Kilka dni po seansie postanowiłem opublikować ten post. Na obu blogach. Także tutaj. Jeśli byli tu E.L.O. to na pewno kolejny raz mogą Oasis. Post oczywiście jako zachęta do wybrania się do kina. Dokument „Oasis: Don’t Look Back in Anger” to nie jest zwykła muzyczna chronologia. Choć reżyserzy (Will Lovelace i Dylan Southern) oraz scenarzysta Steven Knight opierają historię na powrocie zespołu i ich głośnym pojednaniu na trasie w 2025 roku, film tak naprawdę szuka odpowiedzi na znacznie głębsze pytanie: co sprawia, że ta dwójka braci stała się głosem całego pokolenia? Braci, którzy za wzór w muzyce (choć nie tylko) obrali sobie The Beatles.
Głównym motorem napędowym całej opowieści pozostaje legendarne, wybuchowe starcie Noela i Liama. Film dobitnie przypomina kulisy ich rozstania z 2009 roku w Paryżu, kiedy to awantura za kulisami doprowadziła do natychmiastowego rozpadu grupy i 15 lat całkowitego milczenia. Pokazanie ich drogi do ponownego wejścia na jedną scenę nie jest jednak ugrzecznioną laurką. To obraz trudnego kompromisu, dojrzałości wywalczonej z wiekiem oraz akceptacji własnych wad. Bracia wciąż nie oszczędzają się w słowach — w dialogach z kadrów uderza surowość, robotnicze tło z Manchesteru i nieustanny potok przekleństw. A jednak, pod tą szorstką fasadą, na ekranie udaje się uchwycić momenty autentycznego szacunku i pojednania.
Głównym motorem napędowym całej opowieści pozostaje legendarne, wybuchowe starcie Noela i Liama. Film dobitnie przypomina kulisy ich rozstania z 2009 roku w Paryżu, kiedy to awantura za kulisami doprowadziła do natychmiastowego rozpadu grupy i 15 lat całkowitego milczenia. Pokazanie ich drogi do ponownego wejścia na jedną scenę nie jest jednak ugrzecznioną laurką. To obraz trudnego kompromisu, dojrzałości wywalczonej z wiekiem oraz akceptacji własnych wad. Bracia wciąż nie oszczędzają się w słowach — w dialogach z kadrów uderza surowość, robotnicze tło z Manchesteru i nieustanny potok przekleństw. A jednak, pod tą szorstką fasadą, na ekranie udaje się uchwycić momenty autentycznego szacunku i pojednania.
Największą siłą dokumentu okazuje się jednak ukazanie tego, kim są ich słuchacze. Obraz prowadzi nas przez tłumy w Wielkiej Brytanii, Argentynie, Japonii, Stanach Zjednoczonych czy Korei. Kamera pokazuje proste historie ludzi: rodziców, którzy wychowali się na ich muzyce, i ich dorastających dzieci, dla których te piosenki są tak samo żywe. To światowa wspólnota połączona tekstem i emocją. Widok dziesiątek tysięcy ludzi śpiewających słowo w słowo prawie każdą piosenkę zespołu w tak różnych zakątkach świata przyprawiał mnie w kinie o ciarki na plecach. I tutaj dochodzimy do mojego własnego odbioru tego filmu. Więcej przeczytasz tutaj...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz