Czas na kolejny rozdział historii o łabędzim śpiewie The Beatles.
• Time for the next chapter in the story of The Beatles' swan song.
• Tiempo para el siguiente capítulo en la historia del canto del cisne de The Beatles.
• Zeit für das nächste Kapitel in der Geschichte vom Schwanengesang der Beatles.
• È tempo per il prossimo capitolo della storia del canto del cigno dei Beatles
Kontynuujemy dalej bolesną historię rozpadu The Beatles. Któryś raz już na blogu. Dzisiaj kolejne wzbogacenie tej opowieści. W ostatnich dniach przyglądaliśmy się na blogu najtrudniejszemu momentowi w historii The Beatles – rozpatrywaliśmy ich sądowe batalie („The Beatles w sądzie”) z końca 1970 roku oraz mocne, szczere wywiady Johna i Paula z okresu, gdy zespół rozpadał się na oczach całego świata (cofnijcie się na blogu do poprzednich postów, choć oddzielił od nich post o bajecznej piosence Paula o mlecznym koktajlu). Żeby jednak w pełni zrozumieć, dlaczego ta czwórka przyjaciół spotkała się na sali sądowej i skąd wziął się między nimi tak potężny żal, musimy cofnąć się do przełomu 1968 i 1969 roku. To wtedy w świecie Fab Four pojawił się człowiek, który podzielił ich ostatecznie: Allen Klein. Dziś oddaję w Wasze ręce fascynujący, szczegółowy fragment z książki Philipa Normana „Paul McCartney: The Life”, który krok po kroku odsłania kulisy finansowego chaosu w Apple, sprowadzenie Johna Eastmana przez Paula oraz moment, w którym John Lennon jednym wywiadem wywołał ogólnoświatową panikę. Co ciekawe, w poniższym tekście pojawia się wątek Micka Jaggera, który rzekomo próbował prywatnie ostrzec Lennona przed zaufaniem Kleinowi. Jest to o tyle intrygujące, że w naszych wcześniejszych wpisach wspominałem o relacji samego Paula, który twierdził, że Jagger wcale go przed nim nie ostrzegał! Ta historyczna rozbieżność doskonale pokazuje, jak gęsta, pełna niedomówień i sprzecznych wersji była atmosfera wokół rozpadu zespołu. Oto historia o tym, jak próba ratowania majątku Beatlesów stała się początkiem ich ostatecznego końca. Zapraszam do lektury!
Maltz spędził nad tym zadaniem kilka tygodni,
po czym wysłał do każdego z Beatlesów pięciostronicowy list przedstawiający
ponure wnioski. W czasookresie krótszym niż rok Apple wydało całe 2 miliony
funtów odłożone jako odpis podatkowy, a także dodatkowe 400 000 funtów
stanowiące pierwszą ratę ich zbiorowej płatności za sprzedaż własnych usług
swojej firmie. Ponadto każdy z nich przekroczył stan swojego konta
partnerskiego – Paul najsilniej, na kwotę 66 988 funtów – a każdego z nich
czekały zobowiązania z tytułu podatku dochodowego w wysokości około 600 000
funtów.
„Zgodnie z Waszą wiedzą” – pisał Maltz – „wystarczyło jedynie podpisać
rachunek, podnieść słuchawkę i płatność była realizowana. Nigdy nie
interesowało Was, skąd pochodzą pieniądze ani jak są wydawane, i żyliście w
przekonaniu, że macie do dyspozycji miliony… Każdy z Was ma domy i samochody…
macie także toczące się sprawy podatkowe. Wasze finanse osobiste to jeden
wielki chaos. Apple to jeden wielki chaos.”
Dla Beatlesów była to gorzka pigułka do przełknięcia. Ich próba
samodzielnego prowadzenia własnych interesów – w którą przede wszystkim Paul
włożył tyle energii i oddania – zakończyła się całkowitą klęską. Przysięgali,
że po Brianie nigdy nie będą mieli innego menedżera, ale właśnie tego
dramatycznie potrzebowali w tym momencie: kogoś, kto uporządkuje bałagan w
Apple, a także psychiczny chaos, w jaki wpadli jako zespół. I potrzebowali tego
w trybie natychmiastowym, zanim wykrwawi się reszta ich pieniędzy i kreatywnej
witalności. Istniał jeden oczywisty kandydat wewnętrzny. Neil Aspinall przez lata
wypełniał większość obowiązków menedżera, będąc formalnie jedynie ich technicznym, i cieszył się jednakowym zaufaniem oraz szacunkiem całej czwórki. „Daj spokój, równie dobrze możesz wziąć te 20 procent” – ponaglał go John. Jednak Neil, ten pozornie typowy twardziel z Liverpoolu, nie miał dość pewności siebie, by oficjalnie przyjąć to stanowisko. Wybawiciela trzeba więc było sprowadzić z zewnątrz.
Paul, co dla niego charakterystyczne, wybrał bardziej ekskluzywną drogę. Od sir Josepha Lockwooda z EMI uzyskał rekomendację do lorda Poole’a, prezesa ekskluzywnego banku inwestycyjnego Lazard’s i osobistego doradcy finansowego Królowej. Mimo całej swojej pozycji, Poole okazał się przyjaznym, życzliwym człowiekiem, który zdjął krawat, aby jego gość – gwiazda popu – poczuł się swobodniej. „Zaoferował, że uporządkuje sprawy Beatlesów i co więcej, zaoferował, że zrobi to za darmo” – wspominał Lockwood. „Ale oni nigdy nie pociągnęli tego tematu.”
![]() |
| Paul i Lee i John Eastman |
Paul zaproponował zatem firmę Eastman & Eastman jako „nową miotłę”
Beatlesów. Z racji swoich wyjątkowych kompetencji – oraz jako pasjonat i znawca
twórczości Beatlesów – do Londynu przybył John Eastman (na koszt własnej
firmy), a nie jego ojciec, aby zbadać sytuację w Apple. Przybył tuż przed Bożym Narodzeniem 1968 roku, meldując się – co robiło
wrażenie – w hotelu Claridge’s. „Miałem najtańszy pokój w całym obiekcie” –
wspomina – „i przez cały czas pobytu nie zamówiłem do pokoju nawet Coli.
Chodziło tylko o pokazanie, że [Eastman & Eastman] zatrzymują się w
najlepszym hotelu w mieście, więc traktujemy sprawę poważnie.”
Wśród pozostałych Beatlesów, a zwłaszcza u Johna, pojawiła się początkowa rezerwa z powodu faktu, że ojciec Lindy nie przybył osobiście, lecz przysłał kogoś, kogo błędnie wzięli za niespełna doświadczonego juniora. Nienagannie konwencjonalny wygląd Eastmana, w przeciwieństwie do jego siostry, również wywoływał uniesienie brwi aż po hippisowską linię włosów. „W owych czasach wychodziłem z założenia, że jeśli nie potrafię myśleć jak prawnik, to mogę przynajmniej ubierać się jak prawnik, więc zawsze nosiłem garnitur.”
Gdy już przyzwyczaili się do jego garniturów, Beatlesi byli „ogólnie nastawieni życzliwie”. Zapewne inaczej niż wyższa kadra kierownicza Apple, która była przerażona tym młodym amerykańskim intruzem i zagrożeniem, jakie stwarzał dla ich miejsc pracy. (A nie widzieli jeszcze niczego!) „Nie otrzymałem pomocy od żadnego z nich” – wspomina Eastman. „Każde drzwi były zamknięte.”
Przy Savile Row 3 zastał „firmę, z której wykrwawiały się pieniądze”. Jednak znacznie poważniejszym problemem w jego przekonaniu był sposób, w jaki Apple zostało ustrukturyzowane – z myślą o zyskach kapitałowych bardziej niż o ochronie marki Beatlesów i zabezpieczeniu ich praw autorskich w długiej perspektywie. „Brakowało zrozumienia dla wartości wielkiej kreacji. To było tak, jakby nadal oczekiwano, że ich kariera dobiegnie końca w każdej chwili.”
Tak się złożyło, że właśnie pojawiła się okazja, by położyć akcent tam, gdzie zdaniem Johna Eastmana powinien się znajdować. Dwa lata po śmierci Briana
Epsteina jego dawna firma menedżerska NEMS, przemianowana obecnie na Nemperor
Holdings, nadal otrzymywała całe dochody Beatlesów (z wyjątkiem tych za pisanie
piosenek) i pobierała 25 procent prowizji. Następca Briana, jego mniej
dynamiczny młodszy brat Clive, początkowo obiecywał „dynamiczną ekspansję”
firmy, ale nienawidził roli impresaria popowego i pragnął powrócić do swojego
dawnego spokojnego życia w Liverpoolu.
Clive oraz jego owdowiała matka Queenie, główna akcjonariuszka, otrzymali
niedawno ofertę sprzedaży londyńskiemu bankowi inwestycyjnemu Triumph
Investment Trust. Czuli jednak, że jako fundament i największy aktyw
NEMS/Nemperor – oraz przez wzgląd na dawne czasy – Beatlesi powinni mieć prawo
pierwszej ręki.
Wykupienie firmy miało głęboki sens finansowy w czasie, gdy niewiele innych
rzeczy go miało. Jednym pociągnięciem mogli zwiększyć swoje dochody o jedną
czwartą – a przy okazji przejąć 7,5-procentowy udział, który Brian posiadał w
ich firmie wydawniczej Northern Songs. Sir Joseph Lockwood z EMI (obok na zdjęciu) zgodził się
wyłożyć całą kwotę zakupu z zaliczki na poczet ich przyszłych tantiem,
oferując wystawienie Johnowi Eastmanowi czeku na 1,4 miliona funtów od ręki.
Będąc pod podwójnym wrażeniem, cała czwórka podpisała list upoważniający
Eastmana do wynegocjowania transakcji w ich imieniu. Był to jednoznacznie moment wymagający skrajnej dyskrecji w relacjach z
mediami. Niestety John Lennon nie uznawał takich momentów. Połowie stycznia
1969 roku, podczas chłodnych sesji nagraniowych 'Get Back' w Twickenham Studios,
udzielił wywiadu Rayowi Colemanowi, redaktorowi Disc and Music Echo, zazwyczaj
bezpiecznemu dziennikarzowi w kwestiach obsługi prasowej Beatlesów. Nadal będąc
w szoku po rewelacjach Stephena Maltza, John nie potrafił powstrzymać się od
wyznania wszystkiego: „Nie mamy nawet połowy pieniędzy, które ludzie myślą, że
mamy. Od początku to były gruszki na wierzbie. Apple traci pieniądze każdego
tygodnia, ponieważ wymaga twardej ręki dużego biznesmena. Jeśli tak dalej pójdzie,
wszyscy będziemy bankrutami za sześć miesięcy. Apple potrzebuje nowej miotły i
wielu ludzi tam będzie musiało odejść.”
Nagłówek Disc and Music Echo z tamtego tygodnia: „JOHN LENNON MÓWI, ŻE BEATLESI
SĄ W KRYZYSIE FINANSOWYM”, wywołał chyba jeszcze większy światowy szok,
konsternację i rozczarowanie niż „JOHN LENNON MÓWI, ŻE BEATLESI SĄ
POPULARNIEJSI OD JEZUSA”. Wizja Beatlesa bez nieograniczonego złota w kieszeni
była równie niewyobrażalna jak wizja archanioła z nieświeżym oddechem. Sam John
nie robił nic, by się wycofać, wywołując podwójne przerażenie słowami dla
Rolling Stone, że „zostało mu ostatnie pięćdziesiąt tysięcy” (co współcześnie
odpowiadałoby komuś narzekającemu, że zostało mu ostatnie pół miliona). Wśród kierownictwa Apple zapanowała rozpacz, że John rozgłosił trudne położenie
firmy dokładnie wtedy, gdy podejmowano aktywne kroki zaradcze. Tylko Paul
pomyślał o zwykłych pracownikach – sekretarkach i urzędnikach, którzy nie
trwonili pieniędzy Beatlesów, lecz pracowali po godzinach za przeciętne pensje bez dodatkowych przywilejów, a mimo to poczuli się objęci potępieniem Johna i groźbą masowych zwolnień.
Kilka dni później Paul spotkał Raya Colemana na schodach przy Savile Row 3 i zafundował mu wściekły opieprz za opublikowanie pierwotnego artykułu. „To jest mała firma, a wy próbujecie ją zniszczyć!” – krzyczał. „Wiecie, że John kłapie dziobem i nie myśli tego na poważnie.”
Wysłał także podnoszącą na duchu notatkę do personelu, zapraszając każdego, kto martwi się wydarzeniami w Apple, do pisania bezpośrednio do niego. „Nie trzeba zachowywać formalności. Po prostu to powiedzcie. Na marginesie, sprawy idą dobrze, więc dzięki – z miłością, Paul.”
Trzydziestoletni Klein mógł twierdzić, że na swój sposób zrewolucjonizował muzykę pop równie całkowicie jak Beatlesi. Przed jego pojawieniem się artyści nagrywający uważali za zaszczyt sam fakt przebywania w dużej wytwórni i akceptowali głodowe stawki tantiem oraz sklerotycznie powolne wypłaty jako nieuniknioną cenę. Klein zakończył ten odwieczny przekręt, zmuszając firmy fonograficzne do wypłacania jego podopiecznym dużych sum z góry, zamiast ochłapów po latach. Władza przesunęła się zatem z wytwórni na artystę, a zaangażowane pieniądze wystrzeliły w kosmos.
Paul szczególnie zazdrościł Stonesom umowy z Deccą i – ironicznie w świetle tego, co miało nastąpić – sugerował, aby Brian znalazł sposób na wciągnięcie Kleina do zarządzania Beatlesami. Krążyły plotki o fuzji NEMS z nowojorską firmą Kleina, ABKCO Industries, zanim Brian zdołał odeprzeć to zagrożenie. Od tamtej pory Klein pozyskał szereg innych dużych w Ameryce brytyjskich wykonawców, w tym Donovana, Herman’s Hermits i The Animals, przez cały czas nie kryjąc swojego ostatecznego celu.
Podobnie jak John, polubili jego rzeczowy styl i cięty dowcip, a także byli rozbawieni, lecz uspokojeni jego zdecydowanie nierockandrollowym wyglądem (George uważał, że wygląda jak Barney Rubble z Flintstonów). Przede wszystkim jednak zapalili się do jego obietnicy uczynienia ich bogatymi ponad wszelkie wyobrażenia, wyrażonej pikantnym akronimem: „Nie powinniście nawet musieć myśleć o tym, czy możecie sobie na coś pozwolić. Powinniście móc powiedzieć FYM – Fuck you, money.”
![]() |
| Mick Jagger, Keith Richards i Allen Klein. |
towarzyska i wyszedł po kilku minutach. Później zadzwonił do Johna do domu i błagał go, by nie popełniał „największego błędu swojego życia”. Ale John odmówił słuchania.
3 lutego Beatlesi upoważnili Kleina do przeprowadzenia własnego audytu ich finansów. Paul zdecydowanie sprzeciwił się temu pomysłowi, ale ustąpił, gdy został przegłosowany. Jak wyjaśnił w zeznaniu przed Sądem Najwyższym dwa lata później: „Niezwykle zależało mi na tym, by nie sprzeciwiać się woli pozostałych trzech, chyba że na uzasadnionych podstawach. Uznałem więc za właściwe wzięcie udziału w dyskusjach dotyczących ewentualnego powołania Kleina, chociaż ani trochę nie chciałem go jako mojego menedżera.”
Jednak Klein zbagatelizował warunki Eastmana, twierdząc, że ma własną strategię
przejęcia Nemperor „za darmo”. Negocjacje utknęły w miejscu, a życzliwość
pozbawionej gotówki rodziny Epsteinów wyparowała. W lutym 1969 roku Clive
Epstein sprzedał firmę Triumph Investment Trust za kombinację gotówki i akcji.
Klein natychmiast wykonał telefon z groźbami do prezesa Triumpha, Leonarda
Richenberga, twierdząc, że NEMS/Nemperor jest winne Beatlesom ogromne sumy w
zaległych opłatach, które będą dochodzone przed sądem, chyba że Triumph
zrzeknie się prawa do 25 procent ich dochodów. Poinstruował również sir Josepha
Lockwooda z EMI, aby nie przekazywał kolejnej wypłaty tantiem Beatlesów (około
1,3 miliona funtów) do Nemperor Holdings, lecz bezpośrednio do Apple. Po wstępnym starciu przed sędzią Sądu Najwyższego, Richenberg zdecydował się
rozstrzygnąć sprawę pozasądowo – Nemperor zrzekło się swojej jednej czwartej
udziału w dochodach Beatlesów w zamian za 800 000 funtów plus jedną czwartą z
owego 1,3 miliona. „To był absolutnie katastrofalny finał dla Beatlesów” – mówi
John Eastman – „skoro mogli mieć tę firmę za pół miliona.”
Klein zdołał jednak przedstawić to jako zwycięstwo i na początku marca zwołano
spotkanie zespołu, aby przegłosować jego powołanie na stanowisko menedżera
handlowego (business manager). Paul odmówił udziału, wysyłając w zamian swojego
adwokata, Charlesa Cormana, aby zarejestrował symboliczne „Nie”. „Byłem bardzo
zdenerwowany tym, jak Beatlesi na mnie zareagują” – wspomina Corman. „Ale John
Lennon po prostu spojrzał na mnie i powiedział: »A gdzie masz swoją gitarę
basową?«”
Bycie bliskim kumplem Johna czy Paula – a nawet Johna i Paula – nie stanowiło żadnej pomocy w momencie, gdy rządy przejął Klein. Po spędzeniu roku nad rozwojem szkoły Apple, ich dawny przyjaciel z Liverpoolu Ivan Vaughan dowiedział się, że pomysł został porzucony. Podobnie Paul nie wyraził sprzeciwu, gdy zamknięto wytwórnię słowa mówionego Zapple, zostawiając Barry’ego Milesa na lodzie w Nowym Jorku w połowie sesji nagraniowej z Allenem Ginsbergiem. Podobnie jak pozostali Beatlesi, czuł, że musi zacisnąć zęby i przyjąć lekarstwo, jakkolwiek wstrętne – ono samo oraz podająca je pielęgniarka – by nie było. Wśród pierwszych zwolnionych przez Kleina znalazł się Alistair Taylor, który był asystentem Briana jeszcze za czasów liverpoolskich i robił dla Paula wszystko, co wyobrażalne – od szukania domu po pozowanie jako „jednoosobowa orkiestra” w jego pierwszej reklamie Apple. Kiedy jednak Taylor zadzwonił na Cavendish, błagając o zachowanie pracy, Paul wolał nie podchodzić do telefonu.
Niebawem dalsza część na ten temat...















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz