Mały odpoczynek od świata The Beatles. Pracuję aktualnie nad tekstem o nowym albumie Paula McCartney'a (jest już zamówiony), który z każdym przesłuchaniem kocham coraz bardziej. Póki co tekst niejako o moim ulubionym zespole, ELO, dokładnie to o konflikcie w moim pomiędzy Jeffem Lynne’em a Kellym Groucuttem, który należy do najbardziej
bolesnych i skomplikowanych rozdziałów w historii Electric Light
Orchestra. Była to historia przyjaźni, ogromnego sukcesu, wzajemnych
pretensji, sporów o pieniądze i prawa do nazwy zespołu, która ciągnęła
się praktycznie aż do śmierci Kelly’ego. Konflikt ten nie był tylko
sprawą finansów – wybuchł, ponieważ Kelly uważał, że jako ważny członek
ELO ma prawo do większego udziału w zyskach, podczas gdy Jeff
potraktował go jak zwykłego pracownika najemnego. Kiedy myślimy o
Electric Light Orchestra, przed oczami staje nam zazwyczaj jeden obraz:
charakterystyczne, wielkie okulary przeciwsłoneczne, burza loków i broda
Jeffa Lynne’a.
To
on był genialnym kompozytorem, mózgiem operacji i człowiekiem, który
zdefiniował brzmienie tej kosmicznej maszyny do robienia hitów. Ale ELO
nie było projektem jednoosobowym.
W
latach ich największej świetności, przypadających na lata 1974–1983, za
potężną energię na scenie i genialne, rockowe uderzenie odpowiadał ktoś
jeszcze – basista Kelly Groucutt (w clipach obok Jeffa). Prasa
opisywała rozpad zespołu pod oryginalną nazwą, powstawanie kolejnych
klonów ELO Part II, rozprawy i ugody sądowe, spory między fanami...
Dalsza część postu tutaj na moim drugim blogu, choć z racji, że bohaterem tekstu jest m.in. Jeff Lynne, postać bardzo związana z The Beatles, to mógłbym spokojnie opublikować tu tutaj.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz