Szukaj :

TRANSLATE - below

TRANSLATE - below
Choose Your Language

Szukaj na tym blogu

Moja lista blogów

INDIE 1968 (2) - Afera z Guru

Widok z dachu świątyni Hindu na widok miasta Rishikesh oraz rzekę Ganges. Zdjęcie Paula Saltzman, który wtedy jako młody człowiek przebywał w obozie z Beatlesami, fotografując i kręcąc. W jednym z następnych postów ciekawy z nim wywiad. Obok także jego zdjęcie na Ganges. 
Czytaj także: The Beatles - Indie 1968 (cz.1) 

JOHN: Byliśmy ram z dala od wszystkich problemów dnia codziennego. Siedzieliśmy tam, jedząc te paskudne, wegetariańskie żarcie i pisząc olbrzymie ilości piosenek... Mieliśmy niezłe wakacje, powróciliśmy wypoczęci i znowu mogliśmy się bawić w biznesmenów.
PAUL:  Cóż... Jedzenie było wegetariańskie co mi teraz odpowiada, wtedy byłem przyzwyczajony do mięsa. Napisaliśmy nowe numery na kolejny album, powstały wtedy piosenki 'Ob-lad-di, Ob-la-da', 'I Will', 'Everybody's Got Something To Hide Except Me And My Monkey'. Nieco później również te, które były refleksją naszego pobytu 'Mother Nature Son' oraz 'Sexy Sadie'. Ta ostatnia to nasz komentarz do erotycznych wyczynów Maharishiego.
GEORGE: Rishikesh to miejsce niezwykłe... W tekstach piosenek, które tam powstały, oraz w ich tytułach, znalazło się wiele słów używanych przez guru. Chociażby numer 'Everybody's Got Something To Hide Except Me And My Monkey' (Wszyscy mają coś do ukrycia oprócz mnie i mojej małpy).

Ringo zrezygnował z kursu pod dwóch tygodniach. Nie mógł znieść tamtejszej kuchni wrócił z Maureen do domu, żegnany przez wszystkich z wdzięcznością, że przynajmniej podjął próbę.

RINGO: Wziąłem ze sobą dwie walizy, jedna była z ubraniami, a druga z ... fasolą w puszkach. W końcu przestało mnie to bawić, zostawiłem chłopaków, zwinąłem manatki i wróciłem do domu. Pomyślałem: może to dobre dla George'a, nie dla mnie. Gdy wreszcie wszyscy razem spotkaliśmy się w Londynie, wszyscy wprost tryskali nowymi pomysłami muzycznymi.
Siostry.Po lewej, obok Ringa Prudence, na drugim zdjęciu na pierwszym planie Mia Farrow.

PAUL: Była tam Mia Farrow i jej siostra Prudence. John napisał dla niej piosenkę "Dear Prudence", bo wpadła w panikę i nie mogła wyjść ze swego domku.
RINGO: Prudence medytowała, nie robiła nic więcej. Widzieliśmy ją ze dwa razy w czasie mego pobytu tam. Często pukaliśmy do jej drzwi, pytając: 'Żyjesz?'
JOHN: Nikt z nas nie przypuszczał, że ona całkiem zwariuje, i to po opieką  jogi Mahrishiego. Wszyscy znajomi martwili się o tę dziewczynę, ponieważ widać było, że traci zmysły. Dlatego jej śpiewaliśmy. Poproszono mnie i George'a, byśmy spróbowali wywołać ją na zewnątrz z pokoju, ponieważ nam wierzyła. Zupełnie straciła zmysły. Gdyby to się zdarzyło na Zachodzie, musiano by ją zamknąć w zakładzie. Jakoś udało nam się ją wyciągnąć z domku. Zamknęła się na trzy tygodnie w domku, bo zamierzała dostać się do Boga szybciej niż każdy z nas. Taka była rywalizacja w obozie Maharishiego -  kto szybciej będzie kosmitą (nie wiedziałem, że ja już byłem kosmitą).

PAUL: Będąc tam napisałem parę drobiazgów. Napisałem piosenkę 'I Will', ale nie miałem do niej tekstu. Napisałem też kawałek 'ob-lad-di, Ob-la-da'. Poszliśmy do wiejskiego kina, gdzie facet rozstawił przenośny ekran. Wieśniakom bardzo się to podobało. Pamiętam, że szedłem do wioski z gitarą w ręku. Grałem sobie: 'Desmond has a barrow in the market place...'
JOHN: 'The Continuing Story Of Bungalow Bill' jest o faceci, który zrobił sobie małą przerwę, aby upolować parę tygrysów, a potem wrócił aby połączyć się z Bogiem. Był ktoś taki jak Jungle Jim i skojarzyłem go z Buffalo Billem. To jest tego typu piosenka, która jest wypadkową spostrzeżeń nastolatka i żartu.
PAUL:  Ringo wrócił do domu wcześniej bo nie mógł znieść tamtejszego jedzenia a jego żona nie mogła znieść obecności much. To było zrozumiałe, bo on był na wskroś angielski. Tam podawali różne sosy i pikantne potrawy, a on ma bardzo wrażliwy żołądek (prawdopodobnie po przebytym w dzieciństwie zapaleniu otrzewnej). Maureen nie znosiła owadów, much. Jeśli w pokoju była choćby jedna mucha, doskonale wiedziała, gdzie ona siedzi. Pamiętam, jak raz nie mogła wyjść bo nad drzwiami była mucha. Z całą pewnością warunki w Rishikesh nie były dla niej idealne.
RINGO: Trudno mi to sobie przypomnieć. Byłem tam tylko dwa tygodnie i wyjechałem. Nie było to coś, czego oczekiwałem. 
  Jedzenie było dla mnie nie do zniesienia, bo mam alergię na wiele rzeczy. Miałem ze sobą dwie walizki, w jednej ubrania, w drugiej  puszki z fasolą Heinza (teraz wszystko jasne!). Pewnego dnia faceci od jedzenia zapytali: 'Chcesz jajka?' a ja na to, że pewnie. Następnego ranka spytali o to samo, a ja sobie pomyślałem, że może teraz nastaną dobre czasy. Potem zobaczyłem jak zakopują skorupki. To był jeden z tych incydentów, który mi uzmysłowił, że nie wszystko jest tak, jakbym tego oczekiwał. Nie powinniśmy jeść jajek w teh duchowej i religijnej ashramie. Pomyślałem: 'Co to jest z tym zakopywaniem skorupek ?   Myślicie, że Bóg tego nie widzi?'. 
  Wróciliśmy do domu, bo tęskniliśmy za dziećmi. Nie chcę jednak by ktoś pomyślał, że nam się tam nie podobało. Powiedziałem, że to przypominało obóz letni w Butlins. Wtedy nauczyliśmy się, że można  mówić, co się chce, bo i tak to wydrukują.  To było dobre doświadczenie ale nie trwało ono dla mnie tak długo, jak dla innych.

PAUL: Ponieważ jestem praktyczny, wyznaczyłem sobie, ile zostanę w Rishikesh.Na początku myślałem: 'No stary, to jest to, na co czekałeś. Jeśli tak, to w ogóle nie wracam'. Potem stwierdziłem: 'Chwila. Pojadę na miesiąc. Nawet jak to będzie coś niesamowitego, to wrócę po miesiącu. Jeśliby się okazało, że musielibyśmy tam wrócić, to wróciłbym rzecz jasna. Jednak pod koniec miesięcznego pobytu, byłem zupełnie zadowolony, że wracam. NIKOGO NIE OŚLEPIŁO ŻADNE OŚWIECENIE.
Pomyślałem: 'To mi wystarczy. Jeśli będę chciał się w to bardziej zagłębić, mogę to zrobić gdziekolwiek'. To jest ta miła strona medytacji. Nie trzeba w tym celu chodzić do kościoła.
Mówiąc, że zamierzam być tam tylko miesiąc, ryzykowałem, że inni stwierdzą, że nie jestem tym zainteresowany. George był pod tym względem bardzo zasadniczy i tak właśnie powiedział. Gdy zacząłem mówić o muzyce, upomniał mnie, że nie przyjechaliśmy tutaj by rozmawiać o muzyce. 'No dobra stary. Uspokój się. Potrzebne jest nawet tutaj poczucie humoru'. W SUMIE BARDZO MI SIĘ TAM PODOBAŁO.



GEORGE:  Ringo pojechał tylko na parę tygodni, chyba tylko po to by sprawdzić jak tam jest. Paul przyjechał i wkrótce odjechał. Nie sądzę, żeby wyniósł z tego pobytu zbyt wiele. Jest taki fragment w filmie "Let It Be", w którym uśmiecha się i mówi do Johna: "Oh, no wiesz, tam było jak w szkole. 'Och powiedz mi o mistrzu' ".  Patrząc na to dzisiaj, dwadzieścia lat później, może zrozumieć, ale wtedy o tym nie myślał.
Zamysł tego kursu był taki, że potrwa ileś tygodni w Rishikesh a potem przeniesiony zostanie do Kaszmiru. Tak było co rok. Zaplanowałem sobie tylko pobyt w Rishikesh, potem miałem jechać na południe by nakręcić coś z Ravim Shankarem. Robił film zatytułowany "Raga".
  Powtarzałem Maharishiemu: Nie, nie pojadę do Kaszmiru, byłem tam w zeszłym roku. A on: Nie, nie, jedziesz do Kaszmiru. Powiedziałem mu, że jadę na południe i wyjechaliśmy z Johnem. Tylko ja i John byliśmy od początku do końca na całym kursie w Rishikesh. Uważam, że John chciał wracać, bo przed wyjazdem do Indii zaczęła się jego znajomość z Yoko.

JOHN: W tym czasie spotkałem Yoko. Miałem zamiar zabrać ją ze sobą. Zupełnie straciłem głowę, bo chciałem zabrać ze sobą razem Yoko i moją żonę, ale nie wiedziałem, jak to przeprowadzić. Więc tego nie zrobiłem.
PAUL: Byłem całkiem zadowolony. Zastanawiałem się jak inni się stamtąd wydostaną. Wrócili z opowieścią, jak Maharishi  usiłował poderwać atrakcyjną Amerykankę z krótkimi  blond włosami (to nie była Mia Farrow).



JOHN: Było wielki zamieszanie, bo podobno usiłował zgwałcić Mię Farrow, czy kogoś tam, a później jeszcze parę innych kobiet i takie tam rzeczy. Poszliśmy się z nim spotkać, a przedtem dyskutowaliśmy całą noc czy to była prawda, czy nie. Kiedy George powiedział, że to może być prawda, pomyślałem, no cóż, to musi być prawda. Jeśli George tak myślał, to musiało coś w tym być.
  Poszliśmy zobaczyć się z nim całą bandą, wpadliśmy do jego chaty, to był taki bungalow, bardzo bogaty bungalow w górach, no i jak zwykle kiedy trzeba było odwalić jakąś brudną robotę, ja musiałem to zrobić - zawsze jak przychodziło co do czego, to ja byłem przywódcą, jak trzeba było się kłócić, to ja gadałem, no i ja powiedziałem mu 'Wyjeżdżamy'.
  Zapytał dlaczego ? i całe to gówno, na co mu odparłem: 'Jeśli jesteś taki "kosmiczny", to wiesz dlaczego'. On zawsze twierdził - i nie tylko on, ci wszyscy jego pomagierzy  także -  że robi cuda. Więc powiedziałem mu, że wyjeżdżamy a on w kółko:  dlaczego, dlaczego ? i coś tam pieprzył w swoim stylu I ja w kółko: 'musisz wiedzieć, musisz wiedzieć'. On wtedy spojrzał na mnie, jak gdyby chciał powiedzieć: 'Zabiję cię, ty sukinsynu', patrzył tak na mnie cały czas. Wtedy już wiedziałem na pewno. Powiedziałem, że jest oszustem i byłem dla niego dość nieprzyjemny.
  (w innym przytoczonym tłumaczeniu tej wypowiedzi John kończy tą wypowiedź słowami: Odkryłem jego bluff i - muszę przyznać - zachowałem się w stosunku do niego nieładnie. Po prostu dałem mu w ryj.)

Kiedy nadszedł moment wyjazdu, Maharishi siedział sam w odkrytej altanie, gdzie jeszcze do niedawna u jego stóp gromadziły się urzeczone sławy. Po raz ostatni zaprosił Johna, żeby usiadł z nim i porozmawiał, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Wyglądał na bardzo smutnego i zdezorientowanego, co bardzo poruszyło Cynthię, ale zarówno John jak i George, obawiali się, że to tylko jego cwaniacki wybieg  i że w zanadrzu może szykować dla nich jakąś zemstę. Podczas pięciogodzinnej jazdy do Delhi John zaczął pisać utwór będący pełną przekleństw kpiną z przydomku 'Maharishi'. George przekonał go, żeby zmienił tytuł na "Sexy Sadie" i powykreślał przekleństwa, tak na wszelki wypadek.
Ale Maharishi nie rzucił na nich żadnego uroku ani też nie użalał się długo w swojej altanie (jak zauważyli wszyscy - bardzo luksusowej, wokół wszędzie panujących spartańskich warunków). Wkrótce potem poleciał do Nowego Jorku, zameldował się w luksusowym hotelu Plaza i pojechał w trasę z ... The Beach Boys.




- Popełniliśmy błąd  - powiedział dziennikarzom John po powrocie do Wielkiej Brytanii. - Myśleliśmy, że on (Maharishi) był kimś innym, niż był w rzeczywistości. 
Ale w naszym poszukiwaniu autorytetu najprawdopodobniej sami przypisaliśmy mu takie cechy. Czekaliśmy na guru i guru się pojawił. I stwarzał problemy... na które później sam znajdował recepty.
Mia Farrow
  Niestety żadnemu z dziennikarzy - o dziwo! - zaprzyjaźnionych z The Beatles nie chciało się pójść tropem tego błyskawicznego 'przebudzenia', nie chciało im się nawet przycisnąć Johna, żeby jakoś wyjaśnił swoją wypowiedź, nie mówiąc o 'sprawdzeniu' indyjskiego guru. Ulga, że Beatlesom wrócił w końcu zdrowy rozsądek, byłą tak wielka, że nie trzeba było drążyć tematu.
  Tylko George będzie później żałować swego zachowania, donowi relacje z Maharishim i stanie się jednym z najwierniejszych zwolenników medytacji transcendentalnej (podobnie jak później i Paul i Ringo). Tylko dla Johna nie było już powrotu, choć przyznał później, że ogólnie pobyt w Rishikesh wywarł na niego pozytywny wpływ.

GEORGE: Ktoś rozpowszechnił wstrętne plotki na temat Maharishiego i te plotki latami krążyły w mediach. Było wiele opowieści o tym, że Maharishi nie zachowywał się, tak jak powinien, ale moim zdaniem to była zwykła zazdrość. Do wyjaśnienia tego trzeby by analityków. Nie wiem, co tym ludziom chodziło po głowie, ale WYMYŚLILI TE CAŁE GÓWNO. Teraz chyba można nawet przeczytać o tym w książkach, że Maharishi starał się zaatakować Mię Farrow, ale to totalne bzdury. Zapytajcie Mię Farrow.
   Tam było masę lewusów, byli dosłownie wszędzie, także wśród nas.
Ta historia bardzo podgrzała całą sytuację. John i tak chciał wyjechać, więc to był dobry powód, by to zrobić. "Ok, teraz mamy dobry powód, by się stąd wynieść". Poszliśmy do Maharishiego i powiedziałem: "Mówiłem ci, że wyjeżdżam na południe". Nie mógł się z tym pogodzić i spytał się: Co się stało? John na to: Ty jesteś mistykiem, więc  powinieneś wiedzieć.
Wzięliśmy samochody, którymi przyjechał ktoś inny. Przyjeżdżało tam mnóstwo ekip telewizyjnych, bo to był dobry temat: "The Beatles w Himalajach". Wzięliśmy więc samochód jednej z ekip, by wrócić do Delhi.
  Jechaliśmy całymi godzinami. John śpiewał piosenkę, którą właśnie zaczął pisać: 'Maharishi, co zrobiłeś?' (what have you done... ). Ja na to: 'Nie możesz tak mówić, bo to idiotyczne'. Wymyśliłem tytuł i John zmienił Maharishi na 'Sexy Sadie'. John poleciał do Londynu do Yoko, a ja pojechałem na południe Indii, do Madrasu, gdzie zostałem trzy tygodnie.
O naszym wyjeździe rozeszła się pogłoska i gazety od razu to podchwyciły. Jak to pokazano w filmie 'The Rutles' (satyra o historii The Beatles Erica Idle'a z Monty Pythona - RK) - "Prasa złapała nie tego co trzeba, i zaczęła w to walić". Dzisiaj można to uznać za opowieść o tym, że zdarzyło się coś, co nie powinno się wydarzyć, ALE W SUMIE NIC SIĘ NIE WYDARZYŁO.
JOHN:  Wycofałem się i napisałem  -  'Maharishi, co ty zrobiłeś, wszystkich nas skisiłeś'. Napisałem 'Sexy Sadie', gdy wyjeżdżaliśmy, czekając na zapakowanie walizek na taksówki, które nie mogły dojechać. Pomyśleliśmy sobie: 'Specjalnie wstrzymują taksówki, byśmy nie mogli wyjechać z obozu tego szaleńca'. Był z nami wyjątkowo paranoiczny Grek (Magic Alex? - Mardas.  Ponadto dzisiaj wiele teorii o pobycie zespołu w Indiach 1968 roku głosi, ża autorem plotki - prawdziwej lub nie - o ataku Maharishiego na młode kobiety był właśnie Yanni Alexis Mardas, przyjaciel Lennona, nazywany przez wszystkich Magicznym - RK). Powtarzał, że to czarna magia, i że będą nas trzymali tam całe wieki. Skoro jednak tutaj jestem, to znaczy, że udało nam się uciec.
GEORGE MARTIN: Nie zajmuję się takimi rzeczami.  Czy to Maharishi, czy dialektycy, czy jeszcze coś innego - uważam, że to kupa łajna. Zapewne wiara w to, co się chce, jest dla każdego czymś dobrym. Wyglądało na to, że oni uwierzyli w Maharishiego i to się dobrze sprawdzało. Po dziś dzień, George broni Maharishiego, choć inni byli potem bardzo rozczarowani jego zachowaniem.

Czytaj także:

Muzyczny blog  Historia The Beatles  Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz