennon - McCartney - 3:18 • Studio version • Stereo • 2026 stereo mix - Paul McCartney : Bass, Lead vocals, Piano Ringo Starr : Drums John Lennon : Backing vocals, Electric guitar, Handclaps George Harrison : Backing vocals, Electric guitar, Handclaps George Martin : Producer Norman Smith : Recording engineer Giles Martin : Mixing engineer, Sound producer Mal Evans : Hammond organ Sam Okell : Mixing engineer Unknown : Tambourine Emile De La Rey : Head of machine learning at wingnut film - SessionRecording : Nov 11, 1965 • Studio : EMI Studios, Studio Two, Abbey Road - SessionMixing : Circa 2026 ? • Studio : EMI Studios, Abbey Road Studios • London • UK 
Wait - Written by Lennon - McCartney - 1:12 • Studio version • Take 3 – instrumental backing track - Paul McCartney : Bass Ringo Starr : Drums John Lennon : Electric guitar George Harrison : Electric guitar George Martin : Producer Norman Smith : Engineer Giles Martin : Engineer, Producer Ken Scott : Engineer Miles Showell : Mastering engineer Greg McAllister : Additional engineer Joe Wyatt : Additional engineer - SessionRecording : Jun 17, 1965 • Studio : EMI Studios, Studio Two, Abbey Road • London • UK 
 
Ode mnie tylko kilka słów o samym brzmieniu, bo tu stała się rzecz niezwykła. Jeśli usłyszycie utwory z tego wydania w radiu albo na głośniczku telefonu, w radiu, telewizorze, pewnie nie wyczujecie wielkiej różnicy w porównaniu z remasterem z 2009 roku czy wcześniejszymi edycjami. Ale załóżcie dobre słuchawki albo usiądźcie przed solidnym sprzętem stereo. Bogactwo i przestrzeń, jakie stworzono w tym miksie, po prostu porażają! Wystarczy posłuchać chociażby „Nowhere Man”. W wersjach sprzed 2026 roku byliśmy przyzwyczajeni do skrajnego rozrzucenia dźwięków (np. wokal całkowicie w jednym kanale), co było efektem ograniczeń czterościeżkowego magnetofonu z 1965 roku, z którym musiał pracować George Martin. W nowym miksie jego syn Giles Martin wykorzystał nowoczesną technologię AI (demiksowanie), dzięki której udało się rozdzielić starą taśmę na kilkadziesiąt niezależnych ścieżek.


Efekt? Wokale wreszcie znalazły się tam, gdzie ich miejsce – w samym centrum. Wspaniałe harmonie wokalne zostały pięknie i szeroko rozłożone na oba kanały oraz środek. To samo stało się z instrumentami. Co więcej – nagle w tle zaczynają wyłaniać się smaczki i detaliczne efekty instrumentalne, które przez ponad pół wieku ginęły w zbitej „ścianie dźwięku” pierwotnej aranżacji. I taka magia dzieje się tu z każdą, bez wyjątku, piosenką.
  Ja zdecydowałem się na wersję 2 CD, choć nie wykluczam dokupienia jeszcze wersji Deluxe. Druga płytka to prawdziwa gratka dla fanów – znajdziemy na niej zapisy wersji demo, wczesnych podejść pod utwory i prób studio, a także dwa genialne utwory z wydanego w tym samym czasie singla: „We Can Work It Out” oraz „Day Tripper”. Pełną zawartość wszystkich dostępnych wersji tego albumu znajdziecie na samym dole posta. Zapraszam do lektury tekstów z książeczki, omówienia tekstu Kevina Howletta oraz oczywiście do niezwykłej muzycznej podróży! Post ilustruję zdjęciami z sesji do albumu.
 Na samym końcu posta zawartość bogatszych wersji albumu.   


Przedmowa: John Lennon

W pewnym sensie dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że miłość była odpowiedzią — kiedy byłem młodszy, na albumie "Rubber Soul". Moim pierwszym wyrazem tego uczucia była piosenka „The Word”. Tym słowem jest „miłość”. „W dobrych i złych książkach, które czytałem” — nieważne, gdzie i kiedy — tym słowem jest „miłość”. Wydaje mi się, że jest to coś w rodzaju motywu przewodniego wszechświata. Wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, sprowadzało się do tego całego „love, love, love”. I właśnie zmaganie się z tym, żeby kochać, być kochanym i wyrażać to uczucie — to wszystko jest fascynujące.
 
 Zawsze traktowałem piosenki bardzo osobiście. Dla mnie to zawsze miało znaczenie. Zawsze pisałem o sobie. Jestem dziennikarzem piszącym w pierwszej osobie. Próbujemy odnaleźć dla siebie jakąś prawdę, prawdziwe uczucie. Nigdy nie można w pełni przekazać innym ludziom tego, co się czuje, ale jeśli uda nam się przekazać choć odrobinę tego, co czujemy, wtedy coś osiągnęliśmy. 
     "Rubber Soul" był albumem „trawki”, a Revolver był „kwasem”. To było trochę tak, jak pigułki wpływały na nas w Hamburgu, a alkohol wpływał na nas gdzie indziej. Chodzi mi o to, że nie byliśmy wszyscy naćpani podczas nagrywania "Rubber Soul", ponieważ w tamtych czasach nie potrafiliśmy pracować po marihuanie. Nigdy nie nagrywaliśmy pod wpływem kwasu. Wszystko, co — każdy z nas — robi, jest czymś uwarunkowane, ale muzyka zaczęła przybierać własną formę. Staliśmy się bardziej współcześni. Robiliśmy postępy zarówno technicznie, jak i muzycznie.
  "Rubber Soul"  był pierwszym albumem, nad którym całkowicie przejęliśmy kontrolę. Do tego czasu nauczyliśmy się już bardzo dużo i można to usłyszeć na każdym kolejnym albumie. Na początku musieliśmy brać to, co nam dawano. Musieliśmy nagrać wszystko w ciągu dwóch godzin, a jedna, dwie czy trzy próby wystarczały. Nie wiedzieliśmy nawet, jak uzyskać więcej basu. Dopiero uczyliśmy się technik nagrywania. "Rubber Soul" był efektem tego, że wszyscy mieliśmy już doświadczenie w studiu nagraniowym, że rozwinęliśmy się muzycznie, ale również — że poznaliśmy samo miejsce, studio oraz sposób jego działania. Byliśmy po prostu bardziej precyzyjni w tym, jak tworzyliśmy album.
   W końcu przejęliśmy studio. I przejęliśmy okładkę — i wszystko inne.

 


Wprowadzenie Paul McCartney 


  W początkach działalności The Beatles, kiedy graliśmy w klubach w Liverpoolu, nasz repertuar sceniczny składał się z coverów cudzych piosenek. Minusem tego było to, że kiedy czekaliśmy w garderobie na swoje wyjście, zespół występujący przed nami czasami grał jedną z piosenek, które sami zamierzaliśmy wykonać.
  Derry & The Seniors mieli na przykład świetną wersję „Long Tall Sally” Little Richarda, którą my również graliśmy. Stawało się to więc swego rodzaju przyjazną rywalizacją o to, kto wykona ją najlepiej.
Zdarzało się to z wieloma innymi piosenkami, więc wpadliśmy na pomysł, żeby spróbować pisać coś oryginalnego, własnego — coś, czego inne zespoły jeszcze nie słyszały, a więc czego nie mogłyby nam „podebrać” i zagrać przed nami.  Stało się to jeszcze ważniejsze, kiedy nagrywaliśmy nasz pierwszy album — który w prawie połowie składał się z coverów. Zdaliśmy sobie bowiem sprawę, że w Londynie było całkiem sporo ludzi piszących piosenki dla innych wykonawców. Zaczęliśmy więc od utworów takich jak „Love Me Do”, „P.S. I Love You”, a w końcu od naszego pierwszego numeru 1 w Anglii — „Please Please Me”.
    Później nadal głównie John i ja pisaliśmy dla zespołu oryginalne piosenki. Z czasem coraz lepiej rozumieliśmy proces nagrywania, a ponieważ nigdy nie chcieliśmy się nudzić, nasze utwory stawały się coraz bardziej różnorodne i coraz bardziej różniły się od siebie za każdym razem, gdy pisaliśmy nową piosenkę. W tym czasie spędzaliśmy również mnóstwo czasu w Londynie, podchwytując — a czasem sami wyznaczając — obowiązujące mody i muzyczne trendy. Przy Kings Road, Fulham Road i Carnaby Street powstawało wiele nowych sklepów z ubraniami. Wszystko to prowadziło do silnego poczucia grupowej tożsamości — zarówno wśród nas, jak i wielu innych zespołów pojawiających się w tamtym okresie.
  Kiedy nadeszła pora "Rubber Soul", byliśmy już w pełni zanurzeni w naszej nowej muzyce i podekscytowani nagraniami, które właśnie tworzyliśmy. Pod kierunkiem George'a Martina nasze płyty stawały się coraz mocniejsze i bardziej wyrafinowane niż wcześniejsze dokonania. "Rubber Soul" był niezwykle ekscytującą płytą do nagrywania. Muzyka, której słuchaliśmy, oraz nowe mody w dziedzinie ubioru, sztuki i literatury dostarczały nam pomysłów, które mogliśmy wykorzystać w naszej muzyce.
   
Jak zawsze, cała nasza czwórka siadała razem i dyskutowała nad tym, jak nazwać nowy album. Rozważaliśmy wiele możliwości, zanim trafiliśmy na coś, co — jak czuliśmy — najlepiej oddawało nastrój tamtego czasu. Ponieważ zawsze interesowały nas podwójne znaczenia — podobnie jak w przypadku nazwy naszego zespołu, The Beatles — wpadliśmy na "Rubber Soul". Podobało nam się, że tytuł nawiązywał do współczesnego trendu muzycznego, a jednocześnie zawierał żartobliwe odniesienie do podeszwy buta. Nasza przyjaźń z fotografem Robertem Freemanem [na zdjęciu z Johnem], który mieszkał w tym samym bloku co John, sprawiła, że był on oczywistym wyborem do wykonania zdjęcia na okładkę. Zorganizowaliśmy sesję z Robertem, a on pokazał nam jej rezultaty.
  
   Metoda, której używał w tamtych czasach, polegała na wyświetlaniu wykonanych przez niego zdjęć na białym kawałku kartonu wyciętym w kształcie i rozmiarze okładki albumu. Kiedy wybieraliśmy odpowiednie zdjęcie, kawałek kartonu przypadkowo przesunął się do tyłu, powodując, że obraz został wydłużony. Kiedy coś takiego wydarzało się w przypadku The Beatles, zamiast po prostu uznać to za błąd, chwyciliśmy się tego pomysłu i powiedzieliśmy: „To jest idealne. Jeśli wydrukujecie to w takim rozciągniętym kształcie, będzie to nawiązywało do tytułu Rubber Soul”. Robertowi spodobał się ten pomysł — i właśnie tak zrobiliśmy. Mieliśmy więc nowe piosenki, które wyraźnie odbiegały od naszego wcześniejszego stylu, oraz wydłużoną okładkę, która symbolizowała tytuł. Byliśmy bardzo dumni z piosenek, które stworzyliśmy, i do dziś uważam, że płyta, którą wówczas nagraliśmy, stanowiła zdecydowany krok naprzód w stosunku do tego, co zrobiliśmy wcześniej. Dzięki pomocy naszego znakomitego zespołu technicznego możemy teraz zaprezentować Wam nasz stary album w nowej formie.
    W tych często niespokojnych czasach wierzę, że przyniesie Wam dobrą muzykę, nadzieję, pokój i miłość — Wam wszystkim i nam wszystkim.
 
 --------

Omówienie albumu: Kevin Howlett

Tak jak wspomniałem na początku postu. Ponieważ wstawiłem już tutaj przedmowę Johna i wprowadzenie Paula, pełny tekst Kevina Howletta z książeczki do wydania Rubber Soul okazał się po prostu za długi, by wrzucać go w całości. Przetłumaczyłem więc i wyciągnąłem z niego najważniejsze wątki oraz smaczki kulisowe – oto moje skrótowe omówienie tego, o czym pisze Howlett. Niby nic nowego dla fana zespołu i obserwatora/czytelnika, niemniej Kevin,  ważny radiowy, w tym producent BBC ubrał historię "Rubber Soul" niezwykle interesująco.  Howlett zaczyna od zwrócenia uwagi na to, że "Rubber Soul" był dla The Beatles absolutnym punktem zwrotnym. Zespół przestał jedynie wzorować się na swoich muzycznych idolach i zaczął tworzyć coś zupełnie własnego. Świetnie oddaje to przytoczona wypowiedź Johna Lennona z 1973 roku, w której John porównał ich wcześniejszą twórczość do nauki krawiectwa – najpierw szyje się według gotowego szablonu, a dopiero z czasem zaczyna projektować własne ubrania. "Rubber Soul" był właśnie momentem, w którym The Beatles uszyli coś całkowicie swojego.
    Howlett przypomina też, pod jak ogromną presją powstawała ta płyta. Jesienią 1965 roku John i Ringo mieli po 25 lat, Paul 23, a George zaledwie 22 lata. A jednak spoczywał na nich ciężar niewiarygodnych oczekiwań, bo każda ich nowa płyta musiała automatycznie trafiać na pierwsze miejsce list przebojów. Wokół nich działo się wtedy absolutnie wszystko. W sierpniu 1965 roku zagrali na Shea Stadium w Nowym Jorku dla 55,6 tysiąca fanów, a John wspominał potem z rozbrajającą szczerością, że mimo gigantycznego hałasu na widowni fani „prawie słyszeli” ich grę. Otrzymali państwowe odznaczenia MBE od Królowej, co jak na tamte czasy było czymś niespotykanym w świecie muzyki pop. Lennon żartował po latach, że dostali je chyba za zasługi dla brytyjskiego eksportu, bo gdyby przyznawano je za sam rock 'n' roll, oni dostaliby wyższe orderowe stopnie, a The Rolling Stones przynajmniej MBE! Z kolei ich drugi film fabularny, "Help!", przyniósł gigantyczne zyski, ale chłopcy zaczęli czuć znużenie komercyjną machiną i odrzucali propozycje udziału w tradycyjnych programach rozrywkowych, takich jak Royal Variety Show, wybierając własną ścieżkę artystyczną.
 
 Nagrania do "Rubber Soul" trwały od 12 października do 15 listopada 1965 roku i pochłonęły ponad 100 godzin pracy, co na owe czasy było astronomiczna liczbą. Howlett zdradza kilka świetnych detali z samych sesji. Beatlesi nienawidzili pracować rano, więc przełamali sztywny, urzędniczy system EMI dzielący dzień na trzy zamknięte sesje i potrafili nagrywać głęboko w noc. Zespół zazdrościł amerykańskim płytom z wytwórni Motown czy Stax potężnego dołu i głośności, podczas gdy brytyjscy inżynierowie dźwięku panicznie bali się wchodzenia wskaźników nagrania na „czerwone pole”. Inżynier dźwięku Norman Smith zdobył nawet u Paula przydomek „Two dBs Smith”, bo ciągle powtarzał, że nie może dać więcej niż 2 decybele basu. Chłopcy na Boże Narodzenie podarowali mu spinki do mankietów z takim właśnie grawerem! Był to zresztą ostatni album nagrany z udziałem Normana Smitha, który do tego momentu zrealizował z nimi aż 100 nagrań.  
Howlett zauważa też przemianę tekstową. W czerwcu 1965 roku ukazała się druga książka Lennona z surrealistycznymi opowiadaniami (A Spaniard in the Works). John zdał sobie wreszcie sprawę, że nie musi rozdzielać swojej głowy na tę, która pisze zabawne książki, i tę, która kleci proste rymowanki o miłości – zaczął przenosić tę literacką swobodę wprost do piosenek.  W podsumowaniu Howlett pokazuje, jak "Rubber Soul" wyznaczył nowe standardy dla całej branży, bo album popowy przestał być po prostu składanką kilku singli i „wypełniaczy”, a stał się autonomicznym dziełem sztuki. Niezwykły jest zwłaszcza wpływ tej płyty na innych artystów. Brian Wilson z The Beach Boys wspominał, że gdy usłyszał "Rubber Soul", poczuł potężny impuls, poszedł prosto do pianina i pod wpływem tej płyty napisał arcydzieło "God Only Knows", po czym stworzył słynny album "Pet Sounds". Płytą zachwycali się też twórcy muzyki z absolutnie różnych światów – od muzyków grunge z Seattle w latach 90., gdzie Dave Grohl przyznał, że rozmawiając o Beatlesach zyskał angaż jako perkusista w Nirvanie, po współczesne gwiazdy, takie jak Harry Styles czy Phoebe Bridgers. Jak celnie ujął to krytyk George Melly tuż po premierze w 1965 roku: tą płytą Lennon i McCartney weszli do ekskluzywnej arystokracji twórców piosenek, stając obok takich gigantów jak Cole Porter czy George Gershwin. 
 
NEW STEREO MIX 
 
CD 1:
1. Drive My Car
2. Norwegian Wood (This Bird Has Flown)
3. You Won't See Me
4. Nowhere Man
5. Think For Yourself
6. The Word
7. Michelle
8. What Goes On
9. Girl
10. I'm Looking Through You
11. In My Life
12. Wait
13. If I Needed Someone
14. Run For Your Life

THE SINGLE, DEMOS AND SESSIONS HIGHLIGHTS
CD 2:
1. Day Tripper (Songwriting work tape)
2. Day Tripper (2023 mix)
3. We Can Work It Out (Paul’s demo)
4. We Can Work It Out (2023 Mix)
5. Wait (Take 3 – instrumental backing track)
6. Run For Your Life (Takes 1-5 – instrumental backing track)
7. Norwegian Wood (This Bird Has Flown) (Second version –Take 2)
8. Drive My Car (Takes 1 and 2 – instrumental backing track)
9. If I Needed Someone (Take 1 – instrumental backing track)
10. In My Life (Take 1)
11. Nowhere Man (Second version – Take 5 – instrumental backing track)
12. Michelle (Take 1)
13. What Goes On (Take 1 – instrumental backing track)
14. I’m Looking Through You (Second version – Take 3)
15. The Word (Takes 1 and 2 – instrumental backing track)
16. Girl (Take 2 – instrumental backing track) 

Informacja o zawartości innych wersji albumu:


Rubber Soul – Super Deluxe 4CD
CD 1 – New Stereo Mix 
  1. Drive My Car
  2. Norwegian Wood (This Bird Has Flown)
  3. You Won’t See Me
  4. Nowhere Man
  5. Think For Yourself
  6. The Word
  7. Michelle
  8. What Goes On
  9. Girl
  10. I’m Looking Through You
  11. In My Life
  12. Wait
  13. If I Needed Someone
  14. Run For Your Life 

CD 2 – Sessions, Demos and Singles

  1. Wait – Take 3, instrumental backing track
  2. Run For Your Life – Takes 1–5, instrumental backing track
  3. Norwegian Wood (This Bird Has Flown) – First Version, Take 1
  4. Norwegian Wood (This Bird Has Flown) – Second Version, Take 2
  5. Norwegian Wood (This Bird Has Flown) – Third Version, Take 3
  6. Drive My Car – Takes 1 and 2, instrumental backing track
  7. Day Tripper – Songwriting Work Tape
  8. Day Tripper – Take 1, instrumental backing track
  9. Day Tripper – Takes 2 and 3, instrumental backing track
  10. If I Needed Someone – Take 1, instrumental backing track
  11. In My Life – Take 1
  12. In My Life – Extract with Unused Organ Solo
  13. We Can Work It Out – Paul’s Demo
  14. We Can Work It Out – Take 1, instrumental backing track
  15. Nowhere Man – First Version, Take 2
  16. Nowhere Man – Second Version, Take 5, instrumental backing track
  17. I’m Looking Through You – First Version, Take 1
  18. I’m Looking Through You – Second Version, Take 2
  19. I’m Looking Through You – Second Version, Take 3
  20. Michelle – Guitar Rehearsal
  21. Michelle – Take 1
  22. What Goes On – Take 1, instrumental backing track
  23. The Word – Takes 1 and 2, instrumental backing track
  24. Girl – Take 2, instrumental backing track
  25. Beatle Talk – Think For Yourself vocal overdubs
  26. Little Girl – John’s Demo
  27. Day Tripper – 2023 Mix
  28. We Can Work It Out – 2023 Mix

CD 3 – Original Mono Master

  1. Drive My Car
  2. Norwegian Wood (This Bird Has Flown)
  3. You Won’t See Me
  4. Nowhere Man
  5. Think For Yourself
  6. The Word
  7. Michelle
  8. What Goes On
  9. Girl
  10. I’m Looking Through You
  11. In My Life
  12. Wait
  13. If I Needed Someone
  14. Run For Your Life
CD 4 – Original Capitol US Version
  1. I’ve Just Seen A Face
  2. Norwegian Wood (This Bird Has Flown)
  3. You Won’t See Me
  4. Think For Yourself
  5. The Word
  6. Michelle
  7. It’s Only Love
  8. Girl
  9. I’m Looking Through You
  10. In My Life
  11. Wait
  12. Run For Your Life



Rubber Soul – Blu-ray

2026 Dolby Atmos Mix
  1. Drive My Car
  2. Norwegian Wood (This Bird Has Flown)
  3. You Won’t See Me
  4. Nowhere Man
  5. Think For Yourself
  6. The Word
  7. Michelle
  8. What Goes On
  9. Girl
  10. I’m Looking Through You
  11. In My Life
  12. Wait
  13. If I Needed Someone
  14. Run For Your Life

2026 Stereo Mix – High Resolution
  1. Drive My Car
  2. Norwegian Wood (This Bird Has Flown)
  3. You Won’t See Me
  4. Nowhere Man
  5. Think For Yourself
  6. The Word
  7. Michelle
  8. What Goes On
  9. Girl
  10. I’m Looking Through You
  11. In My Life
  12. Wait
  13. If I Needed Someone
  14. Run For Your Life

2023 Dolby Atmos Mix

  1. Day Tripper
  2. We Can Work It Out
Promotional Films
  1. Day Tripper
  2. We Can Work It Out
  3. Day Tripper – Alternate Version
  4. We Can Work It Out – Alternate Version






Historia The Beatles
History of  THE BEATLES





 

AI AND THE BEATLES AND STARS

 

 

Dzisiaj trochę rozrywkowy post. Od kilku godzin jestem szczęśliwym posiadaczem "najnowszego" albumu "Rubber Soul" i przypuszczalnie niebawem o tym albumie post, ale póki co, długo odkładany. Nie wszyscy z moich znajomych, a może po prostu inni nie grzebią na YouTube i gdzie indziej w poszukiwaniu różnych muzycznych skarbów, dlatego pewnie o tym nie wiedzą. No a ja znalazłem – a jest ich teraz w sieci mnóstwo – cztery filmiki stworzone przez fanów przy użyciu AI: dwa z Elvisem śpiewającym z The Beatles, trzeci z Royem Orbisonem, a czwarty z The Beatles i Bobem Dylanem. Pomijając szalenie ciekawy temat dla mnie i dla moich czytelników, bo przecież w roli głównej występują tu Beatlesi, trzeba przyznać jedno: te klipy to niezwykła podróż w nieznane. Wszystkie cztery filmiki, choć mają niespecjalnie podobne głosy czy czasami twarze głównych bohaterów, oferują zaskakująco przyjemne piosenki. Może i nie są tej rangi co kompozycje samego zespołu, Roy'a czy Dylana, niemniej pierwsza z nich, zatytułowana „Midnight Echoes”, naprawdę mnie uwiodła. Ilustracja postu oczywiście AI.


 
Kiedyś pokazano w sieci filmik stworzony przez AI, który pokazywał fikcyjną walkę Toma Cruise'a z Bradem Pittem (tutaj). Tam przypuszczalnie użyto najbogatszej, płatnej i najbardziej wyrafinowanej wersji sztucznej inteligencji – zarówno sama walka, jak i twarze Brada i Toma były tak identyczne z rzeczywistością, że ktoś nieobeznany lub niewiedzący o niczym uznałby to za autentyczny trailer nowego filmu, w którym ci dwaj wielcy aktorzy mierzą się na ekranie. W tych czterech muzycznych klipach jest zupełnie inaczej: twarze Johna, Paula, Ringo i George'a, a także Elvisa czy Roya tylko chwilami przypominają te prawdziwe, a w dużych fragmentach są po prostu „tylko podobne”. 

 
Podobnie zresztą jest z ich głosami, choć muszę mocno podkreślić inny fakt: bardzo przyjemnie się te klipy ogląda, a bogactwo detali, jak choćby aranżacja gitarowa we wspomnianej „Midnight Echoes”, po prostu poraża swoją dokładnością i sumiennością twórców. I nie czepiajmy się już innych szczegółów, choćby tego, że w pierwszym klipie Beatlesi i Elvis są pokazani w stylizacjach z zupełnie różnych okresów swoich karier. Niemniej te cztery piosenki i teledyski to po prostu miła zabawa, puszczenie wodzy fantazji i piękny powrót do marzeń o tych wszystkich gigantach muzyki, z żalem, że w rzeczywistości nigdy nie weszli razem do studia, żeby nagrać coś porządnego. Szczególnie Elvis i Fabsie mieli przecież okazję chociaż trochę pomuzykować w domowych warunkach podczas legendarnego, małego jamu, gdy spotkali się w połowie lat sześćdziesiątych w domu Królestwa Rock and Rolla. A teraz sztuczna inteligencja pozwala nam domyślać się, jak mogłoby to brzmieć, gdyby czas i okoliczności potoczyły się zupełnie inaczej. 

    

  I na koniec mała uwaga.To nie są kolejne wygenerowane na szybko filmiki z AI, rzucony w sieć przez kogoś, kto po prostu wpisał hasło w generator. To efekt godziny po godzinie, dnia po dniu, pasji i autentycznego serca włożonego w projekt przez fana, dla którego muzyka Elvisa, The Beatles, Boba Dylana i Roya Orbisona to coś znacznie więcej niż tylko dźwięki z głośników. Oglądacie tutaj cztery wyjątkowe filmiki, które wymagają gigantycznej pracochłonności, niezwykłej pomysłowości oraz ogromnej inwencji twórczej. To nie algorytm wykonał tę robotę – to człowiek mozolnie dobierał materiały archiwalne, dopasowywał rzadkie nagrania wokalne, szukał idealnych ujęć, składał to wszystko w spójną całość, montował i dopracowywał każdy detal z miłością do historii rock and rolla. Zamiast bezdusznej automatyzacji dostajecie tu czystą pasję, szacunek do legend i dowód na to, co potrafi osiągnąć prawdziwy fan, który poświęcił swój wolny czas, by ożywić te muzyczne światy na nowo. Doceniajcie takie perełki, bo za każdym ujęciem stoi tu po prostu człowiek z wielką zajawką i sercem na dłoni. Łącznie z muzyką i tekstem, który może i pomogła stworzyć AI,ale na podstawie dokładnych wskazówek człowieka i na pewno przy wielokrotnych próbach czy nazwijmy to fachowo "podejsciach"(takes). Szacun.


Historia The Beatles
History of  THE BEATLES






 

 

 

 

 

The Beatles i Bob Dylan (3)

 


Jak dobrze wiecie, moja miłość do The Beatles to piękna, nieuleczalna i całkowicie „szalona na plus” pasja. Zawsze, gdy trafiam na fascynujący detal z historii Wielkiej Czwórki z Liverpoolu, po prostu muszę się nim z Wami podzielić tutaj, na blogu. Pisałem już wielokrotnie o tym, jak gigantyczny wpływ Bob Dylan wywarł na Beatlesów – jak otwierał im oczy na teksty, które mogą być czymś więcej niż tylko prostymi piosenkami o miłości, oraz jak chłopaki z Liverpoolu rewanżowali się swoją muzyczną innowacyjnością (Dylan (1), The Beatles i Dylan '1964, Beatlesi i Dylan (2), Beatlesi i Dylan - raz jeszcze, Lennon i Dylan, Dylan - Roll On John , Dylan - Like A Rolling Stone , Koncert dla Bangla Desh).
Ta relacja nigdy nie była jednokierunkowa. To było zderzenie dwóch gigantycznych sił, dwóch ikon, które zdefiniowały całą epokę i nawzajem przeglądały się w sobie jak w lustrze. Dziś mam dla Was zestawienie kilku wyjątkowych, niezwykle ciekawych tematów na linii The Beatles – Bob Dylan. Zaczniemy od niezwykle ciepłych, szczerych i głębokich słów samych Dylana o George’u Harrisonie oraz Paulu McCartneyu, a kończymy niezwykłą historią pewnego muzycznego pojedynku z Johnem Lennonem – historią piosenki, którą Dylan półżartem (a pół serio!) uznał za... „ukradzioną”. 


Bob o George' Harrisonie: Wiesz, George utknął... Był tym Beatle'sem, który musiał walczyć, żeby przeforsować swoje piosenki na płyty, z powodu Lennona i McCartneya. Ale cóż, kto by nie utknął w takiej sytuacji? Gdyby George miał wtedy własny zespół i pisał własne utwory, byłby pewnie tak samo wielki jak każdy inny. George miał niezwykłą zdolność do grania akordów, które z pozoru nie wydawały się w żaden sposób ze sobą powiązane, i tworzenia z nich melodii oraz piosenek. Nie znam nikogo innego, kto potrafiłby to robić.
Co mogę ci powiedzieć... Patrzymy na niego wstecz jako na niezwykle gustownego gitarzystę. Pomysłowego, całkowicie innego niż wszyscy. Każda pojedyncza rzecz, którą zagrał, była czymś nowym. Wywodził się ze starej szkoły grania, gdzie liczyła się każda nuta. Znaliśmy się naprawdę od dawna, od bardzo wczesnych lat. Znałem Beatlesów od samego początku.
GEORGE: Gdyby Dylan nie powiedział niektórych rzeczy, które powiedział, nikt inny by ich nie powiedział. Czy wyobrażacie sobie, jaki byłby świat, gdybyśmy nie mieli Boba Dylana? To by było okropne.

A oto co Bob Dylan powiedział o genialnej wszechstronności i bezwysiłkowym talencie McCartneya: Lennon... do dziś trudno znaleźć wokalistę lepszego niż był Lennon, albo niż był i wciąż jest McCartney. Jestem pod ogromnym wrażeniem McCartneya.  On jest chyba jedynym, który budzi we mnie taki zachwyt. Potrafi zrobić wszystko. I nigdy nie zwalnia tempa. Ma dar do melodii, ma wyczucie rytmu, potrafi zagrać na każdym instrumencie. Potrafi krzyczeć i wrzeszczeć tak dobrze jak nikt inny, i potrafi zaśpiewać balladę równie dobrze jak każdy. Jego melodie przychodzą bez żadnego wysiłku — i to jest coś, co budzi największy podziw... Jest po prostu absolutnie bezwysiłkowy. Czasami wręcz życzę mu, żeby w końcu przeszedł na emeryturę (śmiech). Cokolwiek i cokolwiek wypowie ze swoich ust, od razu układa się w melodię...
 Ringo? Uwielbiam go. Nieźle śpiewa i jest świetnym muzykiem. Gdybym miał go jako perkusistę, też byłbym Beatlesami. Może. Nie wiedziałem jednak, że jest także kucharzem. Ringo powiedział mi, że wierzy, że bycie dobrym muzykiem - i autorem tekstów - sprawia, że jesteś dobry w innych rzeczach - w jego przypadku gotowaniu - ponieważ jesteś w zgodzie ze swoimi zmysłami
 


JOHN:  Większość piosenek country właściwie pochodzi z Anglii – wszystkie te piosenki o pociągach. Jasne, że tak, Szkocja i Irlandia. Podstawowa piosenka folkowa pochodzi z Europy. Więc to była po prostu wymiana kulturowa. Chodzi mi o to, że [ludzie] pojechali do Ameryki i amerykanizowali piosenki i śpiewali o pracy na kolejach. Ale wszystkie podstawowe piosenki… jak wiele podstawowych piosenek Dylana to szkockie, irlandzkie albo angielskie piosenki ludowe. Więc czuliśmy się z tym lepiej. 
     Zagłębiliśmy się w tę stronę... Myślę, że to Dylan pomógł mi to [wszystko] zrozumieć – nie przez żadne dyskusje czy coś takiego, ale przez słuchanie jego twórczości...  
     On tak naprawdę nigdy nie był aż tak polityczny. Napisał «Blowin’ in the Wind» i «Soldier Song», ale to tylko poetycka polityka, folk muzyka tamtych dni. On komentuje to, co się dzieje, jak dziennikarz. Nigdy nie stał w kącie i niczego nie wykrzykiwał.

 Piosenka, którą John Lennon „ukradł” Dylanowi? Sprawa Norwegian Wood (This Bird Has Flown) i "Fourth Time Around".

To jedna z najbardziej fascynujących anegdot w historii rocka – historia o tym, jak próba naśladowania mistrza przerodziła się w muzyczną ripostę i twórczą ewolucję. Spotkanie, które zmieniło wszystko. Do połowy lat 60. The Beatles byli u szczytu sławy, ale John Lennon szukał w muzyce czegoś głębszego i bardziej prawdziwego. W 1964 roku w Nowym Jorku po raz pierwszy spotkał Boba Dylana — poetę folkowego, którego nazywał jedynym człowiekiem w branży, jakiego naprawdę szanował. Spotkanie to otworzyło Lennonowi oczy. Zespół zaczął odchodzić od chłopięcego popu na rzecz introspekcji, surowych wyznań i akustycznych brzmień (czego dowodem były utwory takie jak You've Got To Hide Your Love Away). Sam Lennon bez ogródek przyznawał: „Starałem się być Bobem”.


W 1965 roku na albumie "Rubber Soul" ukazuje się arcydzieło Lennona - "Norwegian Wood (This Bird Has Flown)". Piosenka pełna tajemnicy, gorzkiego humoru i podwójnych znaczeń była kamieniem milowym w twórczości Beatlesów. Jednak kiedy usłyszał ją Bob Dylan, mocno się zasępił. Dla niego ten utwór brzmiał niepokojąco znajomo. Dylan twierdził wręcz, że song jest identyczny z jego własną twórczością i że to jego pomysł był pierwszy. Sprawa jest o tyle zawiła, że oba utwory powstawały w podobnym czasie, pod koniec 1965 roku. "Norwegian Wood" wyszło pierwsze (w grudniu 1965 r.), a piosenka Dylana – "Fourth Time Around" – ukazała się kilka miesięcy później, na kultowym albumie "Blonde on Blonde" (1966 r.). Logika podpowiadałaby więc, że to Dylan skopiował Lennona. Bob nalegał jednak, że to Lennon pożyczył jego melodię, charakterystyczną strukturę i frazowanie, i że podobieństwo było zbyt duże, by mówić o przypadku.

 

  Kiedy John  Lennon usłyszał  "Fourth Time Around" Dylana, przeżył niemałe zaskoczenie. Wspominał potem: Pamiętam, jak słuchałem tej piosenki i myślałem: Co jest, do cholery? On udaje mnie, który udaje jego!.
Gdy posłucha się obu piosenek obok siebie, podobieństwo rzeczywiście poraża. Linie melodyczne niemal idealnie się odzwierciedlają, tempo, tonacja, zachowanie narratora i frazowanie są łudząco bliźniacze. Ale podczas gdy historia Lennona była dyskretną opowieścią o spędzeniu nocy u kobiety, Dylan stworzył szydercze lustro. "Fourth Time Around" było muzyczną ripostą Dylana, który zdawał się mówić: „Myślisz, że potrafisz grać Dylana? Patrz, jak ja zagram ciebie”. Co więcej, Dylan w wywiadach półżartem rzucił, że "Norwegian Wood" brzmi po prostu jak „Dylan z sitarem”.
John Lennon był tą sytuacją jednocześnie rozbawiony i mocno zaniepokojony. Widział w piosence Dylana muzyczną prowokację i prztyczek w nos z przekazem: „Nie przeskoczysz Dylana na jego własnym terenie”. To zderzenie nie wywołało jednak w Johnie złości, lecz głęboką refleksję. Lennon zrozumiał, że dotarł do ślepego zaułka naśladownictwa. Zdał sobie sprawę, że jeśli chce pójść dalej jako artysta, musi przestać być „kopią Dylana” i na nowo odnaleźć własny, unikalny głos. Ta zmiana myślenia dała nam później takie genialne i dojrzałe dzieła jak "In My Life", "Strawberry Fields Forever" czy całą dojrzałość płyty "Revolver". 
Relacja Lennona i Dylana zawsze balansowała na granicy fascynacji, szacunku i rywalizacji. Dylan zauważył kiedyś, że John miał silną potrzebę udowadniania, że jest głęboki, choć wcale nie musiał niczego udowadniać. Lennon z kolei zazdrościł Dylanowi całkowitej bezczelności i tego, że pisał teksty nie dbając o to, co pomyślą inni. Po latach Lennon wspominał tę całą historię z uśmiechem:
On mnie nie oskarżał, on mnie testował. I miał rację. Musiałem przestać być nim, a zacząć być sobą.
Dziś spór o to, kto od kogo co pożyczył, nie ma żadnego znaczenia. Zarówno "Norwegian Wood", jak i "Fourth Time Around" to dwa wspaniałe, bliźniacze utwory - jedno folkowe, drugie psychodeliczne. Jak podsumował to sam Bob Dylan: „Wszyscy czerpaliśmy z tego samego wiatru”. Najważniejsze jest to, że z tej twórczej napięciowej iskry narodziła się wielka muzyczna ewolucja!



Historia The Beatles
History of  THE BEATLES