Historia The Beatles. Spojrzenia wstecz: 9.12.1961 - Aldershot, tak było....

Czasem to właśnie te najbardziej nieudane wieczory najlepiej definiują wielkość legendy. Okazuje się, że historia koncertu w Aldershot – jednego z najpopularniejszych wpisów na tym blogu – wciąż budzi Wasze ogromne zainteresowanie. I wcale mnie to nie dziwi. W świecie, w którym The Beatles kojarzą się z wypełnionymi po brzegi stadionami i histerią fanów, ta opowieść o 18 osobach w Palais Ballroom, zepsutych plakatach i „walce” na niewłaściwe akordy, jest jak kubeł zimnej wody – oczyszczająca, ludzka i szalenie prawdziwa.


THE BEATLES - ALDERSHOT '1961

Skoro ten tekst niezmiennie zajmuje pierwsze miejsce w Waszych czytelniczych rankingach, postanowiłem odkurzyć go i przypomnieć w całej okazałości. To zapis momentu, w którym przyszli bogowie rocka byli po prostu grupą wściekłych, głodnych i rozczarowanych chłopaków z Liverpoolu, próbujących odnaleźć się w kompletnie pustej sali, o czym wspominał już Paul choćby w tej serii (czytaj: tutaj).

Nic w tej historii nie zmieniam. Zostawiam surowe wspomnienia świadków i emocje tamtego wieczoru, bo to one najlepiej oddają klimat tej „katastrofy”, która w ostatecznym rozrachunku stała się jednym z najciekawszych epizodów wczesnej biografii zespołu. Zapraszam ponownie do Aldershot – miejsca, gdzie Beatlesi (wtedy jeszcze z Pete Bestem) nigdy nie wrócili, ale o którym tak chętnie rozmawiamy po latach. Wydarzenie to jest doskonale udokumentowane zdjęciami, co nie jest jakoś specjalnie wyjątkowe w przypadku naszych ulubieńców, moim zdaniem najbardziej "udokumentowanym" zespołem świata.


 
 THE BEATLES - ALDERSHOT '1961

Dick Matthews, autor wszystkich zdjęć z Aldershot (z butelką), George, John i u góry Sam Leach




 

9 grudnia Sam Leach (ówczesny 'dorywczy' agent i promotor The Beatles, bardzo usilnie starający się by zostać menadżerem chłopców, na górnym zdjęciu pierwszy, za nim George, John i Dick Matthews, przyjaciel Leacha) załatwił im granie na wieczorkach tanecznych (dancingach) w Palais Ballroom, Alsershot, miasteczku w hrabstwie Hampshire, ok. 60 km od Londynu.

Plakat reklamujący dancingi zapowiadał 'walkę zespołów' - Liverpool versus Londyn. 'Przeciwnikami' Beatlesów była londyńska kapela Ivora Jay i jego Jaywalkers (plus dwa dodatkowe zespoliki).

 Kłopoty z lokalnymi gazetami i promocją koncertu spowodowały, że Beatlesi grali prawie dla pustej sali. Co ciekawe, zespół Ivora Jay and the Jaywalkers nie pojawił się. Sam Leach był załamany. 
 John Lennon pytał wtedy: Gdzie jest ta k.....ska inna grupa? To ma być bitwa zespołów? 
 
Te „kłopotach z lokalnymi gazetami” Leacha wspomniane wyżej to wyglądały trochę inaczej. Prawda jest jeszcze bardziej prozaiczna i bolesna dla niego: lokalna gazeta odmówiła wydrukowania ogłoszenia, ponieważ czek, który Leach wysłał na pokrycie kosztów reklamy, nie został zaksięgowany na czas. 
To był jeden z tych pechowych zbiegów okoliczności, które zadecydowały o tym, że nikt w Aldershot nie wiedział o wielkim „desancie” Beatlesów.  Leach  skomentował to, że po prostu jest czterech ludzi mniej do podziału kasy. 
Na potrzeby koncertu wynajął dla chłopców samochód z szoferem, Dave Johnstone oraz swego innego znajomego, Terry McCann (prowadził vana ze sprzętem).

  Sam Leach w wywiadach często wspominał o tym, że jego celem w Aldershot było ściągnięcie tam londyńskich agentów muzycznych (A&R men), żeby pokazali „chłopców z Liverpoolu” stolicy. Jeden z nich, Tito Burns, miał zbyć Leacha słowami:  Sam, w Londynie mamy 5000 grup. Kto potrzebuje zespołu z tak głupią nazwą jak The Beatles? To zdanie jest genialnym dowodem na to, jak bardzo przemysł muzyczny był wtedy ślepy na to, co nadchodzi.

      
 
 
 
 
*****************************
TERRY MCCANN: ... W Stafford zatrzymaliśmy się na kawę. Nie było wtedy autostrady do Londynu, jechaliśmy A1. Wyrzucono nas z knajpy i wcale nie byłem zdziwiony. Beatlesi byli w skórach i wyglądali niechlujnie... W Aldershot Sam zauważył, że plakaty były pozrywane, musieliśmy czekać aż ktoś nam otworzy wejście do klubu. Zaczęliśmy rozładowywać sprzęt, Sam poszedł bo do pobliskiego pubu namawiać ludzi by przyszli na występ, przyniósł przy okazji piwo, na zdjęciach widać jak wszyscy piją... Czasami ktoś wpadał, oglądał trochę występ i odchodził uważając go za nudny...
 
THE BEATLES - ALDERSHOT '1961   

 
18 osób oglądających przyszłych Fabsów. To jest chyba najbardziej romantyczna część tej historii. Wśród tych 18 osób (często mówi się też o 16-18) byli lokalni fani muzyki, ale niektórzy z nich po latach, gdy Beatlesi stali się już ikonami, zarzekali się, że byli tamtego wieczoru. Jak wspomniałeś, „wspomnienia” bywają elastyczne. Ciekawym dopowiedzeniem jest to, że wśród lokalnych muzyków z tamtego regionu panowała wtedy spora zazdrość o to, że „obcy” z Liverpoolu wchodzą na ich „podwórko”. Jeden z lokalnych muzyków, Alan Hope, otwarcie przyznawał po latach, że był wściekły na fakt, iż nie zaproponowano mu miejsca w składzie na ten koncert, co mogło przyczynić się do braku lokalnego rozgłosu.
 
 

   Oto zapis wydarzeń z 9 grudnia 1961, który rzuca jeszcze więcej światła na to, co działo się za kulisami tego pechowego wieczoru. Sam Leach myślał szybko i intensywnie. Kiedy masz wątpliwości, zrób coś, cokolwiek. „Słuchajcie chłopaki, nigdy się nie poddawajcie. Przejedziemy się po mieście, przykleimy plakaty na każdym słupie i płocie, jaki zobaczymy. Jak to zrobimy, zrzucimy sprzęt w Palais Ballroom, a potem zabiorę wszystkich na szybką szamę do małej knajpy naprzeciwko. Co wy na to?” Po raz pierwszy 
Beatlesi siedzieli jak zaklęci.
Po posiłku rozdzielili się i przeczesali miasto w poszukiwaniu ludzi. Rozdawali ulotki, odwiedzali puby i kawiarnie, rozpowiadając o „fantastycznej grupie”. Ale ludzie z Aldershot nie byli zainteresowani, nawet gdy Sam w desperacji krzyczał, że wstęp jest za darmo.
„Aldershot nie jest gotowe na rock ‘n’ rolla ani na The Beatles” – powiedział Sam, zrezygnowany.
 

JOHN rzuca: Aldershot jest tak beznadziejne, że nie są nawet gotowi na ka wewnętrzne toalety. Ale skoro już tu jesteśmy, to pieprzyć to, ruszajmy do Soho w Londynie i upijmy się porządnie. 

PAUL błagalnie: Ej, daj spokój, John. Musimy spróbować, nawet jeśli zagramy tylko pięć minut.
   Paul przekrzywił głowę, zaczął śpiewać „There’s no business like show business” i zaczął podrygiwać środkiem ulicy jak tancerz. „Hej, Johnny, wiesz, że show zawsze musi trwać”.
A, pieprzyć to – warknął John. Dokąd my kurwa zmierzamy?
Na szczyt, Johnny! – odkrzyknęli chórem.
Na szczyt ka szczytów! – wrzasnęli wszyscy. Dobra, Beatlesi, kurwa gramy. Show trwa dalej.
 

Sam otworzył drzwi punktualnie o 19:30, ale przywitały go tylko wirujące płatki śniegu. Co ja zrobiłem w poprzednim życiu, że na to zasłużyłem? – mruknął. Zagrajcie jak w Hamburgu, jak w tym klubie... jak on się nazywał? Punjabi? Nie! – odkrzyknęli Beatlesi. Indra, kurwa! Właśnie! Zagrajcie trochę ka Indry.

I zagrali. Przez trzy godziny, przy których pękały opuszki palców, grali tak, jakby przed nimi były cztery tysiące ludzi, a nie osiemnaście osób. A potem – po ostatnim krzyku Johna o „Money” – kiedy zobaczyli, że tłum domaga się więcej, zagrali „Roll Over Beethoven”. Dziewczyny wirowały, chłopcy tańczyli jive’a, a wszyscy bawili się tak, jakby to był najważniejszy koncert w ich życiu.

Noc zakończyła się w typowym stylu: tańce, „bingo” z nakrętek od piwa, zabawa w „dzwony” i w końcu... walenie do drzwi. „Policja!” – szepnął Terry. John zaczął chichotać, Paul parsknął, a kiedy do drzwi podszedł sierżant, Sam próbował desperacko wyglądać na trzeźwego. „Macie piętnaście minut, żeby się stąd wynosić” – szczeknął sierżant. „Na rowery i nigdy więcej tu nie wracajcie”. 

Ty i Aldershot możecie też spieprzać” – mruknął George pod nosem.Nigdy, to dla nas i tak za wcześnie na powrót w to miejsce

  

 
 
PETE BEST: Co ciekawe w połowie jednego numeru, John i Paul założyli płaszcze i zeszli na parkiet zatańczyć wspólnie fokstrota, gdy my nadal dwaj musieliśmy nadal walczyć z piosenką (zdjęcie niżej). W ciągu całego wieczoru John i Paul wariowali, celowo grali niewłaściwe akordy, zmieniali teksty i wygłupiali się jeszcze bardziej...

TERRY MCCANN: Beatlesi byli trochę wkurzeni tym, że nie wyszło z frekwencją ale grali. Był tam ich standardowy repertuar, trochę Chucka Berry'ego, Jerry Lee Lewisa i Eddiego Cochrana. George znał intra gitarowe do wszystkich piosenek Berry'ego, Paul prawdopodobnie zaśpiewał swoje 'Till There Was You' bo wtedy zawsze śpiewał ten numer, mimo że go wszyscy za to nienawidzili... 
Nie dziwię się, że się nie podobaliśmy, zwłaszcza że w kilku w numerach zagrałem na perkusji, bo Pete był tak wkurzony, że nie chciał grać.Robiłem to już kiedyś, musiałem tylko utrzymać rytm i jakoś to nie za dobrze wychodziło. Beatlesi byli bardzo rozczarowani tym wieczorem, stąd tyle zdjęć gdy są poza sceną, piją piwo, tańczą ze sobą. Możecie sami sobie wyobrazić co myśleli wtedy Beatlesi, gdy na parkiecie tańczyły cztery osoby a sześć innych z niesmakiem i nudą ich obserwowało Spakowali się już o 21.30, na koniec zagrali jeszcze w kulki na parkiecie, wszak musiał się odbyć mecz Liverpoolu kontra Londyn.
 
W czasie gdy Beatlesi grali, Sam Leach krążył po sali i prosił wszystkich siedzących przy stolikach by wstali i zatańczyli. Chciał by osoby, które na moment zajrzą do klubu zobaczyły bawiących się ludzi. 

SAM LEACH: Niestety ich gra była żałosna i nie ruszyłaby umarlaka. Nie miałem ze sobą magnetofonu dlatego Beatlesi już co 15 minut robili przerwy.
 
Wybryki Beatlesów na parkiecie, głośne zachowanie, rzucanie kulami, śmiechy, wrzaski - bez udziału już gości w lokalu - spowodowało wezwanie lokalnego przedstawiciela prawa, który pouczył wszystkich by szybko zamykali lokal, pakowali się do auta i odjeżdżali.
I jeszcze raz PETE BEST - Pomysł szalonego występu w Aldershot wyszedł od Sama. Początki naszej współpracy z nim były katastrofą. On zaproponował Aldershot, odpowiedziałem, że to za daleko a on na to, że pokrywa koszty transportu i inne. No i zgodziliśmy się. Powiedziałem chłopakom, że wszystko jest już obstukane. Na miejscu nie zauważyliśmy żadnych plakatów. Powiedzieliśmy o tym Samowi: Reklamowałeś to? A on, że plakaty są i wieczorem będzie pełna sala ludzi. Poszliśmy coś zjeść , frytki z rybą, kilka placków ziemniaczanych. O 7.30 nic, pusto. O 8 (20.00) spytaliśmy: Sam, mamy grać, raczej nikt się nie pojawi... Później załatwił nam skrzynkę piwa by nas udobruchać ale już odpuszczaliśmy jego propozycje wyjazdów grania.
 
PAUL: Noc w Aldershot to wieczór, w którym mogliśmy zostać aresztowani, w każdym razie bardzo mocno się staraliśmy by do tego doszło.  
 
  
 
Ten wieczór był „gwoździem do trumny” dla relacji Sam Leach – The Beatles. Podczas gdy oni wracali do Liverpoolu, w głowach Johna i Paula powoli dojrzewała myśl, że choć Sam jest świetnym kumplem i pasjonatem, to potrzebują kogoś „profesjonalnego” – kogoś, kto ma dostęp do „salonów”, a nie tylko do pubów. To była prosta droga do podpisania umowy z Brianem Epsteinem, który – w przeciwieństwie do Leacha – zadbał o wizerunek (garnitury) i odpowiednie kontakty. 
W czasie tego pechowego wieczoru John Lennon miał sarkastycznie spytać Leacha:
 Spory tłumek Sam, jak wielu z nich jest martwych ?                          

Terry McCann wspomina, że pomimo nieudanego pobytu w Aldershot, wieczór nie zakończył się tak smutno.  Powiedziałem, jedźmy do Londynu, to nie jest daleko. Więc udaliśmy się do Blue Gardenia Club, prowadzonym przez mego starego kumpla, Briana Cass z Cass an the Cassanovas. Zadzwoniliśmy tam, że jedziemy. Zdaje się, że dżemowali wspólnie wszyscy całą noc na scenie. Myślę, Georgie Fame także był wtedy w klubie. Było fajnie, choć ludzie mówili , że nie było wtedy na scenie George Harrisona, ale ja uważam. Przyłączył się, wszyscy pamiętali jego świetną gitarę. Ok. 3 w nocy wsiedliśmy do ciężarówki i wróciliśmy do Liverpoolu.



Sam Leach (po lewej, obok Paula i Pete'a) przedstawia zespół. Możliwe, że przy perkusji siedzi Terry McCann, po prawej możliwe, że to drugi kierowca wynajęty przez Leacha, Dave Johnstone.
Podróż powrotna do Liverpoolu nie odbyła się bez problemów. W trakcie trasy powrotnej zabrakło paliwa i Terry musiał wygrzebać z kieszeni ostatniego 'piątaka' Bronił się, ale w końcu to on kupił paliwo. Zawsze pożyczali, wszystko, pieniądze, papierosy, cokolwiek. Różnie było z oddawaniem.


The Beatles mieli grać w Palais w Aldershot przez następne trzy soboty ale już nigdy tam nie wrócili. W następnym tygodniu Sam Leach sprowadził w to samo miejsce inny zespół z Liverpoolu: Rory'ego Storma and the Hurricanes z brodatym perkusistą i mnóstwem pierścionków (rings) na palcach obu rąk. Poniżej Ringo w zespole Rory'ego...


Sam Leach (na zdjęciu po prawej, obok Paula, z Petem z tyłu) często powtarzał: Zastanawiam się po dziś dzień, co się stało z tymi wszystkim młodymi ludźmi, którzy byli tamtej nocy i oglądali The Beatles i odchodzili. Czy zdali sobie z tego sprawę. Tak, już ich słyszę: Taa, oglądaliśmy wtedy The Beatles, było nas 18 osób i Beatlesi grali dla nas na bis... Wątpię, by się zorientowali wtedy, później oczywiście pewnie każdy powtarzał, że widział Beatlesów. 
 
To prawda, przez lata wielu mieszkańców Aldershot wspominało, chwaliło się, że widziało na własne oczy, u siebie w mieście The Beatles u progu kariery. Tak naprawdę to tylko 18 osób.




 *Muzyczny blog  Historia The Beatles  Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.


Wracamy do taśm DECCA: Przesłuchanie The Beatles w Decca: Bezcenna lekcja porażki


 


Dzisiaj chyba ostatni już, pełny, kompletny post o słynnych taśmach Decca, pierwszym studyjnym przesłuchaniu przyszłych Fab Four, choć w tym przypadku Fab Three, bo jeszcze z Wielką Trójką grał Peter Best. Post ten miałem opublikować na początku bieżącego roku,równo ponad 64 lat od tego wydarzenia, ale co jakiś czas tekst był edytowany. Dlaczego znowu wracam do tego ?  Otóż, pamiętam jak wiele lat temu w kuluarach wielkiego biznesu, także wśród znajomych jako ciekawy fakt poruszany w rozmowach przy piwie, mówiło się o trzech największych pomyłkach, które zmieniły bieg historii. Dziś pewnie listę tę można by wydłużyć w nieskończoność, ale przygotowując dla Was kolejny, jeszcze bardziej dopracowany materiał o słynnym przesłuchaniu przyszłych Beatlesów dla Decca Records, przypomniałem sobie właśnie o tych trzech „wielkich pudłach”.

Zanim przejdziemy do meritum (tutaj znajdziecie dwa linki do moich poprzednich wpisów o tym wydarzeniu: [1 , 2), przypomnijmy sobie te momenty, w których potężni gracze powiedzieli „nie” fortunie:

  1. Błąd giganta IBM: Oddanie pola (i kontraktu) zewnętrznej firmie na napisanie systemu operacyjnego dla ich nowych komputerów. Tak narodził się potwór o nazwie Microsoft. Bill Gates, prowadzący wtedy małą, niemal garażową firemkę, napisał na zamówienie BASIC-a, dostał potężny zastrzyk tlenu i otwarte zaproszenie do świata Wielkiego Biznesu, z którego już nigdy nie wyszedł.

  2. Polityka Apple vs. IBM: Apple popełniło błąd zamykając swoją architekturę i zabraniając klonowania swoich maszyn. IBM zrobił odwrotnie – udostępnił standard, co wywołało w latach 70. i 80. gigantyczny boom na komputery „kompatybilne z IBM”. To na tym masowym rynku zarabiało się miliony, podczas gdy Apple, mimo posiadania lepszego sprzętu, zostało w swojej niszowej złotej klatce.

  3. Historyczne „NIE” dla Liverpoolu: Odrzucenie przez Decca Records nieznanego nikomu zespołu z Liverpoolu. Przez tę jedną decyzję koło nosa przeszły im miliardy dolarów i nieśmiertelna sława. Co ciekawe, firma wyciągnęła lekcję z tej bolesnej porażki – drugi raz nie popełnili już tego błędu, podpisując kontrakt z The Rolling Stones.

A jak wyglądały kulisy tej trzeciej, muzycznej pomyłki? Zapraszam do lektury, znowu tekst pióra Colina Fleminga, cytowanego już na moim blogu. Colin to amerykański pisarz i dziennikarz  muzyczny, specjalizujący się w klasyce rocka, w tym The Beatles. Cały tekst nie jest dokładnie kopią tekstu Fleminga, ale został przez mnie prze edytowany oraz uzupełniony dodatkowymi wstawkami. Tekst ilustruję clipami wszystkich piosenek z tej sesji. Miłej lektury


 
W życiu naszym jako odbiorcy muzyki bywają chwile, gdy życzyłby sobie, aby konkretne nagranie okazało się „Graalem na widoku”. To znaczy: albumem, sesją lub koncertem, który jest łatwo dostępny i może okazać się skarbem kunsztu artystycznego, który większość ludzi jakimś cudem przeoczyła lub nie doceniła.

The Beatles mają kilka nagrań typu „Graal na widoku”, ale jest jedno szczególne, do którego nawet wieloletni fan Beatlesów skłonny jest wracać raz po raz, mając nadzieję, że uderzy go ono w sposób, w jaki prawdopodobnie nie uderzyło wcześniej. Tym nagraniem jest słynna – lub niesławna – taśma z przesłuchania, którą zespół zarejestrował dla Decca Records w pierwszy dzień 1962 roku, ostatniego roku Beatlesów przed zdobyciem sławy. Czytając ich historię, można odnieść wrażenie, że ci czterej mężczyźni wiele wycierpieli i włożyli ogromny wysiłek, zanim nastąpił przełom, ale mówimy tu tylko o kilku latach – trudno nazwać to odyseją w poszukiwaniu sukcesu, jakiej doświadczył choćby Van Gogh, którego przełom nastąpił dopiero po tym, jak przeniósł płótno i pędzel na inny poziom astralny. 

                                                                            Hello, Little Girl

Jednak w społeczeństwie, w którym ludzie często poddają się bardzo szybko – jeśli w ogóle kiedykolwiek naprawdę zaczęli – chyba że dostaną to, co ich zdaniem im się należy, próba zdobycia kontraktu płytowego przez Beatlesów może rezonować jako gigantyczna walka. Nie możemy dać się zwieść przez obniżające się standardy dotyczące wytrwałości. Beatlesi mieli po swojej stronie wiele czynników w początkowych fazach, ale w kwestii profesjonalnego startu nic nie było ważniejsze niż wyczucie czasu.

Money, That's What I Want
 
Czy Beatlesi byliby kiedykolwiek kimś, gdyby byli jedynym zespołem gitarowym w Wielkiej Brytanii, nawet gdyby mieli gotowy swój najlepszy materiał? Beatlesom pomogła fala zespołów gotowych do boju wraz z nimi. Były tam grupy o wszelkich upodobaniach i umiejętnościach. Prawdziwa „beatowa armia” była na miejscu, a bycie zespołem w tych znacznych szeregach oznaczało, że istniała wielka szansa na otrzymanie swojej szansy. To, co z nią zrobiłeś, zależało od wielu czynników – talentu, pisania piosenek, wizji, szczęścia, wsparcia. Beatlesi mieli wszystkie pięć, choć przypuszczalnie pierwsze trzy by wystarczyły.
 
Till There Was You

Taśma Decca jest zazwyczaj jednym z pierwszych niewydanych nagrań Beatlesów, które fani prawdopodobnie usłyszą lub nabędą. Są one kamieniem węgielnym kompletnej kolekcji Beatlesów i niezbędne do zrozumienia, w jakim miejscu znajdował się zespół w kluczowym okresie swojego wzrostu. Gdyby Beatlesi nie zrobili dużej części tego, co zrobili w 1962 roku – zaczynając od przesłuchania w Decca – i nie podjęli pewnych decyzji oraz korekt po drodze, to reszta tego, co uważamy za nieuchronnie „beatlesowskie”, nie wydarzyłaby się. A przynajmniej nie tak, jak się wydarzyła. 

The Sheik of Araby
 
1 stycznia 1962 roku Paul McCartney był basistą Beatlesów od pół roku, przejmując tę funkcję po tym, jak Stuart Sutcliffe został w Niemczech po ostatniej rezydencji zespołu na Reeperbahn. Pete Best jest perkusistą. Brian Epstein jest menedżerem. W połowie grudnia poprzedniego roku człowiek od A&R w Decca, Mike Smith, uczestniczył w koncercie Beatlesów w Cavern. Ich nadzieją było, że zaoferuje im kontrakt płytowy na podstawie ich występu, ale Smith nie był do końca przekonany. To nie wróżyło dobrze Beatlesom – dawanie ognia w Cavern było ich domeną, miejscem, gdzie czuli się swobodnie, mieli wsparcie i którego akustyka pomagała ukryć to, co lepiej było zostawić ukryte. Beatlesi byli aktem energetycznym. Przeniesienie energii, którą zespół ma na scenie, na porównywalną energię w studiu zajmuje trochę czasu, a Beatlesi jeszcze jej nie mieli.

 

To Know Her Is to Love Her 

Kwartet został zaproszony do studiów Decca w Londynie w Nowy Rok, gdzie mieli zostać sprawdzeni, a władze miały zobaczyć, jak sprawy stoją. Tłocząc się w furgonetce Neila Aspinalla w ten ważny, śnieżny zimowy poranek – podczas gdy Epstein podróżował pociągiem, bo nie zamierzał gnieść się z ciałami i instrumentami – grupa ledwo dotarła z Liverpoolu na czas na spotkanie o 11:00 rano. Mimo to, można o nich powiedzieć więcej niż o Smithie, który spóźnił się po nocy robienia tego, co większość ludzi robi w Sylwestra. Gorzej było, gdy Smith powiedział grupie, że ich sprzęt nie spełnia standardów i polecił im użyć sprzętu Decca.  
Zanim Decca powiadomiła Epsteina o terminie przesłuchania jego zespołu to w międzyczasie Decca przeprowadziła przesłuchanie Briana Poole'a i Tremeloes z Londynu.
Smith skonsultował się z Dickiem Rowe, przedstawicielem Decca ds. A&R, i ostatecznie zdecydowano, że podpisanie kontraktu z lokalnym zespołem zapewni niższe koszty podróży. Jak wiemy Beatlesi odpadli, a Brian Poole i Tremeloes zostali.
 
Dick Rowe (na zdjęciu): Powiedziałem Mike'owi, że będzie musiał wybrać między nimi. To od niego zależało – The Beatles czy Brian Poole i Tremeloes. Powiedział: »Oba są dobre, ale jeden to lokalny zespół, a drugi pochodzi z Liverpoolu«. Zdecydowaliśmy, że lepiej będzie wybrać lokalny zespół. Łatwiej będzie nam z nimi współpracować i utrzymywać bliższy kontakt, ponieważ przyjechali z Dagenham.
 
 

Take Good Care of My Baby

 

Rzeczy zazwyczaj nie idą dobrze, gdy zespół musi grać na sprzęcie, który nie jest ich własnym. Beatlesi i tak byli zdenerwowani, a to jeszcze bardziej ich wytrąciło z równowagi. Ale jak to mówią, show musi trwać, nawet ten w formie przesłuchania. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu The Beatles wzięli własne wzmacniacze, jakby pojawiali się na koncertach na żywo. To był pierwszy problem. Ich tanie wzmacniacze mogły być przejezdne do występów w klubach, ale szum, jaki wzmacniacze emitowały w studiu nagraniowym, stanowił problem. Kiedy szum okazał się zbyt słyszalny dla inżynierów dźwięku, musieli zostać zmienieni dla własnych wzmacniaczy studyjnych Decca. Nie chcieli naszego sprzętu - powiedział Neil. Musieliśmy użyć ich. Nie musieliśmy przeciągać naszych wzmacniaczy aż z Liverpoolu. 

 

Chłopcy byli przyzwyczajeni do ścisłej interakcji w swoich występach na żywo, ale studio nagraniowe było zupełnie inną historią. Nieznany układ oznaczał, że nie mogli komunikować się w zwykły sposób. Aby uniknąć krwawienia z bębnów, Pete był umieszczony za studyjną „przegrodą”, ekranem izolacyjnym. To sprawiło, że bezpośredni kontakt wzrokowy z innymi był prawie niemożliwy dla Pete'a, ponieważ cała czwórka z trudem trzymała się nawzajem. Don Dorsey, inżynier, który pracował w Abbey Road, wyjaśnił, dlaczego mogło to stanowić problem: Środowisko studia nagraniowego różni się znacznie od środowiska koncertowego. W sali koncertowej wszyscy członkowie zespołu są stosunkowo blisko siebie, a całe ich brzmienie miesza się w otoczeniu – perkusista słyszy wszystko. W studiu nagraniowym zwyczajem było oddzielanie perkusisty od reszty zespołu dużą, przypominającą ścianę przegrodą akustyczną. Celem przegród jest zapobieganie zbytniemu przedostawaniu się dźwięków jednego wykonawcy do mikrofonów pozostałych. W rezultacie, aby dobrze słyszeć innych członków zespołu, należy używać słuchawek, a dźwięk w niczym nie przypomina występu na żywo

   

Ta fizyczna separacja była dla The Beatles nowością; ustawienie podczas sesji nagraniowych w Hamburgu było całkowicie inne. Zauważyli oni także, być może po raz pierwszy, ogromną różnicę między graniem dla reżyserki a występowaniem przed publicznością na żywo. Jako czołowa grupa w Liverpoolu i Hamburgu nauczyli się „mach schau” – „robienia show” dla publiczności. Tym razem odtworzenie magii Cavern, którą Mike Smith tak bardzo się cieszył, było niemożliwe. Do tego wszystkiego doszedł klasyczny przypadek tremy przesłuchaniowej, która wpłynęła na ich wykonanie nawet najbardziej znanych piosenek. Żadna ocena przesłuchania w Decca nie może zostać dokonana bez wzięcia pod uwagę wszystkich tych czynników, zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych. 

Niektóre fragmenty z przesłuchania w Decca wyciekły oficjalnie przez lata dzięki pierwszej części „Anthology”, ale nigdy nie było trudne wytropienie ich w całości, a dzięki internetowi jest to łatwiejsze niż kiedykolwiek. Aby poczuć, co wydarzyło się tego ranka, potrzebna jest kompletna taśma. No i pamiętajmy. Napięcie narastało od momentu przybycia The Beatles, nabierając jeszcze większego rozpędu, gdy zawsze punktualny Brian wpadł w złość z powodu spóźnienia personelu Decca. Głównym winowajcą był Mike Smith, który, podobnie jak czterej chłopcy, również był na kacu po poprzedniej nocy. Brian przyjął to osobiście. „Mike Smith był spóźniony, a my byliśmy dość zirytowani tym opóźnieniem. Nie tylko dlatego, że zależało nam na nagraniu piosenek, ale dlatego, że czuliśmy, iż jesteśmy traktowani jak ludzie, którzy się nie liczą”. Tutaj Epstein ujawnia swoją wewnętrzną niepewność, zdradzając wygórowane poczucie krzywdy z powodu bycia traktowanym jako ktoś mało istotny. W rzeczywistości The Beatles bez wątpienia poczuli ulgę, że nie byli jedynymi, którzy przybyli spóźnieni, ani jedynymi, którzy naruszyli kodeks zachowania Epsteina. Dick Rowe tym razem uniknął krytyki. Człowiek odpowiedzialny za ostateczną decyzję nie był obecny na sesji. Zostało to powierzone Smithowi, który miał później przekazać raport Rowe’owi. Tymczasem, gdy wszyscy byli już na miejscu, rozstawiono sprzęt studyjny, inżynierowie w reżyserce ustawili poziomy dźwięku i ruszyli. Zapaliło się przerażające czerwone światło i w ciszy oraz izolacji studia Decca rozpoczęło się przesłuchanie.


Memphis, Tennessee

 Choć użycie czerwonego światła było zwyczajem, mającym na celu poinformowanie wszystkich o gotowości do nagrywania, stanowiło ono rozproszenie. Byli dość przerażeni – powiedział Neil. Paul nie był w stanie zaśpiewać jednej piosenki. Był zbyt zdenerwowany i głos zaczął mu drżeć. Wszyscy martwili się tym czerwonym światłem. Zapytałem, czy można je wyłączyć, ale powiedziano nam, że jeśli będzie zgaszone, ludzie mogą wejść do środka. ’Co takiego?’ – odparliśmy. Nie wiedzieliśmy, co to wszystko miało znaczyć.  Aby pogłębić dezorientację, grupa wiedziała bardzo niewiele o tych wszystkich mikrofonach, wysięgnikach i panelach sterowania. Chłopcy znaleźli się na naprawdę nieznanym terytorium. Beatlesi – z sugestią Epsteina – wyraźnie wybrali podejście konserwatywne, zakładając, że lekki pop i znajomość ówczesnych hitów dobrze im posłużą w profesjonalnym środowisku „eleganckiego” londyńskiego studia nagraniowego. Stąd George Harrison śpiewający „Take Good Care of My Baby” Bobby'ego Vee, podczas gdy John Lennon wykrzykujący swoją wersję „Keep Your Hands Off My Baby” Little Evy byłby znacznie godniejszym podejściem.  Dodajmy, że zespół faktycznie nagrał ten numer, ale rok później dla BBC.

 

Sure to Fall (In Love with You) 

Z 15 utworów, które wykonali Beatlesi, siedem wpada w kategorię „o co chodzi z tym soft rockiem?”. Ich covery „September in the Rain”, „’Til There Was You”, „To Know Her is to Love Her”, „Besame Mucho” i wspomniany utwór Vee, plus oryginały Lennona i McCartneya „Love of the Loved” i „Like Dreamers Do”, były trudne do sprzedania i dlatego nie wrócili do nich później. Pamiętajmy: „One After 909” dostało dwie szanse (w odstępie sześciu lat) na znalezienie się w kanonie Beatlesów dzięki swojej zadziorności i energii. Jeśli widzieli wartość w piosence, wracali, by tę wartość wydobyć – co mówi wiele o ich autorskich utworach z tego dnia.

Ironią jest, że Beatlesi – którzy później nagrywali płyty z producentem George'em Martinem nadzorującym albumy komediowe – poświęcili dwa utwory na tym przesłuchaniu „humorystycznym hitom”: „The Sheik of Araby” i „Three Cool Cats”, wraz z dziwacznym głosem Johna Lennona. Musieli myśleć, że droga do kontraktu prowadzi przynajmniej częściowo przez poczucie humoru. Problem w tym, że żadne z tych wykonań nie okazało się zabawne w zamierzony sposób.

Besame Mucho 

 

Przyjrzyjmy się bardziej szczegółowo przesłuchaniu The Beatles w Decca, utwór po utworze. Należy  pamiętać, że wykonali te piętnaście numerów w mniej niż godzinę, prawdopodobnie mając tylko jedno podejście do każdego z nich. Mike Smith powiedział, że spodziewał się, iż odtworzą to świetne wystąpienie, które widział w Cavern, i zachęcał ich do „zagrania całego spektrum muzyki”, które u nich słyszał. Mimo że piosenki te były regularnie wykonywane w ich repertuarze, nie były one tak naprawdę reprezentatywne dla brzmienia The Beatles. Brianowi zależało na zademonstrowaniu ich szerokiego wachlarza talentów, zarówno indywidualnych, jak i grupowych, oraz na pokazaniu ich muzycznej wszechstronności. Z perspektywy czasu był to prawdopodobnie błąd. Ale Brian nie narzucił im tych piosenek. 

Jak wspominał GEORGE: W tamtych dniach wiele piosenek rock 'n' rollowych było w rzeczywistości starymi melodiami z lat 40., 50. czy jeszcze wcześniejszych, które ludzie 'urockowili'. To było normalne, jeśli nie miało się własnej melodii; po prostu brało się stary przebój i przerabiało na rocka. Joe Brown nagrał rock 'n' rollową wersję 'The Sheik of Araby'. Był on naprawdę popularny w sobotnich programach telewizyjnych Six-Five Special i Oh Boy!. Robiłem numery Joe Browna, więc zrobiłem też 'Sheik of Araby'. Paul zaśpiewał 'September in the Rain'. Każdy z nas wybrał numer, który chciał wykonać.

Pete uważał, że z perspektywy czasu nie powinni byli pozwalać Brianowi na tak duży wpływ na wybór wykonywanych utworów: To było dziwne danie do zaserwowania królom nagrań, z naciskiem na standardy, co, jak pamiętam, działo się głównie za namową Briana. Naprawdę robiliśmy niewiele z tego, co było inne”. John powiedział później, że grupa „powinna była tam czadować jak szalona i pokazać, jacy jesteśmy, gdy nas roznosi.  

Like Dreamers Do 

Tak, Beatlesi wybrali chyba naprawdę dziwny jak na nich materiał. Być może jeszcze dziwniejsze: duża część regularnego repertuaru Beatlesów składała się z materiału rozsławionego – lub po prostu fajnego – dzięki afroamerykańskim artystom, ale taśma Decca wydaje się bardzo „biała”, jakby Beatlesi nie chcieli tego dnia ujawnić, co naprawdę kochają. Owszem, są dwa utwory The Coasters i wersje „Money (That’s What I Want)” Barretta Stronga oraz „Memphis, Tennessee” Chucka Berry’ego, ale Beatlesi wypadają jak biały zespół, który chce być postrzegany jako grzeczny biały zespół, co nie brzmi tak jak gdziekolwiek indziej w ich wykonaniu. Nawet gdy Beatlesi wyszli poza swoje wpływy, sprawiali wrażenie zespołu bez granic i etykiet, a tutaj robią dokładnie to: próbują pokazać pewien zakres, choć nie jest to ich rzeczywisty zasięg. Próbuj zadowolić wszystkich, a nie zadowolisz nikogo, w tym siebie. Dla Beatlesów 1 stycznia 1962 r. był dniem, w którym ta lekcja została odebrana.
Crying, Waiting, Hoping

Ale nie wszystko było stracone, nawet jeśli Decca powiedziała „dziękujemy, ale nie” przyszłym reformatorom kultury popularnej. Pete Best był słaby – w sensie całkowitego braku polotu i wyczucia – i musiał odejść. W marcu Beatlesi przemknęli przez sesję w BBC i obecność Besta im nie zaszkodziła, ale to dlatego, że był tam tupiący, zaangażowany tłum, który zagłuszał mniej efektowne fragmenty, podczas gdy głosy, gitary i charakterystyczna energia Beatlesów niosły ich do przodu.   

Love of the Loved  

Najlepszym numerem z Decca jest pewna interpretacja Paula McCartneya utworu „Searchin’” zespołu The Coasters. Opiera się on na tym wokalu w sposób, który pozwala mu go porządnie wykrzyczeć. Przez cały czas Beatlesi nie są mniej niż przyjemni. Można słuchać taśmy Decca i gdyby ktoś powiedział, że to zespół, który zapowiadał się obiecująco, ale miał tylko kilka singli, które donikąd nie zaprowadziły, można by łagodnie żałować, że nie zrobili postępów.

 Searchin'

  To, co naprawdę mamy, to dzień, który przyniósł zmianę nastawienia. Beatlesi grali, by zadowolić innych. Nie zaufali sobie ani własnemu osądowi. Używając terminologii sportowej: próbowali nie przegrać. Nie pisze się „She Loves You”, nie kręci „A Hard Day’s Night” ani nie rywalizuje z Beach Boys i ich „Pet Sounds”, jeśli nie próbuje się wygrać, co jest zupełnie inną perspektywą.

Od tego dnia Beatlesi byli zespołem, który szedł na całość. Jeśli ponieśliby klęskę, to nie dlatego, że siedzieli z założonymi rękami i liczyli na najlepsze. Nikt, kto staje się najlepszy w czymkolwiek, nie staje się nim przez nadzieję i kombinowanie. Beatlesi nie byli nic winni Decca i na odwrót. Każdy kompetentny personel A&R mógł ich pominąć na podstawie wyników tego wczesnego popołudnia – otwierającej salwy rzeczywistości w nowym roku, którą Beatlesi wkrótce uczynili nieistotną. „Sergeant Pepper” mógł nauczyć zespół grać, ale przesłuchanie w Decca nauczyło ich, jak wygrywać – i najwyraźniej nigdy o tym nie zapomnieli.

 Nawet po otrzymaniu zawiadomienia o odrzuceniu, Brian nie ustąpił. Obiecał działowi sprzedaży w Decca, że osobiście kupi 3000 egzemplarzy każdego singla The Beatles wydanego przez Decca. Niestety, wiadomość ta nigdy nie dotarła do Dicka Rowe’a.

Dick Rowe: Nigdy mi o tym wtedy nie powiedziano. Biorąc pod uwagę ówczesną ekonomię w branży fonograficznej, gdybyśmy byli pewni sprzedaży 3000 egzemplarzy, bylibyśmy zmuszeni ich nagrać, bez względu na to, jakim byli zespołem.

Autobiografia Briana, A Cellarful of Noise (napisana przez ghostwritera Dereka Taylora), twierdziła później, że Rowe odprawił Briana podczas poirytowanego lutowego spotkania słynną już proklamacją: „Zespoły gitarowe wychodzą z mody, panie Epstein” – co zostało później potwierdzone przede wszystkim przez George'a Harrisona – i poradził Brianowi: „Ma pan tam na dole dobry biznes płytowy, panie Epstein, dlaczego pan do niego nie wróci?”. Jednak Rowe aż do śmierci w 1986 roku upierał się, że nigdy tego nie powiedział. Nie wiadomo, czy Brian (lub Derek Taylor) po prostu ubarwiali na potrzeby książki nudną poza tym historię, czy też Rowe po prostu próbował odciąć się od jednego z największych błędów w historii muzyki. Oczywiście Decca podpisała kontrakt z Brianem Poole'em i The Tremeloes – „zespołem gitarowym” o stylu podobnym do The Beatles. 

Nawet PAUL przyznaje, że przesłuchanie nie było aż tak dobre: Słuchając tych taśm, potrafię zrozumieć, dlaczego oblaliśmy przesłuchanie w Decca. Nie byliśmy aż tacy dobrzy, choć było tam kilka całkiem interesujących i oryginalnych rzeczy,

JOHN się z tym nie zgadzał: Ja bym nas na tej podstawie nie odrzucił. Myślę, że brzmiało to okej… Myślę, że Decca oczekiwała od nas pełnego szlifu, a my po prostu robiliśmy demo. Powinni byli dostrzec nasz potencjał.


September in the Rain

 

Po ostatecznym zaakceptowaniu odmowy ze strony Decca, Brian poprosił o taśmę z przesłuchania i ją otrzymał – dwie szpule zawierające piętnaście piosenek. Uzbrojony w solidną, choć może nieco mało wyróżniającą się reprezentację swojej grupy, skierował jeszcze kilka zapytań do innych wytwórni płytowych, a nawet zlecił wytoczenie płyty z tych taśm za radą menedżera HMV, który pozwolił mu skorzystać z wewnętrznej maszyny do tłoczenia płyt. Inżynier, Jim Foy, polubił oryginalne piosenki Lennona i McCartneya i polecił Brianowi skontaktować się z Sidem Colemanem z wydawnictwa muzycznego Ardmore and Beechwood – spółki zależnej EMI. To właśnie Coleman zaaranżował spotkanie Briana z George'em Martinem z Parlophone Records, co doprowadziło do podpisania przez nich kontraktu nagraniowego. Gotowość George'a Martina do pozwolenia The Beatles na nagrywanie własnego materiału, a później na badanie nowych kierunków w ich pisaniu i eksperymentowanie w studiu, była kluczowa dla ich sukcesu – bardziej sztywny, trzymający się reguł producent prawdopodobnie nie zaoferowałby takiej samej elastyczności. Odrzucenie to okazało się pomyślne również dla innych wykonawców. Być może próbując nadrobić stratę po sukcesie The Beatles, Decca podpisała kontrakty z jednymi z największych i najważniejszych „zespołów gitarowych” w historii rock 'n' rolla: między innymi z The Rolling Stones, Them, The Moody Blues, The Zombies, John Mayall’s Bluesbreakers oraz The Small Faces.

 

Three Cool Cats

 

Historyk The Beatles, Steve Bradley, podsumował to wspaniale w swoim artykule na ten temat: Gdyby podpisali kontrakt z Decca, mieliby niesympatycznego producenta i nagrywaliby nieodpowiedni materiał, prawdopodobnie kosztem własnych kompozycji. Nagrywając swój pierwszy album z Martinem rok później, mieli lepszego perkusistę, większe doświadczenie studyjne, kolejny rok pisania piosenek i koncertowania oraz więcej zaliczonych wyjazdów do Hamburga – byli już innym zespołem. Kiedy zostali odrzuceni przez Decca, czuli, że to najgorsza rzecz, jaka mogła się im przytrafić, ale historia pokazuje, że był to jeden z ich największych uśmiechów losu.

Sama taśma (oraz jej kopie) odegrała znaczącą rolę w historii bootlegów The Beatles. Wiosną 1962 roku The Beatles przekazali kopię taśmy Astrid Kirchherr (niektóre źródła podają, że nie była to pełna kopia przesłuchania, lecz wybór najlepszych utworów). Astrid (na zdjęciu z Beatlesam, już z Ringo) była dziewczyną byłego basisty zespołu, Stuarta Sutcliffe’a, i to ona wykonała słynne wczesne fotografie grupy. Taśma miała trafić do Sutcliffe’a, jednak Beatlesi nie wiedzieli, że Stuart niedawno zmarł z powodu krwotoku mózgu. Kilka miesięcy później Kirchherr przekazała taśmę przyjacielowi i uważa się, że to właśnie ona była źródłem utworu „Love Of The Loved” na bootlegu L.S. Bumblebee z 1973 roku, choć w bardzo słabej jakości. Relacja ta może nie być w pełni dokładna, chyba że taśma została skopiowana z prywatnego egzemplarza Briana Epsteina, ponieważ ani The Beatles, ani Apple Records nigdy nie posiadali kompletnej kopii taśmy z przesłuchania.

Astrid z dawnymi przyjaciółmi z Hamburga, tutaj na planie "A Hard Day's Night".
 

 

Kilka lat później wytwórnia Decca - chcąc dyskontować sukces The Beatles - podjęła próbę wydania swojej kopii (nie uważa się jej za oryginał, ponieważ nie było powodu, dla którego mieliby go zachować, lecz raczej za kopię wykonaną przez inżyniera Mike'a Savage'a), jednak została pozwana przez Apple, aby zapobiec jej wydaniu, i projekt odłożono na półkę.  Pod koniec 1976 lub na początku 1977 roku nienazwany z nazwiska dziennikarz poprosił Decca o wypożyczenie ich kopii do recenzji. Co niewiarygodne, Decca wyraziła zgodę, a dziennikarz-oportunista wykonał kopię przed ich zwróceniem. Uważa się, że kopia ta została sprzedana Joe Pope’owi, twórcy fanzinu o Beatlesach Strawberry Fields Forever, za 5000 dolarów. Pope poddał taśmy profesjonalnemu masteringowi i opublikował czternaście piosenek (utwór „Take Good Care Of My Baby” nigdy nie został dołączony) na serii siedmiu 7-calowych singli tłoczonych na kolorowym winylu w latach 1977–1979, sprzedając je za pośrednictwem swojego fanzinu.  

Osobista kopia Briana Epsteina została zapisana w spadku jego siostrzeńcowi Henry'emu po śmierci Briana, a jej zawartość nieznacznie różni się od innych źródeł.  Według Marka Lewisohna: Zakończenie 'Three Cool Cats' jest o jedną nutę basową dłuższe niż w jakiejkolwiek wersji, którą dysponowaliśmy wcześniej. Piosenka 'September in the Rain' jest o cztery sekundy dłuższa niż którakolwiek z rozpowszechnionych wersji, ponieważ zawiera linię wokalną, która jest zawsze wycinana. Te drobne różnice wskazują na to, że taśma jest oryginałem należącym do Briana Epsteina, a nie czymś stworzonym z jakiegokolwiek innego znanego źródła. Notatki Lewisohna zdają się podważać raporty, jakoby wydawnictwo Circuit Records z 1979 roku pt. The Decca Tapes (pierwsze wydanie LP kompletnych nagrań z przesłuchania w Decca) pochodziło z osobistych taśm Epsteina. W tym względzie warto zauważyć, że kopia Henry'ego Epsteina składa się tylko z drugiej z dwóch szpul, przy czym pierwsza została opisana jako zagubiona. Warte uwagi jest również to, że oryginalne wydanie The Decca Tapes — w sztucznym stereo — było nękane przez zaniki dźwięku, przeskoki i niespójności prędkości taśmy. Jeśli tak jest, biorąc pod uwagę to, co wiadomo o historii samych taśm, źródłem The Decca Tapes wydaje się być jeszcze inna kopia, a nie szpule należące do Joe Pope'a czy Henry'ego Epsteina.


Szpula Henry'ego Epsteina została sprzedana przez dom aukcyjny Sotheby’s w grudniu 2019 roku. Opis przedmiotu przedstawiał taśmę następująco:

Taśma magnetyczna na szpuli otwartej 0,25 cala (6,35 mm) na 5-calowej (127 mm) szpuli marki Phillips, oznaczonej długopisem cyfrą „2”, zawierająca ok. 15 minut i 20 sekund nagrania mono z prędkością 7,5 cala na sekundę, przedstawiająca The Beatles wykonujących siedem piosenek („Money”, „The Sheik of Araby”, „Memphis Tennessee”, „Three Cool Cats”, „Sure to Fall (in Love with You)”, „September in the Rain” oraz „Like Dreamers Do”) w Decca Studios w Londynie, 1 stycznia 1962 roku; umieszczona w ówczesnym pudełku (Emitape, na szpulę 5,75 cala) oznaczonym na spodzie długopisem cyfrą „2” oraz napisem „THE BEATLES”; obecnie przechowywana w wykonanym na zamówienie kolekcjonerskim pudełku z płótna; koniec taśmy postrzępiony i kruchy, z oddzielonym fragmentem o długości 280 mm.

 Mimo że większość wytwórni uważała taśmy za łatwy łup, biorąc pod uwagę, że powstały poza kontraktem nagraniowym (i z pewnością nie należały do EMI), kilka wydań opublikowano bez trzech piosenek autorstwa duet Lennon/McCartney, aby uniknąć konfliktów o tantiemy z Northern Songs. W rzeczywistości Beatlesi byli wtedy związani kontraktem z Bertem Kaempfertem, a Apple podjęło kroki prawne przeciwko kilku wytwórniom w połowie lat 80. Od tego czasu wydano liczne bootlegi, które gromadzą wszystkie piosenki, z poprawioną wysokością dźwięku i w bardzo dobrej jakości.

Apple, nie posiadając żadnych taśm ani kopii z tej sesji, zorganizowało wykorzystanie kopii należących do kolekcjonerów dla pięciu piosenek, które pojawiły się na Anthology 1 (patrz wyżej), podobnie jak uczynili to w przypadku wydanego rok wcześniej albumu Live At The BBC.

   I na tym koniec tej historii...  

 

 




Historia The Beatles
History of  THE BEATLES