PAUL McCARTNEY - "Egypt Station" (2018) cz. 2 Moja recenzja

PAUL: W dzisiejszych czasach mamy wielkie gwiazdy, jak Beyonce, Taylor Swift czy Kendrick Lamar. Szczególnie w przypadku pierwszych dwóch  płyty są zbiorami singli. To wszystko wspaniałe komercyjne kawałki, ale nie zabierają w podróż jak płyty Pink Floyd czy Fleetowood Mac. Pomyślałem, że nie mam szans na konkurencję z Taylor Sfiwt - ona ma znacznie lepsze nogi, ale może zrobiłbym coś, co nazywano kiedyś concept albumem. Płytę, której, jeśli chcesz możesz słuchać od początku do końca i która zabiera cię na przejażdżkę, w jakieś miejsce.


Album: Egypt Station cz. 1


Na początek zacytuję fragmenty recenzji płyty McCartney'a z 'Rolling Stone'.


Rolling Stone: Pierwsza od pięciu lat płyta muzyka, skonstruowana jako przejażdżka kosmicznym pociągiem, wypełniona głupimi, erotycznymi (sex songs) i prośbą po pokój. Klasyczny Paul. Zrób listę wszystkich autorów przebojów którzy komponowali już w 1958 roku. Następnie zrób taką samą listę tych autorów, którzy nieprzerwanie do tego czasu, wciąż tworzą wspaniałe piosenki w 2018. Gdy obie listy nałożyć pozostanie tylko jedno nazwisko: Paul McCartney. 60 lat po "Love Me Do" jego legenda jest wciąż nienaruszalna, a Macca wciąż dodaje nowe klejnoty do swego śpiewnika, nie mając nic do udowodnienia, prócz tego, że jest jedynym geniuszem, który może to zrobić. Jego "Egypt Station", wydane po 5 latach jest ekscentrycznym zbiorem pieśni w stylu tych z "Ram", stworzonym przez Grega Kurstina. Minione 15 lat to chwalebny czas dla fanów Paula - muzyk wciąż tworzył od 2005 roku (albumu "Chaos and Creation in the Backyard"). Przy okazji jest on jednocześnie wciąż najlepszym na świecie muzykiem występującym na żywo...


 W dalszej części recenzji, którą łatwo znajdziecie na oficjalnej stronie RS czytamy, że muzyk tworzy album tylko wtedy, gdy ma dość gotowych, wartościowych utworów, nie zmuszany niczym i przez nikogo. Dlatego wszystkie jego ostatnie prace są na tak wysokim poziomie. Na ostatnim albumie muzyk śpiewa o uczuciach, których nie spodziewalibyśmy się po nim. Przykładem ballada "I Don't Know" o wątpliwościach człowieka w średnim wieku. Także zamieszcza na płycie głupie erotyczne piosenki jak "Come On To Me" czy ironiczne "Fuh You". Album, zdaniem krytyka RS, zawiera arcydzieło w postaci numeru "Dominoes", którego nagrywania dla Paula, jak mówił, "było wielką frajdą". Numer, godny 'Białego Albumu", konstruowany przez prawie 5 minut, ze staroświeckimi gitarami, dźwiękowo spotykający w sobie echa "Too Many People" i "You Wont' See Me", wciąż ma w sobie świeżość i nowość, którą ma McCartney,  a tak trudną do skopiowania przez innych.
Wszystkie 'stacje' albumu mają w sobie ducha zabawy. "Back In Brazil" to zaskakująco odjazdowa elektryczna samba, "Do It Know" z cechami elegii ku czci Lennona, "Here Today", refleksyjne, skomponowane przecież  przez starszego i mądrzejszego Paula. Protest-song, anty-Trumpowy “Despite Repeated Warnings” to 7-minutowa mini suita w stylu "Admiral Halsey/Uncle Albert", w której Paul mimo wściekłości na politykę pozostaje nadal Paulem. Jaki zawsze powinien być. I jak - sugeruje "Egypt Station" - zawsze będzie.


Płytę Paula, muzyka którego kocham, jako solowego Artystę, ale przede wszystkim jako dawnego członka, jednego z dwóch liderów The Beatles mógłbym podsumować krótko: płyta dobra, typowa dla muzyka, specjalnie nie zaskakująca i tak dalej i tak dalej. Ponieważ nie muszę udowadniać tego jak bardzo kocham i szanuję tego muzyka, czego najlepszym dowodem jest miejsce, gdzie czytacie te słowa, pozwolę sobie mimo wszystko na chłodniejszą i bardziej obiektywną ocenę. I - przyznaję - nie tak pozytywną dla albumu, jak przytoczona powyżej recenzja (na marginesie bardzo zdawkowa, bo inna nie mogłaby być, Paul dla RS to pomnik i bez dwóch zdań, tam się Jego nie krytykuje). Napisałem wcześniej zdanie, że album nie powalił mnie na kolana. Ten zwrot, często spotykany w każdym języku (uwzględniając oczywiście kolorystykę idiomów) w ocenie książki, płyty, filmu dla mnie jest najbardziej odpowiedni, by opisać moje wrażenia po ponad 10-dniowym obcowaniu z muzyką z 'Egypt Station'. Spróbuję na początek, zanim przejdę do każdego utworu, że oceniam jakby nie było PAULA McCARTNEY'A. Muzyka genialnego, który tym album nic nie musiał, który każdą swoją produkcją wyprzedza innych, ale także muzyka, który ma już swoje lata, nie ten głos, swoje przyzwyczajenia, nawyki, co jest i zaletą i wadą. Bo dzisiaj rzeczywiście chętniej słucham ostatnio... o zgrozo, ostatni album Davida Duchovnego (na którego koncert w warszawskiej Stodole w marcu 2019 bardzo chciałbym się wybrać), czy składankę najlepszych utworów z czterech wydanych jak dotąd albumów zespołu Kensington. Jak długo oczekiwana przeze mnie nowa płyta Interpolu, 'Marouders' totalnie mnie rozczarowała, tak Paula nie, choć spodziewałem się, że znajdę tam kilka naprawdę super przebojów. Nie ma ich. Album Paul jako planowany koncept album celowo każdym utworem maluję inną przestrzeń, stara się urozmaicać słuchaczowi przebywanie w jego towarzystwie, jak naprawdę realne odwiedzanie co piosenka innej stacji (przestrzeni, obszaru). I tak niejako jest, przy całym zachowaniu klimatu, nastroju, nawet liryki cechującej swego czasu Najprzystojniejszego Beatlesa. Album przesłuchiwałem kilkunastokrotnie i tak naprawdę zapamiętałem refren tylko przebojowego, jak na ten album, "Fuh You". Kilka piosenek jest dobrych, kilka ujdzie, kilka słabych, całość mimo wszystko jest nudna. Ale to Paul, więc zawsze mój odbiór jest bardzo subiektywny i może niepotrzebnie nastawiony wciąż na wysokie poprzeczki, których od czasu Beatlesów, przeskoczyć tak często się nie udawało. Czy to wada? Zgadzam się ze zdaniem w RS, że Paul i tak jest jedynym muzykiem, który od 60 lat!!! wciąż tworzy piękną muzykę i moja stosunkowo krytyczna ocena jego albumu podyktowana jest rozczarowaniem, gdyż spodziewałem się dużo, dużo więcej. Wszystkiego! Z przedostatniego albumu, "New", podobało mi się kilka utworów już przy pierwszym ich wysłuchaniu, "Anybody Out There", "Queenie Eye" czy tytułowy. Żadna z piosenek  z "Egypt Station" nie zostanie ze mną na zawsze, czy w mojej składance Best Of Paul. Zresztą i tak bardzo obszernej.



1. "Opening Station". Początek albumu, intro. Nienachalne, niedługie i nieoczywiste. Paul zabiera nas w podróż i sam początek jest nawet ciekawy, trudno odróżnić czy ruszamy z portu czy ze stacji, ale ja wyczuwam gorączkę pasażera. Koncept album. Wedle zamierzeń muzyka. Grg Kurstin, producent płyty opowiedział, że w obu numerach "Station" (zamykający) użyto pętli taśmowych, nagranych na przenośnym magnetofonie szpulowym Paula, tego samego, którego używali The Beatles przy ... 'Tomorrow Never Knows'. Delikatne wyciszenie. Podoba mi się. Trudno oceniać, ale obiecałem, że będą punkty. W skali 1-10 u mnie mocne 9.

2. Otwierające "I Don't Know"  znane jest od kilku miesięcy. Z pierwszego promującego singla. Utwór wybrany na openera słusznie, bo jest to bardzo udany song. Klasyczny, spokojny klasyczny mccartneyowski. Kiedyś czytałem jak pewien krytyk opisał tego typu songi jako 'fortepianowe'. Słuchacz stwierdza - jeśli nie poznał wcześniej singla - że jego ukochany muzyk (bo tacy kupią ten album na pewno) jest w niezłej formie wokalnej, choć zmianę głosu ex-Beatlesa dostrzegamy w miarę upływu czasu. 'What's the matter with me' - pyta muzyk i sam sobie odpowiada, że nie wie. Refleksyjny tekst, polecam znaleźć jego tłumaczenie. Oficjalna strona internetowa opisała  utwór jako uspokajającą duszę balladę, którą mógł stworzyć tylko Paul. Pełna zgoda. Ocena (O:) w skali 1-10 u mnie mocne 7.
3. "Come On To Me". Kolejny numer znany z pierwszego singla. Przebojowy w zamiarze,ale czy materiał na hit?. Wracamy i będę ten argument przytaczał tutaj często: utwór jako kolejna stacja w podroży, więc inne panoramy, krajobrazy. Oczywiście i tutaj Paul  nie oddala się od znanych sobie dobrze obszarów muzycznych. Sir Paul dobrze się bawi w tym utworze. Taki odpowiednik "Queenie Eye" z poprzedniego albumu.Słyszymy blachy, dobra forma wokalna. Ale jakoś wszystko aż za dobrze znane. Może to zaleta, ale ok, może być, może się czepiam. Słucham i czekam wciąż na więcej. Co wydarzy się dalej? O: 6
4. "Happy With You". Wreszcie gitary. Mccartneyowskie. Przebłysk Blackbird. Miłosna ballada z pewnością dla Nancy, bo muzyk ujawnia w niej swoje szczęście,  zamiary na przyszłość.'Cause I'm happy, with you/ I got lots of good things to do, ooh yeah". Jeden z lepszych numerów na płycie. Paul zbliża się tutaj do samego siebie z The Beatles. O: 7,5
5. "Who Cares". Zmiana nastroju. Zabrzmiało bardziej rockowo, ale jak dla mnie mało. Zagubiona melodia. Pozornie chwytliwy riff gitarowy, ale ja tego utworu zupełnie nie kupuję. John nazywał kiedyś takie piosenki wypełniaczami, ale wypełniacze The Beatles przy tym utworze brzmią jak V Beetkovena. Niestety. I wiem jak brzmią argumenty odnośnie tego, że jakiś utwór nie trzyma poziomu The Beatles. Wiemy, że tak jest w przypadku 90% muzyki, ale mimo wszystko od Paula ja wymagam więcej. Jak dotąd najsłabszy punkt albumu, i choć pewnie będę się jeszcze z nim oswajał, to z pewnością ten utwór nie należy do grona tych z albumu, których będę słuchał częściej. O: 4 

6. "Fuh You". Przebój z pewnością! Może jedyny? Paul w dobrej formie kompozytorskiej, choć numer to owoc współpracy z liderem One Republic (maczał bardzo mocno palce w pięknej "Halo" Beyonce, dzięki temu zwrócił na siebie uwagę Beatlesa). Da się wyczuć produkcję Teddera. Czy to pomaga? Nie szkodzi, ale to rzeczywiście utwór wyróżniający się na płycie. Tutaj. Paul przewrotny z tekstem, bo kto jak nie on może śpiewać o wszystkimi i jak chce. Mnie zabrakło tutaj jakiejś wyrafinowanej solówki (przypuszczalnie na gitarze), ale to materiał na spory hit. W dobie Taylor, Sheerana, Rihanny i Beyonce. O: 7
 7. "Confidante" Nagranie typowe dla Paula. Ckliwa, ale dla mnie nijaka ballada. Może pomogłaby jej bardziej rockowa, bogatsza aranżacja.  Nie bardzo wiem jak się odnieść do tego utworu. Wyczuwam w nim większy potencjał i energię od zaprezentowanej. Ale Mistrz wolał inaczej. Piosenka to pewna historia miłosna i pewnie wsłuchując się w jej treść, przesłanie (?) możemy wynieść z niej więcej. Nurtuje mnie pierwsza zwrotka. You used to be my confidante / My underneath-the-staircase friend / But I fell out of love with you / And brought our romance to an end / I played with you throughout the day /And told you every secret thought / Unlike my other so-called friends / You stood beside me as I fought. Czy Paul ma kogoś konkretnie na myśli?  
Dalsza treść ucieka od tematu (Chanting long lost anthems /Long lost anthems), choć 'dawno, zapomniane hymny...' Nie, to nie może być o piosenkach Beatlesów. Wszystko o nich można napisać, prócz tego, że są zapomniane. O: 5,5
 8. "People Want Peace"  Paul na bębnach, jak w większości utworach na płycie. Utwór z każdym przesłuchaniem coraz lepszy. Wyświechtane hasło? Nie przesadzajmy, bo nie tylko kiedyś Lennon a dzisiaj Bono mają patent na afirmowanie pokoju.  Słuchając go ma się nadzieję, że w dalszej części albumu będzie lepiej.  Radosny rock a la Sir Paul. O: 5,5 

 9. "Hand in Hand"   Pomijając króciutkie intro i przedfinalne "Station" to dla mnie najsłabszy utwór na płycie. Nie podoba mi się w nim nic. Niestety. Nuda. Sorry Paul. O:3   
10. "Dominoes"  Znowu Paul jakiego lubię, choć nie jest to jakiś numer, który sobie włożę do schowka z 'The Best of Paul', bo utwór nierówny. Ale na tle całej płyty zdecydowanie jest jej ozdobnikiem. O: 6
11. "Back in Brazil"  Lubię szybkie numery Paula. Zawsze porywa mnie w samochodzie np. 'Ballroom Dancing". Elektroniczna, funkowa samba? Nie dla mnie zdecydowanie. To nie jest Paul jakiego chcę słuchać, choć pewnie muzyk ma czasami gdzieś, czego oczekują od niego fani i ma ochotę - fajnie, że tylko czasami - na taki odpał. Słabe. O:2
12.  "Do It Now" Łatwo rozpoznawalny Paul, ale znowu gdzieś się zapodziała wena i melodia tutaj - podkreślę, że jak dla mnie - kuleje. Produkcja, aranżacja walczy by podnieść wartość utworu, ale przegrywa ze słabiutką melodią. O: 3
13. "Caesar Rock"  I ja narzekałem na poprzednie numery. W porównaniu z tym, to tamte są przebojami. To znowu jeden z najsłabszych numerów na płycie. Czy to piosenka o Nancy? Możliwe, że tak, ale kto wie. O: 2
14. "Despite Repeated Warnings" Jest już lepiej. Utwór epicki, który podoba się bardziej z każdym przesłuchaniem. To będzie klasyk bo mamy tutaj esencję stylu Paula. Zdecydowanie jeden z jaśniejszych punktów na płycie. Rozbudowany, i rzeczywiście jak napisał RS piosenka przypomina "Admiral Halsey/Uncle Albert". Wolna, skupiona, refleksyjna ballada i  zmiana oddechu, melodyjna rockowo-popowa część druga. Prawie jak: Hands across the water (water)/ heads across the sky. Kupuję to.  O: 6
15. "Station II" Kontynuacja otwierającego intra płyty. Trudno opisywać ten krótki utwór, ocena identyczna jak intra, więc zacytuję PAULA: "Stacja II" jest kontynuacją otwierającego pejzażu dźwiękowego, który przenosi nas z powrotem na stację. To wyimaginowana stacja i, wiesz, podoba mi się pomysł, że to stacja kolejowa lub stacja radiowa. To tylko wyimaginowane miejsce, więc dobrze się bawiliśmy, tworząc tylko krajobraz dźwiękowy. A potem, na samym końcu, pomyśleliśmy, że byłoby miło pomyśleć, że w tej wielkiej stacji usłyszymy kogoś podłączającego gitarę, jakby był grajkiem ulicznym, który przyszedł, by zagrać kilka piosenek i zarobić trochę pieniędzy. Więc słyszysz, jak podłącza się i gra riff. To początek jednej z naszych piosenek o nazwie "Hunt You Down". Więc gra on 'dum dum dum, dum dum dum', a następnie wszystko stopniowo staje się głośniejsze, aż stanie się prawdziwą piosenką. 
Na albumie następny utwór jest tak zwaną 'hidden track' (ukrytą ścieżką). Odtwarzacze CD wskazują, że na nośniku jest tylko 15 utworów.

16. "Hunt You Down/Naked/C-Link" W wersji podstawowej albumu (w innym poście opiszę dwa numery," Get Started" oraz "Nothing For Free", zamieszczone na wersji Deluxe albumu) ostatni numer i możliwe, że najbardziej wartościowy. Suita zbudowana wg. tego samego pomysłu, co "A Day in the Life" czy "Band on the Run". Składa się z trzech połączonych numerów, wymienionych w tytule. Każdy z nich jest na swój sposób ciekawym numerem. Połączone wciągają. Kto dzisiaj nagrywa takie piosenki. O: 8
 Ocena całej płyty: 7 
I na tą chwilę to cała moja ocena najnowszego albumu Paula. Ufam, że co najmniej kilka z nich usłyszę na grudniowym koncercie. Płytki jeszcze nie odstawiam na półkę. Nie ukrywam, że moja, czasem może zbyt surowa ocena niektórych utworów się zmieni. Pragnę przypomnieć, że pierwsze recenzje takich albumów jak 'Sgt. Pepper' czy 'Abbey Road' The Beatles - absolutnie jednych z najgenialniejszych płyt muzycznych wszech-czasów - nie były zbyt pochlebne. Mogłoby by u mnie także z tą płytą, ale zalew nowości, brak czasu itd, sprawi, że pewnie płytę tą, podobnie jak "New" będę słuchał bardzo rzadko. 














Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki
HISTORY of THE BEATLES


SHE CAME IN THROUGH THE BATHROOM WINDOW

Album: Abbey Road  
Roboczy tytuł: "Bathroom Window". 
Kompozycja: Lennon & McCartney (100%)
Napisana: między: maj 1968 do 6 stycznia 1969
Wydany: 26 września 1969(UK), 1 listopada 1969 (USA)
Nagrywana: 22 stycznia 1969, 25 lipca 1969  (Studio 2), 28 lipca 1969 (Studio 2 i 3), 30 lipca 1969 (Studio 2)
Miks: 30  lipca 1969 (Studio 2) / 14 sierpnia  1969 (Studio 2)
Wytwórnia: Apple
Producent: George Martin
Inżynier: Geoff Emerick, Phil McDonald, Glyn Johns (Apple)
Asystenci: John Kurlander, Alan Parsons
Podejścia: 40
Długość: 1:59



 

Dostępne na: 
Abbey Road
Anthology 3 







Obsada:
PAUL: wokal, chórki, gitara basowa  (1964 Rickenbacker 4001 S), fortepian (1905 Steinway Vertegrand), fortepian elektryczny  (1968 Fender Rhodes Seventy-Three Sparkle Top), klaskanie
JOHN: chórki, gitara rytmiczna (1964 Framus Hootenanny 5/024 Acoustic 12- string),
GEORGE: chórki, gitara solowa (Gibson Les Paul Standard, 1968 Fender Rosewood Telecaster), 
RINGO: perkusja (1968 Ludwig Hollywood Maple), tamburyna, marakasy, dzwonki



Piosenka zainspirowana prawdziwym faktem. O fance z tzw. grupy czy klubu fanek zespołu nazywanej Applec Scruffs. Członkinie klubu organizowały regularne czuwanie pod domami Beatlesów. Jedna z nich, Diane Ashley czatowała pod domem Paula St. John's Wood, przy Cavendish Avenue w Londynie. W książce Steve'a Turnera, "A Hard Day's Write", opisała dokładnie zdarzenie: Nudziłyśmy się, widziałyśmy, że wyszedł, więc postanowiłyśmy złożyć mu wizytę... Znalazłyśmy drabinę w jego ogrodzie i podstawiliśmy ją pod okno łazienki, które akurat zostawił otwarte. Tylko ja tam się wspięłam i dostałam do środka. Potem poszłam do głównych drzwi, by umożliwić innym wejście do domu. To była świetna zabawa. Niczego nie żałuję... Potem gdy usłyszałam ten fragment w jego piosence, była bardzo zdziwiona. On tego zdarzenia nienawidził. Wydaje mi się więc, że cokolwiek może zainspirować powstanie piosenki. Wiem, że gdy weszłyśmy do domu, to wszyscy jego sąsiedzi zadzwonili do niego i jestem pewna, że to dało początek linii:  'Sunday's on the phone to Monday, Tuesday's on the phone to me.'”
Wiele fanek wiedziało, gdzie np. Paul trzymał klucze do domu, gdzie w samym mieszkaniu znajdowało się to czy tamto. Co ciekawe, Paul czasami pozwalał niektórym z fanek wyprowadzać Mathę, swego psa na  spacery. W czasie związki muzyka z Jane, fanki czatujące pod domem ostrzegały go, że nadjeżdża Asher, gdy Beatles zabawiał się w domu  z inną kobietą. Margo Bird, jedyna członkini klubiku Apple Scruffs, która potwierdza wyżej przytoczoną wersję Diane Ashley, do tego stopnia zdobyła zaufanie Paula, dzięki swoim spacerom z Marthą, że została później zatrudniona przez niego w nowo powstałej w 1968 firmie zespołu Apple. Zaczęła od robienia w biurze herbaty, skończyła w dziale promocji, pracując razem z jego szefem Tony Kingiem. W czasie "włamania" do mieszkania Paula dziewczyny wyniosły z jego szaf trochę rzeczy. Paul poprosił Margo by pomogła je odzyskać, ale okazało się, że większość ich sprzedano fan-klubom w Ameryce.
  Inną wersję genezy powstania piosenki "Dostała się do środka przez okno łazienki" opisywali muzycy Moody Blues. Ich były klawiszowiec, Mike Pinder rozpowiadał, że jedna z groupie dostała się przez okno łazienki do mieszkania muzyka zespołu, Ray'a Thomasa i spędziła z nim noc. Członkowie Moody Blues (może Denny Laine? późniejszy członek Wings?) mieli podczas jednej z imprez w klubie opowiedzieć o tym incydencie McCartney'owi, który w trakcie tej opowieści miał zacząć improwizować początkowe takty piosenki.


 JOHN w 1980 roku powiedział, że piosenka została napisana przez Paula w Nowym Jorku:  To piosenka Paula. Napisał ją w czasie naszego pobytu w Nowym Jorku, gdy promowaliśmy Apple, i pierwszy raz spotkaliśmy Lindę. Może to ona weszła przez te okno. Nie mam pojęcia, ale ktoś musiał przez nie wejść.
George Harrison po latach wyraził opinię, że to bardzo dobry numer McCartney'a, choć trudno byłoby mu wyjaśnić o co dokładnie chodziło w jej tekście. To ciekawa informacja. Czyli w schyłkowym okresie zespołu nie było już tak, że jeden z Beatlesów nie był ciekawy o czym napisał piosenkę drugi?


Obaj
Beatlesi  promowali w Ameryce powstanie własnej firmy Apple w maj 1968 roku. W październiku tego samego roku, tuż po ukończeniu prac nad 'The White Album' (Białym Albumem) Paul poleciał ponownie do Nowego Jorku, specjalnie by spotkać się z Lindą Eastman. Pamiętajmy, że Paul poznał swoją przyszłą żonę już w 1967 roku, a nie jak mówi John w 1968. Możliwe, że miał na myśli to, że wtedy po raz pierwszy spotkali się w trójkę. Pod koniec swego dwutygodniowego pobytu w Big Apple (nieoficjalny przydomek Nowego Jorku), spędzonego przez Beatlesa z Lindą i jej córeczką Heather, jechał on taksówką na lotnisko JFK. Wciąż potrzebował końcowych wersów dla "She Came In Through The Bathroom Window", gdy wzrok jego padł na tablicę rozdzielczą kierowcy, gdzie zauważył plakietkę identyfikacyjną kierowcy wydaną przez policję. Identyfikator zawierał fotografię kierowcy z nazwiskiem Eugene Quits oraz powyżej zwrot: 'New York Police Dept.'

 PAUL: I tak wpadł mi kawałek tekstu  do piosenki: 'So I quit the police department'. To był wspaniały przypadek. Gdybym nie był w samochodzie tego faceta, lub gdyby ktoś inny kierował, piosenka byłaby całkiem inna. Ponieważ miałem ze sobą gitarę, mogłem więc to od razu wypróbować.
 
Co tam Paul znowu wymyśla?

"She Came In Through The Bathroom Window" to jedyna piosenka składanki z drugiej strony albumu, która jest zbudowana jak klasyczna piosenka: wstęp, zwrotka, refren.  Koniec piosenki  przynosi krótką pauzę w składance 'Abbey Road', rozpoczynającej się od 'Sun King', kontynuowaną przez 'Mean Mr. Mustard' i 'Polythene Pam'. Ta ostatnia zresztą, kompozycja John, nagrywana była w tym samym dniu co "łazienkowa" piosenka Paula, 25 lipca 1969.  W tym dniu nagrano po 39 podejść pod tzw. ścieżkę bazową, czyli podstawowy podkład rytmiczny, w składzie: McCartney na basie, Lennon na 12-strunowej gitarze akustycznej, Harrison na gitarze prowadzącej i na perkusji Ringo. Paul i John ponadto w swoich piosenkach śpiewali główny wokal.
 W drugiej części dnia, jeszcze w tym samym dniu zostały dograne dodatkowe ścieżki wokalne oraz sekcji rytmicznej, basu i bębnów. Kolejne dni nagraniowe interesującej nas dzisiaj piosenki to 28 i 30 lipca.  28 - wszystkie chórki, gitary, instrumenty klawiszowe oraz perkusyjne. 30 - jeszcze raz nakładki instrumentów perkusyjnych (marakasy, dzwonki) oraz elektryczne gitary.

______________________

... Johna : Mean Mr. Mustard i Polythene Pam... Biegnące w dół skali nuty i paplaniny Johna, a potem ostre: 'Oh, Look Out!' prowadzi Paula do studium jego charakteru, "She Came In Through The Bathroom Window", utworu, który opisuje gorliwą wielbicielkę, której upór przy wchodzeniu do życia narratora tylko umacnia dystans między nimi. Twierdzi, że jest artystką ( a przynajmniej tancerką), ale ssie kciuk jak dziecko. On odmawia pomocy i nie daje odpowiedzi, na którą ona czeka, cokolwiek by to było. Czy Paul nabijał się tutaj z Yoko? Ta właśnie zamówiła budowę stawu do Tittenhurst, wiejskiej posiadłości, którą John kupił dla nich, a dziewczyna z okna w łazience też miała swoją własną lagunę do kontemplacji. Jednak dziewczyna z łazienki przynajmniej nie niszczyła harmonii, w którą wtargnęła: "Sunday's on the phone to Monday/Tuesday's on the phone to me"...

__________________

Na trzeciej płytce Antologii możemy usłyszeć wolniejszą wersję piosenki nagraną 22 stycznia 1969, w czasie 'Get Back', już w studiu Apple. W nagraniu brał udział także Billy Preston. Utwór w zamyśle Paul wcale nie miał być jakaś częścią składanki a normalnym numerem ich następnego albumu.




She came in through the bathroom window
Protected by a silver spoon
But now she sucks her thumb and wanders
By the banks of her own lagoon

Didn't anybody tell her?
Didn't anybody see?
Sunday's on the phone to Monday,
Tuesday's on the phone to me

She said she'd always been a dancer
She worked at 15 clubs a day
And though she thought I knew the answer
Well I knew what I could not say.

And so I quit the police department
And got myself a steady job
And though she tried her best to help me
She could steal but she could not rob

Didn't anybody tell her?
Didn't anybody see?
Sunday's on the phone to Monday,
Tuesday's on the phone to me
Oh yeah. 



Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki
HISTORY of  THE BEATLES 



CZERWIEC 1969




1 czerwca - George i Patti Harrisonowie wylatują na urlop na Sardynię, którą polecił im Ringo Starr,  który wypoczywał tam rok wcześniej razem z Peterem Sellersem. Para wróci z wyspy 23 czerwca.
 
Londyńskie lotnisko Heathrow, Harrisonowie udają się na wakacje na Sardynię.

Para Lennonów w tym dniu spotyka się - nadal w Montrealu - z satyrykiem Alem Cappem, znanym amerykańskim grafikiem- satyrykiem. Capp jest agresywny, ale John świetnie ripostuje (filmik). Capp komentując okładkę albumu 'Two Virgins'  sarkastycznie zauważył, że Lennon i Ono oboje udowodnili całemu światu, że mają włosy łonowe. 
Sytuację całego 'scięcia się' Johna z Cappem słowami opisał PAUL: Gdy obejrzysz dokładnie kilka świetnych ujęć w "Imaginie" zobaczysz tam tego rysownika Ala Cappa. Wchodzi im tam do łóżka i naprawdę jest bardzo zgorzkniały. Jest złośliwym, starym dupkiem ale John rozprawia się z nim genialnie. John naprawdę stara się mu dołożyć, ale widać, że się kontroluje. Myślę, że John zachował się bardzo dobrze, ponieważ ten facet kpił z Yoko - a to jedyna rzecz, której nie możesz zrobić.  John po prostu zareagował w sposób plemienny, nie tyka się mojej kobiety, ale to było też w stylu: 'Nie zniżajmy się do jego poziomu'.
John po kilku latach od tego wydarzenia wspomina o wszystkich gościach, którzy odwiedzili go wtedy w pokoju hotelowym. Większość z nich zaśpiewała na 'Give Peace A Chance', której nagrywanie rozpoczyna się w tym dniu. Czytaj więcej tutaj. Do dzisiaj 'Dajcie szansę pokojowi' to jeden z bardziej rozpoznawalnych hymnów pokojowych na świecie.


 
2 czerwca
- Kończenie miksowania 'Give Peace A Chance'. Lennonowie kończą swój pobyt w Queen Elizabeth Hotel w Montrealu i odlatują do Ottawy by wziąć udział w konferencji pokojowej na tamtejszym uniwersytecie. Powrót do domu to: autobusem do Ottawy, pociągiem do Toronto, lot do Frankfurtu (kłopoty z wizą i urzędnikami niemieckimi), wreszcie samolot na drugą stronę Kanału La Manche. Wieczorem tego samego dnia wsiadają na samolot powrotny do Londynu. Niektóre źródła sugerują, że Lennonowie wracają do Anglii dopiero 6 lub 7 czerwca.



 4 czerwca - W Ameryce ukazuje się singiel The Beatles: 'The Ballad of John and Yoko' / 'Old Brown Shoe' (Apple). 
Piosenka na tamtejszym rynku dochodzi do pozycji 8 a na listach Billboardu spędza 9 tygodni.
JOHN: To jak modlitwa. Wiesz, "Jezu, ty sam, musisz wiedzieć, że to nie jest łatwe". Ma też konotację z językiem ulicznym. Ale nawet wtedy, gdy używa się go w sposób lekceważący, jest to także modlitwa. To jest piosenka gospel. Jestem wielkim fanem Chrystusa - ta piosenka jest modlitwą.

8 czerwca - Brian Jones ogłasza swoje odejście z The Rolling Stones. Muzykowi zostało jeszcze niespełna miesiąc życia (umiera 3 lipca 1969).



14 czerwca - Singiel 'Get Back' czwarty tydzień numerem 1 na amerykańskich listach przebojów. Tego samego dnia John i Yoko nagrywają wywiad dla programu "The David Frost Show." Wywiad nagrywany jest w InterTel Studios w Stonebridge House w Wembley, w Londynie. Show Davida Frosta  są także emitowane w Stanach, co pozwala Lennonowi przesłać swój pokojowy przekaz szerszej widowni niż tylko tej na Wyspach. Show  rozpoczyna się od rozrzucania przez Lennonów w stronę widowni "żołędzi pokoju". W trakcie audycji JOHN mówi: Wiesz, próbujemy oboje sprzedawać pokój, jak zwykły produkt, tak jak ludziom sprzedaje się mydło czy drinki, to jedyny sposób by przekonać ludzi, że pokój jest możliwy - i że wcale nie jest tak, że przemoc, nie tylko wojna, wszystkie formy przemocy, to rzeczy nieuniknione. Ludzie po prostu akceptują to i myślą: 'Oh, oni zrobili to', albo 'Harold Wilson to zrobił' czy nawet 'Nixon to zrobił', zawsze się szuka kozłów ofiarnych. To nie wina Nixona, wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to co się dzieje, wszyscy, za Biafrę, Hitlera, za wszystko. Tak więc my tylko mówimy 'Sprzedajemy POKÓJ'. Każdy kogo to interesuje, niech wepnie coś coś za swoje okno. To prosta rzecz, ale pozwala komuś innemu dostrzec to, że ty także chcesz pokoju, bo czujesz się samotny, i gdy tylko sobie pomyślisz, że przecież byłoby miło gdyby był pokój i nikt nie został zabijany. Więc jeśli w to wierzysz, to reklamuj pokój na zasadzie podaj dalej.


21 czerwca - Singiel "The Ballad of John and Yoko" dochodzi do pierwszego miejsca na brytyjskich listach przebojów.


Liverpool. W drodze do Szkocji.

23 czerwca - Lennonowie jadą do Walii. Głównym celem ich samochodowej wycieczki jest Szkocja. The Beatles rozpoczynają prace nad albumem 'Abbey Road', co nie przeszkadza  Johnowi podjąć decyzję pokazania Yoko miejsc, gdzie jeździł w dzieciństwie. Postanawia, że odwiedzi ciotkę Mater oraz jej męża Bert w Durness, Sutherland. John od czterech lat ma już prawo jazdy, ale zazwyczaj wożony jest przez kierowcą. Teraz postanawia, że sam będzie prowadził aż do Szkocji swego Mini Coopera. Z Johnem i Yoko zabierają się ich dzieci, 5-letnia Kyoko, córka Yoko i Tony'ego Coxa oraz 6-letni Julian. 

Walia, Corbett Arms Hotel.
W tym dniu docierają do zatoki Cardigan na zachodnim wybrzeżu Walii. Para wysyła do Ringo i jego rodziny oraz na ręce Petera Browna dla całej firmy Apple kartki pocztowe z wizerunkiem 20-letniego księcia. Na obu jest tylko krótkie: "Hello". Po spędzeniu nocy w Corbett Arms Hotel w Tywyn, nad piękną zatoką Cardigan cała rodzina udaje się dalej, po drodze planując odwiedzić rodzinny Liverpool, by całej swojej rodzinie przedstawić swą nową żonę.  Tutaj po pierwszym etapie podróży John uznaje, że Mini Cooper jest za mały. Dzwoni do swego asystenta Lesa Anthony, by ten podstawił mu do Liverpoolu większy samochód. Anthony przywozi Austina Maxi i wraca do Londynu Cooperem. Niestety John rozwali Austina w Sutherland. 

  W Liverpoolu John telefonuje do swojej przyrodniej siostry Julie, z domu Harrie z pytaniem czy nie mogłaby przylecieć z Irlandii na kilka dni by się z nim spotkać i poznać Yoko. Julia jest w przeddzień swego drugiego miesiąca miodowego i niestety odmawia Johnowi. Potem przyznaje, że gdyby wiedziała, że nie będzie z nim rozmawiała przez następne cztery lata z miejsca wskoczyłaby na prom i przybyła do Woolton na wezwanie brata.
Ciotka Harrie, John po prawej, kuzyn David.

Ważnym celem wizyty w Liverpoolu było więc przedstawienie Yoko, swojej nowej, orientalnej żony ciotkom Nanny i Harrie w Merseyside oraz Mater w Szkocji. Przez kilka dni Lennon pokazywał więc rodzince okolice Liverpoolu, zatrzymując się najpierw u cioci Nanny i wujka Charlesa w Rock Ferry, a następnie u cioci Harrie i wujka Normana w Woolton. Podobnie jak Mimi, Nanny i Harrie były również zniesmaczone i zakłopotane ostatnimi wydarzeniami z jego życia, ale mimo swego niebagatelnego udziału w wychowaniu Johna w odróżnieniu od siostry, nie uważały, że powinny mu o tym mówić. Jak wspomina syn Nanny, Mike Cadwallader, ograniczyły się do znaczących spojrzeń, kiedy Yoko szarogęsiła się w ich kuchni, przygotowując Johnowi makrobiotyczne posiłki, oraz cichego cmokania nad jego drastycznie zmienionym wyglądem.
- Słyszałem te wszystkie: „On nie może jeść tylko fasoli... potrzebuje normalnych posiłków... niknie w oczach... dosłownie skóra i kości”. Te komentarze nie były skierowane koniecznie przeciw Yoko ani też nie odzwierciedlały ich sympatii dla Cynthii, ale były wymierzone przeciwko komukolwiek, kto dostał w łapy jedno z „ich dzieci”.

Durness, dom wakacyjny Johna, dzisiaj memoriał.

29 czerwca - Szkocja. Lennonowie zatrzymują się w małej wiosce w Durness, w Sutherland, Higlands.Tutaj w wielu od 9 do 14 lat mały John spędzał wakacje, zatrzymując się w rodzinnej kryjówce, małym domku przy 56 Sangmore w Bango Bay, należącym do wujka Berta. W dzieciństwie pomagał wujkowi w renowacji pomieszczeń w czasie lata 1956, kiedy to usłyszał tam 'Heartbreak Hotel', piosenkę, która całkowicie odmieniła jego życie. Kuzyn Johna Stanley Parker wspomina: John nigdy nie zapomniał czasów spędzonych w Durness. To były jego jedne z najszczęśliwszych wspomnień. John lubił dziką naturę. Miał 9 lat gdy zaczął tutaj przyjeżdżać  do zagrody razem z moją rodziną.  
Zagroda należała do mojego ojczyma, Roberta Sutherlanda, i John kochał odizolowanie i dzikość tego miejsca. Chodziliśmy łowić ryby i na polowania. John lubił wtedy wspinać się na wzgórza by malować lub pisać wiersze. Kochał góry, łowić ryby, nawet strzelać. Łowił łososia. Mógłby spokojnie zostać ziemianinem. 
   W Durness rodzina powitała go znacznie chłodniej niż ta z Liverpoolu. Dostojna, elegancka
ciotka Mater była równie szczera jak ciotka Mimi i - co więcej - była też jedyną z ciotek Johna, która uwielbiała Cynthię. Właśnie w pobliżu tego miejsca wyczerpał się zapas szczęścia Johna za kółkiem.
Do dzisiaj Durness jest dumne z faktu, że żył, mieszkał, odwiedzał je słynny Beatles i teraz miejsce to stało się celem pielgrzymek fanów Johna Lennona z całego świata.


Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki
HISTORY of THE BEATLES