Dzisiaj obiecany mój post o najnowszym albumie Sir Paula. Uzupełniany niektórymi (jest materiału o tym albumie w sieci mnóstwo). wspomnieniami Artysty i jego producenta. Miłego czytania.
Artysta: PAUL McCARTNEYAlbum: The Boys of Dungeon Lane
Data wydania: 29 maja 2026
Wytwórnia: Capitol
Producent: Paul McCartney & Andrew Watt
Długość: 47:07
Obsada:
PAUL - wszystkie wokale, gitary, gitara basowa, perkusja, instrumenty perkusyjne, instrumenty klawiszowe
Andrew Watt - gitary, instrumenty klawiszowe
Ringo Starr - wokal (10) tamburyna (1,10), perkusja (10)
Mike Davis - trąbka (4)
Chrissie Hynde – chórki (10)
Sharleen Spiteri – chórki (10)
Zawartość: (wszystkie autorstwa Paula, z wyjątkiem zaznaczonych)
1. "As You Lie There" Paul McCartney & Andrew Watt 4:45
2. "Lost Horizon" 3:04
3. "Days We Left Behind" 3:18
4. "Ripples in a Pond" 2:43
5. "Mountain Top" 3:40
6. "Down South" 2:23
7. "We Two" McCartney & Watt 3:01
8. "Come Inside" McCartney & Watt 3:14
9. "Never Know" McCartney &Watt 4:15
10. "Home to Us" (with Ringo Starr) McCartney & Watt 3:12
11. "Life Can Be Hard" 3:15
12. "First Star of the Night" 2:57
13. "Salesman Saint" 3:19
14. "Momma Gets By" 4:04
Paul i Andrew Watt
PAUL: Album naprawdę się zaczął, kiedy mój menedżer powiedział: „Czy chciałbyś poznać Andrew Watta? Wiedziałem, że jest aktywnym młodym producentem i podobało mi się jego rzeczy. Powiedziałem: „Tak, świetnie”. Powiedział: „Cóż, to tylko filiżanka herbaty. Zejdź do jego studia”... Byliśmy jak para Boys Of Dungeon Lane – mali chłopcy w piaskownicy – i dobrze się bawiliśmy... [Andrew Watt produkował między innymi Eltona Johna, The Rolling Stones, Ozzy'ego Osbourne'a. Pearl Jam, Iggy Popa a nawet ... Justina Biebera]
Watt: Nigdy wcześniej nie nagrywałem albumu z kimś, kto grałby na każdym instrumencie, i to, co on potrafi zrobić, jest po prostu niezwykłe. Zapytałem go wczoraj wieczorem, na oczach wszystkich, jak on to robi. Powiedział rzecz naprawdę urzekającą. Zamiast siedzieć i tłumaczyć komuś innemu: „Nie, nie, to idzie tak. Nie, zrób to w ten sposób”, po prostu robisz to sam i wtedy wiesz, dokąd zmierza piosenka. Wiesz, jaka ma być partia perkusji, jakiego chcesz groove'u. Po prostu dajesz z siebie wszystko, żeby wyszło dobrze. To było świetne podejście. Kiedy masz umiejętności, by zrobić to samemu, po prostu to robisz. Wiesz, jakie mają być poszczególne partie. Nie ma nikogo innego, kto potrafiłby to zrobić.
Wzruszenie towarzyszyło mi już przy pierwszych odsłuchach tych dwóch piosenek, które zdążyłem poznać wcześniej – pierwszego singla The Days We Left Behind oraz nagranego wspólnie z Ringo utworu Home to Us. Ale sam moment otwierania pudełka, odklejania folii z albumu, który – oby nie, ale przypuszczalnie – może być ostatnim dziełem Sir Paula, to było uczucie absolutnie nie do opisania.
PAUL: Wtedy Andrew nagrał riff gitarowy, bo jest świetnym gitarzystą. I w ciągu kilku dni stworzyliśmy As You Lie There. Tak zaczęła się ta podróż”. Ta „podróż” obejmowała nagrania w różnych studiach w Los Angeles, a także w należącym do Maccy studio Hog Hill Mill w Sussex oraz w starym, beatlesowskim zakątku – Abbey Road. Spośród wszystkich powstałych piosenek to właśnie pierwszy singiel "Days We Left Behind nadaje ton całości – i to on przyniósł tytuł całemu albumowi. To dla mnie piosenka bardzo wspomnieniowa. Po prostu myślałem o tych dniach, które zostawiłem za sobą. Paul przyznał, że utwór "Days We Left Behind" nawiązuje bezpośrednio do Johna Lennona i czasów na Forthlin Road. Piosenka sugeruje, że obaj twórcy napisali wtedy „tajny kod, o którym nigdy nikomu nie opowiedzieli”. W clipie wykonanie piosenki w popularnym SNL.
Watt: Days We Left Behind to jeden z klasyków w jego wielkim śpiewniku. Naprawdę poruszył tam czułą strunę i sięgnął głęboko do swojego wnętrza. Za każdym razem, gdy słyszę tę piosenkę, nawet wczoraj przed fanami, chce mi się płakać. Płakałem przy niej, gdy on gapił się na mnie i mówił: „Nie płacz. Co z tobą nie tak?”. Ona po prostu robi coś ze mną. W takim utworze nie chciałbyś słyszeć automatów perkusyjnych. Ta piosenka to gitara, pianino, harmonium, głos i bas. Nie potrzebuje wielu rzeczy; potrzebuje faceta grającego na tych instrumentach i obnażającego swoją duszę.
Watt: W 2021 roku, w nocy przed jego pierwszą wizytą, obudziłem się zlany zimnym potem, przypominając sobie, że w studio mam wyłącznie gitary dla praworęcznych. Mimo że sam jestem leworęczny, gram jak praworęczny. Mieliśmy tylko napić się herbaty, ale pomyślałem: „A co, jeśli z jakiegoś powodu będzie chciał zagrać na gitarze? A ja nie będę miał dla niego instrumentu? I przez to nie zagra? I moja szansa, żeby kiedykolwiek zagrać z Paulem McCartneyem i wreszcie, kurwa, dowiedzieć się, jak on robi ten myk w 'Blackbird' przepadnie?”. W środku nocy znalazłem firmę wypożyczającą sprzęt, która miała bas Rickenbackera, bas Höfnera, Epiphone Casino, Martina D-28 z 1969 roku – dosłownie cały jego zestaw, bo jestem świrem na punkcie McCartneya, tak jak my wszyscy. (Przepraszam, Elton John nie przestaje do mnie dzwonić, kiedy z tobą rozmawiam. Dzwoni bez przerwy, to już chyba czwarty raz, przepraszam. [Śmiech]). Przetrząsnąłem internet i napisałem do mojego asystenta, który pomaga mi w takich sprawach. Powiedziałem: „Potrzebujemy tego, tego i tego, a ja idę spać. Upewnij się, że to będzie w studio”. Sprzęt był w jakimś dziwnym mieście w Kalifornii, ale zdobyliśmy wszystko. Piliśmy herbatę, rozmawialiśmy, było naprawdę miło. I nagle on mówi: „Wiesz, piosenkę można napisać o wszystkim”. Sięgnął po gitarę i zorientował się: „Och, jest praworęczna”. Wtedy podałem mu gitarę dla leworęcznych, a on zagrał ten bardzo dziwny akord. Powiedział: „Czasami po prostu łapię losowy akord, którego nigdy wcześniej nie grałem, i zaczynam od tego”. Zagrał więc ten dziwny akord, uśmiechnął się z tym swoim chłopięcym urokiem i musiał go rozwiązać, bo brzmiał tak cholernie dziwnie w zawieszeniu. Przesunął palec o dwa progi w dół i akord się rozwiązał. Ja złapałem za gitarę, zagrałem trzeci akord i ruszyło.
PAUL: Często myślę o Johnie i George’u. Zanim powstali The Beatles, jeździliśmy autostopem. To były czasy, kiedy jeszcze można było to robić – teraz ostrzegam moje wnuki: 'Nie róbcie tego', bo na świecie jest zbyt wielu świrów... Dostałem wskazówkę od kogoś, kto powiedział: 'Zacznij w Chester – bo tam są wszystkie ciężarówki i wszystkie jadą prosto na południe (down south). To dobre miejsce, by złapać pierwszą podwózkę'.
Wielu dyskutuje o głosie McCartneya. Ja po pierwsze absolutnie pokochałem jego barwę na tym krążku. Naprawdę nie brzmi źle! Może nie jest już tak mocny i tak uderzająco podobny do dawnego „oryginału”, jak ma to miejsce w przypadku Ringo Starra czy Micka Jaggera, którzy na swoich nowych nagraniach brzmią niemal identycznie jak za dawnych, młodzieńczych lat. Głos Paula się zmienił, ale ma w sobie niesamowitą, dojrzałą magię.
Watt: Moje zadanie jako producenta zmienia się w zależności od tego, z kim pracuję, prawda?. Są albumy, na których piszę każdą piosenkę i wskazuję drogę. A są takie, gdzie po prostu podążam za artystą. A za Paulem McCartneyem idziesz wszędzie tam, gdzie on, kurwa, zechce. W końcu to Paul McCartney, więc prowadzi na każdym kroku. Ja tylko słucham i reaguję na to, co robi. Decyzje, które podejmowaliśmy, i produkcja, na którą się decydowaliśmy, były bardzo mocno podyktowane samymi piosenkami. Ten album jest bardzo różnorodny. Są tu syntezatory, automaty perkusyjne, a obok nich utwory z samą gitarą bez żadnego pogłosu czy innych efektów. Wizja tego, by Paul pozostał sobą, była dla mnie kluczowa. Nie chciałem, żebyś słuchając albumu McCartneya, powiedział: „Hej, on teraz brzmi jak Post Malone!”. Mają te same inicjały, ale nie chcemy, żeby brzmieli tak samo. Uważam, że on jest naprawdę największym żyjącym muzykiem. Nie ma nikogo, kto potrafiłby grać na instrumentach tak jak on. Chciałem, żeby to było słychać na tych nagraniach. Nie chciałem tego przykrywać toną produkcji, nieskończonym pogłosem i brudem. Siedzieliśmy tam i zmiksowaliśmy to sami. Miks jest nowoczesny, głośny. Kiedy trzeba, uderza z mocą. Kiedy trzeba mocno zarockować, rockuje ostro i ma potężne brzmienie. To nie brzmi jak lata 70. Ale byłem na tak wielu koncertach Paula McCartneya i widzę, co się dzieje, gdy gra „Jet” czy „Band on the Run”. Jeśli pisze takie piosenki, to będziemy je produkować z żywymi instrumentami, rozumiesz?.
PAUL:
"Salesman Saint"... Ta piosenka to moje wspomnienie o mamie i tacie. Urodziłem się podczas II wojny światowej i często myślę: 'Jasna cholera, posiadanie dziecka teraz jest wystarczająco trudne, ale wyobraź sobie, że wszyscy mielibyśmy świadomość, że w każdej chwili mogą spaść bomby' – a Liverpool był mocno bombardowany. Myślałem o nich, jak wychowywali dzieciaka w takich okolicznościach. Mój tata był akurat sprzedawcą bawełny, a mama pielęgniarką. Zrobili to. Poradzili sobie i wychowali mnie i mojego brata [Mike'a]. Zabierali nas do lekarzy, posłali do szkoły i robili te wszystkie rzeczy w takich warunkach. Na końcu piosenki pojawia się muzyka, którą starałem się stworzyć na wzór ich epoki.
Podsumowując: to oczywiście nie jest najlepszy album w solowej karierze Paula. Jednak mój odbiór tej płyty powędrował ostatecznie gdzieś w bliskie okolice serca. Ten materiał jest po prostu piękny. Przez najbliższe tygodnie to właśnie ten krążek będzie moją główną playlistą. Gorąco Wam polecam to spotkanie z legendą.
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz