Szukaj :

TRANSLATE - below

TRANSLATE - below
Choose Your Language

Szukaj na tym blogu

Moja lista blogów

  • ROGER IS BACK! - Nim Rafa wygrał tegoroczny turniej Rolanda Garrosa pokazał wyśmienitą formę na nawierzchni ziemnej w kilku wcześniejszych turniejach. Niebawem Wimbledon ...

...


Moje motto, nie tylko na ten blog, to:
Kocham od zawsze The Beatles, dzisiaj 100 razy mocniej niż wczoraj oraz 100 razy mniej, niż będę ich kochał jutro.




PROSZĘ WSZYSTKICH O REKLAMĘ MEGO BLOGU. Facebook, Twitter, czaty, blogi muzyczne, maile. Pozwólcie mi dotrzeć ze swoim blogiem do wszystkich fanów The Beatles. Szczegóły współpracy - na maila blogowego, adres na dole.

Baner reklamowy do pobrania - z prawej strony obok.
Dziękuję!!!


PIERWSZA TRASA PO AMERYCE - vol. 3

 
 Pierwsze tournee po Ameryce (USA i Kanada) opisywałem tutaj:  09. TRASA PO USA - sierpień' 64. oraz Pierwsza trasa po Ameryce - vol. 1 ,   Pierwsza trasa po Ameryce - vol.2



DENVER, CINCINNATI


_______________________________________________
26 sierpnia Red Rocks Amphitheatre, Denver

Wg. całej ekipy The Beatles jak i samych muzyków, jedno z najbardziej urokliwych miejsc (patrz zdjęcie), gdzie zespół zagrał, mimo że z 9000 dostępnych biletów, sprzedało się tylko 7000. Mimo tego koncert w Colorado, Denver pobił rekord największej tego typu imprezy - jak dotąd -  (koncertu rockowego) na otwartym powietrzu. 


 
RED ROCK AMPHITEATRE
 The Beatles pojawili się w Denver - swoim szóstym przystanku na trasie - na  Stapleton International Airport lotem prosto z Los Angeles, gdzie grali trzy dni wcześniej. Denver było najmniejszym miastem jakie mieli odwiedzić w czasie tego tournee. Policjant oglądający powitanie zespołu przez wielki tłum fanów określił to wydarzenie jako najdziwniejszą rzecz jakiej był w swoim życiu świadkiem. A to dopiero było rozgrzewka. Zespół zatrzymał się przed koncertem w Hotelu Brown Palace. W czasie jazdy zespołu do hotelu ich samochód był ścigany przez rzesze fanów na motocyklach, same wejście do hotelu było zablokowane przez ok. 5 500 fanów.
Beatlesi wewnątrz samochodu w czasie drogi do Hotelu (Denver).

Na miejscu w Red Rock panowało tak rozrzedzone powietrze, że pod sceną ustawiono dla muzyków pojemniki z tlenem. Fani zjeżdżali się na miejsce już 24 godziny przed koncertem. Chcieli tam na miejscu nocować ale zostali przegnani przez nadgorliwą policję. Bilet na koncert kosztował ok. 6,60 dolara. Pomimo odnotowanych szaleństw (jedna z fanek pogryzła policjanta) sam koncert odbył się bardzo spokojnie. Fani tutaj nie bardzo wiedzieli jak reagować na rockowym koncercie choć oczywiście i w przypadku tego koncertu właściwszym określeniem było; widzieć niż słyszeć koncert The Beatles.
Wśród podróżujących z zespołem dziennikarzy (spora grupa brytyjskich oraz amerykańskich) był także Art Schreiber (na zdjęciu po lewej), m.in korespondent medialnej grupy Westinghouse Broadcasting System doświadczony w takich wojażach, bo biorący wcześniej udział w kampanii Johna Kennedy'ego, czy jeżdżący razem z pastorem Martinem Lutherem Kingiem w jego marszach pokojowych w obronie wolności i równości. Dzięki niemu The Beatles na swojej trasie zahaczyli o Cleveland (o zespół stoczyły tam prawdziwą batalię dwie lokalne stacje radiowe KYW, gdzie Art był także jednym z dyrektorów oraz WHK, która ostatecznie zwyciężyła).
Dodaj napis
Schreiber wspomina, że w czasie trasy dużo rozmawiał z Johnem Lennonem, którego także nauczył grać w Monopol (John stał się największym spośród czterech Beatlesów fanem tej gry). “Byłem zaskoczony jak dużo wiedział John o Ameryce. Przerażała go jednak bezmyślna śmierć Kennedy’ego, wojna Policji z marszami wolnościowymi na Południu. Myślę, wtedy rodziła się jego świadomość społeczna. bardzo go interesowały moje dni w Montgomery z Martinem Lutherem Kingiem i te spędzone z Kennedy’. Był  bardzo porządnym facetem, to było jeszcze zanim pojawiły się narkotyki. I codziennie dzwonił do domu do swojej żony (Cynthii)”.

 
Denver '64
GEORGE MARTIN : Były pogróżki o zamachach na życie. Pamiętam jeden koncert w Red rock Stadium w Denver, kiedy z Brianem poszliśmy na górę na alejkę nad sceną. Patrzyliśmy z niej w dół na koncert chłopców. Ten amfiteatr jest tak usytuowany, że snajper ustawiony gdzieś na górze mógłby sprzątnąć w każdej chwili któregoś z nich. Byłem tego świadomy tak jak i Brian oraz chłopcy.
JOHN:  Byliśmy potrącani i popychani głównie przez ludzi, którzy mieli nas chronić, bo w połowie przypadków to oni nam wchodzili w drogę. Z reguły chwytali nas i prowadzili w złym kierunku. Nie wpadaliśmy w histerię kiedy oni (fani) wpadali na scenę. pewnego razu jedna fanka złapała George'a i on grał dalej z nią uwieszoną na nim u szyi. Zawsze czułem się bezpiecznie na scenie, nawet jeśli się ktoś na nią wdarł. Czuję się dobrze kiedy mam podłączoną gitarę.
PAUL: Dostałem raz zapalniczką. Uderzyła mnie w oko i do końca koncertu grałem z zamkniętym okiem. W Chicago rzucano w nas zabawkami, żelkami i skakankami. Grając musiałem odkopać karton papierosów winstonów.
JOHN: Czujesz puknięcie w głowę, oglądasz się, a to but. jeśli rzucą jednym, to inni pomyślą, że tym mogą zwrócić naszą na nich uwagę, że popatrzymy w ich stronę. Zawsze oglądam scenę i mówię o wszystko Malowi. On z reguły na koniec zbiera wszystko ze sceny, zanim wpadną ochroniarze i zabiorą to, co ma jakąś wartość.

 Jak w każdym mieście także i tutaj Beatlesi wzięli udział w konferencji prasowej. Wybrałem już tradycyjnie małe jej fragmenty.
- Czy wszędzie gdzie się udajecie towarzyszą wam tłumy fanów ?
RINGO:  Jak dotąd, taaaa...
JOHN:  Nawet w windzie...
- Jaka jest twoja ulubiona scena z filmu ' A Hard Day's Night' ?

JOHN:... Hm..Ta na polu...
- Moja tez, a ta w wannie ?
JOHN: Nie pomyślałem o niej, też fajna ale wolę bardziej tą na polu.
- Czy to prawda, że wiele scen z filmu było realizowanych spontanicznie, bez scenariusza?
JOHN: Tak, np. ta z wanną. Kamera ruszyła i...
- Krążą plotki, że następny film nakręcicie tutaj w Hollywood. Możecie się jakoś do tego odnieść?
JOHN: Film absolutnie będzie kręcony w Anglii. Wychodzi po prostu taniej.
- John, czy już przeprowadziłeś się do swego domu w Surrey?
JOHN: Nie, nie miałem czasu. Stoi pusty. Trzeba tam jeszcze wiele rzeczy zrobić...Może uda nam się tam wprowadzić w przyszłym roku.
- Paul, jak tam twój koń ?
PAUL: Co masz na myśli?
- Drakes's Drum. Planujesz wystawiać go tutaj w gonitwach ?
PAUL: Aaa, rozumiem. Nie mam nic do tego. To koń mojego ojca.To mój prezent urodzinowy dla niego (Paul kupił ojcu konia za 1500 funtów na jego 62 urodziny. Prezent 'wręczył' w dniu angielskiej premiery filmu 'A Hard Day's Night'- RK) Nie mogę go wstawiać do gonitw ale mogę stawiać na niego zakłady...
- Twoja ulubiona scena z filmu...
PAUL: Także ta na polu. Ale lubię też ten fragment z Ringo. Nazwano do 'Ringo's Theme' z melodią 'This Boy'...
Konferencja w Denver, nad Johnem stoi Derek Taylor.

Do dzisiaj w Denver występ w Red Rock jest wydarzeniem magicznym, historycznym. W mieście z okazji 50-tej rocznicy występu Fab4 zagra specjalny zespół utworzony w hołdzie Beatlesom i ich koncertowi w mieści (1964 Tribute -  na zdjęciu z lewej). Magia działa do dzisiaj o czym się możecie łatwo przekonać wpisując w przeglądarkę parę słów związanych z tym wydarzeniem. Może znajdziecie też taki wpis, który zacytuję, gdyż jest  bardzo charakterystyczny dla większości Amerykanów, choć dotyczy koncertu w Denver:
To był początek lutego 1964 roku. Mój przyjaciel Steve i ja jechaliśmy do szkoły. Jechaliśmy  Fordem Falcon Futura cabrio. Jak zwykle, radio w samochodzie grało na full. Morgan White, którego radiowy nick brzmiał Pogo Pogue obwieścił, że ma dla nas nową piosenkę i ją teraz zagra. Piosenkę, którą nigdy nie słyszeliśmy tutaj, na zachód od Mississippi. To angielski zespół. Staną się wielcy. Oto THE BEATLES! Spojrzałem na Steve’a i powiedziałem: Nigdy im się to nie uda. około tygodnia później, 9 lutego 1964 roku The Beatles pojawili się w programie Eda Sullivana. Reszta jest już historią. Tego lata, 26 sierpnia pojechałem z przyjaciółmi do Red Rocks Outdoor Ampitheater i widziałem na żywo The Beatles w Red Rocks. Koncert, którego NIGDY nie zapomnę. Do dzisiaj mój ojciec nie powiedział mi ile zapłacił za bilety... Wspomniana piosenka to oczywiście ' I Want To Hold Your Hand'
  Poniżej zdjęcie z 'beatlesowskiego' pokoju w hotelu Brown Palace w Denver, jaki możecie sobie wynająć choć z pewnością nie będziecie spali w oryginalnej pościeli Beatlesów, którą pewnie - wzorem innych hoteli - pocięto i sprzedano fanom.



The Beatles w Red Rock, Denver

_______________________________________________

Przylot do Cincinnati.Lunken Airport


27 sierpnia The Gardens, Cincinnati

W Cincinnati Gardens The Beatles oglądało aż 14000 widzów ale mało brakowało by zupełnie nie doszło do koncertu. Przeciwko koncertowi Anglików, którzy śmiali nie uzgodnić swego występu z Lokalnym Związkiem Muzyków Zawodowych wystąpił cały jego Zarząd, ale ugiął się szybko gdy sporo działaczy zaczęło odbierać telefony od zatrwożonych i co ważne, wściekłych fanów.  Koncert oczywiście się odbył i może też dzięki temu Beatlesi jeszcze raz odwiedzą Cincinnati w 1966.
Niewiele wiadomo na temat ciekawego faktu jaki zaistniał w czasie pobytu zespołu w tym mieście. Otóż za kulisami The Beatles rozmawiali przez telefon z Elvisem ale nie są mi znane jakieś bliższe fakty odnośnie rozmów Króla z młodymi książątkami rocka.
CINCINNATI GARDENS
 O ile poprzedni koncert zespołu odbył się w jednej z najpiękniejszych górskich scenerii skalistego amfiteatru w Red Rock, w Cincinnati Beatlesi odnotowali najgorętszy koncert, nie tylko z powodu przewidywanej a więc szaleńczej, graniczącej z amokiem reakcji fanów. Tego dnia Cincinnati było jednym z najcieplejszych miast w Ameryce i zespół wystąpił w czasie ok. 45 stopniowego upału (115 stopni w skali Fahrenheita). 
Fanki z Cincinnati.



 

Magazyn z Cincinnati 'Examiner' zacytował humorystyczną wypowiedź Johna, który na uwagę pewnego dziennikarza z Dayton, że czterech facetów może zadbać o swoją ochronę przed 30 000 tłumem bez potrzeby angażowania policji, powiedział: "No, ty może mógłbyś. Jesteś tęższy od nas czterech". Także w czasie konferencji zapytano Paula o plotkę na temat jego małżeństwa z Jane. Paul szczerze powiedział, że ów dziennikarz (Walter Winchell) napisał nieprawdę. George zażartował: "Może on chce ożenić się z Tobą Paul?"
Fani zapamiętali historyczny moment oglądania na żywo Beatlesów jako wieczór niesamowicie gorący, małą słyszalność tego co śpiewali artyści i jako coś, czego nigdy nie zapomną.
Po koncercie muzycy zbiegli do zaparkowanego pod sceną samochodu, który zawiózł ich na lotnisko, skąd polecieli do Nowego Jorku.


W czasie trasy po USA w 1964 roku, podróżujący z zespołem The Beatles Larry Kane (na zdjęciu w samolocie z Johnem i Paulem, amerykański dziennikarz i pisarz, autor książki o Beatlesach 'Ticket To Ride'), po latach tak wspominał te wydarzenia:
To było uczucie jakbyś biegł na bieżni, z której nie mogłeś zbiec. Moje najbardziej żywe wspomnienia to obrazy gdy siedziałem kilka metrów od nich, oglądałem z bliska ich koncerty, miałem całkowity wstęp do ich świata. To było życie w tak niesamowitej prędkości, w gorączce, jakiego nie można było sobie wyobrazić. Podróżowałem z prezydentami i innymi ważnymi osobami ale czegoś takiego nigdy, przenigdy nie widziałem.  Takiego tempa... Towarzyszyło nam zawsze podniecenie i strach, ponieważ nigdy nie wiedziałeś czego możesz się spodziewać w danym mieście. Działo się tyle, pamiętam  tyle scen, ludzie tracili rozum... Widziałeś te dzieciaki i to co wyprawiały i szczególnie to było tak niewiarygodne, ponieważ w Ameryce lat 50-tych uczono nas, uczono dzieci by być grzecznymi i skromnymi. Nie mam na myśli tutaj polityki, tylko takiej ogólnej konserwatywności. I nagle widziałeś tutaj dziewczyny, szalejące, wybuchające w swych emocjach w ... każdym wieku, od 10, 12 , 15 wzwyż. 

 To nie była tylko wściekłość. To była kombinacja ... bólu i radości ... w tym samym czasie. Nigdy ale to nigdy nie widziałem czegoś takiego. W zasadzie, by być szczerym, nie widziałem niczego podobnego nigdy, nawet do dnia dzisiejszego. Można było spoglądać w czyjeś twarze i widzieć, że dany Beatles śpiewając, śpiewa tylko dla tej osoby, komunikuje się tylko z nią. Mam mnóstwo listów jakie fani pisali do zespołu. "Panie Kane, proszę przekazać George'owi, że on i ja jesteśmy sobie przeznaczeni", "Czy mogłabym dostać numer telefonu Ringa?" To była prawdziwa pierwsza część  Beatlemanii. Pamiętam jak w czasie naszego pobytu w Cincinnati podeszła do mnie mała dziewczynka, mogła mieć najwyżej 11 lat. Włożyła  mi do ręki jakąś karteczkę i łkając poprosiła: 'Proszę przekazać to Paulowi, on to musi zobaczyć'. Pokazałem mu ją a on przeczytał to czule się uśmiechając.
  

Pamiątkowe zdjęcie.Beatlesi w szatni Gardens w czasie naprędce zorganizowanej konferencji prasowej. Po lewej stronie stoi nieodstępujący ich na krok Derek Taylor.



_________


Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog 
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz