CYNTHIA: Wspomnienia (4) - Pojawia się Yoko

 



Zapraszam Was ponownie (to już bodajże czwarty raz) do lektury książki Cynthii o Johnie.  Tutaj mamy jeden  z najbardziej bolesnych i intymnych fragmentów autobiografii Cynthii Lennon, który rzuca zupełnie nowe, surowe światło na mit „pokoju i miłości” otaczający lidera The Beatles. To przejmujący zapis momentu, w którym idealizowany przez miliony artysta staje się katem własnego małżeństwa, aranżując okrutną scenę zdrady we własnym domu, by zmusić żonę do odejścia. Historia ta, pełna zagubienia, manipulacji i samotności kobiety pośród ludzi uznawanych za legendy, pokazuje brutalną cenę życia w cieniu geniusza, który potrafił tworzyć najpiękniejsze hymny o miłości, jednocześnie niszcząc ją we własnej sypialni. To oczywiście niczego nie zmienia, dzisiaj wiemy wszystko o Johnie, niezmiennie go kochając prawda? Czytając biografię Cyn często zastanawiałem się, czy wszystko, wszystkie opisane w niej fakty, szczególnie te stawiające Johna w niezbyt (łagodnie mówiąc) świetle są prawdziwe? Nie poznamy na to pytanie odpowiedzi, ale szczerze uważam, że pewnie tak, choć niektóre fragmenty Cynthia chyba trochę podkolorowała idealizując swoje relacje z Johnem w 1968. 

  


  Podszedł do miejsca, w którym stałam obok zlewu i wziął mnie w ramiona. „Jesteś jedyną, którą kiedykolwiek kochałem, Cyn” – powiedział i pocałował mnie. „Nadal cię kocham i zawsze będę”.
   Parę tygodni później John zasugerował, bym dołączyła do Magicznego Alexa, Jennie, Donovana i Gypsy na dwutygodniowe wakacje w Grecji. Powiedziałam mu, że nie chcę jechać bez niego. Poza tymi rzadkimi okazjami, kiedy zabierałam mamę i Juliana, bo on pracował, nigdy nie spędzaliśmy wakacji osobno.
  „Mam teraz dużo na głowie i nie mogę jechać, ale ty powinnaś. To może cię rozweselić” – powiedział. Byłam niepewna, ale on nalegał i w końcu zdecydowałam się pojechać. John był zajęty pisaniem piosenek na nowy album Beatlesów, The Beatles, lepiej znany po wydaniu jako Biały Album. Napisał trzynaście utworów, w tym „Julia”, hołd dla swojej matki, oraz „Goodnight” dla Juliana.
   Pocieszona nadzieją, że John może za mną zatęsknić, oraz perspektywą zmiany, wyjechałam do Grecji. Julian pojechał zostać z rodziną Dot, a John leżał na naszym łóżku, kiedy wychodziłam. Był w niemal transowym stanie, który widziałam już wiele razy wcześniej i ledwo odwrócił głowę, by powiedzieć do widzenia.
   
O dziwo, biorąc pod uwagę moje obawy o przyszłość mojego małżeństwa, to były urocze wakacje. Dwa tygodnie greckiego słońca, morza, ouzo, tawern oraz śmiechu i towarzystwa innych poprawiły mi nastrój. Pomimo mojego braku zaufania do Alexa [na zdjęciu] po epizodzie z Maharishim, w Grecji odłożyłam na bok wątpliwości, gdy on tłumaczył, ułatwiał drogę i zachowywał się pod każdym względem jak dobry przyjaciel. Do czasu, gdy mieliśmy wracać do domu, czułam się o wiele lepiej. Bardzo tęskniłam za Johnem i przekonałam samą siebie, że możemy zacząć od nowa. Byłam pełna energii i planów na naszą przyszłość. Myśl o rozstaniu była dla mnie wciąż niewyobrażalna, być może dlatego, że moi rodzice nigdy czegoś takiego nie rozważali. W pełni oczekiwałam, że John i ich zostaniemy razem i znajdziemy sposób, by przepracować nasze problemy.
To, czego nie wzięłam pod uwagę, to fakt, że historia Johna, jego stosunek do małżeństwa i rodziny były bardzo inne od moich. Prawie nigdy nie widział swoich rodziców razem: w wieku pięciu lat został porzucony przez ojca i, w efekcie, przez matkę również. Jego własny ojciec ucierpiał w ten sam sposób. Biorąc pod uwagę, jak często i niesamowicie powtarzamy wzorce naszych rodziców, powinnam być może być bardziej przygotowana na to, że John opuści swoje własne małżeństwo i pięcioletniego syna. Ale byłam zbyt młoda, zbyt niedoświadczona i zbyt zdeterminowana optymistycznie, by brać to na poważnie.
W drodze do domu nasz samolot zatrzymał się w Rzymie, gdzie zjedliśmy lunch. Czyż nie byłoby zabawnie zakończyć dzień kolacją w Londynie, po śniadaniu w Grecji i lunchu w Rzymie? Śmialiśmy się. „Niech John do nas dołączy” – zasugerował Alex. Zasugerował, bym do niego zadzwoniła, żeby dać mu znać, o której będziemy z powrotem.
Rozmawiałam z nim krótko. „Cześć, kochanie, niedługo będę w domu. Nie mogę się doczekać, żeby cię zobaczyć”. Odpowiedź Johna brzmiała normalnie: „Dobrze, do zobaczenia później”.
Donovan [na zdjęciu z Johnem , Indie] i Gypsy udali się do domów, ale Jennie i Alex pojechali ze mną do Kenwood sprawdzić, czy John ma ochotę na kolację na mieście. Przyjechaliśmy o czwartej po południu i natychmiast wiedziałam, że coś jest nie tak: światło na ganku było zapalone, zasłony wciąż zaciągnięte i wszystko było ciche. Nie było Dot, by mnie powitać, ani Juliana wbiegającego przez drzwi, krzyczącego z zachwytu, by się przytulić. Co się działo?
Przednie drzwi były otwarte. Nasza trójka weszła do środka i zaczęła szukać Johna, Juliana i Dot. „Gdzie wszyscy jesteście?” – zawołałam, wciąż spodziewając się, że pojawią się zza drzwi, śmiejąc się z żartu. Gdy położyłam rękę na drzwiach do ogrodu zimowego, poczułam nagły dreszcz strachu. Zawahałam się przez sekundę, po czym je otworzyła. Wewnątrz zasłony były zasunięte, a pokój był słabo oświetlony, więc zajęło mi chwilę złapanie ostrości. Kiedy to zrobiłam, zamarłam.
John i Yoko siedzieli na podłodze, ze skrzyżowanymi nogami, zwróceni twarzami do siebie, obok stołu przykrytego brudnymi naczyniami. Mieli na sobie szlafroki frotte, które trzymaliśmy w domku przy basenie, więc wyobraziłam sobie, że byli popływać. John był zwrócony do mnie. Spojrzał na mnie, bez wyrazu, i powiedział: „O, cześć”. Yoko nie odwróciła się.
Wypaliłam jedyną rzecz, o jakiej mogłam pomyśleć: „Wszyscy liczyliśmy na kolację w Londynie po lunchu w Rzymie i śniadaniu w Grecji. Chcielibyście się dołączyć?”.
  Głupota tego pytania prześladuje mnie od tamtej pory. Skonfrontowana z moim mężem i jego kochanką – ubraną w mój szlafrok – zachowującymi się, jakbym była intruzem, wszystko co mogłam zrobić, to kontynuować, jakby wszystko było normalne. W rzeczywistości byłam w szoku, działając na autopilocie. Nie miałam pojęcia, jak zareagować. Było jasne, że zaaranżowali to tak, bym ich tak zastała, a okrucieństwo zdrady Johna było trudne do przyswojenia. Intymność między nimi była onieśmielająca. Czułam wokół nich mur, przez który nie mogłam przeniknąć. W moich najgorszych koszmarach o Yoko nie wyobrażałam sobie niczego takiego.
Gdy stałam w drzwiach, przykuta do miejsca szlakiem i bólem, John powiedział obojętnie: „Nie, dzięki”. Odwróciłam się i uciekłam.
PRAGNĘŁAM DOSTAĆ SIĘ JAK najdalej od sceny w ogrodzie zimowym. Pobiegłam w stronę schodów, nie mając w głowie żadnej innej myśli poza ucieczką. Jennie, która kręciła się niezręcznie w kuchni z Alexem, pojawiła się: „Czy mogę zostać z tobą?”. Powstrzymywałam łzy i nie mogłam odpowiedzieć.  Na półpiętrze natknęłam się na parę małych japońskich kapci, ustawionych schludnie przed drzwiami sypialni gościnnej, które otworzyłam. Łóżko nie było używane. Przez sekundę rozważałam ciskanie kapciami w ich właścicielkę, ale nie mogłabym znów skonfrontować się z Johnem i Yoko. Czułam się całkowicie upokorzona i pragnęłam zniknąć.
  Wrzuciłam kilka rzeczy do torby i znów zbiegłam na dół. Ledwie dwadzieścia minut po tym, jak przyjechałam na to, co miało być w mojej nadziei czułym spotkaniem z Johnem, wsiadłam z powrotem do czekającej taksówki z Jennie i Alexem i odjechałam z mojego domu, zostawiając Johna i jego kochankę za sobą. Byłam w oszołomieniu. Mój umysł zdawał się unosić i nie mogłam skupić się na niczym innym poza jaskrawym obrazem ich razem. Za każdym razem, gdy go widziałam, ogarniał mnie świeży kłucie bólu, a jednak nie mogłam powstrzymać się od przywoływania go, próbując przyswoić zdradę. Ich intymność była tak potężna, że czułam się jak obca we własnym domu.
Nie pamiętałam podróży z Alexem i Jennie ani przybycia tego wieczoru do małego domu, który dzielili. Pamiętam tylko, że Jennie poszła do swojego pokoju, gdy tylko przyjechaliśmy. Była zszokowana i zażenowana. „Cyn, tak mi przykro, ale muszę iść do łóżka. To wszystko było dla mnie zbyt wiele. Zobaczymy się jutro. Czy wszystko w porządku?”. Zostałam w malutkim salonie, gdzie worki do siedzenia i etniczne poduszki były rozrzucone po całej podłodze, a zasłony były zaciągnięte. Opadłam na sofę przed kominkiem, budząc się tylko po to, by zadzwonić do Dot i poprosić ją o opiekę nad Julianem przez jeszcze kilka dni. Dzięki Bogu, że był bezpieczny i szczęśliwy z jej rodziną.
  Byłam w tak zagubionym stanie, że ledwo wiedziałam, co jest jeszcze realne. Mój umysł wciąż wykonywał koszmarne fikołki. To było prawie jak jeden z tripów po LSD. Co ja tu robiłam? Dlaczego uciekłam? Co u licha stanie się ze mną i Julianem? Świat, jaki znałam, rozpadał się. Zastanawiałam się, jak długo John sypiał z Yoko. Czy byłam kompletną idiotką, nie widząc oczywistego? Czy kłamał przez tygodnie lub miesiące? Czy wysłał mnie na wakacje, by usunąć mi z drogi, aby mógł kontynuować relację z Yoko? Każda nowa myśl dodawała świeżych mąk.
„Myślę, że potrzebujesz drinka, Cyn”. Alex poruszał się po pokoju, zapalając świece, po czym wyjął butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki. Byłam wdzięczna za coś, co mogłoby pomóc uśmierzyć ból i wypiłam duszkiem kilka kieliszków. Potem Alex wyciągnął drugą butelkę i ją też wypiliśmy. Byłam wyczerpana i szybko zapadłam w otumaniony stan.
Alex gadał coś pod nosem, a ja ledwo rejestrowałam, co mówi, dopóki nie zostałam wyrwana z odrętwienia: „Wiesz, Cyn?” – powiedział. „Zawsze cię kochałem. To jest idealne. Ile masz pieniędzy? Dlaczego nie mielibyśmy uciec razem? Moglibyśmy mieć wspaniałe życie. To by pokazało Johnowi i Yoko”.
Odpowiedziałam bez myślenia, że mam zaledwie tysiąc funtów w banku. Żadnych bogactw, żadnej fortuny, nic. Byłam zbyt oszołomiona, zdezorientowana, zszokowana i załamana, by przyjąć to, co się dzieje. Ledwo mogłam złapać ostrość. Wszystko w pokoju wirowało, jeden przedmiot zlewał się z drugim. Alex był przyjacielem Johna: o czym on mówił? To musi być jakiś żart. 
Musiałam skorzystać z łazienki. Kiedy tam dotarłam, gwałtownie zwymiotowałam. Potem zdałam sobie sprawę, że szok wywołał u mnie okres, kilka dni za wcześnie. Wygramoliłam się z łazienki na chwiejnych nogach i zobaczyłam przez otwarte drzwi na półpiętrze sypialnię. Weszłam, padłam na łóżko, w pełnym ubraniu, naciągnęłam przykrycie i straciłam przytomność. Jakiś czas później Alex wślizgnął się do łóżka i próbował mnie całować i pieścić, szepcząc, że powinniśmy być razem. Odepchnęłam go, zniesmaczona.
  Następnego ranka obudziłam się z kacem i strasznym uświadomieniem sobie, że moje małżeństwo prawdopodobnie dobiegło końca. Nie miałam pojęcia, co robić dalej. Po zachowaniu Alexa zeszłej nocy nie czułam się komfortowo, zostając w jego domu. Wywierał na mnie presję w czasie, gdy byłam bezbronna. Ale nie miałam dokąd pójść, więc spędziłam dzień skulona na sofie, pijąc herbatę i próbując wymyślić, co robić. Jennie była pełna współczucia, a Alex, na szczęście, trzymał się z boku.
  Po paru dniach wiedziałam, że muszę wracać do domu. Tęskniłam za Julianem. John i ja mogliśmy robić bałagan w naszym małżeństwie, ale wciąż mieliśmy małego syna, który nas potrzebował. Pozbierałam się na tyle, by stawić czoła Johnowi. Nie było od niego żadnej wiadomości i nie miałam pojęcia, co planuje, ale musiałam się dowiedzieć. Wzięłam długą, gorącą kąpiel, spróbowałam wyglądać lepiej niż się czułam, spakowałam rzeczy i wzięłam taksówkę do domu.
  Wejście było trudne: nie miałam pojęcia, co mogę zastać. Ale dom był zdumiewająco normalny. Świeciło słońce, zasłony były odsunięte i wszystko było wysprzątane na błysk. Najwyraźniej Dot ciężko pracowała. Gdy stałam, zastanawiając się, kto jest w domu, Julian podbiegł do mnie i wskoczył mi w ramiona. Cudownie było móc go przytulić. W tym momencie John wyłonił się z gabinetu. „O, cześć” – powiedział swobodnie. „Gdzie byłaś?”. Wpatrywałam się w niego. Na pewno żartował. Ale nie, wydawał się zrelaksowany, normalny, nawet zadowolony, że mnie widzi – podszedł i złożył pocałunek na moim policzku.
    Czy to wszystko było koszmarem? Czy John naprawdę był zdolny zrobić coś takiego, a potem zbagatelizować to jako nieważne? Znałam go tak dobrze, ale zaskakiwał mnie już wcześniej swoją zdolnością do szufladkowania swojego życia i odkładania na bok wszystkiego, z czym nie chciał się mierzyć. Ale ignorowanie faktu, że zastałam go z Yoko, wydawało się trochę jak przechodzenie obok słonia na środku salonu.
  Nie chciałam nic mówić przy Julianie, więc przez następnych kilka godzin robiłam co w mojej mocy, by udawać, że wszystko jest normalne. Dobrze było zobaczyć Dot, która patrzyła na mnie z lekkim niepokojem, ale nic nie mówiła, choć musiała wiedzieć, co się stało. Skakała koło mnie, pomagając mi się rozpakować i uporządkować ubrania.
   Był wieczór, zanim John i ja mieliśmy szansę porozmawiać. Musiałam zebrać się w sobie na konfrontację, której zazwyczaj byśmy unikali, by zapytać go, co dzieje się z Yoko. „O, nią?” – powiedział, jakby zaskoczony, że zapytałam. „Nic, to nieważne”. „Musimy porozmawiać, John” – powiedziałam mu. „Proszę, nie udawaj, że nic się nie dzieje”.
Ostatecznie porozmawialiśmy, być może szczerzej i głębiej niż kiedykolwiek od czasów studenckich. Rozmawialiśmy o naszych słabościach i błędach, naszej miłości do siebie, naszych nadziejach i marzeniach. John znów mówił o swoich innych kobietach i upierał się, że Yoko nie była ważniejsza niż one. „To ciebie kocham, Cyn” – powiedział. „Kocham cię teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej”.
   Tej nocy poszliśmy do łóżka i kochaliśmy się, a moje posiniaczone serce poczuło się lżejsze. Nie byłoby łatwo zapomnieć o tym, co się stało, ale jeśli to naprawdę była przeszłość, cóż, spróbuję. John, z którym spędziłam wieczór i w którego ramionach leżałam, był tak całkowicie inny od człowieka, który gapił się na mnie beznamiętnie, siedząc z Yoko w ogrodzie zimowym, że trudno było zaakceptować, że to ta sama osoba. Czy był pod wpływem narkotyków? Wiedziała, że znów eksperymentuje od czasu rozczarowania Maharishim. Tylko narkotyki mogły wyjaśnić, jak się zachował.
    W rzeczywistości John nigdy całkowicie nie wyrzekł się narkotyków. Kiedy byliśmy w Indiach, moja matka znalazła zapas LSD, który ukrył w domu, i spuściła go w toalecie. Kiedy odkrył, co zrobiła, był wściekły, ale nie mógł skonfrontować się z nią, nie przyznając, że go używa, więc musiał milczeć.
Przez następnych kilka dni wszystko wydawało się w porządku. John był w dobrym nastroju, Julian był szczęśliwy, mając nas obok, a ja odważyłam się mieć nadzieję, że najgorsze mamy za sobą. John i ja odbyliśmy jeszcze kilka szczerych rozmów. Mówił o swojej potrzebie odkrywania nowych dróg, a ja powiedziałam mu, że wiem, iż nie zawsze mogę je z nim dzielić. Byłam bardzo tą dziewczyną, którą zawsze byłam, szczęśliwą będąc w domu, żoną i matką. Stałam się bardziej niezależna przez lata, ale zasadniczo byłam taka sama. John zmienił się bardzo i szukał w nowych kierunkach odpowiedzi w swoim życiu. Rozmowa zbliżyła nas do siebie. Zgodziliśmy się, że chcemy iść dalej razem, pomimo naszych różnic. W końcu zawsze byliśmy różni i to działało u nas przez dziesięć lat. Dlaczego miałoby nie działać przez następne dziesięć?
   Poczułam się znów zdeterminowana, by moje małżeństwo zadziałało. Ale to krótkie, szczęśliwe wytchnienie wkrótce się skończyło. John miał lecieć do Stanów z Paulem w podróż służbową w związku z Apple. Zasugerowałam, że polecę z nim. Wydawało mi się, że jeśli mamy pozostać blisko, powinniśmy spędzać więcej czasu razem. A wycieczka do Nowego Jorku byłaby zabawna. Odpowiedź Johna była stanowczym „nie”. Odmówił spojrzenia na mnie czy dyskusji. Poczułam, jak żołądek mi się zaciska: on znów dystansował się ode mnie. Przez następnych kilka dni był drażliwy i wycofany, a ja czułam rosnące poczucie paniki, ponieważ nie mogłam do niego dotrzeć. Nie chciałam zostać sama w domu, czekając i zastanawiając się, gdy go nie będzie, więc zapytałam, czy nie miałby nic przeciwko temu, bym zabrała mamę i Juliana do Włoch na dwa tygodnie. „Taa, jasne” – odpowiedział.
   Organizowanie włoskiej wycieczki dało mi zajęcie i rzuciłam się w to, pragnąc odciągnąć myśli od Johna. Co się z nim teraz działo? Czy już pożałował swojej obietnicy, że będziemy trzymać się razem i spróbujemy? Z perspektywy czasu być może nie było mądrze ze strony wyjeżdżać. Być może powinnam była zostać w domu, by tam być, gdy on wróci z Ameryki, zamiast zostawiać go samego w domu. Być może nie powinnam była wyjeżdżać z moją matką, która drażniła Johna w najlepszych chwilach, a zwłaszcza odkąd zniszczyła jego narkotyki...
 
 
Do wspomnień Cyn oczywiście jeszcze wrócę.  
 



Historia The Beatles
History of  THE BEATLES

 



 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz