...


Moje motto, nie tylko na ten blog, to:
Kocham od zawsze The Beatles, dzisiaj 100 razy mocniej niż wczoraj oraz 100 razy mniej, niż będę ich kochał jutro.




PROSZĘ WSZYSTKICH O REKLAMĘ MEGO BLOGU. Facebook, Twitter, czaty, blogi muzyczne, maile. Pozwólcie mi dotrzeć ze swoim blogiem do wszystkich fanów The Beatles. Szczegóły współpracy - na maila blogowego, adres na dole.

Baner reklamowy do pobrania - z prawej strony obok.
Dziękuję!!!


ALBUM: SGT. PEPPER'S LONELY HEARTS CLUB BAND

roboczy tytuł: One Down, Six to Go
indeks: PMC 7027 (mono),PCS 7027 (stereo).  
wydany:1 czerwca 1967 (UK), 2 czerwca 1967 (USA)
nagrywany:  6, 8, 20-21 grudnia 1966; 19-20 stycznia,  1-3, 8-10, 16-17, 20-24 luty, 1-3, 6-7, 9-10, 13, 15, 17, 20-23, 28-31 marca, 1, 3, 21, 28 kwietnia 1967 (Studio 2, Abbey Road Studios, Londyn)
miksowany: 6, 8, 20-21 grudnia 1966; 30 stycznia, 13, 21-23 luty, 2-3, 6, 15, 19-20, 22-23, 31 marca, 1, 3-4, 7, 17, 19, 20 kwietnia 1967
indeks: patrz wersje albumu
długość: 39'42"
producent: George Martin
inżynierowie: Geoff Emercik, Adrian Ibbetson, Malcolm Addey, Ken Townsend, Peter Vince
okładka:tutaj


Wersje albumu:
Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band UK: Parlophone PMC 7027, 1 czerwca 1967 (mono)
Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band UK: Parlophone PCS 7027, 1 czerwca 1967 (stereo)
Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band US: Capitol MAS 2653, 2 czerwca, 1967 (mono)
Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band US: Capitol SMAS 2653,2 czerwca, 1967 (stereo)
Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band (CD) Parlophone CDP 7 46442 2, 30 kwietnia 1987
Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band (CD) remastered: Capitol/Parlophone CDP 7 46442 2, 9 września 2009

video

Najwyższa pozycja: UK: 1 (24 tygodnie 10 czerwca 1967; 2 tygodnie od 25 listopada 1967; 3 tygodnie od  23 grudnia 1967; 2 tygodnie od 3 lutego 1968; US: 1 (20 tygodni 1 lipca 1967) 
Nagrody GRAMMY : Album Roku, Najlepsza Okładka Albumu Najlepsza Reżyseria Nagrania(Muzyka Nie-Klasyczna), Współczesny Album (1968)


Zawartość:

1. Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band
2. With A Liitle Help from My Friends 
3. Lucy in the Sky With Diamonds
4. Getting Better
5. Fixing A Hole
6. She's Leaving Home
7 Being For the Benefit of Mr. Kite!
8 Within You Without You
9.When I'm Sixty-four 
10. Lovely Rita 
11 Good Morning Good Morning
12 Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band (Reprise) 
13. A Day In The Life



Jeszcze nigdy wcześniej żadna płyta w historii rock and rolla nie została wypuszczona w tak odpowiednim dla siebie momencie. Wydana  1-go czerwca 1967 )24 godziny później w USA), odniosła natychmiastowy tryumf, "historyczny sukces w rozwoju muzyki", jak pisał magazyn 'Time'. Płyta rozchodziła się fenomenalnie i jej sprzedaż ani na moment nie została wstrzymana pojawieniem się nowego, niezwiązanego z nią singla Johna, 'All You Need Is Love'. Sprzedaży w żadnym stopniu nie zakłóciła też prasowa wrzawa, powstała, gdy Paul przyznał się, najpierw w 'Life', a potem w brytyjskiej telewizji, że nie tylko brał LSD, ale bardzo mu się to doświadczenie podobało.
Ukazanie się albumu 'Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band' stało się z czasem tak ważnym wydarzeniem w życiu Amerykanów, że podobnie ukuła się fraza, na wzór tej, związanej z 1-szym występem Beatlesów w USA programie Eda Sullivana. Podobnie jak tamtą chwilę, tak teraz Amerykanie zaczęli dokładnie pamiętać, przywoływać chwilę, kiedy to po raz pierwszy usłyszeli, zetknęli się czy zobaczyli okładkę tego albumu. Jim Morrison wspominał, że jechał przez pustą autostradę i zatrzymał się by zatankować. Na tej stacji na cały głos leciała muzyka Beatlesów z nowego albumu. I tak było wszędzie, w całych Stanach, bo jest to bezdyskusyjne, że jego "ziarna" akurat w tym kraju trafiły na najżyźniejszą glebę. Wszak trwało tam Summer Of Love i Epoka Flower-Power. No i oczywiście Jim zapamiętał gdzie usłyszał ten album. Za jakiś czas ludzie zapamiętywali na całe życie moment gdy zobaczyli na żywo legendę The Doors.
Ocena Johna całości albumu jest jak zawsze z pozycji własnych kompleksów, choć zamieszczę tutaj jego mniej krytyczne opinie o albumie.

JOHN: Nie podobają mi się pewne fragmenty, które ... nie wyszły za dobrze. Nie lubię kilku momentów w 'Lucy'. Gdzieś tam w 'Mr. Kite' posypało się brzmienie. Podoba mi się 'A Day In The Life', ale i tak nie jest w połowie tak dobre, jak myślałem, że będzie, gdy go nagrywaliśmy. Sądzę, że mogliśmy więcej popracować nad tym albumem, ale miałem już to wszystko gdzieś.'Sgt. Pepper's' to ładna piosenka, 'Getting Better' to też ładna piosenka, a 'Within You Without You' George'a jest po prostu przepiękna. Czy jest tam jeszcze coś ciekawego muzycznie, oprócz tego, że utwory przechodzą jeden w drugi?
Rękopis tytułowego utworu z albumu.
JOHN  'Pepper'  był naturalną ewolucją wizerunku Beatlesów  - począwszy od butów i innych rzeczy. To był kolejny psychodeliczny image. Fryzury i buty Beatlesów były takim  krzykiem mody, jak teraz spodnie w kwiatki. Nigdy nie uważałem, że ukazanie się 'Peppera' spowodowało to co się działo na Haight Ashbury. Wydawało mi się, że wszystko to odbywało się jednocześnie. Dzieciaki już wcześniej chodziły po King's Road w wojskowych marynarkach, my je tylko spopularyzowaliśmy.


Robert Fraser
PAUL :  Aby wybrać sobie nasze stroje, poszliśmy do firmy Berman, specjalizującej się w kostiumach teatralnych. Zamówiliśmy coś zwariowanego, wzorowanego na starych wojskowych bluzach. Gdy kręciłeś film, wysyłano Cie zawsze tam. "Idź do Bermana i znajdź sobie strój wojskowy". Mieli tam katalogi, w których można było sobie obejrzeć wszystko co mieli.Chcieliśmy coś z epoki edwardiańskiej lub krymskiej. Wybraliśmy najbardziej odlotowe rzeczy z różnych epok i połączyliśmy je razem. Każdy wybrał sobie inny materiał i inny kolor. Było tak:  "Nie możesz wziąć tego, on już to wziął..." Zdecydowaliśmy się na jasne psychodeliczne kolory, trochę w stylu fluorescencyjnych skarpetek, jakie się nosiło w latach 50-tych (były jaskraworóżowe, turkusowe i żółte). Zamierzaliśmy tak skompletować mundury, żeby kłóciły się z pojęciem munduru. Wtedy wszyscy chcieliśmy wyglądać w stylu "Jestem waletem lorda Kitchnera". Dzieciaki z zespołów nosiły żołnierskie mundury i wkładały kwiaty w lufy karabinów.

M.Cooper i P. Blake
PAUL:  Aby lepiej się wcielić w postacie z Sierżanta Pieprza, zaczęliśmy się zastanawiać, kto był naszym ulubieńcem - "Kogo ten zespół chciałby mieć na okładce ? Kogo podziwiałaby osoba, którą teraz byłem ?" Zrobiliśmy listę nazwisk. Była tak zróżnicowana jak sobie życzyliśmy - Brando, Dean, Einstein... Zaczęliśmy wybierać. Dixie Dean -  (stara gwiazda piłkarz Evertonu, o którym mówił mi mój tata, ale ja go nie znałem), Groucho Marx i tak dalej. Mógł to być każdy, kogo lubiliśmy.
NEIL ASPINALL : Pamiętam, że byłem w studiu, gdy wszyscy pytali się nawzajem: "kogo chcesz w zespole?" Pojawiały się zwariowane propozycje. John mówił o Albercie Stubbinsie, ale nikt nie wiedział nawet kto to jest. To był napastnik Liverpoolu.
RINGO:  To był specjalny album, więc kiedy doszło do zrobienia okładki, postanowiliśmy się odszykować, bo chcieliśmy 'być'  tymi ludźmi, tymi wszystkimi 'Pieprzami'. Wtedy był szczyt mody na dzieci-kwiaty. Miłość i pokój, to był cudowny okres, dla mnie jak i dla całego świata.

The Fool : Duńczycy: Marijke Koger, Simon Posthuma, Yosha Leeger oraz Anglik: Barry Finch
Peter Blake i John.
PAUL:  Zaangażowaliśmy do tego prawdziwych artystów. Byłem bardzo zaprzyjaźniony z Robertem Fraserem, londyńskim pośrednikiem w handlu dziełami sztuki.Nie spotkałem nikogo z taką wyobraźnią jak on. Przyjaźnienie się z nim było dla mnie wielkim przeżyciem i to do niego poszedłem z pomysłem na okładkę.Reprezentował on artystę Petera Blake'a, który z kolei był bardzo zaprzyjaźniony z fotografem Michaelem Cooperem. Robert powiedział:  "Pozwólmy Michaelowi zrobić trochę zdjęć. Peter zrobi tło i potem zrobimy z tego kolaż". Poszedłem do Petera do domu i dałem mu mały rysunek. Okładka miała być zdjęciem z jakiejś prezentacji gdzieś na Północy - The Beatles mieli otrzymać klucze od miasta od burmistrza, a z tyłu miał być zegar kwiatowy, jakie bywają w publicznych parkach. Pośrodku mieliśmy siedzieć otoczeni zdjęciami naszych ulubieńców. 
  Taki był oryginalny plan, ale Peter połączył go w jeden duży pomysł. Wszystko było naraz i sesja zdjęciowa odbyła się wieczorem (czytaj tutaj: Okładka albumu.)
 Rośliny dostarczyła kwiaciarnia. Ludzie myślą, że to rodziny doniczkowe - rośliny marihuany - ale tak nie było. To były prawdziwe rośliny...

The Fool obraz dla Peppera.
Dokument potwierdzający zgody wszystkich osób na użycie ich wizerunku na okładce albumu "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band."
  Ludzie z The Fool byli częścią naszej ekipy. To byli artyści, którzy później pomalowali nasz sklep przy Baker Street i robili dla nas ubrania. Chcieli stworzyć wielki psychodeliczny obraz, który miał się znaleźć na rozkładówce okładki i wszyscy byliśmy zakochani w tym pomyśle.( Z teamu The Fool Marijke Koger zagrała na tamburynie w utworze 'A Day In The Life' - RK)Robert Fraser nie mógł znieść tego pomysłu. Powiedział:'To nie jest dobra sztuka". Odparłem: "Stary, tym nie nie obchodzisz. Tobie się to może nie podobać, ale to jest nasz cholerna okładka". Postawiliśmy na swoim i The Fool namalowali dla ans ten obraz (rysunek wyżej). Ale Robert ciągle powtarzał, że to nie jest dobry obraz. Miał do tego wyjątkowe oko i teraz się z nim zgadzam ale wtedy nam to pasowało. To Robert powiedział, że na rozkładówkę powinniśmy wziąć jedno z naszych dużych zdjęć, zdjęcie naszych głów, jakie nam zrobił Michael w czasie sesji i dzisiaj przyznaję, że miał rację. Zastanawialiśmy się nad tym z naszymi przyjaciółmi i każdy dorzucał swoje 5 groszy.
 
Słynna fotografia Lindy McCartney - czytaj MAJ 1967.
 PAUL:  Kiedy zaczęliśmy wymyślać projekt okładki, największym problemem dla ludzi z wytwórni był fakt, że to będzie bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Nigdy nie musieli płacić tyle za zrobienie okładki. normalnie kosztowało to około 75 funciaków. Przychodził dobry fotograf, np. Angus McBean, robił parę fotek i jego honorarium wynosiło 75 funtów.
NEIL ASPINALL: Kiedy skończono prace nad okładką, sir Joseph Lockwood (szef EMI) spotkał się z Paulem. Byłem przy tym kiedy ją przyniósł. Były na niej kwiaty, bębny i duże niebieskie tło Z tła wycięto wszystkie inne osoby, bo on się martwił, że albo skończy się to procesem, albo wycofaniem poszczególnych zdjęć z okładki.
PAUL: Powiedziałem: 'Joe, nie martw się, wszystko pójdzie świetnie'. On na to: 'Będziemy mieli kilkadziesiąt procesów -  rozpęta się piekło. Wydział prawny już dostał z tego powodu szału'. Powiedziałem:' Nie martw się, napisz do każdego list. Założę się, że nie będzie sprzeciwów. Więc napisz do nich a potem znowu przyjdź z tym do nas'.
Sir Joseph Lockwood w środku, 1964
NEIL ASPINALL:  Paul nie zgodził się na te zmiany. Powiedział, że nie ma takiej możliwości, żebyśmy mieli stracić któreś z postaci. W końcu to biuro Briana napisało do każdego list: 'Prosimy tu podpisać, jeśli wyraża Pan zgodę'. Zgodzili się wszyscy oprócz Leo Gorceya z The Bowery Boys, który chciał za to 500 dolarów. Był w tylnym rzędzie, więc na jego miejsce domalowali trochę niebieskiego tła. Brian uważał, że okładka jest cudowna. Pytanie każdego o zgodę przyprawiało go o ból głowy, ale przyznał, że pomysł był świetny.

GEORGE: Byli tacy, którzy odmówili użyczenia swojej podobizny, mówiąc: Nie jestem samotnym sercem - lub - Nie chcę tam być. Musieliśmy wysyłać listy do każdego o zgodę i niektórzy odmawiali.
PAUL: Przez cały czas EMI była kolonialna wytwórnią płytową. Zresztą nadal nią jest - przecież sprzedają płyty w Indiach i Chinach - więc byli, i są, bardzo wyczuleni na wrażliwość Hindusów. Pamiętam jak Sir Joe (mój stary, dobry kumpel) odwiedził mnie w moim domu w St. Wood's i powiedział: 'Paul, nie możemy tego zrobić, nie możemy mieć tam Gandhiego'. A ja : 'Dlaczego nie ? My go szanujemy'.A on: 'O nie, nie, on jest w Indiach świętością'. Dlatego Gandhi musiał zniknąć.
NEIL: Gandhi siedział pod palmą więc wstawili na jego miejsce jakąś roślinę.
GEORGE: Nadal nie mam pojęcia, kto wybrał niektórych ludzi. Myślę, że Peter Blake umieścił tam zdjęcia wielu bardzo zaskakujących osób (zobacz ich listę tutaj). Zrobiło się z tego szerokie spektrum. Ci, których zaproponowałem, to ludzie, których podziwiałem. Nie wstawiłem tam nikogo, kogo nie lubiłem (odwrotnie niż inni).
PAUL:  John chciał mieć kilka odlotowych postaci, jak Hitler czy Jezus, co było przejawem jego bezpośredniości i luzu. Lubił ryzyko i wiedziałem o co mu chodzi.Nie zgadzałem się z tym, ale starał się być bardzo odlotowy. Robert Fraser i Michael Cooper, którzy byli, jak my, zakolegowani z The Rolling Stones, stwierdzili: 'Świetnie byłoby zrobić jakieś odniesienie na okładce do Stonesów'. Więc wrzuciliśmy coś w rogu.
 Poniżej Mick Jagger  i John - za kilka miesięcy, w czasie programu transmitującego na cały świat "All You Need Is Love"
Paul i Martin w czasie nagrywania sekcji rogów francuskich w tytułowym numerze.
RINGO: Spójrz na okładkę i sam wyciągnij wnioski. Na wielu zdjęciach postacie mają czerwone oczy.
JOHN: 'Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band' to jeden z naszych najważniejszych kroków w naszej karierze. Ta płyta po prostu musiała być dobra. Staraliśmy się i uważam, że osiągnęliśmy to co sobie zaplanowaliśmy. Gdyby nam się nie udało, ta płyta by się nie ukazała.
Dodatki do płyty.

P. Norman (John Lennon: Życie): Sgt. Pepper's... ukazał się 1 czerwca 1967 roku. Album wraz  ze wspaniałą okładką i nowością w postaci dodatków -  papierowych wąsów i szewronów sierżanta, które można było wyciąć i zakładać - już sam w sobie był zaproszeniem na imprezę doskonale zgranym w czasie ze złotym okresem, znanym później jako Lato Miłości. Przez dwadzieścia siedem tygodni płyta się utrzymywała na brytyjskich listach przebojów, a w pierwszym  miesiącu po premierze sprzedano jej pół miliona egzemplarzy.... Przedstawiciele całego pokolenia na zawsze zapamiętali , kiedy i gdzie po raz pierwszy słuchali tego albumu, i jak bardzo czuli się wniebowzięci, kiedy igła po raz pierwszy spadła na rowki płyty.  

   Kolejną innowacją było wydrukowanie wszystkich tekstów. Tym samym teksty Lennona i McCartney'a mogły być wielokrotnie czytane przez miliony odbiorców, tak jak teksty innych współczesnych autorów, a zwłaszcza poetów. Oznaczało też jednak to, że mogli je swobodnie studiować strażnicy moralności, którzy inaczej przeoczyliby (jak to miało miejsce w przypadku Penny Lane' - RK) wszelkie zabawy kutaskiem (prick teasers) czy soczyste paluszki (finger pie). Tak więc 'Lucy in the Sky with Diamonds' zostało błyskawicznie zakazane przez BBC, za pisownię uwypuklającą nazwę narkotyku, który ostatnio coraz częściej gościł w nagłówkach gazet. (ale o tym poczytajcie w opisach wszystkich piosenek - RK).


Projektantka Mary Quant.
GEORGE MARTIN: Z perspektywy czasu, widać, że ‘Sgt. Pepper’ był w pewien sposób kultowy. To była płyta tamtych czasów i prawdopodobnie zmieniła świat nagrań, choć nie zrobiliśmy tego świadomie. Myślę, że chłopcy się stopniowo rozwijali, chcąc urozmaicić sobie życie w studiu. Pomyśleli: ”Nie musimy tego zagrać na scenie, możemy więc to nagrać jak chcemy, w studiu”. Tym samym wyrosła z tego inna sztuka, tak jak kręcenie videclipów, zamiast grania na żywo. To odbiło się na ich myśleniu i sposobie pisania, jak również, na tym, jak to nagrałem.

  Uważam, że ‘Pepper’ reprezentował postawę młodzieży i wygląda na to, że zbiegł się z rewolucją w sposobie ich myślenia. Było to uzewnętrznienie swingujących lat 60-tych. To połączyło się z Mary Quant i pomysłem na mini spódniczki, i innymi rzeczami jak wolność seksualna oraz wolność stosowania miękkich narkotyków, takich jak marihuana.
JOHN: To zajęło nam dziewięć miesięcy.Nie pracowaliśmy tyle czasu bez przerwy, ale zrobiliśmy coś, odkładaliśmy na później, znowu wracaliśmy do tego. Lubię coś zrobić i odskoczyć, szybko się nudzę. Inne nasze płyty wymagały zazwyczaj trzech tygodni intensywnej pracy. Później zwalnialiśmy na tydzień, i dopiero po tym czasie mogliśmy ocenić spokojnie to co zrobiliśmy. To był najdroższy album i rzecz jasna, wytwórnia płytowa wyła z bólu.Wyła na cenę okładki i inne rzeczy, a teraz wiszą one w ich gabinetach w gablotkach.


PAUL:  Gdy skończyliśmy, uznałem że płyta jest świetna. Uważałem, że zrobiliśmy wielki postęp i byłem z tego bardzo zadowolony, bo miesiąc czy dwa wcześniej prasa pytała: "Co zrobią teraz The Beatles ? Chyba wyschły im pomysły".  Więc miło było nagrać taki album i pomyśleć: Tak, chyba wysychamy, zgadza się! Cudownie było przyłapać ich na takim sposobie myślenia, gdy wreszcie wyszła płyta. Zrobiłem z tego powodu sporą imprezę. Jeśli dobrze pamiętam, imprezowałem wtedy przez cały tydzień. Dostawałem telegramy w stylu: Niech żyje Sierżant Pepper! Wpadali też do mnie różni ludzie by powiedzieć: 'Stary, to świetny album!

  Na pewno go zauważono. Płyta wyszła w piątek, a w niedzielę Jimi Hendrix rozpoczął swój koncert numerem 'Sgt.Pepper'. Oglądaliśmy go w teatrze Saville. To był dla mnie największy zaszczyt. Byłem wielkim fanem Jimiego, nauczył się tego od piątku. (Koncert Jimiego oglądała cała śmietanka muzyków brytyjskich. W czasie koncertu Pete Townsend z The Who podobno miał powiedzieć te słowa do Erica Claptona:  Stary, widzę faceta, któy może nas pozbawić pracy! - RK). 
John również był zadowolony z tej płyty. Pasowała do tego, co właśnie robiliśmy i miał na niej kilka swoich świetnych numerów. 'A Day in the Life' to już klasyka.
GEORGE: Sgt. Pepper spodobał mi się gdy już był skończony. Wiedziałem, że dla publiczności był czymś innym. Bardzo ucieszyła mnie koncepcja okładki. W 'A Day in the Life' była wykorzystana wielka orkiestra i duży akord na fortepianie. Od strony muzycznej bardzo lubiłem 'Lucy in the Sky with Diamonds'. Reszta to zwyczajne piosenki.
JOHN: Wszystkie różnice w płycie 'Pepper' pojawiły się z czasem. Nikt nie siedział i nie myślał: O! wzięliśmy LSD no to bum, bum... 
  W tamtych czasach recenzje nie były tak ważne, bo i tak wszystko zostało już zrobione. Teraz jestem cholernie czuły i liczy się każda recenzja, ale wtedy byliśmy zbyt wielcy, by coś nas ruszało. Zupełnie nie pamiętam tamtych recenzji. Byliśmy tak zblazowani, że wcale nie czytaliśmy co o nas pisano. Nie przejmowałem się, nie czytałem nic, to było nudne.
GEORGE:  Czy się przykładałem do 'Sgt.Pepper'. Hm... jak masz w zespole Lennona i McCartney'a, dwóch muzycznych geniuszy, to i tak wszystko idzie jak oni chcą. I dzięki Bogu.



GEORGE: ‘Zanim to wszystko poznał Zachód, podróż do Indii otworzyła przede mną nowe horyzonty. Wszedłem tam we wszystko, w muzykę, kulturę, świat zmysłów i zapachów. Oddaliłem się wtedy od grupy, i bardzo ciężko było mi znowu do tego wrócić, do sesji, nagrywania, komponowania. To było jak cofanie się... Każdy wokół uważał ‘Sgt. Peppera’ za rewolucyjną płytę – ale dla mnie ona nie sprawiała radości. Wyrosłem już z tych rzeczy.
O przeciągającym się od miesięcy nagrywaniu 'Sgt.Peppera' , w odpowiedzi na pytania dziennikarzy  George Harrison odpowiadał tak: Teraz gramy tylko w studiu, nigdzie indziej, mamy więc mniej pojęcia o tym co mamy zrobić w studiu. Teraz gdy zbieramy się w studiu, musimy zaczynać od niczego, próby, ćwiczenie nowych utworów, co bywa czasem bardzo trudne. Jeśli Paul napisał piosenkę, przychodzi z nią mając ją tylko w głowie. Jest mu bardzo ciężko przekazać ją nam, byśmy ją załapali. Gdy coś sugerujemy to może się okazać, że to nie są takie rzeczy o jakie mu chodzi, ponieważ one nie brzmią w jego głowie tak jak on czuję tą piosenkę. No i to zabiera dużo czasu. Nikt nie wie jaka będzie melodia, dopóki ją nie nagramy i odsłuchamy potem.
Paul precyzuje dokładniej rolę Harrisona - o czym George doskonale wiedział -  w powstawaniu tego albumu:  George nie był specjalnie zaangażowany w produkcję tego albumu. Tak naprawdę miał tam tylko jedną piosenkę. Pamiętam, że tylko jedną na całym albumie, niespecjalnie go interesowało wtedy bycie w studiu.
GEORGE: Pojechałem do Indii we wrześniu, 1966. To, stawało się już teraz bardzo trudne, ponieważ nie umiałem znowu w to wejść... Wróciłem z Indii, ale moje serce nadal tam zostało. Po tym wszystkim co się wydarzyło w 1966, wszystko zaczęło się wydawać ciężką harówką. To było jak praca, robienie czegoś, czego nie chciałem robić, w tym momencie straciłem zainteresowanie byciem “fab” (wspaniałym)...

JOHN: Tak naprawdę nie słyszałeś 'Sierżanta Peppera',dopóki nie słuchałeś go tylko mono (zaskakujące prawda? RK).



Album momentalnie stał się symbolem. Oto kadr z telewizyjnego serialu komediowego z muzykami The Monkeeys w roli głównej. W dłoni pierwszego muzyka, Davy Jonesa widzimy okładkę 'Peppera'. W owym czasie w kraju a zwłaszcza za oceanem wybuchła 'Monkeymania', brak nowych nagrań The Beatles pomagał zespołowi stworzonemu tylko i wyłącznie na użytek mediów. Ale to już inna historia.
Plakat z 1967

Capitol, doceniając klasę wydawnictwa, no i po raz pierwszy w historii współpracy z „Anglikami” zmuszony do wydania tej samej wersji albumu co na Wyspach, bardzo się przyłożył do reklamy całego wydawnictwa. Slogany opisujące nową płytę Beatlesów piały z zachwytu i obwieszczały: Najwspanialszy album w historii, 13 nowych piosenek The Beatles, gigantyczny portret zespołu, wydruk wszystkich tekstów z płyty, 7 wspaniałych gadżetów Sierżanta Peppera do wycinania. Przez trzy dekady do albumu dodawano kolorowy plakat (poster). Po lewej plakat z 1967, niżej dwa z 1977 oraz 1987.
Plakat z 1977
  Pod koniec roku znany amerykański artysta Johnny Rivers miał swój wielki hit: Summer Rain”, w którym słyszymy dwa razy taki zwrot: jak każdy “kept on playing Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” (wciąż gra 'Orkiestrę Klubu Serc Sierżanta Peppera). Taaa, album znakomicie oddawał ducha czasów Lata Miłości.

 

Johnny Rivers - Summer Rain

Polecam jeszcze jedną piosenkę: szwedzkiego piosenkarza Harpo (znanego np. z 'Moviestar') i jego przeuroczy hit - właśnie o latach 60-tych - 'Motorcycle Mama' , gdzie padają takie choćby zdania (odwołania) : 
I remember in '65 when Jimi Hendrix was still alive
Before we went to the Woodstock scene ...

Riding up the silvery coast highway
riding up in the Frisco bay
Like Ravi Shanker I played his sitar
And Maharishi Yogi was my Guru Star...

Do you remember about Fritz the Cat
And Dylan's Leopard-Skin Pill-box hat
Sergant Peppers Lonely Heart Club Band

Jestem przekonany, że z łatwością odnajdziecie ten nostalgiczny utwór Szweda na YT



Plakat z 1987
Paul i G.Martin - twórcy Peppera?
W lutym 1967 roku,  Beatlesów poproszono o pomoc w stworzeniu projektu plakatu, reklamującego (mającego się odbyć w tym roku) festiwal w Monterrey, organizowanego przez Johna Phillipsa z The Mamas and The Papas, promotora Lou Adlear oraz dawnego rzecznika prasowego  The Beatles, dziennikarza Dereka Taylora. Paul McCartney został wybrany do Rady Zarządu Festiwalu i zaproponował organizatorom by zaprosili nieznanego nikomu gitarzystę Jimiego Hendrixa. Ponieważ wiadomo było, że w 1967 Beatlesi nie koncertują i nie wystąpią na wspomnianym festiwalu, Dyrektor Artystyczny festiwalu, Tom Wilkes, poprosił Dereka Taylora by  ten skłonił Beatlesów, by zrobili coś dla samego festiwalu. The Beatles stworzyli bardzo oryginalny, kolorowy rysunek - tym razem inaczej niż w Japonii rok wcześniej - tylko przy pomocy markerów, pisaków i kolorowych kredek i tuszów - z  pięknym napisem  “Peace to Monterey” na samym górze i podpisami: “Loving You, it happened in Monterey a long time ago". Całość zakończyli w typowym dla siebie poczuciu humoru :" z poważaniem, John, Paul, George and Harold.”



Według renomowanego od lat oraz opiniotwórczego  magazynu 'Rolling Stone' album jest numerem 1 All-Time: Wszech-czasów. 'To po prostu coś najlepszego co kiedykolwiek The Beatles zrobili jako muzycy, pionierzy i gwiazdy popu, wszystko w jednym miejscu. Pamiętaj, Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band są Beatlesami!'




W 1987 roku grupa osiemdziesięciu  najsłynniejszych  krytyków muzycznych, wybrała 100 najlepszych płyt wszech czasów. Siedem z nich nagrali Beatlesi, z czego sześć znalazło się w pierwszej trzydziestce. Pierwsze miejsce zajął 'Sgt.Pepper's Lonely Hearts Club Band'. The Beatles dokonali jeszcze jednej rzeczy tym albumem: swą muzyką połączyli całe pokolenia  słuchaczy, młodzież, dorosłych, ludzi w statecznym wieku ( w domach słuchali jej rodzice z dziećmi, często każde miało własny egzemplarz płyty). Odnaleźli klucz do ludzkich serc i to jest chyba najlepsze co mogli zrobić, nagrywając ten niezwykły, magiczny album.
 I na koniec:

PAUL: Album po prostu robił dobry show! 

Film dokumentalny : Making Of Sgt. Pepper

Dariusz Michalski wyliczył pieniądze jakie w owym czasie zarobił album. A był dla Beatlesów bardzo szczęśliwym, otrzymali za niego aż 4 Grammy - nagrody (od 1963) przyznawane przez Narodową Akademię Sztuk i Nauk Nagraniowych NARAS w kilkudziesięciu kategoriach. Te nagrody oczywiście oczywiście mile łechtały ego wszystkich muzyków, ale ważny okazał się nowy kontrakt z EMI: miast nędznych pensów, jak dotychczas, mieli otrzymywać 10% od sprzedaży płyt w Wielkiej Brytanii oraz 17,5% od ceny zbytu w Stanach Zjednoczonych. Na przykładzie tego albumu: w UK sprzedawano go po 38 szylingów, zaś w USA niecałe 4 dolary (cena zbytu to ok. 2/3 tej kwoty). 'Sgt.Pepper' osiągnął wtedy łączny nakład 7 500 000 egzemplarzy, które przemnożone przez 40 centów tantiem dają kwotę 3  milionów dolarów, z czego połowa jej przypadła Beatlesom. Nie mówimy oczywiście o kwotach jakie album przyniósł do dzisiaj, wersje CD, remasterowane na CD,wersje remasterowane na winylach, wersje rocznicowe, wydania kolekcjonerskie. Dziesiątki milionów sprzedanych egzemplarzy do dzisiaj (kilka lat temu wyliczano tą liczbę na ok. 32 000 000). Budzi wyobraźnię prawda? 

 Sesje do albumu 'Sgt.Pepper's...' - vol. 1 - A Day in the Life 
 Sesje do albumu 'Sgt.Pepper's...' - vol. 2 - "sesja orkiestrowa"
 Luty, Sesje do albumu 'Sgt.Pepper's ...' vol. 3 
 Sesje do albumu 'Sgt.Pepper's...' - vol. 4 - marzec 

Koniecznie przeczytaj: NAJWAŻNIEJSZY ALBUM W HISTORII MUZYKI.

Muzyczny blog  Historia The Beatles  Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.



2 komentarze:

  1. Rewelacja. Wielkie dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zabijasz mnie blogiem :)

    OdpowiedzUsuń