...


Moje motto, nie tylko na ten blog, to:
Kocham od zawsze The Beatles, dzisiaj 100 razy mocniej niż wczoraj oraz 100 razy mniej, niż będę ich kochał jutro.




PROSZĘ WSZYSTKICH O REKLAMĘ MEGO BLOGU. Facebook, Twitter, czaty, blogi muzyczne, maile. Pozwólcie mi dotrzeć ze swoim blogiem do wszystkich fanów The Beatles. Szczegóły współpracy - na maila blogowego, adres na dole.

Baner reklamowy do pobrania - z prawej strony obok.
Dziękuję!!!


WYWIADY: PLAYBOY 1965 (cz. 4)


PLAYBOY:Słyszeliście o awanturach w Glasgow, do których doszło wieczorem, kiedy ostatnio graliście w tym mieście?
JOHN: Dowiedzieliśmy  się o nich dopiero po fakcie.

P: A czy wiedzieliście, że następnego dnia w jednej z miejscowych gazet pojawił się list, którego autor oskarżał was,
że to wy zachęcaliście pub liczność do przemocy?
RINGO: Jak ktoś może powiedzieć o nas coś takiego? Jesteśmy spokojni jak trusie, a wtedy nawet nie kiwnęliśmy palcem. To po prostu, psia mać, niesprawiedliwe!
GEORGE: Sukinsyny!
PAUL: Glasgow jest jak Belfast. Tam też pewnie  dojdzie do jakichś drobnych scysji. Ale to nie z naszego powodu, tylko po prostu dlatego, że są takie miasta, w których ludzie nie cierpią glin bardziej niż gdzie indziej.
GEORGE: To prawda.

PAUL: Kiedy ostatnio graliśmy w Belfaście, doszło do zupełnie absurdalnych rozrób,ale nie przez nas. Publiczność przyszła na nasz występ, ale jeśli chodzi o rozruchy,do których doszło po koncercie...
RINGO: To z pubów zdążyli już wtedy wyjść wszyscy pijacy.
PAUL: Ci ludzie chcieli po prostu wpieprzyć gliniarzom.
P: Chcesz powiedzieć, że wykorzystali wasz koncert jako pretekst, żeby dobrać się do skóry policji?
GEORGE: Tak.
PAUL: Widzieliście jak publiczność zatrzymywała ruch w całym mieście, kiedy graliśmy w Dublinie? Raz wyciągnęli nawet kierowcę z autobusu.
JOHN: Wezwali też strażaków. Tym razem przyjechały aż cztery wozy.
P: Ludzie przewracali też samochody i wybijali szyby w sklepach. I to wszystko nie miało nic wspólnego z waszym występem?
PAUL: Jakiś niewyraźny związek pewnie był, choćby tylko dlatego, że publiczność wychodzi na ulicę, bo to my przyjeżdżamy do miasta i dajemy koncert.
JOHN: Ale nikt, kto ma chociaż odrobinę oleju w głowie, nie może poważnie myśleć, że 15-letnie dziewczynki biegają po mieście i wybijają szyby sklepowe, bo przyjechali Beatlesi.
GEORGE: Na pewno nie. Tym bardziej, że te dziewczynki mają po 8 lat.
P: Rozmowa o przemocy prowadzi do pewnego związanego z nią pytania. Jak myślicie, czy wkrótce będziemy mieli kolejną wojnę?
GEORGE: Tak.Wojna zacznie się w najbliższy piątek.
RINGO: Mam nadzieję, że nie, bo dopiero co zapłaciliśmy podatki.
JOHN: Problem w tym, że jeżeli wybuchnie nowa wojna, i tak zginiemy wszyscy.
P: Sądzicie, że Rolling Stonesi padną pierwsi?
PAUL: To nie ma żadnego znaczenia,bo my będziemy wtedy pewnie w Londynie albo w Liverpoolu, a jeśli spadnie bomba, to pewnie na jakieś miasto.Więc chyba nie będziemy nawet wiedzieli, kiedy to się stanie.
P: Podnieśliśmy ten problem nie bez powodu, moi drodzy. Otóż nie tak dawno w pewnym bardzo ważnym piśmie opublikowano esej, z którego wynika, że przed każdą większą wojną w naszym stuleciu dochodziło najpierw do masowych przejawów publicznej histerii w związku z występami niektórych artystów. Na przykład przed pierwszą wojną światową publiczność szalała na punkcie Irene Castle...
PAUL: O,tak.
GEORGE: Pamiętam to doskonale.
P: A potem, przed drugą wojną światową, świat opanował szał na punkcie swingu, Benny'ego Goodmana i Artiego Shawa, ludzie na ich koncertach tańczyli między krzesłami na widowni. A teraz jesteście wy... Czyżby czekała nas kolejna wojna?
JOHN: Zaraz, zaraz! T o nie nasza wina!
P: Nie twierdzimy, że macie coś wspólnego z nawoływaniem do konfliktu zbrojnego...
PAUL: Dzięki.
P: Czy nie sądzicie jednak, że w pewnym sensie jesteście jakby przejawem naszych czasów, elementem pewnego podpowierzchniowego prądu, który przybiera na sile?
PAUL: Jeże li dobrze s ię przyjrzeć takim porównaniom, to nie wytrzymują jednak krytyki. To tak, jak powiedzieć, że dzisiaj rano na moim łóżku usiadła mucha, a ja spojrzałem wtedy na zegarek i była godzina ósma.Czy miałoby to oznaczać, że muchy siadaj ą na łóżkach każdego ranka o ósmej? To, że coś się powtarza kilka razy, jeszcze niczego nie dowodzi.
P: Przejdźmy do kolejnej opinii na wasz temat. Podobno niedawno książę Edynburga powiedział, że wydaje mu się, że już się kończycie?
JOHN: Wszystkiego najlepszego, mości książę.
GEORGE: Bez komentarza. P roszę się skontaktować z moim menedżerem .
PAUL: Ale on wcale tego nie powiedział. Przecież wydano jakieś dementi, prawda?
JOHN: Tak, dostaliśmy od nich telegram. Wspaniałe wieści.
PAUL: I odtelegrafowaliśmy. Zaadresowaliśmy telegram do Liz i Phila.
P: Pozna liście królową?
JOHN: Nie, to chyba jedyna osobistość, której jeszcze nie znamy. Bo poza nią znamy już
wszystkich.
PAUL: Wszystkich ważniaków.
P: Znacie Winstona Churchilla?
RINGO: Nie, jego nie.
JOHN: Ale to przyzwoity facet.
P: Chcielibyście go poznać?
GEORGE: Właściwie to nie.Tak samo, jak każdego innego człowieka.
PAUL: Nie wiem.To jest ktoś taki, kogo miałoby s ię ochotę znać, kiedy był na szczycie, działał i był wielki, ale teraz to chyba już trochę bez sensu, bo Churchill jest jak gdyby na emeryturze i już niewiele robi.
P: A czy jest jeszcze jakiś celebryta, którego chcielibyście spotkać osobiście?
PAUL: Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby poznać Hitlera.
GEORGE: Wytapetowałbyś sobie jego zdjęciami wszystkie pokoje w domu.
P: Chcecie poznać księżniczkę Małgorzatę?
PAUL: Znamy ją.
P: I jak wam się podoba?
RINGO: Jest w porządku. Filip też.
P: Pomimo tego, co rzekomo o was powiedział?
RINGO: Nie obchodzi mnie, co o nas powiedział. I tak wydaje mi się w porządku. Nie powiedział nic o mnie osobiście.
PAUL: Zresztą nawet gdyby powiedział o nas coś niemiłego, to nie czyni go od razu złym człowiekiem.
P: Skoro wspomnieliśmy o rodzinie królewskiej...
PAUL: Rodzina królewska nigdy nie potępia niczego,chyba że jest to coś, co potępiają wszyscy i rodzina królewska o tym wie.
RINGO: Gdybym należał do rodziny królewskiej...
PAUL: Gdybym ja należał do rodziny królewskiej, opowiadałbym długie dowcipy i wywoływał wielkie salwy śmiechu. Gdybym należał do rodziny królewskiej.
GEORGE: A co byśmy zrobili z pałacem Buckingham? Monarchia to głupota.
P: Sprawiacie wrażenie ludzi, którzy wszystko lekceważą. Czy któryś z was chodzi do kościoła?
JOHN: Nie.
GEORGE: Nie.
PAUL: Raczej nie. Ale nie jesteśmy antyreligijni. Może sprawiamy tylko takie wrażenie, bo żaden z nas nie wierzy w Boga.
JOHN Jeżeli powiesz, że nie wierzysz w Boga, wszyscy od razu zakładają, że jesteś przeciwko
religii, i wy też pewnie tak o nas myślicie. Nie jesteśmy tak do końca pewni, kim jesteśmy, ale wiem, że jesteśmy bardziej agnostykami niż ateistami.
P: Mówisz w imieniu zespołu czy tylko w swoim?
JOHN: W imieniu zespołu .
GEORGE: John jest naszym oficjalnym rzecznikiem religijnym.
PAUL: Wszyscy jesteśmy mniej więcej tego samego zdania. I wszyscy jesteśmy agnostykami.
JOHN: Jak z resztą większość ludzi.
RINGO: Lepiej przyznać się do czegoś takiego, n iż być hipokrytą.
JOHN: Jedyne, co mamy przeciwko religii, to jej hipokryzja, której nienawidzę. Chodzi
mi na przykład o to, że duchowni nieustannie jęczą, że ludzie klepią biedę, a sami chodzą
w szatach wartych miliony funtów. Tego nie cierpię.
PAUL: Niedawno w Watykanie zamontowali sobie nowe drzwi z brązu.
RINGO: Musiały kosztować ładny kawałek grosza.
PAUL: Możesz nam wierzyć albo nie, ale nie jesteśmy przeciwko Chrystusowi.
RINGO: Tylko przeciwko papieżowi i chrześcijaństwu.
PAUL: Ale wiesz, w Ameryce... Tam byli bardziej zszokowani, kiedy powiedzieliśmy, że
jesteśmy agnostykami.
JOHN: Dostali świra, nie mogli tego słuchać. Podobnie jak w Australii,gdzie ludzie nie
mogli przyjąć do wiadomości , że nie lubimy sportu.


następna, ostatnia już część wywiadu: tutaj.
                                                                 _______________________
Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog 
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz