WYWIADY: GEORGE HARRISON - Grudzień '1987 cz. 2

Jeszcze raz George. Druga część  bardzo interesującego, jak sądzę wywiadu z grudnia 1987. Magazyn 'Creem'. Pierwszą część znajdziecie: tutaj.

P: Co twoim zdaniem dzieje się z ludźmi po śmierci?
GEORGE:  A co twoim zdaniem dzieje się z ludźmi kiedy wracają do domu i zdejmują swoją odzież? To właśnie myślę -  porzucasz swoje ciało ale na szczęście masz jeszcze dwa inne. Tak właśnie to postrzegam, to co inni nazwali duszą. 
W Bibli Jezus powiedział, że trzy klatki dla Ptaka z Raju.  A tym Ptakiem jest właśnie dusza, posiadająca własną tożsamość, a te trzy klatki są trzema ciałami. Jedno ciało nazywa się ciałem przyczynowym, następne astralnym a trzecie zwyczajnie nazywamy ciałem fizycznym. Tak więc śmierć jest relatywnie narodzinami - jeśli nie chcesz umrzeć, nie narodzisz się. Tak więc jeśli się rodzisz, to musisz umrzeć. To tak pewne jak noc przychodzi po dniu, śmierć następuje po narodzinach. Jak zresztą powiedział Bob Dylan: 'Uważaj dzieciaku na to co robiłeś. Bóg wie kiedy, ale ty znowu to robisz. 
Tak więc jedyne co się dzieje to porzucasz swoje ciało. Z powodu zmęczenia czy jakiegoś innego powodu, stajesz się ciałem astralnym, które jest znacznie subtelniejsze i wykonane ze światła. Potem, tak jak w swoim radioodbiorniku, w którym możesz zmieniać częstotliwości bez przekręcania pokrętła, tam odbywa się cała zamiana. Tak to właśnie jest: wszystkie te różne poziomy są tutaj ale wibrują na różnych częstotliwościach.  Tak więc poprzez śmierć zmieniasz tylko kolejny garnitur. Ale chociaż nie możesz tego dojrzeć na tym poziomie, wszystko jest w porządku. Nie masz potrzeby się denerwować.
 
P: Rozpocząłeś pisać "All Those Years Ago"jeszcze zanim zginął John?
GEORGE: Tak, to prawda.  
P: Zawsze zastanawiał mnie ten przeskok w tekście piosenki od nazwania Lennona dziwnym (weird) do Boga i powodów naszej egzystencji.
GEORGE: To dziwny wybór słów. Tak to widziałem, mówiłem o Bogu jako jedynym sensie naszego istnienia, teraz także to wierzę, że to prawda.
P: Mówiłeś, że jesteś dziwniejszy od Johna?   
GEORGE: Nie, nie, nie. Miałem na myśli tych wszystkich dziwnych ludzi, którzy nie wierzą w zasadzie w Boga i mordują się nawzajem, w szerszym znaczeniu oznaczałem ich jako tych, którzy wskazywali palcem na Lennona i mówiacych, że on jest dziwakiem. Czasami moje teksty są miejscami abstrakcyjne - mam tyle spostrzeżeń widzianych z różnych kątów. Nie jestem pewien czy mówią o czymś wprost. Ale myślę, że to jest to co chciałem powiedzieć.  
P: Mówiłeś, że grałeś na basie w "Old Brown Shoe". 
GEORGE: To była gra lunatyka.
P: Wygląda jakby McCartney znowu trochę poszalał.
GEORGE: To ja grałem taki pokręcony. Grałem dokładnie to samo co gram na gitarze.
P: Grałeś także na basie w  'For You Blue'?
GEORGE: Nawet nie pamiętam tej piosenki. Nie, czekaj chwilę - 'For You Blue' to był Paul, Paul to zrobił. Chyba, że mówisz o wersji live, której nikt nie słyszał, bo to był Willie Weeks...
P: Wybierasz się w trasę koncertową?
GEORGE: Oh. Mam nadzieję, że nie. [śmieje się] Nie, nie miałbym nic przeciwko kilku koncertom tu i tam, bo ludzie mnie ciągle o to proszą, ale jak pomyślę o tym ile pracy trzeba włożyć w przygotowaniu koncertu: skompletować zespół, próby z nim, nie tylko zresztą zespół, oświetlenie, nagłośnienie... dzisiaj po prostu nie robi się tego jak w czasach The Beatles, kiedy mieliśmy tylko mały wzmacniasz i mikrofony. Trzeba zebrać ogromną ekipę ludzi i pracować tak ciężko, że nie opłaca się to tylko dla jednego czy dwóch koncertów. To oznacza więc trasę przez sześć miesięcy a nie wiem czy bym wytrzymał w trasie tyle czasu.
P: Jesteście z Dylanem bliskimi przyjaciółmi? Spędzacie ze sobą dużo czasu?
GEORGE: Nie wiem czy jestem jego bliskim przyjacielem. On jest dla mnie bliskim kumplem, ale nie wiem czy jestem kimś takim dla niego.  Ale kocham go, naprawdę i uważam, że jest bardzo zabawnym facetem...
P: Ty jesteś także bardzo zabawny i to śmieszne, że przez tyle lat uważano ciebie za takiego poważnego faceta...
GEORGE: Ponieważ napisałem te trzy czy cztery religijne piosenki.
19.02.1987. Dylan i George
P: Wygląda na to, że trudno być Bobem Dylanem czy Elvisem - być po prostu jednym facetem.
GEORGE: Słyszałem zabawną anegdotę od kogoś, kto był w trasie z Bobem. Powiedział: 'Cóż, wziął w trasę cztery swoje wcielenia, gdy ja wziąłem siebie tylko  jednego'. Ale to prawda, - wyobrażasz sobie czterech Bobów Dylanów? Byłoby trudne. Jestem pewien, że sprawia nam radość nasz wspólny wpływ na siebie nawzajem. Nie chcę go zawstydzać ponieważ chciałbym się z nim jeszcze kiedyś spotkać, ale jest bardzo wyjątkowym facetem. A jest niewielu ludzi, o których to mógłbym powiedzieć.
George Harrison, Madonna (Louise Cicione) oraz jej ówczesny mąż  Sean Penn - na planie filmu 'Shanghai Surprise' [1986]


P: Jak radziłeś sobie z Seanem i Madonną w czasie kręcenia 'Shanghai Surprise'?
GEORGE: Oh, są wspaniali, obydwoje byli bardzo pomocni w czasie produkcji filmu.No i bardzo lubię Seana jeśli już zadajesz mi pytanie na poważnie. Wiem oczywiście, że jest niegrzecznym chłopcem i nie starał się zbyt mocno na planie jak mógłby by film był lepszy. Gdy jest w dobrym nastroju widać to w jego grze: jest naprawdę wiele scen, w których jest fantastyczny. Ale widać na wielu scenach, że jest wkurzony i mu nie zależy. Każdy z nas ma wiele powodów by być wkurzonym, ale należy do nas jako do profesjonalistów jak najlepsze wykonywanie swojej pracy. Więc było też to rozczarowujące, ponieważ ona nie ma zbyt dużego poczucia humoru, choć starała się być trochę bardziej milsza. To trochę było niefortunne ponieważ kręciliśmy komedię. Wspólnie z Seanem spędziliśmy dużo czasu ze sobą i naprawdę polubiłem go. Mieliśmy czasem sporo dobrej zabawy. Gdy jest w dobrym nastroju jest naprawdę miłą kochaną osobą. Gdy nie jest, cóż życzę mu zawsze wszystkiego dobrego i mam nadzieję że będzie starał się być zawsze w porządku.
P: Zawsze wydawało mi się ironią, że musiałeś robić dla nich na konferencje prasowe - do diabła, nikt nie miał większego wizerunku niż The Beatles.
GEORGE: Wiesz, rzecz wygląda tak, że czasem ludzie stają się sławni przez chwilę i The Beatles dlatego byli dobrzy. Mieliśmy naszą czwórkę i gdyby jednemu odbijało, pozostała trójka odstawiła by go na bok. Nam się to nie przydarzało ponieważ zawsze staraliśmy się utrzymywać dobry humor i gdy ktoś z nas był trochę przygnębiony to od razu pozostali robili wszystko by doszedł do siebie. Potem dostajesz tych innych ludzi, którzy stali się sławni i nagle zaczęli siebie postrzegać jako dar od Boga, kiedy tak naprawdę są tylko głupiutkimi gwiazdami pop. W życiu jest dużo ważniejszych rzeczy od bycia sławną gwiazdą pop. Wielu z nich nieszczęśliwie wpada w pułapkę. Zostają nagle otoczeni ludźmi pochlebcami, którzy wmawiają im cały czas jacy oni są wspaniali. I wydaje się, że akurat ona [George ma na myśli Madonnę] mając to wszystko wpadła w taką pułapkę. Ale uważam, że ona ma wszelkie predyspozycje do tego by być miłą osobą - musisz na nią popatrzeć z drugiej strony, którą ja potrafię dojrzeć, ogromną presję pod którą ona cały czas jest. Czasem coś takiego może doprowadzić człowieka do szaleństwa, kiedy nie możesz pisać, nie możesz nic zrobić, gdy wszyscy cię obserwują a w swoją twarz masz ciągle skierowane obiektywy aparatów i kamer. Dlatego ze zrozumieniem i sympatią patrzę na takie sytuacje. Bo to czego potrzebuje to 500 miligramów LSD [śmieje się].
P: Czy kiedykolwiek czułeś się winny z powodu wciągnięcia The Beatles w LSD?
GEORGE: Tak naprawdę to nie byłem ja. Pozwól więc bym opowiedział ci jak było: Miałem swojego dentystę, który zaprosił mnie i Johna z naszym ex-żonami na kolację. I on miał kwas, który załatwił mu facet prowadzący Playboy'a w Londynie. Nazywał się Tim Leary. Miał to z Ameryki, tam można to było załatwić. No i ten facet nigdy tego nie brał, nic o tym nie wiedział, myślał, że to afrodyzjak. Miał taką dziewczynę z dużym biustem. Więc zaprosił nas do siebie z naszymi blond żonami, i sądzę, że myślał, że będzie niezła imprezka. Dosypał to do kawy nie mówiąc na o tym - ale nie dosypał sobie. Nie wiedzieliśmy, że tego spróbowaliśmy. Wcześniej umówiliśmy się z kilkoma przyjaciółmi, że pójdziemy do nocnego klubu posłuchać jakiegoś zespołu. Więc powiedziałem: "Ok, na nasz czas, musimy iść" ale ten facet ciągle mówił:'Nie, nie, musicie dokończyć kawę". No więc po 20 minutach, może nieco później mówię do Johan, że powinniśmy już pójść, bo spóźnimy się na koncert. A on mówi, że nie powinniśmy bo wzięliśmy LSD. Słyszałem trochę o LSD wcześniej, ale to było jeszcze przed tą całą paniką, każdy mówił o raju i piekle i w tym stylu. Na szczęście ze mną było wszystko ok ale i byłem na tyle świadomy, że zaczyna się dziać coś szalonego. Powiedziałem, że pójdę po samochód, pojechaliśmy, on za nami. Gdy dojechaliśmy na miejsce, zajęliśmy swoje miejsca i zdaje się zamówiliśmy drinki nagle coś się wydarzyło. Odczułem nagle to przygniatające mnie całego, oszałamiające uczucie, gdy nie mogłem poruszyć nawet palcem. Ogarnęła mnie miłość do wszystkiego.  Poczułem się tak wspaniale, że chciałem wszystkich ściskać, obejmować i mówić im jak bardzo ich kocham. Potem nagle całe pomieszczenie zaczęło się ruszać, następną rzeczą, którą zapamiętałem to było wrażenie jakby zaczynała się III Wojna Światowa. Zaczęły spadać bomby, wszystkie inne rzeczy naraz a na koniec zorientowałem się, że klub jest zamknięty. Zgaszono wszystkie światła, krzesła były już zawieszone na stolikach a kelnerzy zamiatali podłogę. Jakoś udało nam się stamtąd wyjść i udaliśmy się do następnego klubu - do Ad Lib Club - a droga trwała wieczność.
 Przeżyliśmy to z Johnem razem. Słyszeliśmy wcześniej o tym, ale nie wiedzieliśmy o tym nic, dopóki w tajemnicy dodano nam to do kawy. Tak więc to nie my wciągnęliśmy siebie czy cały świat na cokolwiek - byliśmy tylko ofiarami głupich ludzi.
P: Ile razy zażywaliście LDS? 
GEORGE: Po tej przygodzie zaczęliśmy sobie z Johnem myśleć: 'Hej, jak mamy do cholery powiedzieć o tym innym?' Ponieważ z tej drogi nie ma już odwrotu.  To tak, jakby już nie było dla ciebie powrotu do osoby, którą wcześniej byłeś. Cóż, myślę, że są oczywiście ludzie, którzy wychodzą po tym w jednym kawałku, to zależy od indywidualnych reakcji, ale jak dla mnie, wszystko to co dzięki temu zdobyłem, było warte tego. To przez rok łamało mi mój mózg, choć wydawało się, że to całe lata bo to bardzo wydłuża czas. To zabrało kilka miesięcy, próba zebrania wszystkiego do jednego kawałka: "Co teraz robię, co robimy teraz, kim jestem, czym jest wszystko wokół?" Potem zaczęliśmy się zastanawiać , że skoro nawet nie wiemy jak to opisać, jak opowiemy o tym Paulowi i Ringo i reszcie naszego najbliższego otoczenia? Musimy zdobyć tego trochę i dać im do spróbowania. Dostaliśmy trochę LSD w Nowym Jorku, w czasie naszej trasy. Gdy znaleźliśmy się w Los Angeles powiedzieliśmy: "Ok panowie [śmieje się], musicie spróbować tego". Ale jeden z nich musiał być w porządku, czysty. No więc Mal miał zostać świadomym, Ringo, Neil wzięli razem z nami, ale Paul nie chciał. Byli wtedy też z nami Jim McGuinn oraz David Crosby– to był nasz drugi raz. Był jeszcze jeden facet, jak on się nazywał? - Peter Fonda - pojawił się tam tak nagle. Nie powiem, że był na pewno, ale powinien był być. Tak czy inaczej, za trzecim razem wziąłem to w Anglii. Pomyślałem wtedy: 'Oh, nie mogę tego brać już więcej, to za mocne'. 

Zaczynałem miewać różne lęki. Potem byłem medytować w Indiach i tak dalej, i po powrocie zdałem sobie sprawę z wielu rzeczy. Jedną z nich był lęk. Powiedzieli mi tam: 'Spójrz swoim lękom prosto w twarz i już dłużej nie będą cię niepokoiły'. Więc pomyślałem sobie, no dobra, rzeczywiście miewam pewne lęki po odstawieniu wszystkich kwasów, i nie mogę przez resztę życia się tego obawiać, więc lepiej wezmę jeszcze raz [śmieje się]. Tak więc brałem to w okresie - 1967 - wydaje się, że braliśmy to przez cały rok, w domu Johna, w domu Ringo, i doszedłem do punktu, kiedy mogłem na kwasie prowadzić swoje Ferrari wokół Hyde Parku w godzinach szczytu bo już nie działało. Dostawałem już od tego tylu bólu w szyi. Obejrzałem to sobie pod mikroskopem i wyglądało to jak stara linia. Pomyślałem sobie, że nie będę sobie czegoś takiego wkładał do mózgu. Wszystko co dobre w tym - dywan unoszący się w powietrzu, krzesła zwiększające się lub zmniejszające, wszystkie te rzeczy z filmu Romana Polańskiego - przestały się przytrafiać po tym jak zacząłem więcej rozumieć  na temat względności, czasu i przestrzeni. Radość z brania uleciała i przestałem to robić. Nie umiem sobie wyobrazić tego, że gdybym nie brał tego, ile lat normalnego życia zajęłoby mi dojście do  wiedzy: Przecież mogłem tego nie mieć w swoim życiu. To otworzyło mi drzwi na doświadczanie naprawdę dobrych rzeczy. To znaczy, nigdy po tym nie wątpiłem w Boga. Wcześniej byłem cynikiem. Nie potrafiłem nawet wypowiedzieć słowa 'Bóg'. Myślałem sobie: 'wszystko to bzdury'. Ale po tym, wiedziałem. To nawet nie było pytanie w stylu 'czy istnieje prawdopodobnie Bóg?' - ja wiedziałem o tym absolutnie. To po prostu coś takiego jak duże i  jasne światło w twojej głowie.



___________________________________________________________________
Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.
HISTORY THE BEATLES

WYWIADY: GEORGE HARRISON - Grudzień '1987 cz. 1


Wywiad z George'm w grudniu 1987 roku przeprowadzony przez Johna Hordosha z amerykańskiego magazynu muzycznego 'Creem' (wywiad opublikowano w dwóch częściach w grudniu 1987 i styczniu 1988). Na okładce grudniowego numeru miał pojawić się George, ale jak to często zdarzało się w przypadku tego magazynu, ku konsternacji wielu dziennikarzy magazynu, na okładce pojawił się John Cougar Mellencamp. W styczniowym numerze lider The Cars, Ric Ocasek oraz mała zajawka wywiadu z George'm  plus jego mała fotka.
 Pretekstem do wywiadu był pierwszy od pięciu lat album Beatlesa, 'Cloud Nine'.Magazyn sugeruje, że to być może najlepszy album Harrisona od wydanego w 1971 'All Things Must Pass'. George ofruje na nim słuchaczom mocno rockowe 'Devil's Radio', przebojowy 'Got My Mind Set on You' (pierwszy singiel), zabawny tekst w 'When We Was Fab' z "when income tax was all we had" (podatek dochodowy to wszystko co mieliśmy) oraz chórki w tle :"fab!"i"hear!".
 W czasie wywiadu George był w znakomitym nastroju, wesoły, zrelaksowany. Palił francuskie Gitanes, pił herbatę. Już sam początek wywiadu pokazuje dawnego Beatlesa. George pyta: Więc jakich to czytelników ma Creem? Z pewnością nie tylko Gingera Bakera, Jacka Bruce'a i Erica Claptona, prawda? [nawiązanie nazwy magazynu do słynnego tria Cream - RK]
Niektóre wypowiedzi, zwłaszcza te, że Beatlesi byli wyzyskiwani mogły zabrzmieć sarkastycznie, ale George opowiadał o nich dobrodusznie, bez słych intencji. Wspomnień w wywiadzie jest bez liku, jestem pewny, że to jeden z ciekawszych wywiadów 'cichego Beatlesa'.

------------

P: Kim są muzycy na twoim nowym albumie?
GEORGE: Na bębnach mam Ringa i Jima Keltnera, Ray Cooper jest w jednym nagraniu, grał na perkusji u Eltona Johna. Pracuje dla mojej firmy, Handmate Films. Ringo gra chyba w czterech nagraniach.
P: Czy zagrał w "When We Was Fab"?
GEORGE: Taaa, oczywiście. Już wcześniej gdy pisałem piosenkę, czy może wtedy gdy siadałem do niej by ją napisać, pomyślałem: Tutaj zacznie Ringo, 1,2....dum, dum.  Miałem takie intro z nim w głowie, gotowy rytm, tempo.
P: Czy myślałeś o tym, by dodać śmiech na koniec piosenki (który mamy tak zamglony w końcówce "Within You Without You")?
GEORGE: Nie, ale jest mały fragment radia i sitar [śmieje się]. Czy to nie wystarczy?
P: Kto jeszcze tam gra? 
GEORGE: Wszystkie partie na trąbkach (horn) zagrał Jim Horn. Tak się naprawdę nazywa. Grał na wszystkich starych rzeczach Duane Eddy'ego, ze mną na dwóch w 1974 (Dark Horse oraz Extra Texture). Jest bardzo popularny, to jeden z topowych saksofonistów w kraju. jest fantastyczny. We wczesnych latach 70-tych zrobił wiele solowych albumów dla Shelter Records. Teraz przeniósł się z L.A. do Nashville. Zdaje się wielu muzyków postąpiło tak samo. Jest wszędzie wokół tyle pracy. Erick Clapton zagrał w czterech numerach. Jestem pewien, że łatwo go tam rozpoznać. Eric ma końcowe solo w "That’s What It Takes", gra także w"Devil’s Radio," "Wreck Of The Hesperus" oraz w tytułowym. Elton John gra na elektrycznym fortepianie w "Cloud Nine" –a także w "Devil’s Radio" i zdaje się w "Wreck Of The Hesperus" także. By zakończyć listę tych, którzy tam są, to jeszcze Gary Wright na klawiszach, w piosence "Just For Today", piosence, którą wziął z broszury dla Anonimowych Alkoholików. Znasz tą książeczkę, którą dają pijakom, w której czytasz, żeby przeżyć kolejny dzień, żyć dla dnia dzisiejszego. Tylko? Gra także na "When We Was Fab."Pozostali to: bas należał do Jeffa, klawisze Oberheima także jego, na gitarach ja i Jeff. Wszystkie te różne małe dodatki robimy tylko Jeff i ja, robimy także wszystkie chórki.

                                                                       Devil's Radio - live

P: Powód powstania 'Devil's Radio'?
GEORGE: Musiałem mijać taki malutki kościółek by zawozić chłopka do szkoły, widziałem tak taki malutki billboard na zewnątrz kościoła mówiący: "Gossip: The Devil’s Radio. . . Don’t Be A Broadcaster." To wszystko. I pomyślałem sobie, że to jest dobre, to jest numer. I napisałem go idąc na jakiś koncert Eurythmics. Spędziłem wtedy dużo czasu z Dave'm Stewartem, widziałem jego życie w czasie tour, które zdaje się nazywało 'Revenge'. The Revenge Tour było w całej Anglii, byłem na kilku ich shows i pomyślałem sobie, że mogę też to zrobić, że mogę tak komponować. I napisałem kilka numerów rockowych.
P: Jak doszło do tego, że słyszeliśmy, że na albumie mieli być Paul McCartney i Julian Lennon?
GEORGE: Wiesz co się stało? Ringo zrobił czy był w trakcie pracy nad albumem. Paul także zaczął prace nad albumem, ale następnie zrezygnował z tego. I tak rozeszło się, że wszyscy robimy album. Ludzie zaczęli myśleć, że robimy album razem, wspólnie, ale każdy z nas robił coś swojego, chociaż Ringo grał na moim.
P: Jak sądzisz, album się sprzeda?
GEORGE: Mam taką nadzieję. Warner jest z niego zadowolony. Ludziom, którzy go już słyszeli podobał się. Warner chce zrobić ile się da by sprzedał się dobrze a robi to tylko dla rzeczy tego wartych. Wszystko co mogę zrobić to mieć nadzieję.
P: Czy myślisz, że teraz ta dwudziesta rocznica ...
GEORGE: Myślę, że to może pomóc. Nawet dużo, ponieważ będą tym zainteresowane stacje radiowe, starymi rzeczami i nowymi. Plus to, że nie zrobiłem albumu od wielu lat. Mówi się, że nieobecność sprawia, że serce rośnie. Nie wiem hahaha czy to prawda.
...
P: Jak odniesiesz się do wersów, które wydają się odnosić do The Beatles? 

GEORGE: Taaa, pamiętam linijkę po tym (pazua). Oh! "Where will it all lead us, I thought we had freed us from the mundane, seems I’m wrong again." (Gdzie to nas wszystko zaprowadzi, myślałem, że uwolniliśmy siebie od spraw przyziemnych, ale wydaje się, że się znowu myliłem).
P: Więc to było odniesienie do The Beatles?
GEORGE: Nie, po prostu generalnie uwolniliśmy się od tej gównianej muzyki i całego tego gównianego okresu. Ale wydaje się, że znowu się myliłem.
P: Nawet bardziej dzisiaj.
GEORGE: Ty to powiedziałeś (śmieje).
...
P: Oglądałem film o narodzinach The Beatles, film Dicka Clarka...
GEORGE: Dick Clark? Oh, tylko nie znowu on. Powiem Ci coś, nie wiem co Amerykanie myślą o nim, ale z puntu widzenia The Beatles, Dick Clark - nie wiem czy on cokolwiek zrobił coś sam, swoim talentem. Bo wiesz, wszystko co on robi, to zasypuje ciebie listami: "Czy mogę zrobić clip do tego? Czy mogę nakręcić clip powstawania tego i tego? Robię jeszcze jeden film o tobie i historii tego i tego, jesteś w tym, i dam ci dwa dolary jeśli pozwolisz mi wstawić tam ciebie". Dochodzisz wtedy do punktu kiedy odpowiadasz: 'Odpieprz się, Dick, wymyśl coś swojego, nie dostaniesz nic z naszego gówna. Rób swoje filmy i zdzieraj od innych ludzi'. Wiesz, to po prostu dupek.
P: Wygląda na to, że rock and roll zrobił więcej dla niego niż on dla rock and rolla.
GEORGE: Oczywiście tak. Wiesz kim on jest? Czy gdy widzisz te wszystkie wspaniałe albumy z przebojami to widzisz tam jego twarz na okładce? Gdybym był nim byłbym bardzo zakłopotany. On i taki Ed Sullivan. Ed umarł około 19 lat temu [George się myli, Ed Sullivan zmarł w 1974 a więc tylko 13 lat od daty wywiadu - RK] a wciąż działa jego Ed Sullivan Productions. 'Proszę, czy mogę zrobić clip to tego numeru? Zapłacę ci dwa dolary'. Odwal się!
 

...
P: Czy wierzysz w reinkarnację?
GEORGE: Absolutnie. Połowa z tych ludzi zmierzających do reinkarnacji otrzymując jednego centa od każdej sprzedanej płyty CD, sprzedają więcej płyt niż inni ale nie mają z tego pieniędzy. Są traktowani jak wszy. Jeśli umieścisz to w wywiadzie, możesz dopisać, że uśmiecham się mówiąc o tym, to nie wpędza mnie w depresję. Ale te wszystkie rzeczy, które czytasz teraz w gazetach o Nike i Capitolu, działy się przez lata. Wszyscy wykorzystywali The Beatles, ponieważ oni wcale ze sobą nie rozmawiali po rozpadzie, kiedy każdy mógł ich okradać. Ale teraz to już dokończymy to, nawet gdybyśmy mieli procesować się do śmierci, po nas będą to robić nasze dzieci, oraz ich dzieci, dopóki on, Bhaskar Menon (szef i CEO EMI Music Worldwide) i Capitol nie zrozumieją, że byli kanciarzami (w oryginale: dong).
P: Myślicie, że wygracie?
GEORGE: Nie ma mowy, żebyśmy przegrali.Ponieważ gdy wyłożymy wszystkie karty na stół i gdy wszyscy zobaczą co mamy i co oni mają, to tylko ślepiec na galopującym koniu mógłby powiedzieć, że Capitol postępował fair.  To tylko pewna równowaga. Prawa natury wymagają by wszystkie rzeczy były sobie równe, a tu tak nie ma.

P: Czy widziałeś może kiedykolwiek grany w Londynie show pod tytułem: John, Paul, George, Ringo & Bert?
GEORGE: Oglądałem tylko do przerwy, bo potem razem - a oglądałem go razem z moim przyjacielem Derekiem Taylorem, który jest pisarzem, pracował dla Warner Bros i Apple - wyszliśmy. Powiedziałem Derekowi, że musimy wyjść bo w innym przypadki wskoczę na scenę i stratuję tam ludzi. To bo prostu było coś okropnego. Wszyscy ci idioci na scenie, którzy - co zresztą mówię o tym w 'The Devil's Radio' - rozmawiają o czymś, o czym nic nie wiedzą. To jak szerzenie plotek. Jak ci rysunkowi Beatlesi, tylko że tu było wszystko tak nieskładne, że aż mdłe.
...
P: Czy jest coś w karierze The Beatles, co do dzisiaj ciebie irytuje?
GEORGE: Wiele rzeczy związanych z The Beatles traktuję tak jakby były w poprzednim życiu. Jakby to wydarzyło się w jakimś śnie. Nie myślę o tym, że jestem, byłem Beatlesem czy coś w tym rodzaju. Żyję dzisiaj, dniem dzisiejszym, dla bieżącego dnia.


P: Jednak wydajesz się czuć komfortowo będąc Beatlesem. 
GEORGE: Cóż, mam już trochę lat. To w '69 było okropne, cały ten okres; każdy widział to w filmie 'Let It Be'. Wszystko było bardzo napięte, nieprzyjemne. Lata, które potem nastąpiły były bardzo ciężki gdyż wszyscy byliśmy jeszcze w szoku pozostałym po latach 60-tych. Ale gdy wszystko się uspokoiło pogodziłem się z tym co minęło, zanurzyłem je w przeszłości. Wszyscy staliśmy się starsi, dojrzalsi, pojawiły się nowe pokolenia, no wiecie. Spędziłem lata udzielając wywiadów, biegając do TV by dotrzeć do punktu, w którym mogłem spokojnie wyjść, przejść się ulicą, zrobić zakupy w sklepie, po prostu robić małe rzeczy, które robią na codzień zwykli ludzie. Wszystko jest fajne i całkiem przyjemne. I teraz, gdy ktoś podchodzi i mówi: "W porządku George", i gratuluje tobie za muzykę, którą zrobiłeś w przeszłości i za to co robiłeś, to jest całkiem miłe. Były lata 60 i 70, mania w 60-tych, kac w 70-tych. Ale teraz wszystko jest w porządku.
P: Bo tylko ktoś taki jak The Beatles mógł tak z klasą wypuszczać tak szalone rzeczy jak na przykład  "You Know My Name ..."
GEORGE: O tak. Wszyscy mieliśmy spore poczucie humoru. Kiedy byliśmy sami, czterech Beatlesów, naprawdę świetnie się bawiliśmy. Mieliśmy wspaniałe poczucie humoru. Pokonywaliśmy nasze wzloty i upadki ponieważ mieliśmy siebie, pomagaliśmy sobie nawzajem, ratowaliśmy od załamania nerwowego. W przeciwieństwie do biednego ELvisa, który mimo faktu, że miał przy sobie 56-ciu przyjaciół, był sam. I to nie było to samo co u nas. Był jedynym, który doświadczał tego jak to jest być Elvisem, podczas gdy cała nasza czwórka doświadczała tego jak to jest być 'wspaniałym' (fab).   
P: To prawda, że odwiedziliście Elvisa w Graceland? 
GEORGE: Nie w Graceland. Nie tam. Odwiedziliśmy go wtedy w jego domu gdy mieszkał Bel Air w 1965 roku. Pojechaliśmy wprost do niego i spędziliśmy z nim wieczór.
P: Mieliście jakiś wspólny jam?   
GEORGE:  Nie. Kiedy przybyliśmy do jego domu, siedział na kanapie, oglądał TV, grał na gitarze basowej Fendera. I było całkiem nieźle, gdyż zorganizowanie spotkania The Beatles i Elvisa nie było łatwe, ale wyszło miło. Było z nik kilku jego kolesi, my mieliśmy swoich 'roadies', był nasz menadżer, był Pułkownik Tom, na stole bilardowym drinki... Był naprawdę miły i czarujący... W nas ogromne emocje, bo nie mogliśmy się tego spotkania doczekać. Wcześniej długa jazda w tyle limuzyny przez Mullholand Driver. Mieliśmy trochę ze sobą jointów, paliliśmy je, chichotaliśmy do siebie. Zupełnie zapomnieliśmy gdzie i po co jedziemy. I nagle otwiera się wielka brama a my mówimy: 'Co się dzieje, gdzie jesteśmy?' Ktoś powiedział: 'Elvis, przyjechaliśmy spotkać się z Elvisem'. Ktoś otworzył drzwi a my chichocząc cały czas wypadliśmy z limuzyny, zupełnie jak Rutlesi [komedia Monty Pythona 'The Rutles' o Fab4]. No i tak dotarliśmy jakoś do Elvisa grającego na basie. 
P: Pojawiały się plotki, że zagraliście ze sobą razem - pewnie to tylko plotka.    
GEORGE: Tak myślę, ale nie mogę ci o tym powiedzieć. Dużo rzeczy z tamtego okresu nie pamiętam, może Paul lub Ringo zapamiętali lepiej. Ale tak czy siak to był wspaniały wieczór, ogromne przeżycie dla nas i wielki honor, że go poznaliśmy. Spotkałem się z nim później w Madison Square Garden – to musiało być gdzieś w 1972, lub blisko tego. W tym czasie miałem swój zwyczajny strój, kurtka i spodnie dżinsowe, długie włosy, broda. Zaprowadzili mnie na spotkanie z nim do garderoby, wielkiego pomieszczenia z prysznicami dla footbalistów. No więc czekałem tam na niego. Spytałem: 'No więc gdzie jest Elvis?'. I nagle pojawił się z tyłu i był ... nieskazitelny. Czułem się jak taki brudny, zwyczajny robak a on wyglądał jak Pan Siva [Siva, jedno z najwyższych hinduskich bóstw] lub coś w tym stylu. 
Wyglądał okazale, na jakieś osiem stóp wzrostu, z czarnymi jak smoła włosami, biały garnitur ze złotym pasem szerokości około czterech stóp. Przewyższał mnie. Wyciągnąłem rękę  i powiedziałem: Hello Elvis, jak się masz? Skulony jak mały łachmaniarz. Chciałem powiedzieć do niego: 'Dlaczego nie wyjdziesz na scenę ubrany w czarne dżinsy, czarną koszulę, nie pozbędziesz się tych okropnych solistek ze swego chóru, okropnych trębaczy, nie weźmiesz Jamesa Burtona, perkusistę, pianistę i basisty i nie zaśpiewasz: ‘That’s All Right, Mama.’" A on zamiast tego wyszedł i zaśpiewał: "I did it myyy wayyyy." Oh, Jesus. Ale wszyscy go kochaliśmy i było smutnym oglądać to co się z nim stało. Ale powiem, że wciąż go kochamy, jego duch jest nadal w jego muzyce i w jego najlepszym wyglądzie.



___________________________________________________________________
Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.
HISTORY THE BEATLES

DON'T LET ME DOWN


Strona A :„Get Back” (Lennon & McCartney)
Kompozycja: Lennon (100%) & McCartney
Nagranie: 21, 22, 24,27, 28, 29, 30 stycznia 1969 (Studia Abbey Road )
Producent: George Martin, Phil Spector        
Inżynier nagrania: Glyn Johns, Jeff Jarratt
Asystent inżyniera: Alan Parsons
Miks: 5 lutego 1969 Abbey Road (Studio ?)
Olympic Sound Studios: 4 marca 1969 / 4 i 7 kwietnia 1969
Wydane: singiel 11 kwietnia 1969 (UK, Apple R 5777), 5 maja.1969 (US)
Take: nieznana (lub 1
Długość: 3:33





JOHN: To mój numer. Jest o Yoko.  

Dostępne na:
Past Masters (Volume Two), (Parlophone CDP 7 90044 2)
Let It Be... Naked, (US: Apple CDP 7243 5 95227 2 2, UK: Apple 595 7132) 
Hey Jude, (US: Apple SW 385, UK: Parlophone PCS 7184)
The Beatles 1967-1970 (UK: Apple PCSP 718, US: Apple SKBO 3404, Apple CDP 0777 7 97039 2 0)


Obsada:
JOHN: śpiew, gitara rytmiczna ( (1965 Epiphone E230TD(V) Casino)
PAUL: chórki, gitara basowa (1961 Hofner 500/1)
GEORGE: gitara solowa (1968 Fender Rosewood Telecaster)
RING: perkusja  (1968 Ludwig Hollywood Maple)
BILLY PRESTON: fortepian elektryczny (1968 Fender Rhodes)




Druga strona singla "Get Back" . Najwyższa pozycja na listach: 1 (singiel) - przez 6 tygodni od 23 kwietnia 1969. Piosenka skomponowana przez Johna dla Yoko, nagrana w czasie sesji 'Get Back' / 'Let it Be'. Podobnie jak inna miłosna kompozycja Beatlesa skierowana do swej żony, "I Want You (She's So Heavy)" również ta cechuje się bardzo prostym tekstem.

JOHN: Gdy dochodzi do sytuacji gdy toniesz, nie mówisz wtedy, "Byłbym niezmiernie szczęśliwy, gdybyś był tak łaskaw zauważyć, że tonę i przyszedł mi pomóc". Po prostu wtedy się drzesz.

Lennon w 'Don't Let Me Down' po raz pierwszy w swojej karierze tak mocno obnaża swoje uczucia (wcześniejsze próby to nieśmiało w "I'm A Loser" czy "Nowhere Man"), co w niedalekiej przyszłości będzie kontynuowane w jeszcze bardziej ekspresyjny sposób  w "Cold Turkey".
'Don't Let Me Down' jest pierwszą piosenką napisaną przez Johna dla Yoko. Będzie ich jeszcze wiele. 

 




PAUL: To był wtedy bardzo napięty okres. John był z Yoko, siedzieli głęboko w heroinie i swoich paranojach, co wszystko bardzo komplikowało. Przypuszczam, że wszystko to podniecało go oraz bawiło, ale myślę że skrycie jednocześnie także przerażało. Tak więc "Don't Let Me Down" było rzeczywiście prawdziwym błaganiem... Mówił do Yoko, "Naprawdę przekraczam tą linię. Pozwalam, by moja słabość była tak widoczna, więc nie możesz mnie zawieść". Myślę, że to był prawdziwe błaganie o pomoc. To bardzo dobra piosenka.


The Beatles 1969. Plus oczywiście Yoko.

JOHN: Tak przy okazji, Rod Stewart zmienił 'Don't Let Me Down" w ...lalala... 'Maggie don't go-o-o.'Tylko wydawcy tego nie dostrzegli. Dlaczego po prostu nie zaśpiewał 'Don't Let Me Down'? Z tego powodu nie śpiewam rzeczy innych. Po prostu nie dostaniesz za to kasy.


The Beatles' po raz pierwszy nagrali "Don't Let Me Down"(to jedna z pierwszych piosenek nagranych przez zespół we własnym studiu) 21 stycznia 1969 roku w studiu Apple, choć w czasie filmowanych sesji Twickenham Film Studios ćwiczyli już z tą piosenką. Następnego dnia nagrali już zadowalającą ich wersję, która miała się znaleźć na niewydanym albumie "Get Back". Odnajdziemy tak okrzyk Lennona skierowany do Starra, by uderzył w talerze: 'daj mi trochę czadu by mógł krzyczeć'.
28 stycznia Beatlesi już z Billym Prestonem w składzie nagrali kolejną wersję piosenki, która ostatecznie znalazła się na stronie B singla 'Get Back'. Dwa dni później podczas pamiętnego koncertu na dachu wytwórni Apple (możecie o nim przeczytać tutaj) zarejestrowali dwa wykonania piosenki, z których pierwsze znalazło się w filmie "Let It Be". W 2003 roku gdy zostały wydany album 'Let It Be... Naked' ukazała się na niej wersja 'Don't Let Me Down' zmiksowana i wyedytowana właśnie z tych dwóch wersji live na dachu (w miejsce dwóch piosenek: 'Dig It' oraz 'Maggie Mae'). 

Do tego albumu jeszcze na blogu dojdziemy, ale dla niecierpliwych dodam, że ostatni album zespołu The Beatles (wg. daty wydania, tzw. kalendarzowo, gdyż ostatnim nagranym był 'Abbey Road') 'Let It Be' został wyprodukowany przez Phila Spectora i bez aprobaty czwórki Beatlesów, zwłaszcza Paula. Przymiotnik "naked' (nadzy)  w 2003 oznaczał, że piosenki na albumie są takie, jak nagrali je w studiu Beatlesi, bez nakładek Spectora (chórki kobiece w 'Across The Universe' czy orkiestracja w 'The Long And Winding Road'). Wersje 'Don't Let Me Down' z singla jak i ta 'dachowa' niewiele się od siebie różnią i zdaniem Paula Spector niewiele ją 'zepsuł'. Spector nie zamieścił piosenki Johna na albumie 'Let It Be' ponieważ... 
O tym przy omówieniu albumów 'Let it Be'.

PAUL: Nagraliśmy ją w piwnicy Apple a potem na dachu na potrzeby filmu. Nie było to takie proste.Śpiewam w niej harmonię, co czasem sprawia, że zastanawiam się czy nie pomogłem Johnowi trochę przy tekście. Ale nie sądzę, to była jego piosenka.




    Don't let me down, don't let me down
    Don't let me down, don't let me down

    Nobody ever loved me like she does
    Oh, she does, yeah, she does
    And if somebody loved me like she do me
    Oh, she do me, yes, she does

    Don't let me down, don't let me down
    Don't let me down, don't let me down

    I'm in love for the first time
    Don't you know it's gonna last
    It's a love that lasts forever
    It's a love that had no past (Seeking past)

    Don't let me down, don't let me down
    Don't let me down, don't let me down

    And from the first time that she really done me
    Oh, she done me, she done me good
    I guess nobody ever really done me
    Oh, she done me, she done me good

    Don't let me down, hey don't let me down
    Heeeee, don't let me down

    Don't let me down
    Don't let me down, don't let me let down
    Can you dig it? Don't let me down





    **************
    Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog 
    Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.
     HISTORY THE BEATLES

    SINGIEL: "GET BACK"



    Strona B: 'Don't Let Me Down'
    Album: 'Let it Be" 
    Kompozycja: Lennon (10%) & McCartney (90%)
    Nagranie:
    23, 27-28, 30 stycznia 1969 Apple Studios, 
    1 kwietnia 1970(Studios One and Three)
    Producenci: George Martin, Phil Spector        
    Inżynier nagrania: Glyn Johns, Jeff Jarratt, Peter Bown
    Asystenci inżyniera: Alan Parsons, Jerry Boys, Roger Ferris
    Miks: 5 lutego Apple Studios, 4 marca 1969, 4 i 7 kwietnia 1969Olympic Sound Studio
    26 marca 1969 Abbey Road (Studio ?) / 26 marca 1970 (Studio 4) 
    Wydane: 11 kwietnia 1969 (UK, Apple R 5777),  5 maja 1969 (US)
    Take: 10 (przypuszczalnie)
    Długość: 3:10






     
    Dostępne na:
    Let It Be (Apple UK: PCS 7096, CDP 7 46447 2)
    1 (Apple CDP 7243 5 299702 2)
    Past Masters (Volume Two), (Parlophone CDP 7 90044 2)
    Anthology 3 (CDPCSP 729)
    Let It Be... Naked, (US: Apple CDP 7243 5 95227 2 2, UK: Apple 595 7132)
    Love (C.D. 379 8082)




    Obsada:
    PAUL:wokal gitara basowa (1961 Hofner 500/1)
    JOHN: chórki, gitara solowa (1965 Epiphone E230TD(V) Casino)
    GEORGE: gitara rytmiczna (Rosewood Telecaster
    RINGO: perkusja (1968 Ludwig Hollywood Maple)
    Billy Preston: elektryczny fortepian
     

    JOHN: 'Get Back' jest Paula. To lepsza wersja 'Lady Madonna'. Takie przepisanie na nowo, na dość niskim poziomie.


    Dziewiętnasty oficjalny singiel zespołu. Na listach przebojów UK od 23 kwietnia 1969 roku przez 17 tygodni. Najwyższa pozycja 1 - przez sześć tygodni. Ponadto ponownie na listach przebojów w kwietniu 1976 roku - nr 28 (5 tygodni) oraz przez tydzień w kwietniu 1989 (miejsce nr 74). Tak więc ogółem 23 tygodnie. Piosenka znalazła się  na albumie "1", singlowych numerów 1 na listach przebojów, wydanym w 200 roku.

    Piosenka  powstawała w głowie McCartney'a podczas styczniowych 'pochmurnych' sesjach w Twickenham jako krytyka postaw Brytyjczyków wobec imigrantów, szczególnie widocznych w wypowiedziach polityków i informacjach w mediach. Geoff Emerick wspominał, że Paul miał surowy pomysł na piosenkę. "John dołączył do niego w pracy nad częścią tekstu. Wielka Brytania przeżywała wtedy niepokoje na tle rasowym. Jak wiele swoich numerów, tak i ten został zainspirowany tytułami prasowymi. W 1968 roku Brytyjski Parlament zaostrzył kontrolę przepisów imigracyjnych w odpowiedzi na spory napływ imigrantów z Kenii. W tym czasie skrajna prawica ostro zaatakowała Pakistańczyków. Paul i John nie wahali się karykaturalnie skrytykować tą sytuację".

      Jedna pierwszych wersji piosenki nazywała się 'No Pakistans' (clip wyżej) i zawierała linię "Don't dig no Pakistanis taking all the people's jobs".W niedokończonym tekście Paul rymował ze sobą słowa 'Puerto Rican' i 'mohican'. Jedna z wersji demo zawierała wers: Meanwhile back at home too many Pakistanis /Living in a council flat/ Candidate Macmillan, tell us what your plan is /Won't you tell us where you're at?

    PAUL: Kiedy pracowaliśmy nad 'Let It Be', powstało kilka wersji 'Get Back', które absolutnie nie były rasistowskie, a wręcz anty - rasistowskie. Prasa pisała historyjki o Pakistańczykach gnieżdżących się po 16 osób w mieszkaniach i tak dalej. I dlatego w jednym z wersów, ostatecznie odrzuconych, znalazł się tekst: 'too many Pakistanis living in a council flat'. Która według mnie jest krytyczna wobec faktu, że muszą tak mieszkać. Jeśli istniała jakaś  anty-rasistowska grupa to byli nią The Beatles. No wiesz, wszyscy nasi idole, ulubieńcy to byli czarnoskórzy. Jako pierwsi otworzyliśmy, na swój sposób, oczy międzynarodowej publiczności na Motown.




    'Wracaj tam, gdzie twoje miejsce' to mniej więcej przekład głównej frazy piosenki (Get back to where you once belonged). Co ciekawe, wydaje się, że po raz pierwszy takiego zwrotu użył George Harrison w swojej piosence 'Sour Milk Sea', której demo Beatlesi (George) nagrali w 1968 roku, a wydanej przez Jackie'go Lomaxa, podopiecznego ich firmy Apple. Dokładny zwrot George'a brzmi: "Get back to where you should be" (wracaj tam, gdzie powinieneś być) i całkiem prawdopodobne, że Paul tworząc swój song inspirował się tekstem przyjaciela.
    JOHN: Myślę,że w tekście jest coś ukrytego pod kątem Yoko.  No wiesz, 'Get back to where you once belonged.'Za każdym razem gdy to śpiewał spoglądał w stronę Yoko. On pewnie mógłby powiedzieć, że jestem paranoikiem. Wiesz, on może powiedzieć: 'Jestem normalnym, takim rodzinnym facetem, nie co ta dwójka dziwaków. Dlatego opuściłem go, by miał szansę tak mawiać.

    Sesje 'Let It Be' / 'Get Back', w czasie których prawie zawsze (wtedy gdy był John) obecna była Yoko Ono.

    Paul i The Beatles dostrzegli fakt, że wzmianka w tekście o Pakistańczykach może zostać niewłaściwie odebrana stąd tekst o Jo Jo i Lorettcei Martin  zaczął ewoluować. 

    PAUL: Wielu ludzi zaczęło się przyznawać, że oni są Jo Jo z piosenki, a nie byli, więc pozwólcie, że raz to wyjaśnię. Nie miałem na myśli żadnej konkretnej osoby, to była fikcyjna postać, pół mężczyzna, pół kobieta, wszystko tak niejednoznaczne. Lubię w swoich piosenkach pewne niejasności, robię tak często.

    Co ciekawe, Jo Jo Laine, żona przyszłego partnera Paula w grupie Wings,  Denny'ego twierdziła, że mogła być inspiracją piosenki, gdyż wcześniej była groupie The Beatles (Denny ze wspomnianą Jo Jo na fotce)
     Piosenka została wydana na singlu a PAUL przesłał do prasy komunikat na temat singla: 
     'Get Back' to nowy singiel The Beatles. To pierwsze nagranie The Beatles, które jest nagrane na żywo (live), jak tylko to jest możliwe w tej erze elektroniki.  Nie ma tam żadnych bajerów elektronicznych. 'Get Back' jest najczystszej wody numerem rockowym. Na drugiej stronie znajduje się numer, nagrany w sposób identyczny, zwany 'Don't Let Me Down'...   Siedzieliśmy sobie w studiu i powstało to wprost z powietrza... zaczęliśmy pisać słowa, wszystko przekształciliśmy w chwytliwą piosenkę  a następnie to nagraliśmy, w studiu Apple. P.S. John dodaje, to John tam gra na żywo swoje  fantastyczne solo gitarowe. O samym 'Don't Let Me Down' John mówi: Nie zawiedźcie mnie z 'Don't Let Me Down' (Nie zawiedź mnie).


    RINGO: 'Get Back' jest dobrym utworem. Poczułem, że dajemy w tym utworze czadu. Podobnie było z 'Don't Let me Down'. To były dwa fajne numery. Proste i surowe – taki powrót do korzeni. Zrobiłem wejście w 'Get Back', które zabrzmiało dobrze i czesto je potem naśladowano. Sam zresztą to zrobiłem w 'Back of Boogaloo'. Sam sobie na to w pełni pozwalam!


    Praca nad songiem 'Get Back' Beatlesi rozpoczęli 23 stycznia 1969 roku, w dniu debiutu w roli asystenta inżyniera dźwięku Alana Parsonsa, znanego później  z pracy 4 lata później przy słynnym albumu Pink Floyd, "Dark Side Of The Moon", oraz lidera własnej grupy The Alan Parsons Project. W skrócie proces produkcji wyglądał tak: Po 10-ciu podejściach piosenkę nagrano ale to nie koniec.  4 dni później, 27 stycznia, zespół ćwiczył piosenkę prawie cały dzień. Niezliczona ilość podejść pozwoliła piątce muzyków (z Billy'm Prestonem) stworzyć ostateczną wersję. Następnego dnia Preston dogrywa swoje fantastyczne solo na elektrycznym fortepianie i piosenka  była gotowa. John ślicznie dziękuje Paulowi, za danie mu możliwości zagrania gitarowego sola. 


    GEORGE MARTIN: Billy był świetnym klawiszowcem i okazał się bardzo pomocny. To co zrobił w 'Get Back' usprawiedliwiało jego obecność w studiu. Był bardzo grzeczny i miły. Pomagał złagodzić napięcia panujące wtedy w zespole.
    JOHN: Taaa, zagrałem solo na 'Get Back'. Paul mi je dał. Może czuł się winny z tego powodu, że miał większość stron A, więc dał mi te solo. A ja je zagrałem.


     30 stycznia na dachu własnej wytwórni Apple The Beatles dają swój słynny 42-minutowy koncert (możecie o nim przeczytać tutaj). Zespół wykonuje tam dwa razy piosenkę, ale żadna z tych wersji live nie znajdzie się na oficjalnych płytach. W wyniku kryzysu wewnątrz zespołu (Allen Klein, odrzucenie wydania albumu, w wyniku czego album 'Let it Be' ukazał się po 'Abbey Road', gdy The Beatles już w zasadzie nie istnieli) produkcją albumowej wersji zajął się Phil Spector, który na albumowej wersji zamieścił tylko 'hałas'  koncertowy z dachu, okrzyk Paula do żony Ringo Maureen, 'Thanks Mo' oraz frazę Johna, "I’d like to say thank you on behalf of the group and ourselves, and I hope we’ve passed the audition.” Finalny  jej miks został dokonany 7 kwietnia w Olympic Sound Studios, Spector swoją wersję 26 marca 1970 roku.


    The Beatles with Billy Preston.  George Martin w owym czasie znalazł się w bardzo niekomfortowej sytaucji. Jego rola zmniejszyła się i była porównywalna do Glyna Johnsa czy nawet Chrisa Thomasa. The Beatles zupełnie zignorowali go przy opisie oryginalnego singla, na którym wyróżniono za to Billy'ego Prestona. Martin znalazł się na tzw. promo singlach, których zdjęcie umieściłem na dole przy tekście piosenki.
    Po raz pierwszy w historii zespołu przy jego nazwie pojawiło się oficjalnie obce nazwisko.


    O piosence 'Get Back' więcej jeszcze przy omówieniu dwóch wersji albumów 'Let It Be'. Tej z 1970 roku oraz 'Let It Be... Naked" z 2003 roku.
    Ciekawostka: wspomniane w tekście piosenki Tucson może być ukłonem Paula dla swojej ówczesnej żony, Lindy Eastman, która tam studiowała. Także w arizońskim Tucson Linda została po śmierci skremowana.
     Była żona George'a Harrisona, Patti Boyd wyszła za jego przyjaciela Erica Claptona właśnie w Tucson, ale o tym oczywiście Paul nie mógł jeszcze wiedzieć.

    Paul za konsoletą, Martin przyglądający się z boku, co było nowością. W przypadku Ringo standardem.


    Jo Jo was a man who thought he was a loner
    But he knew it couldn't last
    Jo Jo left his home in Tucson, Arizona
    For some California grass

    Get back, get back
    Get back to where you once belonged
    Get back, get back
    Get back to where you once belonged
    Get back Jo Jo, yeah

    Get back, get back
    Get back to where you once belonged
    Get back, woh, get back
    Get back to where you once belonged
    Get back, Jo

    Oh, yeah
    Get back

    Sweet Loretta Martin thought she was a woman
    But she was another man
    All the girls around her say she's got it coming
    But she gets it while she can

    Oh, get back, get back
    Get back to where you once belonged
    Oh, get back, get back
    Get back to where you once belonged
    Get back, Loretta
    Get back home
    Come on
    Come on
    Oh, come on, back home

    Your mommy's waiting for you
    Wearing her high-heel shoes
    And her low-neck sweater
    Get back, Loretta
    Yeah

    Oh
    Oh, get back
    Oh, get back
    Get back to where you once belonged
    Oh, get back, yeah, get back
    Get back to where you once belonged
    Whoo

    Yeah, get back





    **************
    Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog 
    Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.
     HISTORY THE BEATLES