Szukaj :

TRANSLATE - below

TRANSLATE - below
Choose Your Language

Szukaj na tym blogu

Moja lista blogów

DRUGA AMERYKAŃSKA TRASA '1965 - CHICAGO (5)

  21 sierpnia 1965 
 White Sox Park,  
 Chicago, Illinois



Kolejny 'pracowity' dzień tournee. Dwa koncerty w Chicago na Chicago's Comiskey Park (znane bardziej pod nazwą White Sox Park), pierwszy o 15.00, drugi ok. 20.00. Liczba fanów, którzy oglądali koncerty to ok. 37 000 (niektóre źródła podają, że na obu koncertach liczba 'wrzeszczących nastolatków' przekroczyła 85 000). 
Za rok na ostatni koncert zespołu w tym mieście przyjdzie już tylko 13 000 fanów. Pozostałe parametry koncertu identyczne jak w poprzednich miastach tej trasy. 

   Poniżej zdjęcia książeczki promującej letnie koncerty w Chicago w 1965. Czterostronicowa książeczka trzy strony poświęciła tylko Beatlesom.



video




W czasie koncertu, także zanim zespół pojawił się w Chicago, promowano napój 7-Up. Producent w ramach konkursu zaoferował nagrodę 2000 dolarów plus dwa bilety na koncert (bilety kosztowały odpowiednio 2,50$, 4,50$ oraz 5,50$). Beatlesi zarobili na dwóch koncertach ok. 155 000 dolarów. Rok wcześniej za koncerty w Chicago Amphiteatre Beatlesi otrzymali tylko... 30 000 dolarów. Rok później organizatorzy zdecydowali się już na stadion drużyny baseballowej White Soxów. 



Repertuar to otwierające Twist And Shout, potem kolejno:,She's A Woman, I Feel Fine, Dizzy Miss Lizzy, Ticket To Ride, Everybody's Trying To Be My Baby, Can't Buy Me Love, Baby's In Black, Act Naturally, A Hard Day's Night, Help! oraz finalnie I'm Down. The Beatles na scenie uzupełniają ponownie ci sami artyści co wcześniej na całej trasie: The King Curtis Band, Cannibal & The Headhunters, Sounds Incorporated oraz Young Rascals.

The Beatles w Chicago. Po lewej 1964, po prawej 1965.

The Beatles w drodze do ... pracy. Koncert w Chicago '65
W przeciwieństwie do poprzednich koncertów tez tradycyjnie był maksymalnie zagłuszany przez rozhisteryzowaną widownię. John zapytany o ten fakt, skomentował go bardzo spokojnie: 'Płacą dobrą cenę aby się tutaj dostać. Kim jesteśmy aby móc oceniać czy powinni, czy nie powinni krzyczeć?'
Po lewej znaczek władz miejskich w Chicago wydany dla dziennikarzy specjalnie tylko na trasę Beatlesów (Temporary For Beatle Tour). 


Lądowanie Beatlesów w Chicago.


Pamiętając sytuację w poprzednich miastach samolot z zespołem ukradkiem wylądował na Midway Airport. Tylko około 350 podejrzliwych fanów cierpliwie okupujących cały czas na lotnisku doczekało się swoich ulubieńców ale takie powitanie nie przeraziło już Anglików. Cały zespół (limuzyną, patrz zdjęcie wyżej) z towarzyszącą mu świtą udali się do drogiego hotelu (105 dolarów za noc) Sahara Hotel w Schiller Park.
Konferencja prasowa na White Sox Park, Chicago 20.08.1965

  

Po koncercie (prawdopodobnie tym południowym) Beatlesi zatrzymali się w Bucktown w znanej knajpce Petera Poulosa Jr Margie's Candies na lody. Muzycy zapragnęli ją odwiedzić po informacji, że na desery zatrzymywał się tam słynny Al Capone. Poulos wspomina pobyt zespołu jako przemiłe wydarzenie. 'Usiedli przy tylnim kontuarze i zamówili Atomic Busters (deser lodowo-bananowy). Zaczęli śpiewać, John stanął nawet na stole. Wszędzie wokół było pełno ludzi. Zostali u mnie około godziny'.  Dzisiaj Margie's Candies znana jest w mieście już nie tylko dzięki słynnemu gangsterowi, prócz Beatlesów gościli tam także, jakżeby inaczej, The Rolling Stones.

video
W czasie pobytu zespołu w Chicago, muzycy udzielili opublikowanego w mieście, wywiadu podróżującemu z nimi Larry Kane'owi (czytaj tutaj).
- Witam, ze mną w piwnicy Comiskey Park w Chicago John Lennon.
JOHN: Tak jest kochanie.
- Co powiedziałeś ?
JOHN: Powiedziałem 'Dak jezd kochanie' (Dat's right, baby)
- John, w ubiegłym roku większość koncertów mieliście pod dachem, teraz są na otwartej przestrzeni. Które lubicie bardziej ?
JOHN: Dla mnie to obojętne. Aby tylko nie padało, tak mogę grać wszędzie.
- Dzisiaj panowie wyglądacie na bardziej niż zazwyczaj was widuję, zrelaksowanych.Tak po prostu czy jest ku temu jakiś szczególny powód?
JOHN: Kiedy grasz zbyt wcześnie, tuż po wstaniu z łóżek jesteś bardziej zły, rozhisteryzowany. Więc czasami tacy byliśmy, zaspani, niewyspani, no wiesz,w kiepskich humorach.
- Zauważyłem, że czasem rozglądasz się za siebie. Widzisz tam puste trybuny, czy to nie działa na ciebie zniechęcająco ?
JOHN: No tak, jest to trochę inaczej, rzeczywiście puste z tyłu siedzenia nie działają zachęcająco...
- Gdybyś miała taką szansę wybrania swego życia, to którą byś wybrał, Johna jakim jesteś w domu czy Johna Beatlesa?
JOHN: Uhm, te role są wymieszane. Widzisz nie jestem gdzieś indziej inny. Nie patrzę na to jak na dwa rodzaje ról. Czasem jestem inny gdy opuszczam dom bo muszę się uśmiechać więcej, coś tam, nie wiem.
- Jak my wszyscy.
JOHN: Ale w domu możesz być tylko Johnem Lennonem. Na trasie mogę zostawać dłużej Johnem Beatlesem. Hm... Nie mógłbym żyć bez którejkolwiek z tych ról.
- Czy twoja żona widziała którykolwiek z twoich koncertów?
JOHN: O tak, widziała ich całe mnóstwo. Ale ogląda nas gdy jesteśmy gdzieś bliżej, w Anglii.
- Czy kiedykolwiek skrytykowała wasze występy, show?
JOHN: Czasem mówiła mi, że byłem dzisiaj kiepski, miałem niewyraźną minę w czasie show. Oh, ona nie lubi gdy się wygłupiam. No wiesz, gdy robię z siebie głupka. Pyta się wtedy: 'Czemu ciągle robisz te swoje idiotyczne miny'. Ma na myśli TV, no wiesz, chciałaby, żebym był taki ułożony, prosty.
- Witaj Ringo, czy podobają się tobie takie koncerty na otwartym powietrzu, jak na Shea czy tutaj w Comiskey Park?
RINGO: Nie aż tak bardzo, gdyż tam ludzie są bliżej. Tutaj byli zbyt oddaleni.
- Tracisz kontakt z publicznością...
RINGO: Dokładnie.
- Czy przyszło ci z łatwością granie na perkusji i śpiewanie w tym samym czasie piosenki?
RINGO: Już tak wcześniej u mnie bywało. Grałem w zespole gdzie śpiewałem a graliśmy całymi godzinami. To było w Niemczech. Graliśmy godzinami i każdy śpiewał, by dać innym trochę oddechu, a grywaliśmy po siedem godzin dziennie.
- Spytam się po raz kolejny o to samo. Każdy pyta się czy przyjedziecie za rok na trasę i ciągle odpowiadacie w ten sam sposób, że to nie zależy od was.
RINGO: Bo tak jest.
- Więc powiedz, czy przyjedziecie na następną trasę za rok?
RINGO: Oczywiście, mówię prawdę i chcemy tu przyjechać, lubimy Stany.
- Ostatnie pytanie Czy planujesz także zacząć pisać piosenki?
RINGO: Piszę jedną wciąż piosenkę od czterech lat i nie potrafię jej skończyć, dlatego pozostanę przy tym co robię, na graniu. Jestem szczęśliwy, że to robię. Gram.
- Piosenka, którą śpiewasz 'Act Naturally', jest całkiem dobra.
RINGO: Skąd możesz o niej wiedzieć, przecież... [album 'Help', na którym znajduje sie wspomniana piosenka ukaże się w USA dopiero 13 września 1965, choć w Brytanii na początku miesiąca - RK]
- Już niektóre radiostacje ją grają. W Miami jest w piątce najlepszych piosenek na listach przebojów radiosłuchaczy.RINGO: To świetnie. Bardzo mnie to cieszy.
- Czy czujesz się komfortowo śpiewając, grając piosenkę country and western, czy to z powodów handlowych?
RINGO: Wiesz, lubię country and western prawie tak samo rock and rolla. Chcieli bym miał swój numer na albumie - nasz producent. Więc słuchałem przez noc kilka albumów i wybrałem z nich trzy piosenki. Poszliśmy z nimi do Johna i wybraliśmy z nich jedną, taką którą potrafię nie zafałszować.
- Pojawił się w naszej piwnicy w Comiskey Park George Harrison. Wiecie, w czasie ostatniego show ciekaw byłem czy zagracie jedną waszą ostatnią piosenkę, jak zabrzmi na scenie wasza ostatnia piosenka 'Help' [w czasie tej trasy to był aktualny singiel zespołu - RK]. I wy ją zagraliście! I jakość waszego osobistego wykonania na scenie była fantastyczna. Po prostu ni mogłem w w to uwierzyć. Czy The Beatles miewają problemy z osiąganiem takiego brzmienia [jak z płyt] na scenie?
GEORGE: Nigdy nie mieliśmy z problemów z tym, ponieważ od samego początku zaczęliśmy nagrywać za jednym podejściem. Takie numery jak 'Twist and Shout' czy 'I Saw Her Standing There', które były na naszym pierwszym albumie - po prostu włączaliśmy magnetofon. Mieliśmy dobry sprzęt w studiu. Nigdy nie dogrywaliśmy nakładek, partii orkiestrowych [Oj, George, to się zmieni! RK] Choć niedawno zaczęliśmy już trochę innych rzeczy w studiu, dogrywek i innych. Dodajemy np. tamburynę, której z pewnością nie zauważyłeś. Bo wciąż lubimy myśleć o tym by w studiu uzyskać taki sam dźwięk jaki będziemy mieli na scenie.
- Tak, brzmienie tych grup, które oglądamy w telewizji jakże się różni od tego jakie znamy na płycie.
GEORGE:  Taaa.
- Zadam te same pytanie co Johnowi i Ringo. Bycie George'm Beatlesem czy bycie George'm na łamach rodziny. Co wybierasz?
GEORGE: Cóż, te dwie sprawy są bardzo ze sobą powiązane, zachodzą na siebie. Nawet gdybym chciał, nie mógłbym już wrócić do takiego życia, zanim zostałem Beatlesem. Bycie Beatlesem stało się MNĄ. Teraz to jest moje życie. Wszystko się u nas zmieniło odkąd staliśmy się sławni. Spotykasz ludzi i czasem musisz sprostać ich oczekiwaniom. To naturalne, że musisz czasem wychodzić ze swojej muszli. To jedna rzecz. jeśli chodzi o Ringo, to jest tu pewna różnica u niego niż u mnie. Gdy dołączał do zespołu był introwertykiem a teraz jest tak samo jak my ekstrawertykiem.
- Czy sam nie jesteś jednak trochę introwertykiem?
GEORGE: Nie bardzo, choć może jestem większym introwertykiem niż reszta, ponieważ często wolę coś robić samemu, zrobić koncert i mieć to z głowy. Nie obchodzi mnie jak jest głośno w czasie koncertu ale po nim chcę mieć trochę spokoju.
- Ponieważ jesteście dopiero co po koncercie, nie będę ciebie już dłużej zatrzymywał...
GEORGE: Nie mam nic przeciwko wam chłopaki, widząc was codziennie w samolocie, staliście się jakby częścią naszej grupy...
- Dzięki za rozmowę...
video


________________________________________


Nast:  Minneapolis,  21 sierpnia 1965,



Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog  
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.

6 komentarzy:

  1. zdjęcie z lewej nie pochodzi z 1964 ponieważ George i John grają na Epipchonach które otrzymali przed nagraniem Revolvera.
    polecam stronę

    http://www.thecanteen.com/fabguitars.html
    i pozdrawiam
    Jacek

    OdpowiedzUsuń
  2. Na stronie Chicago Sun Times (http://voices.suntimes.com/arts-entertainment/beatles-flashback-50th-anniversary-of-first-appearance-on-the-ed-sullivan-show/) zamieszczono to zdjęcie z podpisem: Ushers protect the Beatles from their fans during the first performance in their American tour at the International Amphitheatre in Chicago on Aug. 12, 1964. | AP Photo. Nie analizowałem tutaj ze zdjęcia gitar itd, mam bogatą dokumentację, gdzie,kiedy i na czym grał każdy Beatles, co zresztą ujawniam w opisach piosenek.W połączeniu obu zdjęć chciałem pokazać jak w ciągu roku zmieniło się 'tło' występów zespołu w Ameryce. Wcześniej amfiteatry, sale itd, rok później stadiony. Na zdjęciu o którym piszesz podpis z dość wiarygodnego źródła głosi, że to zdjęcie z 1964 roku... Porównałem inne zdjęcia z występu Beatlesów w Chicago. Dowodzą one, że fotka, jest naprawdę z 1964 roku i tylko tyle. Nie spieram się co do gitar jakie mają na fotce, czy są to te o których piszesz, nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. http://scottymoore.net/Chicago.html

    to wyjaśni wszystko, Beatlesów znam lepiej niż siebie, zdjęcie jest na 100% z koncertu z Chicago w 1966 roku
    serdecznie pozdrawiam
    Jacek


    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, z pewnością masz rację. Gdy zwróciłeś moją uwagę na fotkę, rzeczywiście nie spodobało mi się to, bo w swej małej wyrazistości wydało mi się, że John ma na nim swoje małe ciemne okularki, które nosił na koncertach w 1966 (można zobaczyć jakie choćby na moim blogu w 1966 roku i trasie po Ameryce), druga sprawa to garniturki (szerokie ciemne klapy), nie wyglądały mi one na skromne z pozoru te z 1964. No i te fryzury wyglądajće na te z 1966. Podana strona scootymoore (znam ją, czytałem), nie jest tutaj dla mnie jakimś wzorcem, obaj podaliśmy strony oficjalne z samego Chicago i co?Wydaje mi si.ę jednak, że rzeczywiście zdjęcie wyżej jest z 1966 roku. W opisie trasy z 1966 jest zdjęcie zespołu z Bostonu z 1966 roku właśnie w takich garniturkach i to mnie ostatecznie przekonało. Pozdrawiam i dzięki, miło, że ktoś dokładnie śledzi zespół i bardzo podoba mi się to zdanie o Beatlesach użyte w ostatnim tekście. Wierz mi, są tysiące takich ludzi, tak samo twierdzących, 45 lat po rozwiązaniu zespołu. To jest po prostu piękne. Nie wiem co robić teraz z tym postem. Zostawić te komentarze , by ktoś mógł je przeczytać i zobaczyć jacy są fani zespołu, hm... ? Zmienię chyba zdjęcie ale zostawię ten komentarz. Dla innych: cały czas mówimy o dwóch zdjęciach obok siebie: 1964 i 1965.(podpis: "The Beatles w Chicago. Po lewej 1964, po prawej 1965.")

    OdpowiedzUsuń
  5. To najwspanialszy blog na świecie o jakim tylko fani Beatlesów w Polsce mogą marzyć. Ciągle znajduję w nim coś nowego. Odlot!

    OdpowiedzUsuń
  6. Popieram. Blog kapitalny. Miło, że ktoś także zwraca uwagę na takie detale jak rodzaj gitary na zdjęciu. To znaczy, że Beatlesi wciąż w nas żyją. Nie mogę się oderwać od tego bloga. Ogromnie, ogromnie profesjonalny! Gratuluję Autorze. Adam, dziennikarz muzyczny z małego miasta. Ten blog (zresztą ten drugi też) to kopalnia wiedzy dla mnie i znakomita ściąga do moich audycji. Piotr

    OdpowiedzUsuń