Szukaj :

TRANSLATE - below

TRANSLATE - below
Choose Your Language

Szukaj na tym blogu

Moja lista blogów

...


Moje motto, nie tylko na ten blog, to:
Kocham od zawsze The Beatles, dzisiaj 100 razy mocniej niż wczoraj oraz 100 razy mniej, niż będę ich kochał jutro.




PROSZĘ WSZYSTKICH O REKLAMĘ MEGO BLOGU. Facebook, Twitter, czaty, blogi muzyczne, maile. Pozwólcie mi dotrzeć ze swoim blogiem do wszystkich fanów The Beatles. Szczegóły współpracy - na maila blogowego, adres na dole.

Baner reklamowy do pobrania - z prawej strony obok.
Dziękuję!!!


BOB DYLAN (cz.1)

Bob Dylan wciąż - 13 listopad 2016 - nie odbiera nagrody Nobla. 
Osoba Amerykanina - nierozerwalnie związana z The Beatles, więc jego 'obszerniejsza' obecność na moim blogu o Fab4 jest ze wszech miar uzasadniona. Powróćmy więc jeszcze trochę do tego wielkiego Mistrza (drugi Mistrz, taki 'kanadyjski Dylan', jak lubiła go nazywać kanadyjska prasa - Leonard Cohen niedawno odszedł). Hołdujmy cały czas zasadzie: śpieszmy ich kochać, gdyż tak szybko odchodzą. Trochę ciekawych wypowiedzi dotyczących Boba z książki Clintona Heylina: 'Dylan - droga bez końca'. Bardzo ciekawa pozycja, choć irytujące jest w niej bardzo jawne bagatelizowanie twórczości i samego zjawiska The Beatles, ale autor jest wielkim fanem Dylana i bardzo bezkrytycznym. Cóż, takie są biografie. 
 
Kiedyś w jakimś znanym muzycznym magazynie znalazłem opis niedawno oglądanego na żywo Roberta Smitha z The Cure, jako posiadacza najbardziej niesfornej czupryny w muzycznym światku. Hm... poniekąd to prawda, bo geniusz twórczości Dylana, zwłaszcza jego tekstów przesłaniał wszystkim jego aparycję. Ale fryzurę Boba od najmłodszych lat do dzisiaj trudno inaczej nazwać niż frywolną, prawda?
ROGER McGUINN (na zdjęciu obok, muzyk, wokalista lider The Byrds): Bob nigdy nie widział na oczy słownika wyrazów bliskoznacznych ani słownika rymów. Pomyślcie o tych wszystkich piosenkach, które Bob napisał bez słownika rymów. Kiedy go wreszcie zobaczył, przeżył szok. Zawołał: 'Co to takiego?! Pomyśl, ile czasu mogłem zaoszczędzić". Nie wiedział wcale, że coś takiego istnieje.


GEORGE HARRISON: Aż do chwili, kiedy wszedł na scenę, nie byłem pewien, czy wystąpi. Było to dość denerwujące. Miałem na gitarze karteczkę z kolejnością utworów, następny punkt po 'Here Comes The Sun' brzmiał BOB, ze znakiem zapytania. Kiedy więc doszliśmy do tego miejsca, odwróciłem się, żeby zobaczyć, czy Bob jest i czy ma zamiar wyjść na scenę. Poprzedniego wieczoru, kiedy poszliśmy do Madison Sqaure Garden (na próbę nagłośnienia), wystraszył się, gdy zobaczył te wszystkie kamery, mikrofony i przekonał się, jak wielka to sala. Powtarzał w kółko: 'Stary, nie dam rady, to nie dla mnie...'
Byłem już zmęczony organizowaniem całej imprezy, a on powtarzał: ' Muszę wracać na Long Island, mam całą masę spraw do załatwienia...' Więc wtedy na scenie obejrzałem się tylko, żeby zobaczyć na co się zanosi, ale Bob już czekał, zdenerwowany, z harmonijką na statywie i gitarą w ręku. Wszedł na scenę jakby na zasadzie: 'teraz albo nigdy'.

video

PHIL SPECTOR: Kiedy zaczął grać 'Blowin in the Wind' wszyscy byliśmy zaskoczeni. Nie spodziewaliśmy się tego, że zagra. Podczas pierwszego spotkania z Harrisonem, George zaproponował Bobowi: Może mógłbyś zaśpiewać (...) ' Blowin' in the Wind' - publiczność byłaby zachwycona (...). Bob tylko spojrzał na niego i zapytał:  Chciałbyś usłyszeć 'Blowin' in the Wind? (...) A ty zaśpiewasz 'I Want To Hold Your Hand'?

JAMES COBURN: ...Bob napisał tą piosenkę o Billy'm. Sam [Peckinpah, reżyser filmu 'Pat Garret i Billy The Kid', na dole na zdjęciu z Dylanem na planie filmu, po lewej Coburn) powiada: 'A kto to jest Bob Dylan? Ach, tak, dzieciaki kiedyś słuchały jego kawałków. Myślałem raczej o zaangażowaniu  tego faceta, jak on się nazywa, Roger czy jakoś tam'.  Na to my -  [za obsadzeniem Dylana w filmie bardzo optowali dwaj gwiazdorzy, grający tytułowe role, cytowany James Coburn, gwiazda "Siedmiu Wspaniałych", oraz Kris Kristofferson, aktor a także wielka gwiazda muzyki country - RK] - wszyscy zawołaliśmy: 'Nie, coś ty, musisz zobaczyć Boba Dylana"... Sam zgodził się. 'Dobra, ściągnijcie go tu'.  Dylan chował się - medytując czy coś w tym rodzaju - od czasu swego wypadku motocyklowego;  przyjechał w wysokim indiańskim kapeluszu, miał wąsik. Dziwny facet. (...) Ale wspaniały. Był jak żywe srebro. 
Nie można mu było przykleić żadnej etykiety... Więc tamtego wieczoru byliśmy u Sama w domu i wszyscy piliśmy tequilę i rozmawialiśmy. W połowie kolacji Sam mówi: 'No dobra chłopcze, zobaczmy co tym tam masz. Przywiozłeś ze sobą gitarę?' Poszli do małego pokoju. Sam miał tam bujany fotel. Bob usiadł przed nim na stołku. Byli tam tylko we dwójkę (...) Bobby zagrał dwa czy trzy kawałki. Sam wyszedł stamtąd z chustką przy oczach. 'Rany boskie, co za chłopak! Kto to jest? No, kto to do diabła jest? Podpisz z nim umowę!' Był bardzo poruszony.
video
BOB DYLAN: Nie wiem kogo grałem. Starałem się zagrać tę postać, kimkolwiek była w całej tej historii, ale chyba wszyscy wiedzą, że w tej historii nie było postaci, którą grałem... To było królestwo Peckinpaha - a on jest trochę zwariowany. Powtarzał: "To mój film, to mój film".

video


KRIS KRISTOFFERSON: Pisze naprawdę dynamiczne piosenki, ale nigdy nie wiem, o czym akurat myśli. Są takie momenty, kiedy czyjeś milczenie może być naprawdę denerwujące. A on czasem nie odzywa się nawet do swojej żony, i to całymi tygodniami (...) przynajmniej ona tak mówi...
Widziałem fotosy, jest w nim coś z Chaplina. Jest jak joker, którego mieli, wcale o tym nie wiedząc. Zaangażowali go chyba dla jego nazwiska, i nagle pokazuje się na ekranie i wszystkie oczy kierują się na niego. On ma w sobie coś magnetycznego. Nie musi się nawet ruszać. Ma jakiś naturalny dar.
...Poleciałem tam ze swoim zespołem, bo myślałem, że będą chcieli zagrać z Dylanem. Wskutek działalności meksykańskiego  związku muzyków na każdego amerykańskiego  muzyka biorącego udział w nagraniu, musiał przypadać jeden meksykański. Bo nie mówi po hiszpańsku, więc zapytałem go czy chce abym porozmawiał z trębaczami, a on na mnie wsiał. "Możesz tak robić w swoich kawałkach!' Wkurzyło mnie to i dałem sobie spokój (...) Nie rozumiałem o co mu chodzi, nie rozumiałem jego sposobu nagrywania Moi muzycy podchodzili do mnie i mówili, że ledwie coś im tam pokazuje, a jak jeszcze do końca tego nie opracują, to przechodzi do następnego fragmentu. Tak bardzo starali się być perfekcyjni dla Dylana! A jemu chodziło o ich pierwsze wrażenie. Jest jak pewien typ malarzy. Ale ja tego nie rozumiałem. Wydawało mi się, że się tylko opieprza z moim zespołem. (w clipie na górze wielki przebój, kompozycja Kristoffersona 'Me And Bobby McGee', spopularyzowany przez Janis Joplin).

BOB DYLAN: Sam Peckinpah nie miał wpływu na końcową wersję i w tym tkwił cały problem. Widziałem to w kinie i mogę powiedzieć, że porżnęli to na kawałki. Ktoś inny niż Sam wyciął parę wartościowych scen. Muzyka byłą wykorzystana w zupełnie innych miejscach, niż to planowaliśmy. Poza 'Knockin' on Heaven's Dorr' nic z tego, co zrobiłem, nie było na swoim miejscu.
Bob Dylan z zespołem Tom Petty and the Heartbreakers (na pierwszym planie Dylan drugi od lewej, Petty pierwszy, Mike Campbell drugi od prawej)



MIKE CAMPBELL (gitarzysta, przyjaciel Toma Petty'ego, drugi lider w jego zespole The Heartbreakers, wspomina wspólne koncerty z Dylanem w połowie lat 80-tych): W jego piosenkach jest dużo miejsca na improwizację, przez co wszystko staje się szalenie spontaniczne. Po prostu nic się nie powtarza - tylko tak mogę to opisać. Podczas pewnego koncertu w Australii zespół  miał zagrać 'When The Night Comes Falling From The Sky', a on nie miał na to ochoty. Odwrócił się do mnie i zapytał: "Znasz akordy do 'All Along The Watchtower', prawda?" Choć nigdy tego nie graliśmy razem. Powiedziałem więc, że zdaje się tam są tylko trzy. A on: 'No właśnie, gramy!'. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Mogą się pojawiać nowe utwory albo tę samą rzecz wykonamy w innej tonacji. Przypomina mi to orkiestrę przygrywającą do szkolnych potańcówek. Nieco może wygładzoną, ale z tym samym luzem, tą samą świeżością, tym samym bałaganem.
STAN LYNCH (perkusista tego samego zespołu Petty'ego, The Heartbreakers): W występach Dylana nic nie dzieje się na próbę. Widziałem koncerty, na których utwory kończyły się w najmniej odpowiednich miejscach, gdzie wszystko się rozlatywało, jak gdyby Dylan w jakiś perwersyjny sposób czerpał energię z tego bezładu.
13 listopada 1975,New Haven - pierwsze spotkanie Dylana i Springsteena.

BRUCE SPRINGSTEEN (1988, w mowie wprowadzającej Dylana do Panteonu Rock and Rolla, mowa piękna, laurkowata, wymów chwili więc musiała być przesadzona - RK ): Dylan był rewolucjonistą. Oswobodził umysły, tak jak Elvis oswobodził ciała. Udowodnił nam, że muzyka, która ze swej istoty jest cielesna, nie musi być antyintelektualna. Miał wyobraźnię i talent, które pozwoliły mu zmieścić cały świat w piosence. Wprowadził nowy sposób śpiewania w muzyce pop, przełamał ograniczenia, jakie były udziałem artysty nagrywającego swe utwory na płytach, na zawsze odmienił postać rock and rolla. Bez Boba Beatlesi nie zrobiliby 'Sgt. Peppera', The Beach Boys nie nagraliby 'Pet Sound', Sex Pistols nie nagraliby 'God Save The Queen', U2 nie nagraliby 'Pride in the Name of Love', Marvin Gaye nie zrobiły 'What's Going On?' The Count Five nie nagraliby 'Psychotic Reaction, Grandmaster Flash pewnie nie nagrałby 'The Message'. Do dnia dzisiejszego wszystko co dzieje się w rocku, pozostaje w cieniu Dylana Najnowsze utwory Dylana są niesprawiedliwie niedoceniane przez innych, gdyż one same znajdują się w tym samym cieniu... Dziś wieczór jestem tu, aby ci podziękować, aby ci powiedzieć, że bez ciebie nie byłoby tu mnie, że wszyscy na tej sali winni są ci podziękowania.

video
Bob Dylan, Jeff Lynne, Tom Petty, George Harrison, Roy Orbison - Travelling Wilburys.

GEORGE HARRISON: Warner Brother chcieli umieścić trzecią piosenkę na 12-calowym singlu. Nie miałem nowego utworu, nie miałem też dłuższych wersji pozostałych utworów, powiedziałem więc do Jeffa (Lynne'a) - byłem wtedy w Los Angeles, a on robił płytę dla Roy'a Orbisona: 'Będę musiał po prostu napisać nową piosenkę i ją nagrać'. Myślałem o czymś podobnym do "Instant Karma'. Spytałem więc, gdzie moglibyśmy znaleźć wolne jakieś studio, a on odparł: 'Wiesz, może u Boba w garażu, ma tam takie małe studio nagraniowe...' Pojechaliśmy do domu Jeffa i zadzwoniliśmy do Boba. A on na to: 'Oczywiście, przyjeżdżajcie'. Tom Petty miał moją gitarę, pojechałem więc do niego. A on mówi: 'Właśnie się zastanawiam, co mam robić jutro?' A Roy Orbison powiedział:'Jeśli coś zmontujecie, zadzwońcie do mnie jutro - z przyjemnością pojadę z wami'.



video

TOM PETTY: Byliśmy samowystarczalną grupą. Był z nami tylko jeden człowiek z ekipy technicznej i pięciu Willburych i nikogo więcej. Pamiętam, że  najśmieszniej było przy pierwszym nagraniu - w garażu Dylana -  nie mieliśmy technika. Wyobraź sobie nas, jak wszyscy grzebiemy w stosie pudełek, szukając kabla i sznura. 'Tu gdzieś kiedyś leżał kabel. Cholera, potrzebne mi są nowe baterie...' To było takie świeże.
video
ROY ORBISON: Byliśmy u Boba i nagrywaliśmy 'Handle With Care'. Potrzebnych nam było kilka linijek tekstu , wtedy włączyli się Bob i Tom, po prostu jak z rękawa sypnęli potrzebnym nam tekstem...
  George pokazał nagranie swojej firmie płytowej, a oni powiedzieli mu: 'To za dobre na drugą stronę'. Nie wiedzieliśmy co z tym zrobić. A potem wpadliśmy wszyscy na pomysł zrobienia całego albumu. Wszyscy mieliśmy z tego wielką frajdę. Robiliśmy to na luzie, nie było cienia rywalizacji, w powietrzu unosiły się jakieś fluidy. Chodziliśmy do domu Boba, siadaliśmy w ogrodzie, paliliśmy ognisko, każdy z nas miał ze sobą gitarę, każdy dorzucał jakiś pomysł, a potem szliśmy do studia, do garażu i nagrywaliśmy. W pewne dni udawało nam się zrobić tylko jedną piosenkę, czasem dwie lub trzy. Nagraliśmy wszystkie utwory, zrobiliśmy do nich teksty, wokal i wszystko w dziesięć lub dwanaście dni. 

video
BOB DYLAN: Płytę zrobiliśmy bez większych trudności. Nie musieliśmy podejmować zbyt wiele trudnych decyzji. W takich sprawach współpraca jest wspaniałą rzeczą, gdyż nie grozi ci, że utkniesz w miejscu.
 
GEOORGE HARRISON: Bob Dylan jest przezabawny - wielu ludzi traktuje go poważnie, ale jeśli ktoś zna Dylana i jego piosenki, wie, że z niego niezły dowcipnić. Jeff siadał na krześle i pytał: 'No dobra, co teraz robimy?' A Bob odpowiadał: 'Zróbmy coś pod Prince'a!' I od razu zaczynał śpiewać: 'Kocham twoje seksowne ciało'.

GEORGE HARRISON: Musieliśmy wszystko dograć czasowo, gdyż Bob musiał jechać w trasę pod koniec maja. Nad 'Handle With Care' pracowaliśmy na początku kwietnia i maja. Dylan powiedział nam: 'Mam trochę czasu w pierwszych dniach maja'. Ok, mogliśmy się spotkać - siódmego maja o ile dobrze pamiętam. Wiedzieliśmy, że mamy Boba na 9-10 dni, pozostali nie mieli zbyt wiele zajęć, postanowiliśmy więc coś zrobić razem. Chcieliśmy każdego dnia napisać nową piosenkę i od razu ją nagrać.

video

JEFF LYNNE: Właśnie dlatego piosenki te są takie dobre i świeże - nikt nad nimi nie deliberował, nie rozkładał na czynniki pierwsze, nie zastępował innymi. Kiedy ma się dużo czasu, człowieka ogarnia pokusa, aby ciągle coś nowego dodawać.
video

GEORGE HARRISON: Kiedy pracowaliśmy nad 'Tweeter and the Monket Man', Tom Petty i Bob siedzieli w kuchni, ta też tam byłem z Jeffem, ale oni rozmawiali o rzeczach, w których zupełnie nie mogłem się połapać - czysta amerykańszczyzna. Wzięliśmy więc kasetę, wsadziliśmy ją do magnetofonu, nagraliśmy wszystko, o czym oni rozmawiali, a potem to spisaliśmy. Bob później to pozmieniał trochę (...) Pierwsze nagranie zrobił w czasie rozgrzewki, potem zagrał naprawdę, myśmy mieli więcej czasu, Bob musiał przecież jechać w trasę. Wiedzieliśmy, nie nagra już później wokalu, musieliśmy więc zrobić to jak najszybciej. Przy drugim podejściu zaśpiewał 'Tweeter and the Monkey Man' od początku do końca.




---
SLASH (gitarzysta, współ-lider Guns'N'Roses): Nawet kiedy ze mną rozmawiał [w czasie sesji 'Under the Red Sky'], nie wiedziałem nic pod tym cholernym kapeluszem i okularami jak tylko jego nos i górną wargę.
SUZE ROTOLO (przyjaciółka Boba, często nazywana jego muzą, to ona znalazła się obok Boba na okładce jego drugiego albumu z 1963, 'The Freewheelin'): Ludzie karmią się nadzieją zielonych drzew i pięknych kwiatów, lecz Dylanowi wydaje się obca równie prosta nadzieja, przynajmniej tak było w latach 1964-1966. Nie po raz pierwszy zobaczyłam  u niego ową ciemność. Z biegiem czasu coraz bardziej gęstniała.

BOB DYLAN: Nie o to przecież chodzi, aby wyjść na scenę i wypytywać ludzi, czego chcieliby posłuchać. po pierwsze, nigdy nie będą jednomyślni w tej sprawie. Utwory, których domagałaby się pewna część publiczności, mogą być bez znaczenia dla pozostałej. po drugie, nie można pozwolić, aby publiczność dyrygowała koncertem, bo inaczej pójdziesz na dno wraz z całym okrętem. Albo będziesz sam wszystko kontrolował, albo też zaszyj się gdzieś w Las Vegas, bo przestałeś być wierny muzyce [wyraźna, sarkastyczna aluzja do Elvisa? - RK]. Jesteś wtedy wierny czemuś innemu, co jest jedynie poszukiwaniem aplauzu.

BOB DYLAN:[1990] Aparat fotograficzny działa na mnie jak czerwona płachta na byka. Nieważne kto go ma, być może ktoś z mojej rodziny, robiący sobie zdjęcia. Aparaty zmieniają ludzi w duchy

 
Na zakończenie tekstu o Dylanie fotka, gdzie artysta - uwieczniony jest z każdym z członków The Beatles, już po rozpadzie zespołu.. Zastanawiające jest, że rzeczywiście mimo faktu, że istnieją setki tysięcy zdjęć Wielkiej Czwórki, która była fotografowana w zasadzie wszędzie i bez przerwy, nie istnieje chyba ani jedno zdjęcie wspólne zespołu z Dylanem, z którym przecież się kilka razy spotykali. Wytłumaczenie na pierwszy rzut oka jest proste, przypominając sobie wcześniej zacytowaną wypowiedź Dylana o awersji do robienia fotek, Beatlesi spotykali się z Dylanem kameralnie, w ustronnych miejscach, ale mimo wszystko to ciekawe, że nie ma nawet żadnego wspólnego ich zdjęcia z ujawnionych prywatnych kolekcji Fab Four.

...
I don't believe in yoga,
I don't believe in kings,
I don't believe in Elvis,
I don't believe in Zimmerman,
I don't believe in Beatles,
I just believe in me.
...
Robert Zimmerman - prawdziwe nazwisko Boba Dylana


____________________________________________________________________

Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.
HISTORY THE BEATLES




GEORGE: "THIS IS LOVE"

Singiel, 1988
Strona B: "Breath Away from Heaven"
Album: "Cloud Nine"
Wydana: 1988
Kompozycja: George Harrison, Jeff Lynne
Nagrana: Friar Park, 1987
Napisana: 
Wytwórnia: Dark Horse
Producent: George Harrison,Jeff Lynne
Długość: 3:49

video
Trzeci singiel z bardzo przebojowego (zasługa bardzo owocnej współpracy Beatlesa z liderem ELO, Jeffem Lynne, muzykiem od dziecka zakochanym w The Beatles, marzącym o współpracy z tym zespołem, czego "dokonał" w czasie prac w 1994-995 roku z okazji wydania "Anthology" i dwóch nowych singli The Beatles: Free As A Bird oraz Real Love), jedenastego w karierze albumu "Cloud Nine". Album wydano w 1987 roku, singiel 'This Is Love' w następnym. Dwa wcześniejsze single z albumu to 'When We Was Fab" oraz "Got My Mind Set On You". O albumie, tych piosenkach czytajcie tutaj.
  Nie ukrywam, że powodem oddzielnego postu dla tej piosenki akurat teraz są posty z esejem Ripa Rence'a poświęcone pamięci Harrisona (tekst pierwszy tutaj). 

Utwór  "This Is Love" jest dla mnie jedną z najpiękniejszych piosenek w całej twórczości muzyka, absolutnie w moim  TOP10, włączając w to piosenki solo jak i w The Beatles. Nie przeszkadza mi to, że maczał w nim palce Jeff Lynne, podejrzewam, że nawet sporo, ale jestem i byłem fanem od zawsze Electric Light Orchestry (Jeff zrobił także z Tomem Petty jeden z lepszych albumów w dyskografii Amerykanina, 'Full Moon Fever', będąc współautorem wszystkich przebojów na płycie jednego z 'Willburych',Toma Petty; na marginesie, z kim to już Jeff ELO Lynne nie nagrywał, komu nie produkował płyt). 

Na singlu omawiana dzisiaj piosenka doszła w ojczyźnie Beatlesa tylko do miejsca 55, przepadając bez zainteresowania w USA (cały album album Beatlesa w Stanach pod koniec roku zameldował się na pozycji 31). Strona B miała zawierać nową kompozycję Harrisona 'Handle With Care', jednak ostatecznie muzyk nagrał ją z Travelling Willburys (Harrison, om Petty, Roy Orbison, Jeff Lynne oraz Bob Dylan - to byłby singiel prawda?)  Niebawem zamieszczę gotowy już post na blogu, poświęcony między innymi właśnie tej kapeli supergwiazd z udziałem Harrisona, która wydała 'Handle With Care' na małej płytce.
Tak jak wcześniej wspomniałem współ-kompozytorem tej piosenki (także innych na albumie), także producentem całego albumu jak wspomniałem jest Jeff Lynne, wielki przyjaciel wszystkich ex-Beatlesów (zwłaszcza George'a), i w 'This Is Love' łatwo można wyczuć rozpoznawalne z ELO brzmienie gitary Jeffa. Dodam, że dobrze się stało, ba!, nawet dzięki Bogu, że Lynne nie zdominował w tej piosence chórków, wokali, jak to np. zrobił w 'When We Was Fab'. Wspomnę przy okazji o dużych wahaniach samego McCartney'a przy podejmowaniu decyzji przez trójkę żyjących (w 1994 roku) ex-Beatlesów, czy powierzyć produkcję nowych singli The Beatles liderowi ELO. "Bałem się, żeby nie była to kopia jego nagrań z ELO" - wspominał Sir Paul.

  "To jest miłość". Dlaczego kocham ten utwór? Dla mnie ten song uwypukla melodią jak i tekstem tą najbardziej łagodną, przebojową, jakże piękną stronę stronę natury 'cichego Beatlesa', tego najbardziej uduchowionego z całej liverpoolskiej czwórki, całkiem możliwe, że z całego panteonu rockowych gwiazd. Przeczytacie zamieszczone tutaj na blogu wypowiedzi różnych ludzi o Harrisonie i zgodzicie się, że tak pięknymi słowami można opisać tylko kogoś wyjątkowego, wyjątkowego jednak w szczególny sposób (wyjątkowi przecież byli i John, są Ringo czy Paul). George ze swoją duszą zatopioną w buddyzmie, filozofii wschodu, miłości, pokoju, wyższych idei przedkładania życia wiecznego nad doczesnym, był niezwykle wielkoduszny, łagodny, wyrozumiały i niezwykle religijny, nie w pojęciu przeciętnego człowieka Zachodu, chrześcijanina. O tym pisałem dużo na blogu, przypominam to, ponieważ taka jest właśnie piosenka, którą dzisiaj omawiam. Mam wrażenie, że można nie znać języka angielskiego, a wyczuć w tej akurat piosence, emanujące z niej niezwykłe ciepło, związane z tylko jednym uczuciem, stanem jaki zna człowiek: miłością. Cały album nawiązuje do The Beatles (When We Was Fab - Kiedy byliśmy Fabsami, Cloud Nine - 9 to liczba Johna) i oczywiście do miłości, słowa klucza w całej twórczości The Beatles i solowych poczynań wszystkich ex-Beatlesów. Pewnie dlatego jeszcze bardziej ją lubię. Słuchanie piosenek, przyglądanie się im przez soczewkę Beatles naprawdę wszystko zmienia. 
Pozwoliłem sobie niezdarnie przetłumaczyć tekst piosenki. Po angielsku brzmi on lepiej, ale jej przesłanie i po polsku nie zanika i jest bardzo czytelne. All We Need Is Love, prawda?



Precious words drift away from their meanings
And the sun melts the chill from our lives
Helping us all to remember what we came here for
This is love
This is la la la la love

Little things that will change you forever
May appear from way out of the blue
Making fools of everybody who don't understand
This is love

This is la la la la love


Since our problems have been our own creation
They also can be overcome
When we use the power provided free to everyone
This is love

Szlachetne słowa zmieniają znaczenie
Słońce wytapia chłód z naszego życia,
Pomaga nam wszystkim pamiętać po co tu się pojawiliśmy.

To jest miłość

Drobne rzeczy, które zmienią cie na zawsze
Mogą nagle pojawić się na twojej drodze
Robiąc głupców z każdego, który ich nie zrozumie

To jest miłość

Ponieważ to my kreujemy nasze własne problemy
Również my możemy je zwyciężać
Wtedy kiedy używamy tej siły, 
dostępnej przecież  za darmo  dla wszystkich

Tym jest  miłość
1999, George i Dhani, dwa lata przed swoją śmiercią...

_____________

Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog 
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.
HISTORY OF THE BEATLES 




REFLEKSJE PO ODEJŚCIU GEORGE'A HARRISONA - vol. 2

Dzisiaj druga część eseju pióra Ripa Rense'a, poświęconego pamięci "cichego Beatlesa" - George'a Harrisona. Rip Rense to znany, mieszkający do dzisiaj w Los Angeles w Kalifornii, dziennikarz muzyczny, także producent. Osobiście znający ex-Beatlesa, któremu poświęcił ten piękny tekst, opublikowany już po śmierci muzyka w 2001 roku. Pierwszą część  tekstu znajdziecie:  tutaj,trzecia i ostatnia niebawem. 

Pamiętam go z 1987 roku, spacerującego po biurach Warner Records/Dark Horse Records w Burbank. Swobodnie sobie gawędzącego, opalonego, świetnie ubranego w koszuli Petera Maxa z otwartym kołnierzykiem, czarnej kurtce, białych butach i błękitnych dżinsach. Pamiętam także co sobie wtedy pomyślałem. Zastanawiałem się, czy mogę zaczepić faceta, który napisał epicko- filozoficzne  "Within You Without You" czy "While My Guitar Gently Weeps?" Dwa utwory, które ukształtowały moją raczkującą filozofię życia nastolatka...
Próbowałem rozwiązać ten album skupiając swoją uwagę na mechanicznej pracy własnych rąk i powtarzaniu w duchu: "idź i po prostu spytaj go o jego album" jak jakiejś mantry Hare - Krishna. Zrobiłem coś jeszcze, co bardzo rzadko zdarzyło mi się w swojej karierze. Zapisałem sobie pytania na karteczce. Ale wszystko ostatecznie poszło bardzo łatwo. Harrison... Myślę, że wyczuł moje zdenerwowanie, odpowiadał bardzo spokojnie, swobodnie, tak, że nie musiałem się denerwować nad formułowaniem we właściwy sposób pytań. Bez wątpienia był już przyzwyczajony do kontaktu z dziennikarzami dotkniętymi 'paraliżem Beatlesów'. Rozmawialiśmy przez około godzinę, przeważnie koncentrując się na jego grze na gitarze. Sprzedałem artykuł magazynowi 'Guitar World'. Najbardziej istotny fragment tego wywiadu to zdanie:  "Wszyscy gitarzyści brzmią teraz tak samo. Czy to jest Whitesnake czy Bon Jovi, czy ktokolwiek inny, wszyscy oni grają dobrze, ale brzmi to jakby to wszystko grał ten sam facet".
Moja ulubiona anegdota z tego wywiadu to fragment dotyczący jego odpowiedzi na moje pytanie, skąd wzięła się ta przepiękna, pełna bólu, fluidów solówka w "Something". "Piosenka ta to przykład tego, dokąd mogę się udać, gdy z grubsza wiem o co mi chodził. W tamtych dniach, nie bardzo teraz pamiętam czy to był magnetofon ma osiem ścieżek czy coś innego, ale pamiętam, że nie było pustej ścieżki by wstawić tam solo. Ringo coś tam dołożył, Paul dołożył też coś innego w tym samym czasie gdy nagrywałem swoją solówkę. [Jak się okazuje, w finalnym podejści, orkiestra takżed zagrała na żywo]. W zasadzie w mopim stylu byłoby powiedzieć: 'zróbmy to jeszcze raz, i jeszcze raz'. Ale oni zrobili już swoje. Nawet tamtymi czasy, były chwile kiedy bradzo ze sobą współpracowaliśmy i wzajemnie sobie bardzo pomagaliśmy. Przypuszczam też, że wtedy dużo paliłem i naprawdę nie bardzo wiedziałem co robiłem. Zrobiłem swoją solówkę parę razy, a potem zostawiliśmy to i pojechaliśmy na wakacje, wróciliśmy, zgraliśmy wszystko na taśmę, i byłem bardzo mile zaskoczony, gdyż zrobiłem hit kilkoma liniami, i był on zrobiony bardzo spontanicznie".
  W czasie naszej rozmowy George był bardzo skromny, w tym tylko fragmencie był najbliżej tego, co można nazwać pochwaleniem siebie samego.
"Wiesz, jest coś co posiadam", powiedział. "Nie wiem dokładnie co to jest - to pojawiło się, jestem tego pewien, kilka lat temu odkąd zacząłem grać na sitarze. To właśnie dało mi to coś, czego nie mają inni ludzie".  Na temat budowania, tworzenia utworu Harrison powiedział: "Potrzebuję czasu". Potrzebuję popracować z tym co mam do zrobienia, zobaczyć,wyczuć co i jak to mam zagrać".
 Innymi słowami, komponował. Nie improwizował. Posłuchajcie solo w "Fixing a Hole," cacuszka w "The End," "Learning How to Love You," "The Light That Has Lighted The World," "Gimme Some Truth," Johna Lennona a usłyszycie jak "pracował nad tym jak to zagrać" w swoim umyśle. Wszystkie wymienione mają strukturę, składnię i rozwinięcie. W przeciwieństwie do wielu 'wspaniałych" nie są one bynajmniej pirotechnicznymi floresami.Są bardzo przemyślane i bardzo oryginalne, pozornie brzmiące bardzo prosto, ale z zaangażowanym uczuciem. Konwersujące duety solowe w "Life Itself" i "Beautiful Girl" - gdzie jego gitarowe sola nakładają się na siebie i sobie odpowiadają  są bardzo pomysłowe, eleganckie. 


Eric Clapton (na zdjęciu z George'm) opowiada malutką historyjkę o uśmiechającym się Harrisonie na którymś z koncertów, kiedy to zdał sobie sprawę, że George potrafiłby zagrać wszystko to co zagrali on czy Hendrix, gdyby tylko zechciał. Sam Harrison nawiązał także do tego, opowiadając o gitarowych herosach lat 80-tych: "Jest tylu gitarzystów, którzy są naprawdę dobrzy, ale żaden z nich mnie niczym nie zaskakuje - jest tam tyle różnych rzeczy, które potrafiłbym zagrać, gdybym tylko zdecydował się, że coś takiego mi odpowiada".
 Nie zrobił tego i słuchacze są dzięki temu o to bogatsi.



  Jakiś czas potem ukazała się podwójna składanka na CD z Beatlesowskimi piosenkami Harrisona, poczynając od "Cry For a Shadow", napisanej razem z Lennonem. Ta spuścizna muzyczna była naprawdę imponująca z wielu powodów, początki w bandzie we tzw. "wczesnych latach" gdzie rock and rolle śpiewane przez George'a były bardzo niedoceniane, łącznie z jego nienagannymi partiami gitarowymi. Była i druga płyta CD, z muzyką rozciągającą się od "Only a Northern Song" przez "I Me Mine" (zawierającą akustyczną wersję  "While My Guitar. . .",  czy wersje demo piosenek "All Things Must Pass," "Something, "Sour Milk Sea," and "Circles"), która całkowicie otwierała nam oczy na jego muzykę. To był członek zespołu, który konsekwentnie ujawniał swoje filozoficzne przemyślenia. Przekazy Lennona i McCartney'a były spektakularne, związane bardziej ze swoją sztuką i muzykalnością, mniej oczywiste w tekstach. Harrison zaś świadomie, bez ogródek próbował coś powiedzieć, często coś bardziej "rozległego "- jak np. w tekście: "Try to realize it's all within yourself/ no one else can make you change" (spróbuj-cie zrozumieć, że wszystko jest w was- tobie, nikt nie jest w stanie was- ciebie zmienić) czy  ""I don't know how you were diverted/ you were perverted too" (nie wiem w jaki sposób zostałeś odwrócony, ale ty także zostałeś zdeprawowany) czy "A cloudburst doesn't last all day. . ."(oberwanie chmur nie trwa cały dzień...)..

  On bardzo odważnie realizował swoje przekonania w swoich dokonaniach, udawało mu się to numer po numerze, album po albumie. Kiedy słuchasz tych wszystkich piosenek na jednym CD jest to potężne i drażniące. Epicki wymiar kolekcji The Beatles zyskał o wiele więcej dzięki twórczości Harrisona, mniej dzięki "Maxwell's Silver Hammers."
  George ciągle nadrabiał swoją twórczość później, w czasie swoich niedocenionych latach solowych. Jak już wcześniej napisałem dla 'Beatlefan # 132" jest prace są moimi ulubionymi wśród innych prac pozostałych ex-Beatlesów, za swoją zawartość, strukturę oraz melodię. Na przykład taki "Thirty-Three and Third" może spokojnie być uznany za niewielkie ale arcydzieło muzyka, na którym George zagrał nietypowe i bardzo długie solówki (przypuszczalnie duży wpływ na to miał producent albumu Tom Scott). Wszystkie jego albumy (z wyjątkiem pośpiesznie nagranego z powodu choroby i wypalenia "Extra Texture") zawierają w sobie jedne z najbardziej wpływowych momentów w jego karierze. "That's the Way it Goes," "Writing's on the Wall," "Life Itself," "Someplace Else," "When We Was Fab," "Be Here Now," "The Answer's At the End" plus inne imponujące swoim urokiem piosenki. Ciężko tam znaleźć jakieś kiksy. Ilu twórców piosenek wyśpiewało tak piękne wersy jak "The speech of flowers excels the flowers of speech?" (z "The Answer's At The End.")


Rip Rense  

Niebawem część 3.
___________________

Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog 
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.
HISTORY OF THE BEATLES