.
W ostatnich dniach na blogu zrobiło się bardzo gorąco wokół dramatycznych wydarzeń z 1970 roku – przyjrzeliśmy się sądowej batalii Czwórki z Liverpoolu, wywiadowi Johna dla Rolling Stone oraz dzisiaj słynnej wkładce promocyjnej z debiutanckiego albumu „McCartney”, w której Paul oficjalnie ogłosił światu koniec The Beatles. Idąc dokładnie tą samą chronologiczną ścieżką, chcę dziś przypomnieć Wam wpis sprzed lat, który przenosi nas o krok dalej – do maja 1971 roku i premiery arcydzieła, jakim do dziś pozostaje płyta „RAM” To dla mnie album absolutnie wyjątkowy, także z powodu jednego konkretnego utworu: „Monkberry Moon Delight”. Ta szalona, surowa, wręcz obłąkańcza wokalnie kompozycja od zawsze niezmiennie zajmuje miejsce w moim ścisłym TOP 5 ulubionych solowych piosenek Paula McCartneya. Zapraszam do ponownej lektury tej muzycznej podróży i powrotu do czasów, gdy Paul – mimo pęknięcia w sercu zespołu – tworzył rzeczy genialne i absolutnie niepowtarzalne! Post poświęcony tej piosence opublikowałem po raz pierwszy 20.02. 2013. 13 lat temu. Pewnie dzisiaj mógłby wyglądać inaczej, niemniej wszystkie zawarte w nim informacje są aktualne i prawdziwe.
Album: RAM
Nagrana: październik 1970-kwiecień 1971 w Columbia Recording Studios, Nowy Jork, A&R Recording Studios, Nowy Jork, Sound Recording Studios, Los Angeles (miejsca nagrywania całego albumu 'RAM')
Wydana: 21 maja 1971 (UK), 17 maja 1971 (USA)
Długość: 5:22
Piosenka z pozycji nr 68 na moim topie singli. Jedna z moich ulubionych piosenek Paula, majstersztyk wokalny oraz instrumentalny. Klasyk ale tak rzadko emitowany w radiu, a to jest przede wszystkim genialna radiowa piosenka. Jest dla mnie niezrozumiałe, dlaczego ta piosenka nie została wydana na singlu! Potencjał tej piosenki dostrzegł bardzo szybko Norman Smith, jeden z pierwszych inżynierów dźwięki The Beatles, który wydał ją na swoim singlu tuż po ukazaniu się albumu 'Ram'. Norman użył pseudonimu Curtiss Mason. Posłuchać możecie jej tutaj. ![]() |
| sucking... no, może nie Monkberry Moon Delight |
Nieprzetłumaczalny tytuł – nazwa rodzinnego drinka lub szkockiej whiskey domowej roboty – to znakomita melodia,z wyrafinowaną aranżacją, unikalnym motywem gitarowo - klawiszowym (podobnie jak pierwszy akord w „A Hard Day's Night”), niemożliwym do odtworzenia w dziesiątkach coverów songu, piosenka nigdy także nie zagrana na żywo.
PAUL [2026]: Niewykluczone, że byłem pod wpływem czegoś, co wcześniej spaliłem! Ale sama historia wyglądała inaczej. Kiedy nasze dzieci były małe, jak to maluchy, przekręcały niektóre wyrazy. I na mleko (milk) mówiły monk: „Tatusiu, mogę prosić trochę monka?”. [parsknięcie] Monk oznaczało więc mleko. A ja myślałem akurat o koktajlu mlecznym (milkshake). Z połączenia słów milk, berry, monkberry i moon powstała więc w mojej głowie nazwa fantazyjnego koktajlu mlecznego. Wyobraziłem go sobie, a potem po prostu popłynąłem z tekstem, bo słowa tej piosenki są kompletnie zwariowane. „Siedziałem na strychu z pianinem w nosie... „Keczup!”. [śmiech] Wiem, to po prostu czysta zabawa słowem, ale kiedy patrzę dziś wstecz na tego typu piosenki, myślę sobie, że chciałbym nadal pisać takie rzeczy. To był po prostu taki zwariowany okres. W każdym razie w mojej wyobraźni Monkberry Moon Delight to koktajl mleczny.PAUL: Ze względu na styl życia, który prowadziliśmy był swobodny. Beatlesi byli świetni i bardzo mi się podobało, ale nie mogę osobiście powiedzieć, że tak samo pisałem jak na farmie. Nie mogłem pojechać do Szkocji na kilka miesięcy. Jeśli byłeś w The Beatles, musiałeś nagrywać płyty i pracować. Ale kiedy udaliśmy się do Szkocji, mieliśmy bardzo swobodny, hipisowski styl życia. Oznaczało to, że mogłem siedzieć w kuchni, w małym wiejskim domu z biegającymi dookoła dzieciakami, a ja siedziałem z gitarą, wymyślając wszystko, co mi się podobało. Na przykład „Three Legs” improwizowałem w stylu bluesowym, a potem bez żadnego związku zaśpiewałem: „mój pies ma trzy nogi, ale może biegać”, co oznaczało, że nie wszystko musi być idealne, ale nadal może działać. A potem dodałem słowa „wlatuje mucha” i jestem pewien, że tak się stało przy otwartym oknie w Szkocji! Jestem przekonany, że mucha rzeczywiście wleciała a ja sobie pomyślałem „w porządku, jesteś w piosence!” „Mucha wlatuje, mucha odlatuje”. Tak więc, to był swobodny okres i myślę, że to słychać w nagraniach. Zawsze myślę, że wielu młodych ludzi chciałoby żyć w taki sposób jaki wtedy żyliśmy. Uciekliśmy od ograniczeń społecznych. To dlatego ludzie wyprowadzają się na wieś lub zajmują się ogrodnictwem i innymi podobnymi rzeczami. To świetna okazja w życiu, aby zrobić coś innego.
Na koniec dodam, że dla mnie wiele specyficznego uroku dodaje piosence śpiewająca w niej Linda. Głos Pani McCartney znakomicie tutaj uzupełnia śpiew męża, jego barwa i figlarność to duży atut piosenki, choć Linda podśpiewuje sobie tutaj niby niewiele (tylko jako echo w refrenie oraz intonuje melodyjne „pa pa”). Przypuszczam, że oboje małżonków znakomicie się bawiło nagrywając ten utwór, jak i całą płytę.Paul był tutaj przy realizacji całego albumu producentem i muzykiem grającym na większości instrumentów.

W opisie albumu Linda widnieje obok Paula jako współproducent, ale przypuszczam, że Paul wzorował się na tym co robią razem John i Yoko (zazdrościł popularności jako małżeństwo i jako przeciwwagę chciał powołać do życia publicznego drugi taki duet małżeński ex-Beatlesów?), wątpię by wierzył w zdolności muzyczne, artystyczne czy producenckie swojej żony.PAUL: Nie, to była dużo luźniejsza forma. Głównie coś pisałem, ale Linda nie grała na gitarze, i nie mieliśmy fortepianu. Bawiłem się na gitarze i mogłem powiedzieć: „zaśpiewajmy razem”. Linda podsuwała mi sugestie, śpiewała ze mną, ale to nie była taka formalna rzecz jak z Johnem, gdy dwie osoby siedziały z zamiarem napisania piosenki. Z Lindą siedziałem w kuchni, a ona dorzucała sugestie, dzięki czemu stała się współautorką.
Brendan (Twitter): Lindy harmonie na tym albumie są wybitne. Czy zajęło wam dużo czasu aby tak brzmiały, czy Linda była naturalnie świetna od samego początku?
PAUL: Cóż, pracowaliśmy nad tym. Ponieważ tak właśnie robisz, kiedy pracujesz nad płytą, chcesz żeby brzmiała dobrze. Linda powiedziała mi, że była członkinią szkolnego chóru (glee club) w Ameryce. Podobnie jak w serialu „Glee”. Nigdy wcześniej nie słyszałem o „glee club”, bo w Wielkiej Brytanii nie mieliśmy czegoś takiego. Wyjaśniła mi, że śpiewali razem i chodzili do szkolnej dzwonnicy, ponieważ miała dobrą akustykę. Wiedziała o pewnych rzeczach, więc jeśli chodziło o pisanie i nagrywanie, naturalnie śpiewała harmonie albo ja jej sugerowałem. A potem udawaliśmy się do studia i staraliśmy się mocno, by wyszło to bardzo dobrze. Patrząc wstecz na nasze wspólne nagrania, myślę że nasze harmonie były naprawdę indywidualne i wyjątkowe. Prawdopodobnie dlatego, że Linda nie była zawodową piosenkarką, co dało jej niewinność w tonie, który pobrzmiewa w płytach. Śpiewałem: ‘hands across the water’, a ona powtarzała ‘woda, woda’ z zabawnym amerykańskim akcentem. Bawiliśmy się dobrze przy nagrywaniu.
PAUL: Jestem pewien, że tak było, ponieważ jest wielu artystów, którzy mają wpływ na wszystko co robię. Na piosenkę „Three Legs” mieli wpływ bluesowi artyści, a na „Smile Away” mieli wpływ ludzie jak Jerry Lee Lewis. Na wokale zawsze ktoś ma wpływ, ale Screamin’ Jay Hawkin zdecydowanie na „Monkberry Moon Delight”. Chodzi mi o to, że jak pierwszy raz usłyszeliśmy „I Put A Spell On You”, nie mogliśmy w to uwierzyć, ponieważ zaczyna się względnie rozsądnie, a potem całkowicie się zatraca. Możesz sobie wyobrazić nas jako małych dzieci, słuchających tego i myślących, że to jest fantastyczne.
Poniżej tekst, nawet się nie siliłem na jego tłumaczenie, bardzo dosłowne ukazuje naprawdę surrealistyczny i dowcipny tekst. Znakomita zabawa może mniej podwójnymi znaczeniami, ale bardziej brzmieniem fonetyki (ketchup, Catch up),zakręcone rymy, tekst dobrany tak by się w nie wkomponowywał.Wskazówka czym jest 'Monkberry Moon Delight' pada w środku utworu: Of two youngsters concealed in a barrel, Sucking Monkberry Moon Delight (dwóch młodziaków ukrytych w beczce sączy Monkberry Moon Delight). Barrel to nazwa takich beczkowych boksów ale i stolików w szkockich pubach. Swego czasu otwierano takie w Polce (Highlandery) gdzie serwowano ciemne imbirowe piwa (także irlandzkie Guinessy).
And the wind played a dreadful cantata.
Sore was i from a crack of an enemy's hose
And the horrible sound of tomato.
Ketchup,
Soup and puree,
Don't get left behind.
Ketchup,
Soup and puree,
Don't get left behind.
When a rattle of rats had awoken
The sinews, the nerves and the veins.
My piano was boldly outspoken
In attempts to repeat this refrain.
So i stood with a knot in my stomach,
And i gazed at that terrible sight,
Of two young sters concealed in a barrel,
Suckin' monkberry moon delight, ho!
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight.

Well, i know my banana is older than the rest
And my hair is a tangled beretta. (beretta, beretta)
But i leave my pyjamas to billy budapest,
And i don't get the gist of your letter.
Catch up,
Catch some kittens,
Don't get left behind.
Catch up,
Catch kittens,
Don't get left behind.
Oh - monkberry moon delight, yeah,
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Oh, oh, oh, oh, oh, oh,
Monkberry moon delight, yeah, yeah, yeah,
Monkberry moon delight,
Oh, monkberry moon delight,
Oh, monkberry moon delight,
Monkberry moon delight, oh-oh,
Monkberry moon delight
Suckin' monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Ah, monkberry moon delight, yeah, yeah,
Uh, monkberry moon delight.
"what is it?"
Monkberry moon delight, ah, ah, ah, Ah, (ooh) monkberry moon delight,
Uh, monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight, ...
Dynamika obu utworów wykluczała - i słusznie - ich przeróbki na potrzeby publicznych wykonań, stąd w wykonaniu Paula możemy je usłyszeć tylko na albumach "Ram" i "Abbey Road". Obie piosenki omówiłem w oddzielnych postach na blogu. Proponuję clip, na który trafiłem przypadkowo na youtube. Na głównym wokalu: Mike Viola (amerykański muzyk, producent, śpiewał w chórkach w oryginalnym zespole, który nagrał piosenki do filmu "The Things You Do" z Tomem Hanksem), plus Tacy Bonham oraz Tim Christensen że swoim zespołem The Damn Crystals. Koncert poświęcony Paulowi, jego solowej muzyce i wykonanie mojego ulubionego solowego hitu Sir Paula naprawdę wciągające, choć gdybym miał się do czegoś w nim na siłę doczepić, to niepotrzebne panowie włączają się w kobiecą partię Lindy z oryginału. Do tych cudnych "przeszkadzajek": pa-pa pa-pa. Ale to sceniczny show więc wszyscy się bawią. I ok.
No i dlaczego dzisiaj jeszcze raz o numerze, którego rozszyfrowania tytułu podejmowali się w czasie moich studiów moi wykładowcy, znakomici angliści i poddawali się, mówiąc, że to co im przychodzi na myśl nie ma po prostu sensu? Po ten numer o koktajlu mlecznym nazwanym tak wg. własnych, dziecięcych skojarzeń przez jedną z córeczek McCartney'a znowu od dłuższego mnie raduje (oczywiście plus te, o których wspomniałem na blogu MTW), ale tym razem w innej wersji, którą wielu z Was może nie znać, gdyż... oficjalnie nigdy ona nie powstała, stworzona przez fana nie tylko Paula i The Beatles i cieszy nas wszystkich w tzw. nieoficjalnym obiegu. Wersja ta to nałożenie na ścieżkę z "Thrillingtona", jak wiemy całkowicie instrumentalną, ścieżki wyizolowanych wokali z "Ram". Wyszło moim zdaniem znakomicie, choć oczywiście wolę wersję oryginalną.
HISTORY of THE BEATLES


































