PAUL - "MOONKBERRY MOON DELIGHT"

 

 

.

W ostatnich dniach na blogu zrobiło się bardzo gorąco wokół dramatycznych wydarzeń z 1970 roku – przyjrzeliśmy się sądowej batalii Czwórki z Liverpoolu, wywiadowi Johna dla Rolling Stone oraz dzisiaj słynnej wkładce promocyjnej z debiutanckiego albumu „McCartney”, w której Paul oficjalnie ogłosił światu koniec The Beatles. Idąc dokładnie tą samą chronologiczną ścieżką, chcę dziś przypomnieć Wam wpis sprzed lat, który przenosi nas o krok dalej – do maja 1971 roku i premiery arcydzieła, jakim do dziś pozostaje płyta „RAM”  To dla mnie album absolutnie wyjątkowy, także z powodu jednego konkretnego utworu: „Monkberry Moon Delight”. Ta szalona, surowa, wręcz obłąkańcza wokalnie kompozycja od zawsze niezmiennie zajmuje miejsce w moim ścisłym TOP 5 ulubionych solowych piosenek Paula McCartneya. Zapraszam do ponownej lektury tej muzycznej podróży i powrotu do czasów, gdy Paul – mimo pęknięcia w sercu zespołu – tworzył rzeczy genialne i absolutnie niepowtarzalne! Post poświęcony tej piosence opublikowałem po raz pierwszy 20.02. 2013. 13 lat temu. Pewnie dzisiaj mógłby wyglądać inaczej, niemniej wszystkie zawarte w nim informacje są aktualne i prawdziwe. 


Album: RAM
Kompozycja: Paul i Linda McCartney
Producent: Paul i Linda McCartney
Miks: Eirik Wangberg 
Wytwórnia: Apple
Nagrana: październik 1970-kwiecień 1971 w Columbia Recording Studios, Nowy Jork, A&R Recording Studios, Nowy Jork, Sound Recording Studios, Los Angeles (miejsca nagrywania całego albumu 'RAM')
Wydana: 21 maja 1971 (UK), 17 maja 1971 (USA)
Długość: 5:22
 
 







 
Obsada:
Paul – wokale, fortepian, bass gitara
Linda – chórki
Dave Spinoza / Hugh McCracken - gitary
Denny Seiwell - perkusja

Piosenka z pozycji nr 68 na moim topie singli. Jedna z moich ulubionych piosenek Paula, majstersztyk wokalny oraz instrumentalny. Klasyk ale tak rzadko emitowany w radiu, a to jest przede wszystkim genialna radiowa piosenka. Jest dla mnie niezrozumiałe, dlaczego ta piosenka nie została wydana na singlu! Potencjał tej piosenki dostrzegł bardzo szybko Norman Smith, jeden z pierwszych inżynierów dźwięki The Beatles, który wydał ją na swoim singlu tuż po ukazaniu się albumu 'Ram'. Norman użył pseudonimu Curtiss Mason. Posłuchać możecie jej tutaj.
 Zawarta na chyba najbardziej hippisowskim a może i jedynym takim, wydawnictwie Paula, gdy wreszcie wyciągnięty przez dziennikarzy ze swojej farmy do "życia" zabrał się za muzykę i życie, za układanie siebie na nowo bez Beatlesów. Zarośnięty, nieogolony - jak wspominała Linda - czasem przez wiele dni bez kąpieli, opuszczony i zagubiony. Jeden z najbardziej płodnych kompozytorów bał się przyszłości bez trójki przyjaciół. 
sucking... no, może nie Monkberry Moon Delight
Gdy dziennikarze pojechali go odwiedzić na jego szkockiej farmie, wygonił ich, oblał gorącą kawą, ale po kilkunastu minutach przeprosił, zawołał z powrotem i wpuścił do domu. Paul żyje – głosiły na drugi dzień wszystkie brytyjskie gazety (nawiązując do tzw. słynnej afery „ze śmiercią Paula” i istnieniem w zespole jego sobowtóra). 
Nieprzetłumaczalny tytuł – nazwa rodzinnego drinka lub szkockiej whiskey domowej roboty – to znakomita melodia,z wyrafinowaną aranżacją, unikalnym motywem gitarowo - klawiszowym (podobnie jak pierwszy akord w „A Hard Day's Night”), niemożliwym do odtworzenia w dziesiątkach coverów songu, piosenka nigdy także nie zagrana na żywo.
 
 


 
PAUL [2026]: Niewykluczone, że byłem pod wpływem czegoś, co wcześniej spaliłem! Ale sama historia wyglądała inaczej. Kiedy nasze dzieci były małe, jak to maluchy, przekręcały niektóre wyrazy. I na mleko (milk) mówiły monk: „Tatusiu, mogę prosić trochę monka?”. [parsknięcie] Monk oznaczało więc mleko. A ja myślałem akurat o koktajlu mlecznym (milkshake). Z połączenia słów milk, berry, monkberry i moon powstała więc w mojej głowie nazwa fantazyjnego koktajlu mlecznego. Wyobraziłem go sobie, a potem po prostu popłynąłem z tekstem, bo słowa tej piosenki są kompletnie zwariowane. „Siedziałem na strychu z pianinem w nosie... „Keczup!”. [śmiech] Wiem, to po prostu czysta zabawa słowem, ale kiedy patrzę dziś wstecz na tego typu piosenki, myślę sobie, że chciałbym nadal pisać takie rzeczy. To był po prostu taki zwariowany okres. W każdym razie w mojej wyobraźni Monkberry Moon Delight to koktajl mleczny.
 
Przypuszczam, że ze względu na wysokie wymagania wokalne jakie stawia przed śpiewającym, ponadto Paul śpiewa tutaj na kilku naraz ścieżkach, nagrany i pojedynczo i zdublowany i po prostu ściera tutaj gardło - podobnie jak w "Oh Darling" – co mogłoby być dość ryzykowne w czasie wykonywania songu na żywo (nigdy te dwie piosenki nie zostały wykonane na żywo przez McCartneya). Piosenka to także przykład zabawy słowami, wieloznacznością wyrażeń, rymami. Paul udowadnia, że to nie tylko domena Johna z Beatlesów. Z niezrozumiałych dla mnie powodów utwór nie wydany na singlu, dla mnie zdecydowanie lepszy niż banalny “Uncle Albert/Admiral Halsey”. Zakończenie utworu, długo gasnący refren, to patent ex-Beatlesa, wykorzystany w “Hello Goodbye” oraz w “Hey Jude”.
 

 
 
Pintaadaptor (Instagram): Czym różniło się pisanie na farmie w Szkocji od pisania w studiach, takich jak Abbey Road?
PAUL: Ze względu na styl życia, który prowadziliśmy był swobodny. Beatlesi byli świetni i bardzo mi się podobało, ale nie mogę osobiście powiedzieć, że tak samo pisałem jak na farmie. Nie mogłem pojechać do Szkocji na kilka miesięcy. Jeśli byłeś w The Beatles, musiałeś nagrywać płyty i pracować. Ale kiedy udaliśmy się do Szkocji, mieliśmy bardzo swobodny, hipisowski styl życia. Oznaczało to, że mogłem siedzieć w kuchni, w małym wiejskim domu z biegającymi dookoła dzieciakami, a ja siedziałem z gitarą, wymyślając wszystko, co mi się podobało. Na przykład „Three Legs” improwizowałem w stylu bluesowym, a potem bez żadnego związku zaśpiewałem: „mój pies ma trzy nogi, ale może biegać”, co oznaczało, że nie wszystko musi być idealne, ale nadal może działać. A potem dodałem słowa „wlatuje mucha” i jestem pewien, że tak się stało przy otwartym oknie w Szkocji! Jestem przekonany, że mucha rzeczywiście wleciała a ja sobie pomyślałem „w porządku, jesteś w piosence!” „Mucha wlatuje, mucha odlatuje”. Tak więc, to był swobodny okres i myślę, że to słychać w nagraniach. Zawsze myślę, że wielu młodych ludzi chciałoby żyć w taki sposób jaki wtedy żyliśmy. Uciekliśmy od ograniczeń społecznych. To dlatego ludzie wyprowadzają się na wieś lub zajmują się ogrodnictwem i innymi podobnymi rzeczami. To świetna okazja w życiu, aby zrobić coś innego. 

PAUL: Kiedy moje dzieci były małe, używały określenia 'monk' (mnich) na nazywanie tak mleka, z jakiegoś tam powodu, który tylko one znały. Uważam, że to magiczne, że dzieciaki umieją tworzyć lepsze nazwy dla rzeczy, od tych rzeczywistych. Czasem, z Lindą używamy też takich 'dziecięcych' określeń do nazywania różnych rzeczy. Tak więc, monk był zawsze mlekiem, a moonkberry moon delight było fantastycznym drinkiem, coś w rodzaju Love Potion Nr 9 
(Miłosny Napój nr 9, znany tytuł piosenki - RK)... To był fantastyczny mleczny shake.
 
Piosenka - podobnie jak 'Glass Onion' z albumu „The Beatles” (Biały Album) – stanowiło w owym czasie niezwykłe wyzwanie dla fanów, doszukujących się ukrytych (często autobiograficznych – wszak nośne było wciąż hasło: Paul Is Dead) znaczeń w każdym słowie lub zwrocie. Niepotrzebnie. Była to tylko fantastyczna podróż Paula po zakamarkach własnej wyobraźni.
Na koniec dodam, że dla mnie wiele specyficznego uroku dodaje piosence śpiewająca w niej Linda. Głos Pani McCartney znakomicie tutaj uzupełnia śpiew męża, jego barwa i figlarność to duży atut piosenki, choć Linda podśpiewuje sobie tutaj niby niewiele (tylko jako echo w refrenie oraz intonuje melodyjne „pa pa”). Przypuszczam, że oboje małżonków znakomicie się bawiło nagrywając ten utwór, jak i całą płytę.Paul był tutaj przy realizacji całego albumu producentem i muzykiem grającym na większości instrumentów.



W opisie albumu Linda widnieje obok Paula jako współproducent, ale przypuszczam, że Paul wzorował się na tym co robią razem John i Yoko (zazdrościł popularności jako małżeństwo i jako przeciwwagę chciał powołać do życia publicznego drugi taki duet małżeński ex-Beatlesów?), wątpię by wierzył w zdolności muzyczne, artystyczne czy producenckie swojej żony.
-------------
Fleur (Facebok): Jak przebiegała współpraca z Lindą? Czy to było podobnie jak z Johnem?
PAUL:  Nie, to była dużo luźniejsza forma. Głównie coś pisałem, ale Linda nie grała na gitarze, i nie mieliśmy fortepianu. Bawiłem się na gitarze i mogłem powiedzieć: „zaśpiewajmy razem”. Linda podsuwała mi sugestie, śpiewała ze mną, ale to nie była taka formalna rzecz jak z Johnem, gdy dwie osoby siedziały z zamiarem napisania piosenki. Z Lindą siedziałem w kuchni, a ona dorzucała sugestie, dzięki czemu stała się współautorką.
Brendan (Twitter): Lindy harmonie na tym albumie są wybitne. Czy zajęło wam dużo czasu aby tak brzmiały, czy Linda była naturalnie świetna od samego początku?
PAUL:   Cóż, pracowaliśmy nad tym. Ponieważ tak właśnie robisz, kiedy pracujesz nad płytą, chcesz żeby brzmiała dobrze. Linda powiedziała mi, że była członkinią szkolnego chóru (glee club) w Ameryce. Podobnie jak w serialu „Glee”. Nigdy wcześniej nie słyszałem o „glee club”, bo w Wielkiej Brytanii nie mieliśmy czegoś takiego. Wyjaśniła mi, że śpiewali razem i chodzili do szkolnej dzwonnicy, ponieważ miała dobrą akustykę. Wiedziała o pewnych rzeczach, więc jeśli chodziło o pisanie i nagrywanie, naturalnie śpiewała harmonie albo ja jej sugerowałem. A potem udawaliśmy się do studia i staraliśmy się mocno, by wyszło to bardzo dobrze. Patrząc wstecz na nasze wspólne nagrania, myślę że nasze harmonie były naprawdę indywidualne i wyjątkowe. Prawdopodobnie dlatego, że Linda nie była zawodową piosenkarką, co dało jej niewinność w tonie, który pobrzmiewa w płytach. Śpiewałem: ‘hands across the water’, a ona powtarzała ‘woda, woda’ z zabawnym amerykańskim akcentem. Bawiliśmy się dobrze przy nagrywaniu.
 
 

PAUL: Bardzo lubiłem "Monkberry Moon Delight". Zamieściłem nawet ten tekst w moim zbiorku poezji.
 
(Pytanie na muzyka na Twitterze o "Monkberry Moon Delight"): Wspomniałeś, że Screamin 'Jay Hawkins miał wpływ na tę piosenkę. Czy były jakieś inne wpływy na albumie?
PAUL:  Jestem pewien, że tak było, ponieważ jest wielu artystów, którzy mają wpływ na wszystko co robię. Na piosenkę „Three Legs” mieli wpływ bluesowi artyści, a na „Smile Away” mieli wpływ ludzie jak Jerry Lee Lewis. Na wokale zawsze ktoś ma wpływ, ale Screamin’ Jay Hawkin zdecydowanie na „Monkberry Moon Delight”. Chodzi mi o to, że jak pierwszy raz usłyszeliśmy „I Put A Spell On You”, nie mogliśmy w to uwierzyć, ponieważ zaczyna się względnie rozsądnie, a potem całkowicie się zatraca. Możesz sobie wyobrazić nas jako małych dzieci, słuchających tego i myślących, że to jest fantastyczne. 

Drugą piosenką z albumu 'Ram', którą McCartney zamieścił w zbiorku to 'Heart Of The Country'.
Poniżej tekst, nawet się nie siliłem na jego tłumaczenie, bardzo dosłowne ukazuje naprawdę surrealistyczny i dowcipny tekst. Znakomita zabawa może mniej podwójnymi znaczeniami, ale bardziej brzmieniem fonetyki (ketchup, Catch up),zakręcone rymy, tekst dobrany tak by się w nie wkomponowywał.
Wskazówka czym jest 'Monkberry Moon Delight' pada w środku utworu: Of two youngsters concealed in a barrel, Sucking Monkberry Moon Delight (dwóch młodziaków ukrytych w beczce sączy Monkberry Moon Delight). Barrel to nazwa takich beczkowych boksów ale i stolików w szkockich pubach. Swego czasu otwierano takie w Polce (Highlandery) gdzie serwowano ciemne imbirowe piwa (także irlandzkie Guinessy).
 

 
 

So i sat in the attic, a piano up my nose,
And the wind played a dreadful cantata.
Sore was i from a crack of an enemy's hose
And the horrible sound of tomato.

 

Ketchup,
Soup and puree,
Don't get left behind.
Ketchup,
Soup and puree,
Don't get left behind.


When a rattle of rats had awoken
The sinews, the nerves and the veins.
My piano was boldly outspoken
In attempts to repeat this refrain.

So i stood with a knot in my stomach,
And i gazed at that terrible sight,
Of two young sters concealed in a barrel,
Suckin' monkberry moon delight, ho!
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight.


Well, i know my banana is older than the rest
And my hair is a tangled beretta. (beretta, beretta)
But i leave my pyjamas to billy budapest,
And i don't get the gist of your letter.

Catch up,
Catch some kittens,
Don't get left behind.
Catch up,
Catch kittens,
Don't get left behind.

Oh - monkberry moon delight, yeah,
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Oh, oh, oh, oh, oh, oh,
Monkberry moon delight, yeah, yeah, yeah,
Monkberry moon delight,
Oh, monkberry moon delight,
Oh, monkberry moon delight,
Monkberry moon delight, oh-oh,
Monkberry moon delight
Suckin' monkberry moon delight,

Monkberry moon delight,
Ah, monkberry moon delight, yeah, yeah,
Monkberry moon delight, oh, oh, oh, oh, Oh, oh, oh, oh, oh....
Uh, monkberry moon delight.
"try some of this, honey!
"what is it?"
Monkberry moon delight, ah, ah, ah, Ah, (ooh) monkberry moon delight,
Uh, monkberry moon delight,
Monkberry moon delight,
Monkberry moon delight, ...





BONUS o piosence: ORKIESTROWO i
oraz nieoficjalnym remix.


Dziś pierwszy post w 2021 i trochę inny. "Monkberry Moon Delight" - tajemniczy tytuł mlecznego koktajlu z domu McCartney'ów na szkociej farmie, gdzie zamieszkał muzyk z Lindą i jej córeczką, odcinając się od traumy po rozpadzie The Beatles, a on choć pierwszy ogłosił o tym, najbardziej to przeżywał.
Macca nigdy nie odważył się wykonać ten utwór publicznie, podobnie jak beatlesowskie "Oj, Darling!". Że zrozumiałych powodów. W czasie nagrywania ich muzyk wcześniej 'zdzierał' sobie głos,  by uzyskać 'chropowatą' barwę głosu, stąd po nagraniu każdego podejścia do utworów głos wymagał sporego odpoczynku, a to uniemożliwiały przecież koncerty. 
Dynamika obu utworów wykluczała - i słusznie - ich przeróbki na potrzeby publicznych wykonań, stąd w wykonaniu Paula możemy je usłyszeć tylko na albumach "Ram" i "Abbey Road". Obie piosenki omówiłem w oddzielnych postach na blogu. Proponuję clip, na który trafiłem przypadkowo na youtube.  
Na głównym wokalu: Mike Viola (amerykański muzyk, producent, śpiewał w chórkach w oryginalnym zespole, który nagrał piosenki do filmu "The Things You Do" z Tomem Hanksem), plus Tacy Bonham oraz Tim Christensen że swoim zespołem The Damn Crystals. Koncert poświęcony Paulowi, jego solowej muzyce i wykonanie mojego ulubionego solowego hitu Sir Paula naprawdę wciągające, choć gdybym miał się do czegoś w nim na siłę doczepić,  to niepotrzebne panowie włączają się w kobiecą partię Lindy z oryginału. Do tych cudnych "przeszkadzajek": pa-pa pa-pa.  Ale to sceniczny show więc wszyscy się bawią. I ok.




NIEOFICJALNY   REMIX
 I  ORKIESTROWO 
dołączony post BONUS

Na 68 miejscu mego Topu Wszech-Czasów (tutaj na blogu jest pod linkiem) jest ta piosenka Paula, ale tak gdybym tworzył ten top na nowo, to byłaby ona zdecydowanie wyżej.  40-50... To jedna z takich genialnych perełek w muzyce, którą można się naprawdę delektować bez przerwy gdyż nie nuży a wprost przeciwnie, za każdym razem - no, tak, mam na myśli siebie - zachwyca i przynosi sporo radości, choć od razu przyznam, że to nie ten rodzaj smakowania muzy, który ma miejsce choćby przy pomnikowych dziełach  Pink Floyd. Inny i jestem przekonany, że jeśli jesteście częściej na moich blogach to doskonałe wiecie co mam na myśli. Pisząc te słowa akurat słuchałem "Only Because Of You" Rogera Hodgsona. Jest także na moim topie. Środek utworu z gitarami, smyczkami i anielskimi chórami dawnego frontmana Supertramp zawsze rozdziera mi serce, gdyż dla mnie ten song to hołd muzyka dla Johna Lenonna (znowu ci Beatlesi)  czego tak naprawdę nie jestem pewien. I przyznacie, że delektowanie się tym utworem, epickim, pompatycznym to innego rodzaju radość niż ta przy radosnym McCartney'a. Ketchup, soup and pure, catch up, cats and kittens... pa,pa.
Znam na pamięć tekst utworu i gdy jadę samochodem i tylko mam możliwość nikogo nie irytować swoim śpiewem, robię to, gdyż numer Paula jest gdzieś zawsze pod ręką. Zdradzę czytającym te słowa, że w końcowej codzie utworu czekam na fragment z "sucking".... Pycha.  
Nie będę opisywał cudownego, wspaniałego i bardzo trudnego dla strun głosowych wokalu Paula w utworze, który właśnie z tego powodu nigdy nie został przez muzyka zagrany na scenie. Nie będę pisał o świetnym tekście, pełnym aluzji, zabaw słownych i zabawnych skojarzeń, surrealizmu w typie Johna, z którego Sir Paul był tak zadowolony, że włączył ten tekst w 2001 roku do "Blackbrd Singing", zbioru swojej najlepszej poezji.  Zachwycałem sięutworem we wskazanych na początku linkach.
Trochę historii. "Monkberry Moon Delight" gdy się ukazał się na "Ram" i do fanów dotarło, że Fab Four naprawdę nie istnieją,  skoro ich basista wydaje drugi solowy album, stał się,  no jakżeby inaczej, nie lada wzywaniem dla wszystkich tych fanów, którzy doszukiwali się w tekstach Wielkiej Czwórki ukrytych znaczeń, wskazówek. Wiemy dzisiaj doskonale, że nic tam nie jest ukryte, nie istniał żaden Billy Budapest a po prostu nazwisko wzięte z węgierskiej stolicy świetnie pasowało w danym fragmencie utworu. Jak 
wszystkie inne wyrazy i zwroty.
No i dlaczego dzisiaj jeszcze raz o numerze, którego r
ozszyfrowania tytułu podejmowali się w czasie moich studiów moi wykładowcy, znakomici angliści i poddawali się, mówiąc, że to co im przychodzi na myśl nie ma po prostu sensu? Po ten numer o koktajlu mlecznym nazwanym tak wg. własnych, dziecięcych skojarzeń przez jedną z córeczek McCartney'a znowu od dłuższego mnie raduje (oczywiście plus te, o których wspomniałem na blogu MTW), ale tym razem w innej wersji, którą wielu z Was może nie znać, gdyż... oficjalnie nigdy ona nie powstała, stworzona przez fana nie tylko Paula i The Beatles i cieszy nas wszystkich w tzw. nieoficjalnym obiegu. Wersja ta to nałożenie na ścieżkę z "Thrillingtona", jak wiemy całkowicie instrumentalną, ścieżki wyizolowanych wokali z "Ram". Wyszło moim zdaniem znakomicie, choć oczywiście wolę wersję oryginalną.
PAUL: Kiedy moje dzieci były małe, używały określenia 'monk' (mnich) na nazywanie tak mleka, z jakiegoś tam powodu, który tylko one znały. Uważam, że to magiczne, że dzieciaki umieją tworzyć lepsze nazwy dla rzeczy, od tych rzeczywistych. Czasem, z Lindą używamy też takich 'dziecięcych' określeń do nazywania różnych rzeczy. Tak więc, monk był zawsze mlekiem, a moonkberry moon delight było fantastycznym drinkiem, coś w rodzaju Love Potion Nr 9 (Miłosny Napój nr 9, znany tytuł piosenki). To był fantastyczny mleczny shake.

 

Skąd się wzięła? Paul czując jak bardzo po latach jest doceniany jego drugi solowy album "Ram" z 1971 roku, "odkurzył" go i wydał w kwietniu 1977 jako album wyprodukowany pod pseudonimem Percy "Thrills" Thrillington jego instrumentalną, orkiestrową wersję zatytułowaną "Thrillington". Całą aranżację wszystkich utworów z albumu, wzorując się na materiale z "Ram" wykonał Richard Anthony Hewson, który zaaranżował orkiestrację do utworów The Beatles "I Me Mine" oraz "The Long and Winding Road". Całe nagranie zajęło Hewsonowi i wynajętym muzykom tylko trzy dni. Paul nadzorował całą produkcję, ale nie zagrał tym razem na żadnym instrumencie. Podobnie jak w przypadku wydawnictwa "Ram" pomagała mu w mniejszym lub większym stopniu Linda. Skąd pomysł na taką wersję swego albumu? Cóż, ex-Beatlesoa może jednak tak bardzo nie odrzuciły orkiestrację Spectora na "Let It Be", ostatnim wydanym albumie zespołu?


Napisałem, że Paul "odkurzył"go, bo choć jego orkiestrowa wersja powstała jak wiemy już w 1971 roku, to odłożona została na półkę, gdyż muzyk był już mocno zaangażowany w inny projekt, swój nowy zespół Wings. Okładka nowego albumu to oczywiste nawiązanie do okładki "Ram", z której tak bardzo naigrywał się John Lennon.Kończąc wątek albumu to powiem, że nawet jeśli dziś wydaje się to mało wiarygodne, to w momencie gdy album pojawił się na rynku 1977 został całkowicie zignorowany (do dzisiaj jest niestety niezbyt znany) i prawie nikt, nie podejrzewał, że pod nickiem Percy Thrillington kryje się sławny ex-Beatles. Paul przyznał się jawnie do autorstwa tej płyty w 1989 roku, a rok później ujawnił, że Clint Harrigan, który napisał notatkę umieszczoną na albumie to także on sam. W 2012 roku w wydanej kolekcjonerskiej wersji albumu "Ram", ku uciesze fanów na całym świecie znalazł się także "Thrillington". 
No i oryginał z jedną z najlepszych partii gitarowych jako wyrafinowany ozdobnik. Na gitarach nie Paul. Nie tym razem. Zagrali Amerykanie, Dave Spinozza (dzięki pracy nad "Ram" został zaproszony przez Johna do pracy przy albumie "Mind Games") i Hugh McCracken (był brany pod uwagę do pierwszego składu Wings, uczestniczył w nagraniu piosenki "Happy Xmas, War is Over" Johna Lennona).



 




 Historia  The Beatles
HISTORY of  THE  BEATLES
 


 

WYWIADY: PAUL McCARTNEY - promocja albumu 14.05.1970

 

 

Do sekcji WYWIADY daję dzisiaj absolutnie kluczowy dokument w historii muzyki rozrywkowej. To słynny drukowany wywiad autopromocyjny, który 17 kwietnia 1970 roku znalazł się w pierwszych tłoczeniach debiutanckiego, solowego albumu Paula – „McCartney”. To właśnie z tego krótkiego, rzeczowego tekstu (złożonego z pytań ułożonych przez samego Paula i jego odpowiedzi) świat po raz pierwszy dowiedział się o nieuniknionym i ostatecznym rozpadzie The Beatles. Materiał ten – podobnie jak opublikowane wcześniej na blogu wpisy „The Beatles w sądzie” oraz wywiad z Johnem z Rolling Stone – idealnie dopełnia obraz napięć, różnic biznesowych wokół Allena Kleina i emocji, które panowały w zespole wiosną 1970 roku. Zapraszam do lektury tej historycznej rozmowy! Tak naprawdę to samego Paula ze sobą, gdyż sam był autorem pytań.

 



Ten drukowany wywiad pojawił się w oryginalnych egzemplarzach pierwszego solowego albumu Paula zatytułowanego „McCartney”. To właśnie z niego świat po raz pierwszy dowiedział się o nieuniknionym rozpadzie The Beatles.

Pytanie: Dlaczego zdecydowałeś się nagrać solowy album?
PAUL: Ponieważ kupiłem do domu czterościeżkowy magnetofon Studer, poćwiczyłem na nim, spodobały mi się efekty i postanowiłem nagrać płytę.
Pytanie: Czy miały na Ciebie wpływ przygody Johna z Plastic Ono Band?
PAUL: W pewnym sensie tak, ale nie do końca.
Pytanie: Czy wszystkie piosenki są autorstwa samego Paula McCartneya?
PAUL: Tak jest.
Pytanie: Czy tak właśnie będą podpisane?
PAUL: Podpisywanie ich jako Lennon/McCartney byłoby trochę głupkowate, więc zostaje „McCartney”.
Pytanie: Czy podobała Ci się praca jako artysta solowy?
PAUL: Bardzo, bo o decyzję musiałem pytać tylko siebie i z reguły zgadzałem się ze sobą! Pamiętajmy, że Linda też tam jest, więc to tak naprawdę występ w duecie.
Pytanie: Jaki jest wkład Lindy?
PAUL: Ściśle rzecz biorąc, śpiewa harmonie, ale oczywiście to coś znacznie więcej, bo jest oparciem, drugą opinią i uznaną fotografką. Co ważniejsze, stale we mnie wierzy.
Pytanie: O albumie nie było wiadomo nic, dopóki nie był niemal ukończony. Czy to było celowe?
PAUL: Tak, bo zazwyczaj album jest już stary, zanim w ogóle się ukaże. Patrz: „Let It Be”.
Pytanie: Dlaczego?
PAUL: Zawsze chciałem kupić album Beatlesów tak jak inni i być nim równie zaskoczony jak oni. To była więc najlepsza możliwa opcja. Linda i ja jesteśmy jedynymi osobami, którym w dniu premiery ta płyta będzie się już ulewać. Ale tak naprawdę ją uwielbiamy.
Pytanie: Zakładając, że dla publiczności wszystkie piosenki są nowe, jak nowe są one dla Ciebie?
PAUL: Jedna była z 1959 roku... „Hot As Sun”. Dwie z Indii... „Junk” i „Teddy Boy” – a reszta jest całkiem świeża.
Pytanie: Dlaczego sam zagrałeś na wszystkich instrumentach?
PAUL: Uważam, że jestem w tym całkiem dobry.
Pytanie: Czy Paul i Linda staną się nowymi Johnem i Yoko?
PAUL: Nie, staną się Paulem i Lindą.
Pytanie: Czego nauczyło Cię samotne nagrywanie?
PAUL: Tego, że podejmowanie własnych decyzji o tym, co robisz, jest łatwe, a granie samemu ze sobą jest bardzo trudne, ale daje ogromną satysfakcję.
Pytanie: Czy to prawda, że ani Allen Klein, ani ABKCO nie byli i nie będą w żaden sposób zaangażowani w produkcję, tłoczenie ani promocję tego nowego albumu?
PAUL: O ile tylko będę mógł temu zapobiec – nie.
Pytanie: Czy brakowało Ci pozostałych Beatlesów i George’a Martina? Czy był moment, w którym pomyślałeś: „Szkoda, że nie ma tu Ringo przy tym przejściu na perkusji”?
PAUL: Nie!
Pytanie: Zakładając, że ten album okaże się wielkim hitem, nagrasz kolejny?
PAUL: Nawet jeśli nie będzie hitem, będę nadal robił to, co chcę i kiedy chcę.
Pytanie: Czy planujesz nowy album lub singiel z Beatlesami?
PAUL: Nie.
Pytanie: Czy ten album to odpoczynek od Beatlesów, czy początek kariery solowej?
PAUL: Czas pokaże. Bycie solo oznacza, że to „początek kariery solowej...”, a nieskończenie z Beatlesami oznacza, że to tylko odpoczynek. Więc tak naprawdę jedno i drugie.
Pytanie: Czy Twoje rozstanie z Beatlesami jest tymczasowe czy trwałe, wynikające z różnic osobistych czy muzycznych?
PAUL: Różnice osobiste, różnice biznesowe, różnice muzyczne, ale przede wszystkim dlatego, że lepiej spędzam czas z moją rodziną. Tymczasowe czy trwałe? Naprawdę nie wiem.
Pytanie: Czy przewidujesz czas, w którym spółka autorska Lennon/McCartney znów stanie się aktywna?
PAUL: Nie.
Pytanie: Co sądzisz o działaniach pokojowych Johna? O Plastic Ono Band? O oddaniu przez niego orderu MBE? O wpływie Yoko?
PAUL: Kocham Johna i szanuję to, co robi, ale nie sprawia mi to żadnej prawdziwej  przyjemności.
Pytanie: Czy któraś z piosenek na albumie była pierwotnie pisana z myślą o Beatlesach?
PAUL: Te starsze tak. „Junk” miało trafić na „Abbey Road”, ale coś stanęło na przeszkodzie. „Teddy Boy” było dla „Let It Be”, ale znowu coś się wydarzyło.
Pytanie: Czy byłeś zadowolony z „Abbey Road”? Czy był to album ograniczający muzycznie?
PAUL: To był dobry album... numer jeden przez długi czas.
Pytanie: Jakie są Twoje relacje z Kleinem?
PAUL: Nie ma ich. Nie mam z nim kontaktu i w żaden sposób mnie nie reprezentuje.
Pytanie: Jakie są Twoje relacje z Apple?
PAUL: To biuro firmy, której jestem współwłaścicielem wraz z pozostałą trójką Beatlesów. Nie chodzę tam, bo nie lubię biur ani biznesu, zwłaszcza gdy jestem na urlopie.
Pytanie: Czy masz plany założenia niezależnej firmy produkcyjnej?
PAUL: Tak, McCartney Productions.
Pytanie: Jakie masz teraz plany? Wakacje? Musical? Film? Emerytura?
PAUL: Moim jedynym planem jest wydorośleć!

 


 


Historia The Beatles
History of  THE BEATLES





 

WYWIADY: JOHN 14 maja 1970 (dla Rolling Stone)


 

Dzisiaj trochę szybciej publikuję ten post. Choć ten materiał trafia oficjalnie do sekcji WYWIADY, nie jest to klasyczna rozmowa „jeden na jeden” z Johnem Lennonem. To raczej mocny, reportażowy artykuł opublikowany na łamach Rolling Stone w maju 1970 roku, w którym Jann S. Wenner , szef magazynu, przeplata tło historyczne rozpadu The Beatles bezpośrednimi i bezkompromisowymi wypowiedziami Johna. Materiał ten bezpośrednio nawiązuje do opublikowanego niedawno na blogu wpisu „The Beatles w sądzie” — wskakujemy tu dokładnie w ten sam gorący okres, gdy emocje wokół Allena Kleina i przyszłości zespołu sięgały zenitu.    
Uznałem, że tekst powinien znaleźć się właśnie tutaj, a nie w dziale MIX. Słowa Lennona padające na tych łamach mają ogromną wagę historyczną — to pisana na żywo relacja z momentu, gdy Fab Four przechodzili do historii. Zamiast mieszać go z drobnymi ciekawostkami, zasługuje na pełnoprawne miejsce wśród najważniejszych rozmów. Zapraszam do lektury a niebawem z tego samego miesiąca 1970 wywiad z Paulem. 



W tym nowym zestawie utworów nie ma prawie żadnej próby bycia czymkolwiek innym niż tym, czym Beatlesi w rzeczywistości są: Johnem, Paulem, George’em i Ringo. 
Czterema różnymi ludźmi, z których każdy ma własne piosenki, styl i umiejętności. Nie są już Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band i całkiem możliwe, że nie są już nawet Beatlesami. 
(Z recenzji Białego Albumu (The Beatles), Rolling Stone, 21 grudnia 1968).
 

Status Beatlesów nie zmienił się zbytnio od tamtego czasu. Tyle że teraz do głosu doszły gorycz i nieufność. Bo jeśli rzeczywiście się „rozpadli”, to ten rozpad nastąpił na długo przed tym, jak Paul McCartney wydał swój nowy album i ogłosił, że „odchodzi”.

Słowami Johna Lennona: Nie było nas tu już od bardzo, bardzo dawna.

To, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach, to publiczny finał gorzkiej walki o menedżera biznesowego Beatlesów, Allena Kleina, oraz formalny koniec spółki autorskiej Lennon-McCartney. Leży u podstaw tego również upływ czasu, w którym chłopcy stają się mężczyznami, w którym się żenią, dorastają i oddalają od siebie.

Beatlesi nie mieli dla mnie żadnej przyszłości od jakichś dwóch lat — powiedział John, gdy to wszystko trafiło na czołówki gazet. Wszyscy żyjemy w tej iluzji dotyczącej Beatlesów, McCartneya, Lennona, Harrisona i Starra. Ale, wiesz, wszyscy musimy przez to przejść — i my, i publiczność. To jakiś żart. To, co zrobiliśmy, to jedno, ale to, kim jesteśmy teraz, to coś zupełnie innego.

Jeśli istnieje jakiś „powód”, dla którego Beatlesi się rozpadli, sięga on serii wydarzeń skupionych wokół powstania Apple. Po śmierci Briana Epsteina i wydaniu Sgt. Pepper, Beatlesi zostali pozostawieni sami sobie, szukając własnego kierunku bez żadnego przewodnika. Założyli Apple, które miało być „prowadzone” przez samych Beatlesów jako kolektyw, i zatrudnili w nim swoich wieloletnich przyjaciół i współpracowników, aby ci zajęli się biznesem. Przekonali się jednak, że czterej muzycy i ich menedżerowie tras nie tworzą pomyślnie działającej firmy płytowej, niezależnie od tego, kim są. John, George i Ringo, znużeni codziennymi spotkaniami w sprawie drobnych sporów biznesowych, wkrótce się wycofali i szybko stał się to projekt samego Paula. Paul — który w międzyczasie poślubił Lindę Eastman, której ojciec i brat są prawnikami w branży muzycznej — również nie potrafił tego prowadzić. I powstał bałagan. Apple zamieniło się w wielką finansową klapę, przeciekając jak sito pod niekompetentnym zarządem pełnym darmowych pasażerów, klakierów i lojalnych, kochających pracowników Beatlesów, a wszystko to utknęło w kłótniach, których Beatlesi nie potrafili rozwiązać. John wkrótce wygadał prasie, że cała ta operacja omal nie wyczyściła Beatlesów do zera. Wtedy sprowadził Allena Kleina. I zaczęła się walka. John i Yoko Lennon w jednym narożniku, Paul i Linda McCartney w drugim. John, ze swoimi akcjami bez ubrań i innymi dziwnymi odlotami, oddalał się coraz bardziej od Paula, a „miły Beatle” był zdegustowany zachowaniem Johna. I John, wraz z George'em i Ringo, chcący Allena Kleina, by zaprowadził porządek w tym chaosie, kontra Paul, którego nowi powinowaci chcieli przejąć kontrolę nad Beatlesami. I tak to szło. I w ten sposób się „rozpadli”.

Kiedy Beatlesi się rozpadli?

John: Biały Album Beatlesów. Posłuchajcie — niech wszyscy wy eksperci posłuchają, żaden z was nic nie słyszy. Każdy utwór to osobny kawałek — nie ma na nim żadnej muzyki Beatlesów. Po prostu mówię: posłuchajcie Białego Albumu. To był John i Zespół, Paul i Zespół, George i Zespół, i tak dalej. Paul i Zespół. Ja zrobiłem coś w stylu: »Pieprzyć Zespół. Zrobię Johna — zrobię to z Yoko« czy cokolwiek innego. W zeszłym roku wydałem cztery albumy i nie powiedziałem ani jednego pierdolonego słowa o odchodzeniu.

Obecne doniesienia o rozpadzie były efektem tekstu przekazanego agencjom prasowym przez szwagra McCartneya, nowojorskiego adwokata Johna Eastmana, w którym ogłoszono nowy album wraz z oświadczeniami, że Paul założył własną firmę produkcyjną i planuje robić więcej rzeczy na własną rękę. Po tym szybko nastąpiła publikacja zaskakującego, czterostronicowego wywiadu w formie pytań i odpowiedzi, w którym Paul powiedział, że nie planuje nagrywać więcej płyt z Beatlesami, wyparł się Allena Kleina, rzucił kilka uwag „przeciwko” Johnowi i Ringo, stwierdził, że nie przewiduje czasu, w którym on i John mogliby znowu pisać razem piosenki, i ogłosił, że zerwał z Beatlesami.

Mówię ci — powiedział John — to jest to, co się dzieje. To John, George i Ringo jako indywidualności. Nawet nie komunikujemy się ani nie robimy żadnych planów z Paulem. Po prostu reagujemy na wszystko, co on robi. To prosty fakt, że nie może postawić na swoim, więc wywołuje chaos. Nie obchodzi mnie, co myślisz o Kleinie — nazwij Kleina jak chcesz, nazwij go na razie Epsteinem — i po prostu weź pod uwagę fakt, że trzej z nas wybrali Epsteina. Paul na początku robił to samo z Brianem, jeśli musisz wiedzieć. Dąsał się i Bóg wie co jeszcze. Nie pojawiał się na sesjach ani na terminach. Zawsze było tak samo, tylko teraz to jest większe, bo my wszyscy jesteśmy więksi. To ta sama stara gra.

Wiesz, to jest tak — powiedział John — kiedy czytaliśmy to całe gówno w gazecie, Yoko i ja śmialiśmy się, bo ten komiks wygląda tak: czterech gości na scenie, skierowane na nich światło reflektora; drugi obrazek: trzech gości na scenie wykrada się ze światła reflektora; trzeci obrazek: jeden gość stoi tam i krzyczy: »Odchodzę!«. My wszyscy już dawno z tego wyszliśmy.

 




Historia The Beatles
History of  THE BEATLES






 

WYWIADY: THE BEATLES 23.11.1964

 

 


 


Historia The Beatles
History of  THE BEATLES