Pierwszy post w 2026 roku. Po wspomnieniach George Harrisona (co ciekawe, w jego "I, Me, Mine" prawie nie ma lub jest bardzo mało The Beatles, a przecież tylko dzięki zespołowi zaistniał - rozumiem pretensje Johna po przeczytaniu tej książki, że go prawie całkowicie pominął), postach z biografii Paula wracamy do wspomnień pierwszej żony Johna. W trzecim poście tytuł chyba oddaje jego zawartość.
John nadal był niezwykle hojny. Teraz, gdy miał pieniądze, chciał się nimi dzielić z rodziną i przyjaciółmi. Najpierw kupił dom dla mojej matki, w pobliskim Esher. Wiedział, że wiele dla mnie znaczyło mieć Mamę blisko: cieszyłam się jej towarzystwem, gdy on był nieobecny, a ona była wielką pomocą przy Julianie, opiekując się nim, gdy ja wychodziłam późno lub byłam z Johnem poza domem. Zdecydowaliśmy się dać jej i Mimi tygodniowy zasiłek w wysokości trzydziestu funtów. Mama była zachwycona i większość swoich pieniędzy wydawała na kupowanie Johnowi drobiazgów do domu lub zegarów do jego kolekcji. Ale rozpętało się piekło, gdy Mimi dowiedziała się, że nie jest jedyną beneficjentką Johna. Kiedy odebrałam telefon, nie zdążyłam powiedzieć nic więcej niż „Cześć, Mimi”, zanim uderzyła we mnie tyrada: „Właśnie mnie poinformowano, że twoja matka otrzymuje taki sam zasiłek jak ja. Jestem zniesmaczona. Jak ona śmie oczekiwać lub w ogóle akceptować pieniądze od Johna? Co ona zrobiła, by na cokolwiek zasłużyć? Powiedz Johnowi, kiedy z nim będziesz rozmawiać, że jestem bardzo, bardzo zła.” Słuchawka została odłożona, zanim zdążyłam wydać z siebie jakiekolwiek inne słowo. Kiedy mu o tym powiedziałam, John był niemal lekceważący: „Taka jest Mimi, Cyn. Ona nigdy nie jest zadowolona. Powinnaś już to wiedzieć. Zapomnij o tym.
” Innym beneficjentem hojności Johna był jego stary kolega szkolny, Pete Shotton. Pete grał w oryginalnej grupie Quarrymen, chociaż nie był zbyt muzykalny i wcześnie zrezygnował. On i John pozostali jednak dobrymi przyjaciółmi, a gdy Pete przeżywał trudne chwile, John dał mu dwadzieścia tysięcy funtów na otwarcie supermarketu na Hayling Island, niedaleko miejsca, gdzie mieszkaliśmy w Weybridge. Regularnie nas odwiedzał w Kenwood, doprowadzając mnie do szału, pojawiając się bez wcześniejszego uprzedzenia, a potem zostając na kilka dni. Później, gdy The Beatles założyli własną firmę, Apple, zaczął tam pracować z inicjatywy Johna.
Niedługo po tym, jak skończyliśmy większość remontów i wprowadziliśmy się do naszego nowego domu, przyjechały Julia i Jacqui (na zdjęciu). Były to bystre, ładne nastolatki, podekscytowane wizytą u swojego słynnego starszego brata. Julia zdała maturę i planowała iść do Chester College, by studiować francuski, podczas gdy Jacqui planowała zostać fryzjerką – karierę, na którą ja sama miałam kiedyś ochotę. Mało się z nimi widywaliśmy, odkąd opuściliśmy Liverpool osiemnaście miesięcy wcześniej, więc zaplanowaliśmy, że spędzą u nas naprawdę wyjątkowy czas. Wysłaliśmy im bilety lotnicze, wiedząc, że to będzie ich pierwszy raz w samolocie. Następnie zorganizowaliśmy tak, by Anthony odebrał je na lotnisku Rollsem.

Kiedy przyjechały, oprowadziłyśmy je po domu. John był z niego wyraźnie dumny, a dziewczęta "och" i "ach" kiedy prowadziłyśmy je przez ogromny salon z gigantycznymi sofami, dębowo-panelową jadalnię z żyrandolem, oraz sześć sypialni. Największe wrażenie zrobiła na nich nasza sypialnia, z białymi dywanami i łazienką en suite, wyposażoną w wpuszczaną wannę, jacuzzi i umywalki „dla niej i dla niego”. John spędzał z nimi tyle czasu, ile tylko mógł, ale musiał kilka razy jechać do studia nagraniowego. Kiedy tak się działo, ja i dziewczęta jechałyśmy zwiedzać Londyn i robić zakupy. Anthony i ja zabraliśmy je na magiczną wycieczkę po Londynie, kończąc w Harvey Nichols, gdzie powiedziałam im, że mogą wybrać, co tylko zechcą. Były zdumione i nie mogły uwierzyć, że mówię poważnie, ale w końcu, uśmiechając się jak koty z Cheshire, rzuciły się w wir zakupów. Przymierzały, odrzucały lub zachwycały się ubraniami. „Cyn, nie możesz mi tego kupić, to o wiele za drogie.” „Julio, proszę cię, zamknij się. Już ci powiedziałam. Cokolwiek.” Czerpałam taką samą radość z obdarowywania, jak one z wybierania. Wiedziałam, że John chciałby je rozpieszczać, i było tak miło dzielić się tym, do czego się przyzwyczailiśmy, z dziewczętami, które były tak łagodne, nieskażone sławą i oszołomione tym wszystkim. Wkrótce skończyły zakupy, a Julian zaczynał być zmęczony i marudny. Zabrałyśmy go do działu dziecięcego, gdzie, z małą pomocą nas trojga, przymierzał dżinsy i golf, wszystko w czerni. Sprzedawczyni, dziewczęta, inni kupujący i ja – wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Pozował i tańczył, wyglądając jak ojciec – taki mini-Beatles. Brakowało tylko malutkiej gitary. Pod koniec dnia wróciliśmy do domu z bagażnikiem pełnym ubrań dla dziewcząt.

Pod koniec dnia wróciliśmy do domu z bagażnikiem pełnym ubrań dla dziewcząt. Następny wieczór miał być dla nich największą atrakcją ze wszystkich: zobaczeniem brata na scenie na żywo po raz pierwszy. The Beatles grali w Finsbury Park Astoria, a John załatwił im traktowanie VIP-owskie. Przyjechały na koncert Rollsem ze mną i Johnem. Były zdumione tłumem na zewnątrz, masą krzyczących, mdlejących dziewcząt i rzędami spoconych policjantów trzymających je z dala. My zdążyliśmy uznać to wszystko za niemal normalne, ale Julia i Jacqui nigdy tego wcześniej nie widziały i były zrozumiałe przestraszone, zwłaszcza gdy musieliśmy pędem przebiec z samochodu, minąć tłum i wejść przez drzwi dla artystów. W garderobie dziewczęta poznały pozostałych Beatlesów oraz Micka Jaggera, który wpadł z wizytą. Wkrótce wszyscy siedzieli, pili Colę i gawędzili, nie zwracając uwagi na kotłujące się hordy na zewnątrz. John załatwił nam miejsca tuż z przodu, tak blisko sceny, jak to możliwe – pierwsze kilka rzędów było odgrodzone, żeby fani nie szturmowali sceny – ale nawet stamtąd nie słyszeliśmy za wiele muzyki z powodu krzyków. A gdy fani pchali się do przodu, wspinając się po siedzeniach i kierując na scenę, groziło nam, że zostaniemy stratowani. Ochroniarz nas złapał i resztę show oglądaliśmy zza kulis. Potem odwiozłam dziewczęta samochodem do Weybridge, podczas gdy John poszedł na przyjęcie po koncercie, które, w swojej roli troskliwego starszego brata, uznał za nieodpowiednie dla nich. Kilka dni później dziewczęta wróciły do Liverpoolu i brakowało mi ich: fajnie było bawić się w starszą siostrę. Miały nas odwiedzić jeszcze raz, kilka miesięcy później. Wtedy John i ja zabraliśmy je do studiów Abbey Road, żeby zobaczyły nagrywanie przez The Beatles „Day Tripper” i poznały George’a Martina. Żałuję, że nie miały okazji zostawać u nas częściej. Zawsze myśleliśmy, że tak będzie, ale John tak często wyjeżdżał albo dochodził do siebie po wyjazdach, że trudno było znaleźć odpowiedni moment. Tak się złożyło, że to był ich ostatni pobyt u nas, a później mieliśmy z nimi niewielki kontakt. Wkrótce Julia poszła do college’u studiować francuski, a Jacqui rozpoczęła szkolenie, ale zaledwie kilka miesięcy później ich ojciec, Bobby Dykin, zginął w wypadku samochodowym. Straciły go w ten sam sposób, w jaki straciły swoją matkę. John, jak nikt inny, zrozumiałby ich ból, a jednak, niemal nie do wiary, nie powiedziano nam, co się stało. Nie usłyszeliśmy o śmierci Bobby’ego, aż do dużo później. Potem dowiedzieliśmy się, że Ciotka Harrie została mianowana ich opiekunem. John był bardzo zdenerwowany, że jego siostry zostały osierocone, i zasugerował, abyśmy kupili Harrie i Normanowi dom, który dziewczęta ostatecznie odziedziczą. Harrie i Norman byli zachwyceni tym pomysłem i zajęli się szukaniem odpowiedniego miejsca. Zamiar Johna zawsze był taki, że ten dom jest dla jego sióstr, jako fundusz na ich przyszłość, ale zawsze był nieokreślony co do finansów i posiadłości.  |
| John i Mimi |
Dom został kupiony, a Harrie i Norman się wprowadzili, ale zamiast przepisać go na nich lub na dziewczęta, John posłuchał rady swoich księgowych, by zachować go na swoje nazwisko. Stworzyło to wszelkiego rodzaju problemy rodzinie po jego śmierci. To samo dotyczyło innych domów, które kupił. Dom mamy w Esher i bungalow Mimi w Poole wciąż należały do spadku Johna, o czym Mimi, ku swojemu przerażeniu, dowiedziała się dopiero po śmierci Johna.

Miłość Johna do rodziny nigdy nie podlegała wątpliwości, nawet jeśli pozwolił, by otworzył się między nimi dystans. Uwielbiał swoje siostry, a Mimi zawsze miała miejsce w jego sercu. Odwiedzał ją z Yoko, a ja też jeździłam do niej w późniejszych latach. Widział się z Harrie i rodziną w Liverpoolu, zanim przeprowadził się do Ameryki, ale potem miał z nimi niewielki kontakt, dopóki on i Julia nie zaczęli regularnie rozmawiać przez telefon w miesiącach poprzedzających jego śmierć. Zawsze lubiłam siostry Johna i do dziś jesteśmy bliskimi przyjaciółkami. Szczególnie Julia utrzymywała ze mną silną więź przez lata i cieszę się, że mogłam jej powiedzieć, jak bardzo John dbał o nią i Jacqui, i że chciał, aby dom Harrie trafił do nich. Ciotka Mater pozostała moją kolejną bliską przyjaciółką aż do jej śmierci w 1976 roku.
Kiedy John i ja mieszkaliśmy w Weybridge, czasami łapałam nocny pociąg do Edynburga, żeby ją odwiedzić. Byłyśmy blisko od weekendu, kiedy John i ja złapaliśmy stopa, żeby ją zobaczyć, a kiedy Londyn był dla mnie za bardzo przytłaczający, lub John był w trasie, jej dom był spokojnym azylem. Zawsze była ciepła i gościnna, siedziałyśmy do późna w nocy, pijąc whisky jej męża Berta i rozmawiając o wszystkim pod słońcem. Nie miała tej ostrości Mimi i traktowała mnie jak córkę, przynosząc mi śniadanie do łóżka i rozpieszczając mnie. Jednym członkiem rodziny, którego John nie był szczęśliwy widzieć, był jego ojciec, Alf. Pewnego dnia otworzyliśmy gazety i odkryliśmy, że pojawił się jako pomywacz kuchenny w hotelu Greyhound w Hampton, południowym Londynie. Wydawało się, że nie miał pojęcia, że jego syn jest sławny – nie interesowała go muzyka pop – dopóki kolega nie wskazał na zdjęcie Johna w gazecie i nie zapytał, czy Alf jest z nim spokrewniony. Gdy zdał sobie sprawę, że syn, którego porzucił dwadzieścia lat wcześniej, jest teraz milionerem, nagle stał się bardzo zainteresowany wznowieniem kontaktu. Pewnego dnia, gdy Johna nie było, pojawił się w Kenwood.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam na zewnątrz niskiego mężczyznę z rzadkimi siwymi włosami, łysiejącego na czubku. Wyglądał na zaniedbanego i zubożałego jak włóczęga – ale, co alarmujące, miał twarz Johna. Gdy otrząsnęłam się z szoku po jego przybyciu, zaprosiłam go do środka, podałam mu herbatę i ser na toście, i przedstawiłam go jego wnukowi. Powiedział mi, że bardzo chce zobaczyć Johna, więc zasugerowałam, żeby poczekał: John miał wrócić za godzinę lub dwie. Byłam trochę niespokojna o reakcję Johna, ale czułam, że nie mogę zatrzasnąć drzwi przed jego ojcem. Byłam też ciekawa człowieka, który zniknął tak wcześnie z życia jego syna. Alf i ja rozmawialiśmy dość niezręcznie przez chwilę, dopóki, być może świadomy kontrastu między swoim wyglądem a naszym domem, nie wspomniał, że jego włosy są w nieładzie. Zawsze lubiłam fryzjerstwo – czesałam mamę, kiedy mieszkałyśmy razem – więc nie mogłam się doczekać, by wziąć nożyczki do długich, rzadkich pasm Alfa. Chętnie zgodził się, żebym go ostrzygła, więc zrobiłam co mogłam, by wyglądał bardziej prezentacyjnie. Kilka godzin później, bez śladu Johna, ruszył w swoją drogę. John był zirytowany, kiedy opowiedziałam mu o wizycie Alfa. Powiedział mi, że spotkali się krótko kilka tygodni wcześniej, kiedy ten pojawił się pewnego dnia w garderobie Johna na planie drugiego filmu The Beatles, Help!. Został przyprowadzony przez reportera gazety, mającego nadzieję na sensację z Beatlesem jednoczącym się ze swoim dawno straconym tatą. Zszokowany John był wściekły na reportera i chciał tylko, żeby Alf odszedł. Byłam zdziwiona, że mi o tym nie wspomniał, ale wiedziałam, jak drażliwą kwestią był dla niego ojciec. John odsunął ten incydent na dno umysłu. Przez następne kilka miesięcy zaczął widywać się z ojcem i stali się wobec siebie bardziej przyjaźni, chociaż John zawsze miał mieszane uczucia co do ich relacji. Wiedział, że Alf prawdopodobnie szuka tylko pieniędzy, ale był jego ojcem i być może mała część Johna wciąż miała nadzieję na relację ojciec-syn. „Jest w porządku, Cyn. Jest trochę stuknięty, tak jak ja,” powiedział mi kiedyś. „Widzę, skąd to mam.” Dużo dla niego znaczyło, widzenie części siebie w ojcu i wiedza, skąd pochodzi.
Na Boże Narodzenie 1965 roku usłyszeliśmy, że Alf nagrał płytę, pod bardziej modnym imieniem Fred Lennon. „That’s My Life (My Love And My Home)” [cli] było okropne i ogromnie krępujące dla Johna, który był wściekły na jawne wskoczenie ojca na wózek jego własnego sukcesu. Poprosił Briana, by zrobił wszystko, co w jego mocy, żeby to powstrzymać. Czy Brian to zrobił, czy nie, nie wiem, ale płyta nigdy nie trafiła na listy przebojów i wkrótce zniknęła. Następnym numerem Alfa było pojawienie się z dziewczyną wystarczająco młodą, by być jego wnuczką. Pauline miała dziewiętnaście lat i była studentką, a on pięćdziesiąt sześć. Przysięgali, że są zakochani i mimo sprzeciwu przerażonej matki Pauline, zamierzali się pobrać. Alf zapytał nas, czy moglibyśmy dać Pauline pracę, więc zgodziliśmy się, że mogłaby pomagać przy poczcie od fanów i pracy sekretarskiej. Mieszkała z nami przez kilka miesięcy, ale to był koszmar. Ciągle płakała i kłóciła się ze swoją matką o Alfa. Spała na poddaszu i słyszeliśmy, jak krzyczy przez telefon i szlocha tam na górze. W końcu ona i Alf postanowili zrezygnować z prób przekonania jej rodziców i uciekli do Gretna Green. Zostali razem aż do śmierci Alfa, dekadę później. Mieli dwóch synów, przyrodnich braci Johna, ale nigdy ich nie poznaliśmy. Wierzę, że Alf pojawił się, aby zobaczyć Johna ponownie po tym, jak się rozstaliśmy, i że John kazał mu się wynosić. Wiem jednak, że rozmawiali przez telefon przed śmiercią Alfa, więc mam nadzieję, że John pogodził się z ojcem, który tak bardzo go zawiódł. Największą zmianą w naszym życiu w tym czasie, i największym pojedynczym czynnikiem, który doprowadził do naszego rozstania, było pogłębiające się zainteresowanie Johna narkotykami. Wszyscy Beatlesi palili marihuanę przez kilka lat, kiedy wprowadzono nas w LSD – w tym czasie większość ludzi w kręgach muzycznych tak robiła – i nie sprzeciwiałam się, by John jej używał. Dostawał chichotu, napadów głodu i wydawał się trochę otępiały, ale szybko to mijało bez złych skutków. Czułam, że pomaga mu się zrelaksować po dwunastu czy piętnastu godzinach pracy bez przerwy. Ale efekty LSD były bardzo różne. Na przyjęciu, na którym byliśmy z George’em i Patti, z ich przyjacielem i jego żoną, gospodarz dosypał nam to do drinków. Nigdy mu nie wybaczyłam, że podał nam narkotyk bez naszej wiedzy, chociaż bez wątpienia uważał to za modne i nieszkodliwe. Wiele osób wtedy odkrywało LSD i było tym zachwyconych. Krótko po posiłku zaczęliśmy czuć się bardzo dziwnie. Pokój wirował i na początku zastanawiałam się, czy się nie zatrułam. Nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje, dopóki nasi roześmiani gospodarze nas nie oświecili. Byliśmy tak przestraszeni, że wybiegliśmy prosto z domu, zdesperowani, by wrócić do domu. George nas tam zawiózł swoim nowiutkim Mini, więc wsiedliśmy do niego, a on próbował nas odwieźć. Problem polegał na tym, że byliśmy w centrum Londynu, dobrą godzinę drogi od domu, a George nie miał pojęcia, która strona świata jest właściwa. Bóg wie, jak mu się udało, ale po tym, jak krążyliśmy w kółko przez to, co wydawało się godzinami, w końcu dotarliśmy do domu George’a i Patti. John i ja nie byliśmy w stanie wrócić stamtąd do Kenwood, więc cała nasza czwórka siedziała do końca nocy, podczas gdy ściany się poruszały, rośliny mówiły, inni ludzie wyglądali jak upiory, a czas stanął w miejscu. To było przerażające: nienawidziłam braku kontroli i niewiedzy, co się dzieje lub co stanie się dalej. Następnego dnia John i ja zmęczeni wróciliśmy do domu i padliśmy do łóżka, żeby odespać. Uznałam ten incydent za głupi żart, który przekonał mnie, że nigdy więcej nie chcę próbować twardych narkotyków. Ale John myślał inaczej: chociaż był równie zszokowany i przestraszony jak reszta z nas, był też zafascynowany. Cieszył się brakiem kontroli i dziwnością. To, co dla mnie było końcem, dla niego było dopiero początkiem. Postanowił spróbować ponownie. W kolejnych miesiącach John regularnie zażywał LSD. Był głodny nowych doświadczeń i nigdy nie bał się eksperymentować. George też uznał to za fascynujące i również wziął ponownie, podobnie jak Paul i Ringo, ale John czuł, że to nadaje jego życiu zupełnie nowy wymiar. Pozostali Beatlesi byli znacznie bardziej ostrożni, ale John rzucił się w to z zapałem, przekonany, że to jest droga do większego oświecenia, kreatywności i szczęścia. Kiedy John był na tripie, czułam się, jakbym mieszkała z nieznajomym. Był zdystansowany, tak otępiały, że nie potrafił ze mną sensownie rozmawiać. Nienawidziłam tego i nienawidziłam faktu, że LSD odciągało go ode mnie. Nie chciałam brać tego z nim, więc znalazł innych, którzy by to robili. W ciągu kilku tygodni od pierwszej próby John brał LSD codziennie, a ja martwiłam się coraz bardziej. Nie mogłam do niego dotrzeć, gdy był na tripie, ale kiedy efekty ustępowały, był normalny, dopóki nie wziął tego znowu. Początkowo zażywanie narkotyków przez Johna nie miało dużego wpływu na jego pracę. Brał LSD po sesjach nagraniowych i koncertach, nie podczas nich. Później jego zażywanie narkotyków przeniknęło do jego pisania piosenek, ale na tym etapie jego praca wydawała się nienaruszona. Wkrótce zaczął przyprowadzać do domu przypadkową zbieraninę ludzi, których poznał przez narkotyki. Po nocnym klubowaniu wpadał z każdym, kogo spotkał wieczorem, bez względu na to, czy ich znał, czy nie. Wszyscy byli na haju i zaśmiecali nasz dom godzinami, czasami dniami. Wędrowali z zamglonymi oczami, padali na kanapach, łóżkach i podłogach, a potem jedli wszystko, co znaleźli w kuchni. John był z natury człowiekiem prywatnym, ale pod wpływem narkotyków był podatny na każdego, kto chciał go wykorzystać. Wiedziałam, że nie mogę tak żyć w nieskończoność. Nasz dom był najeżdżany przez ludzi, których ani nie lubiłam, ani nie chciałam znać. Bałam się o Juliana i siebie. Nie chciałam słuchać głośnej muzyki przez całą noc, ani przedzierać się przez półprzytomne ciała, kiedy sprowadzałam syna na śniadanie. Ale każdy wysiłek, jaki podjęłam, by to zakończyć, napotykał mur. Otwierała się przepaść między mną a Johnem i nie miałam pojęcia, jak ją zasypać. Czy to była faza, którą musiałam przeczekać, czy początek końca? Nie zamierzałam rezygnować z mojego małżeństwa, nie próbując wszystkiego, co mogłam, ale nie mogłam żyć z mężczyzną, który ciągle był w innym wymiarze. John też nienawidził dystansu, jaki to między nami tworzyło, ale jego rozwiązaniem było, abym do niego dołączyła. Zrobił wszystko, co mógł, by przekonać mnie, bym ponownie zażyła LSD. „Cyn, wiesz, jak bardzo cię kocham. Nie pozwoliłbym, żeby stało ci się coś złego. Oboje moglibyśmy skorzystać z tego tripu. Zbliżyłoby nas to jeszcze bardziej,” błagał. „Proszę, Cyn, wiem, że jeśli zrobimy to z ludźmi, których kochamy i którym ufamy, będziesz zdumiona, jakie to wspaniałe.” W końcu się zgodziłam. Czułam, że powinnam spróbować ponownie, ponieważ chciałam zrozumieć, co go w tym tak pociągało. Ustaliliśmy datę i załatwiłam Julianowi nocleg u Dot i jej rodziny na weekend. John, który był zachwycony, że się zgodziłam, spędził godziny, próbując mnie uspokoić – wiedział, że jestem przerażona. Bałam się tego. John zorganizował grupę przyjaciół, aby przyszli, by mnie „wspierać”, a pierwszym, który przybył, był Terry Doran, nasz stary przyjaciel z Liverpoolu, który teraz pracował dla Briana. Po nim przyszli George i Patti oraz jej przyjaciółka modelka, Marie Lise (która później miała być wielką miłością gwiazdy filmowej Johna Hurta i zmarła po upadku z konia). Przybyło jeszcze kilku przyjaciół Johna, twarze, które znałam tylko pobieżnie. Zapaliliśmy świece, włączyliśmy muzykę i podawaliśmy sobie Scotch z Colą. To była misja „Misja Cynthia”: wszyscy byli tam, by wprowadzić mnie w radości LSD, ale nikt nie miał pojęcia o mojej panice. Zastanawiałam się, jak dostanę narkotyk. Czy będą to pigułki, czy kostki cukru – popularny sposób zażywania LSD? Wtedy zdałam sobie sprawę, że już mi go podano, prawdopodobnie w moim drinku, żebym nie odmówiła w ostatniej chwili. Czując się dziwnie, poszłam do najbliższej toalety, która była obok holu. Spojrzałam w lustro – i zobaczyłam swój własny szkielet. Wizja ciągle się poruszała, zmieniając się z zamazanego pryzmatu mnie w uśmiechnięty szkielet. Byłam zahipnotyzowana. Następną rzeczą, którą pamiętam, było słyszenie głosu Johna: „Cyn, wszystko w porządku? Chodź, Cyn, nic ci nie będzie, nic cię nie skrzywdzi. Terry i ja tu jesteśmy. Jesteś bezpieczna.” Jego ramię było wokół mnie, kiedy prowadził mnie do pokoju dziennego, gdzie zaczęłam czuć się bezpieczniej, dopóki Terry coś do mnie nie powiedział i natychmiast zamienił się w węża, a potem w aligatora. Jego głos wydobywał się z potwora, który ciągle się do mnie zbliżał, każda łuska na jego ciele lśniła, błyszczała i zmieniała kolor. Myślałam, że jestem w piekle. Nie mogłam spojrzeć na nic, by nie zmieniło to swojej formy i koloru – nawet dywan wydawał się oddychać. Kiedy błądziłam, próbując skupić się na czymś namacalnym, kot podążał za mną. Stała się wielowymiarowa, wielobarwna. Jej futro wydawało się poruszać w rytm ciągłego bicia muzyki. Śmiech ludzi w salonie rozbrzmiał jak Big Ben, a potem odbijał się echem w nieskończoność. Czułam ramiona wokół siebie. Słyszałam słowa miłości i pocieszenia. Potem znów się zgubiłam. Nie mogłam funkcjonować na żadnym normalnym poziomie. Gdy działanie narkotyku ustępowało, byłam świadoma okresów jasności umysłu, kiedy mówiono do mnie delikatnie i całowano mnie w policzki. Powoli wracałam na ziemię. Wszyscy inni też schodzili z haju i przytulali się i całowali, mówiąc sobie nawzajem, jakie to wszystko było wspaniałe i jak bardzo się kochają. Wzruszona tym ciepłem, moją pierwszą spójną myślą było to, że to nie jest dla mnie. Nie chciałam fałszywej zażyłości z ludźmi, których dobrze nie znałam i którzy mnie nie znali. I nie chciałam narkotyków. Dla mnie były przerażające i niebezpieczne. Nie chciałam igrać z moim zdrowiem psychicznym. Choć bardzo kochałam Johna, wiedziałam, że nie mogę podążać w tym kierunku. Chciałam spokoju, jasnego myślenia. Chciałam być obecna dla mojego syna. Po tym epizodzie musiałam powiedzieć Johnowi prawdę, której nie chciał usłyszeć. Zaakceptował moją decyzję i nie próbował mnie ponownie namawiać, ale kontynuował zażywanie narkotyków, tak jak wcześniej, z innymi lub sam. A ja robiłam, co mogłam, by to zaakceptować, mając nadzieję, że w końcu mu się to znudzi. Mały incydent z tego okresu, jednak, uświadomił mi w pełni szkodliwy wpływ, jaki narkotyki miały na Johna i na nasz związek. Powiedziałam mu, że chcę znowu malować. Odkąd wyszłam za mąż, wstrzymałam moje ambicje zawodowe i miłość do sztuki i bardzo pragnęłam robić coś swojego. John był pełen zachęty, więc pewnego dnia postanowiłam pomalować obramowanie białego telewizora, który mieliśmy w oranżerii. Była tam żółta leżanka, którą dała nam Ciotka Mater, a ściany były pokryte szalonymi plakatami, zdjęciami i innymi akcesoriami. John leżał na leżance, marząc na jawie, i często jedliśmy tam śniadanie. Kiedy John był w studiu nagraniowym, spędziłam godziny na malowaniu szczegółowego wzoru kwiatowego wokół telewizora. Skończyłam późno tego wieczoru, zachwycona tym, co zrobiłam. Nie mogłam się doczekać, by pokazać to Johnowi. Następnego ranka wstałam z Julianem, gotowa dać mu śniadanie, kiedy spojrzałam na moją pracę. Ledwo mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Była całkowicie pokryta okrągłymi naklejkami z napisem „Milk Is Good For You” (Mleko jest dla ciebie dobre). John wszedł wczesnym rankiem, na haju, i zniszczył moje wysiłki. Byłam wstrząśnięta i zraniona. Czyżby nie chciał, abym miała coś dla siebie? Czy był tak zdeterminowany, by moja cała uwaga skupiała się na nim? A może był po prostu tak odurzony, że nie zdawał sobie sprawy, co robi? Postanowiłam mu o tym nie mówić. Wiedziałam, że zrobił to pod wpływem narkotyków, alkoholu lub obu, i nie chciałam słyszeć, jak zbywa moje wysiłki jako nieważne lub wymyśla wymówki. Zdecydowałam, że wolę zatrzymać swój ból dla siebie. Z perspektywy czasu powinnam była mówić, ale, podobnie jak John, nienawidziłam konfrontacji i kłótni. Myślę, że nasza wspólna niezdolność do poruszania i rozwiązywania bolesnych problemów była głównym czynnikiem w ostatecznym rozpadzie naszego małżeństwa. Oboje mieliśmy zdolność do tłumienia uczuć, ale te nieuchronnie odradzały się jako uraza. Nie mam wątpliwości, że wzmocniłoby nas jako parę, gdybyśmy byli w stanie radzić sobie z takimi incydentami bardziej otwarcie. Ale w tamtym czasie mogłam wybrać tylko to, co wydawało się najlepszą ścieżką. Kilka tygodni później spróbowałam LSD po raz ostatni. Brian organizował przyjęcie w wiejskim domu, który kupił w Sussex, a John i ja pojechaliśmy tam Rollsem z grupą przyjaciół. W trakcie podróży wszyscy zażyli LSD, a ja, wbrew rozsądkowi, ale porwana wesołą atmosferą w samochodzie, postanowiłam dołączyć. Ponownie, był to okropny błąd.
_______________
Historia The Beatles
History of THE BEATLES