FRANCJA 1964 - nie zawsze było różowo...

Jak wiemy The Beatles otrzymali informację o swoim pierwszym numerze 1 w Ameryce podczas swoich koncertów we Francji (Paryżu) na początku 1964 roku. W Wielkiej Brytanii szalała Beatlemania, 
tak więc swoją ojczyznę mieli w przysłowiowej kieszeni, ale marzyli o zrobieniu kariery światowej, a to oznaczało oczywiście podbicie Ameryki. Młodzi muzycy postawili jednak warunek swojemu menadżerowi. Nie pojadą za ocean wzorem np. Cliffa Richarda by grać "do kotletów", ale zawitają tam, gdy będzie już znana tam ich muzyka. I stało się tak za sprawą pierwszego amerykańskiego numeru, singla "I Want To Hold Your Hand", o czym pisałem już tutaj. Pisałem już wielokrotnie na blogu, że początkowe teksty bloga niespecjalnie mi się podobają. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że jego tworzenie tak mnie wciągnie. Tekst o podboju Paryża wymaga większego omówienia, stąd dzisiejszy powrót jeszcze do stycznia 1964. Tuż, tuż przed nadciągającą Brytyjską Inwazją w USA, Kanadzie i w sumie na całym świecie.  Pierwsze koncerty we Francji i w sumie nieudana próba podboju sąsiadów zza kanału.
John, Paul i George lądują na francuskiej ziemi.




14 stycznia The Beatles (John, Paul i George, bez Ringa) polecieli do Francji będąc przekonani, że czeka ich tutaj "bułka z masłem" (John i Paul wspominali swoją młodzieńczą wyprawę do Paryża - 3o września 1961 - i opowiadali pozostałej dwójce, że pokażą im znane im miejsca). Francuzi wzorem swoich rówieśników w Anglii mieli oczywiście oszaleć na punkcie ich muzyki, może także ich samych. Ale pierwsza niespodzianka czekała ich już na paryskim lotnisku Le Bourget Aéroport, na którym zgromadziło się raptem około 60-ciu ich fanów. Ringa zatrzymała w Liverpoolu mgła na lotnisku. Dotarł do swoich przyjaciół przez Londyn dzień później. Towarzyszył im Neil Aspinall. O tym, że Beatlesi nie poruszali się nigdzie bez swoich "pomagierów", Neila i Mala wiemy, prawda? W tym czasie trójka Beatlesów trochę poznawała stolicę Francji.

Paryż 1964, w komplecie. Z lewej Neil Aspinall.
Wersal 1964
Menadżer kapeli  Brian Epstein zarezerwował na koncerty swoich pupili Olympię, a więc najbardziej wtedy renomowany, paryski obiekt koncertowy. Zespół rozpoczął próby już w komplecie. Nic nie zapowiadało wtedy, że wszystko może pójść trochę inaczej niż zwykle, choć już próba pokazała, że sala koncertowa dysponuje niewłaściwym nagłośnieniem. Do życzenia pozostawała organizacja samych koncertów, choć Epstein robił wszystko co mógł.  Prasa Paryża, nie tylko muzyczna, była poinformowana, że występować u nich będzie najbardziej popularny angielski zespół rock and rollowy. Pojawiały się więc w prasie opisy sylwetek poszczególnych muzyków, żartobliwie nazywano ich długowłosymi Anglikami grającymi i śpiewającymi jak Elvis.
  Koncerty w Olimpii rozpoczęły się dobrze. Przybyła entuzjastycznie nastawiona do nich publiczność. Wieczorny koncert (zespół grał dwa razy dziennie) jednak im nie wyszedł. Co chwila siadała aparatura, sprzęt wyjątkowo często odmawiał posłuszeństwa. Chłopcy denerwowali się i wkurzali. Częste przerwy (George podejrzewał, że nie wygląda to na przypadek i z pewnością robi im ktoś problemy celowo) powodowały, że trudno im było na nowo "wchodzić" w nastrój koncertowy. Publiczność buczała przekonana, że całemu "zamieszaniu" jest winny sprzęt zespołu. Pomagało jednak doświadczenie z Hamburga, gdzie nie takie rzeczy się im przytrafiały. Podstawowym problemem było to, że po prostu sieć elektryczna Olympii była przestarzała. W starej jakby nie było samej Olympii. Wcześniej nie koncertowały tutaj tego typu zespoły z takim sprzętem.
Na widowni brakowało - dla Beatlesów - ze względu na wczesną porę nastolatków, stąd odbiór zespołu przez pełnoletnich Francuzów nie przypominał zupełnie tego, do czego przyzwyczajeni byli Beatlesi. Sam zespół czuł się niepewnie, co z pewnością także rzutowało na to jak grali i śpiewali.. Także na wieczornych show pojawiała się dojrzalsza i przeważnie męska "młodzież" Paryża, uważanego wtedy przez nich za stolicę kultury dla całego świata. Cóż takiego mogła im zaoferować czwórka Angoli ze śmiesznym fryzurami. Ale przyszli Fab Four już byli "koncertowymi wyjadaczami". Mimo wszystko nikt tutaj nie oblewał ich piwem, nie rzucał w nich niedopałkami papierosów czy innymi przedmiotami, co miało miejsce w "starych, dobrych czasach w niemieckich klubach". Nie było oczywiście jeszcze żelków. Stąd Na obojętność francuskiej publiczności zespół zaczął reagować profesjonalnym chłodem. Mieli do wykonania pracę. Kontrakt opłacony. Do roboty! 

17 stycznia 1964.

PAUL: Pierwszego wieczoru mieliśmy trochę kłopotów, gdyż okazało się, że w tym samym czasie program radiowy także korzysta z tej samej sieci i sprzętu. Pospinali wszystkie wzmacniacze i  wszystko rozładowało się. Bum! 

Mamy numer 1 w Ameryce!!!

 Powrót to hotelu George V i telegram zmienił wszystko. Muzycy dowiedzieli się, że wg. firmy Cashbox w następnym tygodniu  ich piosenka pojawi się na miejscu numer 1 amerykańskich list przebojów. W perspektywie wyjazdu do wyśnionej Ameryki za ok trzy tygodnie francuskie koncerty okazały się mało istotne. Niech sobie Francuzi reagują jak chcą, jedziemy do Stanów!!! Kasa, kasa, kasa! Zaczęli także analizować to jak grali i śpiewali tego dnia. Wiedzieli już, że większość francuskiej publiczności, w odróżnieniu od tej w Wielkiej Brytanii, stanowią mężczyźni. Nawet nie chłopcy, nie nastolatkowie ale dojrzali młodzieńcy. Wszyscy dostrzegali na sali brak dziewczyn, przeważających w Anglii czy Szkocji. Nie było wrzasków, pisków, jednym słowem dzikiego szaleństwa. Nie było to najważniejsze. The Beatles mieli w Ameryce hit a 20 stycznia ukazał się na tamtejszym rynku ich album, zatytułowany "Meet The Beatles"(trzy dni po tym jak "I Want To Hold Your Hand" doszła do pozycji nr 1).


O braku towarzyszącego koncertom wcześniej w Brytanii ogłuszającego wrzasku w czasie wykonywania piosenek w Paryżu - i już później do końca kariery - możemy się przekonać słuchając archiwalnych nagrań, choćby z clipu powyżej.

18 paryskich dni to koncerty dwa a czasem trzy razy dziennie. Pierwszy w Cinéma Cyrano, 7 Rue Rameau na Wersalu, pozostałe w Paryskiej Olympii (przy Paris's Boulevard des Capucines). Prócz zespołu występowali w tym okresie - 27 stycznia - (nie co wieczór) Sylvie Vartan oraz Trini Lopez (na zdjęciu z zespołem). Zespół śpiewał: From Me To You, Roll Over Beethoven, She Loves You, This Boy, Boys, I Want To Hold Your Hand, Twist And Shout oraz  Long Tall Sally. Było kilka koncertów, w czasie których  Beatlesi nie zaśpiewali wszystkich wymienionych piosenek. Np. wieczorne sety były trochę dłuższe niż te popołudniowe. 21 i 28 stycznia były dniami odpoczynku. W tym drugim dniu na krótki wypad do kraju i rodziny zdecydowali się John i George. 
Luksusowe apartamenty w hotelu George V




 W czasie pobytu w stolicy Francji Beatlesi nie tylko koncertowali czy zwiedzali miasto. Na potrzeby czekającego ich wkrótce wylotu do Ameryki, 24 stycznia zespół udzielił wywiadu dla The American Forces Network (w paryskim studiu). Program był specjalnie dedykowany amerykańskim żołnierzom stacjonującym w Niemczech Zachodnich. Muzycy opowiadali w nim o powstaniu zespołu, brzmieniu Mersey Soundu, rodzinnym mieście oraz oczywiście o swoich fryzurach. 23 stycznia John i Paul nagrali demo swojej piosenki One And One Is Two przeznaczonej dla Billy J Kramera.
Z Sylvie Vartan
 29 stycznia odbyła się ich jedyna sesja dla EMI poza granicami kraju. Zespół nagrał w filii brytyjskiej wytwórni EMI, Electrola Corporation niemieckie wersje dwóch swoich przebojów: I Want To Hold Your Hand -> Komm, Gib Mir Deine Hand, She Loves You -> Sie Liebt Dich oraz pierwsze demo nowej piosenki głównie autorstwa Paula, Can't Buy Me Love.

 Dlaczego Beatlemania nie opanowała Paryża w styczniu 1964 roku? Czy ze względu na francuski szowinizm, którzy - jak zawsze - z chłodem i obojętnością odnosili się do wszystkiego do pochodzi od sąsiada z zachodu? Czy Beatlesi nie docierali do Francuzów ze swoim specyficznym (angielskim!) humorem. Czy francuskim dziewczynom nie podobały się długie włosy muzyków. Czy Epstein niezbyt starannie przygotował grunt na francuskiej ziemi dla swych podopiecznych. Czy dlatego, że do tej pory nawet sam Elvis ani muzyka rock and rollowa specjalnie nie porwała Francuzów, gustujących w muzyce artystycznej, choć mającej przecież i swoje rockowe gwiazdy jak np. Johnny Hallyday. Czy Francuzi nie rozumieli tego o czym śpiewają Anglicy, a pamiętajmy, Francuzi od zawsze walczyli o dominację swego języka na świecie, ignorując język sąsiadów. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na te pytanie. 
Najprostsze to to, że na początku 1964 roku nikt we Francji nie słyszał o Beatlesach. Pierwszym tam  albumem zespołu był album "Les Beatles" (miks z dwóch pierwszych albumów angielskich zespołu) wydany listopadzie 1963 roku, który nie zdobył specjalnej popularności. Pierwszym singlem zespołu był dopiero wydany w 1964 "A Hard Day's Night", gdy zespół odniósł gigantyczny sukces w Ameryce i Francuzom wypadało już ich wydawać! Gdy zespół odwiedził ponownie Francję w 1965 wszystko juz było po ... "beatlesowsku". Beatlemania!!!
The Beatles wylądowali na rodzimej ziemi 5 lutego i szybko zapomnieli o koncertach "dla tych dziwnych Francuzów". Za dwa dni wylatywali do Ameryki, by wejść w samo okno cyklonu.  

Wreszcie w domu
Na pytania brytyjskich dziennikarzy o pobyt we Francji odpowiadali:
GEORGE:  Publiczność była trochę zabawna. Było więcej facetów niż dziewczyn i brakowało nam tego starego, dobrego wrzasku. Ale i jego było też całkiem sporo. [George ma tutaj absolutnie rację. Słuchając koncertów z Francji - oba zamieszczone clipy - nie spodziewajmy się całkowitej ciszy na widowni]
Gdy dziennikarze stwierdzili, że wreszcie byli słuchani John i Paul zgodnie wybuchnęli śmiechem i potwierdzili to. Kto wie, czy kiedykolwiek później wracali pamięcią do pierwszych koncertów, np. tych z Paryża w styczniu 1964, gdzie publiczność zwyczajnie ich słyszała i ... słuchała

Czytaj także o pobycie zespołu we Francji w 1964: tutaj.

_____

                   * Historia The Beatles *
                            Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki
    
HISTORY of  THE BEATLES



LISTOPAD 1974 (1) - AMERYKAŃSKA TRASA GEORGE'A





1 listopada - John w biurze Immigration and Naturalistaion Service wnosi o pozwolenie zadania pytania odnośnie decyzji o jego deportacji, a także roli byłego ministra sprawiedliwości w tych sprawach. W tym czasie jego bliski przyjaciel...

2 listopada - 20 grudnia - 45-cio koncertowa trasa George'a, pierwsza po Ameryce Północnej pod nazwą "Dark Horse" - George Harrison and Ravi Shankar's 1974 North American tour. Użyta w promocji trasy nazwa Dark Horse miała oczywiście promować na rynku amerykańskim wytwórnię Harrisona - Dark Horse Records. Amerykańska trasa to także pierwsze publiczne koncerty Harrisona od czasu sławnego koncertu dla Bangladeszu z 1971 roku (czytaj tutaj). W czasie pierwszej  konferencji (23.10.1974 - luksusowa sala The Champagne Room,  Hotel Beverly Wilshire, Los Angeles), George wyraźnie zastrzegał, żeby  nie spodziewano od niego się powtórzenia tamtego koncertu, czegoś w stylu "Concert for Bangla Desh (North America) Two".  




Pytany o reaktywację The Beatles odpowiadał, że w Fab Four można było znaleźć wiele złych relacji międzyludzkich, których na przykład nie ma w obecnym zespole. Nie omieszkał złośliwie dodać, że nie wyobraża sobie ponownego bycia w zespole razem z Paulem McCartney'em, choć do zespołu Johna mógłby dołączyć w każdej chwili. Wypowiedzi te były ogromnym szokiem dla zgromadzonych ponad stu dziennikarzy. W Stanach (jak i w Kanadzie) The Beatles nadal mieli - lub rozpoczynali mieć - status ponadczasowych ikon, których się nie krytykuje. Na bardzo konkretne, powtórzone któryś raz z sali pytanie o to kiedy The Beatles wrócą, uśmiechnięty George krótko odpowiada: "Wtedy, kiedy będziemy spłukani". Odnośnie wcześniejszej wypowiedzi o niemożności gry razem z Paulem dodał, że nie ma w tym nic osobistego, przeważają jedynie względy muzyczne.
Niektóre magazyny muzyczne zestawiały wypowiedzi George'a z wierszem Johna, użytym w piosence "God": Nie wierzę w Beatlesów! Złośliwą wypowiedź muzyka o Paula zestawiano z informacjami, że Patti Harrison opuściła go dla Erica Claptona, stąd taka a nie inna opinia ex-Beatlesa. George w czasie konferencji mówi także: "Już nie mam żony. Rozwód? Nie, nie mam, to tak samo głupie jak małżeństwo". Pytany o "Laylę" Claptona i powiązanie piosenki z jego żoną oraz jak na to reaguje (o piosence "Layla" czytaj tutaj) odpowiada: "Eric Clapton jest moim przyjacielem od lat. Bardzo mnie to cieszy. Nadal jesteśmy bliskimi przyjaciółmi. Wolę by była z nim, niż z jakimś dupkiem". Na kolejne pytania, w tym o swój wygląd George zupełnie niepoirytowany udziela odpowiedzi: "Jestem wegetarianinem. Jem kuchnię indyjską. Nie jem ryb, kurczaków, mięsa. Może dlatego jestem taki szczupły i blady".

Program koncertów.

Z założenia filozofia koncertów - oczywiście nie odbiegająca od klucza rockowego - miała być inna. Przede wszystkim ze względu na głównych muzyków trasy. Udział Raviego w trasie był oczywiście wielkim ukłonem ex-Beatles w stronę swojego guru, ale także był to także zabieg czysto biznesowy, gdyż Ravi wydawał swoje albumy w firmie George'a. W czasie wszystkich koncertów wszyscy zgromadzeni widzowie i tak czekali na utwory gitarzysty The Beatles. Amerykanie mieli okazję zobaczyć Harrisona po raz pierwszy od 1966 roku, kiedy muzyk odwiedził ich kraj w czasie ostatniej trasy koncertowej Fab Four.



Pomimo wciąż choroby jego krtani George (niestety, słuchając nagrań słyszymy zupełnie inny głos ex-Beatlesa) rozpoczyna trasę, w której towarzyszą mu Ravi Shankar, Billy Preston, Tom Scott, Jim Horn, Chuck Findley, Robben Ford, Andy Newmark, Emil Richards oraz Willie Weeks. Raviemu oczywiście towarzyszyła grupa jego hinduskich muzyków.






W repertuarze znajdujemy następujące utwory:

"Hari's on Tour (Express)" (Harrison)
"The Lord Loves the One (That Loves the Lord)" (Harrison)
 "Who Can See It" (Harrison)
 "Something" (Harrison)
 "While My Guitar Gently Weeps" (Harrison)
 "Will It Go Round in Circles" (Billy Preston)
 "Sue Me, Sue You Blues" (Harrison)
 "Zoom, Zoom, Zoom" (Ravi Shankar)
 "Naderdani" (Shankar)
 "Cheparte" (Shankar)
 "For You Blue" (Harrison)
 "Give Me Love (Give Me Peace on Earth)" (Harrison)
 "Sound Stage of Mind" (zespołowy jam)
 "In My Life" (Harrison, Lennon & McCartney)
 "Tom Cat" (Tom Scott)
 "Māya Love" (Harrison)
 "Outa-Space" (Preston)
 "Dark Horse" (Harrison)
 "Nothing From Nothing" (Preston)
 "What Is Life" (Harrison)
 "Anurag" (Shankar)
 "I Am Missing You" (Shankar)
Trasie towarzyszą polemiki, ponieważ George wykonuje przebój swoich kolegów z The Beatles, "In My Life" ze zmienionym tekstem. W dokumentacji trasy utwór ten podpisany jest nie jako autorstwa Johna i Paula, ale samego Harrisona. Z repertuaru The Beatles George wykonuje jeszcze trzy utwory: "Something", "While My Guitar Gently Weeps" oraz "For You Blue". W czasie całej trasy jej odbiór był różny. Media krytykowały muzyka, że nie szanuje publiczności z jej tęsknotą za magią The Beatles i duże partie koncertów oddawał muzykom indyjskim. Krytykowano jego zbyt wyniosłe wypowiedzi sceniczne o duchowości, sensie i filozofii życia, gdy ludzie zwyczajnie przyszli się zabawić. Zauważono także zmienioną przez chorobę krtani barwę jego głosu, co jeszcze bardziej dystansowało go od muzyki The Beatles. Niektóre artykuły były bardziej napastliwe. Pisano, że muzyk nie powinien być tak napastliwy i lekceważący w stosunku do swego poprzedniego zespołu, gdyż gdyby nie tamten zespół, pewnie nikt nie przyszedł by na jego koncert, czego nie można powiedzieć już o Lennonie czy McCartney'u.  Ale wiele recenzji były bardzo przychylnych muzykowi. Chwalono go za pokorę na scenie, brak gwiazdorzenia oraz odwagę w doborze na trasę trudnego scenicznie programu muzycznego, w tym muzykę Shankara.  Dzisiaj postrzega się trasę jako średnio udaną. W 2002 roku magazyn Rolling Stone nawet uznał ją za klęskę. George musiał mieć chyba tego świadomość, gdyż następne jego koncerty odbyły się ... 17 lat później, w czasie wspólnej japońskiej trasy z Ericem Claptonem.
Koncerty:
2 Listopada   - Vancouver (Kanada), Pacific Coliseum
4 Listopada   - Seattle, USA, Seattle Center Coliseum
6 - 7 Listopada   - San Francisco, Cow Palace
8 Listopada   -   2 koncerty, Oakland, California     Oakland Coliseum
10 Listopada   - Long Beach, California, Long Beach Arena
11 -  12  Listopada   -   w koncerty, Los Angeles , The Forum2 shows
14 Listopada   -  Tucson, Arizona,  Tucson Community Center
16 Listopada   -  Salt Lake City     Salt Palace
18 Listopada   -  2 koncerty    Denver     Denver Coliseum

20 Listopada - St Louis, The Arena
21 Listopada - Tulsa, Oklahoma, Tulsa Assembly Center
22 Listopada - 2 koncerty Fort Worth, Texas, Tarrant County Convention Center
24 Listopada - Houston, Hofheinz Pavilion
26 Listopada - Baton Rouge, Louisiana, LSU Assembly Center
27 Listopada - Memphis, Tennessee, Mid-South Coliseum
28 Listopada
- 2 koncerty Atlanta The Omni
30 Listopada - 2 koncerty Chicago Chicago Stadium


4 Grudnia   - 2 koncerty    Detroit     Olympia Stadium
6 Grudnia   - 2 koncerty    Toronto     Canada     Maple Leaf Gardens
8 Grudnia   - 2 koncerty    Montreal, Quebec     Montreal Forum
10 Grudnia   - 2 koncerty    Boston     United States     Boston Garden
11 Grudnia   -  Providence, Rhode Island     Providence Civic Center
13 Grudnia   -  2 koncerty    Landover, Maryland     Capital Centre
15 Grudnia   - 2 koncerty    Uniondale, Long Island,  Nassau Coliseum
16- 17  Grudnia   -  2 koncerty, Philadelphia,  The Spectrum
19 - 20 Grudnia   -  2 koncerty, New York City, Madison Square Garden



Przed każdym koncertem George odtwarza ze sceny z głośników utwór Monty Pythona zatytułowany "The Jumberjack Song". Tworzy też piosenkę "It's What You Value" (Taka jest twoja wartość?), inspirowaną postacią perkusisty Jima Keltnera, który w zamian za wykonywaną pracę zamiast pieniędzy prosi o kupienie mu mercedesa 450SL. Jim Keltner pojawia się na trasie od 27 listopada w Memphis. Obiecuję, że do tej piosenki wrócę w oddzielnym tekście na blogu.

6, 7 listopada - George przekazuje uzyskane z dzisiejszych koncertów w San Francisco 66 000 dolarów na rzecz Haight Ashbury Free Medical Clinic. Pieniądze zbierane były w czasie show do dużego pudła w holu sali koncertowej, na którym widniał napis: "Wrzućcie tutaj całą waszą brudną, plugawą mamonę".
  Pewien krytyk, zauważając bardzo słaby głos George'a, pisze: "Ponieważ na trasie tej zaplanowano występy w 44-ch miastach w ciągu 47 dni, nie wydaje mi się, by George znalazł czas na wypoczynek  i  regenerację sił. Mówi się więc, że do czasu przybycia do Nowego Jorku straci całkowicie głos! Chociaż pewnie nie będzie to gorsze od tego, co teraz wyprawia".

30 listopada - Rzeczy na trasie mają się coraz gorzej. Podczas kulminacyjnej części koncertu w Chicago, Ravi Shankar, wciąż mający na sobie kostium sceniczny, zostaje zostaje zebrany przez karetkę do szpitala z objawami ataku serca. Na szczęście okazuje się, że nie jest to nic więcej, niż poważny atak niestrawności spowodowany z pewnością nadmiernym wysiłkiem fizycznym. Ravi jest jednak zmuszony do opuszczenia trasy w celu odpoczynku. Wraca do George'a dopiero 19 grudnia.





_____

                   * Historia The Beatles *
                            Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki
       
HISTORY of  THE BEATLES



3. BEATOONS - Pękne i zabawne clipy


Trzeci odcinek clipów hiszpańskiego grafika i jego projektu z cyklu Beatoons. Improwizacja na temat "And Your Bird Can Sing", wycieczka do przebieralni zespołu oraz żartobliwy clip z Ringo w roli głównej.  W rodzimej autorowi (Alvaro Ortegi) Hiszpanii we wszystkich plebiscytach na najbardziej lubianego Beatlesa zwyciężał prawie zawsze Ringo. Przy okazji gratulacje dla Wielkiego Mistrza tenisa. 12 razy Roland Garros dla Rafy Nadala. Czapki z głów przed wielkim Mistrzem. Absolutnie klasa The Beatles!

______


________


_____

                   * Historia The Beatles *
                            Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki
       
HISTORY of  THE BEATLES



SLOW DOWN

Kompozycja: Larry Williams
Napisana: ok. styczeń 1958
Nagrana: 1 czerwca 1964
Wydana:  19 czerwca 1964 (UK - EP-ka "Long Tall Sally") 

Miks: 4 i 22 czerwca 1964
Podejścia: 6
Producent: George Martin

Inżynier: Norman Smith, Ken Scott
Długość: 2'54”





Obsada (prawdopodobnie):
JOHN: wokal (zdublowany), gitara rytmiczna (1964 Rickenbacker 325)
PAUL: bas (1961 Hofner 500/1)
GEORGE: gitara solowa (Gretsch 6119 "Tennessean")
RINGO: perkusja (Ludwig Super Classic Black Oyster Pearl 1964)
 
George Martin: fortepian (1905 Steinway Vertegrand upright)



Dostępne na:
Long Tall Sally (EP), (UK: Parlophone GEP 8913)
Past Masters Volume 1, (UK: Parlophone CDP 7 90043 2, US: Capitol CDP 7 90043 2)
Live At The BBC




Po raz pierwszy nagrana przez samego autora piosenki, Larry'ego Williamsa, wykonawcy R&B z Nowego Orleanu. Nie jest to jedyna kompozycja tego artysty w karierze The Beatles. Dwie pozostałe to: "Bad Boy" oraz "Dizzy Miss Lizzie". Dzięki temu Williams stał się – obok Carla Perkinsa - tym kompozytorem, który dostarczył najwięcej piosenek do repertuaru Bajecznej Czwórki. Wyobraźcie sobie więc tantiemy, jakie musiał otrzymać z tego tytułu. 
Larry był o wiele bardziej popularną gwiazdą w Wielkiej Brytanii niż w rodzimych Stanach. Piosenkę "Slow Down" (Zwolnij) napisał w klimacie piosenek swego przyjaciela i mentora - Little Richarda (gwizdanie, szalona gra na fortepianie i saksofonie). Taka piosenka po prostu musiała się podobać Beatlesom. 
Muzyk rywalizującej na początku lat 60-tych z Beatlesami także liverpoolskiej kapeli The Dominoes, Ted "King-Size" Taylor po latach wspominał, że takie piosenki jak "Money", "Dizzy Miss Lizzy" oraz właśnie "Slow Down" popularyzowane były w stolicy Północy Anglii właśnie przez jego zespół. Beatlesi mieli je usłyszeć po raz pierwszy w ich wersji i "wciągnąć" do swojego repertuaru. Jakie to ma znaczenie, prawda? Beatlesi chłonęli usłyszaną muzykę jak gąbka. Kolejne numery, w okresie, gdy nawet do głowy im nie przyszło, że mogą komponować oraz śpiewać swoje kompozycje, były na wagę złota. "Slow Down" napisana przez Larry'ego Williamsa w stylu szalonej imprezy, zabawy szczególnie spodobała się Johnowi. Stała się szybko stałym punktem koncertów w czasie okresu "hamburskiego" i w tzw. okresie "liverpoolskim" (Cavern time).
Larry ze swoimi fanami.
  Larry Williams został znaleziony martwy 7 stycznia 1980 roku w swoim domu w Los Angeles (w wyniku porachunków, mniej lub bardziej przypadkowych z handlarzami narkotyków). Miał tylko 45 lat. Po krótkim okresie popularności pod koniec lat 50-tych nie udało mu się już nigdy wskrzesić swojej dawnej popularności. Wydawał kolejne single i albumy, nie zyskiwały już one żadnej popularności. Dzisiaj krytycy sugerują, że jednym z powodów schyłku jego kariery były błędy z młodości i w zasadzie nigdy nie przerwane kontakty ze światkiem przestępczym. Prasa wypominała mu epizody, kiedy to miał zajmować się sutenerstwem. W 1960 roku Larry wylądował nawet w więzieniu za handel narkotykami. Czy otrzymywał wspomniane na początku tekstu tantiemy za swoje piosenki wykonywane przez największy zespół świata? Trudno oceniać, czy miał prawa do swoich piosenek, którymi pod koniec lat 50-tych handlowano jak najzwyklejszym towarem. Wystarczył może jeden "słabszy" dzień w życiu Williamsa i się ich pozbył?





"Slow Down" została nagrana na żywo dla BBC (audycja "Pop Go The Beatles", jedyne nagranie piosenki Larry'ego Williamsa zarejestrowana dla BBC), zanim została zarejestrowana jej wersja oficjalna. Po urlopie muzycy wrócili by dokończyć nagrywanie piosenek do tzw. soundtracku (jak go nazywano w Ameryce) filmu „A Hard Day's Night”, lub kolejnego - wg. Brytyjczyków - albumu w dyskografii. 
 Album "A Hard Day's Night" był pierwszym albumem zespołu, na którym umieszczono tylko oryginalne kompozycje zespołu, choć wcześniej nie było to takie oczywiste. Na sesjach do tego albumu zespół nagrał także inne kompozycje, w tym właśnie omawianą piosenkę. Beatlesi najpierw nagrali finalnie „Matchobox” oraz „I'll Cry Instead”, następnie zaczęli pracę nad „Slow Down”. Zrobili to inaczej tym razem, skupili się na nagraniu ścieżki rytmicznej (gitary, bas oraz perkusja), następnie skupili się na wokalu, gitarze solowej i tzw. dodatkach. W studio piosenka była nagrana więc bardzo szybko, niektórzy podkreślali, że nawet niechlujnie, ale taki był rock and roll. Poza tym w tym dniu John bardzo szybko chciał zakończyć prace nad piosenkę Williamsa, gdyż chciał by zespół zajął się jego nową kompozycją, "I'll Be Back".


Cała muzyka zawarta na albumie do filmu pozwalała na umieszczenie jeszcze jednego nagrania, ale George Martin uznał, że "obce" piosenki, covery rockowych klasyków ("Matchbox", "Slow Down") są zbyt słabe, aby umieszczać je obok oryginalnych kompozycji Lennona i McCartney'a. Ale to oczywiście byli WIELCY THE BEATLES, więc wydanie wszystkiego co nagrał zespół było oczywistą kalkulacją. Stąd EP-ka "Long Tall Sally" i zgromadzenie tam "odrzuconych" piosenek.
Gdy dochodziło do krytyki piosenki "Slow Down" uznawano, że najsłabszą jej częścią jest solówka gitarowa George'a, ale jak zwykle broniła się rewelacyjna interpretacją Johna. Partię pianina dograł niejako z własnej inicjatywy sam producent zespołu, George Martin kilka dni później, gdy zespół 4 czerwca poleciał do Kopenhagi (bez Ringa). Cała czwórka zaakceptowała to urozmaicenie w aranżacji i jako element dodający piosence „drive'u”. W 1964 roku w Ameryce szaleństwo na punkcie The Beatles było tak gigantyczne, że zdecydowano się piosenkę wydać dwa razy: 24 sierpnia jako stronę B singla "Matchbox" oraz włączyć 20 lipca na także tylko w Ameryce wydany album "Something New".




Well, come on pretty baby, won't you walk with me?
Come on, pretty baby, won't you talk with me?
Come on pretty baby, give me one more chance
Try to save our romance!



Slow down, baby, now you're movin' way too fast
You gotta gimme little lovin', gimme little lovin'
Ow! If you want our love to last

Well, I used to walk you home, baby, after school
Carry your books home, too
But now you got a boyfriend down the street
Baby what you're tryin' to do?

You better slow down!
Baby, now you're movin' way too fast
You gotta gimme little lovin', gimme little lovin'
Bbbbb! If you want our love to last

Well you know that I love you, tell the world I do
Come on, pretty baby, why can't you be true?
I need your baby, oh so bad
The best little woman I ever had

Slow down, baby, now you're movin' way too fast
You gotta gimme little lovin', gimme little lovin'
Ow! If you want our love to last


   

                   * Historia The Beatles *
                            Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki
       
HISTORY of  THE BEATLES