W tamtym czasie wydawało się, że Jenny i ja wiemy dokładnie, o czym myśli druga. Często śniłyśmy o sobie nawzajem, a osiem na dziesięć razy dzwoniłyśmy i okazywało się, że to, co wydarzyło się we śnie, miało miejsce w rzeczywistości. To było całkiem niesamowite – czas niezwykłej psychicznej bliskości między nami. Nasze jednoczesne zwrócenie się ku wschodniej filozofii było przedłużeniem tego.
Plan zakładał, że pobędziemy w Akademii Medytacji w Rishikesh przez dwa lub trzy miesiące. To był długi czas, żebym jako modelka była poza obiegiem, ale George nigdy nie lubił mojej pracy, a ja starałam się ograniczać liczbę zleceń. Nigdy do końca nie wiedziałam, co w tym mu przeszkadzało. Podejrzewam, że był po prostu produktem swojego wychowania i chciał, by żona była w domu z dziećmi, czekała na niego z obiadem na stole, kiedy wracał z pracy. Moja kariera zabierała mnie z domu i wyrywała z jego łóżka o nienaturalnej porze; sprawiała, że inni mężczyźni na mnie patrzyli, co mu się mogło nie podobać – był dość mizoginiczny – i być może obawiał się, że jeśli stanę się bardziej znana, podsyci to publiczne zainteresowanie nami, od którego zawsze próbował uciec. Ale kiedy zrezygnowałam z modelingu, straciłam ważną część mojej tożsamości, poczucie własnej wartości, niezależność i pewność siebie.
Z Delhi pojechaliśmy taksówkami w sześciogodzinną podróż do Rishikesh. Droga była pełna rowerów i wozów ciągniętych przez woły, osłów i świętych krów. Panował tam harmider, a w powietrzu unosił się zapach obornika i przypraw. Gdy opuszczaliśmy miasto, wzbijał się kurz, a przez niego widziałyśmy kobiety pracujące na polach w jaskrawych sari – czerwonych i żółtych, fioletowych i zielonych. Mijałyśmy pola pszenicy, góry i rzeki – to była niesamowita jazda.
Rishikesh
leży malowniczo nad Gangesem, w miejscu, gdzie rzeka wypływa kaskadami z
Himalajów na równiny. Aśram znajdował się na szczycie wzgórza z
widokiem na miasteczko i rzekę; powietrze było czyste i świeże,
przesycone zapachem kwiatów. Zajmował około osiem lub dziesięć akrów,
otoczony wysokim ogrodzeniem i kłódkami na bramach. W środku pokazano
nam mały domek Maharishiego, pocztę, wspólną jadalnię, salę wykładową i
serię kamiennych cha-letów, w których się zatrzymaliśmy; miały płaskie dachy, na których opalaliśmy się.
Maharishi i starsi przywitali nas i zaprowadzili do naszych pokoi. Na początku dzieliłam jeden z George’em. Był skromnie umeblowany, z dwoma wąskimi łóżkami, ale przeszkadzaliśmy sobie nawzajem w medytacji, więc ostatecznie każdy miał swój pokój; John i Cynthia początkowo mieszkali obok nas, ale nie dogadywali się – John poznał Yoko Ono – i po tygodniu lub dwóch przeprowadził się do osobnego pokoju. Bardzo mi było żal Cynthii: dostawał prawie codziennie listy od Yoko z treściami w stylu: „Jeśli spojrzysz w niebo i zobaczysz chmurę, to ja ci wysyłam miłość”.
Po śniadaniu dostawaliśmy plan dnia, który w większości sprowadzał się do medytacji i wykładów Maharishiego. Odbywały się one w dużej zadaszonej przestrzeni z platformą zawsze udekorowaną kwiatami, gdy przemawiał. Dla mnie jednym z największych objawień była koncepcja reinkarnacji, którą wyznawał. Nie przyszło mi do głowy, że życie może trwać w innej sferze. Myślałam, że po śmierci to koniec. Z latami, gdy umierali przyjaciele, ta wiara stała się dla mnie wielką pociechą.
W aśramie było nas pewnie około sześćdziesięciu – ciekawa mieszanka ludzi z całego świata: ze Szwecji, Wielkiej Brytanii, Ameryki, Niemiec, Danii – i wszyscy byli tacy mili. Mimo to czuliśmy się odcięci od reszty świata, więc zawsze ekscytujące było przyjście listów – moja mama regularnie pisała z nowinami z domu – lub przyjazdy nowych osób. Jednym z nowicjuszy był Donovan z menedżerem „Gipsy Dave”. Znaliśmy Donovana od lat. Nagrywał z Beatlesami i przyczynił się do albumu Yellow Submarine. Zakochany był w Jenny – dla niej napisał „Jennifer Juniper”. Pojawił się też Mike Love, wokalista Beach Boys, oraz aktorka Mia Farrow z bratem Johnnym i siostrą Prudence.
Wykłady Maharishiego były fascynujące. Mówił o ideach stojących za medytacją i o tym, czego powinniśmy dążyć, o życiu i podróżach astralnych, które mogą zdarzyć się podczas medytacji. To jak doświadczenie poza ciałem, i przydarzyło mi się to raz w Rishikesh. Czułam, jakby mnie przeniosło do innego pokoju, po czym zdałam sobie sprawę, że jestem we własnym. George’a też to spotkało i porównaliśmy notatki. Czasem Maharishi dawał naszej grupie prywatne lekcje – tylko on i my, w tym Donovan – na świeżym powietrzu. Potem wracaliśmy do pokoi na medytację, początkowo na ograniczony czas. Stopniowo mogliśmy medytować tak długo, jak chcieliśmy, a jeśli podczas posiłków, musieliśmy uprzedzić, by zostawili jedzenie pod drzwiami. Najdłużej wytrzymałam siedem godzin, od piątej po południu do północy.
_______________











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz