MENU GŁÓWNE
- Od Autora - Geneza powstania blogu
- ŹRÓDŁA
- ***** Mój Top All-Time 2016 *****
- ***** PIOSENKI * / * SONGS *****
- *** GEORGE ***
- *** JOHN ***
- *** PAUL ***
- *** RINGO ***
- JOHN LENNON - Listy
- Best from bootlegs...
- Sir Paul McCartney w Polsce
- Oficjalna dyskografia - UK
- Christmas Records
- Otoczenie
- *** Osobno ***
- W trasie
- *** MIX ***
- Wydarzenia
- Dyskografia
- Albumy
- Single
- EP-ki
- Filmy
- Dyskografia po 1970
- *** W Y W I A D Y ***
- ** INNE **
- Posłuchaj tego / Klasa Fab4
- Foto-story
- 1957-1962
- 1963
- 1964
- 1965
- 1966
- 1967
- 1968
- 1969
- 1970
- *** SKRÓTOWA HISTORIA ZESPOŁU ***
- PO ROZPADZIE 1970 - 1980
- *** FOTKI największy zbiór fotek Fab4 ***
- ** Kto brał udział w nagraniach Fab Four **
- --- THE BEATLES TOP 100 wg. Autora bloga ---
Szukaj :
Szukaj na tym blogu
PAUL McCARTNEY - The Boys of Dungeon Lane (2026) (2)
Dzisiaj kolejny post o najnowszym albumie Sir Paula. Wypowiedzi muzyka o każdym z utworów.
Artysta: PAUL McCARTNEYAlbum: The Boys of Dungeon Lane
Data wydania: 29 maja 2026
Wytwórnia: Capitol
Producent: Paul McCartney & Andrew Watt
Długość: 47:07
Obsada:
PAUL - wszystkie wokale, gitary, gitara basowa, perkusja, instrumenty perkusyjne, instrumenty klawiszowe
Andrew Watt - gitary, instrumenty klawiszowe
Ringo Starr - wokal (10) tamburyna (1,10), perkusja (10)
Mike Davis - trąbka (4)
Chrissie Hynde – chórki (10)
Sharleen Spiteri – chórki (10)
1. "As You Lie There" Paul McCartney & Andrew Watt 4:45
2. "Lost Horizon" 3:04
3. "Days We Left Behind" 3:18
4. "Ripples in a Pond" 2:43
5. "Mountain Top" 3:40
6. "Down South" 2:23
7. "We Two" McCartney & Watt 3:01
8. "Come Inside" McCartney & Watt 3:14
9. "Never Know" McCartney &Watt 4:15
10. "Home to Us" (with Ringo Starr) McCartney & Watt 3:12
11. "Life Can Be Hard" 3:15
12. "First Star of the Night" 2:57
13. "Salesman Saint" 3:19
14. "Momma Gets By" 4:04
As You lie There
Gdy mieszkałem w Liverpoolu, w jednym z okien z naprzeciwka pojawiała się dziewczyna, która potwornie mi się podobała. Miała na imię Jasmine. Przepraszam, Nancy [żona Paula]! Ale byłem wtedy dzieciakiem, nie miałem pojęcia, jak do niej podejść, nigdy z nią nie rozmawiałem. I właśnie o tym jest ta piosenka: o wyobrażaniu sobie Jasmine, która tam leży w swoim pokoju i myśleniu, czy ona też o mnie myśli. Najzabawniejsze jest to, że los płata figle. Jakiś czas później ta dziewczyna naprawdę przyszła do naszego domu i zapukała do drzwi. Ale akurat byłem... niedysponowany, bo siedziałem w toalecie! I przez to przegapiłem Jasmine! No powiedzcie sami, czyż to nie romantyczne?
Lost Horizon
Kiedy jesteś młody, patrzysz przed siebie i horyzont wydaje się nieskończony. Masz wrażenie, że możesz biec przed siebie i nigdy się nie zatrzymasz. Z wiekiem zaczynasz częściej oglądać się za siebie. Zastanawiasz się, gdzie podziały się tamte miejsca, tamte twarze i tamten dziecięcy zachwyt światem. 'Lost Horizon' to piosenka o poszukiwaniu spokoju i o tym, że choć tamte chwile minęły, to ich blask wciąż nosimy w sobie. Czasami najpiękniejsze krainy to te, które zachowaliśmy w pamięci.
Days We Left Behind
Patrzyłem na to zdjęcie i uderzyło mnie, jak beztroscy wtedy byliśmy. Nie było wielkich kontraktów, presji, menedżerów ani stadionów pełnych ludzi. Byliśmy tylko my dwaj, kilka akordów i marzenie o podbiciu świata. 'Days We Left Behind' nie jest jednak piosenką smutną. To raczej list miłosny do przeszłości. Czasem musimy zostawić pewne dni za sobą, żeby pójść dalej, ale to nie znaczy, że przestajemy za nimi tęsknić. Myślę, że każdy, kto po latach patrzy na swoje stare zdjęcia, poczuje dokładnie to samo.
Ripples in a Pond
Czasami wydaje nam się, że to, co robimy, nie ma większego znaczenia. Że jesteśmy tylko pyłkiem. Ale kiedy wrzucisz mały kamyk do stawu, kręgi na wodzie rozchodzą się o wiele dalej, niż kończy się Twój wzrok. Tak samo jest z miłością, z muzyką, z życiem. Piosenka, którą napisaliśmy z Johnem w małym pokoiku sześćdziesiąt lat temu, była takim małym kamykiem. A kręgi na wodzie wciąż trwają i docierają do ludzi na całym świecie. 'Ripples in a Pond' to utwór o tym, że wszystko, co robimy z serca, ma swoje echo w wieczności.
Mountain Top
Ludzie często pytają mnie, dlaczego wciąż to robię, dlaczego nagrywam płyty i ruszam w trasy, skoro zdobyłem już każdy możliwy szczyt. Odpowiadam im, że wspinaczka nigdy się nie kończy. 'Mountain Top' to piosenka o tej niesamowitej radości, jaką daje samo dążenie do celu. Kiedy w końcu stajesz na szczycie, wiatr wieje ci w twarz, a ty patrzysz w dół na wszystko, co przeszedłeś – czujesz, że żyjesz. Napisałem to, żeby dać ludziom kopa do działania. Niezależnie od tego, jak stroma jest Twoja góra, nie zatrzymuj się, dopóki nie wejdziesz na samą górę!
Down South
Każdy z nas dochodzi czasem do ściany, kiedy ma ochotę rzucić wszystko, spakować jedną torbę i po prostu ruszyć przed siebie. Dla mnie taką ucieczką zawsze była droga na południe – tam, gdzie powietrze staje się cieplejsze, ludzie nigdzie się nie spieszą, a muzyka gra na każdym rogu. 'Down South' to piosenka o zrzucaniu z siebie ciężaru. Otwierasz okno w samochodzie, wystawiasz rękę, łapiesz wiatr i zapominasz o całym świecie. Napisałem to jako hymn dla każdego, kto właśnie zaczyna swój urlop!
We Two
Gdy jesteś z kimś przez długi czas, zaczynasz zauważać, że tworzycie coś w rodzaju małej, dwuosobowej wyspy. Świat wokół was może pędzić, krzyczeć, zmieniać się w szalonym tempie, ale kiedy zamykacie za sobą drzwi, ten cały hałas znika. Zostajecie tylko wy dwoje. 'We Two' to piosenka o wdzięczności za to, że ma się obok kogoś, z kim nawet milczenie jest najpiękniejszą rozmową. To hołd dla miłości, która daje absolutny spokój.
Come Inside
Gdy jesteś z kimś przez długi czas, zaczynasz zauważać, że tworzycie coś w rodzaju małej, dwuosobowej wyspy. Świat wokół was może pędzić, krzyczeć, zmieniać się w szalonym tempie, ale kiedy zamykacie za sobą drzwi, ten cały hałas znika. Zostajecie tylko wy dwoje. 'We Two' to piosenka o wdzięczności za to, że ma się obok kogoś, z kim nawet milczenie jest najpiękniejszą rozmową. To hołd dla miłości, która daje absolutny spokój.
Never Know
'Never Know' to piosenka o tym, że bez względu na to, jak bardzo starasz się zaplanować swoje życie, ułożyć wszystko w głowie i zabezpieczyć się na każdą ewentualność – i tak nigdy nic nie wiadomo. Los zawsze znajdzie sposób, żeby cię zaskoczyć. Kiedy pracowaliśmy nad tym w studiu z Andrew Wattem, pomyślałem, że ta niepewność powinna mieć swoje odzwierciedlenie w muzyce. Chciałem, żeby brzmienie było trochę zamglone, tajemnicze, wręcz hipnotyczne. Przesunęliśmy kilka suwaków w reżyserce w nietypowe miejsca i daliśmy się ponieść improwizacji. Wyszło z tego coś bardzo ekscytującego.
Home to Us
Przez całe życie byłem w drodze. Mieszkałem w setkach hoteli, odwiedziłem niesamowite miejsca i ciągle gdzieś pędziłem. Ale z wiekiem zdajesz sobie sprawę, że prawdziwy dom to nie jest miejsce, do którego kupujesz bilet. Dom to ta jedna osoba, która trzyma cię za rękę, gdy gasną światła reflektorów. To chwila, w której siadasz w fotelu, patrzysz na kogoś bliskiego i wiesz, że nigdzie indziej nie musisz już uciekać. 'Home to Us' napisałem z myślą o tym najprostszym, a zarazem najgłębszym szczęściu – o powrotach tam, gdzie jesteśmy naprawdę u siebie.
Life Can Be Hard
Czasami piszesz piosenkę miłosną, a czasami rockandrolla, ale czasem potrzebujesz po prostu powiedzieć komuś: 'Wiem, co czujesz. Też tam byłem'. Życie potrafi dać w kość, potrafi rzucić na kolana i nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Ale ważne jest to, co robisz, gdy już na tych kolanach jesteśmy. 'Life Can Be Hard' to piosenka o szukaniu siły w małych rzeczach, w drugim człowieku, w nadziei, że po każdej nocy w końcu przyjdzie świt. Chciałem, żeby ten utwór był jak ciepły koc, którym możesz się otulić, kiedy masz gorszy dzień.
First Star of the Night
Gdy byłem dzieckiem w Liverpoolu, mama zawsze powtarzała mi, żebym wypatrywał pierwszej gwiazdy na wieczornym niebie i pomyślał życzenie. To taki stary, uroczy zwyczaj. Robiłem to jako mały chłopiec, robiłem to, gdy zakładaliśmy The Beatles, i wiecie co? Wciąż to robię, kiedy siedzę wieczorem w ogrodzie. 'First Star of the Night' to piosenka o zachowaniu w sobie tej dziecięcej iskry. Świat potrafi być ciemny i skomplikowany, ale ta pierwsza mała gwiazda przypomina nam, że światło zawsze wygrywa z mrokiem. Napisałem to jako kołysankę dla dorosłych, którzy zapomnieli, jak to jest marzyć.
Salesman Saint
Wszyscy znamy takich ludzi. Włączasz telewizor albo internet, a tam stoi facet w idealnym garniturze z hollywoodzkim uśmiechem i mówi, że jeśli kupisz jego książkę, sok z jarmużu albo garnki, to twoje życie stanie się rajem. 'Salesman Saint' to piosenka o takim współczesnym proroku od siedmiu boleści. Pisało mi się to genialnie, bo uwielbiam tworzyć takie barwne, przerysowane postacie – jak kiedyś Eleanor Rigby czy Maxwell. Chciałem, żeby muzyka była wesoła i skoczna, bo najlepszym lekiem na takich naciągaczy jest po prostu zdrowy śmiech!
Momma Gets By
Gdy jesteś dzieckiem, nie zauważasz, jak ciężko mają twoi rodzice. Widzisz tylko mamę, która wraca z pracy, robi kolację, uśmiecha się i gasi światło. Dopiero po latach, kiedy sam zostajesz rodzicem, dociera do ciebie, przez jakie piekło czasem przechodzili, żeby utrzymać wszystko w garści. Moja mama ciężko pracowała, rano i wieczorem, ale bez względu na to, jak było krucho z pieniędzmi czy siłami, zawsze powtarzała: 'Damy sobie radę, chłopcy'. 'Momma Gets By' to piosenka o tej cichej, codziennej odwadze matek. Myślę, że moja mama bardzo by się z niej ucieszyła.
PAUL MCCARTNEY - The Boys of Dungeon Lane (2026)
Dzisiaj obiecany mój post o najnowszym albumie Sir Paula. Uzupełniany niektórymi (jest materiału o tym albumie w sieci mnóstwo). wspomnieniami Artysty i jego producenta. Miłego czytania.
Artysta: PAUL McCARTNEYAlbum: The Boys of Dungeon Lane
Data wydania: 29 maja 2026
Wytwórnia: Capitol
Producent: Paul McCartney & Andrew Watt
Długość: 47:07
Obsada:
PAUL - wszystkie wokale, gitary, gitara basowa, perkusja, instrumenty perkusyjne, instrumenty klawiszowe
Andrew Watt - gitary, instrumenty klawiszowe
Ringo Starr - wokal (10) tamburyna (1,10), perkusja (10)
Mike Davis - trąbka (4)
Chrissie Hynde – chórki (10)
Sharleen Spiteri – chórki (10)
Zawartość: (wszystkie autorstwa Paula, z wyjątkiem zaznaczonych)
1. "As You Lie There" Paul McCartney & Andrew Watt 4:45
2. "Lost Horizon" 3:04
3. "Days We Left Behind" 3:18
4. "Ripples in a Pond" 2:43
5. "Mountain Top" 3:40
6. "Down South" 2:23
7. "We Two" McCartney & Watt 3:01
8. "Come Inside" McCartney & Watt 3:14
9. "Never Know" McCartney &Watt 4:15
10. "Home to Us" (with Ringo Starr) McCartney & Watt 3:12
11. "Life Can Be Hard" 3:15
12. "First Star of the Night" 2:57
13. "Salesman Saint" 3:19
14. "Momma Gets By" 4:04
Paul i Andrew Watt
PAUL: Album naprawdę się zaczął, kiedy mój menedżer powiedział: „Czy chciałbyś poznać Andrew Watta? Wiedziałem, że jest aktywnym młodym producentem i podobało mi się jego rzeczy. Powiedziałem: „Tak, świetnie”. Powiedział: „Cóż, to tylko filiżanka herbaty. Zejdź do jego studia”... Byliśmy jak para Boys Of Dungeon Lane – mali chłopcy w piaskownicy – i dobrze się bawiliśmy... [Andrew Watt produkował między innymi Eltona Johna, The Rolling Stones, Ozzy'ego Osbourne'a. Pearl Jam, Iggy Popa a nawet ... Justina Biebera]
Watt: Nigdy wcześniej nie nagrywałem albumu z kimś, kto grałby na każdym instrumencie, i to, co on potrafi zrobić, jest po prostu niezwykłe. Zapytałem go wczoraj wieczorem, na oczach wszystkich, jak on to robi. Powiedział rzecz naprawdę urzekającą. Zamiast siedzieć i tłumaczyć komuś innemu: „Nie, nie, to idzie tak. Nie, zrób to w ten sposób”, po prostu robisz to sam i wtedy wiesz, dokąd zmierza piosenka. Wiesz, jaka ma być partia perkusji, jakiego chcesz groove'u. Po prostu dajesz z siebie wszystko, żeby wyszło dobrze. To było świetne podejście. Kiedy masz umiejętności, by zrobić to samemu, po prostu to robisz. Wiesz, jakie mają być poszczególne partie. Nie ma nikogo innego, kto potrafiłby to zrobić.
Wzruszenie towarzyszyło mi już przy pierwszych odsłuchach tych dwóch piosenek, które zdążyłem poznać wcześniej – pierwszego singla The Days We Left Behind oraz nagranego wspólnie z Ringo utworu Home to Us. Ale sam moment otwierania pudełka, odklejania folii z albumu, który – oby nie, ale przypuszczalnie – może być ostatnim dziełem Sir Paula, to było uczucie absolutnie nie do opisania.
PAUL: Wtedy Andrew nagrał riff gitarowy, bo jest świetnym gitarzystą. I w ciągu kilku dni stworzyliśmy As You Lie There. Tak zaczęła się ta podróż”. Ta „podróż” obejmowała nagrania w różnych studiach w Los Angeles, a także w należącym do Maccy studio Hog Hill Mill w Sussex oraz w starym, beatlesowskim zakątku – Abbey Road. Spośród wszystkich powstałych piosenek to właśnie pierwszy singiel "Days We Left Behind nadaje ton całości – i to on przyniósł tytuł całemu albumowi. To dla mnie piosenka bardzo wspomnieniowa. Po prostu myślałem o tych dniach, które zostawiłem za sobą. Paul przyznał, że utwór "Days We Left Behind" nawiązuje bezpośrednio do Johna Lennona i czasów na Forthlin Road. Piosenka sugeruje, że obaj twórcy napisali wtedy „tajny kod, o którym nigdy nikomu nie opowiedzieli”. W clipie wykonanie piosenki w popularnym SNL.
Watt: Days We Left Behind to jeden z klasyków w jego wielkim śpiewniku. Naprawdę poruszył tam czułą strunę i sięgnął głęboko do swojego wnętrza. Za każdym razem, gdy słyszę tę piosenkę, nawet wczoraj przed fanami, chce mi się płakać. Płakałem przy niej, gdy on gapił się na mnie i mówił: „Nie płacz. Co z tobą nie tak?”. Ona po prostu robi coś ze mną. W takim utworze nie chciałbyś słyszeć automatów perkusyjnych. Ta piosenka to gitara, pianino, harmonium, głos i bas. Nie potrzebuje wielu rzeczy; potrzebuje faceta grającego na tych instrumentach i obnażającego swoją duszę.
Watt: W 2021 roku, w nocy przed jego pierwszą wizytą, obudziłem się zlany zimnym potem, przypominając sobie, że w studio mam wyłącznie gitary dla praworęcznych. Mimo że sam jestem leworęczny, gram jak praworęczny. Mieliśmy tylko napić się herbaty, ale pomyślałem: „A co, jeśli z jakiegoś powodu będzie chciał zagrać na gitarze? A ja nie będę miał dla niego instrumentu? I przez to nie zagra? I moja szansa, żeby kiedykolwiek zagrać z Paulem McCartneyem i wreszcie, kurwa, dowiedzieć się, jak on robi ten myk w 'Blackbird' przepadnie?”. W środku nocy znalazłem firmę wypożyczającą sprzęt, która miała bas Rickenbackera, bas Höfnera, Epiphone Casino, Martina D-28 z 1969 roku – dosłownie cały jego zestaw, bo jestem świrem na punkcie McCartneya, tak jak my wszyscy. (Przepraszam, Elton John nie przestaje do mnie dzwonić, kiedy z tobą rozmawiam. Dzwoni bez przerwy, to już chyba czwarty raz, przepraszam. [Śmiech]). Przetrząsnąłem internet i napisałem do mojego asystenta, który pomaga mi w takich sprawach. Powiedziałem: „Potrzebujemy tego, tego i tego, a ja idę spać. Upewnij się, że to będzie w studio”. Sprzęt był w jakimś dziwnym mieście w Kalifornii, ale zdobyliśmy wszystko. Piliśmy herbatę, rozmawialiśmy, było naprawdę miło. I nagle on mówi: „Wiesz, piosenkę można napisać o wszystkim”. Sięgnął po gitarę i zorientował się: „Och, jest praworęczna”. Wtedy podałem mu gitarę dla leworęcznych, a on zagrał ten bardzo dziwny akord. Powiedział: „Czasami po prostu łapię losowy akord, którego nigdy wcześniej nie grałem, i zaczynam od tego”. Zagrał więc ten dziwny akord, uśmiechnął się z tym swoim chłopięcym urokiem i musiał go rozwiązać, bo brzmiał tak cholernie dziwnie w zawieszeniu. Przesunął palec o dwa progi w dół i akord się rozwiązał. Ja złapałem za gitarę, zagrałem trzeci akord i ruszyło.
PAUL: Często myślę o Johnie i George’u. Zanim powstali The Beatles, jeździliśmy autostopem. To były czasy, kiedy jeszcze można było to robić – teraz ostrzegam moje wnuki: 'Nie róbcie tego', bo na świecie jest zbyt wielu świrów... Dostałem wskazówkę od kogoś, kto powiedział: 'Zacznij w Chester – bo tam są wszystkie ciężarówki i wszystkie jadą prosto na południe (down south). To dobre miejsce, by złapać pierwszą podwózkę'.
Wielu dyskutuje o głosie McCartneya. Ja po pierwsze absolutnie pokochałem jego barwę na tym krążku. Naprawdę nie brzmi źle! Może nie jest już tak mocny i tak uderzająco podobny do dawnego „oryginału”, jak ma to miejsce w przypadku Ringo Starra czy Micka Jaggera, którzy na swoich nowych nagraniach brzmią niemal identycznie jak za dawnych, młodzieńczych lat. Głos Paula się zmienił, ale ma w sobie niesamowitą, dojrzałą magię.
Watt: Moje zadanie jako producenta zmienia się w zależności od tego, z kim pracuję, prawda?. Są albumy, na których piszę każdą piosenkę i wskazuję drogę. A są takie, gdzie po prostu podążam za artystą. A za Paulem McCartneyem idziesz wszędzie tam, gdzie on, kurwa, zechce. W końcu to Paul McCartney, więc prowadzi na każdym kroku. Ja tylko słucham i reaguję na to, co robi. Decyzje, które podejmowaliśmy, i produkcja, na którą się decydowaliśmy, były bardzo mocno podyktowane samymi piosenkami. Ten album jest bardzo różnorodny. Są tu syntezatory, automaty perkusyjne, a obok nich utwory z samą gitarą bez żadnego pogłosu czy innych efektów. Wizja tego, by Paul pozostał sobą, była dla mnie kluczowa. Nie chciałem, żebyś słuchając albumu McCartneya, powiedział: „Hej, on teraz brzmi jak Post Malone!”. Mają te same inicjały, ale nie chcemy, żeby brzmieli tak samo. Uważam, że on jest naprawdę największym żyjącym muzykiem. Nie ma nikogo, kto potrafiłby grać na instrumentach tak jak on. Chciałem, żeby to było słychać na tych nagraniach. Nie chciałem tego przykrywać toną produkcji, nieskończonym pogłosem i brudem. Siedzieliśmy tam i zmiksowaliśmy to sami. Miks jest nowoczesny, głośny. Kiedy trzeba, uderza z mocą. Kiedy trzeba mocno zarockować, rockuje ostro i ma potężne brzmienie. To nie brzmi jak lata 70. Ale byłem na tak wielu koncertach Paula McCartneya i widzę, co się dzieje, gdy gra „Jet” czy „Band on the Run”. Jeśli pisze takie piosenki, to będziemy je produkować z żywymi instrumentami, rozumiesz?.
PAUL:
"Salesman Saint"... Ta piosenka to moje wspomnienie o mamie i tacie. Urodziłem się podczas II wojny światowej i często myślę: 'Jasna cholera, posiadanie dziecka teraz jest wystarczająco trudne, ale wyobraź sobie, że wszyscy mielibyśmy świadomość, że w każdej chwili mogą spaść bomby' – a Liverpool był mocno bombardowany. Myślałem o nich, jak wychowywali dzieciaka w takich okolicznościach. Mój tata był akurat sprzedawcą bawełny, a mama pielęgniarką. Zrobili to. Poradzili sobie i wychowali mnie i mojego brata [Mike'a]. Zabierali nas do lekarzy, posłali do szkoły i robili te wszystkie rzeczy w takich warunkach. Na końcu piosenki pojawia się muzyka, którą starałem się stworzyć na wzór ich epoki.
Podsumowując: to oczywiście nie jest najlepszy album w solowej karierze Paula. Jednak mój odbiór tej płyty powędrował ostatecznie gdzieś w bliskie okolice serca. Ten materiał jest po prostu piękny. Przez najbliższe tygodnie to właśnie ten krążek będzie moją główną playlistą. Gorąco Wam polecam to spotkanie z legendą.
Pattie Boyd-Harrison - wspomnienia (7)
Zanurzmy się po raz kolejny w głąb świata The Beatlesów. Dzisiaj w 7-tym już odcinku wspomnień Pattie, w świat George'a Harrisona i samej autorki, które opublikowała w książce "Wonderful Tonight". Dzisiaj trochę "kuchni" życia beatlesowskiej pary. Nawet dosłownie.
George wciąż bardzo dużo koncertował – przez pierwsze trzy lata naszej znajomości The Beatles odbywali średnio trzy długie trasy rocznie: jedną po Wielkiej Brytanii, jedną po Ameryce i jedną obejmującą kilka innych krajów. Kiedy nie byli w trasie, nagrywali. Wydawali około trzech singli i jeden album rocznie, co oznaczało niezliczone godziny spędzone w studio. Często siedzieli tam od jedenastej rano do jedenastej w nocy, a nierzadko nawet do północy. W końcu porzuciłam mieszkanie w Londynie, gdzie czułam się samotna, i wprowadziłam się do George’a. Londyn był oddalony o zaledwie czterdzieści pięć minut drogi – szybki skok trasą A3 – więc łatwo było dojechać do pracy czy dla rozrywki. Ta ostatnia oznaczała imprezy, kluby, dyskoteki, kolacje, czasem teatr i kino. Cubby Broccoli, producent filmów o Jamesie Bondzie, był właścicielem małej prywatnej sali kinowej i zapraszał nas na każdy nowy film, jaki akurat wyświetlano.
Do domu przychodziło mnóstwo listów od fanów, a kiedy mama George’a przyjeżdżała z Liverpoolu, zabierała je i na nie odpowiadała. W międzyczasie listy piętrzyły się w kartonowych pudłach, tworząc góry kopert. Nigdy nie zapomnę, jak wróciłam pewnego dnia do domu i zastałam pudła porozrzucane po całej podłodze, a listy rozniesione szeroko wokół. Wyglądało to tak, jakbyśmy zostali okradzeni. Kiedy zaczęłam je zbierać, zauważyłam, że jedna koperta została otwarta. Była zaadresowana do Korky’ego, naszego uroczego, białego kota perskiego – nazwanego tak na cześć postaci z komiksu „The Dandy” – i zawierała kulkę kocimiętki, zioła, za którym koty szaleją. Mądre stworzenie, znalazł i otworzył własną pocztę od fanów. Co irytujące, Korky zdawał się woleć życie w szkole dla dziewcząt znajdującej się po sąsiedzku, ale być może działo się tak dlatego, że tak często nie było mnie w domu – regularnie pracowałam w Paryżu. Robiłam wiele sesji dla „Elle” i kilka stron dla amerykańskiego „Vogue'a”, gdzie poznałam Dianę Vreeland, jego wieloletnią redaktor naczelną. Wcześniej przez dwadzieścia pięć lat była redaktorką mody w „Harper’s Bazaar” i była to postać budząca respekt. Fascynowały mnie jej oczy: nakładała wazelinę na kości powyżej nich. Nosiła czarne włosy gładko zaczesane do tyłu, była bardzo wysoka, szczupła i dystyngowana. Pracowałam wtedy dla Baileya i niewiele jadłam; zemdlałam na schodach przed studiem i uciekł mi samolot do domu. Kiedy w końcu wróciłam do Esher, zastałam brata George’a, Pete’a, oraz jego żonę Pauline, którzy zainstalowali się w domu. Przyjechali spędzić wakacje w Kinfauns. Byłam taka wściekła; zrobiłam dla nich kolację, a oni nie chcieli jej zjeść, ponieważ powiedzieli, że jedzą wyłącznie o szóstej godzinie.
Alkohol nie zajmował wcześniej dużego miejsca w moim życiu. Mogłam wypić trochę wina z Erikiem Swayne’em – tuż po drugiej stronie ulicy od mojego mieszkania była urocza restauracja Bistro Vino i dość często tam jadaliśmy – ale piłam niewiele. George nie pijał wina, dopóki nie przybył do Londynu, gdzie wprowadził go w ten świat Brian Epstein. Kiedy chodziliśmy do takich miejsc jak Annabel’s, zapisywałam nazwy niektórych win, które zamawiał Brian i które nam smakowały, jak Châteauneuf-du-Pape, Clos de Vougeot czy Nuits-St.-Georges. Brian zmienił wszystko w życiu wszystkich Beatlesów, nauczył ich bardziej wyrafinowanych manier. Też pochodził z Liverpoolu, ale z eleganckiej dzielnicy – jego rodzice byli właścicielami renomowanego sklepu meblowego, w którym otworzył dział muzyczny o nazwie NEMS (North End Music Store) – i kształcił się w prywatnych szkołach. Był też od nich starszy – miał dwadzieścia siedem lat, gdy zaczął nimi zarządzać – i bardziej doświadczony w świecie. W przeciwieństwie do mnie, George nigdy nie bywał głodny, więc nie jedliśmy dużo. Na śniadanie wypijaliśmy filiżankę herbaty, może jedliśmy jajka sadzone, a potem nic na obiad. Wieczorem zawsze byłam głodna jak wilk. Jechaliśmy pewnego dnia Jaguarem E-Type przez Liphook lub Hindhead i zatrzymaliśmy się w małej herbaciarni, bo umierałam z głodu. Gdy wchodziliśmy, starsza pani powiedziała: „To kosztuje trzy szylingi i sześć pensów od osoby, wiecie?”, a my zaczęliśmy się śmiać, bo musieliśmy wyglądać tak, jakby nie było nas na to stać.

































