Szukaj :

TRANSLATE - below

TRANSLATE - below
Choose Your Language

Szukaj na tym blogu

Moja lista blogów

  • ROGER IS BACK! - Nim Rafa wygrał tegoroczny turniej Rolanda Garrosa pokazał wyśmienitą formę na nawierzchni ziemnej w kilku wcześniejszych turniejach. Niebawem Wimbledon ...

...


Moje motto, nie tylko na ten blog, to:
Kocham od zawsze The Beatles, dzisiaj 100 razy mocniej niż wczoraj oraz 100 razy mniej, niż będę ich kochał jutro.




PROSZĘ WSZYSTKICH O REKLAMĘ MEGO BLOGU. Facebook, Twitter, czaty, blogi muzyczne, maile. Pozwólcie mi dotrzeć ze swoim blogiem do wszystkich fanów The Beatles. Szczegóły współpracy - na maila blogowego, adres na dole.

Baner reklamowy do pobrania - z prawej strony obok.
Dziękuję!!!


ALBUMY: THE BEATLES (a.k.a. The White Album) - vol. 3

BIAŁY ALBUM THE BEATLES cz. 3
Witam. Mam nadzieję, że miło spędzacie tegoroczne Święta Wielkiej Nocy '2016. Dzisiaj "zwalniam" ostatnią część o Białym Albumie The Beatles.
 Ciąg dalszy artykułu Jann Wennera z Rolling Stone (wcześniej czytaj THE BEATLES (a.k.a. The White Album) - vol. 2)

Z The Beatles jest tak, że trudno przewidzieć co zrobią następnym razem... Spokojnie mogą stawać się czasem eklektyczni, zapożyczać coś od innych, akceptować zewnętrzny czyjś na nich wpływ (pomysł lub emocje), ponieważ ich zdolności personalne, duchowe czy artystyczne są tak silne, że zawsze czyni ich to zawsze unikalnymi, niepowtarzalnymi, wyjątkowymi The Beatles. Są tak wyjątkowi, że nie tylko mogą przejąć czyjś idiom ale i wniknąć w niego i zabrnąć dalej.

video

Idealnym tego przykładem jest otwierający album 'Back In The U.S.S.R.', który w żadnym przypadku nie jest imitacją Beach Boys (tylko częściowo), gdyż Beach Boys imitowali Chucka Berry'ego. To mocny, oryginalny ich pomysł, definiujący następującą rzecz:  przez ostatnie kilka miesięcy nastąpił  męczący zalew hasła 'wracajmy do do rock and rolla' (wyraziliśmy już to jako pierwsi na łamach magazynu), że aż stało się to męczące, poprzez powierzchowne zmieniane różnych stylów rocka and rolla,  aż po prostu przeistoczyło się to w coraz większe wybrzydzanie w gatunku. W ciągu ostatnich kilku miesięcy widzieliśmy the Turtles i ich 'The Battle of the Bands' i Frank Zappa and the Mothers ze swoim 'Ruben and the Jets'.
Wszystko to mamy gdy otworzymy Beatlesów. Zbyt prostym byłoby jednak powiedzieć, że  "Back In the USSR" jest parodią, gdyż operuje ona na wiele więcej poziomach niż tylko tym jednym:
to fajny współczesny rock and roll, pokazujący jego najlepsze cechy, to także znakomity komentarz o Stanach Zjednoczonych, ze znakomitym wstawkami - "honey, disconnect the phone." Tak więc, będąc jednocześnie parodią, to także piosenka The Beatles. Song jest niewątpliwie rezultatem trzech wypraw Paula McCartney'a
do Stanów w 1968 roku, zanim powstał ten album (nie bierzemy pod uwagę czterodniowej wizyty w Nowym Jorku w listopadzie, gdy album był już gotowy). Podróże te zaowocowały przeglądem muzyki z US (SR) .

  Od tej chwili mamy już materiał z Indii, piosenki, które The Beatles napisali po powrocie z obozu Maharishiego. "Dear Prudence" jest o dziewczynie, którą Beatlesi tam spotkali podczas medytacji. Zawsze próbowali wyciągnąć ją z jej pokoju by z nimi się pobawiła. To piosenka właśnie o tym. 
"Looking through a Glass Onion" to piosenka The Beatles o The Beatles. Cokolwiek oni czują czytając to co ludzie piszą o ich piosenkach, co niewątpliwie także na nich wpływa... ta piosenka jest właśnie dla tych wszystkich, którzy próbują wszystko w tych piosenkach "odczytać" - nie martwcie się, John wam wszystko tutaj na ten temat dokładnie wyłuszcza, paląc w międzyczasie jointa.
 Częścią fenomenu jest ich zdolność do komponowania muzyki, która sama w sobie jest przesłaniem, a tekst tworzy nastrój. Tekst i muzyka nie tylko mówią o tym samym, ale wzajemnie się wspaniale uzupełniają. To po prostu wychodzi ze świadomości, że  rock and roll jest muzyką, nie literaturą, że muzyka jest w nim najważniejszym aspektem...
(w dalszej części artykułu Wenner krótko - niekoniecznie odkrywczo, opisuje piosenki z albumu, pominąłem ten fragment)
***
Tak wiele czynników składa się na sukces tego co robią The Beatles. Niektóre z nich tutaj zdawkowo opisałem. Uzupełnię jeszcze, wszyscy Beatlesi są doskonałymi muzykami (gra Ringa na perkusji na tym albumie jest jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek słyszałem na rock and rollowej płycie; George oczywiście także nadal jest tam gdzie powinien, świetne kompozycje, świetna jego gra). Wszystkich muzyków widzimy na płycie w różnych rolach. 
  W skrócie, nowy album The Beatles spełnia wszystkie stawiane wcześniej przed nim oczekiwania. Generalnie można powiedzieć, że nowe wydawnictwo (wspaniałe) pozostaje w bliskiej relacji z 'Sgt. Pepper'  (niesamowity), podobnie jak 'Revolver' (wspaniały) miał się do 'Rubber Soul' (niesamowity). A to oznacza, że następny będzie niewiarygodny [tak naprawdę następnym albumem The Beatles będzie 'Abbey Road' - absolutnie niewiarygodny! Racja Jann. RK]
Dobranoc, śpijcie mocno (Good night. Sleep tight)

***

GEORGE: OSIĄGNĘLIŚMY SZCZYT I WYDAWAŁO NAM SIĘ, ŻE JEST CORAZ LEPIEJ, LECZ W RZECZYWISTOŚCI ROZPOCZĘŁO SIĘ SPADANIE, NA ŁEB, NA SZYJĘ, NA PYSK.

GEOFF EMERICK: Paul nazwał ten album "Tension Album" (Album Napięć) i nie mógłbym się z nim nie zgodzić... Nikt z nas w EMI niewiele wiedział o ich prywatnym życiu, ale wyglądało na to, że poczynając od samego początku sesji na 'Biały Album', The Beatles po raz pierwszy przynosili swoje problemy do studia. Gdy mieli jakieś nieprzyjemne spotkania biznesowe w siedzibie Apple, na wieczornych sesjach dało się to odczuć. Gdy John np. zaatakował ostro Maharishiego, co George miał mu za złe, napięcie między nimi wyczuwało się, gdy nagrywali chórki zgromadzenie i skupieni wokół mikrofonów. Gdy Paul skrytykował Ringo za jego grę na perkusję, Ringo wpadał w złe humory, gdy George odważył się dać jakąś sugestię Paulowi, ten ostro mu się odpowiadał. Kiedy któryś z członków zespołu zrobił cokolwiek, John odbierał to jako atak na swoją nową dziewczynę i odcinał się swoim kąśliwym językiem. W skrócie, atmosfera była zatruta.
  Jakby nie dosyć kłopotów, każdy z nas na Abbey Road miał kontrakt z nowym menadżerem, ponieważ dotychczasowy czcigodny E.H.Fowley ostatecznie przechodził na emeryturę. Fowley był z innej generacji - w rzeczy samej nigdy nie rozumiał świata popu - ale w zasadzie był nieszkodliwy. Jedyny zgrzyt jaki z nim miałem to było wtedy, kiedy otrzymałem nagrodę Grammy za 'Peppera'.  Ponieważ nie mogłem wziąć udziału w ceremonii wręczania w Ameryce, statuetka została doręczona na Abbey Road, którą Fowley postawił w swoim biurze, bez poinformowania mnie, że przybyła zza oceanu... Poprosiłem George'a Martina o interwencję. Ostatecznie wszystko skończyło się pozytywnie. Odbyła się mała prywatna ceremonia w Studiu 3 w ludźmi z BBC, kilkoma fotografami, którzy uwiecznili moment przekazywania nagrody mnie przez Ringo, bo tylko on był wtedy osiągalny. Pozostała trójka była w Indiach. Ringo wręczył mi ją, zamieniliśmy kilka słów i to była jak dotąd najdłuższa moja z nim konwersacja... 
  [Przybyli z Indii] Nasze pierwsze spotkanie w studiu to krótka rozmowa i moje pytania w stylu: Jak tam było w Indiach?'. To było takie ogólne pytanie, nie skierowane konkretnie do żadnego Beatlesa. Po prostu, przełamanie pierwszych lodów. Dziennikarze pisali o ich kłopotach, o tym że Maharishi napastował jedną ze studentek tego kursu. Byłem pewien, że ujawni się wtedy jad Lennona. Odpowiedział: 'Indie były ok, oczywiści prócz tego małego obrzydliwego małego Maharishiego'. Harrison popatrzył na niego przenikliwie, na ten temat takich wcześniejszych rozmów musieli już odbyć wiele. 'Oh, przestań, nie był taki zły' - jego spojrzenie miażdżyło kolegę. Gorycz i gniew Lennona były prawie namacalne. Ringo próbował łagodzić sytuację. 'To przypominało obóz w Butlins, tylko że jedzenie nie było takie dobre'. Spojrzałem na Paula. Patrzył znużony, bez wyrazu. Ani wtedy ani nigdy później nie powiedział ani słowa na temat pobytu w Indiach.
   Wtedy spostrzegłem, że coś fundamentalnego między nimi się zmieniło. Poszukiwali odpowiedzi na coś, ale nie wiedzieli dokładnie na co; pojechali do Indii po odpowiedzi i wrócili rozczarowani, że nie znaleźli tam tego... ale wydawało się, że wcale nie znali dokładnie pytania. Wydawali mi się teraz tacy wycofani, wcześniej tacy nigdy nie byli. Mimo że znałem ich od ponad pięciu lat, poczułem jakby zupełnie byli mi nieznajomymi. Po raz pierwszy nie mogłem ich odczytać, nie potrafiłem stwierdzić kim byli ani czego chcieli. Nie był to najlepszy moment na rozpoczynanie pracy nad nowym, długim projektem. Wściekłość pulsująca wewnątrz Johna był dostatecznym sygnałem, że dzieje się naprawdę źle. Pojawiły się nowe napięcia pomiędzy nim a Paulem, nawet pomiędzy Johnem a Ringo. Dodatkowo były konflikty Paula z George'm i Ringo, kiedy zwracał im uwagę jak mają grać. W zasadzie tylko dwóch Beatlesów dogadywało się podczas pracy nad Białym Albumem. To byli John i George. Może dzięki doświadczeniom, jakie wspólnie przeżyli w ashramie - ostatecznie to oni dwaj pozostali tam najdłużej, podczas gdy Ringo a potem Paul wrócili do domu wcześniej. Może czuli się opuszczeni przez swoich kumpli lub nawet zdradzeni. Wszystkie te emocje pomiędzy czterema Beatlesami przyprawiały mnie zwyczajnie o ból głowy... (pamiętajmy, że Emerick opuścił prace z zespołem, więcej w HISTORII).

Ciekawe fragmenty tekstu opisujące sesje powstawania Białego Albumu (oraz samej płyty) znajdziemy na kartach książki 'Paul McCartney - Życie', pióra Petera Amesa Carlina:
Sesje nagraniowe nowego albumu Beatlesów  rozpoczęły się pod koniec maja, od nieco dziwnej sytuacji, gdy John pojawił się zYoko na obcasach i oznajmił, że będzie ona podczas całej sesji w zasięgu jego ręki. To prawda, że sesje Beatlesów przypominały ostatnio happeningi, pojawiali się na nich przyjaciele i znajomi, którzy obserwowali  artystów ze składanych krzeseł w studiu, a jeśli wymagana była absolutna cisza, z reżyserki na górze. Ale zrozumiałe było, że goście wszelkie uwagi zachowywali dla siebie. Tymczasem John zachęcał Yoko do komentarzy, a nawet krytyki. Kiedy zdarzyło się to po raz pierwszy, podczas nagrywania wokalu Johna w 'Revolution', było to dla nich takim szokiem, że Paul, George i Ringo mogli tylko patrzeć na siebie w ciszy i osłupieniu. Aż do momentu, kiedy jak wspomina Tony Barrow, Paul odzyskał głos w najostrzejszej i sarkastycznej wersji:
  - Do kurwy nędzy! - wybuchnął. - Czy ktoś się odezwał? kto to, do kurwy, był?
Oczywiście wiedział, kto to mówił, siedziała tam przecież przed nimi wszystkimi. Inni przyłączyli się do niego i pytali siedzącego w reżyserce George'a Martina tonem idiotów, czy ktoś tam się odezwał. "Nie ruszałeś ustami! Czy mamy nowego producenta?"...

... ale  utwór ['Revolution 9] ten nigdy nie miał się ukazać na żadnej ich płycie. Co najmniej na albumie. A może nawet na kolejnym singlu Beatlesów. Paul wpadł w osłupienie. Był wściekły. Wyciągnął Johna na korytarz EMI, by pogadać twarzą w twarz. "Chcesz wpuścić nas na minę!" - wrzeszczał. John tylko uśmiechnął się szeroko i radośnie łypnął zza sowich okularów i opadających mu na twarz długich włosów. "Strzał w dziesiątkę! Dokładnie!"
  McCartney zemścił się parę dni później, kiedy zmienił sesję do 'Ob-la-di, Ob-la-da' w wyczerpujący, całodniowy maraton, zamęczając  zespół kolejnymi powtórzeniami dla minimalnych poprawek rytmicznych i melodycznych. Drobiazgowość Paula doprowadziła Johna do rozpaczy, a potem wywołała całą gamę uczuć, od szaleńczego entuzjazmu do znudzenia i gorzkiej antypatii. Kiedy Paul zgłosił plan ponownego nagrania piosenki od samego początku, John w końcu nie wytrzymał i zaczął toczyć pianę. Inżynier dźwięku Geoff Emerick wspomina, że kiedy John wrócił parę godzin później, miał w oczach napięcie tysiąca woltów i złe błyski. "Upaliłem się w trzy dupy" - wrzeszczał, zwalając się na pianino. "A tu - wrzeszczał dalej, gapiąc się ze wściekłością na Paula - masz przykład, jak powinny brzmieć jebane piosenki". Wybębnił na pianinie szybkie intro, które o dziwo, rozwiązywało rytmiczną zagwostkę we wstępie.  Paul wyglądał jednocześnie na wściekłego ale i zachwyconego. "Zróbmy po twojemu" - wysyczał. I tak zrobili, znajdując szybko rytm, który tak długo ich zwodził.
Płyta została obwołana triumfem, kolejnym zwiastunem zmian w kulturze. Zdaniem krytyków cztery słynne głosy stapiały się na niej w pop-artowy kolaż, który lekko przechodził od słodyczy do mroku, od miłości do pogardy, od duchowej zadumy do narkotycznego wykrętu. Poszczególne słowa, indywidualne głosy, czasem nagrania solowe - zebrane razem wzmacniały i wpływały na siebie nawzajem.
GEORGE MARTIN: Uważam, że wszyscy mieli małą paranoję. Jeżeli między ludźmi dochodzi do nieporozumienia - np. jeśli się jest na przyjęciu, na którym mąż kłoci się z żoną - to powstaje napięcie. Wtedy się zastanawiasz, czy twoja obecność wszystkiego nie pogarsza. Myślę, że tak było z Ringiem.
RINGO: Podczas nagrywania albumu 'White' znowu staliśmy się zespołem, co wręcz uwielbiam. Kocham świadomość bycia w zespole. Rzecz jasna miałem chwile zawirowania, bo tego lata, na moment opuściłem zespół.

P. Norman : "John Lennon Życie": Premiera 'Białego albumu', która miała miejsce następnego dnia [21 listopada Yoko poroniła], w oczach opinii publicznej nie wywołała wrażenia nieuchronnej zagłady, która wisiała nad Beatlesami. Dwupłytowy zestaw sprzedawał się jak świeże bułeczki i dostawał recenzje - o ile było to możliwe - jeszcze bardziej ekstatyczne niż 'Sgt. Pepper'. Brytyjski krytyk i producent telewizyjny, Tony Palmer, napisał, że jedynym twórcą piosenek, którego można porównać z Lennonem i McCartney'em, był Schubert, kompletnie nie przywiązując wagi do tego, że większość ludzi nie potrafiła wymienić tytułu żadnej z pieśni Schuberta.





Lester Bangs (amerykański krytyk): To był to album The Beatles,a może pierwszy album solowy czterech artystów w ramach jednego zespołu?
JOHN (w wywiadzie z Jann Wennerem): „Posłuchaj – wy wszyscy znawcy słuchacie, ale żaden z was nie słyszy. Każdy kawałek na tym albumie jest indywidualnym utworem. Nie ma na nim żadnej muzyki Beatlesów. To był John z zespołem, Paul z zespołem, George z zespołem. To byłem po prostu ja i zespół akompaniujący, Paul i zespół akompaniujący”


Richard Hamilton: Album The Beatles był chyba pierwszym albumem w historii znanym ze swojej okładki a nie prawdziwej nazwy.

Najlepsza rzecz w muzyce popowej od  'Sgt.Peppera' 
(D. Jewell, 8 grudnia 1968, Sunday Times)
Oczywiście najnowszy podwójny LP The Beatles jest najlepszą rzeczą w muzyce popowej jak nam sie przydarzyła od 'Sgt. Peppera. Ich brzmienie dla tych wszystkich którzy mają otwarte uszy jak i umysły,  zdecydowanie definiuje ich supremację ponad wszystkim. Na albumie ukazuję  mapę współczesnej muzyki, sporządzoną w unikalnej atmosferze. Muzycznie, jest na niej i piękno i horror, niespodzianki, chaos, porządek. Tak jaki jest świat, i czymś takim są The Beatles. Tworzą dla procesu kreacji swemu pokoleniu.


I dla kontrastu:
 Nick Cohn (New York Times - jego recenzja porównuje dwa wydane niemal - po raz pierwszy 0 jednocześnie albumy The Beatles i Rolling Stones 'Beggars Banguet'. Co pisze o płycie Stonesów, będziecie mogli się domyśleć na podstawie jego opisu albumu Beatlesów. Z pewnością tą recenzję miał na myśli Jann Wenners w cytowanym tutaj artykule z 'Rolling Stone'):
Dla kontrastu album The Beatles jest niczym. Tytuł jest prosty, po prostu 'The Beatles', w białek okładce z ponad 30-toma piosenkami trwającymi ponad 90 minut... Wszystkie te utwory połączono w coś, co trudne jest do strawienia i okropnie nudzi. Problem w tym wszystkim jest nie to, że coś poszło nie tak, ale dlatego, że większość utworów to miernoty. To nie są raczej nowe utwory, teksty nie poruszają, wszystko wygląda ja odrzuty z prób, które kiedyś Beatlesi robili dużo lepiej. J jeszcze co gorsza, Beatlesi nie grają tego wszystkiego wprost, ale ukrywają to w żałosnej sieci pastiszy, odsyłaczy, aluzji nawet do własnej twórczości. Naśladują rozwiązanie Beach Boys w 'Back In The USSR', podczas gdy sami Beach Boys zrobili to od nich dziesięć razy lepiej. Porozrzucali po albumie utwory kpiny, satyry, żarty z country (“Rocky Racoon”) , z muzyki zachodnio-indyjskiej (“Ob-La-Di, Ob-La-Da”),  z bluesa (“Yer Blues”), muzyki 'a la muzak' (“Goodnight”) czy nawet z samych siebie (“Glass Onion”) . Nic z tego nie działa, nie pachnie świeżością.
  Kończąc i podsumowując dwa albumy, nadal czuję to co zawsze czułem, że Stonesi są potencjalnie najlepszą grupą jaka kiedykolwiek była, a Jagger jest Elvisem swoich czasów. Beatlesi są oczywiście bardziej utalentowani, bardziej pomysłowi, ale Rolling Stonesi uosabiają sobą to wszystko czym jest Rock And Roll czyli sex i  nieposkromioną dzikość. Beatlesi wydając swój album, stracili szansę wydania takiego właśnie albumu jakim jest 'Beggars Banguet'.
BIAŁY ALBUM THE BEATLES cz. 3
___________________________________________________
Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog 
 Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.


9 komentarzy:

  1. Biały Album! Pieknie opisales. Cudo! Kapitalny blog. Maria

    OdpowiedzUsuń
  2. Super to opisałeś. Ten post mnie naprawdę wciągnął :) Historia zespołu jest naprawdę burzliwa, ale oprócz tej historii trzeba ją jeszcze ciekawie opisać. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawda, te posty tutaj są naprawdę super, chociaż zdarzają się literówki ;) Ale kto nie popełnił błędu niech pierwszy rzuci kamieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ogromnie przepraszam za literówki. Wiem, że zdarzają mi się tutaj. Powód jest prozaiczny. Niektóre teksty piszę na tak różnych urządzeniach, na niektórych czasem nie mam (lub zapominam) włączyć opcję sprawdzania tekstu. Podobnie jak Beatlesi:), chcę szybko pozbyć się tekstu z "Szuflady", wrzucam go nie robię już przesadnych korekt. Sorry

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, jeśli ktoś wyłapie i zaznaczy mi fragment, błąd, czy to literówka, czy ortografia (raczej niemożliwe!, zawsze to będzie raczej literówka) to oczywiście będę wdzięczny i natychmiast poprawię. Dotyczy to także jakichś pomyłek odnośnie samej HISTORII zespołu. Czasem niektóre źródła podają sprzeczne dane na ten sam temat. Zazwyczaj je, przed umieszczeniem na blogu, sprawdzam, weryfikuję, ale... Dzięki za odwiedziny i zapraszam do Obserwatorium Bloga jak również jego reklamowanie.
    OdpowiedzUsuń

    OdpowiedzUsuń
  6. E tam literówki, ja tam prawie w ogóle ich nie widzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz bardzo lekkie pióro, fajnie się to czyta. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi też się przyjemnie czyta twoje posty.

    OdpowiedzUsuń
  9. Historia Bitelsów jest nie mniej fascynujaca niz ich muzyka. Jakze inaczej slucha sie ich muzyki wiedzac wiecj o niej. Marzena. Ta z maili jako Ruda.

    OdpowiedzUsuń