Do ścisłej czołówki gigantów muzyki rockowej niewątpliwie należy zespół Led Zeppelin, którego siłą napędową oraz architektem brzmienia hardrockowego i heavymetalowego był Jimmy Page. Robert Plant pisał nieprawdopodobne teksty, choć miał też oczywiście ogromny wpływ na samą muzykę. Nie będę jednak mocniej rozwijał tego wątku – to materiał na oddzielny post (pewnie na moim drugim blogu), bo musiałbym się rozpisać również o roli dwóch pozostałych członków tej kapeli, którzy wcale nie byli tylko tłem dla wspomnianej dwójki. Dzisiaj czas na post zainspirowany materiałem znalezionym na YouTube. Trudno go było zignorować na tym blogu, gdy ktoś taki – prawdziwy heros hard rocka – składa ukłon jego bohaterom. Przed Wami: Jimmy Page i 7 utworów The Beatles, które zmieniły gitarowy świat.

Często myślimy o The Beatles w kategoriach genialnych melodii, popowych rewolucji i piosenek, które śpiewał cały świat. Łatwo jednak zapomnieć, że Lennon, McCartney i Harrison byli przede wszystkim innowatorami gitarowego brzmienia. Przekonałem się o tym po raz kolejny, oglądając materiał, w którym sam Jimmy Page – architekt brzmienia Led Zeppelin i jeden z największych gitarzystów w historii – analizuje geniusz Beatlesów na przykładzie siedmiu konkretnych utworów. Page nie słuchał ich jak zwykły fani. On ich analizował, studiował i czerpał z nich garściami. Zobaczcie, na które utwory Wielkiej Czwórki z Liverpoolu wskazał mistrz i co takiego w nich dostrzegł. Nawet pionierzy hard rocka i ciężkich brzmień potrzebowali inspiracji. Dla Jimmy'ego Page'a Beatlesi nie byli tylko popową kapelą, ale prawdziwym laboratorium nowoczesnego grania na gitarze. Oto 7 utworów, które Page uznał za absolutnie kluczowe dla każdego gitarzysty. Post ilustruję czy wzbogacam konkretnymi wypowiedziami członków Led Zeppelin na temat Fabsów i ich wpływu na zespół. Dodałem też kilka wypowiedzi Beatlesów o kapeli Page'a i Planta. Warto tutaj bym dodał, że Paul McCartney po latach tworząc swój wymarzony band to uznał Johna Bonhama za najlepszego perkusistę (pamiętam, że jako wokalistę wybrał Elvisa a Hendrixa jako gitarzystę). Tytuł każdej piosenki zawiera link do jej szczegółowego opisu.

JIMMY PAGE: Beatlesi byli zespołem, który w
studiu robił rzeczy całkowicie bezprecedensowe. Każdy ich album był krokiem w
przyszłość. Łamali wszelkie panujące zasady nagrywania i robili to z
niezwykłą gracją. Dla każdego z nas, którzy wtedy pracowali w studiach
jako muzycy sesyjni, ich płyty były jak podręcznik tego, co w ogóle jest
możliwe do osiągnięcia na taśmie... Led Zeppelin a Beatlesi i Stonesi ? Led Zeppelin było w swojej własnej lidze… bez ujmy dla Beatlesów czy Stonesów – oni byli modnymi zespołami, ciągle w prasie, a Led Zeppelin nie. Nam zależało tylko na muzyce.
JOHN LENNON: Wiecie, ja po prostu myślę: albo mi się coś podoba, albo nie; albo jest ciężkie, albo lekkie. Lubię ciężką muzykę – nazywam to rockiem. Lubię Zeppelina, słyszałem tylko parę kawałków, ale są OK... Nie wiem właściwie za dużo, o co im chodzi, ale jedno jest pewne: Jimmy Page to cholernie dobry gitarzysta. [Według relacji dziennikarki Lisy Robinson Lennon słuchał też „Stairway to Heaven” i był pod wrażeniem utworu.]

Niektóre wykonania gitarowe stają się sławne, ponieważ są trudne technicznie. Inne stają się legendarne, ponieważ brzmią tak, jakby były zagrane bez najmniejszego wysiłku. Dla Jimmy'ego Page'a „And Your Bird Can Sing” zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Utwór zawiera jeden z najbardziej cenionych dwugłosów gitarowych (twin guitar) w historii rocka, dowodząc, że w pamiętnej grze na gitarze nie chodzi o popisywanie się – chodzi o precyzję, równowagę i melodię. Od pierwszych nut przeplatające się gitary prowadzące poruszają się z niezwykłą jednością, tworząc harmonie, które pozostają zarówno imponujące technicznie, jak i natychmiast wpadające w ucho. Każda fraza jest starannie dopracowana i żadna z gitar nie zagłusza drugiej. Zamiast tego idealnie się uzupełniają, tworząc brzmienie, które inspirowało pokolenia muzyków rockowych. Ten poziom muzycznej dyscypliny niezwykle trafiał do Page'a. Jako jeden z największych aranżerów rocka rozumiał, że najlepsze partie gitarowe służą piosence, zanim zaczną służyć samemu muzykowi. „And Your Bird Can Sing” demonstruje dokładnie tę zasadę, łącząc zawiłą wirtuozerię z nieodpartym, popowym pisaniem piosenek. Dla Jimmy'ego Page'a nie był to po prostu kolejny klasyk Beatlesów. Była to lekcja gitarowej harmonii, muzycznej pracy zespołowej i gustownego umiaru – cech, które każdy poważny gitarzysta powinien przestudiować na długo przed próbą szybszej lub głośniejszej gry. Dla Page’a kluczowa była tutaj genialna harmonia dwóch współgrających ze sobą gitar prowadzących. George Harrison i John Lennon zagrali podwójną partię solową w dwugłosie, co na tamte czasy było czymś niezwykle skomplikowanym i rzadkim. Jimmy widział w tym nagraniu absolutną szkołę gitarowej harmonii – i to na długo przed tym, zanim ten styl dopracowały do perfekcji takie zespoły jak Thin Lizzy czy Wishbone Ash.
JIMMY PAGE: Gdyby nie The Beatles, muzyka
rockowa wyglądałaby zupełnie inaczej. Oni pokazali nam wszystkim, że
zespół rockowy może opierać się na autorskim materiale, rozwijać się z
płyty na płytę i nie dawać zamknąć w żadnej szufladce. Dali nam wolność
artystyczną, z której my w Led Zeppelin potem w pełni korzystaliśmy.

Każdy gitarzysta marzy o napisaniu riffu, który ludzie rozpoznają w kilka sekund. Beatlesi dokonali dokładnie tego w „Day Tripper”. Dla Jimmy'ego Page'a ten utwór jest jednym z najlepszych dowodów na to, jak pojedynczy pomysł gitarowy może zdefiniować całe nagranie. Na długo zanim zespoły rockowe zaczęły budować piosenki wokół potężnych riffów, Beatlesi pokazali już, że prosta, inspirowana bluesem fraza może stać się niezaprzeczalną tożsamością utworu. Genialność tego riffu tkwi w jego oszczędności – nie jest szybki, nie jest efekciarski, a jednak każda nuta ma swój cel, tworząc nieodparty groove, który napędza kawałek od początku do końca. Ta umiejętność przekazania tak wiele za pomocą tak niewielu środków była zawsze jedną z cech, które Page najbardziej podziwiał w świetnym pisaniu na gitarę. Co równie ważne, riff nigdy nie przysłania samej piosenki. Działa ręka w rękę z wokalem, sekcją rytmiczną i melodią, dowodząc, że w zapamiętywalnej grze na gitarze chodzi o wzbogacanie muzyki, a nie o jej dominowanie. Dla Jimmy'ego Page'a „Day Tripper” to lektura obowiązkowa, ponieważ uczy jednej z najcenniejszych lekcji, jakich może nauczyć się gitarzysta: najwspanialsze riffy niekoniecznie są tymi najbardziej skomplikowanymi – to te, które zostają z tobą na zawsze. Ponadczasowy wzorzec rockowej gitary i klasyk Beatlesów, który każdy gitarzysta powinien znać na pamięć. To przede wszystkim genialna lekcja tworzenia nieśmiertelnego, gitarowego „haka”. Motyw z tego utworu stał się fundamentem pod cały hard rock lat 70's, pokazując, jak zbudować dynamikę całego kawałka na jednym, idealnie wyważonym i powtarzanym riffie – co zresztą stało się później znakiem rozpoznawczym samego Led Zeppelin.
JOHN BONHAM: The Beatles byli genialni w studiu, podczas gdy Led Zeppelin żyli dla sceny.
ROBERT PLANT: Wokal Johna Lennona w "Twist and Shout" czy "Money" to był dla mnie absolutny punkt zwrotny. Zrozumiałem wtedy, że śpiewanie rock and rolla wymaga całkowitego odsłonięcia się oraz bezkompromisowej agresji.
PAUL McCARTNEY: Robert Plant to po prostu jeden z najlepszych wokalistów wszech czasów. Pamiętam, jak poszedłem na ich koncert w latach 70. – to była absolutna potęga. Widziałem te wszystkie efekty, lasery na scenie i pomyślałem: 'Mój Boże, ci faceci zaraz nas tu wszystkich spalą!'. Byli niesamowicie mocni na żywo.
GEORGE HARRISON: Byłem oszołomiony ich energią i wytrzymałością na scenie. Byłem zaskoczony, że zagrali trzyczęściowy set, podczas gdy koncerty Beatlesów były znacznie krótsze.

Innowacja nie zawsze przychodzi wraz ze skomplikowanymi solówkami czy drogim sprzętem. Czasami zaczyna się od jednego, niespodziewanego dźwięku. To jest dokładnie powód, dla którego Jimmy Page od dawna podziwia „I Feel Fine”. Zanim piosenka w ogóle się zacznie, słuchacze słyszą to, co stało się jednym z najbardziej wpływowych momentów w historii rocka: pierwsze celowo nagrane sprzężenie gitarowe (feedback) na komercyjnej płycie popowej. W czasach, gdy większość muzyków traktowała sprzężenie jako błąd, którego należy unikać, Beatlesi przyjęli je jako część wykonania, otwierając drzwi do całkowicie nowych możliwości dla gitary elektrycznej. Dla gitarzysty tak poszukującego jak Page, ta bezkompromisowa postawa była rewolucyjna. Sama piosenka jest równie imponująca. Zbudowana wokół zwartego, bluesowego riffu, pokazuje, jak pamiętny motyw gitarowy może zakotwiczyć całą aranżację bez przytłaczania melodii. Każdy element wydaje się idealnie zbalansowany, pozwalając klimatowi songu pozostać silnym, podczas gdy wokale pozostają na pierwszym planie. To połączenie kreatywności i dyscypliny sprawiło, że to nagranie miało tak ogromny wpływ. Dla Jimmy'ego Page'a „I Feel Fine” daje gitarzystom bezcenną lekcję: nie bój się rzucać wyzwania konwencjom. Czasami dźwięk, który inni uważają za błąd, staje się właśnie tym, co zmienia muzykę na zawsze. Przełomowy riff, historyczne nagranie i jedna z piosenek Beatlesów, którą każdy gitarzysta powinien zrozumieć – nie tylko ze względu na to, jak jest zagrana, ale za to, jak odważnie na nowo zdefiniowała możliwości gitary elektrycznej. Wszyscy myśleli, że to przypadek albo błąd w studiu, ale to było
absolutnie zamierzone. John położył gitarę przy wzmacniaczu i wywołał to
słynne sprzężenie zwrotne na A-strunie. Przed Beatlesami nikt nie
odważył się umieścić czegoś takiego na oficjalnym nagraniu. To zmieniło
wszystko – nagle przester i sprzężenie przestały być wrogiem realizatora
dźwięku, a stały się nowym instrumentem ekspresji dla gitarzysty.” Ten kawałek to pierwszy w historii muzyki rozrywkowej przypadek celowego użycia sprzężenia gitarowego w studiu. Zanim jeszcze pojawił się Hendrix czy właśnie Led Zeppelin, John Lennon oparł gitarę o wzmacniacz i stworzył charakterystyczne „buczenie”, które otwiera cały utwór. Dla Page’a był to absolutny dowód na to, że Beatlesi jako pierwsi mieli odwagę potraktować przester i reakcję wzmacniacza jako pełnoprawny instrument muzyczny.
JIMMY PAGE: W muzyce Beatlesów niesamowite było
to, że nie ważne jak skomplikowane stawały się ich pomysły w studiu –
zawiłe harmonie, nietypowe podziały rytmiczne, efektory – w sercu każdej
piosenki zawsze leżała genialna kompozycja. Piosenka zawsze była na
pierwszym miejscu. Partie gitarowe nigdy nie były tam doklejane na siłę;
one idealnie służyły całości.

Ciężka muzyka gitarowa nie pojawiła się nagle wraz z hard rockiem pod koniec lat 60. Jej fundamenty zostały położone całe lata wcześniej, a jednym z najwyrazistszych przykładów jest „Ticket to Ride”. Dla Jimmy'ego utwór ten reprezentuje kluczowy moment w ewolucji gitary rockowej. Choć został wydany w popowej erze Beatlesów, jego ciemniejszy ton, ciężki rytm i potężna, oparta na gitarze aranżacja zapowiadały znacznie cięższą przyszłość. To, co od razu rzuca się w oczy, to gitara rytmiczna – zamiast jasnego, szybkiego uderzania w struny, utwór zbudowany jest wokół celowego, „muskularnego” groove'u, który daje mu niezwykłe poczucie mocy. W połączeniu z charakterystycznym wzorem perkusyjnym Ringo Starra i stabilną linią basu Paula McCartneya, rezultat brzmi zaskakująco nowocześnie nawet według dzisiejszych standardów. To nowatorskie podejście było dokładnie tym, co trafiało do Page'a. Jako ktoś, kto później na nowo zdefiniuje hard rock z Led Zeppelin, rozumiał, jak fundamentalny dla stworzenia pamiętnego utworu jest silny fundament gitarowy. „Ticket to Ride” dowodzi, że ciężaru nie mierzy się samym przesterem – tworzy się go poprzez wyczucie, dynamikę i rytmiczną pewność. Page'a uznaje to nagranie za mistrzowską lekcją aranżacji i gitarowego rytmu. Łączy przepaść między klasycznym popem a cięższą muzyką rockową, która miała nadejść tuż po nim. Przełomowe nagranie, wzorzec dla niezliczonych zespołów gitarowych i piosenka Beatlesów, którą każdy poważny gitarzysta powinien mieć w swoim repertuarze. Co dostrzegł Jimmy w utworze: wczesny fundament pod ciężkie, hardrockowe brzmienie i potęgę gitarowego rytmu. Także jego geniusz, bo choć utwór powstał jeszcze w stricte popowej erze Beatlesów, Page widział w nim absolutnie przełomowy moment. Zamiast lekkiego, szybkiego akompaniamentu, Lennon i spółka postawili na celowy, „muskularny” i niemal chamski groove. W połączeniu z charakterystyczną perkusją Ringo i mocnym basem McCartneya powstało nagranie o niesamowitej masie. Dla Page’a była to lekcja, że ciężar w muzyce rockowej nie bierze się z samego odkręcenia przesteru, ale z dynamiki, rytmicznej pewności i wyczucia.
JIMMY PAGE: Myślę, że to klasyczny przykład zespołu, który wykazał ogromny rozwój i dojrzałość w swojej muzyce w ciągu lat, kiedy działał. Szczerze mówiąc, wczesne płyty nie są czymś, o czym warto pisać do domu, ale kiedy doszli do ‚Magical Mystery Tour’, to naprawdę działo się coś ważnego.
ROBERT PLANT: Bardzo szanowałem to, czego dokonali The Beatles, i uważam, że pomogli przesunąć rock muzykę na wyższy poziom, ale wolę ich wcześniejsze piosenki niż te większe, bardziej komercyjne, które nagrywali później.

Prawdziwie wielki gitarzysta wie, że emocje zawsze przetrwają techniczną brawurę. To jeden z powodów, dla których Jimmy Page zawsze podziwiał „While My Guitar Gently Weeps”. Napisana przez George'a Harrisona na „Biały Album”, piosenka zbudowana jest na uczuciu, a nie na efekciarstwie. Jej niespieszna aranżacja pozwala każdemu instrumentowi oddychać, tworząc przestrzeń dla jednego z najbardziej ekspresyjnych wykonań gitarowych, jakie kiedykolwiek uwieczniono na płycie Beatlesów. Dodatek legendarnej gitary prowadzącej Erica Claptona wznosi ten utwór jeszcze wyżej. Zamiast wypełniać każdy takt nutami, Clapton wybiera każdą frazę niezwykle starannie, pozwalając podciągnięciom strun (bends), wybrzmiewaniu (sustain) i wibrato przekazywać emocje, których słowa nie są w stanie wyrazić. To mistrzowska lekcja gry z wyczuciem. Ta filozofia blisko odzwierciedla własne podejście Page'a. Niezależnie od tego, czy grał z Led Zeppelin, czy pracował w studiu, zawsze wierzył, że gitara powinna opowiadać historię, a nie po prostu pokazywać umiejętności techniczne. Dla Page'a to właśnie sprawia, że to nagranie jest tak niezbędne dla początkujących gitarzystów. Uczy powściągliwości, uczy dynamiki, a nade wszystko uczy ekspresji. Każda nuta służy piosence, każda fraza niesie ciężar emocjonalny. „While My Guitar Gently Weeps” dowodzi, że najbardziej niezapomniane partie gitarowe niekoniecznie są tymi najszybszymi – to te, które sprawiają, że słuchacz coś czuje. Ponadczasowa lekcja muzycznej ekspresji i arcydzieło Beatlesów, które każdy gitarzysta powinien studiować przez całe życie. Ten utwór ujął Page’a niezwykłym wyczuciem przestrzeni, emocjami oraz gościnnym udziałem Erica Claptona. George Harrison stworzył kompozycję o niesamowitej głębi, w której solówka Claptona idealnie stapia się z całym klimatem nagrania. Dla Jimmy’ego to absolutny wzór tego, jak gitara może dosłownie „płakać” i przekazywać najgłębsze emocje – bez zbędnego,technicznego popisywania się.
JIMMY PAGE: Napisałem "The Rain Song"… Pewnie zauważycie, że cytuję nawet ‚Something” w pierwszych dwóch akordach tego utworu... George [Harrison] pewnego wieczoru rozmawiał z [Johnem Bonhamem] i powiedział: ‚Problem z wami jest taki, że nigdy nie robicie ballad’. … Pewnie powiedział to lekko, żartobliwie. Chyba nie słuchał za dużo Led Zeppelin.
JOHN BONHAM: To było kilka lat temu, ale kiedy pierwszy raz poszedłem zobaczyć Beatlesów, to było po to, żeby na nich popatrzeć; tak naprawdę nie przejmowałeś się tym, czego słuchasz, a dzisiaj nie liczy się to, kim jesteś, tylko to, co grasz.

Niektóre gitarowe riffy nie tylko wspierają piosenkę – one stają się piosenką. To jest dokładnie to, co czyni „I Want You (She’s So Heavy)” tak kluczowym nagraniem dla każdego, kto poważnie myśli o gitarze rockowej. Dla Jimmy'ego Page'a utwór ten stanowi jeden z najodważniejszych przykładów tego, jak powtarzalność, brzmienie i dynamika mogą stworzyć przytłaczającą moc. Zamiast polegać na skomplikowanych zmianach akordów czy szybszych solówkach, Beatlesi zbudowali utwór wokół potężnego, hipnotyzującego riffu gitarowego, który staje się cięższy z każdą mijającą minutą. Genialność tkwi w umiarze. Powtórzenie buduje napięcie, podczas gdy nakładane warstwowo gitary, grzmiący bas i bezlitosna sekcja rytmiczna tworzą atmosferę, która wydaje się niemal filmowa. To podejście stało się później kamieniem węgielnym hard rocka i heavy metalu. Jako siła napędowa Led Zeppelin, Page rozumiał, że ciężar to nie tylko przester – to przestrzeń, cierpliwość i kontrola. „I Want You (She’s So Heavy)” demonstruje wszystkie trzy z niezwykłą pewnością siebie. A potem nadchodzi ten niezapomniany koniec. Bez ostrzeżenia utwór zostaje brutalnie ucięty, zostawiając słuchacza zawieszonego w ciszy. Ten bezkompromisowy wybór produkcyjny był równie rewolucyjny jak sam riff. Dla Jimmy'ego Page'a to nagranie jest mistrzowską lekcją budowania napięcia poprzez prostotę. Wzorzec dla ciężkiej muzyki gitarowej i arcydzieło Beatlesów, które każdy gitarzysta powinien przeżyć na pełnej głośności. To nagranie to dla lidera Zeppelinów to prawdziwy prototyp ciężkiego metalu i doomu. Wystarczy posłuchać tego hipnotyzującego, potężnego riffu w końcówce utworu oraz nagłego, wręcz brutalnego wyciszenia taśmy. Beatlesi pokazali tu absolutnie surową, mroczną siłę, kładąc podwaliny pod wszystko, co później wydarzyło się w ciężkim rocku.
JOHN PAUL JONES: Paul McCartney całkowicie odmienił podejście do gry na basie w muzyce popularnej. Przeszedł od prostego trzymania rytmu do tworzenia melodyjnych, kontrapunktujących linii, które prowadziły cały utwór. Każdy basista po Sgt. Pepperze musiał przewartościować swoje myślenie... To, co zrobili Beatlesi z aranżacjami i łączeniem gatunków – od kwartetów smyczkowych po muzykę indyjską – otworzyło drzwi dla wszystkich po nich. Pokazali nam, że studio nagraniowe jest osobnym instrumentem.

Nie każda rewolucyjna partia gitary pochodzi z piorunującej solówki – czasami zaczyna się od jednego niezapomnianego riffu. Dla Jimmy'ego Page'a „Paperback Writer” reprezentuje jeden z przełomowych momentów w ewolucji gitary rockowej. Wydany na progu ery albumu Revolver, utwór wprowadził twardsze, bardziej agresywne brzmienie, które wyróżniało się na tle wcześniejszych nagrań Beatlesów i wskazywało kierunek, w którym zmierza muzyka rockowa. Otwierający motyw gitarowy natychmiast przykuwa uwagę: jest gęsty, pewny siebie i pełen charakteru. Napędza piosenkę z siłą, która wydaje się niezwykle nowoczesna nawet dziesiątki lat później. W połączeniu z grzmiącym basem Paula McCartneya i ściśle zwartą sekcją rytmiczną zespołu, nagranie posiada ciężar, który zainspirował niezliczonych muzyków hardrockowych. To połączenie bardzo trafiało do Page'a. Rozumiał, że świetny riff nie jest po prostu pamiętny – on nadaje charakter całej piosence. „Paperback Writer” osiąga dokładnie to, dowodząc, że prostota wykonana z przekonaniem może być potężniejsza niż techniczny nadmiar. Dla początkujących gitarzystów lekcja jest bezcenna: twórz riffy, które ludzie zapamiętają, służ piosence zanim zaczniesz służyć własnemu ego i nigdy nie lekceważ wpływu świetnej gry rytmicznej. Dla Jimmy'ego Page'a „Paperback Writer” pozostaje jednym z najlepszych nagrań Beatlesów opartych na gitarze – wzorzec dla nowoczesnego rocka i ponadczasowa mistrzowska lekcja pisania riffów, które nigdy nie tracą swojej mocy. Brzmienie gitary w tym utworze jest niezwykle agresywne i wysunięte na
pierwszy plan, a sekcja rytmiczna dostała potężny impuls. Dźwięk basu i
cięta, chrupiąca gitara rytmiczna tworzą ścianę dźwięku, jakiej
wcześniej nie słyszano w muzyce popularnej. To był moment, w którym
popowe piosenki zaczęły nabierać prawdziwego rockowego ciężaru i mocy.” Jimmy zwrócił tutaj szczególną uwagę na wykorzystanie potężnych, ciężkich akordów gitarowych oraz nowatorskie podejście do nagrania basu. Ten utwór po prostu wyznaczył nowe standardy realizatorskie – brzmienie gitar jest niezwykle mięsiste, a sekcja rytmiczna wyciągnięta bezkompromisowo na pierwszy plan. Właśnie ta agresywność i czysta energia nagrania zwiastowały zdaniem Jimmy’ego rychłe nadejście mocnego, hardrockowego brzmienia.
JIMMY PAGE: Każdy gitarzysta, bez względu na to,
jak ciężki rock gra, musiał w pewnym momencie pokłonić się przed tym,
co w kwestii riffów i aranżacji zrobili Beatlesi.
JOHN BONHAM: Wszyscy ci, którzy mówią, że Ringo nie był dobrym perkusistą, po prostu nie rozumieją, na czym polega gra w zespole. Jego przejścia i wyczucie czasu były genialne. Nie chodziło o techniczne popisy, ale o to, co było najlepsze dla piosenki.
Historia The Beatles
History of THE BEATLES