...


Moje motto, nie tylko na ten blog, to:
Kocham od zawsze The Beatles, dzisiaj 100 razy mocniej niż wczoraj oraz 100 razy mniej, niż będę ich kochał jutro.




PROSZĘ WSZYSTKICH O REKLAMĘ MEGO BLOGU. Facebook, Twitter, czaty, blogi muzyczne, maile. Pozwólcie mi dotrzeć ze swoim blogiem do wszystkich fanów The Beatles. Szczegóły współpracy - na maila blogowego, adres na dole.

Baner reklamowy do pobrania - z prawej strony obok.
Dziękuję!!!


WONDERFUL BOYS

BRIAN EPSTEIN (1964): W historii była oczywiście inna słynna czwórka – chociaż fikcyjna – i co dziwne, oni tak samo zaczęli w trójkę i całość została spełniona, gdy doszedł ten czwarty. To byli Athos, Porthos, Aramis - oraz D’Artagnan – Trzej Muszkieterowie. Byli nieco poza społeczeństwem, nonkonformistami ale w dopuszczalny dla wszystkich sposób. To w zasadzie jest esencja The Beatles. Są Brytyjczykami, mało angielscy,w sposób, który akceptują wszystkie klasy i płcie. Do tego wszystkie klasy społeczne oraz płcie uwielbiają ich. Są z Liverpoolu ze swoim ciężkim, specyficznym poczuciem humoru. Są gwiazdami pop z całym respektem do specyfiki branży, w jakiej się znaleźli.


JOHN: The Beatles i tak byli moimi wszystkimi przyjaciółmi. Miałem The Beatles i jeszcze ze trzech facetów, z którymi byłem naprawdę blisko.






JOHN: Na świecie jest może około 100 osób, które rozumieją naszą muzykę. George, Ringo i kilku naszych przyjaciół na całym świecie. Niektórzy artyści, którzy nagrywają nasze piosenki, zupełnie nie mają pojęcia jak je interpretować. Keely Smith nie dodała niczego do naszej kompozycji, tylko kilka trąbek. Nie lubiłem wersji 'Yesterday' w wykonaniu Matta Monroe ale wersja Marianne Faithfull już podobała mi się... Kiedy piszemy z Paulem piosenki staramy się w nich coś zawrzeć, coś w co wierzymy - prawdę. Nigdy nie można wyrazić się w 100% ale jeśli już coś trochę z tego nam wyjdzie, to ok. Staramy się przekazać ludziom uczucia - nie muszą rozumieć muzyki jeśli tylko potrafią poczuć z nich emocje. To tylko jeden z powodów, dla których fani nie rozumieją naszej muzyki ani tego co próbujemy im przekazać. Właśnie taki brak emocjonalnego zaangażowania dostrzegamy w wielu wykonaniach naszych piosenek. Są zbyt starzy by zrozumieć emocje zawarte w piosenkach The Beatles. Tak naprawdę tylko Beatlesi są jedynymi ludźmi potrafiącymi grać muzykę The Beatles.


MAUREEN CLEAVE (na zdjęciu niżej obok całej czwórki): Z całą pewności The Beatles znaleźliby się tam gdzie są w taki czy inny sposób. Swoimi drogami. Twardzi, mocni, asertywni, tacy są i oczywiste jest to, że nie mogą być na zawsze zanurzeni w swoją korporacyjną identyfikację.
Nie możemy – powiedział John Lennon – iść ciągle naprzód trzymając się we czterech za ręce. Byliśmy Beatlesami w najlepszy sposób, jaki znaliśmy – czterech wesołych chłopaków. Ale my już nie jesteśmy tymi samymi ludźmi. Jesteśmy już dojrzałymi facetami. Nie potrafimy już skakać w ‘Top Of The Pops’. Nadal nas to bawi ale czasami czujemy się w tym wszystkim zwyczajnie głupio. Nie potrafimy rozwijać naszego śpiewu ponieważ nikt z nas nie umie śpiewać w harmonii. Musimy znaleźć sobie coś innego ro roboty. Paul nazywa to skończeniem szkoły i poszukiwaniem następnie pracy. To jest jak szkoła, ponieważ masz grupę, na którą możesz liczyć, i nagle jesteś sam, zdany tylko na siebie samego.
  Cokolwiek nie znajdziemy, włożymy w to taką samą energię jak w bycie Beatlesami.  Dlatego właśnie uczę się techniki nagrywania, pisania, malowania. Może coś z tego wybiorę?
Czynnikiem wiążącym The Beatlesów nie jest ich praca, ale przyjaźń. Z tego powodu ich separacja nigdy nie będzie absolutna. Szukają oczywiście teraz nowych przestrzeni dla siebie, bo wszystkie stare już przemierzyli. ’Bycie Beatlesem do końca życia nie jest celem samym w sobie’ mówi George Harrison
‘Nie należy się martwić, mówi John, jeśli społeczeństwo odrzuci to co robię. Może się nagle okazać, że nic pożytecznego nie umiem robić. To co zrobiłem jest fajne, więc wiem, że w jakiś sposób użyteczny  byłem, muszę więc robić jeszcze coś innego. Jeśli znowu zaliczę upadek, to cóż, przynajmniej zostaną miłe wspomnienia.
Maureen Cleave , New York TImes Magazine: Old Beatles—A study in paradox. (1966)

RINGO: Między nami czterema było wiele bardzo cudownych wzruszających momentów. Pokój w hotelu, jakiś tam, , tu i tam - ta naprawdę niesamowita więź. Czterech facetów, którzy tak naprawdę się kochali. To było całkiem niebywałe. 


CHRIS CHUTCHINS (dziennikarz, pisarz, przyjaciel Beatlesów): Kiedy byliśmy w Nowym Jorku, Beatlesi prawie cały czas spędzali go w swoim apartamencie, łącznie z wieczorami. Razem z Neilem Aspinallem udaliśmy się do kina by obejrzeć film 'Spartacus'. Kiedy wróciliśmy, stałem już przy swoich drzwiach, zamierzając otworzyć pokój gdy usłyszałem jak Neil szepce: 'Chodź i spójrz na to'. Przez drzwi do wielkiego salonu Beatlesów ujrzeliśmy przedziwny widok. W linii stało pięć foteli, na których siedzieli wszyscy czterecj Beatlesi oraz ich menadżer Brian Epstein. Wszyscy wyglądali na zastygłych w miejscu. Człowiek stojący tam na końcu rzędu , pod ścianą, pchnął najbliższego Beatlesa, ten wpadał na kolejnego jak w kostkach domina a ostatni wśród salwy śmiechu runął na podłogę Brian. To była tak surrealistyczna scena, bardzo dziwna, tym bardziej człowiekiem, który który to zrobił był Bob Dylan.


JOHN: Pomimo wszystko The Beatles naprawdę potrafili grać muzykę, jeśli nie było napięć. Jeśli mam jakiś pomysł, to Ringo wie co ma robić. Robi to dobrze i o to chodzi. Graliśmy ze sobą tak długo, że wszystko pasuje. To, czego czasami mi brakuje, to owo spojrzenie lub jakiś dźwięk, po którym wiem, że oni z marszu wiedzą bezbłędnie o co mi chodzi i co jest grane.

RINGO: Czułem, że po prostu między nami czterema jest jakaś magia i telepatia. Kiedy pracowaliśmy w studiu, to czasami było  coś... naprawdę nie do opisania. Wprawdzie było nas czterech, ale jakby to była jedna osoba.
GEORGE: W jakiś sposób The Beatles dotarli do większej ilości ludzi, do większej ilości narodowości, do większej ilości zakątków niż inne zespoły. Jeśli się posłucha obecnej muzyki, to okazuje się, że wszystkie dobre rzeczy są ukradzione od The Beatles. Większość dobrych zagrań, riffów, pomysłów czy tytułów. The Beatles są plądrowani od 30 lat.
  Myślę, że daliśmy nadzieję fanom The Beatles. Daliśmy im pozytywną energię, przekaz, że czeka nas słoneczny dzień, że przyjdą dobre czasy i że każdy jest panem samego siebie. Wiele piosenek niosło takie właśnie przekazy.  
 
GEORGE: Była to głównie miłość jednostronna. Ludzie dawali swoje pieniądze i gardła, a The Beatles dawali coś, co znacznie trudniej oddać - swoje systemy nerwowe.
  Na swój sposób pomagaliśmy wyciszać w miejscach, do których docieraliśmy, albo kierowaliśmy pozytywną energię, ale sami byliśmy w oku cyklonu.
JOHN: Elvis? Zobaczyliśmy wystarczająco dużo o nim w czasie naszej ostatniej trasy, by zdać sobie sprawę, że wcale nie jest taki głupi. Spytałem go, czy ma jakieś nowe pomysły na swoje filmy. Wraz z pułkownikiem Tomem wytłumaczyli na, że na razie po prostu zrezygnowali z filmów typu "Kowboj spotyka kowboję', gdyż tylko tracili na nich forsę. Jest jedna niedobra rzecz z Elvisem. Jest trochę kwadratowy.


 


JOHN (zapytany co sądzi o tym, że klub Cavern w Liverpoolu ma być zamknięty): Ktoś podszedł do mnie któregoś dnia i spytał co zrobiłem dal klubu, który nas stworzył. Odparłem, że to właśnie my stworzyliśmy ten klub, a nie odwrotnie.

Na pytanie dziennikarza magazynu, co sami Beatlesi sądzą o reporterach, JOHN odpowiada: Jesteśmy w stanie dostrzec tych dobrych nawet w zatłoczonym hallu. Czasami powiesz coś, co tylko jeden lub dwóch jest w stanie opublikować. Widziałem już wielu dziennikarzy, by rozpoznać tych, którzy wiedzą dokładnie kim jesteśmy. 
Wtrąca się PAUL: Lepiej mu powiedz, że on jest wśród tych dobrych, inaczej zranisz jego uczucia.
JOHN: Nie byłoby go tutaj, gdyby nie należał do nich.
George, Paul, Ringo, John, z tyłu Derek Taylor, Brian Epstein i Mal Evans

 MÓZG THE BEATLES
 SERCE THE BEATLES
 OSOBOWOŚĆ ORAZ DUSZA THE BEATLES
 
GEORGE: Jako zespół byliśmy ze sobą bardzo blisko. Można to o nas śmiało powiedzieć - byliśmy bliskim przyjaciółmi. Mogliśmy się bardzo kłócić między sobą, ale byliśmy bardzo zżyci. Zawsze trzymaliśmy się razem, gdy byliśmy wśród innych ludzi lub w różnych sytuacjach. Jeśli kłóciliśmy się, to z reguły chodziło to o miejsce w furgonetce, o to kto będzie siedział obok kierowcy, bo reszta musiała siedzieć na kole lub na podłodze przez całą drogę do Szkocji czy gdzieś tam. Rzucaliśmy się na siebie, popychając i protestując: "teraz moja kolej na siedzenie z przodu!".


Muzyczny blog  Historia The Beatles  Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz