Cynthis: JOHN - Wspomnienia (vol.3) Cena sławy. Prawda o rodzinie i rodząca się przepaść. LSD.

 

 

 



Pierwszy post w 2026 roku. Po wspomnieniach George Harrisona (co ciekawe, w jego "I, Me, Mine" prawie nie ma lub jest bardzo mało The Beatles, a przecież tylko dzięki zespołowi zaistniał - rozumiem pretensje Johna po przeczytaniu tej książki, że go prawie całkowicie pominął), postach z biografii Paula wracamy do wspomnień pierwszej żony Johna. W trzecim poście tytuł chyba oddaje jego zawartość. 

John nadal był niezwykle hojny. Teraz, gdy miał pieniądze, chciał się nimi dzielić z rodziną i przyjaciółmi. Najpierw kupił dom dla mojej matki, w pobliskim Esher. Wiedział, że wiele dla mnie znaczyło mieć Mamę blisko: cieszyłam się jej towarzystwem, gdy on był nieobecny, a ona była wielką pomocą przy Julianie, opiekując się nim, gdy ja wychodziłam późno lub byłam z Johnem poza domem. Zdecydowaliśmy się dać jej i Mimi tygodniowy zasiłek w wysokości trzydziestu funtów. Mama była zachwycona i większość swoich pieniędzy wydawała na kupowanie Johnowi drobiazgów do domu lub zegarów do jego kolekcji. Ale rozpętało się piekło, gdy Mimi dowiedziała się, że nie jest jedyną beneficjentką Johna. Kiedy odebrałam telefon, nie zdążyłam powiedzieć nic więcej niż „Cześć, Mimi”, zanim uderzyła we mnie tyrada: „Właśnie mnie poinformowano, że twoja matka otrzymuje taki sam zasiłek jak ja. Jestem zniesmaczona. Jak ona śmie oczekiwać lub w ogóle akceptować pieniądze od Johna? Co ona zrobiła, by na cokolwiek zasłużyć? Powiedz Johnowi, kiedy z nim będziesz rozmawiać, że jestem bardzo, bardzo zła.” Słuchawka została odłożona, zanim zdążyłam wydać z siebie jakiekolwiek inne słowo. Kiedy mu o tym powiedziałam, John był niemal lekceważący: „Taka jest Mimi, Cyn. Ona nigdy nie jest zadowolona. Powinnaś już to wiedzieć. Zapomnij o tym.” Innym beneficjentem hojności Johna był jego stary kolega szkolny, Pete Shotton. Pete grał w oryginalnej grupie Quarrymen, chociaż nie był zbyt muzykalny i wcześnie zrezygnował. On i John pozostali jednak dobrymi przyjaciółmi, a gdy Pete przeżywał trudne chwile, John dał mu dwadzieścia tysięcy funtów na otwarcie supermarketu na Hayling Island, niedaleko miejsca, gdzie mieszkaliśmy w Weybridge. Regularnie nas odwiedzał w Kenwood, doprowadzając mnie do szału, pojawiając się bez wcześniejszego uprzedzenia, a potem zostając na kilka dni. Później, gdy The Beatles założyli własną firmę, Apple, zaczął tam pracować z inicjatywy Johna.  

Niedługo po tym, jak skończyliśmy większość remontów i wprowadziliśmy się do naszego nowego domu, przyjechały Julia i Jacqui (na zdjęciu). Były to bystre, ładne nastolatki, podekscytowane wizytą u swojego słynnego starszego brata. Julia zdała maturę i planowała iść do Chester College, by studiować francuski, podczas gdy Jacqui planowała zostać fryzjerką – karierę, na którą ja sama miałam kiedyś ochotę. Mało się z nimi widywaliśmy, odkąd opuściliśmy Liverpool osiemnaście miesięcy wcześniej, więc zaplanowaliśmy, że spędzą u nas naprawdę wyjątkowy czas. Wysłaliśmy im bilety lotnicze, wiedząc, że to będzie ich pierwszy raz w samolocie. Następnie zorganizowaliśmy tak, by Anthony odebrał je na lotnisku Rollsem.

Kiedy przyjechały, oprowadziłyśmy je po domu. John był z niego wyraźnie dumny, a dziewczęta "och" i "ach" kiedy prowadziłyśmy je przez ogromny salon z gigantycznymi sofami, dębowo-panelową jadalnię z żyrandolem, oraz sześć sypialni. Największe wrażenie zrobiła na nich nasza sypialnia, z białymi dywanami i łazienką en suite, wyposażoną w wpuszczaną wannę, jacuzzi i umywalki „dla niej i dla niego”. John spędzał z nimi tyle czasu, ile tylko mógł, ale musiał kilka razy jechać do studia nagraniowego. Kiedy tak się działo, ja i dziewczęta jechałyśmy zwiedzać Londyn i robić zakupy. Anthony i ja zabraliśmy je na magiczną wycieczkę po Londynie, kończąc w Harvey Nichols, gdzie powiedziałam im, że mogą wybrać, co tylko zechcą. Były zdumione i nie mogły uwierzyć, że mówię poważnie, ale w końcu, uśmiechając się jak koty z Cheshire, rzuciły się w wir zakupów. Przymierzały, odrzucały lub zachwycały się ubraniami. „Cyn, nie możesz mi tego kupić, to o wiele za drogie.” „Julio, proszę cię, zamknij się. Już ci powiedziałam. Cokolwiek.” Czerpałam taką samą radość z obdarowywania, jak one z wybierania. Wiedziałam, że John chciałby je rozpieszczać, i było tak miło dzielić się tym, do czego się przyzwyczailiśmy, z dziewczętami, które były tak łagodne, nieskażone sławą i oszołomione tym wszystkim. Wkrótce skończyły zakupy, a Julian zaczynał być zmęczony i marudny. Zabrałyśmy go do działu dziecięcego, gdzie, z małą pomocą nas trojga, przymierzał dżinsy i golf, wszystko w czerni. Sprzedawczyni, dziewczęta, inni kupujący i ja – wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Pozował i tańczył, wyglądając jak ojciec – taki mini-Beatles. Brakowało tylko malutkiej gitary. Pod koniec dnia wróciliśmy do domu z bagażnikiem pełnym ubrań dla dziewcząt.

    Pod koniec dnia wróciliśmy do domu z bagażnikiem pełnym ubrań dla dziewcząt. Następny wieczór miał być dla nich największą atrakcją ze wszystkich: zobaczeniem brata na scenie na żywo po raz pierwszy. The Beatles grali w Finsbury Park Astoria, a John załatwił im traktowanie VIP-owskie. Przyjechały na koncert Rollsem ze mną i Johnem. Były zdumione tłumem na zewnątrz, masą krzyczących, mdlejących dziewcząt i rzędami spoconych policjantów trzymających je z dala. My zdążyliśmy uznać to wszystko za niemal normalne, ale Julia i Jacqui nigdy tego wcześniej nie widziały i były zrozumiałe przestraszone, zwłaszcza gdy musieliśmy pędem przebiec z samochodu, minąć tłum i wejść przez drzwi dla artystów. W garderobie dziewczęta poznały pozostałych Beatlesów oraz Micka Jaggera, który wpadł z wizytą. Wkrótce wszyscy siedzieli, pili Colę i gawędzili, nie zwracając uwagi na kotłujące się hordy na zewnątrz. John załatwił nam miejsca tuż z przodu, tak blisko sceny, jak to możliwe – pierwsze kilka rzędów było odgrodzone, żeby fani nie szturmowali sceny – ale nawet stamtąd nie słyszeliśmy za wiele muzyki z powodu krzyków. A gdy fani pchali się do przodu, wspinając się po siedzeniach i kierując na scenę, groziło nam, że zostaniemy stratowani. Ochroniarz nas złapał i resztę show oglądaliśmy zza kulis. Potem odwiozłam dziewczęta samochodem do Weybridge, podczas gdy John poszedł na przyjęcie po koncercie, które, w swojej roli troskliwego starszego brata, uznał za nieodpowiednie dla nich. Kilka dni później dziewczęta wróciły do Liverpoolu i brakowało mi ich: fajnie było bawić się w starszą siostrę. Miały nas odwiedzić jeszcze raz, kilka miesięcy później. Wtedy John i ja zabraliśmy je do studiów Abbey Road, żeby zobaczyły nagrywanie przez The Beatles „Day Tripper” i poznały George’a Martina.
Żałuję, że nie miały okazji zostawać u nas częściej. Zawsze myśleliśmy, że tak będzie, ale John tak często wyjeżdżał albo dochodził do siebie po wyjazdach, że trudno było znaleźć odpowiedni moment. Tak się złożyło, że to był ich ostatni pobyt u nas, a później mieliśmy z nimi niewielki kontakt. Wkrótce Julia poszła do college’u studiować francuski, a Jacqui rozpoczęła szkolenie, ale zaledwie kilka miesięcy później ich ojciec, Bobby Dykin, zginął w wypadku samochodowym. Straciły go w ten sam sposób, w jaki straciły swoją matkę. John, jak nikt inny, zrozumiałby ich ból, a jednak, niemal nie do wiary, nie powiedziano nam, co się stało. Nie usłyszeliśmy o śmierci Bobby’ego, aż do dużo później. Potem dowiedzieliśmy się, że Ciotka Harrie została mianowana ich opiekunem. John był bardzo zdenerwowany, że jego siostry zostały osierocone, i zasugerował, abyśmy kupili Harrie i Normanowi dom, który dziewczęta ostatecznie odziedziczą. Harrie i Norman byli zachwyceni tym pomysłem i zajęli się szukaniem odpowiedniego miejsca. Zamiar Johna zawsze był taki, że ten dom jest dla jego sióstr, jako fundusz na ich przyszłość, ale zawsze był nieokreślony co do finansów i posiadłości. 
John i Mimi

Dom został kupiony, a Harrie i Norman się wprowadzili, ale zamiast przepisać go na nich lub na dziewczęta, John posłuchał rady swoich księgowych, by zachować go na swoje nazwisko. Stworzyło to wszelkiego rodzaju problemy rodzinie po jego śmierci. To samo dotyczyło innych domów, które kupił. Dom mamy w Esher i bungalow Mimi w Poole wciąż należały do spadku Johna, o czym Mimi, ku swojemu przerażeniu, dowiedziała się dopiero po śmierci Johna. 

    Miłość Johna do rodziny nigdy nie podlegała wątpliwości, nawet jeśli pozwolił, by otworzył się między nimi dystans. Uwielbiał swoje siostry, a Mimi zawsze miała miejsce w jego sercu. Odwiedzał ją z Yoko, a ja też jeździłam do niej w późniejszych latach. Widział się z Harrie i rodziną w Liverpoolu, zanim przeprowadził się do Ameryki, ale potem miał z nimi niewielki kontakt, dopóki on i Julia nie zaczęli regularnie rozmawiać przez telefon w miesiącach poprzedzających jego śmierć. Zawsze lubiłam siostry Johna i do dziś jesteśmy bliskimi przyjaciółkami. Szczególnie Julia utrzymywała ze mną silną więź przez lata i cieszę się, że mogłam jej powiedzieć, jak bardzo John dbał o nią i Jacqui, i że chciał, aby dom Harrie trafił do nich. Ciotka Mater pozostała moją kolejną bliską przyjaciółką aż do jej śmierci w 1976 roku.
Kiedy John i ja mieszkaliśmy w Weybridge, czasami łapałam nocny pociąg do Edynburga, żeby ją odwiedzić. Byłyśmy blisko od weekendu, kiedy John i ja złapaliśmy stopa, żeby ją zobaczyć, a kiedy Londyn był dla mnie za bardzo przytłaczający, lub John był w trasie, jej dom był spokojnym azylem. Zawsze była ciepła i gościnna, siedziałyśmy do późna w nocy, pijąc whisky jej męża Berta i rozmawiając o wszystkim pod słońcem. Nie miała tej ostrości Mimi i traktowała mnie jak córkę, przynosząc mi śniadanie do łóżka i rozpieszczając mnie. Jednym członkiem rodziny, którego John nie był szczęśliwy widzieć, był jego ojciec, Alf. Pewnego dnia otworzyliśmy gazety i odkryliśmy, że pojawił się jako pomywacz kuchenny w hotelu Greyhound w Hampton, południowym Londynie. Wydawało się, że nie miał pojęcia, że jego syn jest sławny – nie interesowała go muzyka pop – dopóki kolega nie wskazał na zdjęcie Johna w gazecie i nie zapytał, czy Alf jest z nim spokrewniony. Gdy zdał sobie sprawę, że syn, którego porzucił dwadzieścia lat wcześniej, jest teraz milionerem, nagle stał się bardzo zainteresowany wznowieniem kontaktu. Pewnego dnia, gdy Johna nie było, pojawił się w Kenwood. 
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam na zewnątrz niskiego mężczyznę z rzadkimi siwymi włosami, łysiejącego na czubku. Wyglądał na zaniedbanego i zubożałego jak włóczęga – ale, co alarmujące, miał twarz Johna. Gdy otrząsnęłam się z szoku po jego przybyciu, zaprosiłam go do środka, podałam mu herbatę i ser na toście, i przedstawiłam go jego wnukowi. Powiedział mi, że bardzo chce zobaczyć Johna, więc zasugerowałam, żeby poczekał: John miał wrócić za godzinę lub dwie. Byłam trochę niespokojna o reakcję Johna, ale czułam, że nie mogę zatrzasnąć drzwi przed jego ojcem. Byłam też ciekawa człowieka, który zniknął tak wcześnie z życia jego syna. Alf i ja rozmawialiśmy dość niezręcznie przez chwilę, dopóki, być może świadomy kontrastu między swoim wyglądem a naszym domem, nie wspomniał, że jego włosy są w nieładzie. Zawsze lubiłam fryzjerstwo – czesałam mamę, kiedy mieszkałyśmy razem – więc nie mogłam się doczekać, by wziąć nożyczki do długich, rzadkich pasm Alfa. Chętnie zgodził się, żebym go ostrzygła, więc zrobiłam co mogłam, by wyglądał bardziej prezentacyjnie. Kilka godzin później, bez śladu Johna, ruszył w swoją drogę. 
     John był zirytowany, kiedy opowiedziałam mu o wizycie Alfa. Powiedział mi, że spotkali się krótko kilka tygodni wcześniej, kiedy ten pojawił się pewnego dnia w garderobie Johna na planie drugiego filmu The Beatles, Help!. Został przyprowadzony przez reportera gazety, mającego nadzieję na sensację z Beatlesem jednoczącym się ze swoim dawno straconym tatą. Zszokowany John był wściekły na reportera i chciał tylko, żeby Alf odszedł. Byłam zdziwiona, że mi o tym nie wspomniał, ale wiedziałam, jak drażliwą kwestią był dla niego ojciec. John odsunął ten incydent na dno umysłu. Przez następne kilka miesięcy zaczął widywać się z ojcem i stali się wobec siebie bardziej przyjaźni, chociaż John zawsze miał mieszane uczucia co do ich relacji. Wiedział, że Alf prawdopodobnie szuka tylko pieniędzy, ale był jego ojcem i być może mała część Johna wciąż miała nadzieję na relację ojciec-syn. „Jest w porządku, Cyn. Jest trochę stuknięty, tak jak ja,” powiedział mi kiedyś. „Widzę, skąd to mam.” Dużo dla niego znaczyło, widzenie części siebie w ojcu i wiedza, skąd pochodzi. 
 
   


Na Boże Narodzenie 1965 roku usłyszeliśmy, że Alf nagrał płytę, pod bardziej modnym imieniem Fred Lennon. „That’s My Life (My Love And My Home)”  [cli] było okropne i ogromnie krępujące dla Johna, który był wściekły na jawne wskoczenie ojca na wózek jego własnego sukcesu. Poprosił Briana, by zrobił wszystko, co w jego mocy, żeby to powstrzymać. Czy Brian to zrobił, czy nie, nie wiem, ale płyta nigdy nie trafiła na listy przebojów i wkrótce zniknęła. Następnym numerem Alfa było pojawienie się z dziewczyną wystarczająco młodą, by być jego wnuczką. Pauline miała dziewiętnaście lat i była studentką, a on pięćdziesiąt sześć. Przysięgali, że są zakochani i mimo sprzeciwu przerażonej matki Pauline, zamierzali się pobrać. 
Alf zapytał nas, czy moglibyśmy dać Pauline pracę, więc zgodziliśmy się, że mogłaby pomagać przy poczcie od fanów i pracy sekretarskiej. Mieszkała z nami przez kilka miesięcy, ale to był koszmar. Ciągle płakała i kłóciła się ze swoją matką o Alfa. Spała na poddaszu i słyszeliśmy, jak krzyczy przez telefon i szlocha tam na górze. W końcu ona i Alf postanowili zrezygnować z prób przekonania jej rodziców i uciekli do Gretna Green. Zostali razem aż do śmierci Alfa, dekadę później. Mieli dwóch synów, przyrodnich braci Johna, ale nigdy ich nie poznaliśmy. Wierzę, że Alf pojawił się, aby zobaczyć Johna ponownie po tym, jak się rozstaliśmy, i że John kazał mu się wynosić. Wiem jednak, że rozmawiali przez telefon przed śmiercią Alfa, więc mam nadzieję, że John pogodził się z ojcem, który tak bardzo go zawiódł. Największą zmianą w naszym życiu w tym czasie, i największym pojedynczym czynnikiem, który doprowadził do naszego rozstania, było pogłębiające się zainteresowanie Johna narkotykami. Wszyscy Beatlesi palili marihuanę przez kilka lat, kiedy wprowadzono nas w LSD – w tym czasie większość ludzi w kręgach muzycznych tak robiła – i nie sprzeciwiałam się, by John jej używał.
Dostawał chichotu, napadów głodu i wydawał się trochę otępiały, ale szybko to mijało bez złych skutków. Czułam, że pomaga mu się zrelaksować po dwunastu czy piętnastu godzinach pracy bez przerwy. Ale efekty LSD były bardzo różne. Na przyjęciu, na którym byliśmy z George’em i Patti, z ich przyjacielem i jego żoną, gospodarz dosypał nam to do drinków. Nigdy mu nie wybaczyłam, że podał nam narkotyk bez naszej wiedzy, chociaż bez wątpienia uważał to za modne i nieszkodliwe. Wiele osób wtedy odkrywało LSD i było tym zachwyconych. Krótko po posiłku zaczęliśmy czuć się bardzo dziwnie. Pokój wirował i na początku zastanawiałam się, czy się nie zatrułam. Nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje, dopóki nasi roześmiani gospodarze nas nie oświecili. Byliśmy tak przestraszeni, że wybiegliśmy prosto z domu, zdesperowani, by wrócić do domu. George nas tam zawiózł swoim nowiutkim Mini, więc wsiedliśmy do niego, a on próbował nas odwieźć. Problem polegał na tym, że byliśmy w centrum Londynu, dobrą godzinę drogi od domu, a George nie miał pojęcia, która strona świata jest właściwa. Bóg wie, jak mu się udało, ale po tym, jak krążyliśmy w kółko przez to, co wydawało się godzinami, w końcu dotarliśmy do domu George’a i Patti. John i ja nie byliśmy w stanie wrócić stamtąd do Kenwood, więc cała nasza czwórka siedziała do końca nocy, podczas gdy ściany się poruszały, rośliny mówiły, inni ludzie wyglądali jak upiory, a czas stanął w miejscu.
To było przerażające: nienawidziłam braku kontroli i niewiedzy, co się dzieje lub co stanie się dalej. Następnego dnia John i ja zmęczeni wróciliśmy do domu i padliśmy do łóżka, żeby odespać. Uznałam ten incydent za głupi żart, który przekonał mnie, że nigdy więcej nie chcę próbować twardych narkotyków. Ale John myślał inaczej: chociaż był równie zszokowany i przestraszony jak reszta z nas, był też zafascynowany. Cieszył się brakiem kontroli i dziwnością. To, co dla mnie było końcem, dla niego było dopiero początkiem. Postanowił spróbować ponownie. W kolejnych miesiącach John regularnie zażywał LSD. Był głodny nowych doświadczeń i nigdy nie bał się eksperymentować. George też uznał to za fascynujące i również wziął ponownie, podobnie jak Paul i Ringo, ale John czuł, że to nadaje jego życiu zupełnie nowy wymiar. Pozostali Beatlesi byli znacznie bardziej ostrożni, ale John rzucił się w to z zapałem, przekonany, że to jest droga do większego oświecenia, kreatywności i szczęścia. Kiedy John był na tripie, czułam się, jakbym mieszkała z nieznajomym. Był zdystansowany, tak otępiały, że nie potrafił ze mną sensownie rozmawiać. Nienawidziłam tego i nienawidziłam faktu, że LSD odciągało go ode mnie. Nie chciałam brać tego z nim, więc znalazł innych, którzy by to robili. W ciągu kilku tygodni od pierwszej próby John brał LSD codziennie, a ja martwiłam się coraz bardziej. Nie mogłam do niego dotrzeć, gdy był na tripie, ale kiedy efekty ustępowały, był normalny, dopóki nie wziął tego znowu. Początkowo zażywanie narkotyków przez Johna nie miało dużego wpływu na jego pracę. Brał LSD po sesjach nagraniowych i koncertach, nie podczas nich. Później jego zażywanie narkotyków przeniknęło do jego pisania piosenek, ale na tym etapie jego praca wydawała się nienaruszona. 
   Wkrótce zaczął przyprowadzać do domu przypadkową zbieraninę ludzi, których poznał przez narkotyki. Po nocnym klubowaniu wpadał z każdym, kogo spotkał wieczorem, bez względu na to, czy ich znał, czy nie. Wszyscy byli na haju i zaśmiecali nasz dom godzinami, czasami dniami. Wędrowali z zamglonymi oczami, padali na kanapach, łóżkach i podłogach, a potem jedli wszystko, co znaleźli w kuchni. John był z natury człowiekiem prywatnym, ale pod wpływem narkotyków był podatny na każdego, kto chciał go wykorzystać. Wiedziałam, że nie mogę tak żyć w nieskończoność. Nasz dom był najeżdżany przez ludzi, których ani nie lubiłam, ani nie chciałam znać. Bałam się o Juliana i siebie. Nie chciałam słuchać głośnej muzyki przez całą noc, ani przedzierać się przez półprzytomne ciała, kiedy sprowadzałam syna na śniadanie. Ale każdy wysiłek, jaki podjęłam, by to zakończyć, napotykał mur. Otwierała się przepaść między mną a Johnem i nie miałam pojęcia, jak ją zasypać. Czy to była faza, którą musiałam przeczekać, czy początek końca? Nie zamierzałam rezygnować z mojego małżeństwa, nie próbując wszystkiego, co mogłam, ale nie mogłam żyć z mężczyzną, który ciągle był w innym wymiarze. John też nienawidził dystansu, jaki to między nami tworzyło, ale jego rozwiązaniem było, abym do niego dołączyła. Zrobił wszystko, co mógł, by przekonać mnie, bym ponownie zażyła LSD. „Cyn, wiesz, jak bardzo cię kocham. Nie pozwoliłbym, żeby stało ci się coś złego. Oboje moglibyśmy skorzystać z tego tripu. Zbliżyłoby nas to jeszcze bardziej,” błagał. „Proszę, Cyn, wiem, że jeśli zrobimy to z ludźmi, których kochamy i którym ufamy, będziesz zdumiona, jakie to wspaniałe.” W końcu się zgodziłam. Czułam, że powinnam spróbować ponownie, ponieważ chciałam zrozumieć, co go w tym tak pociągało. Ustaliliśmy datę i załatwiłam Julianowi nocleg u Dot i jej rodziny na weekend. John, który był zachwycony, że się zgodziłam, spędził godziny, próbując mnie uspokoić – wiedział, że jestem przerażona. Bałam się tego. John zorganizował grupę przyjaciół, aby przyszli, by mnie „wspierać”, a pierwszym, który przybył, był Terry Doran, nasz stary przyjaciel z Liverpoolu, który teraz pracował dla Briana. Po nim przyszli George i Patti oraz jej przyjaciółka modelka, Marie Lise (która później miała być wielką miłością gwiazdy filmowej Johna Hurta i zmarła po upadku z konia). Przybyło jeszcze kilku przyjaciół Johna, twarze, które znałam tylko pobieżnie. Zapaliliśmy świece, włączyliśmy muzykę i podawaliśmy sobie Scotch z Colą. To była misja „Misja Cynthia”: wszyscy byli tam, by wprowadzić mnie w radości LSD, ale nikt nie miał pojęcia o mojej panice. Zastanawiałam się, jak dostanę narkotyk. Czy będą to pigułki, czy kostki cukru – popularny sposób zażywania LSD? Wtedy zdałam sobie sprawę, że już mi go podano, prawdopodobnie w moim drinku, żebym nie odmówiła w ostatniej chwili. Czując się dziwnie, poszłam do najbliższej toalety, która była obok holu. Spojrzałam w lustro – i zobaczyłam swój własny szkielet. Wizja ciągle się poruszała, zmieniając się z zamazanego pryzmatu mnie w uśmiechnięty szkielet. Byłam zahipnotyzowana. Następną rzeczą, którą pamiętam, było słyszenie głosu Johna: „Cyn, wszystko w porządku? Chodź, Cyn, nic ci nie będzie, nic cię nie skrzywdzi. Terry i ja tu jesteśmy. Jesteś bezpieczna.” Jego ramię było wokół mnie, kiedy prowadził mnie do pokoju dziennego, gdzie zaczęłam czuć się bezpieczniej, dopóki Terry coś do mnie nie powiedział i natychmiast zamienił się w węża, a potem w aligatora. Jego głos wydobywał się z potwora, który ciągle się do mnie zbliżał, każda łuska na jego ciele lśniła, błyszczała i zmieniała kolor. Myślałam, że jestem w piekle. Nie mogłam spojrzeć na nic, by nie zmieniło to swojej formy i koloru – nawet dywan wydawał się oddychać. Kiedy błądziłam, próbując skupić się na czymś namacalnym, kot podążał za mną. Stała się wielowymiarowa, wielobarwna. Jej futro wydawało się poruszać w rytm ciągłego bicia muzyki. Śmiech ludzi w salonie rozbrzmiał jak Big Ben, a potem odbijał się echem w nieskończoność. Czułam ramiona wokół siebie. Słyszałam słowa miłości i pocieszenia. Potem znów się zgubiłam. Nie mogłam funkcjonować na żadnym normalnym poziomie. Gdy działanie narkotyku ustępowało, byłam świadoma okresów jasności umysłu, kiedy mówiono do mnie delikatnie i całowano mnie w policzki. Powoli wracałam na ziemię. Wszyscy inni też schodzili z haju i przytulali się i całowali, mówiąc sobie nawzajem, jakie to wszystko było wspaniałe i jak bardzo się kochają. Wzruszona tym ciepłem, moją pierwszą spójną myślą było to, że to nie jest dla mnie. Nie chciałam fałszywej zażyłości z ludźmi, których dobrze nie znałam i którzy mnie nie znali. I nie chciałam narkotyków. Dla mnie były przerażające i niebezpieczne. Nie chciałam igrać z moim zdrowiem psychicznym. Choć bardzo kochałam Johna, wiedziałam, że nie mogę podążać w tym kierunku. Chciałam spokoju, jasnego myślenia. Chciałam być obecna dla mojego syna. 
   Po tym epizodzie musiałam powiedzieć Johnowi prawdę, której nie chciał usłyszeć. Zaakceptował moją decyzję i nie próbował mnie ponownie namawiać, ale kontynuował zażywanie narkotyków, tak jak wcześniej, z innymi lub sam. A ja robiłam, co mogłam, by to zaakceptować, mając nadzieję, że w końcu mu się to znudzi. Mały incydent z tego okresu, jednak, uświadomił mi w pełni szkodliwy wpływ, jaki narkotyki miały na Johna i na nasz związek. Powiedziałam mu, że chcę znowu malować. Odkąd wyszłam za mąż, wstrzymałam moje ambicje zawodowe i miłość do sztuki i bardzo pragnęłam robić coś swojego. John był pełen zachęty, więc pewnego dnia postanowiłam pomalować obramowanie białego telewizora, który mieliśmy w oranżerii. Była tam żółta leżanka, którą dała nam Ciotka Mater, a ściany były pokryte szalonymi plakatami, zdjęciami i innymi akcesoriami. John leżał na leżance, marząc na jawie, i często jedliśmy tam śniadanie. Kiedy John był w studiu nagraniowym, spędziłam godziny na malowaniu szczegółowego wzoru kwiatowego wokół telewizora. Skończyłam późno tego wieczoru, zachwycona tym, co zrobiłam. Nie mogłam się doczekać, by pokazać to Johnowi.
Następnego ranka wstałam z Julianem, gotowa dać mu śniadanie, kiedy spojrzałam na moją pracę. Ledwo mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Była całkowicie pokryta okrągłymi naklejkami z napisem „Milk Is Good For You” (Mleko jest dla ciebie dobre). John wszedł wczesnym rankiem, na haju, i zniszczył moje wysiłki. Byłam wstrząśnięta i zraniona. Czyżby nie chciał, abym miała coś dla siebie? Czy był tak zdeterminowany, by moja cała uwaga skupiała się na nim? A może był po prostu tak odurzony, że nie zdawał sobie sprawy, co robi? Postanowiłam mu o tym nie mówić. Wiedziałam, że zrobił to pod wpływem narkotyków, alkoholu lub obu, i nie chciałam słyszeć, jak zbywa moje wysiłki jako nieważne lub wymyśla wymówki. Zdecydowałam, że wolę zatrzymać swój ból dla siebie. Z perspektywy czasu powinnam była mówić, ale, podobnie jak John, nienawidziłam konfrontacji i kłótni. Myślę, że nasza wspólna niezdolność do poruszania i rozwiązywania bolesnych problemów była głównym czynnikiem w ostatecznym rozpadzie naszego małżeństwa. Oboje mieliśmy zdolność do tłumienia uczuć, ale te nieuchronnie odradzały się jako uraza. Nie mam wątpliwości, że wzmocniłoby nas jako parę, gdybyśmy byli w stanie radzić sobie z takimi incydentami bardziej otwarcie. Ale w tamtym czasie mogłam wybrać tylko to, co wydawało się najlepszą ścieżką. Kilka tygodni później spróbowałam LSD po raz ostatni. Brian organizował przyjęcie w wiejskim domu, który kupił w Sussex, a John i ja pojechaliśmy tam Rollsem z grupą przyjaciół. W trakcie podróży wszyscy zażyli LSD, a ja, wbrew rozsądkowi, ale porwana wesołą atmosferą w samochodzie, postanowiłam dołączyć. Ponownie, był to okropny błąd. 
 



                                                                         _______________




Historia The Beatles
History of  THE BEATLES

 



 

CHRISTMAS RECORDS THE BEATLES



Jak w tytule. Krótkie przypomnienie. Od samego początku, gdy zespół zorientował się, że odniósł sukces i w całej Wielkiej Brytanii jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać fan-kluby zespołu, w okresie Bożego Narodzenia zaczął przygotowywać specjalne płytki (single, EP-ki - można tutaj zastosować do tego wydawnictwa w sumie oba pojęcia) z życzeniami od siebie, które były wysyłane gratis do swoich fanów. Oczywiście przez sieć fan-klubów, oficjalnych, o których zespół wiedział. Płyty produkowano poza macierzystą wytwórnią EMI (Parlophone).  Początkowo tylko do brytyjskich, od 1964 roku także do amerykańskich, z czasem także do innych spoza tych dwóch państw. Każda płytka posiada na blogu oddzielny tekst, tutaj tylko krótko zbiorczo. 
Przy okazji życzę wszystkim Czytelnikom mego bloga prawdziwych Happy Christmas 2025, choć przypomniany post jest sprzed wielu lat. 

 




1. THE BEATLES CHRISTMAS RECORD
  

   
   


2. ANOTHER BEATLES' CHRISTMAS RECORD
 

   
   


______________

3. THE BEATLES THIRD CHRISTMAS RECORD




Więcej czytaj tutaj:  Trzecia świąteczna płyta The Beatles
____________________

4. THE BEATLES FOURTH  CHRISTMAS RECORD -
     Pantomime: "Everywhere It's Christmas"
 

    


    
Więcej czytaj tutaj: Czwarta świąteczna płyta The Beatles


5.  THE BEATLES FIFTH  CHRISTMAS RECORD -
     "CHRISTMAS TIME (IS HERE AGAIN)"



 



Więcej czytaj tutaj:  Piąta świąteczna płyta The Beatles









6.  THE BEATLES  CHRISTMAS RECORD -
     1968



Więcej czytaj tutaj:  Szósta świąteczna płyta The Beatles








7. THE BEATLES’ SEVENTH CHRISTMAS Record
    1969


 




Więcej czytaj tutaj:  Ostatnia świąteczna płyta The Beatles







Christmas na moim blogu:
Pierwszy Christmas Show The Beatles (1963) 
Christmas Show 63/64 
Fotki: Another Christmas Show 
Happy Xmas (War Is Over) - John Lennon 
Ding Dong - George Harrison 
Happy Christmas 2012 
Happy Christmas 2012 
Merry Christmas 2013 
Happy Chjristmas 2015 
 
 

THE BEATLES CHRISTMAS 2022 
 
 
 





                                                                         _______________




Historia The Beatles
History of  THE BEATLES

 



ANTHOLOGY THE BEATLES '2025. Przyjaźń, Legenda, Płyty, Dziedzictwo, Magia!




Odkąd kilkanaście dni temu zakupiłem najnowszą, rozszerzoną wersję Anthology – ten majestatyczny box z czterema dwupłytowymi zestawami CD – słucham go niemal bez przerwy. Jest to stała ścieżka dźwiękowa mojego życia od momentu, gdy paczka do mnie dotarła. Tak na szybko refleksja z odsłuchania tej wersji Anthology, choć miałem ją już w 1995 przy pierwszej. Na dysku 2 jako pozycję numer 2 umieszczona  piosenka "Yes It Is (takes 2 i 14)" - dwa podejścia do numeru. Drugie i czternaste, finalne. Pięknie tutaj możemy dostrzec ewolucję piosnki, i - moim zdaniem - warto by kiedyś ukazały się na płytach podobne rozwiązania piosenek zespołu, mix wczesnej, niedoskonałej, nazwę to "w powijakach" wersji piosenki zespołu i jej wersji ostatecznej, jak to ma miejsce w opisanym przypadku. Nie wykluczam, że może sam się pobawię kiedyś w coś takiego. Ale odszedłem od tematu posta. Przymierzałem się do opisania moich wrażeń na blogu z całości wydawnictwa, choć jestem pewien, że dla Was, drodzy Czytelnicy, było oczywiste, że moje odczucia i wrażenia będą wyłącznie pozytywne. 
W końcu to The Beatles! Jednak nie mogłem całkowicie pominąć refleksji, jakie to wydawnictwo we mnie wywołało.  Z pomocą przychodzą mistrzowie słowa a konkretnie genialny magazyn Rolling Stone i artykuł Roba Sheffielda, amerykańskiego krytyka i dziennikarza muzycznego. Opisał on to wszystko – i samo wydawnictwo, i dziedzictwo zespołu, i ich niesamowitą, choć skomplikowaną przyjaźń – lepiej, niż kiedykolwiek mógłbym to zrobić. Sheffield ujął kwintesencję tego, dlaczego ta muzyka i ta historia wciąż rezonują.Ale zanim przejdziemy do Roba Sheffielda, mam dla Was jeszcze jedną literacką wstawkę, która idealnie dopełni ten post.Od dnia zakupu czytam (zawsze kilka naraz, teraz jednocześnie książkę o Yoko Davida Sheffa oraz "Elvis" Beaty Pawlikowskiej -  zaskakująco solidna pozycja o Kingu naszej polskiej podróżniczki) książkę Iana Leslie, którą już kiedyś na blogu reklamowałem. 
 
Piszę tutaj o dziedzictwie i znaczeniu dla świata zespołu The Beatles (a to wcale nie jest przesadne stwierdzenie) nie raz,
ale początkowy fragment ze wspomnianej książki jest tak fantastycznie napisany, że myślę, iż będzie on wspaniałym wstępem do całego postu.Fragment ten kładzie oczywiście, zgodnie z tytułem, główny akcent na parę Johna Lennona i Paula McCartneya, ale jego przesłanie naturalnie przenosi się na całą Fab Four.

Autor tego bloga wciąż nie może uwierzyć, że odwiedził wszystkie rodzinne domy czterech Beatlesów w Liverpoolu, zwiedzając pokoje młodego Johna i Paula, gdzie pisali swoje pierwsze hity.

Tak więc najpierw Ian Leslie, później Rob Sheffield!
   Dopiero teraz zaczynamy dostrzegać, jak niesłychanym osiągnięciem było to czego dokonali. W 1962 nikt nie spodziewał się, że dominacja kulturowa Ameryki zostanie tak gwałtownie zakwestionowana - ani że hegemonia podda sie nowemu porządkowi z takim zachwytem. Ten wielki przewrót miał źródło na szarej wyspie na obrzeżach Starego Świata, której chwała należała już do przeszłości. Wielka Brytania sprawiała wrażenie kraju pozbawionego energii, uwięzionego w dawno minionej epoce cylindrów i zakopconych kominów. A jednak  to właśnie z jej wilgotnej ziemi wyrosła siła życiowa tak potężna, że zapoczątkowała nową epokę. I co ciekawe, nie narodziła się w samej stolicy, lecz na przedmieściach prowincjonalnego miasta pogrążonego w przemysłowym upadku, na ulicach zniszczonych w czasie wojny. To tam dwóch nastolatków wymyśliło własną przyszłość - a także przy okazji także naszą teraźniejszość. Ani John Lennon, ani Paul McCartney nie uczyli się muzyki, nie potrafili nawet czytać nut. Uczyli się nawzajem -  potem zaś zaczęli uczyć świat. 
 

 
Gdy w 2021 ukazał się dokument Get Back w reżyserii Petera Jacksona, wielu widzów zauważyło, jak zaskakująco współcześni wydają się Beatlesi. Na nagraniach było widać londyńskie  ulice pełne dżentelmenów w garniturach w prążki i hipisów w długich kożuchach - każdy z nich osadzony w swojej epoce. A jednak, gdy w kadrze pojawiali się John, Paul, George i Ringo, odnosiło się wrażenie, że bez problemów mogliby wyjść z ekranu prosto do naszego salonu. I chodziło nie tyle o ich ubiór, co o sposób bycia - o to, jak ze sobą rozmawiali, jak siedzieli, jakie żarty opowiadali. To nie był przypadek. Krytyk Harold Bloom twierdził, że odnajdujemy siebie w Szekspirze nie tylko, że uchwycił coś uniwersalnego w naturze człowieka, lecz także dlatego, że stworzył samą ideę człowieka jako jednostki introspektywnej i samokształcącej się. Podobnie The Beatles przyczynili się do ukształtowania osobowości po latach 60: ciekawej tolerancyjnej, autoironicznej, naturalnej, łączącej cechy kobiece i męskie. Timothy Lear powiedział: "The Beatles to mutanci. Prototypy agentów ewolucji zesłanych przez Boga, obdarzonych tajemniczą mocą stworzenia nowego ludzkiego gatunku". Mikrokultura The Beatles, która wywarła tak ogromny wpływ na naszą kulturę, narodziła się podczas wielu godzin, które John i Paul spędzali razem - w salonie Paula lub w sypialni Johna -  z gitarami na kolanach tworząc piosenki, poezję i żartując...
 


Jak „Anthology” zdefiniowała na nowo historię The Beatles - Rob Sheffield

To jest miłość, która trwa wiecznie: Jak „Anthology” zdefiniowała na nowo historię The Beatles. Definitywny dokument o The Beatles, dostępny od 26 listopada na Disney+, został odrestaurowany i rozszerzony o nowy, intensywny emocjonalnie odcinek.

Jest jeden niezwykle silnie oddziaływający moment pod koniec nowo odrestaurowanej serii dokumentalnej The Beatles Anthology, kiedy George Harrison zastanawia się nad przyszłością zespołu. The Beatles będą trwać i trwać – przewiduje. W tych płytach i filmach, i wideo, i książkach, i we wspomnieniach oraz umysłach ludzi. The Beatles stało się teraz własną, niezależną rzeczą. I The Beatles, myślę, istnieje bez nas. Następnie George uśmiecha się szelmowsko i cytuje piosenkę, którą jego stary kumpel John Lennon kiedyś zaśpiewał, jeszcze w 1966 roku. „Graj w grę istnienia do końca początku” – mówi. „Jutro nigdy nie wie” (Tomorrow never knows). George nie kłamał. Wypowiedział te słowa na początku lat dziewięćdziesiątych, a jednak był to proroczy sposób na podsumowanie The Beatles.

Nikt w latach sześćdziesiątych nie mógł sobie wyobrazić, jak wielcy będą Fabs w latach dziewięćdziesiątych, tak samo jak nikt w latach dziewięćdziesiątych nie mógł przewidzieć, jak ogromni są teraz. [Znakomicie to pokazuje wizualne intro każdego odcinaka, Beatlesi w kadrze wyciętym z filmu "Help!" i śpiewający tytułową piosenkę oddalają się, kurczą, a logo zespołu rośnie, rośnie i rośnie].
Kiedy oryginalna Anthology zadebiutowała jako miniserial telewizyjny w listopadzie 1995 roku, przerodziła się w globalne święto, z trzema najlepiej sprzedającymi się towarzyszącymi albumami i książką. [Książka to historia zespołu opowiedziana przez samych muzyków i kilka osób z jego najbliższego otoczenia]. W 2025 roku jesteśmy równie daleko od oryginalnej 8-częściowej Anthology, jak Anthology była od Rubber Soul czy Revolver – a jednak, chłopcy wciąż stają się coraz bardziej żywotni i wpływowi. Jutra rzeczywiście nikt nie zna
Anthology wreszcie powraca po długim oczekiwaniu, debiutując na platformie Disney+ 26 listopada.
Została cyfrowo odrestaurowana i rozszerzona przez zespół WingNut Films Petera Jacksona, używając tej samej technologii, której użyli do Get Back, co olśniło fanów cztery Święta Dziękczynienia temu, w 2021 roku. Giles Martin zremasterował muzykę i wyprodukował nowy album Anthology 4. Jest też intensywny emocjonalnie, nowy Odcinek Dziewiąty, skupiający się na trzech żyjących członkach zespołu, którzy spotykają się na początku lat dziewięćdziesiątych, aby wspólnie pracować nad tym projektem.
Anthology określa się jako definitywny dokument o The Beatles, opowiedziany przez całą czwórkę ich własnymi słowami. Częścią tego, co uczyniło go tak innowacyjnym – i co sprawia, że jest tak świeży dzisiaj – jest to, że to tylko oni. Bez narratora, bez gadających głów, bez świadectw celebrytów. Tylko Paul McCartney, Ringo Starr, Harrison, plus archiwalne wywiady ze zmarłym Johnem Lennonem, wspominający ludzi i rzeczy, które były wcześniej. Ukazuje szalone wariactwo ich życia jako zespołu, młodych chłopców zmieniających świat w zaledwie dekadę bycia razem. Jak mówi reżyser Odcinka Dziewiątego, Oliver Murray, dla "Rolling Stone": Nie mieści mi się w głowie, że George ma 24 lata, kiedy kończą Sgt. Pepper. Kiedy ja miałem 24 lata, prawdopodobnie próbowałem zrobić bongo z ziemniaka.
Ale potrzeba było trochę czasa, by byli Beatlesi zeszli się razem dla Anthology, 25 lat po frustrującym rozpadzie zespołu, by opowiedzieć historię swojej długiej i krętej przyjaźni. To było w pewnym sensie odważne – mówi teraz Giles Martin. To była niespodzianka dla wszystkich, łącznie z nimi samymi. Ale to był dla nich wszystkich proces oczyszczający. Myślę, że zapomnieli, jak to jest, ponieważ od ich rozpadu spadało tak wiele błota z różnych kierunków. To jest trochę jak znalezienie starego albumu ze zdjęciami, patrzenie na fotografie, a następnie uświadomienie sobie, że właściwie miałeś niesamowitą relację z tą osobą.

Kiedy dokument Anthology zadebiutował w 1995 roku, był szokiem kulturowym. Zdefiniował The Beatles, jakich znamy od tamtej pory – nie jako wydarzenie, które miało miejsce w latach sześćdziesiątych, ale jako ciągłe zjawisko, które stale rośnie i ewoluuje. W Odcinku Dziewiątym, żyjący członkowie zespołu wyznają, że nawet oni nie potrafią wyjaśnić zdumiewającego życia pozagrobowego zespołu – są szczerze zdziwieni, jak bardzo świat ich kocha. Ponieważ minęło 30 lat, wszystko staje się 
dość legendarne – mówi Paul. Trochę ZA BARDZO legendarne jak na nasz gust, ponieważ wciąż tym żyjemy.

 Anthology w końcu uratowała The Beatles przed latami sześćdziesiątymi. Przez zbyt długi czas historia Fabsów była przedstawiana z mdłym poczuciem nostalgii – bajką ze starych dobrych czasów. Ale kiedy Anthology pojawiła się w latach dziewięćdziesiątych, istniała już nowa generacja fanów The Beatles, zbyt młoda, by odnosić się do tej nostalgii, lub by myśleć o tej muzyce jako o czymś z przeszłości – ponieważ The Beatles byli bardziej żywi, wpływowi i ambitni niż kiedykolwiek, w każdym zakątku świata muzyki. Jak powiedział Raekwon z Wu-Tang Clan: The Beatles to ponadczasowi goście robiący ponadczasowe rzeczy.
   W tamtym czasie ludzie byli oszołomieni, jak bardzo pokochali Anthology – pewnie, wszyscy spodziewali się, że im się spodoba, ale nie aż tak. Jest (i była) to radość, z którą można spędzać czas, niezależnie od tego, czy włączysz ją w losowym miejscu, czy obejrzysz całe dziesięć godzin. Tyle historii. Tyle śmiechu. Okazjonalni fani w jedną noc zamieniali się w obsesyjnych geeków. Wszystkie trzy albumy – odrzuty, dema, surowe nagrania live, rozmowy studyjne – stały się megahitami sprzedażowymi, w czasach, gdy ludzie płacili pieniądze za muzykę. Do licha, to nie przypadek, że rok 1997 był jednym z najlepszych w historii dla rockowych albumów – każdy zespół stworzył swoją kolejną płytę pod wpływem magii Anthology.
   Ale program pilnie potrzebował technicznego ulepszenia. Większość fanów prawdopodobnie nie oglądała go od lat, ponieważ był dostępny tylko na starych kasetach VHS i płytach DVD, gdzie archiwalne nagrania z biegiem lat wyglądały coraz gorzej. Nowa wersja wyrosła z projektu Get Back, kiedy Jackson i jego zespół Wingnut wzięli godziny wcześniej nieużywanego materiału i oczyścili go, czyniąc The Beatles głośnymi, wyraźnymi, śmiejącymi się i kłócącymi razem. Martin mówi: Anthology była organicznym procesem robienia Get Back, a Peter Jackson i zespół powiedzieli: 'Może powinniśmy rozważyć ponowne zrobienie Anthology 30 lat później. Martin użył technologii de-mixingu dla muzyki. Słynny koncert na Shea Stadium, zagłuszony przez 56 000 krzyczących fanów, brzmi teraz zaskakująco czysto. Chciałbym powiedzieć: Brzmi tak, jakbyś tam był', ale oczywiście, gdybyś tam był, nie słyszałbyś nic.   
Dla Martina to moment zatoczenia koła. Był nastoletnim uczniem swojego ojca przy Anthology za pierwszym razem, lata po tym, jak George Martin produkował zespół.  
Pierwszy raz, kiedy przyjechałem na Abbey Road z tatą, był z powodu Anthology – mówi Giles. To był pierwszy raz, kiedy usłyszałem taśmy i byłem zahipnotyzowany. Po prostu nie mogłem uwierzyć, jak dobrze brzmiały – pamiętam, jak grali mi ‘A Day in the Life’ na taśmie czterościeżkowej w tamtym pokoju. To jest dla mnie prawdopodobnie dość przejmujące, ponieważ od tamtej pory moją ambicją we wszystkim, co robiłem z The Beatles, jest próba osiągnięcia tego uczucia.


    Prawa ręka zespołu, Neil Aspinall (na zdjęciu z Beatlesami), rozpoczął projekt Anthology w 1970 roku, zbierając nagrania w dokument, który planował nazwać The Long and Winding Road. Ale w tamtych czasach ostatnią rzeczą, jaką chcieli byli Beatlesi, było powracanie do przeszłości. Byliśmy wtedy w stanie wojny – mówi Paul w Odcinku Dziewiątym. George, siedzący tuż obok niego, dodaje: Niewiele rozmawialiśmy. (Z wyjątkiem piosenek takich jak „Sue Me Sue You Blues,” „How Do You Sleep?,” „Dear Friend,” „Early 1970,” „God,” i wielu innych solowych piosenek, które kierowali do siebie nawzajem). 
 
Ich rany zaczęły się goić przez lata – kiedy John i Yoko na jakiś czas się rozstali, to Paul był tym, którego wysłała do L.A., aby doradził mu, jak ją odzyskać. George, Paul i Ringo jammowali na weselu Erica Claptona w 1979 roku. (John był wściekły, że nie został zaproszony.)
Ale, jakkolwiek wydaje się to teraz dziwne, nigdy po 1969 roku nie było ani jednej chwili, w której cała czwórka Beatlesów postawiłaby stopę w tym samym pokoju. Myśleli, że mają czas. Nie mieli.
Wszelkie marzenia o zjednoczeniu, osobistym czy twórczym, umarły w grudniu 1980 roku, kiedy John został zamordowany przez anonimowego zabójcę w Nowym Jorku. Dekadę później, w 1991 roku, brytyjscy reżyserzy Bob Smeaton i Geoff Wonfor zaczęli rozszerzać odłożony na półkę film Neila Aspinalla w coś nowego, a żyjący Beatlesi wreszcie byli gotowi, by opowiedzieć swoją wersję historii.
   George i Paul od czasu do czasu jadali ze sobą obiady – mówi Martin. Na pewno utrzymywali ze sobą kontakt. I to jest to, czego ludzie nie rozumieją – myślą, że byli na wygnaniu przez te wszystkie lata. Ale zrobienie Anthology to inna sprawa – to bycie na równym gruncie, jeśli wolisz. Widać, że jest to dla nich odświeżające, ponieważ, jak zawsze mówili, tylko cztery osoby wiedziały, jak to jest być w The Beatles. 
  Oczywiście, wciąż mieli swoje konflikty – było to zaledwie kilka lat po tym, jak Paul zbojkotował ceremonię wprowadzenia ich do Rock & Roll Hall of Fame z powodu sporów finansowych. Dokument stał się Anthology zamiast The Long and Winding Road – George nie mógł znieść nazwania go tytułem piosenki Paula. Yoko ostatecznie oglądała go ze stoperem, aby zmierzyć, ile czasu ekranowego dostał Paul w porównaniu do Johna. Mimo to, grupa nadal dzieliła swoją nierozerwalną więź. Kiedy uporaliśmy się z naszymi problemami biznesowymi, postanowiliśmy spróbować zrobić definitywną historię The Beatles - wyjaśnia Ringo w filmie. Ponieważ inni próbowali, pomyśleliśmy, że może lepiej będzie, jeśli zrobimy to od środka, a nie z zewnątrz. Słyszeliśmy to od wszystkich innych – teraz możecie usłyszeć to od nas.  
 
   Nowy Odcinek Dziewiąty pokazuje żyjących członków zespołu (Threatles - gra słów) w latach dziewięćdziesiątych, jak zbierają się, by pracować nad Anthology i grać niektóre niedokończone piosenki, które pozostawił John. „Free As A Bird,” „Real Love” i „Now And Then” były domowymi demami nagranymi w Dakocie pod koniec lat siedemdziesiątych, z kasety dostarczonej przez Yoko. „To było emocjonalne, słuchając taśmy po raz pierwszy” – mówi Paul. „Powiedziałem Ringo, ostrzegłem go: 'Lepiej miej przygotowaną chusteczkę, kiedy będziesz tego słuchał.' Ponieważ to jest dość emocjonalne – słyszenie naszego starego kumpla śpiewającego tę małą piosenkę.”  
 

 
Nagrał „Free As a Bird” i „Real Love”, oba hity singlowe, ale zrezygnowali z „Now and Then” w ciągu jednego popołudnia. Pozostała dwójka nie podzielała entuzjazmu Paula do tej melodii, podobnie jak producent Jeff Lynne. Nikt nawet nie potrafił powiedzieć, co Paul w niej słyszał – ale z typową dla Macca upartą wytrwałością, odmówił porzucenia jej. „Z kimkolwiek innym, to byłby zdecydowanie koniec” – przyznaje. „Ale z The Beatles, musisz uważać – oni mogą to zrobić. Zawsze jest jakaś niespodzianka w dalszej perspektywie. Może to nie odejść, to jedno.” Paul miał rację. Dekady później, zamienił ten szkic demo w piosenkę The Beatles, na jaką zawsze zasługiwała – uduchowiony hołd dla jego starego kumpla. „Now And Then” stało się ostatnią piosenką zespołu, światowym hitem w 2023 roku.
 
 

Odcinek Dziewiąty kończy się tą samą chwytającą za serce sceną, co oryginalna Anthology: George, Paul i Ringo, siedzący na trawiastym polu, brzdąkający na gitarach i śpiewający leniwe piosenki pod słońcem. To był naprawdę miły dzień dla mnie, chłopaki – mówi Ringo. Pozostała dwójka odpowiada dowcipnymi ripostami, ale Ringo jest całkowicie szczery, nawet się nie uśmiecha. To było naprawdę piękne i wzruszające dla mnie. Lubię spędzać czas z wami dwoma.
Teraz to jest bardziej przejmujące niż kiedykolwiek, widząc ich grających na gitarze w słoneczny dzień, wylegujących się na trawniku w posiadłości George’a Friar Park. Prawdopodobnie myśleli, że będą to robić co dziesięć lat przez resztę życia. Nie mogli wiedzieć, że zaledwie kilka lat później George zostanie brutalnie zaatakowany i niemal zabity przez intruza w swoim domu, niedaleko miejsca, w którym siedzą. A zaledwie dwa lata później, Harrison odszedł, zmarł na raka w 2001 roku, w tragicznym, młodym wieku 58 lat. 
 

 

Odcinek Dziewiąty musiał oferować nową warstwę autorefleksji – mówi Oliver Murray. Ma inny rytm niż pozostałe, po prostu dlatego, że został zrobiony później. To jest ‘odcinek coda’. Moim przewodnim celem było przyjrzenie się temu, jak się czuli, będąc Beatlem. Ile kosztowało bycie Beatlem? Myślę, że momentami jest dość melancholijny. Ich wspólna historia wciąż wydaje się bolesna na ekranie. To jest jak żywa rozmowa między nimi – mówi Murray. To nie była jakaś pogawędka przy kominku, podczas której myślą o przeszłości i tej odległej rzeczy, w której byli. To jest coś, co noszą, a czasami jest to ciężkie. Więc Odcinek Dziewiąty, mam nadzieję, daje przestrzeń, aby obserwować ich zaglądających do wnętrza, zamiast tylko mówiących na zewnątrz.”
 
 
 Bardziej niż cokolwiek, Anthology jest historią przyjaźni – John, Paul, George i Ringo to najsłynniejsza przyjaźń w naszej kulturze, czwórka, która symbolizuje wzloty i upadki bycia w grupie. Dlatego Paul wychodzi na scenę przez całą jesień, podczas swojej niesamowitej obecnej trasy, i śpiewa wyznanie Johna z 1965 roku „Help!” po raz pierwszy od rozpadu The Beatles. To jest wrażliwy moment: Paul, po osiemdziesiątce, wraca do piosenki, którą jego najlepszy przyjaciel śpiewał w wieku dwudziestu kilku lat, wciąż próbując zrozumieć ból Johna, wciąż próbując uleczyć ich zerwaną więź. Ma tak wiele własnych hitów, które mógłby wykonać zamiast tego. Ale w głębi serca, wciąż śpiewa dla Johna. 
 

Oczywiście, śmierć Lennona prześladuje wszystkich w Anthology. Brakuje mi Johna – mówi George w nowym odcinku. Ponieważ The Beatles przeszli przez wiele dobrych czasów, ale także przez burzliwe czasy, i jak wszyscy wiedzą, kiedy się rozstaliśmy, wszyscy byli sobą trochę zmęczeni. Ale dla Ringo, Paula i mnie, mieliśmy okazję, aby to wszystko spłynęło rzeką i pod mostem, i abyśmy znów się spotkali w nowym świetle. I trochę mi przykro, że John nie mógł tego zrobić. Myślę, że naprawdę cieszyłby się tą okazją, by znów być z nami.
Śmiech i koleżeństwo Fabs jest tak zaraźliwe przez wszystkie dziewięć odcinków, jak słynny moment, kiedy Paul broni Białego Albumu. (Był świetny! Sprzedał się! To jest cholerny Biały Album The Beatles! Zamknij się!) Ale jest też pełen bólu serca, jak wtedy, gdy Ringo wspomina, jak zrezygnował i powiedział kolegom z zespołu: Czuję się niekochany i poza tym, a wy trzej jesteście naprawdę blisko. Każdy z nich odpowiedział: Myślałem, że to wy trzej. George jest mistrzem złośliwych, krótkich tekstów. Ale w nowym odcinku, kiedy oskarżają McCartneya o ciągłe zrzędzenie na innych, by pracowali ciężej, Paul odpiera: Ja lubię The Beatles. Lubię pracować z The Beatles. Nie wstydzę się tego. To jest to, co kocham w życiu – to całe robienie muzyki. 
 
 
Odcinek Dziewiąty może kończyć serię, ale to nie jest koniec
– mówi Murray. Mam nadzieję, że to jest przekaz i rozmowa między jednym pokoleniem a następnym, ponieważ chciałem zostawić tyle samo pytań, co odpowiedzi. Kiedy patrzysz na The Beatles, mówi to nam tyle samo o tym, gdzie my jesteśmy kulturowo, jak o samych The Beatles. Fakt, że to dziedzictwo wciąż żyje i ma się dobrze, jest zdumiewający. Oni są swego rodzaju językiem kulturowym, który jest przenoszony z jednego pokolenia na drugie, a teraz jest w wodzie gruntowej. I wszyscy pijemy wodę Beatle, czy o tym wiemy, czy nie. 

Giles Martin zremasterował muzykę, w tym występy na żywo. Audio z koncertów było naprawdę wyzwaniem
– mówi. Próbowałem tego trochę, kiedy robiliśmy Eight Days a Week z Ronem Howardem [w 2016], potem Beatles ’64 [w 2024], z Shea Stadium, koncertem w Waszyngtonie, Budokanem. Następnie użyłem technologii de-mixingu, którą opracowaliśmy z Peterem. Oczywiście, nic nie zostało zmienione w muzyce – po prostu słyszymy więcej tego, co chłopcy faktycznie zagrali w pokoju tamtego dnia. „Wyzwanie polega na gradacji, jak dobry chcesz to zrobić w porównaniu do jak rzeczywisty. A ja zawsze wybieram to, co jest najbardziej rzeczywiste, jak to tylko możliwe. Dzięki tej niesamowitej technologii mogę wyizolować głos Johna na koncercie w Waszyngtonie – mogę słyszeć tylko Johna. Nikt wcześniej tego nie słyszał.
 

W rezultacie, materiał na żywo naprawdę oddaje surową, pierwotną energię chłopaków. „Właśnie tak brzmieli” – mówi Martin. „Ja niczego do tego nie dodaję. Z pewnością nie ma jakiejś wtyczki wydajności, którą mogę włączyć, która sprawia, że są lepsi. Oni są po prostu naprawdę dobrzy – jedyna różnica polega na tym, że teraz możesz usłyszeć, jak są naprawdę dobrzy. To jest jak wtedy, gdy wyczyszczono Kaplicę Sykstyńską, odkryto, że Michał Anioł nie był tak mroczny i ponury, jak sądzono. To samo dzieje się z The Beatles – oczyszczasz ich, a zdajesz sobie sprawę, że są w zasadzie jak punkowy zespół grający na żywo.”
Martin zremiksował wszystkie trzy albumy Anthology, pierwotnie wyprodukowane przez jego tatę, plus nowy Anthology 4. Martin mówi: To miało sens, skoro robiliśmy na nowo serial TV, aby pomyśleć też o dodatkowej płycie dla ludzi. Ma ona 13 wcześniej niesłyszanych utworów (lub 16, w zależności od tego, jak liczysz) z archiwów, głównie z lat 1964-1965, ze świetnymi wersjami „Tell Me Why,” „If I Fell” i „I’ve Just Seen a Face.” Pozostałe 20 utworów zostało zaczerpniętych ze specjalnych edycji, które Giles produkował przez ostatnią dekadę, w serii, która rozpoczęła się od boksów Sgt. Pepper i Białego Albumu. Opiera się to wyłącznie na zasadzie: 'Hej, sprawdź to – fajnie się tego słucha – mówi. W ten sposób generuje się samo, w przeciwieństwie do sił rynkowych czy czegoś w tym stylu. Wszystkie cztery tomy są zebrane w 191-utworowej Anthology Collection. 

 

Za pierwszym razem, fenomen Anthology zaszokował całą branżę muzyczną – ale nikt nie był bardziej zszokowany niż żyjący Beatlesi. To musiał być ostateczny kres, prawda? Dlaczego miliony konsumentów tak chętnie kupowały ich odrzuty? Co było nie tak z tymi ludźmi? Paul zażartował: George Martin uważa, że jeśli wydamy coś po tym, będzie musiało być opatrzone rządowym ostrzeżeniem zdrowotnym. Mało wiedzieli. Nawet Martin nie mógł sobie wyobrazić, jak jego chłopcy staną się znacznie sławniejsi i bardziej kochani w XXI wieku. Zaledwie kilka lat po tym, jak wszyscy zakładali, że Anthology to koniec drogi, ich kompilacja 1 stała się najlepiej sprzedającym się albumem lat 2000., sprzedając się w liczbie około 30 milionów kopii. Wciąż idzie łeb w łeb z 21 Adele jako najlepiej sprzedający się album tego stulecia do tej pory – mimo że wszystkie piosenki były hitami, zanim Adele się urodziła. 


Na tym polega dziwny paradoks Anthology: The Beatles nigdy nie należeli do wczoraj. Ci faceci i ich piosenki zawsze należą do jutra. A jeśli chodzi o ich przyszłość, jutro nie wie ani jednej cholernej rzeczy. Są tylko dwie rzeczy, które można bezpiecznie o nich przewidzieć: pierwsza to szalone, jak bardzo ludzie uwielbiają The Beatles, a jednak - druga - zbiorowe pragnienie świata ich posiadania i słuchania wciąż rośnie. Nie mógłbym ująć tego lepiej niż George w tym odcinku – mówi Murray. The Beatles będą trwać bez całej czwórki, ponieważ należą teraz do nas. 
Ale Anthology sprowadza tę historię do tych chłopaków z Liverpoolu i unikalnej chemii czterech osób, która ich połączyła. Stali się najbliższymi przyjaciółmi, jakich kiedykolwiek miałem – powiedział Ringo. Byłem jedynakiem, a nagle poczułem się, jakbym dostał trzech braci. Naprawdę dbaliśmy o siebie nawzajem. Oglądanie Anthology oznacza nie tylko celebrowanie tej więzi, ale stawanie się jej częścią, ponieważ muzyka ożywia The Beatles.

 




                                                                         _______________




Historia The Beatles
History of  THE BEATLES