
Słuchając po latach albumu 'Magical Mystery Tour', natknąłem się na niesamowite wspomnienia Pattie Boyd z lata 1967 roku. To był moment, w którym dla The Beatles skończyła się pewna epoka beztroski, a zaczęła droga ku dojrzałości i... duchowości. Podczas gdy ja w 1987 roku walczyłem z greckimi drogami w moim Maluchu, oni dwadzieścia lat wcześniej mierzyli się z odejściem człowieka, który stworzył ich legendę. Zapraszam do lektury tej poruszającej historii o Brianie Epsteinie, agresywnym tłumie w Manili i... Wenusjanach, którzy nigdy nie dotarli na seans." Tekst Pattie Boyd pokazuje nam Beatlesów w momencie ogromnej bezbronności. Śmierć Briana Epsteina, którego nazywali "tatusiem", zmusiła ich do nagłego dorośnięcia. To fascynujące, jak wielka sława mieszała się u nich z traumatycznymi przeżyciami (jak ucieczka z Filipin) i naiwnym poszukiwaniem odpowiedzi w mistycyzmie. Brian nie był tylko menedżerem – był fundamentem, bez którego zespół, mimo duchowych poszukiwań u Maharishiego, zaczął powoli zmierzać ku rozpadowi. Tutaj wszystko słowami Pattie Boyd, żony George'a, ale o tyn wszystkim 9może z wyjątkiem wątku o Wenusjanach) znajdziecie mnóstwo postów na blogu.

A potem tłum stał się lekko wrogi. Wyczuliśmy to, ponieważ kiedy jesteś na takim haju, jesteś bardzo świadomy wibracji, a my szliśmy coraz szybciej i szybciej, a oni szli za nami. Kiedy zobaczyliśmy limuzynę, przebiegliśmy przez drogę i wskoczyliśmy do środka, a oni pobiegli za nami i zaczęli kołysać samochodem, a okna były pełne tych twarzy, rozpłaszczonych o szkło, patrzących na nas. To był punkt zwrotny dla George’a. Zawsze myśleliśmy o narkotykach jako o zabawie, sposobie na poszerzenie umysłu i świadomości. To, co zobaczyliśmy w Haight-Ashbury, otworzyło nam oczy. Ci ludzie wypadli z systemu, spali pod gołym niebem i brali wszelkiego rodzaju narkotyki – niektóre z nich dziesięć razy silniejsze niż LSD. STP było jednym z nich, o czym George dowiedział się później od Mamy Cass Elliot [członkini Mamas and Papas]. W tych ludziach nie było absolutnie nic artystycznego ani kreatywnego: byli jak alkoholicy lubjacykolwiek inni uzależnieni, i to całkowicie zniechęciło George’a do całej kultury narkotykowej. Przestał brać LSD i zajął się medytacją.
Zatem Maharishi i jego nauki pojawili się w naszym życiu w odpowiednim momencie – a przynajmniej w życiu George’a – i nie tylko poprzez zapewnienie alternatywy dla narkotyków. George nie był pewien, dlaczego jest tak sławny. Wiedział, że jest utalentowanym muzykiem, ale wiedział też, że istnieją dziesiątki utalentowanych muzyków, niektórzy bardziej utalentowani od niego, a jednak to on był tym światowej sławy, który nie mógł przejść ulicą, by nie zostać osaczonym przez tłum, ani usiąść w restauracji, by ktoś nie dręczył go o autograf. Szukał wyjaśnienia, a Maharishi zaoferował praktyczny sposób dostępu do duchowości i mistycyzmu, których George doświadczył podczas naszej podróży do Indii z Ravim Shankarem.
 |
| Bangor, Walia, Fab Four i Maharishi. |
Do niedzielnego poranka w Bangor wszyscy zostali wprowadzeni w medytację transcendentalną i wierzyliśmy, że znaleźliśmy nowy sposób na życie. Wtedy zadzwonił telefon i świat wywrócił się do góry nogami. Brian Epstein nie żył. To był najbardziej szokujący, straszny moment. Paul odebrał telefon od Petera Browna. Brian został znaleziony martwy w swoim łóżku w domu na Chapel Street. Miał trzydzieści dwa lata. W tamtym momencie nie było żadnego wyjaśnienia. Byliśmy oszołomieni, gdy Paul, z twarzą bladą jak popiół, powtórzył to, co mu powiedziano.
To musiała być pomyłka. Paul i George byli w całkowitym szoku. Myślę, że nie mogłoby być gorzej, gdyby usłyszeli, że ich właśni ojcowie padli trupem. Stało się niewyobrażalne. Brian ich znalazł, uwierzył w nich, ulepił ich, uczynił milionerami i rozsławił na cały świat. Opiekował się nimi, spełniał każdą ich zachciankę, chronił ich, prowadził, doradzał im. Był ich przyjacielem, ich wsparciem, ich bohaterem. Był niezastąpiony.
Wiedzieliśmy, w zimnym, twardym świetle poranka w Bangor, że życie już nigdy nie będzie takie samo. Byliśmy na zewnątrz, tuż po śniadaniu, kiedy usłyszeliśmy nowiny. Byliśmy w drodze do Maharishiego, który miał z nami rozmawiać prywatnie – i nagle wydało się to właściwą rzeczą do zrobienia, więc dotrzymaliśmy spotkania. Potrzebowaliśmy kogoś mądrego i duchowego, kto powie nam, co myśleć. Byliśmy zgubieni. Pomyślałam nawet idiotycznie: Maharishi jest tak niesamowity, że może przywróci Briana do życia. Nie mógł oczywiście, ale był spokojny. Mówił o reinkarnacji, ale powiedział też, że negatywne uczucia będą przeszkadzać Brianowi w podróży. Jego duch był z nami, a żeby go uwolnić, musimy radować się ze względu na niego, śmiać się i być szczęśliwymi. Trudno było poczuć jakąkolwiek radość tego dnia, ale ogromną pomocą było mieć kogoś, do kogo można się zwrócić, kto z taką pewnością wiedział, jak powinniśmy sobie radzić. Nie mogę powstrzymać się od myśli, że to nie przypadek, że byliśmy z Maharishim, kiedy Brian umarł. Ktoś tam na górze się nami opiekował.
[Na zdjęciu obok pomnik menadżera Beatlesów w Liverpoolu - zdjęcie zrobione przez Autora bloga w sierpniu 2025]
Brian
zmarł z powodu przedawkowania leku na bazie bromku, który brał, by
pomóc sobie zasnąć. Inspektor policji wezwany do domu, po tym jak
sekretarz, gospodyni i lekarz Briana wyważyli zamknięte drzwi sypialni i
odkryli ciało, zgłosił znalezienie siedemnastu butelek tabletek w
szafce łazienkowej, aktówce i obok łóżka. Pytanie brzmiało, czy zmarł
celowo. Wiedzieliśmy, że Brian brał tabletki nasenne. Brał wszelkiego
rodzaju narkotyki i pił o wiele więcej, niż było dla niego dobre, ale my
wszyscy to robiliśmy. Jednak nie powinno się pić alkoholu połączonego z
tabletkami nasennymi: sugerowano, że Brian wziął kilka tabletek,
obudził się później i coś wypił, a potem wziął więcej tabletek,
zapominając, co już połknął.
Nie wierzę, że popełnił samobójstwo. Z drugiej strony nie sądzę, by był szczęśliwy i zasadniczo prawdopodobnie nigdy nie był. Był gejem i myślę, że uważał to za trudne: przyciągał niewłaściwy typ ludzi, brutalnych typów, którzy traktowali go źle, a potem zostawiali. Przez większość czasu był samotny oraz przygnębiony. Pomimo całej ich bliskości, nigdy tak naprawdę nie utrzymywał bliskich kontaktów towarzyskich ze wszystkimi Beatlesami. Urządzał szalone, dzikie, oszałamiające przyjęcia w swoim domu w Belgravia i w Kingsley Hill, swojej wiejskiej posiadłości w Sussex, na które wszyscy chodziliśmy, ale przez większość czasu zostawiał nas, byśmy robili swoje – a my zostawialiśmy go, by robił swoje. Zauważyliśmy, że stał się trochę bardziej rozluźniony w swoim życiu towarzyskim – odniosłam wrażenie, że już na niczym nie zależy mu tak bardzo, jak kiedyś.Rok wcześniej George i ja pojechaliśmy z nim na tydzień na południe Francji i to było typowe dla dawnego perfekcjonisty Briana. Miał wypracowany każdy najmniejszy szczegół, każdy posiłek, każdą restaurację, każde miejsce, które odwiedzimy. Wynajął nawet samolot, by zabrać nas na walkę byków w Arles. Ale w ostatnim roku życia, kiedy nasze życia tak dramatycznie się zmieniły, odpuścił sobie. Wiedzieliśmy, że bierze znacznie więcej narkotyków, niż było dla niego dobre, ale nie wiedzieliśmy, że spędza większość dni w łóżku, wychodząc ze swojego mieszkania tylko w nocy, ani że od miesięcy prawie nie widywano go w biurze. Przypuszczam, że byliśmy tak zaabsorbowani własnym życiem, jak to dzieci, że nie przestaliśmy się zastanawiać, co u taty. Nie wiem, czy ktokolwiek z nas płakał, gdy usłyszeliśmy nowiny w tamten niedzielny poranek, ale wiem, że ja płakałam podczas nabożeństwa żałobnego w synagodze New London w St. John’s Wood kilka tygodni później. Nie pojechaliśmy na pogrzeb, który był przeznaczony tylko dla rodziny w Liverpoolu, ale George wysłał pojedynczy słonecznik, a wspólnik Briana, Nat Weiss, wrzucił go do otwartego grobu. Na nabożeństwie żałobnym jego matka, Queenie, wyglądała na słabą i załamaną. Jej mąż, ojciec Briana, zmarł nieco ponad miesiąc wcześniej.

George był już pełen nauk Maharishiego: Nie ma czegoś takiego jak śmierć – powiedział reporterom w tamten niedzielny poranek w Bangor – tylko w sensie fizycznym. Wiemy, że teraz jest z nim w porządku. Powróci, ponieważ dążył do szczęścia i tak bardzo pragnął błogości. A nieco później powiedział to samo: I tak nie ma czegoś takiego jak śmierć. To znaczy, to śmierć na poziomie fizycznym, ale życie toczy się wszędzie. George uważał za pocieszające wierzyć, że dusza Briana pewnego dnia powróci – i zgadzałam się z nim.
Prawdziwym smutkiem dla Briana było chyba to, że kiedy Beatlesi przestali koncertować, nie potrzebowali go już tak bardzo. A w sierpniu 1967 roku, kiedy zmarł, nie koncertowali ani nie występowali na żywo od roku. Przez długi czas nienawidzili grać dla ogromnej, wrzeszczącej publiczności, ale moment krytyczny nastąpił w Manili, na koniec trasy po Niemczech, Japonii i Filipinach. Brian Epstein i Peter Brown jedli śniadanie w kawiarni swojego hotelu w Tokio, kiedy ktoś przyszedł im powiedzieć, że pani Marcos, żona prezydenta Filipin, chce zaprosić Beatlesów na lunch podczas ich wizyty w jej kraju. Brian powiedział: „My tego nie robimy. Nie chodzimy na oficjalne imprezy”. Stało się tak dlatego, że ostatnim razem, gdy na taką poszli – w ambasadzie brytyjskiej w Waszyngtonie w 1964 roku – skończyło się to fiaskiem. Było to po koncercie w Coliseum, ich pierwszym na amerykańskiej ziemi, a ambasada roiła się od reporterów i gości. Wszyscy wypili za dużo i ciągle szarpali Beatlesów, domagając się autografów. Ktoś odciął kawałek włosów Ringo, potem John zaklął i wyszedł. Brian zdecydował, że w przyszłości nie będą robić niczego, czego on nie zaaranżował.

Kiedy Beatlesi przylecieli do Manili, skonfiskowano ich bagaże. Byli przerażeni, że zostaną aresztowani za posiadanie narkotyków – ich obawy były nieuzasadnione. Dzień po koncercie ktoś przyjechał do ich hotelu i powiedział, że przyjechał zabrać ich do pałacu na lunch. Brian wyjaśnił, że odrzucili zaproszenie. „Ale musicie jechać” – powiedział wysłannik. Brian był nieugięty, że nie pojadą, po czym otrzymał telefon od brytyjskiego ambasadora sugerującego, by ponownie to przemyślał. Brian uparł się i nie opuścili hotelu. Przez cały ten czas w ogólnokrajowej telewizji, którą George i inni oglądali w swoim apartamencie, podawano informację, że Beatlesi są oczekiwani w pałacu, ale jeszcze się nie pojawili. Potem, w miarę upływu czasu, wiadomość ta zamieniła się w: „Beatlesi lekceważą Pierwszą Rodzinę”.
Następnego ranka mieli odlecieć i po przebudzeniu odkryli, że cała ochrona została wycofana, nie było obsługi pokojowej, a wszelkie udogodnienia były niedostępne. Nie było samochodu ani taksówki, która mogłaby zabrać ich na lotnisko. W końcu znaleźli dwa pojazdy: Neil, Mal i Tony Barrow, oficer prasowy Beatlesów, pojechali jednym, a Beatlesi, Brian i Peter drugim. Kiedy dotarli na lotnisko, nikt nie chciał pomóc z bagażami, a tłum buczał. Młodzi ludzie krzyczeli i próbowali ich złapać, ale starsi ich bili, rzucali cegłami i kopali. Kiedy znaleźli drogę do właściwej bramki, zostali umieszczeni w przeszklonym pomieszczeniu, wystawieni na widok ludzi na antresoli. Pracownicy ochrony, którzy skonfiskowali ich torby przy wjeździe do kraju, weszli, by ich popychać. Zbiry miały broń, a otoczenie Beatlesów było przerażone. Kiedy Mal, postawny facet, został powalony, zrobiło się paskudnie. Odlatywali lotem KLM do Indii i martwili się, że samolot wystartuje, zanim zdołają wejść na pokład.
W samolocie w końcu wezwano pana Epsteina i pana Evansa do wyjścia. Brian to załatwił, ale kosztowało go to wszystko, co grupa zarobiła w Manili. Stres sprawił, że dostał pokrzywki. Wtedy George powiedział, że nigdy więcej nie chce jechać w trasę. Bycie osaczonym, bo ludzie cię kochają, to jedno; bycie osaczonym, bo cię nienawidzą, to co innego. Jedyną dobrą rzeczą, jaka wynikła z Manili, był piękny szmaragdowy pierścionek, który George przywiózł mi do domu wraz z wspaniałymi czarnymi perłami.
Ostatni występ na żywo dali w Candlestick Park w San Francisco w sierpniu 1966 roku. Od tego czasu Beatlesi pisali piosenki i nagrywali albumy. I rola Briana się zmieniła. Nigdy nie był potrzebny w studiu nagraniowym – to była domena George’a Martina, producenta płytowego Beatlesów. Chociaż nadal polegali na nim przy załatwianiu wszystkiego w ich życiu osobistym, jego codzienny kontakt z nimi zmalał. Miał mnóstwo innych osób pod opieką, ale Beatlesi stawali się niezależni. Imperium Briana, NEMS Enterprises, było ogromne i podpisał kontrakty z wieloma innymi artystami, w tym z Cillą Black (na zdjęciu wyżej), Gerry and the Pacemakers i Billym J. Kramerem, ale Beatlesi byli wyjątkowi. Przez pięć lat byli jego życiem i nagle prawie ich nie było.
Wkrótce po śmierci Briana pewna para napisała do George’a i Johna, mówiąc, że Brian próbuje się z nami skontaktować. Żona była medium i mogła przeprowadzić seans. Ale, jak powiedzieli, było niezmiernie ważne, abyśmy nikomu o tym nie mówili, ponieważ dołączą do nas Wenusjanie, a jeśli ktokolwiek dowiedziałby się o ich wizycie, wojsko próbowałoby ich zabić. Mówili, że ostatnio było wiele obserwacji Wenusjan i że będą podróżować swoim statkiem kosmicznym V6. Pomyśleliśmy, że brzmi to ekscytująco, więc John, Cynthia, George i ja pojechaliśmy do East Grinstead w West Sussex, gdzie para przekształciła ogromny wiejski dom w spa.
Czekając na przybycie Wenusjan, żona wyjaśniła, że wcześniej mieszkała w Londynie. Pewnego dnia w oknie pojawiła się mała osóbka i powiedziała: „Zostałaś tu wysłana, aby pomagać ludziom, kiedy tylko możesz”. Więc ona i jej mąż kupili dom i zamienili go w uzdrowisko, aby spełnić jej przeznaczenie. Czekaliśmy i czekaliśmy. Nie było śladu Wenusjan. Czy byliśmy pewni, że nikomu nie powiedzieliśmy? Tak. Wtedy mąż usiadł przed dużym staroświeckim radiem, jak z filmu z lat 40., założył słuchawki i majstrował przy gałkach, mówiąc rzeczy w stylu: „V6, V6, zgłoś się, V6…”. Wenusjanie, ogłosił, powiedzieli, że jednak nie przylecą, ale skontaktują się z nami innym razem. On i jego żona byli tak rozczarowani, ale my nie śmieliśmy na siebie spojrzeć ze strachu przed wybuchem śmiechu.
Zaprowadzono nas do dużego ciemnego pokoju, gdzie usiedliśmy wokół okrągłego stołu. Nagle żona zaczęła mówić dziwnym głosem, jakby opanował ją duch. Mówiła o ludziach po drugiej stronie, o ludziach, którzy się zgłaszają, którzy chcą z nami rozmawiać. Powiedziała, że jest z nią Brian. Mówił, że wszystko u niego w porządku, mamy się o niego nie martwić – i chciał, żebyśmy wiedzieli, że nie popełnił samobójstwa. Tak bardzo chciałam jej wierzyć i myślę, że George też, ale pomyliła kilka rzeczy w moim przypadku; była dość dokładna w rzeczach, które mówiła Cynthii, ale John wyśmiał całą tę sprawę. Kiedy było po wszystkim i duchy ją opuściły, wyglądała na wyczerpaną. Jej mąż powiedział nam, że skoro Wenusjanie nie przybyli, nie wezmą od nas pieniędzy, i pożegnaliśmy się. Na zewnątrz wyliśmy ze śmiechu.


Kiedy śmierć Briana przerwała nasz czas w Bangor, Maharishi zaprosił nas, abyśmy zamieszkali z nim w jego aśramie w Indiach. Co roku prowadził kurs dla zachodnich gości, którzy chcieli zostać instruktorami medytacji. Żaden z nas tego nie chciał, ale chcieliśmy się jeszcze trochę poduczyć, i myślę, że Beatlesi uważali, że ich fani mogą ich naśladować, co oznaczałoby, że wykorzystują swój wpływ na młodych ludzi w dobry sposób. W
lutym 1968 roku, w towarzystwie połowy światowego przedstawicielstwa
prasy, wyruszyliśmy do Rishikesh, małego miasteczka na północy Indii, u
podnóża Himalajów. Choć pobyt w Walii był krótki, napełnił nas
podekscytowaniem tym, dokąd może nas zaprowadzić Maharishi i indyjska
duchowość. George i ja, moja siostra Jenny, John i Cynthia polecieliśmy
razem do Delhi, a Paul, Jane, Ringo i Maureen przyjechali kilka dni
później.
O tym w następnym poście ze wspomnieniami Pattie.
_______________
Historia The Beatles
History of THE BEATLES
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz