Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania washington coliseum, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania washington coliseum, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

61 lat temu. 11.02.1964. Pierwszy amerykański koncert The Beatles: koncert, o którym marzyli.


 

Po napisaniu już tego postu obejrzałem film "Beatles '64" reżyserii 
Davida Tedeschi, produkcji wielkiego fana Fab Four, Martina Scorsese oraz oczywiście Paula, Ringo, Olivii Harrison i Seana Ono Lennona. Film pokazuje dokładnie to o czym piszę niżej, przybycie zespołu do U*SA, Beatlemanię, koncerty, czas prywatny, kładąc jednak nacisk na wspomnienia ludzi, którzy przeżywali wtedy to wydarzenie. Film powstał pod koniec 2024 roku, celebrując 60-tą rocznicę przybycia zespołu do USA.  Piękna jest wypowiedź jednego z gości programu, który ze wzruszeniem cofał się do tamtego czasu i powiedział, że "Beatlesi przywieźli ze sobą ... światło". Pięknych wypowiedzi jest w filmie mnóstwo, także współczesnych Paula i Ringo, archiwalnych Johna i George'a. Myślę, że wrócę jeszcze do opisu tego filmu, tutaj dodam tylko, że jedna rzecz zrobiła na mnie duże wrażenie. Wiemy, że John na scenie bywał bardzo nieśmiały, prowadzenie show zawsze zostawiał Paulowi. Okazuje się także, że ten często złośliwy, cyniczny oraz sarkastyczny lider zespołu był także taki gdy ich filmowano. Wycofany, lekko zagubiony, broniący się czasem swoimi głupimi minami i ironicznym uśmieszkiem z całym garniturem zębów na wierzchu.
 

 
W czasie podróży zespołu do Waszyngtonu, czy w czasie pobytów w hotelach John wydawał się najbardziej spokojnym, wycofanym, na serio nieśmiałym Beatlesem. 
Jakże innym od tego w wywiadach z lat solowych. Grozą zabrzmiało  w filmie, gdy John komentuje zabójstwo Kennedy'ego i jak bardzo obawia się  przemocy. Warto zobaczyć ten film, bo mimo wszystko dużo jest rzeczy, które możecie zobaczyć po raz pierwszy. Żartobliwy fakt pod koniec filmu przytoczył promotor Beatlesów w Ameryce, Sid Bernstein, który wspominał, że gdy angażował zespół do występu w Carnegie Hall i uzgadniał szczegóły z dyrekcją obiektu, to wszyscy z CH byli przekonani, że występ zespołu czterech muzyków to będzie jakiś kwartet smyczkowy a nie hałaśliwy rock and roll, a Carnegie Hall jak przypomniał Paul była wtedy w USA mekką muzyki klasycznej. Poniżej wspomniany post -  zgodny z tytułem. Dlaczego taki. Opisuję to niżej, ale krótko wyjaśnię. Zespół mający już wiedzę, że mają numer 1 w Ameryce tak ostatecznie wcale nie był pewien tego co go tam czeka. Nie miał świadomości o ogromnej popularności w skali kraju telewizyjnego show Eda Sullivana, marzył by wystąpić w stolicy kraju, drugi raz u Eda, wybyczyć się na Florydzie i wracać doi kraju, Europy gdzie mu tak dobrze szło. 
   Jest jeszcze jedna fajna scena w filmie "Beatles '64". Paul dostaje pytanie o znaczenie zespołu w kulturze światowej. Uśmiechając się jak to tylko on umie, najmilszy, najbardziej przystępny Beatles, dziwi się pytaniu. "Kultura? No, nie wiem. Mamy dobrą zabawę, to wszystko". Cytuję ten fragment rozmowy z pamięci, na pewno taka była jego wymowa. Jest jeszcze fajna historia z Jackiem Douglasem, ale to już musicie sami sprawdzić co mam na myśli.

*****
 
 
 
Biorąc pod uwagę, że niemal każdy, kto kocha rock and rolla, ma koncert, na który chciałby się cofnąć w czasie, aby go zobaczyć, sensowne jest założenie, że każda rockandrollowa grupa ma swoje wymarzone show. Dla The Beatles musiał to być 11 lutego 1964 roku, kiedy zagrali swój pierwszy koncert w potężnej Ameryce – kraju o stylu chłodniejszym niż chłodny, nowoczesnych pojazdach i całym tym rock and rollu, który naprawdę się liczył (więcej o tym koncercie czytaj tutaj).
Po wylądowaniu w Stanach Zjednoczonych 7 lutego 1964 roku wystąpili 9 lutego w programie The Ed Sullivan Show, ale było to w studiu telewizyjnym – miejscu, które miało stać się częścią filmowych momentów w takich produkcjach jak A Hard Day’s Night. Prawdziwy koncert w arenie pełnej fanów to już coś zupełnie innego. A fakt, że ten koncert miał miejsce w stolicy Ameryki, dodawał mu jeszcze większej wagi – to spełnienie najśmielszych marzeń. Nie było możliwości, by The Beatles nie dali wówczas występu swojego życia. I do tego czasu do dzisiaj minęło bagatela 61 lat. The Beatles wciąż żyją, zdobywają nagrody Grammy (za "Now And Then"). Szkoda, że John tego nie dożył. Ale wracam do wymarzonego koncertu The Beatles. O takim marzyli. Wyjechać do Stanów, mieć tam numer 1, wystąpić na dużej scenie przez amerykańską publicznością, a potem niech się dzieje co chce.
 
 

Grupa podróżowała z Manhattanu do Waszyngtonu rano w dniu koncertu, ponieważ zimowa burza uniemożliwiła loty samolotowe. Wzięli udział w konferencji prasowej zorganizowanej przez stację WWDC – tę samą, która mogła teraz z dumą ogłosić, że jako pierwsza w kraju zagrała utwór The Beatles – a następnie zameldowali się w hotelu Omni Shoreham. 

The Beatles pozują do zdjęcia z personelem hotelu Omni Shoreham


Phil Hollywood, dyrektor generalny hotelu w latach 1958-1975, doskonale pamięta emocje i chaos związany z wydarzeniem. Wspomina, że zespół pozostał w pokoju 625 (obecnie Presidential Suite), a strażnicy ustawiali się na całym szóstym piętrze. Hollywood zaaranżowało, że The Beatles wykorzystają windę towarową, aby wejść do hotelu, aby uniknąć tysięcy krzyczących kobiet rozpaczliwie mając nadzieję, że zobaczą sensacyjne brytyjskie gwiazdy popu. Hollywood pamięta również, że John Lennon zamknął listę odtwarzania 12 piosenek w hotelowym papierze - której kopia nadal pozostaje w lobby hotelowym. Dyrektor hotelu tak wspomina zespół: Ci koledzy byli bardzo mili. Byli tu jakieś cztery dni. Kiedy wyszli, wyszli autobusem i do tego czasu każdy dzieciak w Waszyngtonie wiedział, że tu są. Dzieciaki tłoczyły się w każdym wyjeździe, więc dostałem dwie limuzyny umieszczone z dwoma policjantami motocyklowymi, aby zrzucić wszystkich. 
Przeprowadziłem The Beatles przez kuchnię, pomachali do wszystkich. Potem wyszli przez salę balową ambasadora, prosto z francuskich drzwi do ich autobusu. Powiedzieli, że to było najlepsze odejście, jakie kiedykolwiek mieli. Kiedy autobus odjechał, a ja odrzuciłem limuzyn, dzieci płakały, czułem się tak źle... Pamiętam zabawne wydarzenie. Historia o suszarce do włosów. Poszedłem do apartamentu i potrzebowali suszarki. To były dni, w których mężczyźni nie używali suszarek do włosów, po prostu czesał włosy. Zadzwoniłem więc do Gerdy (Gerda Baum pracowała w dziale żywności i napojów w hotelu) i zapytałem: „Gerda, masz suszarkę do włosów, prawda? Czy chcesz uczynić go sławnym?

Trudno przecenić, jakie znaczenie miał ten dzień dla tych czterech młodych mężczyzn. Anglia, w ich oczach, była małym, odizolowanym i zamkniętym miejscem. Jej studia nagraniowe nie były przystosowane do rock and rolla. Żaden z rockmanów, których słuchali Beatlesi, nie pochodził z ich mglistej, deszczowej wyspy. Ameryka była miejscem, gdzie narodził się rock and roll – krajem tak wielkim, że był jak osobny świat. Beatlesi romantyzowali Stany Zjednoczone. Ringo Starr marzył, by zostać kowbojem. George Harrison chciał być jak Carl Perkins. Paul McCartney chciał być Little Richardem. John Lennon pragnął być najtwardszym rockandrollowcem na planecie, ale jak najbliżej Elvisa, choć sami Beatlesi uważali osiągnięcie takich wyżyn za nierealne.

W czasach zaraz po Kennedy'm i Camelocie Ameryka była dla Beatlesów swego rodzaju utopijną wersją tego drugiego. Była to kraina fantazji, która jakimś cudem istniała naprawdę, a w której Beatlesi stali się sensacją chwili – i, jak się okazało, sensacją trwałą.
I tak nadeszła noc wielkiego wydarzenia – odpowiednie określenie, biorąc pod uwagę, że pierwszy amerykański koncert Beatlesów miał miejsce w Washington Coliseum, arenie bokserskiej, przed 8 tysiącami krzyczących fanów rzucających żelkami (ponieważ Beatlesi wyrazili sympatię do tych słodyczy). Wieczór otworzyli Jay and the Americans (zastępując Chiffons, które nie dotarły z powodu śniegu), Tommy Roe i Righteous Brothers, a o 20:30 przyszła pora na gwiazdy wieczoru – spełnienie marzeń.
 

Rozpoczęli uroczo od coveru „Roll Over Beethoven” Chucka Berry’ego, z Georgem Harrisonem na wokalu. Dziś wydaje się to zabawne: pierwszy koncert w USA, a zaczyna Harrison? Musimy pamiętać, że Beatlesi nie byli pewni, jak długo będą w stanie przetrwać. Wszystko, co działo się w tamtych dniach, musiało wydawać się surrealistyczne i prawdopodobnie tymczasowe. Jak coś takiego mogło trwać? Chcieli jednak zrobić dobre wrażenie, a Ameryka była krajem człowieka, którego można nazwać panem „Maybellene”, więc czemu nie podać Amerykanom czegoś ich własnego?

Utwór był zgrany, ale tak pełen energii, że aż wydawało się cudem, iż udało im się to utrzymać. Nie była to trema, ale raczej kumulacja adrenaliny uwolnionej na gitarach, basie, perkusji i w wokalach.

Ale wiesz co? „Roll Over Beethoven” wydaje się po fakcie niemal spokojny w porównaniu do „From Me to You,” które nastąpiło po nim. Widać wyraźnie, że zarówno Lennon, jak i McCartney nie mogą się doczekać swojej kolejki, by zaśpiewać – na wspólnym wokalu, jakby ścigali się, kto pierwszy zaintonuje nutę, ostatecznie robiąc to jednocześnie.
Energia nie opada przez cały 12-utworowy set zespołu, a momentami jeszcze wzrasta – jak podczas solówki gitarowej Harrisona w „I Saw Her Standing There,” która brzmi jak czysty punk z elementami Stara w wersji, jakiej nie spotkamy nigdzie indziej. Albo w kulminacji solowego występu wokalnego Lennona w „This Boy” przed powrotem harmonii w trzech głosach. Lennon rozciąga się wokalnie do granic możliwości, a mimo to natychmiast wraca do śpiewania z kolegami, co wydaje się niemal niemożliwe. Beatlesi weszli w swój tryb „wyższej mocy.”
Perkusja Ringo Stara stała na podwyższeniu, a co kilka utworów techniczny Mal Evans pomagał obracać tę niewygodną konstrukcję (z entuzjastyczną pomocą samego perkusisty – tej nocy nie było miejsca na dumę czy upadek), aby inna część publiczności mogła zobaczyć ich z przodu. Tak, to była Ameryka, ale w tym wszystkim było coś prowizorycznego, co musiało przypominać Cavern w Liverpoolu albo Indra Club w Hamburgu przed sławą.
CBS nagrało koncert, a muzyka pojawiła się na szorstko brzmiącym bootlegu – co, jeśli już, sprawiło, że solówka w „Roll Over Beethoven” zabrzmiała jeszcze bardziej punkowo – zanim odkryto lepsze nagranie „z konsolety,” które stało się jednym z klejnotów dla wtajemniczonych fanów Beatlesów.
Coś, czym można pochwalić się wnukom: byłem na pierwszym amerykańskim koncercie Beatlesów w Waszyngtonie, D.C. Piękne?
Gdyby ktoś powiedział ci przed przesłuchaniem tego nagrania, że Beatlesi wierzyli, iż to ostatni koncert, jaki kiedykolwiek zagrają, i dlatego chcieli, by był najlepszym i najbardziej intensywnym występem w ich życiu, nie miałbyś problemu, by uwierzyć w to, że to prawda.
Jednocześnie – lub wtedy, w tamtym czasie – na amerykańskiej ziemi odbył się jeden z najlepszych koncertów w historii, zagrany przez chłopaków z innego kraju, którzy przybyli tam zaledwie cztery dni wcześniej. Można powiedzieć, że był to imponujący początek i spełnione marzenie.
 
The Beatles grali wtedy zaledwie 36 minut. Z biegiem lat, po zakończeniu tras koncertowych i zaprzestaniu organizowania występów, Washington Coliseum popadło w ruinę. The Beatles się rozeszli, a potem rozwiązali. Warto przypomnieć, że ludzie i miejsca się zmieniają. Niewiele pozostaje takie same, a nic nie trwa wiecznie. Nawet The Beatles. I na pewno nie Washington Coliseum (obok aktualne zdjęcie). Później stało się garażem parkingowym. Potem przekształcono je w wysypisko śmieci. Przez kilka lat ciężarówki śmieciowe jeździły tam i z powrotem, przewożąc śmieci, nie zważając na miejsce, gdzie John, Paul, George i Ringo kiedyś stali i grali, rozpoczynając muzyczną i kulturową rewolucję. 
____________________
 
 
 
Zamykając dwa ostatnie posty celebrujące rocznicę 61 lat od podboju Ameryki przypomnę małe kalendarium:

20 stycznia 1964 – W USA "Meet The Beatles", ukazuje się drugi album zespołu.

 
25 stycznia 1964 – Zespół zdobył swoje pierwsze miejsce nr 1 w USA, gdy ich "I Want To Hold Your Hand" singiel osiągnął szczyt listy magazynu Cash Box. Łącznie grupa zdobyła 25 pierwszych miejsc na amerykańskich listach przebojów.
27 stycznia 1964 – Singiel nagrany z Tonym Sheridanem "My Bonnie"/"The Saint" został ponownie wydany w USA, aby wykorzystać rosnącą popularność zespołu.

7 lutego 1964 – Zespół wylądował w Ameryce. Członkowie grupy wysiedli z Boeinga 707 linii Pan Am na lotnisku, które niedawno przemianowano na imię Johna F. Kennedy’ego, i zostali przywitani przez tysiące amerykańskich fanów.


9 lutego 1964 – Zespół po raz pierwszy wystąpił na żywo w programie The Ed Sullivan Show. Transmisję obejrzało rekordowe 73 miliony widzów, co uczyniło to wydarzenie przełomowym momentem w historii telewizji. Playlista to w pierwszej części 3: "All My Loving", "Till There Was You", and "She Loves You" oraz w drugiej: "I Saw Her Standing There" i  "I Want To Hold Your Hand".

11 lutego 1964 – Grupa zagrała swój pierwszy koncert w USA w Washington Coliseum. Wykonane piosenki to: "Roll Over Beethoven", "From Me to You", "I Saw Her Standing There", "This Boy", "All My Loving", "I Wanna Be Your Man", "Please Please Me", "She Loves You", "I Want to Hold Your Hand", "Twist and Shout" oraz "Long Tall Sally."


12 lutego 1964 – Zespół wrócił pociągiem z Waszyngtonu do Nowego Jorku na dwa występy w Carnegie Hall. Ze względu na ogromne zainteresowanie przygotowano dodatkowe miejsca wokół sceny. Bilety kosztowały od 1,65 do 5,50 dolara. Playlista to: “Roll Over Beethoven”, “From Me to You”, “I Saw Her Standing There”, “This Boy”, “All My Loving”, “I Wanna Be Your Man” , “Please Please Me” “Till There Was You”  “She Loves You”  “I Want to Hold Your Hand”  “Twist and Shout” oraz “Long Tall Sally”.

 

16 lutego 1964 – Grupa ponownie wystąpiła na żywo w The Ed Sullivan Show. Zaśpiewała: “She Loves You”, "This Boy", "All My Loving", "I Saw Her Standing There", "From Me To You" oraz "I Want To Hold Your Hand".

22 lutego 1964 – The Beatlesi wracają do Londynu (zdjęcie na samym dole). Na lotnisku Heathrow czekało około 10 tysięcy fanów, którzy przyszli powitać swoich ulubieńców po ich triumfalnej pierwszej podróży do USA. Było to jedno z pierwszych wielkich zgromadzeń fanów zespołu w Wielkiej Brytanii, potwierdzające ich rosnącą światową popularność. Media na Wyspach uważnie śledziły pierwszą wizytę The Beatles w USA.

Choć początkowo nie wszyscy dziennikarze traktowali ich sukces za oceanem poważnie, to po gigantycznym entuzjazmie amerykańskiej publiczności, rekordowej oglądalności The Ed Sullivan Show i szaleństwie fanów, brytyjska prasa zaczęła szeroko relacjonować wydarzenia. Niektóre gazety, jak Daily Mail czy The Times, początkowo podchodziły do fenomenu z rezerwą, ale inne, jak Daily Mirror, bardziej entuzjastycznie opisywały reakcję Amerykanów. BBC i ITV również poświęcały uwagę Beatlesom, a po ich powrocie 22 lutego 1964 roku lotnisko Heathrow było pełne nie tylko fanów, ale i dziennikarzy, którzy relacjonowali ich triumfalny powrót.  Sukces w USA sprawił, że nawet sceptyczne brytyjskie media zaczęły dostrzegać, że The Beatles stali się globalnym fenomenem.




23 lutego 1964 – Trzeci występ zespołu w The Ed Sullivan Show (clip). To nagranie zostało zarejestrowane wcześniej, jeszcze przed pierwszym występem na żywo 9 stycznia. Zespół wykonał: "Twist And Shout", "Please Please Me", "I Want To Hold You Hand", "Roll Over Beethoven" i "From Me To You". Za kilka miesięcy, 19 sierpnia  w Daly City zespół rozpoczyna pierwszą amerykańską trasę koncertową, której dokładny opis znajdziecie oczywiście tutaj na blogu.

 

 

Czytaj post: Pierwszy koncert w USA, 
Beatlesi w Washington DC

Historia The Beatles
History of  THE BEATLES



03. PIERWSZY KONCERT W USA!!!



11 lutego - Śnieżyca uniemożliwia wylot z NYC. Chłopcy jadą do Waszyngtonu pociągiem. Zatrzymują się w Shoreham Hotel. Do Johna dołączają Cynthia oraz siostra George'a - Louise Harrison Caldwell. Wieczorem koncert w Washington Coliseum dla 8000 fanów. Pierwszy prawdziwy koncert zespołu w Stanach. Koncert filmuje CBS. Krótka konferencja na scenie, po koncercie przyjęcie w Brytyjskiej Ambasadzie.

Mikrofon George' a nie działa przy pierwszej piosence i ale go zmienia, przechodzi do sąsiedniego przy Johnie. Wcale a wcale nie przeszkadza to publiczności. Koncertu strzeże 362 policjantów, zalecono im by wkładali w czasie koncertu do uszu zatyczki. Po tym jak nowojorskie gazety doniosły, że muzycy lubią żelki, są cały czas obrzucani nimi przez damską część publiczności. 


Zespół wykonuje : 

  1. Roll Over Beethoven, 
  2. From Me To You, 
  3. I Saw Her Standing There,
  4. This Boy, 
  5. All My Loving, 
  6. I Wanna Be Your Man,
  7.  Please Please Me, 
  8. Till There Was You, 
  9. She Loves You,
  10. I Want To Hold Your Hand, 
  11. Twist And Shout 
  12.  Long Tall Sally.  







Czytaj: WYDARZENIA, PIERWSZY KONCERT THE BEATLES W USA, FOTOSTORY. 
 



 GEORGE:Tamtego wieczoru zostaliśmy całkowicie zbombardowani różnymi rzeczami. Oni tam nie mają miękkich, galaretowatych żelków tylko takie twarde. Co gorsza, tkwiliśmy na okrągłej scenie, więc atakowali nas nimi ze wszystkich stron. To trochę niebezpieczne, bo jeśli coś takiego, lecące z prędkością 50 mil, uderzy cię między oczy, jest po tobie. Ślepniesz, prawda? Nigdy nie przepadaliśmy za ludźmi rzucającymi czymś w nas. Nie przeszkadzają nam wstążki, chorągiewki, ale żelki są po prostu niebezpieczne! Co jakiś czas, któryś trafiał w moją gitarę i grałem fałszywy dźwięk.


Epstein pozwolił filmować wszystko CBS. Koncert był pokazywany 14 i 15 marca 1964 roku w amerykańskich kinach. Zamiast The Chiffons i Tommy'ego Roe , którzy z powodu śnieżycy nie dotarli na koncert, wystąpili Jay And The Americans oraz The Righteous Brothers ( inne żródła podają, że jednak wystąpili Tommy Roe i jego Chiffons oraz grupa The Caravelles).
Na przyjęciu w Ambasadzie, na zaproszenie Pani Ormsby-Gore rozdawali nagrody do loterii, podpisane kopie albumu „Meet The Beatles”. Wyszli z imprezy z obrzydzeniem, bo jedne z gości odciął kosmy włosów z głowy Ringo, chcąc się przekonać , czy to nie peruka. Beatlesi powiedzieli Epsteinowi, że już nigdy nie chcą brać udział w tego typu imprezach.
RINGO: Braliśmy udział w kiepskiej imprezie w Ambasadzie Brytyjskiej w Waszyngtonie. Ma początku lat 60 istniała jeszcze wielka przepaść między ludźmi z północy i 'ludźmi z ambasad'... Bóg jeden wie dlaczego tam poszliśmy. Może nagle staliśmy się ambasadorami a Brianowi podobała się taka pompa?
JOHN: Ludzie dotykali nas, jak koło nich przechodziliśmy, tego typu rzeczy.Gdziekolwiek się nie ruszyliśmy, nie mogliśmy się zachowywać normalnie.Musieliśmy znosić różnego rodzaju gówna ze strony panów burmistrzów i ich żon. dotykanie i macanie nas milion razy gorsze od tych w "A Hard Day's Night". W amerykańskiej ambasadzie, Brytyjskiej Ambasadzie w Waszyngtonie lub ...gdziekolwiek to było, jakiś jebany zwierzak uciął włosy Ringo, w środku... Szybko stamtąd uciekłem, przeklinając na wszystko w połowie przyjęcia...
JOHN: Nie mam nic przeciwko, którzy się nas czepiają, bo byłoby cholernie nudno, gdyby wszyscy nas kochali... Nasze poczucie humoru było najważniejszym motorem naszych poczynań, gdy było naprawdę ciężko, potrafimy się śmiać ze wszystkiego, także z nas samych.Do siebie mamy podobny stosunek, nigdy nie bierzemy nic na poważnie.

PAUL: Słyszeliśmy także o takich facetach, którzy po paru drinkach, robią się przemądrzali mówiąc:'Powiedzmy, zagraj nam koncert Rachmaninowa na fortepian'. O taaa, kochamy go... było paru takich w ambasadach. Pamiętam, że dziewczyny chciały nam obcinać kosmyki włosów, co nie było takie fajne, więc posłaliśmy paru osobom kilka szturchańców...




Jak ważne to wydarzenie było dla USA - oto bardzo ciekawa strona, reklamująca film o tym wydarzeniu

THE BEATLES. THE LOST CONCERT.

8 MAJA 2012.

Screenvision zapowiada odroczenie premiery filmu „The Beatles. The Lost Concert”, zapowiadanej na 17 i 22 maja.  Nowy 92-minutowy dokumentalny film przedstawia narodziny i wpływ Beatlemanii oraz zawiera w całości nagrany pierwszy koncert zespołu z 11 lutego 1964 roku w Washington Coliseum.


http://www.lostbeatlesconcert.com
 
Według źródeł Screenvision, dystrybutor filmu w USA, przesunięcie terminu premiery filmu tłumaczył niewielkimi problemami, które bardzo szybko zostaną rozwiązane przez producentów. Dystrybutor ma nadzieję, że oczekiwana przez cały nie tylko muzyczny świat premiera przesunięta zostanie najpóźniej do lata 2012.

Film przetworzony cyfrowo (remasterowany) opowiada o narodzinach Beatlemanii w Ameryce. Poprzez różne zdarzenia jak pierwsze telefony amerykańskiego promotora Sida Bernsteina do menadżera zupełnie nieznanego w USA zespołu do ich pierwszego, historycznego koncertu w Ameryce (nie bierzemy tutaj pod uwagę telewizyjnego występu u EdaSullivana). W filmie ujrzymy szereg rzadkich i nieznanych materiałów, wywiady z ludźmi, którzy uczestniczyli w tych niezwykłych wydarzeniach, mało znane szczegóły przybycia zespołu do USA , walkę o uzyskanie najbardziej korzystnego dla siebie kontraktu płytowego, podróż pociągiem do stolicy USA i wiele wiele dokumentów na temat niesamowitych wydarzeń z tego dnia.
Już nie tylko dzieciaki...
No i filmie jest cały koncert!!!(link!!!). Do tego czasu po świecie krążyły tylko fragmenty.W filmie prócz materiałów archiwalnych wywiady z gwiazdami, historycznymi ważnymi postaciami epoki, dziennikarzami, DJ-ami i fanami, wszystkimi, którzy byli świadkami tego wydarzenia. Obiecuję, że jak zdobędę caly film, omówię go tutaj, najważniejsze, że poniżej w linku możecie sobaczyć wszystkie 12 piosenek zespołu w ten wyjątkowy dzień 1964 roku.




Koncert oglądało wg różnych źródeł ok. 7 000 – 8 000 fanów. Ze względu na konstrukcję obiektu Beatlesi śpiewali na specjalnie skonstruowanej dla nich obrotowej scenie,w trakcie koncertu trzeba było obracać mikrofony i całą perkusję Ringa – wszystko dla innej części zgromadzonej na sali fanów. Po trzech piosenkach Mal Evans obracał całą scęnę. Przez zespołem krótko występowali The Caravelles, The Chiffons and Tommy Roe. Beatlesi wykonali 12 piosenek w czasie niewiele dłuższym niż pół godziny (Roll Over Beethoven, From Me To You, I Saw Her Standing There, This Boy, All My Loving, I Wanna Be Your Man, Please Please Me, Till There Was You, She Loves You).
Beatlesi pokazali się od swojej najlepszej strony, ze swoim humorem, entuzjazmem, żywiołowością oraz oczywiście muzycznym profesjonalizmem , lekko przytłoczonych entuzjazmem otaczających ich fanów (głównie płci żeńskiej i już nie tylko dzieciaków). Była to największa widownia przed jaką kiedykolwiek występowali.



NEIL ASPINALL : Koncert w Waszyngtonie był trudny, bo grali na ringu bokserskim, publiczność siedziała dookoła i trzeba było grać dla każdej ze stron. Każdą piosenkę grali zwróceni w inną stronę widowni. Było dużo zamieszania ale show był dobry. Po koncercie wracaliśmy do Nowego Jorku. Dwadzieścia lat później dowiedziałem się, że ten koncert był filmowany na późniejsze pokazy w całej Ameryce. Dzieciaki z całych Stanów płaciły za bilety, by móc oglądać to w kinach. Kiedy zespól przyjechał znowu i miał trasę po Ameryce w sierpniu, wiele osób widziało już ich koncert, dzięki temu przekazowi.
GEORGE (z listów do rodziców): „Byliśmy w Hollywood Bowl, i daliśmy koncert. Było świetnie. Miejsce było wspaniałe. Siedzenia są na zboczu dużego wzgórza. Odwiedził nas Pułkownik Tom Parker, menadżer Elvisa. Dał nam prawdziwe, skórzane pasy i kabury. Kowbojskie gadżety. I ozdobne lampki w kształcie westernowych wozów. Miły gość. Powiedział, że Elvis chciałby się z nami spotkać i zaprosił nas do swojego domu w Memphis, w Tennnessee...

Dziś byliśmy u Burta Lancastera i bardzo ciepło nas ugościł. Jego dom był wystrzałowy i kosztował go milion dolarów. Popływałem w jego basenie. Było świetnie, gorąco prawie jak w wannie. Później, facet z General Artists, organizator naszej trasy, chciał, żebyśmy poszli do Whiskey A Go Go na Suset Strip. Powiedzieli, że jest świetne i nikt nam nie będzie przeszkadzał. Gdy tam weszliśmy, musieliśmy siłą przeciskać się,razem z Malem i kilkoma dużymi facetami, do stołu, gdzie siedział John i Derek. I Jayne Mansfield. Po tym, jak torowaliśmy drogę do stolika, Zdenerwowałem się i oblałem jakiegoś fotografa Colą. Potem musieliśmy przepychać się, żeby wyjść. Wróciliśmy autem do hotelu. Było okropnie. Byliśmy tam tylko 10 minut. Rozumiecie teraz, czemu nie lubimy nigdzie wychodzić."








Czytaj dalej w:     Historia The Beatles

Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.

11. WIZYTA W USA – AMERYKAŃSKA INWAZJA THE BEATLES -2

Czytaj wcześniej tutaj: Amerykańska Inwazja The Beatles cz. 1 



CZĘŚĆ 2  

Wczesnym rankiem 7 lutego 1964 roku, gdy na ulicach Nowego Jorku wciąż jeszcze można było zobaczyć  głównie śnieg i pędzące taksówki, w radiu WMCA pojawiła się pierwsza zapowiedz nadchodzącego szaleństwa. Prowadzący audycję powitał słuchaczy: "Jest szósta trzydzieści czasu Beatlesów. Pół godziny temu opuścili Londyn. W tej chwili znajdują się nad Atlantykiem, zmierzając do Nowego Jorku. Temaperatura wynosi trzydzieści dwa stopnie Beatlesów".
 ***
Jak pisałem już w opisach rocku 1964, występ w programie Eda Sullivana był ogromny sukcesem. Beatlesów mile połechtał jeszcze inny fakt. 
W czasie programu Ed Sullivan odczytał im treść następującego telegramu:
CONGRATULATIONS ON YOUR APPEARANCE ON THE ED SULLIVAN SHOW AND YOUR VISIT TO AMERICA. WE HOPE YOUR ENGAGEMENT WILL BE SUCCESFUL ONE AND YOUR VISIT PLEASANT GIVE OUR BEST TO A SULLIVAN SINCERELY ELVIS & THE COLONEL

Elvis i Ed Sullivan.
Treść "TAKIEGO" telegramu absolutnie nobilitowała The Beatles w oczach całej Ameryki. Wielki Elvis Presley gratuluje występu i pozdrawia. Jakiś czas później Wielki King wzbogaci swój repertuar sceniczny o kompozycje Beatlesów 9np. 'Yesterday' czy 'Hey Jude').

W dniu odlotu z Nowego Jorku od rana padał gęsty śnieg. Beatlesi z George'm na czele odmówili kategorycznie latania w "zasranej śnieżycy". Byli natomiast skłonni pojechać pociągiem. Załatwiono pośpiesznie salonkę, która okazała się  - ach ci Amerykanie - wspaniałym edwardiańskim wagonem sypialnym należącym kiedyś do linii kolejowych. Z hałaśliwej Pennsylwania Station razem z zespołem i ich świtą wyruszyło tym samym środkiem lokomocji kilkudziesięciu dziennikarzy, kilka ekip telewizyjnych oraz oczywiście Murray "K". Cynthia Lennon w ciemnej peruce, w ciemnych okularach, omal nie została na peronie. Trzy lata później nie wsiądzie do pociągu do Bangor, kończąc tym samym swoje małżeństwo z Johnem.
Beatlesi w drodze do Waszyngtonu. Beatlemania jak w Europie


NEIL ASPINALL:   Po programie u Eda Sullivana, wsiedliśmy do pociągu do Waszyngtonu. Oni mieli własny wagon pełen agentów, reporterów, było bardzo zimno. 

 
RINGO:  Byliśmy facetami z jajami i to ratowało nasze tyłki, jak wtedy gdy jechaliśmy do Waszyngtonu. Faceci z prasy chcieli nas wykończyć... Ale zaprzyjaźniliśmy się z nimi.
George i John razem, "Gwiazda" - Paul w tle. Waszyngtońskie Coliseum.
 Na Union Station w stolicy, 3 000 nastolatków napierało na sześciometrowej wysokości bramę  z kutego żelaza zamykającą wejście na peron a Amerykanie zaczynali poznawać zjawisko Beatlemanii na własnej skórze. Siedem tysięcy innych wypełniło halę Coliseum. Brian Sommerville musiał biegać wokół sceny, która była bokserskim ringiem i pilnować by Beatlesi grali dla wszystkich stron. Waszyngtońscy fani, wyczytawszy, że George Harrison lubi żelki, zasypali nimi scenę - często nie zawracając sobie głowy wyciąganiem ich z opakowań. George wspominał później, że żelki amerykańskie były dużo twardsze o tych w Anglii i dostać takim cukierkiem w twarz nie była przyjemność, musieli też uważać na oczy. fani rzucali także guzikami, wałkami do włosów a nawet zużyte żarówki od lamp błyskowych aparatów. Jeden z policjantów stojących pod sceną z filozoficznym spokojem wsadził sobie do uszu po naboju kaliber 0,38. Zauważono wtedy, że z boku stoi Brian Epstein i ...płacze.
 Całość rejestrowała telewizja CBS, cały występ zostało po ponad 50-latach wydany na video i było to ogromne wydarzenie. Więcej o tym wydarzeniu pisałem także tutaj: PIERWSZY KONCERT W USA

NEIL ASPINALL:  Koncert w Waszyngtonie był trudny bo grali na ringu bokserskim. Publiczność siedziała dookoła i trzeba było grać dla każdej ze stron. Każdą piosenkę grali zwróceni w inną stronę publiczności, więc ciągle musieliśmy przestawiać mikrofony...



 
The Beatles w Washington Coliseum. 

  



W czasie pobytu w Waszyngtonie Beatlesi odwiedzili brytyjską ambasadę. Spotkanie to zaaranżował wspomniany już Brian Sommerville, który służył kiedyś  z tamtejszym attache wojskowym na tym samym okręcie. Chłopcy zgodzili się, acz niechętnie, ze względu na Epsteina, który uznał takie spotkanie za dobre wizerunkowo. Na miejscu powitał ich ambasador i początkowo było bardzo miło. Później zrobiło się mniej sympatycznie, choć tak naprawdę nie odbiegało to od standardów życia towarzyskiego w kręgach dyplomatycznych. Panowie w smokingach i ich żony sączące drinki przepychali się do Beatlesów po autografy, prawie jak fani na koncertach. Jakaś dama obcięła nawet perkusiście zespołu kosmyk włosów. Okazało się, że Beatlesi mieli także ogłosić zwycięzców w loterii fantowej zorganizowanej przez ambasadę. Gdy John Lennon zaczął protestować, otoczyło go z groźnymi minami kilku młodszych pracowników Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ringo złapał go za ramię i uspokoił: Dobra, zróbmy to! 
Gdy ten incydent opisała brytyjska prasa, stał się on przedmiotem interpelacji poselskiej w parlamencie. Joan Quennell z Partii Konserwatywnej zażądała mianowicie od ministra spraw zagranicznych R.A. Butlera potwierdzenia bądź zaprzeczenia  doniesieniom o tak obcesowym potraktowaniu Beatlesów - stawających się chlubą narodu - przez personel ambasady.
  Aktualnie urzędujący prezydent USA, Lyndon Johnson zażartował w prywatnej rozmowie: "Podobają mi się ale czy nie uważacie, że przydałby im się fryzjer?"
The Beatles -  Carnegie Hall
12 lutego 1964 roku  The Beatles zagrali dwa koncerty w Carnegie Hall -  jeden 19.45, drugi o 23.15. Każdy oglądało ok. 2 900 widzów. George Martin chciał ten koncert nagrać ale Capitol Records poinformował go, że nie zgodziła się na ten pomysł Amerykańska Federacja Muzyków. W garderobie Beatlesi dostali Złotą Płytę za milion kopii 'She Loves You', sprzedany przez Swan Records, której to przedstawiciele wiedzieli, że tracą kontrakt ich życia na rzecz Capitolu.

JOHN: Carnegie Hall było okropne. Akustyka sali fatalna no i ci wszyscy ludzie siedzący z nami na scenie, wyglądający jak dzieci Rockefellera. To nie był rockowy koncert, to był cyrk z nami w rolach głównych, zamkniętych w klatce... Oglądali nas, dotykali ...czuliśmy się tam jak zwierzęta.
  Promotor trasy, Sid Bernstein wiedział,że trafił na kurę znoszącą złote jajka. Słuchając wrzawy jaka dobiegała z tej renomowanej sali. Siedział na schodach korytarza, którego ściany oprawione były w portrety Schuberta i Ravela i wiedział, że już w czasie tego wieczoru odrobił straty jakie poniósł w 1960 roku, gdy organizował festiwal jazzowy w Newport. Rock and roll i Anglicy - to było to! W odwrotnej kolejności. Takie gwiazdy jak Shirley MacLaine czy David Niven bez powodzenia błagały go o bilety na The Beatles w Carnegie Hall.pani Rockefeller z dwiema córkami musiała czekać pół godziny, by zerknąć do ich garderoby.
Bernstein wspomina: "Po drugim koncercie przeszliśmy się z Brianem do Madison Square Garden. Weszliśmy do starej sali. 17 000 miejsc. Wiedziałem, że mają tu wielką ochotę na Beatlesów. Bilety można było wydrukować w ciągu 24 godzin. Zaproponowałem Brianowi 25 000 dolarów i jeszcze 5000 na Brytyjski Fundusz Walki z Rakiem.Wiedziałem, że to kusząca oferta, ale uśmiechnął się  i powiedział: "Sid, zostawmy to sobie na następny raz".
 Tego samego dnia brytyjska telewizja emituje film zrealizowany przez Granada TV, zatytułowany "Yeah, Yeah, Yeah - The Beatles in New York".
The Beatles - od strony widowni -   Carnegie Hall
Nazajutrz , 13 lutego, sprzed hotelu Plaza zniknęły policyjne blokady.W eleganckim lobby hotelu zrobiło się spokojnie. Prasa na spokojnie napisała:"Brytyjscy chłopcy zamieszali w głowach naszym podlotkom" oraz "Widownia wyje, piszczy i zawodzi". Ciekawostką jest fakt, że pokaźna kwota jaką telewizja CBS przelała na konto hotelu do wykorzystania przez The Beatles i ich ekipę, pozostała nietknięta, ponieważ nikt o niej nie wiedział.
  Beatlesi wsiedli do odrzutowca National Airlines i polecieli do Miami nagrywać drugi program Eda Sullivana. Na lotnisku powitał ich siedmiotysięczny tłum, który poniszczył i porozbijał wyposażenie terminala. Tam dotarł do nich George Martin, przylatujący do USA w sprawach służbowych. Przyglądał się próbom w hotelowej sali, gdzie Beatlesi w wakacyjnych strojach śpiewali i grali pełni humoru. USA leżały przecież u ich stóp. (tutaj oglądaj zdjęcia:  MIAMI 1964)

  Honorarium za występ to 3 500 dolarów a program bije rekordy wszelkiej oglądalności, nie gorszej niż pierwszy.
RINGO:Tak, to było najwspanialsze miejsce na świecie, w jakim byłem. Ludzie pożyczali nam jachty, wszystko co chcieliśmy. Na Florydzie zdarzały się nam dwie świetne rzeczy. po pierwsze, dwie bardzo miłe damy zabrały mnie lincolnem continentalem do pierwszego kina samochodowego, jakie widziałem. Po drugie, pewna rodzina pożyczyła mi łódź a nawet pozwoliła mi ją poprowadzić. To była duża motorówka, którą pełnym gazem wprowadziłem do portu, choć o prowadzeniu motorówek miałem mgliste pojęcie.
JOHN: Wypożyczyliśmy kilka domów od milionerów.
GEORGE: Zapewne odnosiliśmy sukcesy, bo ludzie tacy jak Muhammad Ali chcieli nas poznać. Podczas pierwszej wizyty zabrali nas żebyśmy go poznali.To była duża akcja promocyjna.Wszystko to było częścią bycia Beatlesem. Ali był całkiem sympatyczny i właśnie za parę dni zbliżała się jego walka z Sonny Listonem.
RINGO: Sparowałem z Cassiusem Clayem (Clay obrał nazwisko Muhammad Ali po pierwszej wizycie Beatlesów w USA - RK), jak się wtedy nazywał...Moja rodzina nie przejmowała się tym, że odnieśliśmy sukces w Ameryce, odnieśliśmy sukces w Liverpoolu i to było ok.
GEORGE: Podczas pierwszej podróży po Ameryce nie wybiegałem myślami naprzód. Nie zdawałem sobie sprawy ze zmiany jakości naszej sławy. Nie myślałem zbytnio o przyszłości. Myślałem: "Cieszmy się co jest teraz i róbmy swoje". Na początku to była zabawa. Początkowo bardzo się tym cieszyliśmy, ale potem zrobiło się to uciążliwe.  Pierwszy raz to było "coś nowego". Wróciliśmy tego samego roku na trasę,a  kolejną zrobiliśmy rok później i wtedy mieliśmy dość. Nie mogliśmy się nigdzie ruszyć.
Dodaj napis

2 występ u Eda Sullivana - Miami.

Przed tłumami i prasą udało im się uciec tylko raz, na cały dzień do nadmorskiej rezydencji jednego z dyrektorów Capitol Records. Pomógł im w tym zaprzyjaźniony sierżant Buddy Bresner z policji w Miami. Dzięki niemu wymknęli się z Deauville Hotel w ciężarowce, która przywoziła mięso, podczas gdy kilku policjantów wynosiło od frontu puste pudła na gitary by zmylić fanów. Była to pierwsza chwila prawdziwego wypoczynku od czasu wakacji w Margate. Spędzili ten czas razem z George Martinem, producentem, który z chłopcami coraz bardziej się zaprzyjaźniał, jego przyszłą żoną Judy, Brianem oraz jego tymczasową asystentką Wendy Henson. Właściciel rezydencji był nieobecny, ale w jego imieniu gośćmi opiekował się uzbrojony ochroniarz. Z papierosem w ustach i wyraźnie widoczną pod pachą kaburą  przyrządzał im steki na grillu. Martin wspomina: 'Brian żalił się na wydawców pirackich płyt. Nagle ten osiłek, który nam grillował steki, pochylił się do przodu i spytał: "Chce pan, żebyśmy się nimi zajęli panie Epstein?". Zabrzmiało to bardzo złowieszczo'.

Ringo a la Groucho Marx
W czasie 1 występu u Eda Sullivana The Beatles zaśpiewali: All My Loving, Till There Was You, She Loves You – w pierwszej części programu , oraz I Saw Her Standing There oraz I Want To Hold Your Hand w drugiej.


PAUL: Zagraliśmy w Carnegie Hall, bo Brianowi podobał się pomysł występu w sali przeznaczonej na koncerty klasyczne. Potem pojechaliśmy do Miami i nakręciliśmy tam drugi program do programu 'Ed Sullivan Show'. 
   Miami było jak raj. Nigdy nie byliśmy nigdzie gdzie rosły palmy. Byliśmy turystami, mieliśmy ze sobą prawdziwe aparaty Pentax i robiliśmy masę zdjęć. Nadal mam dużo zdjęć uzbrojonych gliniarzy na motocyklach. Nigdy nie widzieliśmy gliniarzy z bronią a ci z Miami wyglądali ekstra.Świetnie się tam bawiliśmy. Zagraliśmy w jednym z hoteli. W podziemiach dużych hoteli był zawsze kabaret.Patrzyliśmy z balkonów hoteli na plażę, gdzie fanki ogromnymi literami na pisaku pisały, że nas kochają.
JOHN: Jak komuś pomachaliśmy, to zawsze mówiono nam: 'Nie machajcie im, tylko ich tym zachęcacie'
Fani piszący na piasku przed hotelem - Miami '64
W drugim występie u Sullivana zespół wykonał sześć piosenek She Loves You, This Boy, All My Loving, I Saw Her Standing There, From Me To You oraz I Want To Hold Your Hand. Koncert ponownie transmitowany, oglądała znowu rekordowa widownia, tj. ok. 70 000 000 widzów w ok. 22 445 000 domach. Ten program powtórzono 20 września tego samego roku.
Po koncercie, Fab 4 uczestniczyli w prywatnym party zorganizowanym przez Maurice Lansberga, właściciela hotelu dla wszystkich pracowników obsługujących i produkujących koncert, w tym dla obsługi hotelowej.

 Po latach John tak wspomni tą trasę: Wiedzieliśmy, że jeśli złapiemy Amerykę to zetrzemy ich na proch. Gdy tu przybyliśmy wszyscy łazili w cholernych bermudach i zadrutowanymi zębami...,a kobity wyglądały jak pieprzone kobyły z lat czterdziestych. Nikt nie kumał co jest grane w tym całym jazzie..Tak nam się zdawało ale było inaczej.My naprawdę wyśmiewaliśmy się z Ameryki, oprócz jej muzyki. Tutaj nawet czarni śmiali się z Chucka Berry'ego i bluesmanów.
 Wypowiedź odważna, kontrowersyjna jak cały John.
 The beatles powrócili do kraju 22 lutego. Na lotnisku witali ich fani i olbrzymie transparenty z napisem:WELCOME HOME BOYS!.

 

 Konferencja zespołu po powrocie z USA



 
Powrót z Ameryki - Londyn, powitanie przez fanów. Welcome Home The Beatles!!!

 --------------------------------
 1 WIZYTA W USA:
 9 Luty - Ed Sullivan Show, CBS Television Studios, Nowy Jork
11 Luty - Washington Coliseum, Waszyngton
12 Luty - Carnegie Hall, Nowy Jork
16 Luty - Ed Sullivan Show, Deauville Hotel, Miami


*Muzyczny blog  Historia The Beatles  Music Blog*
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.