...


Moje motto, nie tylko na ten blog, to:
Kocham od zawsze The Beatles, dzisiaj 100 razy mocniej niż wczoraj oraz 100 razy mniej, niż będę ich kochał jutro.




PROSZĘ WSZYSTKICH O REKLAMĘ MEGO BLOGU. Facebook, Twitter, czaty, blogi muzyczne, maile. Pozwólcie mi dotrzeć ze swoim blogiem do wszystkich fanów The Beatles. Szczegóły współpracy - na maila blogowego, adres na dole.

Baner reklamowy do pobrania - z prawej strony obok.
Dziękuję!!!


WYWIADY: CHRIS THOMAS (1988)

W ostatnim odcinku 'A,B,C ' wymieniłem Chrisa Thomasa, producenta nagrań, terminującego u George'a Martina jako młody chłopak i to przy nagraniach The Beatles. W 1988 roku Thomas powrócił wspomnieniami do tych chwil. Oto fragment wywiadu z nim.

- Czy dostałeś się do świata nagrań płytowych w konwencjonalny, typowy sposób - schemat: muzyk, operator taśm, chłopiec do podawania herbaty itd?
CHRIS THOMAS: Niezupełnie. Byłem co prawda muzykiem, ale tak naprawdę dostałem się do tego świata gdzieś około 1965 roku, gdy pisałem dla George'a Martina, gdy spytałem go o kilka porad i przeprowadziłem z nim wywiad w EMI. Potem poszedłem na spotkanie z dyrektorem, ponieważ George był w tamtym czasie  pracownikiem w EMI.
 
- O czym wtedy myślałeś? 
THOMAS: Chciałem zostać producentem lub tzw AR manem jak wtedy nazywano takich ludzi. Ale nie chciałem żmudnej drogi dostania się na szczyt, chciałem tam znaleźć się od razu. [śmieje się]
- Jakie miałeś wtedy doświadczenie kwalifikujące cie do takiej pracy?
THOMAS: Zupełnie żadnych. Jako dzieciak miałem występy w Royal Academy of Music. Grałem na skrzypcach, studiowałem fortepian, który w rzeczywistości choć jako drugi przedmiot, podobał mi się bardziej niż skrzypce.
- I jak dostałeś się z takiego świata do świata muzyki pop?
THOMAS: Natknąłem się jakoś na płyty Buddy Holly'ego i zakochałem się w jego muzyce. Widziałem jego zdjęcia i zauważyłem, że układa palce podobnie jak ja kiedy gra D. Wtedy moje życie zaczęło się zmieniać. Po grze na skrzypcach zabrałem się za gitarę, zacząłem od basu i szybko załapałem o co chodzi. Podstawy gry na basie nauczyłem się w ciągu trzech minut. No a potem pojawili się The Beatles i kompletnie odleciałem.  Pamiętam jak pierwszy raz usłyszałem w Radiu Luksemburg 'Love Me Do' i po prostu wiedziałeś wtedy, że to zmienia całkowicie twoje życie. Od razu stałem się uzależniony. Od tamtej chwili zacząłem grać w zespołach, zacząłem też pisać. Pete Townsend napisał piosenkę dla jednego zespołu, w którym byłem. To był szalenie podniecający okres, wchodzenie w świat rock and rolla. Wiele się wtedy działo, okolice Ealing. Zanim The Who stali się The Who byli jako High Numbers. Wcześniej byli The Detours. Stonesi grali wokół. English Birds z Ronnie Woodem. Jim Marshall (ten od wzmacniaczy) miał tam lokalny sklepik. Poznałem wtedy Mitcha Mitchella. Któregoś dnia przyszedł do mnie i spytał, czy przypadkiem nie gram na basie. Ja na to: 'Taaa'. On wtedy: 'Jadę do Niemiec na próby z jednym z amerykańskich gościo, który gra na gitarze zawieszonej z tyłu na plecach, gra zębami i takie rzeczy'. Pomyślałem sobie wtedy, że musi być taki ekshibicjonista i grzecznie odmówiłem. Kilka miesięcy później oglądam 'Ready, Steady Go' i widzę Jimiego Hendrixa wykonującego 'Hey Joe' z Mitchem za bębnami. Pomyślałem sobie: 'O Chryste' [śmieje się]... Wracając do twojego pytania, jakim sposobem dostałem się do środka (w 1965)... George Martin powiedział mi bym pogadał z szefostwem EMI, czego oczywiście nie zrobiłem wtedy i tak przeleciały mi przed nosem trzy lata. Pod koniec 1967 roku pomyślałem sobie: 'Nie, zmierzam do nikąd'. Zdałem sobie sprawę, że będąc w jakimś zespole stajesz się zależny od swych kolesi, ale jednocześnie wiedziałem, że niezależnie od sukcesów z zespołami, chciałem pracować w studiu, nad płytami. Nie byłem wcale zainteresowany graniem na żywo, na scenie. Tak więc skontaktowałem się znowu z George'm Martinem. Był już wtedy w AIR London, jeszcze przed AIR Studios, firmą produkującą płyty. Napisałem do niego list z nadzieją, że mnie jeszcze pamięta. 
Znowu dał mi kilka rad. Z jego pomocą  dotarłem do Johna Burgessa i Rona Richards (producenci, EMI) i oni wzięli mnie na próbę na sześć miesięcy. To była oczywiście praca chłopca od podawania herbatek, od przesyłek, wszystkiego. Powiedzieli do mnie: 'Zaczep się jakoś. Przychodź na każdą sesją, na jaką masz ochotę'.  Więc oglądałem sesje The Hollies z Ronem Richardsem, co było bardzo zabawne. Byłem także w AIR przez dwa czy trzy miesiące kiedy The Beatles zaczęli nagrywać 'The White Album' i spytałem Martina czy mogę przychodzić na sesje. Zgodził się więc siedziałem sobie w kąciku przez kilka miesięcy,
- Jakie to zrobiło na tobie wrażenie. Najsłynniejszy zespół na świecie... 
THOMAS: Właśnie. To było śmieszne. Oczywiście, byłem maksymalnie zdenerwowany za pierwszym razem. Ale nie tak zdenerwowany jak trzy czy cztery miesiące później kiedy George pojechał na wakacje. Także wróciłem ze swoich wakacji i znalazłem na swoim biurku malutki liścik a w nim: 'Drogi Chris. Mam nadzieję, że miałeś udane wakacje. Mnie teraz nie ma. Staraj się być pomocny i pod ręką dla The Beatles. Neil i Mal wiedzą o tym, że schodzisz na dół'.  Tak więc zszedłem na dół do studia i nie wiedziałem czego się spodziewać, ponieważ do tej pory byłem tylko obserwatorem. Byłem okropnie spięty, wystraszony i przez kilka godzin nie mogłem nic mówić. Ken Scott był inżynierem. Miał 21, ja miałem 22. Operator taśm miał 20 lat. Byliśmy tutaj ot z największym zespołem na tej planecie. Ale The Beatles całkowicie mnie ignorowali i to jeszcze bardziej mnie stresowało.  Potem, po kilku godzinach mieli małą przerwę i zaczęli rozmawiać o Apple, które wtedy było czymś nowymBłąkałem się wtedy w okolicach schodów i usłyszałem jak John Lennon powiedział:  'On zdaje się nie za bardzo robi to co do niego należy, co?'. Wiedziałem wtedy, że to jes tta chwila, że cała moja kariera legła w gruzach, że niebawem dostanę kopa. Martin wykopie mnie i to będzie koniec.  Wróciłem jednak na górę a oni zaczęli znowu próby i któryś pomylił się, więc nacisnąłem przycisk przerywając nagranie i powiedziałem: 'Spróbujcie jeszcze raz'. W tym studiu przycisk przerywający nagranie miał dźwięk klaksonu - takie rrrwwwkkkk! [śmieje się]. Ale oni nie zauważyli pomyłki i przyszli na górę do kontrolki posłuchać taśmy. Pomyślałem sobie: 'Boże, jeśli sam się pomyliłem, to mam naprawdę duże kłopoty'. Ale oni też to usłyszeli, zeszli na doł i zaczęli grać od nowa. 
- Narodziny producenta!
THOMAS: [śmieje się]: Wiesz, nie miałem nic do stracenia, drzwi i tak były już otwarte, o mało przez nie wylatywałem. Więc powiedziałem i zrobiłem to co zrobiłem i pod koniec dnia, około 12 godzin później opuszczaliśmy studio i odezwałem się do Paula: 'Co z jutrem? Powinienem przyjść i zejść na dół'. A on odparł: 'Tak, jeśli chcesz'. Nie powiedział, że nie! Wow! Ulżyło mi jak diabli. Więc zostałem tam z nimi około trzech tygodni i w sumie zrobiliśmy od początku do końca kilka nowych piosenek. Do tego czasu wszystko szło bardzo, bardzo powoli i opornie, ale zrobiliśmy wtedy około tuzina piosenek "Happiness Is a Warm Gun", "Piggies", w której zagrałem w sumie na klawesynie, chociaż w tym czasie nie grałem na tym instrumencie, ale zmusili mnie do tego. Pozostałem z nimi do końca albumu, nawet do tego ostatniego przyśpieszenia, kiedy używaliśmy w tym samym czasie trzy studia Abbey Road. John pracował z George'm Martinem przy "Revolution #9", ja z George'm Harrisonem nad "Savoy Truffle" w studiu nr 2, Paul poszedł do 1 i sam zrobił "Why Don't We Do It in the Road".
  Nigdy nie powiedziałem The Beatles niczego w stylu - 'ja produkuję', bo to brzmiałoby śmiesznie, zarozumiale. Ale pomogłem im w produkcji tego albumu, zagrałem na ich kilku piosenkach. Byłem oczywiście bardzo szczęśliwy, gdyż ziściły się moje wszystkie marzenia i fantazje - np. zagrałem na żywo na melotronie  ze wszystkimi czterema Beatlesami na "Bungalow Bill" z George'm Martinem w roli producenta. Nieprawdopodobne!
...
- Nie mógłbym nie zadać pytania o twoją pracę na miksowaniem albumu Pink Floydów 'Dark Side Of The Moon'. Czy w miksowanie zaangażowanie byli wszyscy czterej Floydzi czy przede wszystkim sam Roger Waters?
THOMAS: Byli wszyscy. Wszyscy czterej ponieważ w tym samym czasie gdy miksowaliśmy, nagrywaliśmy i dodawaliśmy różne rzeczy. Dodam, że w przeciwieństwie do tych wszystkich rzeczy, o których przeczytałem na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat, panowała wtedy w studiu bardzo miła atmosfera. Byli bardzo zabawni, dowcipni ludzie, wszystko było bardzo produktywne. W tym samym czasie pracowałem nad albumami Johna Cale'a oraz Procol Harum (Grand Hotel). Gdy kończyłem pracę przed północą nad 'Dark Side Of The Moon', a nigdy nie pracowałem później niż północ, szedłem do AIR Studios i o 5 nad ranem pracowałem and 'Grand Hotel'. Byłem tam zapracowany, że czasem myliłem studia... [śmieje się].
- Czy zaskakuje cie wciąż nie słabnąca moc płyty Pink Floydów ?


THOMAS: Taaa, chociaż nie lubiłem ją gdy ją skończyliśmy [śmieje się]. Prze tym albumem oni wydali 'Meddle', na którym było 'Echoes' i miałem nadzieję, że ten następny będzie kontynuacją tego co robili wcześniej, ale 'Dark Side' niosła ze sobą wiązkę piosenek. Piosenek, czyli to co zawsze robiłem, więc sobie pomyślałem: 'Świetnie - Pink Floyd. Będę miał okazję zrobić coś dziwnego i nie zwyczajnego'. Ale nie w tym przypadku...

______________________________________________________________

 Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.
HISTORY THE BEATLES

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz