...


Moje motto, nie tylko na ten blog, to:
Kocham od zawsze The Beatles, dzisiaj 100 razy mocniej niż wczoraj oraz 100 razy mniej, niż będę ich kochał jutro.




PROSZĘ WSZYSTKICH O REKLAMĘ MEGO BLOGU. Facebook, Twitter, czaty, blogi muzyczne, maile. Pozwólcie mi dotrzeć ze swoim blogiem do wszystkich fanów The Beatles. Szczegóły współpracy - na maila blogowego, adres na dole.

Baner reklamowy do pobrania - z prawej strony obok.
Dziękuję!!!


04. Stuart, Pete, poszukiwanie perkusisty.

  John Lennon wciąż nie był zadowolony z nazwy zespołu. The Quarry Men nie pasowało do nich zupełnie, nie chcieli by nazwa szkoły była przydomkiem zespołu, nie działało np. na dziewczyny z innych szkół. Johnny And The Moondogs za bardzo eksponowała samego Johna co niespecjalnie podobało się jego kolegom. Kolejne nazwy jakie przybierali to to The Beatels, The Silver Beetles, The Silver Beats. Nazwa cały czas oscylowała wokół słowa „beetles” (żuki), w owym czasie na całym świecie ogromnie był popularny Buddy Holly i jego The Crickets (świerszcze) - zwłaszcza, że amerykański muzyk zginął rok wcześniej na progu oszałamiającej kariery. Dla Johna również ważny był fakt, że Buddy stał się idolem mimo okularów a John miał już z tym kłopoty ale bardzo się wstydził ich noszenia. Zmiana jednej literki miała nadejść trochę później. O tym w następnym poście.



17 stycznia na scenie pojawia się Stuart Sutcliffe – wielka i tragiczna postać w historii Beatlesów. To student malarstwa, wielki przyjaciel Johna ze szkoły, jedna z nielicznych osób w jego otoczeniu, która imponowała Johnowi. Obu interesowała sztuka – wspólna przestrzeń, na którą nie próbował wejść ani Paul czy George. Data ważna odnotowania, gdyż tego dnia Stu sprzedaje swój obraz za astronomiczną kwotę 65 funtów. Paul w swoich wspomnieniach w „Antologii” opowiada jak wszyscy namawiali kolegę, by za te pieniądze kupił sobie gitarę, najlepiej bas Hofnera. "Gra w zespole to sława, dziewczyny, wielka sprawa Stu!". Sutcliffe się wahał ale jak ale przekonali go, bo bardzo potrzebny był im bas w zespole, brak umiejętności gry na tym instrumencie Stuart rekompensował bardzo sexownym wyglądem, w owym czasie był z nich wszystkich najprzystojniejszy, oczywiście do czasu gdy pojawił się w grupie Pete Best. Sutcliffe bardzo przypominał swoim wyglądem – w tym zawsze poważnym i skupionym spojrzeniem – wielką gwiazdę Hollywood, tragicznie zmarłego kilka lat temu Jamesa Deana. 
Stuart
Tak oto Stu dołączył do zespołu ucząc się intensywnie gry na basie ale tak naprawdę nigdy nie nauczył się grać. Na scenie zazwyczaj stał do publiczności tyłem lub bokiem, w sposób uniemożliwiający publiczności oglądanie jego gry. Ale z wiecznie poważną, nadąsaną miną, z ciemnymi okularami – pozą na Elvisa - wzbudzał szaleństwo wśród dziewczyn i zaczęło mu się to coraz bardziej podobać. Nie rezygnował z malarstwa ale rock and roll go pociągał. Zespół miał więc prawdziwą gitarę basową. Kilka występów na wieczorkach tanecznych na uczelni Johna i Stu Art College zaowocowało możliwością skrytego wypożyczania na swoje koncerty uczelnianego wzmacniacza. Wciąż brak było własnej perkusji.
 
James Dean (1931 - 1955)






PAUL: "Stu był przyjacielem Johna z college'u. Kupił ten bas Hofnera, przy którym wyglądał jak karzeł. Problem polegał na tym, że nie potrafił dobrze na nim grać. To było pewnym mankamentem, ale wszystko wyglądało dobrze, więc w sumie nie było problemu... Kiedy Stu pojawił się w zespole, w okolicach gwiazdki 1959 roku, wszyscy mu trochę zazdrościliśmy i nie bardzo potrafiłem sobie z tym poradzić. Zawsze byliśmy zazdrośni o inne przyjaźnie Johna. On był starszym facetem i było jak było. Kiedy pojawił się Stuart, wyglądało na to, że zajął pozycję George'a i moją. musieliśmy zejść na drugi plan. Stu był rówieśnikiem Johna, chodził do college;u plastycznego, był dobrym malarzem i miał reputację, jakiej my nie mieliśmy. Byliśmy nieco młodsi, chodziliśmy do ogólniaka i nie byliśmy wystarczająco poważni.
Stuart Sutcliffe

 

23-24 kwietnia – interesujący epizod, w klubie The Fox And Hounds w Caversham występuje duet The Nerk Twins (tylko Lennon mógł wymyślić taką nazwę prawda? ) w składzie : Paul i John. Rewelacja! Pub był własnością kuzynki Paula, Betty Robbins. Chłopcy dorabiali w tygodniu pracą za barem ale w weekend wystąpili na malutkiej scenie. Bez mikrofonów tylko z akustycznymi gitarami. Występ otwierali popularnym wtedy hitem „Is Waiting For The Sunrise”, dalszy repertuar to prócz rocka and rolla standardy country. Paul: „Chcieliśmy zacząć numerem 'Be Bop A Lula' ale mąż Betty zasugerował, że na sobotni wieczór na początek musi być coś szybkiego i … instrumentalnego. Grałem linię melodyczną a John grał rytm. Później za radą Johna zagraliśmy oczywiście Be Bop A Lula. To było dobre wyjście, na lata całe zapamiętałem dzięki Johnowi jak dobrze zaczynać show. 
The Silver Beetles - na perkusji Tommy Moore.
The Fox And Hounds
  10 maja - przesłuchanie zespołu przez Larry Parnesa, znanego londyńskiego muzycznego promotora. Uczestniczy w nich – odbywa się to w Wyvern Social Club w Liverpoolu - także Billy Fury, popularny piosenkarz. The Silver Beetles podobają się, są niewielkie (grzecznościowe) zastrzeżenia do gry Stuarta. Stu bardzo się tym przejmuje ale John każe mu to „olać”. W przesłuchaniu bierze udział także zespół Gerry And The Pacemakers, który w niedalekiej przyszłości będzie miał swoje 5 minut sławy. Oczywiście dzięki Beatlesom. Za bębnami zasiadł wtedy John Hutchinson, perkusista Cass And The Cassanovas. Zespół wciąż nie miał stałego bębniarza. Dorywczo grał z nimi Tommy Moore (36 lat a więc prawie dwa razy starszy od chłopców).
GEORGE: "Było bardzo drętwo. Larry Parnes nawet nie wstał, by powiedzieć czy byliśmy świetni czy coś w tym stylu. Byliśmy przygnębieni. kilka dni później zadzwonił z propozycją grania z Johnny Gentle'm. Zapewne myśleli: 'Co tam oni, wyślemy zespół, któremu nie trzeba płacić. 
GEORGE: "Mieliśmy perskusistę nazwiskiem Tommy Moore, który pojechał z nami do Szkocji. Był zabawnym facetem, który grał z różnymi zespołami... ale znikał. Mieliśmy prawdziwy zalew perkusistów. Po trzech takich muzykach okazało się, że został nam po nich całkiem cały poskładany zestaw perkusyjny. Wtedy Paul zdecydował, że będzie grał na niej, był całkiem w tym dobry".
The Silver Beetles - Stu, John, Paul, Johnny Hutchinson (tego wieczoru zamiast Tommy Moore'a) oraz George - u Larry'ego Parnesa

Najbardziej nie spodobał się Larry'emu Stuart, nie tylko dlatego, że odwracał się tyłem, dla fachowców było jasne, że chłopak nie umie grać.

Billy Fury oraz Larry Parnes
14 maja - występ w Lathom hall w Liverpoolu, jedyny występ pod nazwą The Silver Beats. Znając ta nazwę grupy łatwo się domyśleć etymologii ostatecznej nazwy zespołu. Beetles – żuki , nawiązanie do świerszczy Holly'ego, Beat – bit, uderzenie, rytm, główna cecha rocka and rolla – BEATLES – drobna zamiana pisowni i piorunujący efekt, dublowany później przez wiele zespołów jak np. The Byrds (birds).
Arnhem - Alan i Beryl Williamsn Lord Woodbine oraz SIlver Beetles
    W owym czasie menadżerem zespołu był Alan Williams, właściciel klubu Jacaranda. Był jednym z liczących się promotorów na liverpoolskiej scenie muzycznej. Williams dowiedział się o dochodowym interesie, eksporcie brytyjskich grup rock and rollowych do Hamburga, gdzie Niemcy chcieli słuchać piosenek śpiewanych w „języku Elvisa”. Pojechał osobiście do tego wielkiego portowego miasta. Pomijając całą historię skupię się na fakcie, że do Liverpoolu zawitał Bruno Koschmider, Niemiec, właściciel kilku hamburskich nocnych lokali o dość podlej reputacji. W wyniku swego pobytu wrócił do Niemiec i niebawem ściągnął do Hamburga Derry And The Seniors, którzy spodobali się bardzo niemieckiej publiczności, choć tak naprawdę w hamburskich lokalach gościli marynarze z całego świata. Koschmider po niedługim czasie poprosił Williamsa by ten przysłał mu kolejny zespół. Ten miał wtedy do dyspozycji tylko dwie kapele: Gerry'ego i jego Pacemakers oraz właśnie The Silver Beatles, którzy mieli jedną wielką wadę - brak stałego bębniarza. Gerry And The Pacemakers nie palili się do wyjazdu, John i paczka musieli załatwić sobie perkusistę.
Pete Best
6 sierpnia – The Silver Beetles odwiedzają klub Casbah gdzie grają The Blackjack z Pete'm – synem właścicielki klubu Mony na perkusji. George wspomina : „Słyszeliśmy o muzycznych koncertach w Sttutgarcie, gdzie były amerykańskie bazy wojskowe, wiedzieliśmy, że takie same koncerty są możliwe wszędzie na terenie Niemiec więc byliśmy bardzo podekscytowani perspektywą wyjazdu... Ale Alan powiedział nam, że facet w Niemczech potrzebuje pieciu kolesi więc przypomniałem sobie po Pecie z Casbah”. Beatlesi – już jako The Beatles – poszli do klubu i zaproponowali Pete'owi wyjazd do Niemiec jako perkusista ich zespołu, nie przystanie do zespołu ale grę w ICH zespole. Wcześniej Paul usiłował znaleźć perkusistę poprzez ogłoszenia i  listy itd.
List Paula do tajemniczego wciąż perkusisty.
  czy ktoś odpowiedział na ogłoszenie, nie wiadomo, jeśli nawet to Beatlesi już byli w Hamburgu. 
12 sierpnia - w tym dniu Beatlesi przesłuchali Pete'a, jedynego jakiego mieli do dyspozycji perkusistę ale i chyba rzeczywiście najlepszego (best). Pete wypadł bardzo przekonująco, był bardzo dobrym muzykiem, wyglądał znakomicie i w Niemczech cieszył się największym powodzeniem u płci przeciwnej. The Beatles uformowali swój pierwszy skład:
John Lennonwokal, gitara,
Paul McCartneywokal, gitara, 
George Harrisongitara, czasem chórki,  
Stuart Sutcliffegitara basowa, 
Pete Bestperkusja.
The Silver Beatles - The Beatles - John, George, Pete, Paul oraz Stu.
JOHN: "Do Hamburga zabrał nas Alan Williams, jechaliśmy furgonetką przez Holandię i podprowadziliśmy tam parę rzeczy w sklepach".

GEORGE: Prawdopodobnie spotkaliśmy się przed klubem The Jacaranda, który należał do Williamsa. "Było nas pięciu oraz Alan, jego zona Beryl oraz Lord Woodbine (facet o takim nazwisku, miał nocny klub ze striptizem). było ciasno. Furgonetka nie miała siedzeń i musieliśmy siedzieć na wzmacniaczach. Dojechaliśmy do Hawrich i przepłynęliśmy statkiem do Hoek Van Holland. Pamiętam, że jadąc przez Holandię zatrzymaliśmy się w Arnhem, gdzie w czasie wojny ludzie skakali ze spadochronami na pewną śmierć (kolejny mały trik Winstona Curchilla). Na cmentarzu były  tysiące białych krzyży."








Czytaj dalej w:     Historia The Beatles
  
Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz